Piękny dzień na piękne psoty! A przynajmniej tak się zapowiadało. Dzieci Poinsencji rosły jak na drożdżach, jednak niestety żadne z nich nie polubiło za bardzo Zwinka. Rudy kocurek musiał się więc pogodzić z tym, że jest skazany na towarzystwo swojego rodzeństwa. Cóż, na szczęście miał ich trójkę. Chociaż nie zawsze chcieli się z nim bawić lub zbierać kwiaty. Paprotek to w ogóle wydawał się odklejony, a Kraska tak nosa zadzierała, iż Zwinek czekał, aż wywinie orła do tyłu. Byli już duzi i niedługo mogli spodziewać się mianowania, a Zwinek nadal nie wiedział, co chciałby robić. Najchętniej zbierał kwiaty, ale w Owocowym Lesie nie ma profesji dla kwiatoluba.Któregoś dnia zadrapał sobie łapę o wystający kawałek powalonego pnia, po którym skakał. Chciał zerwać roślinę, która na nim rosła, ale nie było mu to dane. Z płaczem poszedł do Uzdrowicieli, a tam Pan Goniec oraz Pani Purchawka zerknęli na biedną łapkę malucha. Chyba starsza Szamanka zauważyła stres u syna Purpury, gdyż zaczęła do niego mówić. Jej ozdoby w futrze jednocześnie zachwycały, jak i przerażały małego rudzielca.
— Zobacz słoneczko — zaczęła. — Teraz zrobię Ci opatrunek z pajęczej sieci. Ale najpierw położę trochę mazi, która odkazi to miejsce. Widzisz, bąbelku?
Zwinek pociągnął nosem i spojrzał na swoją łapę. Nie miał pojęcia, czym była ta papka, jednak schłodziła nieco miejsce uderzenia. Następnie patrzył, jak dymna owija łapę pajęczyną. Zwinnie, fachowo, nucąc pod noskiem.
— To niesamowite co Pani robi — miauknął nieśmiało. — Kim Pani jest? Szamianką?
— Szamanką słoneczko — poprawiła go.
— Szamanką? A odprawia Pani czary? — Zapytał. — Czy to prawda, że Wszechmatka zamienia zmarłe koty w ptaki?
— Mhm! Tak, tak. Jeszcze nie miałeś mianowania, więc nie otrzymałeś Imienia Duszy — wyszeptała określenie na specjalne imię nadawane w Owocowym Lesie, by zrobić klimacik.
Zwinek wydał z siebie podekscytowane “uuuuu!”. Jego oczy rozbłysły. Purpura opowiadał mu o tym co nie co, jednak usłyszenie tego od Szamanki nadawało całej informacji masę magii
— A powiedz mi Zwinku, słoneczko — zaczęła, klepiąc jego łapkę, by przyklepać pajęczynę. — Myślałeś już o swojej ścieżce szkolenia?
Rudy zamyślił się.
— Nie!
— A co lubisz robić w wolnym czasie? Walczyć? Może skradać się?
— Lubię zbierać kwiaty — przyznał nieśmiało, ponieważ nie było to istnie męskie zajęcie.
— Jak uroczo! A co myślisz, by zamiast kwiatów spróbować zbierać zioła? — Zapytała wesoło.
— Zioła? — Powtórzył zszokowany. Pogłaskał swoją łapę z opatrunkiem.
— Mhm! Mógłbyś pomagać w ten sposób innym kotom i robić to, co kochasz! — Wytłumaczyła. — To odpowiedzialna profesja, jednak obserwuję cię od narodzin słoneczko i myślę, że podołasz. — Poklepała go po głowie.
Zwinek uśmiechnął się delikatnie.
— Naprawdę?
— Taaak! Możesz przyjść do mnie i Gońca, na pewno Mistral też chętnie opowie Ci więcej, jeśli masz wątpliwości — miauknęła. — Ale przydałaby nam się para łapek do pomocy.
— Super! Przyjdę jutro! Iiii i pojutrze! I co jest pojutrze? Po pojutrze! — Wstał na równe łapki. Przytulił Purchawkę, ocierając się o jej puchate futro.
Gdy wychodził, odwrócił się jeszcze. — Ma Pani świetne ozdoby!
Przez następne dni rudy kociak zaglądał do Gońca, do Mistral i oczywiście Purchawki, by z nimi przesiadywać. Podarował kwiaty Mistral oraz Purchawce, starannie wyselekcjonowane z tych, które znalazł na spacerach z Kasztanką. Od rozmowy z Purchawką wydawał się być wręcz natchniony. Nadal mylił imiona kociąt w żłobku oraz pozostałych wojowników, jednak nazwy kwiatów doskonale znał. Był bardziej nieznośny niż zwykle. Było go wszędzie pełno, aż Kasztanka chyba miała dosyć swojego potomka. Zwinek jak zwykle próbował kręcić się koło matki i zadawać jej masę pytań. Kotka widocznie podirytowana odesłała go do ojca, który wrócił z patrolu, więc był na miejscu. Zwinek nie do końca rozumiał, dlaczego i czym mógłby wkurzyć mamusię, więc postanowił wykorzystać okazję i o to zapytać.
Podbiegł do Purpury i zatrzymał się na jego łapach.
— Tatooo — zaczął. — Mama kazała mi tu przyjść i zobaczyć, czy mnie tu nie ma. Co miała na myśli? Chyba się na mnie wkurzyła, ale nie wiem czemu. Od rana jest jakaś drażliwa. Może źle spała? Chociaż wiesz co, myślę, że to Paprotek ją wkurzył, a na mnie się wyżyła po prostu!
— Synu, czy mógłbyś zacząć wcześniej hamować, a nie na moich łapach? Ty już taki mały nie jesteś — mruknął wojownik. — A mama pewnie stresuje się Waszą ceremonią mianowania już za klika dni, bądź dla niej wyrozumiały, co?
Zwinkowi opadły nieco wąsy, gdy ojciec go zganił. Po chwili jednak ponownie je podniósł. Ah, tak, mianowanie!
— Masz rację!! Jeju jesteś taki mądry! — miauknął. — Rozmawiałem z Panią Purchawką ostatnio, kiedy zrobiłem sobie kuku w łapę. I ona mi opowiadała trochę o tym, co robi i brzmi to naprawdę ciekawie. Pytała mnie, czy nie chciałbym się szkolić pod jej okiem lub Pana Gońca! — Miauknął szczerze poruszony. — To brzmi tak niesamowicie, że nie mogę w to uwierzyć i aż mnie nosi!
— Naprawdę chciałbyś zostać Uzdrowicielem? Nie chcesz pójść w ślady swego staruszka?
Zwinek zasmucił się na dźwięk głosu Purpury. Czy naprawdę robił coś złego? Zawiódłby go, gdyby obrał inną profesję?
— Tato... — Mruknął, kopiąc łapką w ziemi. — Wiesz, że Cię kocham... ale ja to się chyba nie nadaję na wojownika…
— No dobrze, tylko słuchaj uważnie swego mentora, gdyż rola uzdrowiciela to bardzo odpowiedzialna rola i jeśli raz popełnisz błąd, i to śmiertelny, to nie będziesz mógł dalej kontynuować tej drogi.
Zwinek poczuł, jak przebiega mu dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Pytanie, czy była to ekscytacja, czy może stres? Oh, nie wiedział!
— Tato zaczynam się bać, haha — miauknął nerwowo, a jego sierść na karku się podniosła, więc łapą spróbował ją przyklepać. — M-Może nie zawalę... chociaż czasem jestem zapominalski... a-ale tylko do imion! Zioła będę tak długo powtarzać, aż przez sen zacznę je mówić!
— Trzymam Cię za słowo, Zwinku. Chyba nie chcesz w przyszłości otruć mnie, mamę lub rodzeństwo, co?
Zwinek poczuł przebiegający wzdłuż kręgosłupa dreszcz strachu. Od razu miał w głowie różne scenariusze. Będzie dobrze... będzie dobrze. Pani Purchawka nauczy go wszystkiego tak, jak trzeba i nie zdoła nikogo przypadkiem otruć. Tak, tak!
— Nie chcę! — Miauknął z przejęciem, przytulając się do Purpury. — Pójdziemy się pobawić?
<Tato? Zaszczepiasz traumy od małego xD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz