BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbirowy Pazur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbirowy Pazur. Pokaż wszystkie posty

19 maja 2018

Od Imbirowego Pazura C.D Pstrokatego Serca

Byłam wojownikiem. Tak... po prostu. Wszystko stało się tak nagle, i nadal nie do końca wierzyłam w to, że dostałam nowe imię. Imię, które wiązało się z jeszcze większą ilością pracy i nowymi obowiązkami, które dawało również przywileje, które sprawiało, że wypełniała mnie duma, a po piersi rozlewało się przyjemne, wewnętrzne ciepło. Nie potrzebowałam już opieki czy nadzoru, nie byłam już tym małym, bezbronnym, wychudzonym kociakiem, który dołączył do klanu niespełna osiemnaście księżyców temu.
Chwila... Osiemnaście? Przecież to ponad rok! Naprawdę jestem tu aż tak długo? Ze zdziwienia aż wytrzeszczyłam oczy. Ale jeśli ten czas był spędzony dobrze, to znaczy, że nie muszę się tym martwić. Teraz mam dom i rodzinę, która mi pomaga i mnie szanuje, z wzajemnością. Mam przyjaciela... Przyjaciela, który zawsze będzie obok mnie, który otrze mi łzy, kiedy będę płakać, który pomoże mi się podnieść, kiedy upadnę. Który zawsze będzie przy mnie.
I był, właśnie teraz - przyszedł, aby pogratulować mi miana wojownika.
- Miałbyś ochotę gdzieś pójść? - spytałam Pstrokate Serce, siedzącego obok mnie i wpatrującego się w ziemię.
- Huh? Jesteś pewna, że nie chcesz pokorzystać z chwilowej sławy? - zdziwił się.
- Wręcz przeciwnie, mam trochę dość tego przepychu. Co powiesz na polowanie? - zaproponowałam.
- Czemu nie! Gdzie chcesz pójść?
Na chwilę zapadła cisza.
- Na Mokradła! - krzyknęłam nagle, zrywając się z miejsca. - Kto ostatni ten mysi bobek! - I popędziłam we wspomniane wcześniej miejsce.

~~~*~~~

Ze ślizgiem zahamowałam gdzieś w środku Mokradeł. Otaczały mnie wysokie kępy traw, a pod łapami miałam błoto.
- Pierwsza! - zawołałam szczęśliwa, głośno dysząc. - Wygrałam!
Usiadłam, w oczekiwaniu na Pstrokate Serce. Powinien się za chwilę pojawić, w końcu kiedy biegliśmy, był o kilka długości ogona za mną.
Czekałam już chyba z trzy minuty, a kota nadal nie było. Nie byłam w stanie wyczuć, czy jest blisko, bowiem miałam katar, a co za tym idzie - zatkany i "niezdolny do poprawnego działania" nos.
- Pstrokate Serce? - zawołałam; było to jedyne, co przyszło mi do głowy. Kiedy odpowiedziała mi cisza, z cichym westchnieniem wstałam i powolnym krokiem ruszyłam w stronę, z której przyszłam.
W pewnym momencie poczułam pchnięcie z prawej strony. Ktoś na mnie skoczył. Ja i napastnik przeturlaliśmy się po błocie przez parę metrów. Kiedy się zatrzymałam, nade mną ktoś był i przytrzymywał moją pierś łapami. Był to Pstrokate Serce.
- Nie nazywaj mnie mysim bobkiem... - powiedział poważnym głosem, jakby z groźbą. Skuliłam się i szeroko otworzyłam oczy. Po kilku sekundach, mój przyjaciel wybuchł śmiechem. - Gdybyś tylko widziała swoją minę! - Zszedł ze mnie i lekko się otrzepał, zrzucając z siebie błoto. - To co, polujemy, czy nie?
Na myśl o kaczkach, innych ptakach i rozmaitej zwierzynie oblizałam się. Podniosłam się i również otrzepałam, ochoczo kiwając głową.

< Pstrokatku? Przepraszam, że tak mało dodałam od siebie :/ >

05 maja 2018

Od Imbirowej Łapy (Pazura) C.D Pstroktego Serca

Zauważyłam, jak Pstrokata Łapa... Znaczy się Pstrokate Serce.
Właśnie. Był wojownikiem. Niby to ta sama osoba, a jednak to miano, lekko zmieniało jego wizerunek. Wzbudzał respekt. Nadal był moim przyjacielem, jednak wydawał mi się taki... Starszy. Prawda, urodził się ode mnie wcześniej o te trzy księżyce, ale... Ech...
