– Nie masz zamiaru nic powiedzieć? – warknęła do niego, kiedy przełknął kolejny kęs.
– Co mam ci niby powiedzieć? Że wygnali mnie z klanu i że potraktowali mnie tak brutalnie?
– Nie, żebyś sobie nie zasłużył, ale nawet zwykłego dziękuję za uratowanie mi dupy, nie burknałęś. – Promyk machnęła uszami zdenerwowana. Resztka jej ogona zadrżała pod wpływem emocji.
– Ach... No tak. Przepraszam. Dziękuję Promienne Słońce. – odparł nieco spokojniej. – Za ocalenie mi życia. Myślisz, że… odzyskam kiedyś wzrok.
– Nie sądzę. – Krokus mruknęła ze swojego kąta. – Twój pysk w tym miejscu jest naprawdę uszkodzony…
Zapadła chwila ciszy, która przeciągała się coraz bardziej i bardziej. I bardziej… I bardziej. W końcu ciche westchnienie pełne bólu uciekło z pyska Gąsieniczka.
– No cóż… Dostałem to, na co zasłużyłem. – przetarł pysk łapą.
– Zasłużyłeś co? – Promyk zamyśliła się – Wiesz co... tak. Zasłużyłeś. Przegnanie Jaskółki było największym błędem, jaki mogłeś popełnić. – wstała i zaczęła kręcić się po przytułku. – Mirtowe Lśnienie na tronie dostał mysiego mózgu.
– Dostał… – Gąsieniczek opuścił po sobie uszy. Znowu zapadła cisza. Tym razem jednak miała ona w sobie pewien posmak, który Promyk już znała. Jakiś sekret wił się w ciemnościach, tak blisko światła.
– Powiedz mi Gąsieniczku… Co ci wtedy wpadło do głowy, żeby to zrobić. – Promyk mruknęła zrezygnowana. Stanęła przed kotem i przejechała łapą po jego bandażach. – Żeby skończyć w tak parszywy sposób. Tak zależny od kogoś innego.
– To … nie była moja decyzja. – Gąsieniczek zjeżył się nieco, uciekając od jej dotyku.
– Nie Twoja co? A jednak to ciebie o to wszystko osądzili!
– Widziałem znak… Niebezpieczny. – zaczął się tłumaczyć. Wojownik machnął ogonem w zamyślaniu. – Jaskółcze pióro pokryte krwią…
– Och? – Promień uniosła brew i skrzywiła się – Ot co zwykły wojownik znalazł pozostałość po polowaniu sowy, co?
– Nie! To był znak. Ja… byłem przekonany, że to znak, a Mirtowe Lśnienie… – kot zawahał się.
– Tak?
– On. On… Rozmawiałem z nim o tym… Teraz jak o tym myślę to… Do tej pory pamiętam jego słowa. “Czy sprawiedliwość zawsze oznacza bierność?”
– Czekaj… Mirtowe Lśnienie… Wiedział o tym znaku? Rozmawiał z Tobą o tym?!
– Tak… Ja… Ja wiem, że to moja decyzja, że to ja ją podjąłem i ja zdecydowałem się wykonać mój plan. Jednak… Lśnienie miał… też w tym swoją rolę. Nie wiem, czy podjąłbym się takiego czynu, gdyby nie ta rozmowa nim. – Gąsieniczek przykrył pysk swoją łapą. Jego głos załamał się pod naciskiem tych wszystkich emocji. – Jednak… nie żałuję.
– Powinieneś. – Promyk przerwała jego wypowiedź. – Jaskółka może nie była najsilniejsza, ale nie była maniakiem i kłamcą jak Mirtowe Lśnienie. Mój brat… – wojowniczka zjeżyła się – żyłby teraz dalej szczęśliwie. Ty miałbyś dalej wzrok. Może ten cały znak... spełnił się. Patrz na siebie. Tyle krwi przelałeś nad jej imieniem i co? Po co? Co ci to dało? Tyrana na tronie?
– Przepraszam… – mruknął cichutko pomiędzy łzami.
– Twoje przepraszam, mało mnie obchodzi… – odparła. – Masz więcej szczęścia niż rozumu.
Zakończyła tę rozmowę i wyszła. Nie mogła już tego słuchać. Jej łapy poprowadziły ją w dobrze znane jej miejsca. W kierunku złotych kłosów. Czasami siadała niedaleko rzeki i spoglądała w kierunku swojego dawnego domu. A teraz miała wiele do przemyślenia.
Usiadła sobie na brzegu drogi grzmotu i odetchnął. Za tą cienką granicą, niebezpieczną, ale na wyciągnięcie wąsa, znajdował się jej klan. Były klan. Koty z tego klan zdradziły ją w najgorszy możliwy sposób. Wracała tutaj wiele razy, odkąd Gąsieniczek zdradził jej tę ciekawostkę. Lśnienie wiedział o jego planie. Wiedział i Promyk miała przypuszczenie, że wykorzystał tę sytuację i Gąsienica do osiągnięcia swoich własnych celów. A potem zabił jej brata…
Promyk upewniła się, że gdy tylko Gąsieniczek był w stanie chodzić, zaprowadziła go na swój dach. Od tamtej pory przynosiła mu jedzenie i powoli przyzwyczajała go do nowego sposobu funkcjonowania. Kot musiał nauczyć się wszystkiego prawie od początku. Miasto w kocu nie wybacza nikomu. Nie przewidywało udogodnień dla ślepych, kulawych czy umierających.
– Słońce… Ile bym dała, żeby cię teraz przeprosić… – odetchnęła w ciche powietrze. Odkąd tyle tutaj wracała znowu, zebrała się w niej nostalgia i wina. Wina przyciskająca jej serce do ziemi. Może dlatego była tak litościwa dla Gąsieniczka? W końcu to jego winą była ta cała sytuacja. Odejście jej brata, jej wybuch. I ta wina. Bez decyzji tego głupiutkiego wojownika nigdy by jej w sobie nie miała.
– P… Promienne Słońce? – Promyk nastawiła ucho do góry i od razu najeżyła się w geście ostrzegawczym. Po drugiej stronie drogi grzmotu stał znajomy jej kot. Kotka od razu poderwała się na łapy i odskoczyła w trawy. Nie spieszyła się, jednak nie chciała zostawać przy granicy już dłużej. – Czekaj!
Jednak nie czekała. Nie miała ochoty procesować swojej wściekłości, jaka na nowo się w niej zapaliła na widok kota z tego przeklętego klanu. – Proszę. Zaczekaj!
– Czego ty chcesz? – odwróciła się do kota i dopiero teraz przyjrzała się, kto tak uporczywie za nią podążył. – Nie za daleko od komfortu swojego kochanego klanu?
Serdeczna Naparstnica opuścił uszy po sobie i zmarszczył nos. Chyba nie spodziewał się jej wybuchu. Promyk ponownie poczuła uderzenie winy. Nie ich winą w końcu było, że Lśnienie był wariatem. Tyranem
– Przepraszam. – Odetchnęła po sekundzie milczenia. – co nie zmienia faktu, że nie wiem, co mógłbyś ode mnie chcieć.
– Po prostu… Jestem zaskoczony, że byłaś tak blisko granicy. – odparł kot. – Zwłaszcza teraz.
– Co masz na myśli? – Promyk przechyliła głowę z ciekawością.
– Wiele się zmieniło w klanie, odkąd uciekłaś. Powstały Jaśniejące Skrzydła...
– Kto?
– Lśniąca Gwiazda wybrał parę kotów, którym bardzo ufał na swoje potrzeby. Ten klan zmienił się nie do poznania… Przynajmniej twój brat będzie szczęśliwy, że masz się dobrze.
– Nie wiem, czy będzie taki szczęśliwy, po tym, co mu zrobiłam…– przyznała Promyk, przymykając oczy. Pamiętała, jak jej pazury zatopiły się w jego pysku.
– To ty mu… zapewniłaś te blizny na pysku?
– Niestety. – przyznała. W końcu powiedziała to na głos. Przyznała się. Wina zjadała ją od środka już od dawna. – Pochopna decyzja… której żałuję.
– Rozumiem. I tak sądzę, że będzie szczęśliwy. Przyjąłby cię z otwartymi łapami z powrotem…
– No tak. Zawsze był takich kochanym kotem. A jednak uważał, że Tawuła próbował zabić Mirtowe Lśnienie. Nie pojmuję, jak tak wiele mogło się zmienić pod rządem tego… lisa.
– Wiele się zmieniło… Lśniąca Gwiazda on… aktualnie gdzieś zniknął.
– Zniknął? – Promień uniosła ponownie ucho zaskoczona. – Jak to zniknął?
– Jego trop się urwał i nikt nie wie gdzie się podział. Dlatego byłem zaskoczony, że jesteś tak blisko granicy. Patrole ciągle go szukają.
– Zgaduję, więc że miałam po prostu szczęście w ich unikaniu. – Promyk musiała zapamiętać, żeby być ostrożniejszą. – Ciekawe co mu w głowie tym razem się pojawiło
– Tym razem? – tym razem to Naparstnica przekrzywił łeb na bok.
– No tak… – Promyk przetarła pysk łapą. Nie znała dobrze tego kota, ale z jakiegoś powodu dobrze było go zobaczyć. Jednak trochę tęskniła za swoim dawnym życiem. Chociaż aktualne też nie było złe. – Znalazłam Gąsieniczka po jego wygnaniu. – oznajmiła.
Zapadła chwila ciszy. Promyk nie mogła odczytać, jak pod tym względem czuł się kot naprzeciwko niej.
– Wiem, co możesz sobie myśleć. Przygarnęłam pod swoje łapy zdrajcę klanu, jednak… nie mogłam pozwolić mu umrzeć. Ktoś go nieźle urządził. Wydłubał oczy, poharatał pysk. On już prawdopodobnie nigdy nie zobaczy światła dnia i stwierdziłam, że… nie jestem potworem. Nie zostawię go po prostu na śmierć.
– Och… Czyli ktoś go skrzywdził… – stwierdził protektor, jeśli Promyk dobrze pamiętała.
– Tak. Z jego zeznań wynika, że to koty, które go wprowadziły za granicę, mu to zrobiły. – odparła. Nie była świadoma, jaka to była implikacja. – Nie chciał mi powiedzieć dokładnie kto, więc nie naciskałam. On się nadal przyzwyczaja do faktu, że teraz operuje bez wzroku, a miasto mu w tym nie pomaga.
– Rozumiem… – Namiestnik pokiwał łbem. – Dobrze wiedzieć, że nawet w mieście, jeśli trzeba, znajdzie się dobra dusza.
– Tak… W ogóle… – Promyk spoważniała nieco. – Ja wiem, że to trochę nie po kolei, trochę nie na temat, ale… Gąsieniczek powiedział mi coś jeszcze… I pomyślałam, że … możecie chcieć o tym wiedzieć.
– Tak?
– Kiedy go spotkałam i trochę się już ogarnął u mojej znajomej zielarki, to przeprowadziłam z nim ciekawą rozmowę. Właściwie obwiniałam go o całe to zajście, że Mirtowe Lśnienie wylądował jako przywódca, bo Ogryzek przegonił Jaskółkę. Okazuje się, że… Lśnienie wiedział, o jego planie. Wiedział i nawet zdaje się, że zachęcił Ogryzka do akcji po tym, jak ten dureń zobaczył zakrwawione pióro jaskółki i uznał to za znak od przodków… Mirtowe Lśnienie… wiedział o planach Ogryzka…
Jej słowa zawisły w powietrzu niczym gilotyna. Promyk jednak nie czekała aż ostrze opadnie.
– A teraz cię przepraszam. Słyszę mysz niedaleko, a teraz mam pysk do nakarmienia, bo Ogryzek jeszcze sam ledwo odnajduje się w swoim nowym domu, a co dopiero mówiąc o polowaniu. Dzięki za rozmowę i... jakbyś mógł przekazać mojemu bratu, że… go przepraszam. I tacie też… że… że się nie pożegnałam…
– Pewnie…
I na tym się skończyło. Promyk chwyciła mysz i wróciła do miasta. Znała te alejki i żyjące w nich koty na pamięć. Przemieszczała się po nich jak po swoim. I potem wskoczyła na schody pożarowe jednego z budynków. Potem na balkon. Potem na kolejny i kolejny. Pamiętała jaką udręką było wtarganie Gąsienicza w to miejsce. Jednak nie miała żadnego innego. To był jej dach i już nie raz udowodniła to innym kotom. To było jej małe terytorium. Więc tylko tam mogła Gąsieiczka zostawić bez większej opieki i być pewna, że wróci do niego jeszcze żywego.
Rzuciła mysz przed śpiącym kotem i położyła się na brzegu płaskiego dachu tego bloku pełnego gniazd dwunogów. Odetchnęła ciężko, słysząc tylko za sobą, jak jej podopieczny zjada przyniesioną zdobycz. Co będzie dalej? Czego może oczekiwać od życia? Nie była pewna, jednak jedno wiedziała. Jej łapy nie zbliżają się na razie do granic jej dawnego klanu. Napastnik był dla niej szczęśliwym trafem. Gdyby trafiła na te całe … Lśniące Skrzydła czy cokolwiek to było, pewnie nie miałaby tyle szczęścia.
– Muszę pójść po twoje leki jutro. Nie spadnij z dachu. – oznajmiła stanowczo jakby do powietrza. Nawet się nie obejrzała.
– Dobrze… – a Gąsieniczek słuchał się jej zaskakująco potulnie.
<Serdeczna Naparstnico?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz