Co ten kot był taki nerwowy? Tylko wpadła na niego, nic więcej, popatrzyła na wysokiego pointa.
— Zachowujesz się jak lis z cierniem w łapie. — Popatrzyła jeszcze na jego futro, nie widziała jakiegoś maźnięcia na nim, ani kropel wody.
— Nie wiedziałam, że łatwo możesz wybuchać od kępki mokrego futra, chyba że twoje "delikatne" futro ci odpada od jednej kropelk,i to wtedy już to twój problem. — Koteczka szybko szukała rodzeństwa, zobaczyła Świetlika, który był równie przemoczony. Biegała jak dzika w jego stronę aż nieudolnie wpadła na niego.
— Czemu tak biegniesz? Staranowałaś mnie — rudzielec wstanął, otrzepując futro z błota.
— Nie mam teraz czasu ci wyjaśniać, wiejemy! — Czekoladowa ominęła brata, oglądając się za siebie czy ten marudny uczeń jej nie gonił. Point nawet się nią nie zainteresował, a brat zdążył ją dogonić i mogli znowu się bawić.
***
Po rozejściu się plotki, że Żołądź, Kaczorek i Komosa to kociaki Lśniącej Gwiazdy
Spacerowała z bratem po plaży, oczywiście nie byli w tym sami, bo przed nimi byli ich mentorzy, którzy pilnowali z dystansu swych uczniów.
— Słyszałeś o tym, że te kociaki co przyniósł Lśniąca Gwiazda do obozu, są jego? Wszyscy szeptają o tym cały czas. — Rudy pręgowany kocur zwykle dowiadywał się o jakiś plotkach ostatni, było to nie więcej jak sieć pokarmowa, na której akurat Świetlikowa Łapa zawsze jakimś cudem trafiał na końcu.
— No słyszałam to, pewnie miał jakiś romans z samotniczką i ukrywa to. Niby inni mówią, że ich matką jest jakaś Truskawkowe Pole? Nie kojarzę jej, ale jak dla mnie zbytnio naciągane - ciekawe, że przywódcy się upiekło, że miał romans z samotniczką, a kodeks tego zabraniał.
— Jak dla mnie pewnie je adoptował i tyle, nie ma co wymyślać, że zdradzał wartości klanowe. Koty czasem umieją być bardzo złośliwe, przecież już można łatwo to wytłumaczyć, bo słyszałem, że samotnicy często porzucają swoje kociaki a najczęściej właśnie w porze nagich drzew. Bo w pojedynkę nie mają jak zapewnić przeżycie swoim kociakom, my jesteśmy większą grupą, to mamy szczęście. — Fale zaczęły przylegać bardziej do brzegu. Uczniowie szukali wzrokiem krabów, na które mieli zacząć polować, obaj i tak nie chcieli już rozwijać tematu o tych kociakach, bo ile można? Kilka czerwonych kształtów wygrzebało się z piasku, Rybitwa szybko podbiegła do jednego i przygniotła go łapami. Krab oczywiście bronił się, próbując uszczypnąć jedną z jej łap szczypcami. Skorupiak miał bardzo twardą skorupę, której nie umiała podziurawić pazurami, nieważne jak mocno naciskała, już ją bardziej łapy bolały, a krab nadal był żywy.
— Przytrzymaj go! Ty Świetlikowa Łapo idź po jakiś kamień. — Różeńcowe Serce podbiegł do niej, przyglądając się, jak trzyma Kraba. Kotka naprawdę próbowała, ale ten krab jakoś się wiercił i nie chciał z nią współpracować. Zimny wiatr w jej stronę, mimo długiego futra łapy jej się zatrzęsły przez chwilę i krab chwyciła szczypcami jej łapę.
— Ugryzł mnie!!!! — Histerycznie krzyczała, machając łapą, żeby ten szkodnik ją puścił. Czuła jak szczypce wbijają jej się w skórę, nie chcąc puścić, czy musiała się wykrwawić, żeby ktoś zdążył ją uratować? Raz a mocno machnęła łapą, krab tak poleciał, że wylądował odwrócony, do góry mi nogami.
— Zajmę się tym! — Świetlikowa Łapa biegł z kamieniem w stronę skorupiaka, czerwony krab zdarzył się ę obrócić, a rudzielec już był obok niego, upuszczając kamień z pyska. Następnie wziął go do łapy i zaczął nim mocno trzaskać o jego skorupę, po dwóch mocnych uderzeniach krab był martwy. Zanurzona Łapa podeszła, widząc robotę brata.
— Dobrze ci poszło, nie to, co mi — odparła, patrząc na zwierzynę. Chciała być tą, która upoluje kraba, żeby pokazać Różeńcowi, jaką jest dobra, nici z tego.
— Tobie też poszło dobrze, tylko musisz pamiętać, że polujemy na kraby w inny sposób niż na inną zwierzynę. Do ich upolowania potrzebujemy ostrego narzędzia, jakim jest kamień, skorupa kraba jest zbyt twarda, by otwierać ją pazurami czy zębami. Też sądzisz Czujny Pasterzu, że dobrze się spisali? — Czekoladowy srebrny kocur spojrzał na swojego kremowego brata z uśmiechem.
— Oprócz tego, że twojego ucznia zagryzł krab, to złapanie i otworzenie pierwszego kraba możemy uznać za udane, a teraz złapmy jeszcze kilka dla ćwiczeń i wykarmienia klanu. — Pierwszą część powiedział dość żartobliwie, kotka nie chciała być obiektem do śmiechu. Uczniowie zakopali kraba w piachu, następnie poszli za swoimi mentorami złapać następne.
***
Po szarpaniu się z krabami leżała na plecach w obozie, złapała kilka krabów, ale jakim kosztem? Czujny Pasterz zaś się nabijał z niej, że co chwilę kraby ją gryzą, dobrze, że przynajmniej teraz nic ją nie pogryzie. Przyglądała się do różnym kotom i zauważyła Migoczący Nieboskłon, który swoją marudną miną patrzył na żłobek, czy on kiedykolwiek nie był taki? Za kociaka jak pamiętała, był jakiś nerwowy. Ciekawe co sądził o tej plotce z Lśniącą Gwiazdą? Był jego synem, więc mogła go zaczepić. Zeszła ostrożnie z kamiennej półki i podeszła do pointa.
— Planujecie zrobić jakąś dynastię w klanie klifu? Jakoś was tak sporo teraz, od kiedy mówią, że Lśniąca Gwiazda jest ojcem tych kociaków. — ciekawe czy niebieski point znowu się wkurzy, czy będzie chciał jej odpowiedzieć. Bo serio interesowało ją, czy może rudy przywódca chciał poszerzyć swoje wpływy o następne potomstwo, przecież miał już jednego syna medyka, to resztę potomstwa obsadzi na inne stanowiska i całkowicie będzie rządził tym klanem.
<Migot, planujesz z rodzeństwem robić dynastie?>
[834 słów + otwieranie krabów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz