Dawno, kontynuacja
– Dziękuję, ale radzę ci znaleźć jakieś popychadło z niższej klasy, bo ja ciebie wyręczać nie będę – powiedziała słodko, a jednocześnie słychać było w jej głosie cień pretensji. – A teraz wybacz, ale idę odbyć wartościową rozmowę. Ciao, braciszku!
Zanim kocur zdążył się obejrzeć, końcówka jej ogona już zniknęła w wyjściu z legowiska.
***
Niedługo przed mianowaniem Nura, przed konfrontacją z matką
Została tego dnia wyznaczona na patrol z Panem Księciem Rogatym Flamingiem, Wzlatującą Uszatką i Rysim Borem. Od razu po wyjściu z obozu członek rodu królewskiego przejął dowodzenie, pomimo bycia jednym z młodszych członków grupy. Reszta oczywiście się podporządkowała. Łabędzi Tan bardzo szybko przyspieszyła kroku, zrównując tempo z pointem, aby nie pozostać z plebsem na tyłach i dotrzymać towarzystwa księciu. W końcu jako namiestniczka była jedynym odpowiednim do tego kotem z zebranych. Na przywitanie skinęła głową, nie mogąc wykonać pełnego ukłonu z uwagi na bycie w ciągłym ruchu.
– Dzień dobry, Panie Książę Rogaty Flamingu.
– Dzień dobry, Łabędzi Tanie – kocur odwzajemnił powitanie i zanim zdążyła zacząć jakiś spokojny temat, kontynuował. – Tak się składa, że chciałem z tobą o czymś porozmawiać.
– Oczywiście, słucham.
– Czy uważasz, że godny namiestnik powinien wypytywać członków rodu, o wady innych książąt i księżniczek?
Na to pytanie prawie stanęła jak wryta. Zatkało ją. Jedyne co w tej chwili przychodziło jej do głowy to “co?”. Po kilku uderzeniach serca odzyskała mowę:
– Oczywiście, że nie, skąd takie pytanie?
– Tak się składa, że ostatnio podszedł do mnie twój brat; Nurowa Łapa. To o co dokładnie mnie zapytał, nie jest w tej chwili ważne, natomiast jest to absolutnie niedopuszczalne.
– Zgadzam się. Porozmawiam z nim po powrocie i dopilnuję, aby to się więcej nie wydarzyło.
Tak też zrobiła. Po wejściu do obozu uprzejmie pożegnała się z członkami patrolu i zaczęła szukać Nurowej Łapy. Nie było to trudne, bo kocur siedział na środku wyspy przy źródełku. Powolnym, eleganckim krokiem z uśmiechem podążyła w jego stronę. Kiedy była już obok niego miauknęła:
– Dzień dobry, braciszku kochany! Jak ci dzień mija? – jej ton był spokojny i beztroski, ale jej oczy wyraźnie dawały sygnał „musimy porozmawiać”. Uczeń spojrzał na nią dopiero po tym, jak zadała pytanie.
— Witaj, siostro — odpowiedział, wstając. — Jest w porządku. Co cię tu sprowadza?
Nie słuchała zbytnio jego odpowiedzi na jej pytanie. I tak jej to w tym momencie nie obchodziło.
– Chęć spędzenia czasu z moim ulubionym bratem! – odpowiedziała. – Przeszedłbyś się ze mną na spacer?
Rudy westchnął i przestąpił z łapy na łapę.
— Możemy się przejść. I tak za długo siedziałem. Prowadź.
Jej uśmiech wypełnił się satysfakcją. Odwróciła się od brata i wyszła przed nim z obozu. Postanowiła wybrać miejsce, gdzie raczej nikt ich nie znajdzie, ale nie na tyle ukryte, żeby obecność ucznia bez mentora była tam interesująca. Dlatego właśnie zaprowadziła ich na plażę. Usiadła wystarczająco daleko od wody, żeby fale nie zmoczyły jej futra i zachęciła brata do zrobienia tego samego naprzeciwko niej. Kiedy to uczynił, zaczęła powoli zbliżać się do sedna sprawy. Aczkolwiek jak to idealna panienka z wyższej sfery Klanu Nocy, lubiła owijać w bawełnę.
– Rozmawiałam na patrolu z Panem Księciem Rogatym Flamingiem. Podobno ostatnio poszedłeś do niego z jakimś pytaniem.
— Tak. Pytałem go o coś. Coś, co mnie zaciekawiło. Czyżbym nie mógł? — Spojrzał na siostrę. Czyli chyba się nie dowie, o co dokładniej poszło. No cóż, najważniejsze jest to, żeby to teraz zatuszowali.
— Rodzina Królewska może mi dać najszczersze odpowiedzi. Tylko oni się tutaj jakkolwiek liczą.
Mówił prawdę. Nie mogła się z tym nie zgodzić, bo sama opierała dużo swojego życia na tej zasadzie. Zamrugała jednak na jego brak refleksji. On naprawdę nie rozumiał?
– Nie możesz tak po prostu pytać kogoś o plotki dotyczące rodu! Szczególnie kogoś z tej rodziny! – wykrzyknęła, porzucając na chwilę swoją sceniczną personę. Nur położył się, zerkając w stronę wody. Ewidentnie nie brał tej rozmowy tak poważnie, jak ona. W końcu to nie on obiecał być odpowiedzialnym za swoje rodzeństwo i to nie on ryzykował swoją dotychczasową nieskazitelną reputacją w imię rodziny.
— Chciałem tylko poznać prawdę. Jako uczeń mam prawo wiedzieć o swoim mentorze wszystko.
Zacisnęła zęby i uszczypnęła się w szczyt nosa z niedowierzaniem. “Nie jeśli jest księciem!”, wykrzyknęła w myślach.
– Jest z rodu królewskiego. Po prostu załóż, że jest świetnym kotem – palnęła. – Musiałam się za ciebie tłumaczyć… Następnym razem pozostaw kontakty z rodem mi, dobrze?
Nur przewrócił oczami i kiwnął głową.
— Nie musiałaś się za mnie tłumaczyć. Ale rób, jak uważasz. — Zerknął na nią. — Ale nie będę nic więcej potrzebował. Zostanę za niedługo mianowany i będę najlepszym wojownikiem. — Uśmiechnął się pewnie, po czym wstał. — Dzięki za wypad siostrzyczko, ale przestań marnować czas na takie głupoty.
Położyła po sobie uszy z irytacji i niedowierzania. Przecież on ją pociągnie na dno! Czy nikt w tej rodzinie nie widział, ile dla nich robiła?! Zaraz znowu sobie coś wymyśli, a potem ona po raz kolejny za to oberwie. A kto ją wtedy uratuje?! No właśnie nikt! W końcu spróbowała się opanować. Wzięła powoli wdech i wydech, po czym wstała i się uśmiechnęła.
– Możemy już iść – miauknęła swoim zwyczajowym tonem i zaczęła iść w stronę obozu. Teraz i tak już go nie przekona. Mogła tylko mieć nadzieję, że nie zrobi więcej głupich rzeczy i że nie będzie musiała świecić za niego oczami.
<Nurze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz