Koper od świtu było na łapach. Zresztą jak zwykle. Nigdy nie spało zbyt wiele, zasypiało długo po zajściu słońca, wstawało na chwilę przed promieniami słońca. Przeciągnęło się lekko, spoglądając na Chudy Grzbiet, który tłumaczył coś Bryzowej Łapie. Pomimo Pory Nagich Drzew nie było jeszcze aż tak chłodno, a śnieg jeszcze nie spadł. Było za to nadal dosyć deszczowo, przez co zioła w niektórych miejscach zaczynały powoli gnić. Liliowy westchnął, poprawiając kilka ziół, które rozwalił Chudzielec po tym, jak uporczywie szukał czegoś dla Bryzki. Uczennica wydawała się… w porządku. Niezbyt szkodliwa, było widać, że charaktery całej trójki były bardzo zróżnicowane. Koper cieszyło się, że to Chudy dostał kotkę jako uczennicę. Obawiało się, że energiczna kotka, tylko by cierpiała i boku takiego mentora jak ono. Dobijało jeno do setki księżyców, a medyk coraz bardziej odczuwało to w kościach. Coś, co Cisowe Tchnienie zaczęła czuć dopiero później. Koper czuło się słabsze już od kilku księżyców i nie było pewne, co było tego powodem. Chodzenie było coraz trudniejsze, a w niektóre dni po kryjomu wyciągało zioła na wzmocnienie ze stosu. Nie wiedziało, skąd ta słabość. Obawiało się jej, nie było pewne, komu o tym powiedzieć. Nie chciało w końcu nikogo martwić. Spokojne popołudnie przerwał medykom głos Kawczej Łapy. Zaraz za nim lekko chwiejąc się na łapach Tęczowa Łapa. Koper zmrużyło oczy, wzdychając. Już chciało zapytać o co chodzi, jednak czarny uczeń wyskoczył z zapytaniem szybciej, niż się spodziewało.
— Roztargniony Koperku — zaczął Kawka. — Ten przygłup nie może spać — miauknął zdyszany.
— Gdzie byliście? Mam nadzieję, że nie sami? — zapytało Koper, przygotowując ziarna maku. — Weź go do legowiska i przypilnuj, żeby to zjadł, dobra? — mruknęło cicho.
— Byliśmy za Opuszczonym Obozowiskiem. Chcieliśmy zobaczyć wycinkę lasu, ale zauważył nas lis — odparł Nicość, unikając kwestii czy byli sami. — Dobrze.
Tęcza wziął mak do pyszczka, na razie, starając się go nie gryźć.
— Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Czy byliście sami? — zapytało jeszcze raz, mrużąc oczy.
— Tak byliśmy. Nie mów o tym nikomu, proszę — miauknął Kawka, przełykając ślinę.
Koper westchnęli tylko cicho, postanawiając, że się nie odezwie.
<Kawcza Łapo?>
Wyleczeni: Tęczowa Łapa