— Nie okłamałbym cię, Biały Strumieniu... — wymamrotał srebrny młodzieniec ze skuloną postawą. — Je... jestem szczery... chcę się poprawić. Naprawdę! — rozemocjonowany, podniósł ten jeden raz głos, błagając granatowym okiem dawnego mentora.
Wszystkie głowy więźniów, z wyjątkiem śpiącej Łzy, obróciły się ku nim.
— Uwierz mi... proszę... — miauknął smutno. — Proszę! Poprawię się... chcę zadośćuczynić... proszę...
Skulił się i zacisnął oczy.
Strażnicy podeszli sprawdzić, co zaszło. Gdy dostrzegli zrozpaczonego Koguta, porozumieli się z przewodnikiem.
— Kogucie ja muszę... Ja muszę to przemyśleć — miauknął albinos w końcu. — Skup się na razie na...odkupieniu swoich win i refleksjach. Żegnaj.
Kogut szeroko otworzył szklane oczy i otworzył pysk, ale było za późno.
Biały Strumień zawrócił, a jego długi ogon pofalował wraz z nim.
Połyskliwy Kogut znowu został sam.
Sam z jego podłymi myślami.
Rozejrzał się gorączkowo po zebranych. Dostrzegł knujący uśmieszek strażniczki, Śnieżycowej Chmury, który nie zwiastował niczego dobrego. Przynajmniej dla niego. Bił się z nią na spojrzenia, dopóki ruda kocica nie dała mu za wygraną. Odetchnął z ulgą, wracając pyskiem do swych… towarzyszy.
Gradobijący Cierń wciąż zachowywał się podejrzanie, niczym zwierzę, ale teraz tylko stał niby zahipnotyzowany rozmową truciciela z przewodnikiem Klanu Burzy. Siostra mordercy nie skomentowała tego wydarzenia. Bąbelkowy Plusk natomiast tępo patrzył na rudzielca, jakby zobaczył nie Koguta, lecz… coś innego.
Kogoś innego.
— Nie, nie… to nie tak miało wyjść… — mruknął pod nosem, poniekąd przerażony i zawstydzony swoim nagłym wybuchem.
Połyskliwy Kogut kucnął na swoim posłaniu i się zgarbił.
“Kimże jesteście, by decydować o czyimś życiu i śmierci?”
Srebrzysty rudzielec zmrużył oczy.
Kotami. Takimi jak wy.
“Jakie macie prawo, by podejmować takie kroki?”
Kogut zacisnął szczęki na samą myśl.
Takie samo, jakie mieliście przy egzekucji Nieustraszonego Chomika i Tańcującego Pierza.
“…Powiem Ci: żadne.
Jesteś teraz takim samym mordercą jak ona, Kogucie.”
… Kłamstwo. Nigdy taki nie będę.
Nigdy.
A mimo to, siedział teraz w śmierdzącym legowisku minarów.
Czy rzeczywiście było to… kłamstwo?
Bujda. Zwykła obłuda, pomyślał i się skrzywił. Przecież chcieli dobrze dla klanu. Dlaczego nikt nie umiał jeszcze tego pojąć?
Dlaczego każdy wokół nich musiał być tak głupi?
Nierozsądny. Nielogiczny. Absurdalny. Dwulicowy.
Jeszcze chwilę temu nienawidzili tych morderców. Czy w takim razie jego wuj, Ognik, powinien również zostać skazany za zamordowanie Tańcującego Pierza? W końcu go zabił. Przecież go zamordował, zapewne bez krzty dobroci i łaski.
W końcu to był zdrajca. Zdrajcom nie powinno się przecież okazywać ciepła.
Zamyślił się. Westchnął ciężko, znudzony oparł głowę na łapkach, spoglądając na Łzawą Łapę. Biedulka patrzyła w ścianę jakby zaczarowana, pewnie nad czymś się zastanawiała. Czy Zawodząca Gwiazda pozwoliłby, aby klan decydował o życiu jego własnej córki?
Kiedy Klan Burzy przestanie stosować śmiertelne kary? Czy inne przynależności też na co dzień mają w swych szeregach morderców, katów i więźniów? Czy też zabijają w imię tej “sprawiedliwości”, którą mogą wydawać tylko ci wyżej postawieni?
Uciekł wzrokiem w bok.
Czy gdyby nie był synem Rudzik…
Czy wtedy zostałby zrozumiany?
Wysunął pazury i zaczepił je w mech.
Może wtedy zostałby nagrodzony. Pocieszony. W końcu niełatwo być synem zdrajczyni i użerać się z krzywymi spojrzeniami.
A Łzawa Łapa by nie cierpiała przez niego.
Młodzieniec, znudzony tą walką z przeszłością, zaczął skubać własne legowisko. Musiał się rozproszyć.
Przyjaciółka go potrzebowała.
Musi dowieść, że może na niego liczyć.
Nagle do pomieszczenia weszła mała koteczka. Dosyć… zabawne. Zawieszony przewodnik uniósł granatowe oko.
Ujrzał przed sobą uczennicę Śniącego Obserwatora.
Spiął mięśnie.
To siostra tych dwóch parszywych, rozwydrzonych bachorów, ale nie miał jeszcze okazji z nią pomówić. Może…
Może dawało mu to jakąś szansę.
Rozluźnił się, zachowując smutny wyraz pyszczka.
— Dzień dobry, Poziomkowa Łapo… — wymamrotał urokliwy młodzieniec.
I teraz musiał poczekać, aż kotka się odezwie.
<Poziomkowa Łapo…?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz