Przeszłość
Została wyznaczona do dość licznego, jak na dotychczasowe wyprawy, patrolu, który składał się z niej, Kukułczego Wdzięku, Drzemiącego Słońca, Świetlistej Walki i Wędrującego Wibrysa. Z tego, co kojarzyła, to z ich piątki ona jedyna z pointem nie urodziła się w tych stronach, więc można powiedzieć, że mieli coś wspólnego ze sobą. A przynajmniej na tyle, ile mogli mieć bez wchodzenia w jakieś bardziej złożone konwersacje. Cętkowana dotychczasowe próby rozmowy z płowym kocurem zbywała, będąc skupiona na polowaniu niż wymianie zdań — czasem nadal miała wrażenie, że wciąż musi innym Klifiakom udowadniać swoją lojalność oraz to, że jest pożytecznym członkiem klanu.
Pomimo wcześniejszego dystansu, jaki tworzyła kotka w rozmowie z Wędrującym Wibrysem, ten nadal nie opuszczał, starając się ją nakłonić do pogawędki. Ta starała się ignorować większość jego słów, gdyż nadal znajdowali się w trakcie polowania, a mewy mogły zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. Te przebrzydłe ptaszyska były niczym rzep na końcu ogona, który nadal tkwił zaplątany w sierść pomimo usilnych starań pozbycia się go. Choć ruda podobnie tym mianem mogła określić dawnego Owocniaka, który postanowił poruszyć nieco drażliwy temat dla niej:
— Dziwię się, że mewy w ogóle odważyły się zapuścić w te rejony — mruknął w jej stronę. — Jeśli wszyscy tutaj są tak zawzięci nawet przy zwykłym polowaniu, to nie mają czego tu szukać. — Zamilkł na moment, po czym kontynuował z lekkim rozbawieniem. — Może macie to we krwi. W takim razie nie mam co liczyć, że kiedykolwiek wam dorównam — parsknął cicho. — Chociaż słyszałem, że wielu wcale się tu nie urodziło. To jak to właściwie jest? Z twojej perspektywy naprawdę ciężko jest tolerować przybysza z oddali? — dopytał.
— Słyszałeś, że wielu stąd nie pochodzi, a mimo to nie wiesz kto dokładnie, dobre sobie — sarknęła pod nosem. — I z mojej perspektywy? Czy ja wyglądam na kogoś, kto z byle powodu nie toleruje innych kotów? Sama stąd nie jestem i wiem, jak to jest, gdy inni patrzą przez pryzmat twojego dawnego pochodzenia — wyjaśniła i nim Wędrujący Wibrys zdążył cokolwiek odpowiedzieć, cętkowana przyspieszyła kroku, uważając tę rozmowę za zakończoną.
✦ . ⁺ . ✦ . ⁺ . ✦
Obecnie
Żółtooka z większością Klifiaków nie rozmawiała, posiadając bardzo wąskie grono znajomych, z którymi najczęściej przebywała — oczywiście nie wliczała do tego czasu, kiedy to była wysyłana przez Lśniącą Gwiazdę lub Źródlaną Łunę na patrole. Odkąd żyła w Klanie Klifu, władza w tym miejscu zdążyła się drastycznie pozmieniać. Nadal pamiętała, jak księżyce temu Judaszowcowa Gwiazda zgodził się ją przyjąć do klanu, późniejszą obawę krótkimi rządami Pikującej Jaskółki, a teraz również tymi, które obecnie sprawował rudy kocur wraz ze swoją siostrą. Nie obawiała się zbytnio zastępczyni, gdyż miała wrażenie, że dawniej złapała z nią w jakimś stopniu wspólny język, czego nie mogła powiedzieć o kocurze. Szczególnie po wprowadzeniu przez niego jakichś tytułów — w oczach Żar była to kolejna okazja dla innych Klifiaków, aby pozbyć się jedynego Wilczaka z ich terenu. Powoli Klan Klifu przestawał być w jej oczach domem, który księżyce temu odnalazła, teraz zdawało jej się, że wszystkie odczucia, które pozostawiła za sobą w Klanie Wilka, wracają.
Większość ostatnich dni spędzała w niemal ciągłym napięciu i rozproszeniu. Czuła, jak większość kotów spogląda na nią podejrzliwie i ukradkiem coś szepta między sobą. Zaczynała coraz bardziej obco czuć w klanie, dlatego, kiedy mogła, to opuszczała jaskinię. Tym razem nawet nie zdążyła przekroczyć jej progu, gdy przez swoją nieuwagę wpadła na innego kota.
— Przepraszam — mruknęła, nim podniosła spojrzenie na morskookiego Wibrysa. — Och, witaj Wędrujący Wibrysie. Nie chciałam na ciebie wpaść — dodała z lekko zakłopotanym uśmiechem. — Może… masz ochotę się przejść lub zapolować? Trochę marnie wygląda stos po porze nagich drzew.
<Wibrys?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz