Zgromadzenie
Niebieska kotka usiadła gdzieś z boku i zajęła się ugniataniem ogona, by poczuć się pewniej.
— Hejka Dymówkowa Łapo! — zamruczał pogodnie, zauważając, że kotka jak zwykle ugniata ogon łapkami. Drgnęła lekko, słysząc pewien głos. Uniosła łebek, a jej niebieskie oczka zalśniły.
— Skowronkowa Łapo, jak dobrze cię widzieć — wymruczała pogodnie, przerywając tik i wskazując miejsce blisko siebie.
— Znalazłaś coś ciekawego w tym księżycu? — zapytał, mając na myśli oczywiście ozdoby, które oboje wczepiali sobie w futro.
— Jedno zagubione piórko. Staram się skupić na treningu. Poza tym samotne szukanie jest dla mnie nieco...przytłaczające... — mruknęła cichutko, powracając do ugniatania ogona. Kocur obdarzył ją szerokim uśmiechem. Chwilę później Skowronkowa Łapa przekrzywił łeb, przyglądając się jej z zaciekawieniem.
— Zawsze możesz poszukać ze mną! We dwójkę łatwiej coś wypatrzyć, a przy okazji można pogadać — zaproponował jej entuzjastycznie, siadając obok. Jego puszysty ogon zamiatał ziemię, a piórka przy szyi poruszały się przy każdym ruchu. Zastrzygła uszkami na propozycję kocura. Wizja wspólnego szukania skarbów brzmiała naprawdę cudownie.
— Naprawdę? Chciałbyś ze mną poszukać? — spytała, poruszając lekko wibrysami.
— Bo wiesz...nie mam zbyt wielu znajomych... — wymamrotała, wbijając pazurki w ogon. Skrzywiła się lekko, gdy poczuła lekki ból. Uniosła wzrok i wlepiła go w piórka, a potem na pysk kocura i w jego oczy, by zaraz spuścić wzrok na białe łapki. Wysłuchała jego słów z uwagą. Podziwiała tę energiczność u kocura, której nie widziała u samej siebie. Uszy stanęły mu na sztorc, a pysk rozjaśnił szeroki uśmiech.
— No pewnie, że tak! Poza tym teraz masz już jednego znajomego więcej, prawda? — zamruczał, trącając ją delikatnie barkiem. Czując lekkie trącenie, poczuła się jakoś lepiej. Kocur nie wyglądał na takiego, który, by ją okłamywał. Po co miałby to robić? Chociaż taki Migocząca Łapa teraz Migoczący Nieboskłon nie przepadał za nią, bo uczyła się na protektorkę, a nie wojowniczkę. Położyła na moment uszy, zwiększając tempo ugniatania ogona. Zaraz jednak spróbowała się uspokoić.
— Tak, mam jednego znajomego, czyli ciebie — mruknęła.
— Więc to ma dla mnie jeszcze większe znaczenie — dodała nim umilkła.
— A ty? Znalazłeś coś interesującego i jak idzie ci trening? — miauknęła po chwili.
— A treningi? Hm, różnie! Ostatnio ćwiczyłem nawigację w tunelach i wspinaczkę na drzewa. W tunelach prawie się zgubiłem, ale wspinanie było naprawdę fajne! — opowiedział, z dumą wypinając pierś.
— Poza tym przypadkiem przekroczyłem granicę Klanu Burzy, bo zobaczyłem piórko i zapomniałem patrzeć, dokąd idę… — dodałem nieco ciszej, drapiąc się po karku.
— Brzmi jak dobra przygoda, chociaż trzeba uważać na to, by się nie zgubić. Bywa to niebezpieczne — mruknęła z samoistną troską w głosie. Gdy ten wspomniał o przekroczeniu granicy, niebieska kiwnęła lekko łebkiem.
— Każdemu może się zdarzyć. Jaki to był klan? O ile chcesz mi powiedzieć... — szepnęła, by nikt niepowołany nie słyszał jej słów. Nie chciała robić Skowronkowi problemów. Ciemny kocur przekrzywił łeb, nieco zakłopotany, kiedy usłyszał jej pytanie.
— Klan Burzy… Ale nic się nie stało! Po prostu zobaczyłem piórko i zapomniałem patrzeć, dokąd idę — przyznał.
— Ale teraz opowiadaj! Jakie to było piórko? I gdzie je znalazłaś? — zapytał, ponownie ożywiając się na myśl o ozdobach.
— Piórko należało do wróbla i znalazłam je niedaleko plaży. Nie zbieram innych piór, niż niebieskie, ale...mogę ci dać je, jeśli chcesz... — mruknęła cicho.
— Wiem, że to małe piórko, ale...pasowałoby ci — dodała niepewnie, lekko się garbiąc, jakby bojąc się reakcji na taką propozycję.
— Może następnym razem uda nam się znaleźć coś razem i zrobimy sobie pasujące ozdoby! Wyobrażasz sobie? — zamruczał rozbawiony, zerkając na nią wyczekująco. Słysząc o podobnych ozdobach, ożywiła się, a na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech.
— Pasujące ozdoby...byłoby to cudowne...bardzo bym chciała.... — dodała na koniec. Uszy stanęły mu na sztorc, a pysk rozjaśnił szeroki uśmiech.
— Naprawdę chcesz mi je dać? Dziękuję! — uśmiechnął się do niej ciepło, poruszając radośnie ogonem.
— Mam je przy sobie, bo liczyłam, że cię znajdę — przyznała, pochylając się i kładąc piórko obok łap kocura.
— Naprawdę na mnie liczyłaś? To chyba najmilsza rzecz, jaką ktoś ostatnio dla mnie zrobił! — zamruczał, przysuwając piórko bliżej siebie i ostrożnie przygładzając jego delikatną powierzchnię łapą. Obserwowała z iskierkami w niebieskich oczach, jak łapa kocura przesunęła się po piórku.
— Zadbałam o nie... — dodała zakłopotana.
— Będę o nie dbał! I kiedyś zrobię sobie z niego ozdobę, żeby pamiętać, od kogo je dostałem. — obiecał jej z przekonaniem, po czym poruszył radośnie ogonem. Dymówka skinęła lekko łebkiem i cicho zamruczała na jego słowa.
— Cieszę się, że ci się podoba — wymruczała szczerze. Bała się, że Skowronkowa Łapa odrzuci podarek, a tymczasem przyjął go bardzo ciepło.
— Co do twoich wcześniejszych słów to polubiłam cię. Do tego nie oceniasz tego, czy jestem bezużyteczna, czy nie. Nie obrażasz mnie i nie wywierasz na mnie presji... — przyznała cicho, jakby to była największa tajemnica, jaką do tej pory miała. W zasadzie kocur był pierwszym, któremu tak naprawdę się przyznała do takich odczuć i problemów.
— Nie musisz mi niczego udowadniać. Lubię cię taką, jaka jesteś! — miauknął pogodnie, poruszając wąsami.
— Dziękuje ci za te słowa Skowronkowa Łapo — miauknęła na zakończenie tematu.
— A co do piórek, umowa stoi! Poszukamy takich najdziwniejszych, jakie uda nam się znaleźć. — zasugerował, a przyszła protektorka skinęła łebkiem na niemy znak zgody.
— A nasze pasujące ozdoby zrobimy z czegoś naprawdę ładnego! Może znajdziemy dwa podobne kwiaty? Już nie mogę się doczekać wspólnego szukania! — zamruczałem entuzjastycznie. Poruszyła wibrysami z zadowolenia. Pokiwała lekko łebkiem na słowa ciemnego ucznia.
— Och tak, dwa podobne kwiaty brzmią super. Nawet nie muszą być niebieskie, bo będzie się liczyło to, że mamy te same lub podobne — wymruczała cicho.
— Kiedy wrócimy do swoich terenów, poszukamy tych kwiatów! Ciekawe, czy uda nam się znaleźć dwa tak podobne, że nikt nie odróżni jednego od drugiego! — zamruczał, wyraźnie podekscytowany samą myślą o wspólnym szukaniu.
— Umówmy się kiedyś przy granicy i tam poszukamy. Na pewno znajdziemy jakieś podobne, a jak nie...to będziemy szukać do upadłego, aż znajdziemy — odparła cicho. Po chwili przekrzywił łeb, przyglądając się Dymówkowej Łapie z figlarnym błyskiem w oczach.
— Możemy nawet zrobić z tego konkurs! Kto pierwszy znajdzie odpowiednią parę, wygrywa. Tylko musimy ustalić nagrodę... Masz jakiś pomysł? — dodał. Na propozycję konkursu, zamruczała.
— Brzmi jak świetna zabawa, a rzadko w takich uczestniczyłam — miauknęła cieplejszym głosem.
— Co do nagrody...hm...dobre pytanie. To może być nawet coś małego, ale ważnego — podsunęła delikatnie. Na wzmiankę o nagrodzie zamyślił się na moment, po czym jego pysk rozjaśnił szeroki uśmiech.
— Może zwycięzca dostanie coś znalezionego przez drugą osobę? Coś małego, ale co będzie przypominało nam o tym konkursie! Albo przegrany będzie musiał zrobić specjalną ozdobę dla wygranego! — zaproponował, z entuzjazmem machając ogonem.
— A jeśli znajdziemy jakiś naprawdę dziwny kamień, możemy wymyślić mu własną historię. Co ty na to? — zapytał jej. Zamyśliła się na jego słowa i jeszcze żwawiej ugniatała ogon. Propozycje kocura były naprawdę dobre, a wzmianka o historii kamienia brzmiała jak fantastyczne spędzanie czasu.
— Specjalną ozdobę dla wygranego co? Brzmi świetnie. Możemy, więc ustalić nagrodę dla zwycięzcy. Wygrany otrzyma specjalnie przygotowaną ozdobę przez przegranego — potwierdziła niebieska uczennica z błyskiem w niebieskich ślepiach.
— Bardzo chętnie poszukam z tobą takiego kamienia albo nawet gałązki. Można nawet oba i stworzyć fajne historie, które może kiedyś przekazalibyśmy dalej, jak myślisz? — dopowiedziała, a następnie zamilkła, czekając na reakcję kocura. Skowronek aż poruszył uszami z ekscytacji. Zaraz potem pokiwał energicznie głową na kolejne słowa Dymówki.
— Tak! I wtedy nawet po wielu księżycach będziemy mogli opowiadać innym, skąd wzięła się dana historia! — miauknął, machając ogonem.
— Może wymyślimy legendę o kamieniu, który spadł z gwiazd, albo gałązce, która potrafi spełniać życzenia? — mruknął. Zamyślił się na moment, po czym spojrzał na niebieską uczennicę z rozbawionym błyskiem w oczach.
— Tylko musimy uważać, żeby nasze historie nie zrobiły się tak długie, że nikt nie będzie chciał ich słuchać! — rzucił, a niebieska się zaśmiała.
— Masz rację, musi być chwytliwa i krótka. Taka, jaką sami chcielibyśmy słuchać — wymruczała w odpowiedzi. Niepewnie musnęła ogonem bok kocura.
— Już nie mogę się doczekać — zamruczała. Pogadali jeszcze przez jakiś czas, a gdy nadeszła pora, Dymówka podniosła się na łapki. Spojrzała po raz ostatni na kocura i musnęła jego bok.
— To do zobaczenia Skowronku — miauknęła, a po chwili dołączyła do matki i wróciła z resztą klanu do domu.
[1319 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz