Zgromadzenie z dnia 24.10.2026
Wyszli z obozu na zgromadzenie, na początku szła z Różeńcowym Sercem, ale gdy tylko dotarli do bursztynowej wyspy do podeszła do Świetlikowej Łapy. Wymieniała się z bratem doświadczeniem z treningów, mieli je razem często, bo Różeńcowe Serce i Czujny Pasterz byli rodzeństwem, tak samo, jak ich uczniowie. Nie było więc trudno, by nie zahaczali na siebie co chwilę.
— Tylko grzecznie, dobrze? Zróbcie to dla mamy i bądźcie przykładnymi Klifiakami. Szczególnie ty Krabik — powiedziała, oczywiście matka musiała ich upomnieć, pomimo że nawet niczego nie zaczęli. Po czym odeszła do jakiejś grupy innych kotów.
— Tak mamo. — Dość marudnym tonem głosu powiedziała to, następnie z bratem oddalili się od Rozżarzonej Pieśni. Czemu ona ich traktowała jak małe kociaki, jeszcze im niby mówiła, że jak coś zrobią źle, to ktoś to wykorzysta. Niby kto za przeproszeniem? Każdy w klanie miał swoje życie i raczej nikt nie miał go na tyle nudnego, żeby obserwować uczniów w tajemnicy, chyba że ktoś był zboczeńcem, to wtedy mogło się obawiać o taką rzecz.
— Denerwuje mnie to, że mama nas traktuje, jakbyśmy mieli kilka księżyców. — Popatrzyła na brata, który jej towarzyszył. Rudzielec tylko z zakłopotaniem nachylił główkę.
— Sam nie wiem, ale cieszę się, że jesteśmy tu już drugi raz, fajnie jest raz na jakiś czas zobaczyć z bliska inne koty niż z klanu klifu. — Uśmiechnęła się do niego, zgadzała się z nim, tylko nie miała kogo w sumie poznać z bliska aktualnie. Wcześniej na potkała na Porzeczkową Łapę, która była dosyć nieprzyjemna w rozmowie, oby tym razem był to ktoś, godny jej uwagi. Nikogo jednak nie znalazła dla siebie do rozmowy, tylko usłyszała coś głośnego, mocne kichnięcie dotarło do jej uszu, zobaczyła, że jakaś czarna kotka szybko obróciła głowę, czyżby patrzyła na nich? Czekoladowa szylkretka oddaliła się od brata, idąc w stronę nieznajomej. Przeciskała się przez różne koty, ale nikogo nie znalazła, przejęła się niby kichnięciem i jaja sobie robiła. Postanowiła się jeszcze pokręcić, skoro i tak oddaliła się od brata, próbując poszukać znowu kogoś do zagadania. Tym razem już gładko poruszała się między nieznajomymi, że oddaliła się daleko od rodzeństwa.
— Ja... Przepraszam! — Usłyszała łamiący się głos matki, instynktownie chciała się znaleźć najbliżej niej, by wiedzieć, co się dzieje, była tak tym zaniepokojona, że tylko swoje serce słyszała. W końcu zobaczyła jak reszta kotów, patrzy, jak jej matka wypłakiwała się w futro czarnego kocura z długą brodą, żółtymi ślepiami i krótkim ogonem. Też przez chwilę na to patrzyła, nie wiedząc, jak zareagować, podejść, zostać a może w ogóle to zignorować? Zanurzona Łapa powoli się wycofywała, żeby nie zostać zauważoną przez matkę, musiała o tym powiedzieć Świetlikowej Łapie i Krabowej Łapie.
***
Kilka wschodów słońca po zgromadzeniu
Zwierzyła się rodzeństwu z tego, co widziała, Świetlikowa Łapa przemilczał to, nie wiedząc, jak na to odpowiedzieć, już Krabowa Łapa dała jej ciekawszą sugestię. Srebrna siostra twierdziła, że od tej paranoicznej nieufności do innych kotów w końcu nie wytrzymała i zapłakała się do losowego kota na zgromadzeniu. Niby wierzyła, że matka czasem nie czuła się najlepiej, ale nie sądziła, że mogła się wypłakać losowemu kotu na klatę. Mama akurat spożywała kraba w spokoju, czekoladowa kotka usiadła obok rudej kotki.
— Cześć mamo, chcesz się przejść? Chciałabym spędzić z tobą czas. — Matka potrzebowała tego, skoro mogła być smutna i nikomu o tym nie mówiła. Też chciała, żeby nie poczuła się opuszczona.
— A nie masz czasem treningu? Żeby nie było, że się wymigujesz. — Popatrzyła na córkę, zagryzając kraba. Wymiguje się? Czy ona wyglądała, jakby się leniła? Może nie była jeszcze gotowa w oczach Różeńcowego Serca do zostania wojowniczką, ale bez przesady.
— Dzisiaj z Różeńcowym Sercem wspinałam się po drzewach i patrolowałam kawałek terenu, więc jestem już wolna. — Szło jej to akurat gładko, choć było jej na początku ciężko utrzymać się na drzewie, bo nie miała jakiejś siły, by zwisać na drzewie cały wschód słońca.
— To cieszę się, że mnie zapraszasz na spacer. — Czekoladowa kotka cieszyła się, gdy mama dała się namówić na spacer, choć ją zastanawiało czy wszystkie matki tak miały, że cokolwiek nie robiłeś, to się o to przyczepiałeś? Jak jadłeś to źle, jak nie jadłeś to źle, jak spałeś to źle, a jak nie spałeś to też źle. Ciekawe, jakie zmiany zachodziły, gdy się zostawało matką, że można było być tam sprzecznym w różnych sytuacjach codziennych, o ile los sprawi, że będzie matką.
***
Udały się do kaczego bajorka, gdzie woda była spowita wilgotną mgłą, nie było tu nawet jeszcze kaczek, które się tu pojawiały co sezon. Mimo tego nie przeszkadzało im to, mieli przecież swoje towarzystwo bez nikogo proszonego.
— Mamo, skoro już tak siedzimy sobie, to chciałam cię o coś spytać. Podczas ostatniego zgromadzenia widziałam, jak płaczesz czarnemu kotu w futro, czy on był lub jest kimś dla ciebie ważnym? — Patrzyła na matkę, która chwilę zaniemówiła, pewnie była zaskoczona, że akurat ona wiedziała. Lecz inne koty też to mogły widzieć, więc nie była to tajemnica klanowa.
<Mamo, kim był ten kot?>
[796 słów + wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz