BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

31 października 2026

Od Chudego Grzbietu do Bryzowej Łapy

Kilka dni przed zniknięciem Tropiącej Łaski

Chudy Grzbiet ledwie spał. Doglądał Gąsiorkowego Trzepotu, gdyż u kotki pojawiały się symptomy demencji. Często zapominała różnych rzeczy, imion, czuła się zagubiona, momentami nawet wędrowała po obozie, w poszukiwaniu czegoś, czego nie potrafiła nazwać. Bury medyk próbował załagodzić jej problemy różnymi mieszankami ziół, niektórymi nowatorskimi. Niestety, starsza niekoniecznie była chętna brać te gorzkie porcje medykamentów. Być może pamięć jej szwankowała, ale pamiętała, że Chudy słynął z dziwnych, niekoniecznie działających mieszanek (mimo iż próbował ich tylko na sobie!). Medykowi brakowało już pomysłów… w dodatku Roztargniony Koperek ciągle miał pogarszający się stan bólowy. Zaczął odczuwać problemy z chodzeniem, dlatego asystent medyka przygotowywał regularnie mieszanki na tę dolegliwość. Jednocześnie biegał wzdłuż i wszerz lasu, zbierając zioła, ciągnąc za sobą Bryzową Łapę, żeby mieć więcej możliwości.
On musiał znaleźć lekarstwo. Musiał.
Nie spocznie, dopóki nie odgadnie, co mu jest, nie postawi diagnozy, wymyśli leku i zażegna kryzysu. Roztargniony Koperek był zbyt młody na te wszystkie problemy. Dlaczego teraz? Tak wcześnie? Powinien mieć jeszcze wiele księżyców w zdrowiu!
Chudy wydrapał sobie z nerwów ranę za uchem, którą Bryzowa Łapa mu opatrzyła za jego wskazówkami. Zaniedbywał trening kotki, która musiała chodzić do Roztargnionego Koperka po doszkalanie się. Chudy Grzbiet miał zbyt wiele na głowie. Gąsiorkowy Trzepot, Roztargnionego Koperka, Bryzową Łapę i jeszcze siebie samego, gdyż jego problemy również nie opuszczały. W dodatku to znalezione futro w lesie prześladowało go niczym najgorszy koszmar. Momentami nie mógł spać nocą, nawiedzające go oblicze Cisowego Tchnienia pozostawiało go w nieustannym stanie gotowości. Czy przyjdą również po niego? Czy mieli powód? Czy jego domysły o zaginięciu starszej medyczki były słuszne?
Któregoś dnia ponownie przyniósł posiłek mamie Kalinowego Powiewu. Gdyby kotka, która siedziała mu w głowie, od dawna go o to nie poprosiła, prawdopodobnie nie dbałby o liliową tak bardzo. Prośba od Kaliny była jednak wyrazem największego zaufania, dlatego nie mógł zaniedbać tego obowiązku, lub odmówić. Zakochanie musiał odłożyć na bok (nie żeby miał jakieś wielkie szanse u pięknej wojowniczki), na rzecz zajmowania się bieżącymi sprawami. Co rusz przeganiał bratanicę, bo wchodziła mu pod łapy, marudził, że wszystko musi robić sam i narzekał. Kiedy przyszedł do niego Słoneczna Łapa, Chudy Grzbiet potraktował go całkiem szorstko, nawet patrząc na to, iż był synem Miodowego Ula i Jesionowej Szadzi, które szanował oraz lubił. Zwyczajnie… Chudy nie wyrabiał. Jadł rzadko, mało spał i nadwyrężał swój umysł. Poza tym ciągle otwierała mu się rana za uchem od nerwowego drapania.
Złoty uczeń miał infekcję ucha, więc Chudy Grzbiet wziął Bryzową Łapę i wytłumaczył jej, co trzeba zrobić w takim wypadku. Pokazał zioła oraz jak przygotować nakład, który miał pozbyć się problemu. Był przy tym całkiem surowy, jakby córka Nocnego Śpiewaka nie miała prawa popełnić błędu, mimo że każdemu mogło się zdarzyć. Zwłaszcza uczennicy. Nie był to pierwszy raz, gdy ganił szylkretkę, a jej ojciec niejednokrotnie podejmował próby rozmowy z medykiem. Chudy Grzbiet wtedy machał łapą na brata i cały czas dawał mu ten sam tekst, “ona musi być w tym dobra”. Swój perfekcjonizm próbował przełożyć na uczennicę, nieświadomie jej szkodząc. Nie widział niestety skutków swoich działań.

Dzień zniknięcia Tropiącej Łaski

Chudemu Grzbietowi zmroziło krew w żyłach na widok Rozbitego Księżyca oraz swojej dawnej mentorki, Nadciągającego Pomroku. Roztargniony Koperek wraz z nim i Bryzową Łapą opatrzyli rany jasnego wojownika, ale burego nie opuszczało uczucie niepokoju. Pomrok przyszła do nich później. Następnie Zalotna Gwiazda ogłosiła obwieszczenie o porwaniu Tropiącej Łaski przez grupę samotników. To wszystko było tak strasznie niepokojące, że potęgowało wcześniejsze lęki młodego medyka. Przygryzł pazury nerwowo, słuchając starej liderki. Czy byli teraz na celowniku? Kolejne zakazy? Jak mają teraz normalnie funkcjonować? Szlag. Była taka piękna Pora Nowych Liści...
Chudy Grzbiet spojrzał na Roztargniony Koperek i wymienili spojrzenia. Były takie porozumiewawcze, mogli rozmawiać bez słów i wiedzieli, o co chodziło. Bury spochmurniał. Będą musieli uzbierać jeszcze więcej medykamentów, w razie najgorszego scenariusza…

~*~

Był właśnie z Bryzową Łapą o świcie na zewnątrz. Mroźne powietrze Pory Nowych Liści drażniło jego delikatne płuca, kiedy zbierali pajęczyny, jeszcze wilgotne, na gałązki. Przedzierali się przez oszronione krzewy, które z każdym uderzeniem serca zieleniały, wraz ze wschodzącym słońcem. Niedaleko nich kręcił się Gruba Ryba, mający nadzieję znaleźć coś dobrego na posiłek przed śniadaniem. Poszedł z nimi jako ekstra pomoc, ale głównie ochrona. Przecież gdyby napadli ich samotnicy… byliby skończeni. Żadne z nich nie potrafiło walczyć, a jego brat najbardziej z nich cokolwiek mógł zaradzić. Przygniecie napastników swoim brzuchem czy coś…
Kilka dni później Zalotna Gwiazda przyprowadziła samotniczkę, której imię brzmiało Sroka. Wraz z ich wejściem, obóz wypełniła woń śmierci. Czarno-biała kotka unikała ciekawskich spojrzeń, przekazana od razu w łapy strażników i zabrana do więzienia. Chudy Grzbiet patrzył na wszystko z medycznej nory. Liderka Klanu Wilka ponownie, ze skrzypieniem kości, weszła na mównicę, by ogłosić, iż ta właśnie samotniczka należała do gangu, który uprowadził Tropiącą Łaskę.
— Udało mi się sprowadzić do nas kotkę, samotniczkę. Należy ona do tej samej grupy samotników, która kilka dni temu porwała jedną z naszych najbardziej zasłużonych wojowniczek, Tropiącą Łaskę! Oznacza to, że już niedługo wyznaczę koty, które wraz z naszą nową więźniarką udadzą się na misję odbicia Tropiącej Łaski od tych okrutników! — zaczęła z powagą. Po grzbiecie młodego medyka przeszedł bardzo nieprzyjemny dreszcz. — Nasz nowy nabytek nazywa się Sroka, a jej obecność przy granicy z terenami samotniczymi uświadomiła mi, jak niebezpieczne jest wędrowanie w tamtych okolicach. Właśnie dlatego ogłaszam, że od dziś, aż do odwołania, macie zakaz zbliżania się w tamtą stronę! Od dzisiaj nie możecie wychodzić dalej niż za Cierniste Drzewo! — kontynuowała.
Chudy podrapał się ponownie za uchem, a krew popłynęła wraz z przecięciem skóry. Mieli zakaz wyjścia za Cierniste Drzewo?! No nie! Tam były cenne zioła, nad rzeką mogli znaleźć sporo roślin… co on teraz zrobi? Może pójdzie z innej strony? Co by się stało, gdyby złamał zakaz…? Zabiliby go?
— Chudy Grzbiecie! — przebiło się przez jego kompulsywne myśli. — Znowu masz otwartą ranę! Ugh! Przez Ciebie będę mistrzynią zaklejania ran pajęczynami.
Chudy zastygł w bezruchu, a słowa ugrzęzły mu w gardle. Spojrzał w szoku na swoją uczennicę, Bryzową Łapę. Kotka nadęła policzki w grymasie, a następnie odwróciła się, by pójść po medykamenty.
Jak długo tam stała? Czy widziała jego nerwowe podrygi? Powiedział swoje myśli na głos?
Śledził jej kroki wzrokiem, jednak nie rejestrował za bardzo, co działo się dookoła. W jego głowie szumiała jedynie cisza, przerywana pulsującym bólem od okolic rozdrapanego ucha. Pozwolił, by córka Nocnego Śpiewaka opatrzyła mu to miejsce.
— Ja… — szepnął, jednak nic więcej nie powiedział.
Spojrzał na tłum kotów, a w nim… mignęły mu znajome oklapnięte uszy. Kalinowy Powiew! A więc była bezpieczna w obozie… nie dopadli jej samotnicy. Cóż za ulga…
Chudy westchnął, przykładając łapę do swojej piersi. Czuł mocne bicie serca, a opuściwszy wzrok, mógł jedynie myśleć o niej. Była wojowniczką, więc Zalotna Gwiazda mogła zechcieć wysłać kotkę w tę delegację… Dlaczego tak bardzo się martwił?
— Huh… Ileż bym dał, by zapewnić jej bezpieczeństwo — wyszeptał ledwie słyszalnie.
— Co tam mamroczesz, Chudy? Nie słyszałam! — rozległo się za jego plecami. — Gotowe. Przestań to wreszcie rozdrapywać!
— A-Ah! Nic, nic — wydukał wyrwany z przemyśleń, zerkając raz jeszcze na zebrane koty.
Kalinowy Powiew odwróciła się, by odejść po wysłuchaniu ogłoszenia. Wyglądała na zmartwioną, ale jednocześnie zdeterminowaną. Czy zamierzała zgłosić swoją kandydaturę do Zalotnej Gwiazdy? Może postanowiła to przemilczeć? Bała się?
Chudy Grzbiet wstał i otrzepał sierść. Wziął zawiniątko, które przygotował już wcześniej, by zanieść je teraz Gąsiorkowemu Trzepotowi. Kroki stawiał powolne, wręcz ciężkie. Jakby każdy krok kosztował go więcej siły niż zazwyczaj. Głowę miał spuszczoną, zamyśloną, a wzrok nieobecny. Dotarł do posłań starszych, zajrzał pod krzew należący do emerytów. Gąsiorek wzdrygnęła się na jego widok. Grymas skrzywił jej pyszczek.
— Proszę, Twoja dawka ziół. — Postawił przed nią liść ze starannie wybranymi medykamentami.
— Nie będę tego brać — fuknęła.
— Będziesz — westchnął. — Musisz zdrowieć.
— Odejdź stąd — poleciła mu, odwracając głowę. Widocznie była nie w humorze.
— Jak chcesz — rzucił od niechcenia.
Wyszedł spod krzewu, ale nim zniknął w legowisku medyków, odwrócił się jeszcze, by zobaczyć czy kotka grzecznie zjadła swój przydział.
Następnie poszedł z powrotem do siebie, aż nie przyszła pora, by położyć się spać. Tej nocy, jak i poprzedniej, kręcił się na swoim legowisku. Czuł niepokój, być może niepotrzebnie. Chociaż dla samotnika nie miała znaczenia ranga potencjalnej ofiary... Jednak… Być może przesadzał? Wyolbrzymiał? Czy miał podstawy, by odczuwać aż taki stres i strach przed nadchodzącymi księżycami?
Pogrążony w otchłani myśli, w końcu zamknął oczy i zasnął. Śniła mu się polana pełna najróżniejszych ziół, a pośród nich…

~*~

Po kilku dniach postanowił odwiedzić Srokę w miejscu przeznaczonym dla więźniów. Miał przy sobie parę medykamentów. Chciał zrobić kontrolę, czy nie zniosła czegoś dziwnego do obozu. Pilnował jej Tygrysia Noc, a jego czujne spojrzenie zmierzyło burego od stóp do głów.
— Czego tu szukasz? — zapytał.
— Chcę ją zbadać. Co, jeśli zniosła nam pchły? — odpowiedział, wskazując nosem na leżącą nieopodal kotkę. Rudy kocur podążył tam wzrokiem.
— Eh, niech Ci będzie — westchnął, przepuszczając go.
Chudy wyminął wojownika z nacięciem na uchu. Aż zapiekł go jego własny kolczyk, który jako uczniowie zrobił sobie z bratem. Odwrócił głowę, a jego szare oczy spotkały te należące do Sroki. Czarno-biała niechętnie zerkała w jego kierunku, nieufnie. Jej wielgachna szrama przyprawiała o dreszcz. Medyk przerwał to niekulturalne wgapianie się, kładąc pod swoimi łapami to, co przyniósł. Coś na wzmocnienie, środek na pchły, trochę ziół na uspokojenie, gdyby kotka rzuciła mu się do gardła. No i oczywiście pajęczyna, w razie jakby miała jakieś rany. Chudy bez słowa zaczął przygotowywać mieszankę. Życie toczyło się za nimi w obozie, a jego gwar przerywał wiszącą w powietrzu ciszę. W końcu bury postanowił się odezwać.
— Hej — miauknął, zerkając na nią. — Zgadniesz moje imię?
Sroka nic nie odpowiedziała. Jedynie obdarzyła go pogardliwym spojrzeniem. Eh, znowu to samo. Przywykł już… chyba…
— Jasne, czaję. Pewnie nie ciężko je odgadnąć, ale mogę Ci powiedzieć! Jestem Chudy Grzbiet — mówił dalej, oddzielając dawkę czyśćca dla kotki. — Jestem asystentem medyka, przyszedłem Cię zbadać.
— …
— Okej, okej — Chudy mruknął z delikatnym, głupkowatym wyrazem pyska, jakby chcąc pokazać, że Sroka nie będzie musiała używać na nim swoich pazurów. — Mogę Cię zbadać?
Odpowiedziało mu syknięcie, gdy tylko spróbował podejść. Sierść na karku Chudego zjeżyła się, a on sam wycofał. Nie chciał tutaj wszczynać burdy ani nic. Nie zamierzał dawać Tygrysiej Nocy powodu do stłuczenia go na kwaśne jabłko.
— Hmm no dobra. Nie to nie. Kotki są takie delikatne — westchnął, a Sroka prychnęła. — Mam tu czyściec dla Ciebie. Na dodanie sił.
Podsunął delikatnie liść w jej kierunku, nie nawiązując kontaktu wzrokowego na zbyt długo. Sroka przysunęła podane lekarstwo do siebie, powąchała je, ale go nie wzięła.
— Jak go zjesz, to się wzmocnisz. Ewentualnie jeśli czyściec Ci nie odpowiada to mam jeszcze to. — Wyjął ze stosiku ziół łodygę z ząbkowanymi liśćmi. — Krwiściąg. On też ma takie działanie. Raczej zazwyczaj podajemy go kotkom, które spodziewają się rozwiązania-... znaczy, porodu po prostu. Ale możesz go zjeść i bez tego.
Sroka patrzyła na wyciągniętą łodygę z nieodgadnionym wyrazem. Jakby nie do końca ufała zamiarom medyka. Mimo tego… nie była zaskoczona. Ani ziołami, ani medycznym bełkotem Chudego. Zdawała się z tym jakby… zaznajomiona. Jej pysk nie wyrażał ani zaciekawienia, ani zdziwienia. Po prostu jakby słuchała po raz kolejny tego samego, co zdziwiło burego, ale nic nie mówił.
— Jeśli się zdecydujesz, to zostawiam też krwiściąg. Nie jedz obu na raz — polecił, po czym wstał, by odejść.
— Naprawdę jesteś medykiem? — rozległo się za jego plecami. Delikatny, zachrypnięty głos rozbrzmiał w uszach Wilczaka.
— Uh, tak! Nie widać? — Uśmiechnął się krzywo.
— Nie… — odparła, kładąc uszy po sobie.
— Ojej. Wydawało mi się, że medycy zawsze chodzą oblepieni pajęczynami i z ziołami w kubraczkach, ale może mam przestarzałe informacje — rzucił, próbując rozładować napięcie.
Sroka nie odezwała się więcej. Tym razem pozwoliła mu odejść.
Następnego dnia ponownie podjął próbę zbadania kotki. Znowu spotkał się z syknięciem, ale teraz Sroka wydawała się w lepszej kondycji.
— Ooo, chyba jadłaś zioła? — miauknął, rozglądając się za nimi dookoła.
— Być może — mruknęła, kuląc łapy pod siebie, a ogonem owijając swój bok.
— Super — odparł. Przysiadł w tym samym miejscu co wczoraj. — Słyszałem, że byłaś samotniczką.
Zerknął na nią. Zmrużyła oczy, więc opuścił wzrok. Lustrowała go tak uważnie, że czuł gęsią skórkę. Dlaczego tak go obserwowała?
— Potrzebujesz czegoś? — zapytał, a ona jakby speszona, odwróciła głowę. — Jeśli się zastanawiasz jakim cudem żyję, to Ci powiem - wielkim cudem — miauknął. Odmierzył czyściec. — Moja matka mnie tutaj sprzedała razem z moim braćmi. Czyli w sumie też płynie w moich żyłach krew samotnika — posłał jej krzywy uśmiech, który bardziej wyglądał jak grymas. — Mamy jedzenie, ale ja za bardzo nie lubię większości tych piszczek. Myszy są obrzydliwe, a jest ich najwięcej. Dlatego taki jestem no… chudy. Heheh, dlatego mam tak na imię, czaisz?
— …Czaję — mruknęła.
— Mam brata o imieniu Gruby! Na pewno go widziałaś, ciężko go przeoczyć, hehe — włączył mu się tryb gaduły, kiedy choć na chwilę mógł zapomnieć o trudach ostatnich dni. — Oraz drugi brat o imieniu Noc! Jest cały czarny i myślę, że dlatego tak się nazywa. Gdybym ich nie miał… pewnie bym już dawno umarł. — Wzruszył ramionami. — Gruby zawsze wynajdywał dla mnie to, co lubiłem ze stosu, a Noc ogrzewał swoim futrem, bo z mojego widzisz, co jest… niby mi odrasta, ale nie jest ciepłe ani jedwabiste.
Spojrzał na nią, a ona na niego. Oboje byli kiedyś samotnikami, nawet jeśli Chudy tylko przez chwilę. W jego żyłach nie płynęła krew Klanu Wilka ani ich zwyczajów. Sroka zdawała się to rozumieć, widzieć. Być może wyczuła od niego zupełnie inną aurę, aniżeli od pozostałych. Może to przez jego niepozorny wygląd… Chudy jedynie zgadywał.
— A Ty…? Masz emm rodzeństwo czy coś? — zapytał cicho, by strażnik nie usłyszał.
— Nie — odparła wręcz ostro. — Nie mam już nikogo.
— Oj — mruknął. — To ja mogę być Twoim kolegą. Heh.
Znowu cisza. Sroka miała trudny do odgadnięcia wyraz pyszczka. Jakby część jej się cieszyła z tego zdania, a druga część kazała zachowywać dystans, zimną krew i gotowość do ewentualnej walki. Chudy troszkę spochmurniał, jednak po chwili podniósł uszy do góry.
— Hej — zaczął, zwracając na siebie jej uwagę. — Pokażesz mi swój ogon? Wygląda bardzo ładnie.
— Uh, w porządku — miauknęła niechętnie, pokazując medykowi, ale nie pozwalając dotknąć, poproszony ogonek. Chudy obejrzał go z odległości i zdawał się w dobrej kondycji, bez podrażnień, wyłysień czy sklejonej sierści. To dobry znak.
— Dzięki. Wiesz, że kiedyś więźniem była jedna z moich aktualnych koleżanek? Też tak z nią siedziałem i gadałem — zaczął znowu, drapiąc swój bok. Odrobinę się stresował. — Była piękną samotniczką, nawet przez chwilę mi się podobała, ale okazała się woleć kotki — wyjawił. — Nawet ma kocięta! Ależ przewrotny ten los, nie? Kiedyś była więźniarką, a teraz żyje pełnią życia pośród nas i nawet założyła szczęśliwą rodzinę ze swoją wybranką serca.
Sroka słuchała. Nawet delikatnie się uśmiechnęła na opowieść o Jesionowej Szadzi, jednak Chudy tego nie widział. Grzebał pazurem w ziemi, a słowa same wypływały z jego ust.
— Cóż, nie wiem, czy powinienem Ci mówić te wszystkie rzeczy — kontynuował po chwili refleksji. — Co, jeśli nas zostawisz? Chociaż skoro wzięli Cię na zakładnika, to raczej będą chcieli wcielić Cię w życie klanu… ale kto ich tam wie. Banda wariatów, chociaż niestety też jestem ich częścią. Ej! Wiesz, że nie mam jednego zęba?
— Czy… — odezwała się nagle niepewnie.
— Hm? Czy?
— Opowiesz mi coś… o tym klanie? — zapytała.
— Oh! Jasne. A co powiesz na grę? — odpowiedział, a Sroka zmarszczyła brwi. — Nie będzie nic dziwnego! Zwykła gierka w naśladowanie! Każdy gra w coś, n-nie? — dodał niezręcznie.
— Niech będzie — miauknęła po dłuższej chwili.
— Super. Pokażesz mi swoją łapę prawą, o tak? — Podniósł własną, wewnętrzną stroną do Sroki. Kotka powtórzyła z podejrzliwym wyrazem pyszczka. Chudy przyjrzał się jej poduszeczkom, ale nie nosiły na sobie śladów grzybicy. Troszkę były pozdzierane, ale to tak jak u każdego.
— W Klanie Wilka kocięta przed rozpoczęciem szkolenia na wojownika wynosi się do lasu, by przeżyły tam samotnie noc — oznajmił. — Też to przechodziłem. Teraz podnieś lewą łapę w ten sposób.
— Nic… Ci się nie stało? — zapytała, powtarzając po kocurze.
— O mały włos nie umarłem, ale znalazłem norę, w której spędziłem noc — wyjaśnił, jakby to była pogadanka o pogodzie. Sroka zdawała się przerażona tą praktyką. — Po tym, jak przeżyją do rana, mogą zostać mianowani na uczniów. Treningi są ciężkie, ale teren też taki mamy. Zresztą na pewno widziałaś. Masa drzew oraz korzeni. Nasza Liderka ma dwóch zastępców, którzy będą się bić ze sobą o zajęcie jej miejsca po jej śmierci. Poza tym jesteśmy jak każdy inny klan. Otwórz buzię, aaaaa. Pokaż mi zęby… O, masz wszystkie! — przerwał, zszokowany. — Fajnie, ja mojego próbowałem wbić z powrotem, ale nie wyszło, niestety. Tak, ale na czym skończyłem…
Wrócił dopiero po południu do medycznej nory. Słońce pięknie świeciło, kwiaty oraz woń drzew wypełniały obóz, aż momentami kręciło burego w nosie. Dzień był taki przyjemny, aż ciężko pomyśleć, z jakimi problemami się zmagali… Gdyby tylko mogli, chociaż na chwilę odsapnąć od chorób, zaginięć, konfliktów…
Jego łapy przekroczyły “próg” legowiska medyków. Odłożył zioła na swoje miejsca, przy okazji robiąc na nowo stosiki i notując w głowie braki, które będą musieli uzupełnić. Przez to wszystko nie zwrócił w ogóle uwagi, że był cały czas obserwowany. Podniósł wzrok, jak się okazało, na Bryzową Łapę, która wyglądała na wyraźnie niezadowoloną.
— No co? — zapytał, ziewając.

Wyleczeni: Słoneczna Łapa

[2800 słów, trening Bryzowej Łapy]
<Bryzka? :3 >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz