BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 października 2026

Od Roztargnionego Koperku CD. Kawczej Łapy

Koper od świtu było na łapach. Zresztą jak zwykle. Nigdy nie spało zbyt wiele, zasypiało długo po zajściu słońca, wstawało na chwilę przed promieniami słońca. Przeciągnęło się lekko, spoglądając na Chudy Grzbiet, który tłumaczył coś Bryzowej Łapie. Pomimo Pory Nagich Drzew nie było jeszcze aż tak chłodno, a śnieg jeszcze nie spadł. Było za to nadal dosyć deszczowo, przez co zioła w niektórych miejscach zaczynały powoli gnić. Liliowy westchnął, poprawiając kilka ziół, które rozwalił Chudzielec po tym, jak uporczywie szukał czegoś dla Bryzki. Uczennica wydawała się… w porządku. Niezbyt szkodliwa, było widać, że charaktery całej trójki były bardzo zróżnicowane. Koper cieszyło się, że to Chudy dostał kotkę jako uczennicę. Obawiało się, że energiczna kotka, tylko by cierpiała i boku takiego mentora jak ono. Dobijało jeno do setki księżyców, a medyk coraz bardziej odczuwało to w kościach. Coś, co Cisowe Tchnienie zaczęła czuć dopiero później. Koper czuło się słabsze już od kilku księżyców i nie było pewne, co było tego powodem. Chodzenie było coraz trudniejsze, a w niektóre dni po kryjomu wyciągało zioła na wzmocnienie ze stosu. Nie wiedziało, skąd ta słabość. Obawiało się jej, nie było pewne, komu o tym powiedzieć. Nie chciało w końcu nikogo martwić. Spokojne popołudnie przerwał medykom głos Kawczej Łapy. Zaraz za nim lekko chwiejąc się na łapach Tęczowa Łapa. Koper zmrużyło oczy, wzdychając. Już chciało zapytać o co chodzi, jednak czarny uczeń wyskoczył z zapytaniem szybciej, niż się spodziewało.
— Roztargniony Koperku — zaczął Kawka. — Ten przygłup nie może spać — miauknął zdyszany.
— Gdzie byliście? Mam nadzieję, że nie sami? — zapytało Koper, przygotowując ziarna maku. — Weź go do legowiska i przypilnuj, żeby to zjadł, dobra? — mruknęło cicho.
— Byliśmy za Opuszczonym Obozowiskiem. Chcieliśmy zobaczyć wycinkę lasu, ale zauważył nas lis — odparł Nicość, unikając kwestii czy byli sami. — Dobrze.
Tęcza wziął mak do pyszczka, na razie, starając się go nie gryźć.
— Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Czy byliście sami? — zapytało jeszcze raz, mrużąc oczy.
— Tak byliśmy. Nie mów o tym nikomu, proszę — miauknął Kawka, przełykając ślinę.
Koper westchnęli tylko cicho, postanawiając, że się nie odezwie.

<Kawcza Łapo?>

Wyleczeni: Tęczowa Łapa

Od Kawczej Łapy do Roztargnionego Koperku

Kawcza Łapa szturchnął łapą kremowego ucznia.
— Nie śpię. Co chcesz? — zapytał Tęcza, liżąc się po łapie.
— Wyglądasz coraz gorzej stary — mruknął Nicość.
Nie wiedzieć, dlaczego w jakiś sposób zaprzyjaźnił się z niebieskookim kocurem. Mieli bardzo różne charaktery, inne preferencje, style życia, wiarę i nadzieję na przyszłość, a mimo to jakimś cudem się dogadywali. Wspólnie tworzyli trochę przerażający i nienaturalny, lecz bardzo zgrany duet. Energia Tęczowej Łapy i psotliwość Kawczej Łapy kończyła się problemami, z którymi zawsze jakoś zdołali wykaraskać się ze sprytem. Tego dnia czmychnęli z obozu, kierując się w stronę terenów za Opuszczonym Obozowiskiem. Kawka słyszał niegdyś od Księżyca, że była tam wycinka lasu. Oprócz tego zmarła tam też jakaś Barczatka, czy ktoś taki. Nicość mógł się mylić odnośnie do tego imienia, ale nie zastanawiał się nad tym ani wtedy, ani teraz. Uczniowie przepłynęli rzekę, trafiając na odcięty kawałek terenów klanu. Chcieli iść dalej, jednak do nozdrza obojga dotarł okropny zapach rudo Futrego stworzenia. Nicość zjeżył futro.
— Musimy uciekać. JUŻ. Przepłyniemy rzekę — miauknął Kawka, powoli, idąc w stronę. — Nie przepłynie rzeki! Na pewno! — dodał, płynąć w stronę brzegu, na którym jeszcze chwilę wcześniej byli.
Intuicja zawiodła zielonookiego.
— Chyba jednak tu płynie — miauknął Tęczowa Łapa, ledwo trzymając się na łapach.
Zaczęli biec, ile sił w łapach, w końcu, trafiając do Potwornej Przełęczy. Skryli się za jednym z kamieni, oddychając ciężko. Chwilę po tym Nicość usłyszał jak coś, a może raczej ktoś upada na ziemię z cichym hukiem.
— Tęczowa Łapo? Żyjesz? — zapytał Kawka, szturchając go łapą. — Nie będę cię ciągać przez całe tereny, nie powinniśmy nawet wychodzić! No daleeejj!!! — miauknął.
Zaczął się zastanawiać, czy kocur w ogóle żyje. Zaraz, jednak mógł usłyszeć ciche pochrapywanie.
— Nie no ja cię rozszarpię — warknął cicho, gryząc starszego ucznia w ucho.
Tęcza mlasnął i otworzył oczy.
— Do obozu. Już. Nie będę cię nosił nie ma opcji. Idziemy do medyków — mruknął rozzłoszczony.

***

Weszli do legowiska medyka. Cała trójka na szczęście była na swoim miejscu.
— Roztargniony Koperku — zaczął Kawka. — Ten przygłup nie może spać — miauknął zdyszany.

<Roztargniony Koperku?>

[328 słów]

Od Kawczej Łapy do Makowej Iluzji

Wczorajszy patrol z Makową Iluzją, Tęczową Łapą i Nocnym Śpiewakiem musiał podsunąć Rozbitej Księżycowi genialny pomysł, jakim było wysłanie Tęczowej Łapy i jego mentorki na polowanie, aby mogli porównać swoje umiejętności. Czarny kocur miał jednak wrażenie, że Księżyc chciał po prostu popisać się przed rudą kotką, że ma lepszego ucznia. Kawka postanowił, więc nie wtryniać się zbytnio w wizję bielucha i wyszedł grzecznie z całą trójką z obozu, kierując się w stronę Opuszczonego Obozowiska. Mało Rozbity Księżyc wiedział o tym, jak bardzo beznadziejny był w rzeczywistości Nów w polowaniach. Gdy dotarli w końcu na miejsce Makowa Iluzja wydawała się nieco nerwowa. Zauważyli to prawdopodobnie wszyscy, lecz nikt prócz wielce troskliwego Księżyca nie zwrócił na to uwagi. Nicość zastrzygł uchem i wytężył skupienie, chcąc usłyszeć, o czym rozmawiała z jego ojcem i zarazem mentorem.
— Wiesz… bo ja naprawdę nie przepadam za polowaniem. Nienawidzę uśmiercać zwierzyny. A walka… jest jeszcze gorsza — miauknęła kotka.
Kawka przewrócił oczami.
„To po jakiego grzyba zostałaś wojowniczką? Już lepiej by było jej jako samotniczce, o pieszczotach nie wspominając. Żyłaby sobie tam pewnie jak ryba w wodzie” pomyślał czarnulek.
— Polujesz? — zapytał Tęczowa Łapa.
— Oj ucisz się, aktualnie to akurat podsłuchuję — odmiauknął, nerwowo machając łapą w stronę kremusa.
— Jak chcesz — wzruszył ramionami, odchodząc kawałek dalej.
— … i też nienawidzę polować, walczyć. Lubię biegać, ale to wszystko. Bo widzisz niestety jesteśmy do tego zmuszeni. Z pewnością jesteś tego świadoma? Nie boisz się zanurzyć kłów w martwej zwierzynie, aby ją spożyć, ale obawiasz się samego polowania? Zgaduję. Swoją pierwszą zwierzynę byłem w stanie złapać dopiero po kilku księżycach, a Kocimiętkowy Wir za każdym razem patrzyła jak chwilę po tym płaczę. Damy sobie radę — uśmiechnął się Księżyc.
„I to ma być mój mentor? Przecież to mameja jakaś” pomyślał Kawka, mrużąc oczy.
Po chwili wrócił Tęczowa Łapa z myszą i niewielkim wróblem. Nicość zjeżył futro.
Ustawił się, aby zapolować na ryjówkę siedzącą przy okolicznym krzaku, jednak kremowy kocur był pierwszy.
— Za wolno — miauknął wesoło, a Kawczy czuł, jak coś w nim się gotuje.
— Idź mi stąd lepiej, bo za siebie nie ręczę — warknął cicho, odsuwając się kawałek dalej.
Rozpoczął polowanie kawałek dalej. Jakimś cudem udało mu się złapać wiewiórkę. Co prawda niezbyt mięsistą i musiał wbiec za nią na drzewo, bo mu uciekła, ale ostatecznie mu się udało.
— Dobrze się czujesz? Tęczowa Łapa, który wydaje się zaraz zasnąć na stojąco upolował więcej od ciebie — zapytał Księżyc, przechylając główkę.
Nicość nie był w stanie, czy był to bardziej troskliwy, czy szyderczy gest. Nie słysząc odpowiedzi bieluch wysunął się do przodu, aby porozmawiać z Tęczową Łapą.
— Jak to jest, że ty boisz się polować, a twój uczeń jest, w tym tak dobry? — zapytał Makową Iluzję Kawka.

<Makowa Iluzjo?>

[441 słów]

Od Nicości (Kawczej Łapy) do Nocnego Śpiewaka

Kiedyś

Pomimo braku dalszego kontaktu ze Skowronkiem Nicość z łatwością odgadł, który dokładnie kot był jego drugim ojcem. Czarny kocur z idealnie ułożonym futrem z wczepionymi w tak samo idealnych lokalizacjach ozdobach w postaci kwiatów i kolorowych piór. Gdyby małego czarnulka to obchodziło lub gdyby po prostu miał dłuższą sierść może, nawet by mu pozazdrościł wyglądu, w którego najwyraźniej włożył trochę więcej wyobraźni i kreatywności. Biorąc to jednak pod uwagę krótkowłosy mógł tylko przewrócić oczami i ignorować kocura tak jak każdego, innego, spotkanego w żłobku.

Aktualnie

— Niicooość. Kawcza Łapo. Chodź, jesteśmy wyznaczeni na patrol. No dalej, trzeba upolować trochę zwierzyny. Wkrótce nie będzie z czego polować, zbliża się Pora Nagich Drzew. Już wiesz jak często się zdarzają wypadki przez mokrą ściółkę i kamienie — trajkotał Rozbity Księżyc.
Czarny, czując, że nie uwolni się od gadania niebieskookiego półgłówka zdecydował się, że w końcu wstanie ze swojego legowiska i wyruszy na patrol razem z grupą, tak jak bieluch oczekiwał. Przeciągnął się i wyszedł na zewnątrz, mrugając kilkukrotnie oczami, aby przyzwyczaić się do nieco innego światła. Przed jego oczami stanął widok dokładnie takiej ekipy: Makowa Iluzja grzebiąca pazurem w ziemi, Tęczowa Łapa bez przerwy trajkoczący do rudej kotki, choć wyraźnie niewyspany, ale też Nocny Śpiewak, spokojny i nie rzucający się w oczy. Grupy patroli musiały być coraz większe, aby mogły przeczesywać większe obszary w poszukiwaniu pożywienia.
Szli w stronę Opuszczonego Obozowiska.
— Zimno trochę, co nie? Nocny Śpiewaku masz niezłe futro — stwierdził Kawka z uśmiechem, usiłując nie dodawać do niego szczególnie widocznego jadu. — Skąd takie fajne piórka?

<Nocny Śpiewaku?>

[250 słów]

Od Nicości (Kawczej Łapy) do Skowronka (Skowronkowej Łapy)

Dawniej

Nów przede wszystkim słuchał. Wysłuchiwał płaczu matki, cichego kwilenia swojej siostry. Sam nie płakał zbyt wiele. Pełnia mogła płakać zupełnie ot tak, jednak powód rozpaczy matki nie był małemu kocurowi zupełnie znany. W końcu któregoś dnia poczuł, jak płacz, smutek i pustka matki ustaje, zastąpiona przez euforię. Wtedy też w jego życiu pojawił się nowy głos. Słysząc ekscytację Kwadry postanowił otworzyć oczy, aby ujrzeć co ją tak uszczęśliwiło. Wtem przed jego oczami pojawił się czarny kocur z niewielką ilością bieli.
— Spójrz Kwadro. Jaki on chudy… — mruknął kocur, poruszając ogonem. — Jestem Sierp. Twój… ojciec. Teoretycznie, bo lepiej mnie tak nie nazywaj — uśmiechnął się ciepło, jednak było w tym uśmiechu również coś szyderczego. — Matka cię jakoś nazwała? — zapytał, a kocham tylko zamrugał. — Powinnaś je zabić Kwadro, gdy jeszcze nie potrafiły nawet prawie wcale się poruszać. Nic z nich dobrego nie wyrośnie.
Kwadra przełknęła ślinę, przykrywając lekko sobą kocięta.
— Jak mają być silne, skoro nie mogę nawet zapolować, aby zapewnić im pożywienie? W tym tempie… będę musiała je pożegnać. Ty o nie, nie zadbasz — odparła chłodno bicolorka.
— Dlatego powinnaś zabić je wcześniej — odparł kocur, a kotka zjeżyła futro.
— Nigdy — syknęła.

Pierwsze przyjście do żłobka Nicości

Nicość człapał powoli za Księżycem niczym więzień skazany na egzekucję. Szli do żłobka, gdzie miał ponoć spotkać nowych znajomych, którzy według słów Księżyca mieli być chętni do zabawy z nim. Tylko że czarny kocurek nie miał ochoty ani zamiaru się bawić. Mimo, to i tak przywitała go cała banda. Bzyczek, Pyza, Bryzka i Skowronek, dokładnie tak przedstawiła się czwórka kociaków. Z czego dwoje z nich jak dowiedział się Nicość jeszcze do niedawna zamieszkiwało Klan Nocy, z którym ponoć Klan Wilka miał sojusz. Księżyc, widząc, że czarny zostanie w teoretycznie dobrych łapach odszedł do swoich obowiązków.
— Hej, ty! Ten biały to Twój ojciec? Gdzie mama? — zapytał dymny kociak, wielce zainteresowany nowym osobnikiem.
Podszedł do Nicości i zaczął go wąchać, jakby był najciekawszym obiektem w żłobku.
— Niezbyt… — mruknął, a w jego głosie dało się wyczuć obrzydzenie. — Moja matka nie żyje. Ojciec to… kleszcz na tyłku — odparł, siadając na ziemi.
— Aahh… Ja mam tatę. I drugiego tatę. Chodź, pokażę ci! — miauknął nagle, zaczepiając drugiego kociaka łapą.
Nicość postanowił pójść za pomarańczowookim. Przed jego oczami stanęła… szylkretka.
— Przecież to kotk… — zaczął, jednak nie było dane mu skończyć, bo jego towarzysz postanowił nagle pacnąć go w łebek.
— To Pszczeli Rój. Urodził mnie i moją siostrzyczkę. Wkrótce przyjdzie pewnie też Nocny Śpiewak, chciałbym, żebyś go poznał. Skąd jesteś?
— Z daleka. Z szopy. Mieszkałam tam z rodzicami i… siostrą — odmiauknął, a swoją wypowiedź zakończył cichym westchnieniem.
W jego oczach zakręciły się łezki. Wytarł je szybko łapami.
— Siostrą? Gdzie ona jest? — zapytał Skowronek, rozglądając się.
— Umarła… z głodu — odmruknął niewyraźnie Nicość.
— Hej Skowronku, daj trochę odpocząć nowemu koledze, dobrze? Za jakiś czas pokażesz mi żłobek i poznasz go z innymi — miauknął Pszczeli Rój, a Skowronek, chociaż średnio chętnie posłuchał się ojca.

Aktualnie

— Kawcza Łapooo. Wstajemy. Chodź, Skowronkowa Łapa i Sowi Zmierzch są już dawno gotowi. Musimy zrobić dodatkowe ćwiczenia z pojedynków między uczniami. W końcu chyba zamierzasz je wygrać co? — miauknął zachęcająco Rozbity Księżyc, szturchając ucznia nosem. — No dalej. Idziemy.
Nicość zamrugał i dokładnie przeanalizował wypowiedź kocura. Wstał z ziemi i wyszedł z legowiska, aby skierować się w stronę wyjścia z obozu. Nie było mu dane nigdy więcej pogadać ze Skowronkiem, dlatego widząc go teraz niemal podskoczył. Dymny kiwnął Nicości na przywitanie, nie odzywając się zbyt wiele. Wydawał się być znacznie spokojniejszy niż te kilka księżyców temu. Wyszli z obozu i skierowali się w stronę starego obozowiska. Nie było tam zbyt wiele zwierzyny, przez zaglądających tam niegdyś dwunożnych, lecz z pewnością było trochę przestrzeni, aby jednocześnie móc łatwo poćwiczyć walkę wśród drzew.
— Hej Skowronkowa Łapo. Jak idą ci treningi? — zaczepił drugiego ucznia Kawczy.

<Skowronkowa Łapo?>

[605 słów]