- Gratulacje! - zawołałam, kiedy zauważyłam go, z uśmiechem siedzącego przy legowisku wojowników. W odpowiedzi uśmiechnął się jeszcze szerzej. Podeszłam do niego; machnięciem ogona nakazał mi, żebym usiadła obok niego. Niepewnie to zrobiłam. Szczerze mówiąc, poczułam się trochę nieswojo.
- Jakie to uczucie być wojownikiem? - spytałam, nerwowo ugniatając łapami ziemię przed sobą.
- Jest wspaniale! - odpowiedział z wielkim entuzjazmem. 
- Aha - powiedziałam. Nastała cisza.
Pstrokate Serce, widząc moją niepewną i lekko markotną minę, rzekł:
- Nie smuć się, niedługo też zostaniesz wojownikiem! Jestem tego pewny. Jak myślisz, jakie miałabyś imię? A może chciałabyś dostać jakieś konkretne? - zastanawiał się.
- Nie wiem... - odparłam. - Nie mam żadnych "zachcianek" co do imienia.
Chwilę potem Pstrokate Serce został zawołany w sprawie wieczornego patrolu.

~~Tydzień Później~~

To wszystko stało się tak szybko. 
Zaczęło się od tego, że Jagodowe Futro poprosił mnie o rozmowę z nim i Pierzastą Gwiazdą.
A na czym się skończyło?
Właśnie stałam przed przemawiającą do klanu przywódczynią.
- ...Od tej chwili, będziesz nosiła imię Imbirowy Pazur - zakończyła Pierzasta Gwiazda. Ocknęłam się; zdałam sobie sprawę, że zamiast skupić się na mianowaniu, popadłam w zadumę, zupełnie nie słuchając przywódczyni. Co za wstyd!
- To wspaniale! - usłyszałam obok siebie. Pstrokate Serce. - Teraz oboje jesteśmy wojownikami!
<Pstrokate Serce?>

14 kwietnia 2018

Od Imbirowej Łapy CD. Pstrokatej Łapy

Siedziałam w legowisku uczniów, kiedy zauważyłam, że na polanę wchodzi Pstrokata Łapa. Kocur był cały przemoczony i trząsł się z zimna. Zerwałam się z miejsca i do niego wybiegłam.
- P-Pstrokata Łapo, ja... - zaczęłam niepewnie. Nawet nie przemyślałam, co chcę powiedzieć! Kocur patrzył na mnie nerwowo, jakby czegoś wyczekując. - Nic. Już n-nic - szepnęłam i spuściłam głowę. Odeszłam w stronę legowiska uczniów, nie oglądając się na kota. Nie mogłam. Czułam się tak głupio, tak beznadziejnie... Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Wlokąc ogon po ziemi, wróciłam do legowiska uczniów, i wciskając się w kąt, zasnęłam, dręczona czarnymi myślami.
~~Następny Dzień~~
Dzisiaj mentorzy postanowili sprawdzić nasze umiejętności walki. Kiedy słońce było na środku nieba, wszyscy zebraliśmy się na dużej polanie treningowej. Uczniów podzielono w pary.
Pech chciał, że trafiłam na Pstrokatą Łapę.
Kiedy ustawiliśmy się naprzeciwko siebie, od razu poczułam napiętą, nieprzyjemną atmosferę, która dosłownie wisiała w powietrzu. Miałam lekko spięte mięśnie, które z niewiadomych powodów nie chciały się rozluźnić. Krążyliśmy po okręgu. Nikt nie chciał atakować pierwszy. W końcu, niepewnie i niezdarnie, zaatakowałam. Kot zręcznie uniknął ataku. Potem była jego kolej - zaatakował, jednak też niepewnie, przez co z łatwością zrobiłam unik.
- Dosyć tego - powiedziałam nagle stanowczo. Kocur, z nieukrywanym zdziwieniem, stanął w miejscu; odpowiedział mi milczeniem. - Przepraszam za moje słowa, Pstrokata Łapo. Ja nie chciałam. Lubię cię i nie chcę, abyś żywił do mnie urazę. Wiedz, że ja chcę być twoją... Przyjaciółką - kontynuowałam niepewnie, jednak dodałam, tym razem stanowczo - Tak. Przyjaciółką. Ale kluczowym jest, czy ty chcesz.
- Chcesz być moim przyjacielem, Pstrokata Łapo? - spytałam.

<Pstrokatku? Wybacz. Postaram się poprawić. *^*>

06 kwietnia 2018

Od Imbirowej Łapy CD. Pstrokatej Łapy

Wędrówka przez las nie zajęła nam znacząco dużo czasu, dlatego szybko stanęliśmy przed Płaczącym Strażnikiem. W środku było ciepło i sucho, bowiem gałęzie wierzby spływające na ziemię były tak gęste, że ledwo co było przez nie widać. Stwarzało to przyjemny i niepowtarzalny nastrój. Usadowiłam się obok Pstrokatej Łapy i westchnęłam głęboko. Razem zaczęliśmy jeść.
- Imbirowa Łapo... - zaczął niepewnie, zaprzestając czynności. Zachęciłam go uśmiechem. - Czy my jesteśmy... przyjaciółmi?
Z zaskoczeniem spojrzałam na kota. Skąd takie pytanie?
- Nie wiem... - odpowiedziałam zamyślona i zmieszana. - Cóż, powinnam być szczera, prawda? Niedobrze byłoby powiedzieć nieprawdę - powiedziałam cicho. Kocur popatrzył na mnie z niepewnością i lekkim smutkiem. Pewnie wiedział, co za chwilę powiem.
- Według mnie nie jesteśmy przyjaciółmi - stwierdziłam. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, jak idiotycznie i niemiło to zabrzmiało. Pstrokata Łapa spojrzał na mnie smętnie, spuszczając głowę na łapy. - W sensie nie znamy się dość długo... Znaczy znamy się, bo jesteśmy w jednym klanie...
- Nie musisz się tłumaczyć - przerwał mi, smutno się uśmiechając. - Wszystko rozumiem. - Wstał i zaczął iść w stronę "wyjścia". W osłupieniu patrzyłam na kocura.
- N-Nie idź... - szepnęłam, ale uczeń był zbyt daleko, żeby mnie usłyszeć. Kiedy się ocknęłam, wybiegłam spod wierzby. Rozglądnęłam się, ale Pstrokatej Łapy nigdzie nie było. Zrezygnowana wróciłam do obozu.
< ; ^ ; Pstrokata Łapko? >

31 marca 2018

Od Imbirowej Łapy CD. Pstrokatej Łapy

Uczeń wydawał się całkiem miły. W sumie znajdował się w podobnej sytuacji, co ja - też nie był jeszcze wojownikiem, chociaż wydawałoby się, że już powinien nim zostać.
- Mam przynajmniej nadzieję, że życie w naszym klanie nie zawsze jest jednak tragedią - powiedział w pewnym momencie.
Zamyśliłam się. Dla mnie życie w klanie jest czymś wspaniałym. Gdyby Miodowe Serce mnie nie znalazła... Zginęłabym. Byłam zbyt słaba, zbyt mała i niedoświadczona, żeby przeżyć. A mama? Co z nią? Zostawiłam ją samą. Żyłam sobie w klanie, zdrowa i szczęśliwa, a ona... Poczułam, jak łzy napływają i do oczu. Odwróciłam się od Pstrokatej Łapy. Nie chciałam, żeby widział, że płaczę.
- Nie... Nie zawsze - odparłam, powstrzymując łzy. Popatrzyłam na kota i uśmiechnęłam słabo. - Dla mnie jest najlepszym, co mogłam dostać. Uważam, że nawet na to nie zasługuję, ale... Cieszę się. Bardzo się cieszę. Że mam klan, dom. Mam wszystko, czego potrzeba mi do szczęścia.
Mój rozmówca spojrzał w wodę. Jego pysk nie wykazywał żadnych emocji jednak widziałam, że się zamyślił.
- Chyba mieliśmy łowić ryby, prawda? - przypomniałam, żartobliwie pacając go łapą w ucho. Pstrokata Łapa w milczeniu kiwnął głową. Pochyliliśmy się nad leniwie płynącą wodą. Wprawdzie teraz mamy Porę Nagich Drzew, jednak jest na tyle ciepło, że rzeka nie zamarzła. W sumie w tej chwili było mi nawet przyjemnie - moje długie futerko chroniło mnie przed zimnem.
Po niedługim czasie Pstrokata Łapa złowił dwie ryby. Mi nie udało złowić się żadnej, ale byłam dobrej myśli; w końcu na pewno mi się uda.
~~~*~~~
Ja i Pstrokata Łapa odłożyliśmy swoje zdobycze. W drodze powrotnej upolowaliśmy jeszcze dwie chude myszy i żylastą wiewiórkę. No cóż, najważniejsze, że można się tym najeść... Kiedy zobaczyłam, że dzięki nam stosik zwierzyny znacznie urósł, poczułam dumę. Razem z Pstrokatą Łapą usiedliśmy na polanie i zaczęliśmy jeść.
- To co, masz na dzisiaj jakieś plany? - spytałam ucznia, oblizując pyszczek.
<Pstrokata Łapo? Wybacz, że tak długo ._.>

22 marca 2018

Od Imbirowej Łapy

Leżałam na środku obozu. Było mi straaaaaaasznie nudno. Błyskające Niebo była dzisiaj zajęta. Nie miałam tu przyjaciół, jedyną z bliższych znajomych była Miodowe Serce, której od dłuższego czasu nie było w obozie... Dziwne i niepokojące. Miałam nadzieję, że nic złego jej się nie stało. Patrzyłam na chodzące w tę i we wtę koty. Chyba każdy miał jakiś cel czy zajęcie.
Tylko nie ja.
Zmarszczyłam nosek. Zwykle nie podobało mi się to, że mam za dużo do roboty. A teraz? Jeszcze gorzej - nudy na pudy. Przetoczyłam się kilka razy w prawo; świat śmiesznie zawirował dookoła. Przecież nie mogę tak gnić na tej polanie cały dzień! Hm... A może by tak wyjść na polowanie? Spojrzałam na stos zwierzyny. Był dość mały, a mamy porę opadających liści, więc trzeba korzystać z tego, że wszystkie zwierzęta się jeszcze nie pochowały się w swoich norkach. Brr... W porze nagich drzew zawsze było zimno. Nie wspominając już o tym... No... Sieku? No jak to się nazywało... Nieważne. W każdym razie takie sypkie, białe, mokre i zimne. Z radością wstałam i się przeciągnęłam. Och, jak dobrze jest rozprostować zdrętwiałe od długiego leżenia łapy! Wybiegłam z obozu, kierując się w stronę rzeki.

~~~*~~~

Usiadłam parę metrów dalej od rzeki. Już z daleka wyczułam zapach jakiegoś kota z mojego klanu, jednak teraz mogłam go zobaczyć; to był Pstrokata Łapa.
- Cześć, Pstrokata Łapo! - przywitałam się. Nie znałam go dość dobrze, wszakże był kotem z mojego klanu. - Piękny dzień na polowanie w rzece, prawda?
- No i pięknie! Wystraszyłaś mi wszystkie ryby! - zezłościł się wcześniej skupiony na rzece Pstrokata Łapa. Odwrócił się, zerkając na mnie spode łba. Skuliłam się - nie wiedziałam, że zareaguje w taki sposób. Jednak zebrałam się w sobie i powiedziałam spokojnie:
- Przepraszam. A może razem połowimy ryby?

<Pstrokata Łapo? Mam nadzieję, że nie spartaczyłam z charakterem Pstrokatka... ; - ;>

12 marca 2018

Od Imbirowej Łapy

Miałam za sobą już dużo treningów walki, ale nadal mnie zadziwiały. Walka z kotem ze swojego klanu? W dodatku mentorem! Zupełnie nie miało to dla mnie sensu... A jednak mogłam się w ten sposób wiele nauczyć. Żeby w przyszłości umieć się obronić. Aby bronić swoich bliskich. Bronić klanu! Z zadumy wyrwał mnie głos mentorki:
- Gotowa?
Skinęłam głową. Stanęłyśmy naprzeciwko siebie i zaczęłyśmy krążyć po kole. Kotka lustrowała mnie swoimi niebieskimi oczami, stawiając długie i pewne kroki. Była spokojna i opanowana. Nie to, co ja - z mniejszym doświadczeniem, niezdecydowana. Nagle wystrzeliła w powietrze, skacząc tuż nade mną. Nie miałam czasu, żeby zareagować, więc zanim odskoczyłam, kotka przejechała mi po głowie łapą ze schowanymi pazurami. Kiedy mentorka wróciła na swoje miejsce, przyszła kolej na mnie. Postanowiłam ją wyminąć i skoczyć jej na grzbiet. Tak też zrobiłam. Kilkoma susami pokonałam małą odległość, a kiedy już miałam wskoczyć na mentorkę, ta skoczyła do przodu. Nie mając przewidywanego przeze mnie "oparcia" pod łapami, runęłam na ziemię. Pięknie.
- Nie było tak źle - stwierdziła szylkretka. - Spróbuj jeszcze raz. Trening czyni mistrza, czyż nie?
Podniosłam się i otrzepałam futerko z piasku. Pięknie, druga porażka. Ze zwieszoną głową wróciłam na swoją pozycję. Tym razem rozpędziłam się prosto na mentorkę. W ostatniej chwili skręciłam w prawo; celem było przewrócenie mentorki od boku. Niestety przez zbyt duży rozbieg "poleciałam" zbytnio w prawo, przez co uderzenie w bok szylkretki było osłabione. Błyskające Niebo zachwiała się, jednak utrzymała na nogach.
- Dobrze! - pochwaliła mnie z uśmiechem.
Wykonałyśmy jeszcze trochę takich manewrów. Ku mojemu szczęściu, parę razy znowu mi się udało.
- Dobrze, na dzisiaj wystarczy. Możemy już wracać - powiedziała na koniec mentorka.

~~~*~~~

W krzakach obok mnie coś błysnęło. Co to mogło być?
- Błyskające Niebo, zostanę tu jeszcze na chwilkę, dobrze? - poprosiłam. - Może jeszcze coś upoluję.
Kotka przez chwilę milczała, a na jej twarzy malowała się niepewność. W końcu uśmiechnęła się niepewnie i skinęła głową.
- Dobrze. Uważaj na siebie.
Kiedy szylkretowa kotka odeszła, ja podeszłam do krzaków. Kiedy się przyjrzałam, okazało się, że... Tak, to były kocie oczy.
- Kim jesteś? - spytałam nieufnie. Nie wyczuwałam żadnego zapachu, ponieważ owe krzaki wydzielały mocny, ziołowy zapach.

<Ktosiuu?>

24 lutego 2018

Od Imbirowej Łapy

Wyszłam z legowiska uczniów. Dzień zapowiadał się pięknie. Słońce jasno świeciło, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Przeciągnęłam się, rozkoszując ciepłem promieni padających na ziemię. O tej porze roku las był obfity w zwierzynę, rzeka na pewno też! Na myśl o jedzeniu zrobiłam się głodna. Podreptałam do składziku ze zwierzyną... Pusto. Kiedy rozglądnęłam się po obozie, zauważyłam Błyskające Niebo, dzielącą języki z Rozżarzonym Popiołem.
- Cześć, Błyskające Niebo! - przywitałam się. - Co będziemy dzisiaj robić?
- Dzisiaj masz "wolne" - odparła kotka.
- Em... Dobrze. W takim razie pójdę na polowanie - stwierdziłam.
Podreptałam w stronę wyjścia z obozu. Obejrzałam się jeszcze ostatni raz. Nikt mnie nie wołał, ani za mną nie szedł. Z lekką niepewnością opuściłam polanę.
Zastanawiałam się nad moim klanem. Co prawda większość kotów darzyła mnie dużym zaufaniem, ale miałam wrażenie, że jeszcze nie wszyscy mnie zaakceptowali... Sama czułam się trochę nieswojo, chociaż należałam do Klanu Nocy już od dłuższego czasu. Ale czy dałoby się wychwycić u mnie jakieś przeciwieństwa w zestawieniu z kotem urodzonym w klanie? Przecież znam kodeks wojownika, wierzę w Klan Gwiazdy, wiem, co oznacza życie w klanie... A oprócz tego umiem polować i walczyć. Ale czy to wystarczy? Z rozmyślań wyrwał mnie szum strumienia. Zamruczałam cicho; łapy jakby same mnie tutaj zaprowadziły. Z radością spojrzałam na przejrzystą, wartko płynącą wodę. Lubiłam to miejsce. Przez chwilę tak stałam, patrząc się w rzekę i nie wiedząc co zrobić. "No tak!" - przypomniałam sobie w końcu. - "Przecież wyszłam na polowanie!" Pokręciłam głową, dziwiąc się z własnej głupoty. Podeszłam do strumienia i zaczęłam rozglądać się za rybami.
~~~*~~~
Zadowolona z siebie, chwyciłam wszystkie ryby w pysk. Skierowałam się w stronę obozu. Może jeszcze coś złapię po drodze? Weszłam między drzewa. Zaczęłam węszyć w poszukiwaniu zwierzyny. Chwila... Wyczułam jakiegoś kota. Zapach był z pewnością świeży, jednak dość nikły - byłam zbyt daleko, żeby stwierdzić, z jakiego może być klanu. Odłożyłam ryby na bok i lekko przysypałam ziemią. Bezszelestnie podążyłam w kierunku, z którego dochodził zapach. W mojej głowie zaczęły się pojawiać okropne scenariusze. Znienacka skaczący na mnie kot z obcego klanu, który mnie zabija, ja wpadająca w pułapkę... Nie. Tego było już za wiele. To na pewno jakiś samotny kot Klanu Cienia. Może wyszedł zapolować, tak jak ja?
Przystanęłam. Teraz już byłam pewna: kot z mojego klanu. Odetchnęłam z ulgą. Nagle usłyszałam przeciągłe, żałosne miauknięcie.
- Halo? - spytałam cicho.
Odpowiedział mi dźwięk jakiejś szamotaniny. Przerażona cofnęłam się o krok, jednak zebrałam się w sobie i zrobiłam parę kroków w kierunku kolczastych krzewów, z których prawdopodobnie dochodziły odgłosy. Podeszłam do nich i łapą rozgarnęłam pnącza. Wciągnęłam powietrze. Ujrzałam tam kota zaplątanego w kolce. Miał kilka zadrapań, z których małymi stróżkami ciekła krew. Kot szamotał się i rzucał, wyraźnie próbując się uwolnić.
- Spokojnie - rzekłam ciepło. - Zaraz cię uwolnię.
<Ktoś z Klanu Nocy?>

02 lutego 2018

Od Imbirowej Łapy

Obudziłam się. Ktoś trącał mnie w ucho.
- Imbirowa Łapo! - dobiegł mnie syk Błyskającego Nieba No tak! Dzisiaj miałyśmy iść na wspólne polowanie!
Szybko wstałam i się przeciągnęłam.
- Gotowa? - spytała mentorka.
Przytaknęłam szybkim skinieniem głowy. Mentorka wyszła z legowiska uczniów, a ja poszłam za nią. Wyszłyśmy z obozu. W ostatnich dniach zdążyłyśmy pójść razem na małe polowanie, a ja zapoznałam się już z Kodeksem Wojownika. Przy każdym kroku węszyłam w poszukiwaniu zwierzyny. Nagle coś wyczułam.
- Lis! - warknęłam, strosząc futerko.
- Czy zapach jest świeży? - zapytała spokojnie mentorka, powoli idąc przez las.
Zawęszyłam jeszcze raz.
- Nie - odparłam zażenowana. - To zapach sprzed jakichś dwóch dni.
Zrobiło mi się głupio. Jak mogłam się tak pomylić?
Kocica idąca obok mnie uciszyła mnie ruchem ogona. Wpatrywała się w coś przed nami. Mysz, stwierdziłam, kiedy spojrzałam tam, gdzie ona. Szylkretka zaczęła skradać się w kierunku zwierzątka. Po chwili skoczyła, zabijając ofiarę jednym machnięciem łapy. Przyglądałam się jej z podziwem. Muszę udowodnić, że jestem godna miana ucznia. Otworzyłam pysk, dokładnie badając powietrze. Wyłowiłam dość słaby zapach ptaka. Spojrzałam w górę. Tuż nade mną, na gałęzi siedział drozd. W ciszy wdrapałam się na niskie drzewo. Kiedy weszłam na gałąź, cicho zaskrzypiała. Zaalarmowany ptak wzbił się w powietrze, jednak udało mi się do niego doskoczyć. Złapałam ptaka w pysk i niezgrabnie zeskoczyłam z drzewa. Zauważyłam, że moja mentorka zdążyła upolować drugą mysz. Położyłam swoją zdobycz obok innych i przysypałyśmy je ziemią.
- Teraz pójdziemy nad rzekę - rzekła Błyskające Niebo. - Nauczę cię łowienia ryb.
Ogon zadrgał mi z podniecenia. Nauczę się łowić ryby!
Kotka ruszyła w kierunku rzeki, ja za nią. Po drodze udało mi się złapać mysz, a mentorka schwytała nornika. Kiedy doszłyśmy na miejsce, kocica powiedziała:
- Teraz przyglądaj się uważnie, jak to robię. Potem będziesz musiała to powtórzyć.
Z zachwytem patrzyłam, jak kotka podchodzi do rwącej rzeki. Spojrzała w wodę. Przez jakiś czas myślałam, że się zamyśliła, jednak chwilę potem machnęła łapą w kierunku rzeki. Ostrymi pazurami chwyciła rybę i rzuciła ją na brzeg. Wskoczyłam na jeden z dużych kamieni w pobliżu brzegu i powtórzyłam to, co pokazała mi mentorka. Jednak zamiast wyłowić z wody rybę, wpadłam w ciemną toń. Kaszląc i plując wdrapałam się na śliski kamień.
- Dalej! Uda ci się! - zachęciła mnie Błyskające Niebo.
Spróbowałam jeszcze raz. Tym razem się udało. Pierwsza ryba złowiona przeze mnie w moim życiu!
Chwyciłyśmy nasze zdobycze i zaniosłyśmy je do obozu. Musiałyśmy jeszcze tylko wrócić po to, co upolowałyśmy wcześniej.
~~~*~~~
Szłam, z pyskiem wypełnionym jedzeniem. Kiedy rozpędzona wbiegłam do obozu, poczułam, że na coś wpadłam. A może raczej na kogoś. Zdobycze wypadły mi z pyska. Ja i "ofiara" poturlaliśmy się po trawie. Otrząsnęłam się i podniosłam.
- Oj... Przepraszam - szepnęłam, spuszczając nisko głowę.
<Spieniona Łapo?>

25 stycznia 2018

Od Imbiru (Imbirowej Łapy) C.D Miodowego Serca

~~Po tym, jak Miodowa Łapa staje się Miodowym Sercem i umiera Płomienna Gwiazda~~

Obudziło mnie wezwanie Pierzastej Gwiazdy. Wstałam i się przeciągnęłam. Na polanie była już większość kotów. Wypatrzyłam w tłumie Miodowe Serce i szybko do niej podbiegłam.
- Cześć, Miodowe Serce! - przywitałam się.
Kotka odpowiedziała mi uśmiechem.
- Co się tu dzieje? - spytałam, siadając obok mnie.
Kotka wpatrzyła się we mnie i szerzej otworzyła oczy.
- Nie wiesz? - zdziwiła się. - Przecież dziś zostaniesz mianowana uczennicą!
Chciałam się spytać, kim jest uczeń, lecz wszyscy wokół ucichli.
- Imbirze, podejdź proszę - zwróciła się do mnie Pierzasta Gwiazda. Poczułam, że wszyscy się na mnie patrzą. Skulona, podeszłam do liderki. - Od dziś, aż do czasu zakończenia nauki, twoje imię będzie brzmiało Imbirowa Łapa.
Uniosłam głowę. Jestem Imbirowa Łapa!
- Błyskające Niebo, zostaniesz mentorką Imbirowej Łapy - kontynuowała. Obok mnie przystanęła niebieska kotka. - Mam nadzieję, że przekażesz jej wszystko, co najlepsze.
- Oczywiście - przytaknęła. Szylkretka schyliła się i swoim nosem dotknęła mojego. Odwzajemniłam gest. Razem ruszyłyśmy w stronę zebranych kotów i usiadłyśmy na skraju kręgu. Niedaleko siedziała Miodowe Serce.
- Dziękuję - szepnęłam do kotki.
Wreszcie poczułam, że jestem szczęśliwa. Teraz będę miała klan. Będę miała przyjaciół. Moją rodzinę.

<Miodowe Serce?>

20 stycznia 2018

Od Imbiru CD Miodowej Łapy

O co chodziło tej kotce? Przedstawiła się jako jakaś Medyczka, Miodowa Łapa, należąca do Klanu Nocy... Szczerze mówiąc, trochę mnie zaciekawiła. Wydawała się nie mieć złych zamiarów, a to wrażenie pomogło mi się trochę rozluźnić. Jednak siedziałam, skulona, nie wiedząc co zrobić. Po tym, jak się przedstawiłam, odparła:
- Nie nie, nic się nie stało... A co robisz u nas? Możesz mi powiedzieć?
U nas - pomyślałam. Jak to u nich? Przecież to mój teren!
Wtedy pomyślałam o mamie. Zawsze powtarzała, że muszę być silna. Że muszę chronić swojego terytorium i nie ufać obcym. Muszę bronić siebie i rodziny.
Wtedy niepewność i pokora ustąpiły gniewowi. Nastroszyłam futro, żeby wyglądać groźniej i wyniośle spojrzałam na kocicę.
 -A może raczej ty mi powiesz, co robisz na moim terytorium? - spytałam oschle. Mój ton zdziwił nawet mnie. Kotka, zaskoczona zmianą mojego nastawienia, skuliła się lekko.
- Spokojnie... - zaczęła zmieszana. - Ja... Nie chcę zrobić ci niczego złego.
W milczeniu obserwowałam towarzyszkę.
- Chyba muszę ci coś wyjaśnić - powiedziała spokojnie i poważnie. - Istnieją cztery klany: Klan Nocy, Klan Burzy, Klan Wilka i Klan Klifu. Ja należę do tego pierwszego. Każdy z klanów ma wyznaczone terytoria. A ty znajdujesz się na terytorium mojego klanu.
Otworzyłam pysk, chcąc coś powiedzieć, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Nieznajoma kontynuowała.
- Jesteś samotnikiem, czyli kotem, który nie należy do żadnego klanu.
Taki, który nie ma domu ani rodziny - pomyślałam ze smutkiem. Otrzepałam się i usiadłam.
- J-ja... Ja... - wyjąkałam. - Przepraszam, Miodowa Łapo.
Spuściłam głowę.
- A wracając do tematu: skąd się tu wzięłaś? - spytała. - Gdzie są twoi rodzice? Czy jest tu ktoś jeszcze?
- Nie. Jestem sama - odparłam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. - Moja rodzina nie żyje, a mama... - tu głos mi się załamał.
- Naprawdę ci współczuję. Nie wiem, jak mogłabym ci pomóc. Przepraszam, ale muszę się już zbierać. Mój klan czeka.
Kotka wstała i podniosła liście, które wcześniej wypadły jej z pyska.
Wtedy coś przyszło mi do głowy. Myśl bardzo desperacka, ryzykowna, wręcz głupia. Nie, to się nie uda... A jeśli to moja ostatnia szansa?
- Czy mogę dołączyć do klanu? - wypaliłam.

<Miodowa Łapo?>

13 stycznia 2018

Od Imbiru

Leżałam na twardej ziemi. Na zewnątrz wiał mocny wiatr. Przynajmniej nie padało. Kiedy do nory wpadł silny podmuch powietrza, skuliłam się jeszcze bardziej i przylgnęłam do ściany. Otuliłam ciało swoim grubym, puchatym ogonem. Nestra, Luka i Kortez nie żyli, a mama była sama. Zupełnie jak ja.
Z zamyślenia wyrwał mnie następny powiew wiatru. Zaburczało mi w brzuchu. "Jeśli nie będę jeść, w końcu umrę z głodu", pomyślałam. Wstałam i się przeciągnęłam. Nogi zesztywniały mi od długiego leżenia w jednym miejscu. Ruszyłam do wyjścia. Po chwili byłam już na dworze. Otworzyłam pysk, badając powietrze. Żadnego śladu zwierzyny. Podeszłam bliżej krzaków. Również nic. Nagle zauważyłam, że w krzakach coś się poruszyło. Pochyliłam się i ugięłam nogi, przerzucając ciężar ciała na tylne łapy. Zaczęłam się skradać w stronę miejsca, gdzie przed chwilą zaszeleściły liście. Nie wiedziałam, co tam jest - wiatr tłumił wszelkie zapachy. Jeszcze chwila... Moment...
Wystrzeliłam w górę i przebiłam się przez liście. Wylądowałam na czymś dużym i miękkim, z pewnością nie był to gryzoń. Zaskoczona cofnęłam się i z zaskoczeniem ujrzałam... kota.

<Ktoś z Klanu Nocy?>