Jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że dla niej byłam jednym z wielu kociaków, którymi kiedyś się zajmowała. Teraz zrozumiałam, że tamta zabawa z mchem nie zniknęła wyłącznie z mojej pamięci. Ona również ją pamiętała. To sprawiło, że zaczęłam patrzeć na nią trochę inaczej. Nie tylko jak na spokojną, cichą stróżkę, która pomagała wszystkim dookoła, ale jak na kotkę, która zapamiętywała nawet drobne chwile i nosiła je w sobie przez bardzo długi czas.
Przez moment nie odpowiedziałam. Zamiast tego tylko patrzyłam na Kroplę, zastanawiając się, ile takich wspomnień jeszcze w sobie ukrywała. Zawsze wydawała mi się zamknięta w sobie, jakby między nią a resztą świata istniała niewidzialna ściana. Nie była niemiła. Wręcz przeciwnie. Zawsze pomagała, zawsze robiła wszystko, o co ją poproszono. Po prostu rzadko pozwalała komukolwiek zajrzeć głębiej. Może właśnie dlatego cieszyłam się, że teraz siedziałyśmy tutaj razem.
— Naprawdę? — zapytałam z wyraźnym ożywieniem. — To… bardzo chętnie.
Zaśmiałam się cicho, a mój ogon poruszył się energicznie za plecami. Sama myśl o tym, że po treningach mogłabym przychodzić do Kropli i opowiadać jej o wszystkim, czego nauczyłam się danego dnia, wydawała mi się niezwykle przyjemna. Nie każdy potrafił słuchać w taki sposób jak ona. Większość kotów albo od razu zaczynała mówić o sobie, albo udzielała rad, zanim druga strona zdążyła skończyć opowieść. Kropla po prostu słuchała. Uważnie. Tak, jakby każde słowo naprawdę miało znaczenie.
Dopiero teraz zaczęłam rozumieć, dlaczego jako kociak tak chętnie do niej lgnęłam. Wtedy nie potrafiłam tego nazwać. Po prostu wiedziałam, że obok niej dobrze się czułam. Teraz wiedziałam już dlaczego.
— I nie tylko wtedy, kiedy będę miała jakieś przygody. Mogę po prostu przyjść i trochę posiedzieć. Albo opowiedzieć ci o czymś ciekawym z treningu. Rohan ciągle pokazuje mi nowe rzeczy. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy wydaje mi się, że już coś rozumiem, okazuje się, że istnieje jeszcze drugie dno. Chyba właśnie to najbardziej lubię.
Na chwilę zamilkłam. Mój wzrok przesunął się po obozie, gdzie wojownicy wracali z patroli, uczniowie rozmawiali między sobą, a kilka starszych kotów leniwie wygrzewało się w promieniach słońca. Wszystko wyglądało zwyczajnie. Spokojnie. A jednak miałam wrażenie, że ta rozmowa zostanie ze mną na długo.
Zaczęłam zastanawiać się, ile razy Kropla siedziała sama, podczas gdy wokół niej przewijały się dziesiątki kotów. Wykonywała swoje obowiązki, pomagała wszystkim, ale czy ktoś naprawdę zatrzymywał się, żeby zapytać, jak ona się czuła? Sama przed chwilą powiedziała, że woli słuchać niż mówić. To piękne, ale jednocześnie trochę smutne. Bo jeśli wszyscy tylko opowiadają o sobie, kto wysłucha jej?
Spojrzałam na nią uważniej. Miała ten sam delikatny uśmiech, ale w jej oczach dostrzegałam coś więcej. Jakieś zmęczenie. Może tęsknotę. A może po prostu przyzwyczajenie do samotności.
— Ale… to działa też w drugą stronę — powiedziałam spokojnie, już bez wcześniejszego entuzjazmu. — Jeśli kiedyś ty będziesz chciała z kimś porozmawiać… albo zwyczajnie posiedzieć z kimś w ciszy… to też możesz mnie znaleźć — lekko przechyliłam głowę. — Wiem, że jestem jeszcze uczennicą i pewnie nie umiem pomagać tak dobrze, jak ty. Ale mogę słuchać. Naprawdę.
Przez chwilę zastanawiałam się nad własnymi słowami.
— Rohan mówi, że dobry zwiadowca musi najpierw nauczyć się słuchać lasu, zanim nauczy się go czytać. Myślę… że z kotami jest podobnie.
Na moment zapadła między nami przyjemna cisza. Nie była niezręczna. Wręcz przeciwnie. Czułam, że nie musiałam jej niczym wypełniać. To było dla mnie nowe doświadczenie. Zwykle cisza wydawała mi się czymś, co trzeba było jak najszybciej przerwać. Tym razem było inaczej.
Zerknęłam w stronę wyjścia z obozu. Za krzewami rozciągał się las, który każdego dnia poznawałam coraz lepiej. Jeszcze kilka księżyców temu wydawał mi się ogromny i trochę przerażający. Teraz budził przede wszystkim ciekawość. Chciałam wiedzieć o nim wszystko. Każdą ścieżkę, każdy zapach, każde miejsce, które omijały inne koty. Po chwili wróciłam spojrzeniem do Kropli.
— Wiesz… chyba trochę ci zazdroszczę. Nie dlatego, że jesteś stróżem, tylko dlatego, że potrafisz sprawić, że kot obok ciebie czuje się spokojny. Ty chyba nawet tego nie zauważasz. Jak byłam mała, zawsze wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze, jeśli akurat ty byłaś w pobliżu. Nie dlatego, że byłaś najsilniejsza albo najgłośniejsza. Po prostu… byłaś. To chyba też jest pewnego rodzaju talent.
Przez chwilę patrzyłam na ziemię przed swoimi łapami, delikatnie przesuwając pazurem po miękkim piasku.
— Czasami mam wrażenie, że wszyscy chcą być bohaterami. Wojownikami, którzy wygrywają bitwy. Zwiadowcami, którzy odnajdują ślady. Uzdrowicielami, którzy ratują życie. Ale mało kto myśli o tym, jak ważne są koty, przy których inni po prostu… czują się bezpiecznie.
Uśmiechnęłam się szerzej.
— Chyba właśnie taka jesteś.
Powoli podniosłam się z miejsca i przeciągnęłam leniwie, czując przyjemne rozluźnienie mięśni. Nie spieszyło mi się nigdzie. Gdyby nie obowiązki, mogłabym siedzieć tutaj jeszcze bardzo długo.
— Dziękuję ci. Za tamtą zabawę, kiedy byłam kociakiem. Za to, że mnie pamiętałaś. I za dzisiaj.
Po krótkim zawahaniu podeszłam bliżej i delikatnie musnęłam bark Kropli czubkiem nosa. Gest był krótki i nieśmiały, ale płynął prosto z serca.
— Obiecuję, że będę wpadała — zaśmiałam się cicho. — A kiedy w końcu nauczę się bezbłędnie rozpoznawać wszystkie tropy lisa, borsuka i kuny, przyjdę się tym pochwalić. Nawet jeśli Rohan uzna, że to nic wielkiego. Pewnie i tak znajdzie kolejne ślady, których jeszcze nie znam.
Spojrzałam jeszcze raz na Kroplę, czując, że ta rozmowa zmieniła coś między nami. Nie była już tylko stróżką, którą pamiętałam z dzieciństwa. Stała się kimś, do kogo naprawdę chciałam wracać. Kimś, komu chciałam opowiadać o swoich sukcesach, porażkach i wszystkim, co wydarzy się po drodze.
— Umowa? — zapytałam z ciepłym uśmiechem, wyciągając ku niej łapę w trochę dziecinny, ale całkowicie szczery sposób.
[967 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz