BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkarłat x Szyszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkarłat x Szyszka. Pokaż wszystkie posty

17 października 2020

Od Szkarłatnego Mrozu (Szkarłatu) cd. Szyszki

 przed ucieczką

Drgnął z radości, gdy usłyszał, ż  przed ucieczką e ukochana ciocia Szyszka nie wygna go z Owocowego Lasu. Nie potrafił wyobrazić sobie utraty domu po raz kolejny, w swoim względnie krótkim życiu. Już raz trafił poza społeczność dawnego Klanu Lisa, a perspektywa kolejnego opuszczenia stada nie uśmiechała mu się ani trochę.
Rozmawiał z Szyszką, co relaksowało go i dodatkowo pobudzało radość. Każda część ciała dawała o tym znać. Drżące wibrysy, figlarny błysk w niebieskich oczach oraz rozluźniona poza. Poznał nowy system nadawania imion, co go zaskoczyło. Nie spodziewał się, że liderka poszła na takie ustępstwo. Zostawił sobie podwójne imię, na razie nie planował powracać do Szkarłatu. Pozostawał Szkarłatnym Mrozem, bo to przypominało mu, kim jest.
Pochwalił się rezultatami treningu z Żukiem, pierwszym, i jak na razie, jedynym uczniem. Nie wgłębiał się w szczegóły dotyczące humorków czarnego czy jego upartości.
- A powiedz mi, jak twoja relacja z Błysk? Pogodziliście się? - zapytała się Szyszka.
- Błyyyy... Sk? Aaaaa... Błyszcząca Łapa. Znaczy Tchórzliwy Krok.... Za bardzo przyzwyczaiłem się do jej uczniowskiego imienia. - Rudy poruszył niespokojnie wąsami z roztargnienia. - My byliśmy w niezgodzie? Nie odczułem tego. Mniej ze sobą rozmawialiśmy, aleeeeee... Nieeee, nie pokłóciliśmy się - mówił Szkarłatny Mróz, przekrzywiając głowę.
- Od powrotu nie widziałam was razem. Trzymacie się wszyscy, we trójkę, osobno. Starasz się spędzić czas z Czermieniem, ale on nadal trzyma się na uboczu - miauknęła liderka, patrząc cały czas na swojego towarzysza.
Szkarłat zdziwił się słowami starszej. Codziennie szukał brata wśród drzew, a do siostry miauczał co noc różne ciekawe opowieści, przed snem. Bura spała na sąsiedniej gałęzi, więc nie musiał wydzierać się na cały głos. Nigdy nie wyglądała na znudzoną czy nieufną, w niebieskich oczach Szkarłatu wydawała się... Zwykła, normalna, nie nastawiona zbytnio negatywnie w porównaniu do niektórych członków Owocowego Lasu.
- Cóż... Widocznie nie dane nam trzymać się we trójkę. Trudniej by mi było ich zabawiać, a są całkowicie różni - zaśmiał się lekko, czując drobny ból w sercu. Gdyby tylko Błysk i Czermień zmienili nastawienie, byliby zgranym trio. - Zmieńmy temat - miauknął, od razu kierując uwagę na poruszanych wiatrem liściach. - Zobacz, jak wysoko nauczyłem się skakać!
Rudy, nie czekając na odpowiedź cioci, ruszył biegiem w kierunku liści, układających się w male tornado w rytm wiejącego wiatru. Skoczył, wyciągając przed siebie łapy. Uśmiechał się coraz szerzej, widząc pożółkłe elementy drzewa coraz bliżej końcówek własnych nóg. Wysunął pazury. Osiągnie kolejny sukces. Pragnął machnąć ogonem kilka razy, ale przez przebywanie ponad ziemią nie wykonał tego.
W najmniej spodziewanym momencie upadł na grunt i poturlał się w kierunku pobliskiego drzewa. Nie uderzył w nie na szczęście, zdołał zatrzymać się kilka metrów od niego. W głowie zaszumiało rurdzielcowi, a serce nadal biło szybko przez pozytywne doznania z powietrza. 
- Szkarłacie! - usłyszał głos Szyszki. Czarna podbiegła do niego i dotknęła nosem głowy podopiecznego. Wydała bezgłośny jęk.
Szkarłatny Mróz odczekał chwilę, udając nieprzytomnego, aż nie miauknął głośno "Buuuu!", śmiejąc się w głos.
- Nie umieram! To było wspaniałe! - Rudy wstał na nogi, jakby nigdy nic, gotów do następnych działań. - Co teraz? Skocz sama! To super uczucie! Połapiemy razem liście! Z Tajfun bawimy się bardzo podobnie.

<Szyszko?>

16 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Szyszki

- Wydoroślałem? Zmieniłem? Aż tak to widać? O rety.... Nie spodziewałem się tego... Może to przez te ryby mi zad urósł? Czy bycie dorosłym to posiadanie dużego tyłka? Ciociu, powiedz, że nie - miauczał Szkarłatny Mróz, spoglądając z bólem na tył własnego ciała. - Nieważne... - stwierdził, widząc na pysku Szyszki zdziwienie i niepokój. - Pokaż mi Owocowy Las, a ja ci opowiem, co się działo w Klanie Nocy.
Dwójka kotów udała się na spacer, spokojny, bez zbędnego pośpiechu.
- Opowiadaj, mamy dużo czasu - poprosiła Szyszka.
- Dobrze... Karmili nas rybami. Codziennie! Od rana do wieczora. Niektóre były paskudne, a inne... Całkiem skacze. Jednak wszystkie cechowała duża ilość łusek i... Tłuszczu. Trochę tam przytyłem. Widzisz te fałdki na moim brzuchu? - zapytał się Szkarłatny Mróz, kładąc się na ziemię i pokazując zgrubienia na swojej skórze. - Paskudnie dużo! Przynajmniej nie muszę głodować i wytrwam zimę! - Ton głosu rudego ponownie stał się wesoły w pogodny.
- Torturowali was? - zapytała się czarna, z widoczną troską w oczach.
- Nieeee, nie bili. Raz wysłali mnie na walkę, w której zginął mój mentor, Sumowy Wąs. Sum to taka ryba, która... Ma wąsiska. Ogromne i długie jak... Jak te gałęzie, o tam - miauknął, pokazując ogonem korony drzew owocowych. - Całkiem spoko koleś. Tylko małomówny i... Bardzo spokojny. Jak chciałem dużo skakać czy polować, czy pływać, to dziwnie się patrzył.
- Opowiedz coś więcej o tej walce - poprosiła Szyszka, bacznie słuchając każdego słowa, wypowiadanego przez wojownika.
- Klan Klifu walczył z Klanem Nocy. Nic wielkiego się nie stało. Kilka kotów umarło, a ja uderzyłem się w głowę i złe zagoiła mi się rana. Mam przez to bliznę na karku. Pokażę ci - rzekł, pochylając głowę i prezentując pozostałość po ranie. - Znaczy dziwnie to brzmi, że uderzyłem głową o kamień, a blizna na karku. Nie wiem, od czego, ale Truskawek, czyli taka łamaga nocniaków, nie potrafił mnie wyleczyć.
- Rozumiem - odparła Szyszka. - A jak twój kontakt z Czermieniem?
-Czermieniowy Gniew? Aaaa... Nie zmienił się. No... Może coś tam się uspokoił, ale nadal stroi fochy, gdy chcę go przytulić. Ma gdzieś Tchórzliwy Krok i mnie... Znalazł sobie dziewczynę, Nornicę. Właśnie, ta czarna dwójka ze sobą chodzi! Często idą w kącik i rozmawiają ze sobą. Nie lubią, jak się im przeszkadza... I nauczyłem się pływać! Sporo rzeczy wyniosłem z klanu.
Przez chwilę rudzielec trajkotał wesoło i opowiadał każdą przygodę z obozu rybojadów.

kilka tygodni później

Szkarłatny Mróz trącał łapą rosnące na skraju gałęzi jabłko. Chciał zobaczyć, jak spada, tak po prostu. Pod drzewem nikt się nie krzątał, a zakończył dzisiejszy trening z Żukiem. Skupił całą swoją uwagę na takiej małej pierdóce, lecz jemu to nie przeszkadzało. Wolał to niż kolejny dzień spędzony na ciągłym leżeniu.
- Szkarłacie? Moglibyśmy chwilę porozmawiać? - usłyszał głos Szyszki.
Rudy od razu pacnął łapą owoc, który od razu zleciał na ziemię i odbił się kilka razy. Cofnął się wgłąb gałęzi i spojrzał na ciocię.
- Co się dzieje? Żuka boli brzuch? Czermień uciekł? A może... Mój uczeń zaszedł w ciążę? Albo ty?! Powiedzcie, dzieciaki, czemu pojawiłyście się w brzuchu mojej cioci?! - miauczał Szkarłatny Mróz, zwracając się do wyimaginowanych gówniaków we wnętrzu czarnej.
Szyszka zaśmiała się lekko, widząc głupotę rudego.
- Nie, nie... Czermieniowy Gniew porzucił swoje dawne imię i pozostał Czermieniem. Zgodnie z naszymi zasadami przyjmujemy tylko jedno imię i nie zmieniamy go. Nadal posiadasz dwa człony, więc.. Jesteś gotowy z nich zrezygnować, czy nie? - zapytała się z cierpliwością.
Rudy się chwilę Zastanowił. Znał doskonale zasady, panujące w Owocowym Lesie. Kiedyś podobno gardził imionami, chociaż teraz dwa człony przypominały mu o tym, co przeszedł. Nie był do końca pewien swojego stanowiska w tej sprawie.
- Hmm... Wolałbym nie... Nie zostanę za to wygnany? Nie mam innego domu! Ciociu, miej litość - miauczał żałośnie, patrząc na Szyszkę z błaganiem.

<Szyszko?>

08 sierpnia 2020

Od Szkarłatu (Szkarłatnego Mrozu) cd. Szyszki

kilka dni po powrocie do Owocowego Lasu

Szkarłatny Mróz siedział na jednej z masywniejszych gałęzi po porannym wspinaniu się na drzewa. Oddychał spokojnie, patrząc na liście i rosnące owoce. Powietrze było ciepłe. Jeszcze nie nadszedł szczyt dnia, podczas którego nie da się zaczerpnąć spokojnego wdechu.
Zastrzygł uszami, gdy usłyszał kolejną dyskusję Czermieniowego Gniewu i Nornicowej Łapy. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Cieszył się ze szczęścia brata. Czarny spędzał coraz więcej czasu z uczennicą i lada dzień mogli zacząć udany związek.
Rudy zaczął myśleć o własnym życiu uczuciowym. Radość pokonywała w nim wszelkie smutki, gniewy i chwile słabości. Noe brał do serca złych słów, krzywych spojrzeń czy nienawistnych syknięć. Każdego traktował jak przyjaciela. Podchodził ufnie nawet do najbardziej specyficznych, w końcu oni też potrzebują towarzystwa. Gdy ktoś dobitnie pokazywał mu, że nie życzy sobie interakcji z rudym przez udrapnięcie czy coś podobnego, ignorował to. Zapewne wynikało to z ilości bójek, którą przeszedł z bratem przed utratą pamięci.
Zszedł z drzewa w celu oddania potrzeby fizjologicznej. Wracając z wyższej trawy trafił na Szyszkę, liderkę Owocowego Lasu. Pamiętał czarną bardzo dobrze. Nie wiedział, dlaczego akurat z nią zachował całkiem sporo wspomnień. Nauczyła go polować na owady oraz jako jedyna, z klanu lisa prócz Bursztyna, zachowywała się przyjaźnie. Inne lisiaki odpychały od siebie potomstwo Muszelki najdalej, jak tylko mogło. Nikt nie chciał zadzierać  z bojowymo kociakami.
- Prawie cię nie poznałam, maluszku - miauknęła kotka. - Cóż... Nie miałam wcześniej na to czasu, więc oficjalnie witam cię w Owocowym Lesie, Szkarłacie - miauknęła z radością na pysku i w oczach.
Rudy uśmiechnął się w odpowiedzi. Zalała go nagła tęsknota, której nie czuł w Klanie Nocy. Zwyczajnie brakowało mu obecności żółtookiej.
- Zmieniłeś się i urosłeś. Podobnie jak Czermień. Tylko on nabawił się wielu blizn... - mówiła dalej czarna.
- CIOCIU SZYSZKO! - miauknął nagle wojownik. Podbiegł do liderki, zbyt późno zachamował, przez co wpadł na żółtooką i oboje poturlali się przez chwilę na ziemi. - Ojej, poniosło mnie... Stęskniłem się za tobą. Tak bardzo, bardzo, bardzo... I nazywam się Szkarłatny Mróz... Chociaż samo Szkarłat wystarczy - powiedział rudy, wstając i otrzepując się z brudu ziemi. - A ty się stęskniłaś?
<Szyszko?>

19 maja 2020

Od Szkarłatu cd. Szyszki

przed wojną

-... Taką biedronkę należy przykryć łapą. Ale jej nie zabijaj, przemoc nigdy nie jest dobra, wiesz, maluszku? Poluje się tylko, żeby wyżywić klan i swoją rodzinę. Nawet w celach treningowych, lepiej już puścić takie malutkie owady - miauknęła Szyszka, tłumacząc z anielską cierpliwością tajniki polowania na owady. Po raz kolejny nazwała Szkarłat "maluszkiem", co wywołało uczucie irytacji w rudym kociaku. Może i jest mały, ale po co kotka tyle razy to pokreśla? Wyobraził sobie siebie samego, ogromnego jak kłoda, znajdująca się nad rzeką, tuż przy obozie klanu lisa. Górował nad Szyszką, nazywając ją "malutką kizią mizią". Trącił ją łapą, a ta spadła do rzeki i błagała o litość. Jej pełne smutku miauczenie docierało do uszu Szkarłatu, co przyprawiło go o uśmiech pełen szydery.
Niestety, wizja nie miała żadnych szans na spełnienie. Żadnych. Był tego świadom, chłodny realizm nie pozwolił na uwierzenie w taką głupiutką historię.
Czarna kotka przywarła do ziemi, skrywając się za zielenią trawy. Jej ciało wykazywało czujność godną prawdziwego drapieżnika. Machnęła ogonem, Szkarłat poszedł w ślady czarnej. Kolejne polowanie w tym dniu. Cieszył się z tego powodu. Mało które kocię doświadczało możliwości nauki obserwacji ofiar z wojownikiem.
Kontrolował swoje ciało, nie pozwalając sobie na najmniejsze drgnięcie. Był myśliwym, a myśliwy nie traci czujności. Sama trawa nie potrafiła go ukryć, dlatego wczuł się w nową rolę. Ciągle czuł w ustach paskudny smak motyla, co dodatkowo zmotywowało rudego do skupienia się na lekcji, zamiast na niedawno spożytym owadzie.
- Spróbuj ją złapać. Ale uważaj - powiedziała Szyszka, dając "wychowankowi" to wolną łapę do działania.
Szkarłat ruszył, wolno stawiając kroki. Szukał wzrokiem jakiejkolwiek biedronki, większej czy mniejszej. Gdzieś te czerwone, latające cosie mieszają. Nie wiedział gdzie. Poruszał się względnie szybko, nie chcąc stracić połowy polowania na głupim łażeniu w trawie. To zwykła strata czasu. A instynkt drapieżnika czeka niezaspokojony.
Zauważył czerwonoskrzydłego owada na małym kamieniu. Przyjrzał się ruchom biedronki, bardzo prymitywnym. Wysunął szybko łapę, przygniatając nią niczego nieświadomego zwierzęca. Kolejna ofiara. Następne przybędą już wkrótce, gdy rozpocznie szkolenie na wojownika.
- Jak ci idzie, maluszku? - usłyszał miauknięcie Szyszki. Powstrzymał się, by z irytacji nie rzucić wiązanką "lisich bobków"  i "mysich straw", które cisnęły się na język po usłyszeniu po raz kolejny tego jednego słowa.
- Mam ją! - odpowiedział głośno, podnosząc wysoko do góry pręgowany ogon, aby wojowniczka mogła szybko go znaleźć.
Czarna przyszła. Na jej pysku zagościła radość na widok, że zdołała czegoś nauczyć potomka Muszelki. I przy okazji ulga, iż rudzielec nie zjadł kolejnego owada.
- Gratulacje! Jestem z ciebie dumna! Wyrośnie z ciebie prawdziwy wojownik - ucieszyła się Szyszka. - Teraz wypuść biedronkę.
Szkarłat podniósł łapę, a uradowany owad odleciał. Nie było mu żal małego stworzonka. Gdyby umarło, nic by się nie stało. Dużo jest biedronek takich jak ona. Skoro takie małe cosie nie tworzą plemion, to nie znajdują się na tym samym poziomie, co koty.
Szyszka otarła się o bol Szkarłatu. Tak nagle, bez żadnego uprzedzenia dotknęła swoją ciemną głową jasnej sierści malca.
Szkarłat wysunął pazury, drapiąc wojowniczkę w kark. Odskoczył, sycząc wrogo. Położył uszy po sobie. Mimochodem spojrzał na łapę, na której znajdowało się kilka kropel krwi czarnej. Małe, drobne, lecz obecne.
Ta czarna śmiała naruszać jego sferę prywatności? Jakim prawem? Nie pozwolił na dotykanie swojego ciała, nie rzekł nic na ten temat.
- Jak śmiesz doykać moje ciało bez mej zgody? - miauknął wrogim tonem. Oburzony rudy drżał z gniewu, wręcz obrzydzony na myśl, że dotknęła go taka kotka. Miła do bólu, żeby tylko ta cecha charakteru nie przenosiła się na innych, bo Czermień znajdzie w Szkarłacie uległą ofiarę.
<Szyszko?>

14 maja 2020

Od Szkarłatu cd. Szyszki

- Nauczyć cię polować, malutki? - zapytała się Szyszka, z dozą czułości. Spojrzała z wyczekiwaniem na kocię, którym musiała się zająć, z polecenia Bursztyna.
- Polowanie? Takie prawdziwe? - dopytał się, zwyczajnie zaintrygowany. Żadnej zabawy? Żadnego czułego monologu?
- Nie pokażę ci od razu, jak zapolować na żywe zwierzęta, ale... na biedronki lub motylki tak. Są wolne i z łatwością je złapiesz - wyjaśniła Szyszka. Polizała rudego kociaka po łepku, na co Szkarłat skrzywił się. Kolejny sztywny język przejechał mu po ciele, jego ciele! Przemilczał to upokorzenie, myśląc o prawdziwym polowaniu.
Szli obok siebie. Szkarłat sie ucieszył. Odetchnął, ciesząc się, iż znajduje się daleko od Muszelki, Czermienia i Błysk. Powietrze, niezkażone ich fetorem, wydawało się czystsze i bardziej rzeźkie.
Szyszka szła wolno, aby nie zostawiać malca w tyle. Uśmiechnęła się, widząc cień większego zainteresowania na pyszczku rudego. Znaleźli motyla o dużych, żółtych skrzydłach.
- Stój. - Czana zagrodziła drogę niebieskookiemu ogonem. - Nie możemy podejść bliżej, bo motylek nam ucieknie. Pokażę ci, jak się podkraść. Zobacz - Szyszka ugięła łapy, napięła ciało, prawie w ogóle nie ruszała ogonem. - Idziesz cicho, bardzo cicho. Patrz na kroki... Nie nadeptuj na żadną gałązkę. Nasłuchuj, czy nikt nie podchodzi... - Kotka zaczęła się skradać w kierunku owada. Źrenice zwężyły się. Szkarłat patrzył na jej ruchy. Wydawała się dobrą wojowniczką. Gdyby tylko przytemperować jej charakter, od razu stałaby się godna, by walczyć w imieniu całego klanu. Wprawdzie już to robiła, lecz, w przypadku wojny, szybko mogłaby nie wytrzymać przez swoją energię.
Czarna kotka skoczyła, przygniatając łapami motyla.
- Udało się! Chodź zobacz. Tylko szybko, bo umrze - powiedziała Szyszka do kocurka. Szkarłat przytuptał do wojowniczki. Miał przejmować się śmiercią tego małego czegoś, podczas gdy rani brata do krwi? Mimo wszytko spojrzał na lekko przygniecione stworzenie. Dotknął pazurkiem skrzydeł motyla, w wyniku czego, przez delikatną strukturę tej części ciała stworzonka, zrobiła się mała dziura.
- Ups... Nie chciałem - udawał smutnego kociaka Szkarłat. W duchu cieszył się, że wykonał taki eksperyment. Robiąc to samo Czermieniowi, zrobi mu głębsze rany. Wystarczy tylko przycisnąć mocniej pazury...
- Nie bądź smutny. - Szyszka wypuściła motyla, który mimo nabytej dziury wzleciał ku niebu. - Mogłeś nie wiedzieć, że to delikatne zwierzątko. Pewnie nawet nie poczuło. - Na futro Muszelki, dlaczego ona mówi takim przesłodzonym tonem? - Zobacz! Tam jest drugi motylek.  Spróbuj na niego zapolować.
Szkarłat postąpił tak samo jak wcześniej wojowniczka. Przynajmniej się starał. Ugiął łapy, zbliżając się powoli do ofiary. Ciągle ją obserwował, mając gdzieś otoczenie. Nasłuchiwał, czy nie zbliża się obcy kot, lecz reszta klanu była zajęta swoimi sprawami. Skoczył, gdy dystans między nimi okazał się bardzo krótki. Motyl wykazał większą spostrzgawczością, gdyż wzbił się do lotu. Rudy upadł na ziemię, lecz nie zamierzał odpuścić.
- Wracaj! Złapię cię - miauknął zaciekle, goniąc owada. Biegł tak szybko, na ile pozwalały krótkie kończyny. W umyśle knuł, jak urządzić temu małemu skurczybykowi jesień średniowiecza.
Skoczył ponownie. Finał całej gonitwy okazał się... całkowicie inny od wyobrażeń Szkarłatu. Motyl znalazl się tuż przy nosie rudego. Nie chcąc pozwolić ofierze na ucieczkę, niebieskooki otworzył pysk i chapnął owada zębami. Skrzydła stworzenia poruszały się w istnym szale. Potomek Muszelki szybko połknął istotę, czując gorzki smak w jamie ustnej. Skrzywił się, motyl okazał się znacznie gorszym pożywieniem niż nijakie mleko karmicielki.
Szyszka w ułamku chwili znalazła się przy Szkarłacie.
- Wszytko dobrze, maluchu? Pędziłeś jak spadająca gwiazda! - powiedziała z niemałym zdziwieniem czarna.
- Ja... Zjadłem motyla! Fuj! Ochyda! - Skrzywił się rudy, by pokazać jej swoje obrzydzenie. - Pokaż mi lepiej, jak poluje się na biedronki.
<Szyszko?>

29 kwietnia 2020

Od Szkarłatu cd. Szyszki

Szyszka, bo fak zwała się tymczasowa opiekunka Szkarłatu, była gotowa do zabawy. Pełna energii i zapału. Gotowa do działania i tłumaczenia młodemu kocurkowi zasady życia w Klanie Lisa. Tylko... Nie przeciwdziała, że połowa zaproponowanych zajęć raczej znużyłaby rudego. Po co się bezsensownie chować, skoro i tak zs chwilę ktoś cię znajdzie? Po co biegać, gdy obserwacja zachowań każdego członka klanu jest znacznie bardziej ekscytujące?
- Dlaczego milczysz? Zatkałam cię? Mam mówić mniej? Jesteś mało kontaktowy... Eh, mogłam zacząć inaczej. - Szyszka pokiwała głową ze zdruzgotaniem. - Twój tata nie będzie zachwycony, a tak cię kocha.
- Możesz mówić. Po prostu myślę nad jakąś... Ciekawą zabawą, w której oboje się wykażemy - powiedział Szkarłat, aby podtrzymać rozmowę. Skoro kotka chciała zająć się nim dobrze, to czas zaproponować jakieś ciekawe zajecie. Przynajmniej dla niej.
- Pobawmy się w chowanego, żeby się nie nudzić. W miarę to lubie - miauknął.
Uradowana Szyszka podskoczyła kilka razy radośnie.
- Jednak mam dobre pomysły! Jak wspaniale! Zacznę szukać, a ty się schowaj. Tylko dobrze. Ostrzegam, umiem wygrywać w chowanym. Liczę! - Czarna kotka położyła się na ziemi i zasłoniła łapami oczy. - Raz, dwa, trzy...
Szkarłat już wiedział, co zrobić z wojowniczką. Udał się do pobliskich krzaków, gdzie gałęzie rosły gęsto. Przyjrzał się roślinie. Schował się za nią
- Szyszko, pomóż mi! Zaplątałem się w krzew! - miauczał głośno, nadając tonowi swojego głosu smutne brzmienie.
Szyszka poderwała się, jeżąc sierść.
- Ja cię uratuję! - Pobiegła w kierunku, z którego dochodził głos rudego. - O rety...nie widzę cię. Jak ty tam wlazłeś? Czuję twój zapach, jesteś strasznie głęboko... Sprytna kryjówka - oceniła czarna.
- Oj, wiem! Chcialem, byś mnie długo szukała, ajaj... Prawie się wyplątałem - rzekł Szkarłat, tracając łapą krzew i imitując wydowanie się z rośliny.
- Poczekaj! Pomogę ci! - Szyszka odgarnęła kilka gałęzi, wchodząc wręcz całym ciałem do środka krzewu. Wierciła się i uważała, aby nie wybić sobie oka.
Szkarłat uśmiechnął się. To się nazywa zabawa.
Stanął za Szyszką.
- Wyszedłem! Udało mi się! Teraz ja chcę szukać! - powiedział, udając uradowanie i szczęście.
- Teraz to ja utknęłam! Zawołaj kogoś! Albo... Sama się wydostanę - Wojowniczka szarpnęła się kilka razy, próbując oswobodzić ciało z krzewu.
- Poczekaj! Też chcę pomóc. - Szkarłat ugryzł ogon opiekunki i pociągnął go. Poczuł metaliczny smak krwi na swoich zębach, co zadowoliło go.
Szyszka miauknęła z bólu, wiercąc się.
- Nie! Puść! Nie dasz rady! Au, boli - syknęła.
Rudy puścił ogon Szyszki.
- Przepraszam. Nie chciałem... - pisnął z udawanym smutkiem. - Chciałem... Być jak... No... Mój rodzic... - Nie uwierzył, że powiedział to słowo. Z trudem przeszło mu przez gardło. Nigdy nie nazwał Bursztyna rodzicem.
<Szyszko?>

23 kwietnia 2020

Od Szkarłatu

Po raz pierwszy wyszedł z ciasnej przestrzeni żłobka. Nareszcie. Sam ze sobą... Prawie. Zmusił się do wyjścia z Bursztynem, bo miał po czubek uszu widoku Błysk, Muszelki i tym bardziej Czermienia... Yh, trafiła mu się istnie okropna społeczność do życia.
- Jak ja się cieszę, zobacz sam! Futro mi drży, a ogon sam tańczy - Dawca życia poruszył kilka razy końcówką ciała, udając zaskoczonego, że w ogóle do tego doszło. - Ojciec z synem. Uwielbiam to. Tyle czekałem, aż się pojawicie. Z Błysk codziennie gdzieś chodzę, już powoli zdobywa orientację w terenie. A ty i Czermień? Smutno mi, że ciągle odmawiacie wspólnego spędzenia czasu - gadał i gadał bez przerwy Bursztyn.
- Mhm, wielka szkoda, zgadzam się - powiedział z przymusu rudy. Dorosły kocur dostosował tempo marszu do drobnych kroczków potomka. Stanął bez żadnego uprzedzenia i rozszerzył oczy. Maluch ze zdziwieniem zatrzymał się i spojrzał pytająco na Bursztyna.
- No nie! Zapomniałem, że mam iść na patrol! Eh... Mama pewnie znowu walczy z twoim bratem... Co tu zrobić... - główkował kocur. - Wiem! Zaopiekuje się tobą ktoś inny! Jestem genialny - Wziął Szkarłat za kark i udał się z nim w nieznanym kierunku. Jego potomek rozglądał się naokoło, obserwując członków Klanu Lisa, prawdziwego domu, spokojnej przystani. Próbował zapamiętać wszystkie nowe zapachy, trafiające non stop do różowego nosa.
Postawił go przez czarną kotką... Ile spotka jeszcze w życiu kotów o tym samym kolorze sierści, którą posiada Czermień?!
- To Szyszka. Szyszko, kochana ty moja, to Szkarłat, mlodszy syn. Spokojnie, nie szaleje jak Czermień. Nie powinnaś mieć z nim problemów. Pobaw się z nim i odstaw na wieczorne karmienie. - Bursztyn puścił oczko do nowej osoby i udał się na patrol.
- Jaki ty jesteś maleńki! I chudziutki! Jaka słodka łatka na oczku - mówiła energicznie Szyszka, obserwując każdy centymetr kwadratowy ciała Szkarłatu.
Rudy westchnął. Czy ona też okaże się czarną przedstawicielką kotów o dziwnym charakterze?
- Dlaczego nic nie mowisz? Czermień już dawno by się odezwał, a ty milczysz - Wojowniczka biegała wokoło młodszego, by zachęcić kocię do zabawy. Rudy stał i patrzył przed siebie, by nie dać się zirytować. Oddychał, raz po raz, skupiając się na wdechu i wydechu. Szyszka zwróciła uwagę na milczącego, nieruchomego kocurka. - Dziwny jesteś. Może się zepsułeś, wychodząc ze żłobka? - Potrąciła łapką ogon malca. Polizała jego łepek przyjaźnie, oczekując na jakąkolwiek reakcję.
- Nie. Po prostu bieganie wokoło mnie i mówienie setki komplementów, jaki to jestem uroczy, uważam za trochę bezsensowne. Czy masz może jakiś lepszy pomysł na spędzenie wolnego czasu? - zapytał się, siadając na ziemi. - We dwójkę? - dodał na siłę
<Szyszko?>