Przed mianowaniem Zamroczki, Koszmaru i Iglaka na uczniów
Zamroczka razem z rodzeństwem nie mogła się doczekać dnia, którego ukończy sześć księżyców. Zanim nadszedł początek nocy, podeszła do niej matka.
— Będziecie musieli przetrwać noc w lesie. To będzie próba wymagająca odwagi, szczęścia i sprytu, ale wierzę, że sobie poradzisz. Dlaczego nie miałoby tak być?
— Obiecuję, że dam radę — odparła koteczka.
Szylkretka pokiwała głową i otarła się o nią głową.
— Jeszcze zobaczymy — powiedziała.
Zamroczka postanowiła rozgrzać się oraz przygotować do testu. Ale gdy wzięła kilka razy wdech i wydech, Piołunowy Dym popchnął ją przed siebie. Zamroczka próbowała zaprotestować, ale poważna mina kocura skutecznie ją powstrzymała. W krótkim odstępie czasu biegła już naprzód poza obozem, a serce uderzało jej, jak szalone.
— Czekaj, Piołunowy Dymie! Jak długo mam tu zostać?
— Będziecie tu do rana — warknął, ostrożnie przytrzymując łapą jej ogon. Zrobił to chyba dlatego, aby się uspokoiła.
Znaleźli się w ciemnym lesie, w którym słychać było tylko pohukiwanie sów i odgłosy wiatru. Wojownik kazał jej poczekać, zostawił po drodze Koszmara, a potem poszedł dalej z pozostałym dwojga rodzeństwa. W jakiejś chwili zatrzymał się po drodze i pokiwał młodej kotce głową. Wiedziała, co chciał jej przekazać: miała przeżyć w tym miejscu do jutra.
Kiedy pozostała sama, zaczęła trząść się ze strachu. Ciągle myślała o tym, co się stanie, jeśli coś ją zaatakuje? Albo, co gorsza, zje?
Kuliła się połowę czasu od wschodu księżyca i bała się tak bardzo, że nie była w stanie wydusić z siebie żadnego mruknięcia. Chociaż w końcu zrozumiała, iż może jednak nic jej nie grozi. Wtedy w końcu się odważyła i przeszła się kilka metrów dalej, a nawet obejrzała ledwo widoczny krajobraz dookoła. Niestety nie miała w sobie takiej brawury, która by wystarczała na zamknięcie oczu. Przynajmniej tak jej się wydawało, bo sama nie była świadoma, kiedy zasnęła.
Czekoladowego kociaka obudziły blade promienie słońca. Horyzont zaczynał mienić się oznakami dnia, po czym wyczuła zapach idących kotów.
Szybko podeszła do niej Nadciągający Pomrok.
— Wszystko dobrze? Było tu coś groźnego? — Schyliła się z zaniepokojonym wzrokiem. — Powiesz po drodze, idziemy z powrotem, Zamroczko.
***
Stanęła niecierpliwie na pagórku. Za chwilę zostanie uczennicą, co w danej chwili uważała za najlepszy dzień w swoim życiu. Nagle po obozie rozległ się głos przywódczyni:
— Niech wszyscy zbiorą się na zebranie klanu!
Koty powychodziły z legowisk, a większość z nich była ciekawa, jak dzieci Ognikowej Słoty i Kocimiętkowego Wiru poradziły sobie z testem.
Zamroczka zbiegła z pagórka i przecisnęła się przed miejsce przemówień. Uważnie czekała, czując, iż zaraz eksploduje ze szczęścia.
Zalotna Gwiazda rozpoczęła ceremonię mianowania na uczniów od jej braci, za to potem nadeszła kolej na kotkę.
— Zamroczona Łapo, podejdź!
Stanęła i wstrzymała wdech. Zobaczyła ostatnie koty przychodzące na polanę, żeby zobaczyć lepiej, to co się dzieje.
– Ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, byś została uczniem. Od dzisiaj będziesz znana jako Zamroczona Łapa, a twoim mentorem zostanie Cętkowany Tęgosz.
Klan zaczął skandować głośno imiona nowych uczniów. Zamroczona Łapa uśmiechnęła się nieśmiało, chociaż z dumą. Mentorką Iglastej Łapy została Kocimiętkowy Wir, a mentorką Koszmarnej Łapy ich ciotka – Nadciągający Pomrok.
— Iglasta Łapa! Zamroczona Łapa! Koszmarna Łapa! — Usłyszała więcej niż raz.
Koszmarna Łapa podszedł do niej, mrucząc i składając gratulacje, więc odwzajemniła gratulacje.
— Kiedy chcesz się zmierzyć, Zamroczona Łapo? Nie mogę się doczekać. — Otarł się lekko o nią bokiem.
— Najlepiej już niedługo! — odpowiedziała spokojnie, ale w głębi jej środku siedziały duże pokłady energii. Chciała kontynuować temat, jednak coś ją powstrzymało; wypadałoby zapytać brata o jego odczucia.
– Jak ci poszło w lesie, Koszmarze… Koszmarna Łapo? — zapytała. — I co sądzisz o tym, że przydzielili ci Nadciągający Pomrok jako mentorkę
Niektórzy mogliby mu pozazdrościć. Była mistrzynią i byli spokrewnieni, a poza tym jednym z najbardziej mogących się pochwalić umiejętnościami kotów w klanie. Sama jednak nie była zazdrosna, bo Cętkowany Tęgosz był tylko wojownikiem, ale nie takim zwykłym! Mogłaby wymienić przynajmniej dwa powody dlaczego. Spojrzała na burego.
— To naprawdę świetnie, chyba potwierdzisz! Sam nie wiem jeszcze, czy w nocy zachowałem się dobrze, czy źle…
— Czyli, co to znaczy?
Koszmarna Łapa otworzył pysk, żeby odpowiedzieć, po czym go zamknął, ponieważ podbiegł do nich zasapany Niedźwiedź.
— Widzieliście gdzieś moją mamę? Muszę pilnie ją znaleźć.
Bury uczeń zastanowił się, kilka sekund później wskazując mu ogonem odpowiedni kierunek. Kocurek się rozpromienił i niezdarnie ruszył tamtędy.
Zamroczona Łapa przyjrzała się swojej łapie i rzuciła trochę żartobliwie:
— Ja się trochę bałam, ale potem przestałam. Tylko gdyby mnie dopadły borsuki, to bym się chyba zamroziła.
Zamrugała oczami z wdzięcznością, że brat jest dla niej dziś taki miły. Gdy lekko się znudziła tą wymianą zdań, Koszmarna Łapa wyszczerzył zęby z nadzieją.
— Więc kiedy się zmierzymy?
— Prawie zapomniałam — miauknęła. — Pójdźmy zacząć teraz, ale najpierw… Cóż, kto pierwszy ten lepszy!
I, zwinnie niczym mysz, pognała tam, gdzie chcieli to zrobić.
<Koszmarna Łapo?>
[774 słowa]
[15%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz