Przeszłość, początek Pory Opadających Liści
Kotka przybrała pozycję obronną z tak wielkim jak głaz wysiłkiem.
– W ten sposób? – zapytała.
– Nie do końca – wymamrotał Cętkowany Tęgosz. – Powinnaś jeszcze nad tym popracować. O tak, widzisz? – Przybrał zawadiacką minę, przypadając do ziemi.
– Dobrze, spróbuję – odparła i włożyła mnóstwo siły w odpowiednie rozłożenie ciężaru ciała na wszystkie cztery łapy. – No, i jak mi poszło?
– Było lepiej niż wcześniej, ale wciąż musisz trochę poćwiczyć, żeby nabrać wprawy.
Brązowa kotka pokiwała głową. Starała się doskonalić te umiejętności w kółko, co przyprawiało ją o ból głowy. Mentor stał obok niej i bacznie obserwował swoją uczennicę, ale po jakimś czasie przestała zwracać uwagę na kuzyna.
Nagle futro stanęło jej dęba, gdy tylko usłyszała cichy trzask gałązki.
Odwróciła się. Dostrzegła naskakującego na nią z powietrza Cętkowanego Tęgosza. Uchyliła się, ale unik nie był wystarczająco szybki i po wylądowaniu kot zdążył przycisnąć ją do wilgotnej trawy. Zamroczona Łapa wymierzyła cios w jego oczy, aż była w stanie wyturlać się spod ciężaru rudego kocura.
,,Przynajmniej nie użył pazurów przy ataku", doszła do wniosku.
Uniosła czujnie łapę, a kiedy się uspokoiła, spojrzała na niego ze zdziwieniem. Widząc to, kuzyn tylko zastrzygł uszami, ale nie usłyszała wyjaśnienia.
– Zabrakło ci refleksu – oznajmił. – Ale to nie znaczy, że nie poszło ci dobrze, gdy doskoczyłem do ciebie. Jeśli chcesz lepiej się bronić, następnym razem spróbuj uniknąć ataku w momencie, gdy twoje uszy usłyszą szmer albo nos wyczuje zapach. – To przywołało jej coś na myśl.
– Czyli specjalnie nadepnąłeś na ten patyk, żeby sprawdzić, czy zareaguję od razu? – zapytała.
Wyglądało na to, że miała rację, a jeśli nie, to Cętkowany Tęgosz nie dał tego po sobie poznać.
– Dokładnie – odrzekł z pewnością siebie.
Zamroczona Łapa ciągle była przytłoczona sytuacją, bo była dla niej dezorientująca, a serce wciąż łomotało. Mimo tego z chęcią oraz zapałem wróciła do treningu.
***
Teraźniejszość
Zamroczona Łapa obwąchała krzak przy granicy Klanu Wilka i Klanu Klifu, myśląc o tym, że patrolowanie terenów było niepodważalnie nudnym zajęciem. Po chwili jednak skrytykowała w duchu samą siebie, że się nie przykładała, więc zaczęła szybciej węszyć, zostawiać zapach w okolicy i próbowała bardziej się skupić.
Kiedy patrol znalazł się na niewielkim kawałku połaci Czarnych Gniazd, dowodzący nim Krucze Pióro zaczął spoglądać na boki.
– Czuję patrol Klanu Klifu – wymamrotał spokojnie.
– Będziemy z nimi walczyć? – Chciała się dowiedzieć czekoladowa kotka.
Cętkowany Tęgosz, który stał obok, skrzywił się i, usłyszawszy jej pytanie, odparł:
– Raczej nie będzie takiej potrzeby.
Wtedy koty z drugiego klanu zbliżyły się bardziej do granicy, a wśród nich było dokładnie pięciu członków patrolu.
Nagle jedna wojowniczka podeszła bliżej, po czym zatrzymała wzrok na drugim klanie.
– Dlaczego się tutaj kręcicie? – zapytała nieznajoma.
Krucze Pióro warknął, widocznie urażony.
– Jesteśmy na patrolu, a co, nie możemy?
– Oczywiście, że możecie, tylko podeszliście blisko. I obawialiśmy się, że macie jakiś cel – powiedziała prowokacyjnie wojowniczka.
Po chwili dało się usłyszeć głośny komunikat Bzyczącej Łapy:
– Tam jest ryjówka!
Kocurek skoczył do przodu, goniąc ofiarę. Kiedy ją złapał, trzymając ją w zębach, uniósł z dumą zdobycz.
– Och, Bzycząca Łapo – zdenerwowała się.
– O co chodzi? – zapytał kolega.
Zamroczona Łapa wskazała mu ogonem to, co było za nim. Spojrzał on tam, a potem na nią wzrokiem pełnym oszołomienia i przerażenia. Mógł im narobić kłopotów! Bzycząca Łapa stał na terytorium Klanu Klifu.
– Cały patrol do ataku! – rozkazał kremowy dymny kocur, ale spanikowana uczennica z tego samego klanu stanęła pomiędzy swoimi pobratymcami i patrolem Klanu Wilka. Wyglądała na zapewne trochę młodszą od Zamroczonej Łapy. Starannie dobierając słowa, próbowała przekonać resztę do pokojowego rozwiązania. Mimo jej starań i tak doszło do potyczki.
Jedna kotka zaciekle zaatakowała Cętkowanego Tęgosza, za to Bzycząca Łapa bronił się przed wojownikiem, który dość brawurowo z nim walczył.
Zamroczona Łapa też chciała pomóc, ale nie wiedziała, z kim miała stoczyć pojedynek. Po chwili się okazało, że tylko niebieska uczennica nie zajmowała się walką.
Zawahała się na ułamek sekundy. Atak nie był łatwą decyzją, choć musiała być wierna klanowi. Dobiegła więc szybko do kotki, a ona, kompletnie zdezorientowana, odskoczyła do tyłu. Zamroczona Łapa wysunęła pazury, po czym zdążyła tylko poczuć ciężar ciała przeciwniczki. Przeturlały się dalej i wróciły do dalszego walczenia.
Koteczka przypomniała sobie trening i manewr, którego się wówczas nauczyła. Odpierając napaść, pchnęła w jej oczy łapą.
Nieoczekiwanie niebieska uczennica ugryzła ją w ucho. Krew zaczęła płynąć z futra strużkami, potem pomogła jeszcze mentorowi w pokonaniu pewnego wojownika.
Walka nie trwała długo, ponieważ po jakimś czasie oba klany się wycofały. Krucze Pióro zmierzył ich patrol niedowierzającym wzrokiem.
– To była tylko ryjówka! – mruknął. – Chodźmy już może.
Gdy Zamroczona Łapa miała już odejść, na długość ogona lisa od niej zatrzymała się kotka, z którą najpierw walczyła, ale pilnowała, by nie przekraczać granicy.
Przedstawiła się jako Dymówkowa Łapa.
– Nigdy wcześniej nie brałam udziału w walce, i to jeszcze o taką błahą rzecz – powiedziała spokojnie.
– To prawda – przyznała Zamroczona Łapa i dodała z zachowaniem ostrożności: – Ja też nigdy nie brałam udziału w prawdziwej walce. To raczej było niedobre, ale nawet emocjonujące. Podoba ci się bycie uczniem? Bo szkolisz się na wojowniczkę… czy może jednak nie?
<Dymówkowa Łapo?>
[849 słów + pojedynek uczniów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz