Przeszłość
Uśmiechnął się na propozycje syna. Nie chciał go przestraszyć, skądże znów. Oczywiście, że zależało mu na tym, aby jego dzieciaki jednak… troszkę utrzymywały jego reputację. Tym bardziej, teraz gdy był zastępcą. Jednak dobro dzieci i ich własne pragnienia nadal były dla niego najważniejsze. Po prostu nie chciał, aby kocur zaprzepaścił swoją szansę.
– Oczywiście, kochany. Chętnie przyjdę na jakiś trening. – Otarł się o niego z pomrukiem.
Gronostaj od razu zamruczał zadowolony. Był jeszcze młody… Miał czas, Czereśnia z pewnością go za niedługo mianuje. Guziczek po prostu ciągle porównywał ich do siebie. Zawsze sobie radził, mimo trudności… I chciał, aby jego dzieci też miały tę umiejętność. Tylko tyle…
– Ale to jak znajdę chwilę – westchnął. – Mam teraz trochę obowiązków. – Uśmiechnął się przepraszająco.
– Rozumiem – Gronostaj się uśmiechnął. – Jesteś teraz zastępcą! To super.
Guziczek zaśmiał się. Kocur nawet nie wiedział, ile dla niego znaczyła ta rola.
– Tak. To super.
Teraźniejszość
Czereśnia zmieniał wszystko, co Guziczek znał. Nie zmieniał tego na gorsze, skądże. Koty wydawały się zadowolone. Ale Guziczek się przyzwyczaił i trochę dziwne dla niego były zagrywki lidera. Nie narzekał, nie śmiałby. Zawdzięczał wiele Czereśni – ostatecznie ten spełnił jego małe marzenie. Oczywiście okazało się, że z tak dużą rolą wiązała się też duża odpowiedzialność. Guziczek zaczął coraz częściej rozmawiać z kotami z Owocowego Lasu i używać coraz mniej żartów, gdy sytuacja tego nie wymagała. Przede wszystkim skupił się na relacjach z kotami w radzie. Chciał, aby każda decyzja była przemyślana kilka razy i przedyskutowana. Bał się trochę, nie tego się spodziewał. Sądził, że będzie mógł nimi rządzić! Co gorsza, zauważył, jak głupim pomysłem by to było. Społeczność wydawała się zadowolona z tego, że każdy miał prawo głosu. A przecież najważniejsze było ich dobro, prawda?
Przez te wszystkie obowiązki Guziczek nie miał tyle czasu na rodzinę, ile chciałby mieć. Oczywiście nadal pilnował Kurki – nie mógł pozwolić, aby sytuacja zza czasów ucznia, gdy zwiadowca chodził osłabiony, się powtórzyła. Został mu tylko Kurka i ich dzieci. Co do dzieci, to one większość czasu i tak były zajęte treningami. Dorastały, miały już własne życia! Z jednej strony trochę to Guziczka przerażało, z drugiej był z nich dumny.
Gronostaja złapał w biegu. Pamiętał ich obietnice, oczywiście! Chciał zobaczyć, jak trenował jego syn, aby może dać mu jakieś rady. Poza tym… może mógłby porozmawiać z Jaśminowiec o jego mianowaniu.
– Cześć, tato – przywitał się kocur.
– Cześć, Gronostaju. Jak treningi?
Czarno biały uciekł gdzieś wzrokiem, na co Guziczek westchnął i otarł się o niego z pomrukiem. Miał wrażenie, że syn nadal miał mu trochę za złe tę rozmowę o mianowaniu…
– Słuchaj, mam dziś chwilę spokoju – zaśmiał się. – Chcemy znaleźć Jaśminowiec i chcesz mi pokazać ten swój trening?
– Oczywiście!
Guziczek uśmiechnął się. Obydwoje poszli do legowiska wojowników. Zwiadowca rozejrzał się i podszedł do mentorki syna.
– Cześć, Jaśminowiec. Mogę cię prosić na chwilę?
– Oczywiście. – Kotka wstała. Obydwoje odeszli na bok. – Mam kłopoty?
Kocur zaśmiał się i pokręcił głową. Wskazał ogonem na Gronostaja.
– Chciałem zobaczyć, jak idzie mu trening. Pójdziesz z nami?
Kotka kiwnęła głową i w trójkę ruszyli poza teren obozu. Guziczek stanął z boku, gdy Jaśminowiec doprowadziła ich na wybrane przez siebie miejsce.
– No dalej. Pokaż, co potrafisz. – Uśmiechnął się do syna.
<Gronostaju?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz