BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
30 marca 2026
Od Ćmiego Mżenia
— Poszarpane, zmielone liście... woda... — wymieniała. — Teraz tylko to przykryć...
Wzięła jakiś kawałek kory i przykryła dziurę. Wzięła leżącą obok niej rybę i zaczęła wybierać z niej samo mięso. Zdziwiony Szept, najwyraźniej jako jedyny w obozie to zauważył i podszedł do wojowniczki.
— Ciemko... co robisz?
— Jak to co? Złożoną piszczkę... taką lepszą... z dodatkami... NADPISZCZKĘ!
— Co to znaczy... — odsunął pokrywkę. — To są liście i woda...?
— I płoć! — dodała rybę do mieszaniny.
Nagle podeszła do nich Wężynowy Splot.
— Ćmie Mżenie, wisisz mi 15 piszczek, pamiętasz?
Kotka, zdezorientowana, nagle obudziła się w swoim legowisku. Klanie Gwiazdy... co to był za sen? To było zbyt absurdalne nawet jak na mnie...
Koty nadal odpoczywały. Był środek nocy. Postanowiła więc, że przejdzie się na spacer. Ostatnio zastanawiała się, kogo właściwie lubiła, jakie koty. Widziała to jako coś poważnego, mimo iż związki homoseksualne były powszechnie akceptowalne zarówno w klanie, jak i poza nim. Brakowało jej każdego z jej dzieciństwa, do kogo mogła pójść po radę. Z Trzcinką... Trzcinowym Szmerem dawno w sumie nie rozmawiały, to byłoby dziwne, gdyby nagle podeszła. Tak samo Wężynowy Splot. Jej matki nie żyły, a Różyczka...
Nadal rozpamiętywała śmierć Różyczki. Swoich mam oczywiście też, ale jej kocięca przyjaciółka zmarła jak była dopiero co mianowanym uczniem. Oczywistym było, że jej śmierć bardziej na nią wpłynęła.
Idąc tak przez obóz, rozmyślając, a raczej użalając się nad sobą, dostrzegła Szept – jej przyjaciela.
Podeszła delikatnie do kocura i przysiadła obok niego. Lubiła to, jak wyglądał. Nie wiedziała w sumie czemu. Tak samo zawsze podziwiała wygląd Wężynowego Splotu. Kocur nie wyglądał jak inni męscy członkowie klanu, miał delikatniejsze rysy pyska. Zdawało się, jakby Ćma dopiero ostatnio to zauważyła. Dotknęła delikatnie ogonem boku Szeptu, aby go nie wystraszyć.
— Cześć, Szept! — miauknęła cicho, ale entuzjastycznie.
— Ach! — ciche zaskoczenie wyrwało się z jego pyska. Obrócił głowę, aby zobaczyć, kto to był. — Wystraszyłaś mnie, Ciemko — szepnął z delikatnym uśmiechem, wtulając się w klatkę piersiową kotki z cichym pomrukiem zadowolenia. Po chwili jednak gwałtownie się odsunął. — P-przepraszam… Chyba nie powinienem tak robić… — spuścił swoją głowę i wbił wzrok w swoje łapy.
— Jest w porządku, lubię się przytulać! — przesunęła się w kierunku Szeptu. Kocur przez chwilę zamilkł, ale po chwili się przysunął z powrotem. Kotka cieszyła się, że mogła tak bez słów porozumieć się z kocurem i tym, że nie czuła się z nim tak niezręcznie, jak podczas rozmowy z innymi kotami.
— Szepcie... mogę ci się z czegoś zwierzyć? Znaczy... To trochę głupie, bo to nie jest jakoś bardzo nieakceptowalne czy coś... ale chcę o tym komuś powiedzieć... — przerwała i spojrzała w księżyc, który lśnił na niebie. — No bo... ja chyba lubię kotki. Jakby tylko kotki — zerknęła na Szept, który, przynajmniej według niej, nie wydawał się jakoś bardziej wzruszony. — To strasznie głupie, dosłownie byłam wychowywana przez parę kotek — zaśmiała się i zarzuciła swój puszysty ogon na łapy. — Dobra… to było głupie, wybacz.
Kocur na nią spojrzał i uśmiechnął się. Najpierw tak, jakby chciał powiedzieć, “wiem o tym, głuptasie”, ale po chwili zmienił się na nieco łagodniejszy.
— Bardzo się cieszę, że postanowiłaś mi się zwierzyć. Jeśli miałbym być szczery, od kiedy jesteśmy bliżej, jestem w stanie to zauważyć. Myślisz, że nie zauważyłem, jakim wzrokiem patrzyłaś na Wężynowy Splot? Czasem to aż sam się dziwiłem, że ona tego nie dostrzegała…
— Oh... tak, ma to sens... Klanie Gwiazdy! — kotka dopiero teraz zdała sobie z tego faktu sprawę. — Czemu ty jesteś taki spostrzegawczy? — szturchnęła go żartobliwie, na co on zachichotał.
Point spojrzał w taflę wody, która spokojnie biegła gdzieś dalej, gdzie jego wzrok z tego miejsca już nie sięgał. Kotka spojrzała tam, gdzie on. Woda tej nocy była piękna, delikatny blask księżyca odbijał się od delikatnych fal, które poruszały cieczą.
— Wiesz, że możesz mi powiedzieć absolutnie wszystko? Nie zacznę cię nagle nienawidzić, nie po tym wszystkim... — powiedziała to nieco dramatycznie, choć w jej głowie nie miało to tak zabrzmieć.
— Chciałbym, żeby było tak, jak mówisz… — nagle posmutniał, najwyraźniej nie zwracając na przesadną dramaturgię kotki.
— Możemy wyjść z obozu, jeśli nie chcesz mówić o tym tutaj — uśmiechnęła się do niego.
— Bardzo chętnie! — szepnął, jednak nie ruszył się ani o mysi wąs. Wpatrywał się chwilę w oczy przyjaciółki w całkowitej ciszy. — Wiesz, masz bardzo ładne oczy... Ich kolor przywodzi mi na myśl wczesne liście Pory Opadających Liści i bursztyny lśniące od ciepłych promieni słonecznych, które dosięgają ich nawet pod otchłanią wody… — nagle zamilkł, jakby nagle zdał sobie sprawę, że to powiedział na głos i zrobiło mu się głupio. — U-uh przepraszam, t-to nie miało sensu... Nie, ja.... Znaczy, nie uważam, że twoje oczy są brzydkie, bo są ładne, są bardzo ładne, ale nie mówię tego tak, że… że cię jakoś lubię czy coś — słowa z jego pyska niemal się wylewały, niczym powódź. — Po prostu… — przerwał, aby wziąć oddech i pospiesznie dodał. — To znaczy… lubię cię i to bardzo, bo to nie tak, że cię nie lubię, ale po prostu nie chcę nic sugerować- C-czy coś... Ugh, czemu nie mogę się normalnie wypowiedzieć! Przepraszam… — schował pysk w łapach, jakby chciał tym sposobem siebie uciszyć. Ćma spojrzała na niego pogodnie, jakby mógł zrobić najbardziej głupią rzecz na świecie i nadal by to nie wpłynęło na to, jak go postrzegała.
— Liście Pory Opadających Liści są piękne! Lubię ich kolor... Twoje oczy wyglądają jak czysta woda lśniąca na słońcu... pasują do koloru twoich pręg... o ile ma to sens — zachichotała i przysunęła się bliżej.
Delikatnie wysunął swój pysk spomiędzy łap, czując, jak wojowniczka się przybliża.
— Dziękuję, Ciemko... — wymruczał, przymykając oczy podczas wtulania się w jej mięciutkie, liliowe futro. — Dla mnie każde słowo wypowiedziane przez ciebie ma sens... — dodał, kiedy kotka owinęła go swoim długim ogonem.
Przez czas dłuższy czas siedzieli tak razem w przyjemnej ciszy. Wojowniczka rozejrzała się po obozie. Liście na krzewach nadal były zielonkawe. Pora Opadających Liści dopiero się zaczęła. Lubiła ją, ale wolała tę środkową część, kiedy liście zmieniały kolor. Cieszyła się, że Szept porównał jej oczy do krajobrazu Pory Opadających Liści, poczuła się wtedy piękna.
— Co powiemy kotu, który pilnuje tej nocy obozu? — spytał ogrodnik, przerywając ciszę.
— Powiedzmy po prostu, że chcemy wyjść na spacer. Dzisiaj na warcie stoi... Kropiatkowa Skórka? O ile dobrze pamiętam. Nie powinna mieć problemu.
Chwilę jeszcze siedzieli, zanim wstali. Nie spieszyli się. Jakby oboje ustalili, że chcą jeszcze chwilkę nacieszyć się momentem. W końcu wstali. Obóz był cichy. Ćma dawno nie chodziła po obozie nocą, nie była przyzwyczajona do takiego widoku, jak żywego za dnia obozu. Szeptowi zdawało się częściej to zdarzać. Było przyjemnie zimno.
Gdy tak szli, obok bramy obozu Ćma dostrzegła długie futro otulające pysk wartownika, co od razu zdradziło, że była to Kropiatkowa Skórka. Kotka wydawała się na początku zaskoczona, że ktoś podchodzi, ale widząc Szept, od razu uśmiechnęła się lekko. Spojrzała lekko zaskoczona na szylkretkę.
— Cześć, Szepcząca Hipnozo, cześć, Ćmie Mżenie — przywitała się. — Gdzie idziecie?
— Idziemy na spacer — odpowiedziała liliowa kotka. — Możemy iść?
— Jasne, tylko wróćcie szybko, dobrze?
Oboje kiwnęli głową i wyszli z obozu. Wojowniczka zastanowiła się chwilę, gdzie mogą iść.
— Możemy pójść nad brzeg morza albo gdzieś gdzie nie jest tak chłodno. Gdzie chcesz iść? — zapytała Szept.
— Pójście nad morze byłoby fajne, ale trochę boję się tych mew... Przecież jedna z nich zaatakowała medyczkę Klanu Klifu... Biedna... Współczuję Nocniakom, które ją znalazły. Czy w tym patrolu nie uczestniczyła przypadkiem Mżący Przelot?
— Pewnie tak, ale nie myślmy o tym...
— Może przeszlibyśmy się na jakąś łąkę? Znasz jakąś dobrą miejscówkę? — zaproponował.
Kotka zastanowiła się chwilę. W sumie to nie znała żadnego. Po prostu lubiła tam przebywać, w każdym jej skrawku.
— Nie, ale gdziekolwiek pójdziemy, będzie dobrze! — spojrzała na pointa, który najwyraźniej nadal myślał.
— Wiem! — miauknął w końcu. — Chodź za mną.
Dotarli na miejsce na łące, gdzie jeszcze ostały się kwiaty. Wśród tych wszystkich kwiatów, szczególnie rzuciły jej się w oczy fiołki, które miały piękny, fioletowy kolor.
— Oh, spójrz, jakie piękne fiołki! Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że do nas pasują... nie uważasz? Musimy je sobie kiedyś wpleść w futro!
Szept się uśmiechnął, ale wydawał się trochę spięty tym, co chciał wyznać Ćmie.
— Tak, też uważam, że są śliczne... Moglibyśmy zrobić to nawet teraz! J-jeśli tylko — zająknął się. — Byś chciała. A-ale to zaraz, bo... No, mam dwie rzeczy, które chciałbym z tobą omówić. Tą lepszą i tą... Gorszą... Tak więc... J-ja nie wiem... Nie wiem, od czego zacząć…
— Hm... Może zacznij od tej gorszej, to później będziesz miał z górki! — miauknęła, zrywając fiołki, aby je przygotować do wplecenia. — Wiesz, nie ma dobrych i złych wiadomości, są tylko bardziej i mniej emocjonalne, wiesz?
— Co masz na myśli? — spytał nieco zdziwiony kocur.
— No wiesz, nasze szczęście może być dla kogoś nieszczęściem i odwrotnie. Każda emocja może być negatywna albo pozytywna, tak samo jest z dobrem czy złem. Zabijanie jest złe, ale sami zabijamy zwierzynę, aby mieć co jeść — przerwała, aby skontrolować fiołka. — Co nie znaczy oczywiście, że nagle zacznę zabijać każdego, kogo zobaczę. Po prostu nie warto wszystkiego widzieć jedynie w czerni i bieli — zamilkła na chwilę. — W mojej perspektywie zawsze będziesz dobry, tak samo twoje słowa i zachowania — zamruczała.
— Dzi-dziękuje, Ciemko... Tw-twoje słowa... One bardzo wiele dla mnie znaczą — szepnął. — Wiesz, Ciemko... Jesteś najbliższą mi kotką albo nie, najbliższym kotem, jakiego kiedykolwiek miałem. Mam nadzieję, że tak pozostanie już zawsze — uśmiechnął się, ale po chwili uśmiech osłabł. — N-no dobrze… no bo wiesz… ostatnio zacząłem się trochę czuć nieswojo, kiedy mówię o sobie…
— To znaczy?
— No bo... Wiesz, czasem mnie mylono z kotką i… — nie dokończył.
— Oh, czy to zawsze sprawiało, że czułeś się nieswój?
Szept wbił wzrok w swoje łapy. Po chwili ciszy, w końcu zebrał się, aby odpowiedzieć.
— W-wręcz przeciwnie… wiesz, zastanawiałem się, czy to tak nie powinno być...? Czy to przypadkiem nie pasuje do mnie…? Czy nie jestem może… — zamilknął.
— Jesteś może? — zachęciła go.
— …kotką… — wyszeptał ledwo słyszalnie.
— Kotką? — zapytała się, aby się upewnić.
— Tak… mam nadzieję… że nadal chcesz ze mną rozmawiać…
— Oh, rzeczywiście… zawsze czułeś… czułaś...? Się nieswojo, kiedy o tobie mówiłam jako o kocurze… przepraszam cię… — wtuliła się w kocura… właściwie kotkę.
— Ja… nic się nie stało… — zamruczała na wtulenie się kotki.
— Mam pytanie.
— T-tak...? — wyszeptała.
— Czy mogę na ciebie nadal mówić Szept…?
Ogrodniczka na chwilę zamilkła.
— Myślę... Myślę, że lepiej będzie do mnie pasować “Hipnozka”... co o tym sądzisz?
— Oh... to piękne imię! Znaczy... Zdrobnienie… ale wiesz… — biała kotka kiwnęła na znak porozumienia.
Siedziały chwilę w ciszy. Hipnozka najwyraźniej jeszcze zbierała się po całym stresie, który ją kosztował, aby to wyznać. Ćma za to wpatrywała się w przyjaciółkę, powtarzając sobie w głowie przykładowe konwersacje, aby na pewno nie pomylić formy, w jakiej się do niej zwróci w przyszłości.
— Czym… czym była ta druga rzecz…? — przerwała ciszę lilijka.
— Oh…
— Wiesz, po tym, co udało ci się mi wyznać, na pewno dasz sobie radę! — w odpowiedzi druga kotka wzięła głęboki wdech.
— Wiesz… bo ja cię bardzo lubię…
— Ja też cię lubię!
— Ale... tak bardziej… wiesz... jakby… — spojrzała na szylkretkę w nadziei, że zrozumie, co ma na myśli, ale ta zamiast tego wpatrywała się w nią, czekając na odpowiedź. Sama bała się zgadnąć, co ma na myśli, bo bała się, że palnie coś głupiego. — Silne… emocje… pozytywne... wiesz…
— … Miłość…? — spytała niepewnie wojowniczka.
Hipnozka na nią spojrzała, jakby to oznaczało "tak", ale trudno było jej się przyznać do tego.
Ćma nagle poczuła, że jej poliki robiły się dziwnie ciepłe.
— Oh… ja.. Ja chyba też to czuję… znaczy… — przerwała i wzięła oddech. — Też cię kocham. Miałam na myśli, że chyba już wcześniej to czułam, ale po prostu to ignorowałam… jeśli ma to sens…
— Oczywiście, że ma!
— Chcesz wpleść te fiołki?
— …Tak — szepnęła.
Szylkretka ją liznęła po uchu, na co ta zamruczała.
18 marca 2026
Od Ćmiego Mżenia
29 grudnia 2025
Od Ćmiej Łapy (Ćmiego Mżenia) CD. Szepczącej Łapy (Szepczącej Hipnozy)
Obudziła się, z krzykiem. Na dworze jeszcze nie świtało.
To był sen.
Tylko sen.
— Kim jest Różyczka? — odezwał się znajomy głos. Ćma aż podskoczyła, żeby zobaczyć, że to tylko Szepcząca Hipnoza. Co on robił tak wcześnie?
— Czemu nie śpisz? — zapytała uczennica.
— Nie mogę zasnąć... — Kocurek zmienił pozycję, teraz leżąc na wszystkich czterech łapach. — Kim jest Różyczka? — powtórzył pytanie.
— Och… to była moja przyjaciółka, zginęła w powodzi. — Jej oczy zamgliły się smutkiem.
“Naprawdę miałam nadzieję, że spędzimy całe życie razem… że może nawet będziemy kiedyś razem, a nawet nie dożyła mianowania…” — położyła po sobie uszy na tę myśl. Tymczasem oczy Szepczącej Hipnozy ogarnął smutek i troska.
— Ojejku, to naprawdę smutne… jestem pewien, że była wspaniałą kotką…
Ćmia Łapa kiwnęła głową, nie odpowiadając. Nie, żeby zbyć przyjaciela, po prostu nie wiedziała co powiedzieć. Nigdy nikomu nie mówiła, że nadal jej się czasem śni Różyczka. Spojrzała na swoją pokaźną kolekcję drobiazgów, które udało jej się uzbierać przez ponad 16 księżyców życia i na kamień, na którym były podpisy jej, Szepczącej Hipnozy i Niezapominajkowej Łapy.
“Jesteśmy przyjaciółmi” — pomyślała z uśmiechem.
— Mam nadzieję, że za niedługo zostanę wojowniczką… — zagadała Szepczącą Hipnozę, który wyglądał, jakby nie spał przez parę księżyców.
— Jestem pewien, że zostaniesz nią lada dzień! — uśmiechnął się.
Gdy słońce wzeszło, Latająca Ryba zawołała Ćmę do siebie.
— Ćmia Łapo, nie możesz dłużej mieszkać w legowisku uczniów. Jeszcze chwila, a będą ci kazać płacić piszczką za jeden dzień mieszkania tam!
— Czy to znaczy, że za niedługo będę miała test? — zachwyciła się Ćma. W końcu!
— Tak, a tak konkretniej dzisiaj. Twoim zadaniem będzie polowanie, a ja będę cię obserwować z oddali, jak sobie radzisz. Na podstawie tego uznam, czy w końcu zasłużyłaś na miano wojowniczki. — Na tę uwagę Ćmia Łapa położyła po sobie uszy. — Tak czy inaczej, zbieraj się, wychodzimy.
Ćmia Łapa wyszła, udając się na brzeg, by tam zapolować na ryby.
“Wypatruj, wyłów, szybko zabij” — powtarzała sobie w głowie.
Udało jej się złapać już jednego okonia. Pomyślała, że zwykły okoń nie wystarczy, więc postanowiła poczekać na coś jeszcze. W końcu podpłynęła następna ryba. Kolejny okoń… chociaż? Chyba dostrzegła na nim nie pręgi, a plamki. Szybko zanurzyła łapę w wodzie, łowiąc rybę… na której się poślizgnęła i wpadła pyskiem do wody, przy okazji się zachłystując! Co za upokorzenie!
Szybko się podniosła i obejrzała swoją zdobycz. Miała rację, to jazgarz, a nie okoń! Cieszyła się jak kociak na to, że po raz pierwszy złapała jakąś niepopularną zdobycz. Zabrała obie piszczki w pysk i ruszyła w kierunku obozu. Gdy wróciła, zauważyła, że cały czas szła za nią jej mentorka.
— Jak mi poszło? — zapytała uczennica od razu, kiedy ją dostrzegła.
— Dobrze, jutro zostaniesz mianowana.
— Jej! — ucieszyła się jak kociak.
Ćma cieszyła się w duchu, że nic nie wspomniała o jej poślizgnięciu się. Na myśl o tym, przypomniała sobie, jak podczas pierwszej nauki pływania ryba po prostu ją wepchnęła do wody, jakby chciała powiedzieć: “Leć, łajno nie pływa!”.
Pobiegła do legowiska uczniów, w którym był Szept.
— Szept! Jutro zostanę mianowana! — zawołała w przejściu.
— Och, naprawdę? — Oczy kocurka błysnęły. — To super!
— Ciekawe, jakie imię dostanę... Może Ćmi Świt... albo coś innego, na przykład ś… ś… śreżoga…
Point spojrzał na nią pytająco
— Takie słowo istnieje? — spytał w końcu.
— Nie, ale fajnie, gdyby istniało, nie? A ty? Jak myślisz, jakie imię mogę dostać?
— To nie ma sensu… — wyszeptał do siebie, a na głos powiedział:
— Hm, może Ćmi Brzask? Albo Ćmia Poświata… nie wiem.
— Ćmi Brzask bardzo mi się podoba! Ale w sumie każde imię będzie mi się podobać, więc…
Szepcząca Hipnoza zachichotał.
— Teraz ja! — wyszeptała do Szepczącej Hipnozy.
— Ćmia Łapo, podejdź tutaj — zawołała do uczennicy. Ćma niezgrabnie podeszła do przywódczyni, przy okazji po drodze się potykając.
— Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Ćmia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Ćma nie mogła w to uwierzyć. W końcu! Bez wahania odpowiedziała:
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Ćmia Łapo, od tej pory będziesz znana jako Ćmie Mżenie. Klan Gwiazdy ceni twoją niewątpliwą kreatywność i lojalność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy!
— Ćmie Mżenie! Ćmie Mżenie
To był chyba najlepszy... przynajmniej dotychczas… dzień w życiu Ćmiego Mżenia. Uwielbiała to imię!
Na czuwaniu zamyśliła się na temat wszystkich, których już nigdy nie spotka. Którzy odeszli.
“Może tak miało być?” — pomyślała. “Jeśli Klan Gwiazdy o nas dba, dlaczego do tego dopuścił?” — zastanawiała się w myślach. Może tak naprawdę nie mamy wpływu na nasz los, a więc prośby do Gwiezdnych były bezcelowe, bo cała historia została zaplanowana, zanim powstały jeszcze kamienie? Od dawna się zastanawiała, w co i czy w ogóle wierzy, ale chyba już zdecydowała. Jedyne, po co będzie się zwracać do swoich Przodków, to podziękowanie za zaplanowanie jej takiego losu.
Postara się tego trzymać. Już zawsze.
— Hej, Szept, pomożesz mi to przenieść?
— Pewnie, Ćmo. Raczej nie masz tego zbyt… ILE? — Patrzył z niedowierzaniem i lekkim podziwem ile udało się zebrać i przede wszystkim ukryć pod posłaniem wojowniczce.
11 października 2025
Od Ćmiej Łapy
Ćma trzymała pod łapami czarny kamień w kolorze futra Niezapominajkowej Łapy. Odkąd tylko go zobaczyła, wiedziała, że jej go podaruje. Poza tym jeszcze nie dawała kotce żadnych kamieni. Jakiś czas później ujrzała uczennicę wchodzącą do obozu.
“Jak do niej zagadać, żeby wyszło sensownie?” – z jakiegoś powodu, stresowała się, że kotka pomyśli, że jest jakaś dziwna, jeśli po prostu da jej kamień. Przyglądała się chwilę niebieskim kwiatom wplecionym w jej piękne, długie futro. Ostatnio zaczęła zwracać na nie większą uwagę. “Jakim cudem jest takie zadbane?” – zastanawiała się. Nie umknęła jej uwadze również budowa kotki – była inna, miała większe uszy, wydłużoną sylwetkę i cieńsze łapy. Choć niektórzy uważali to za dziwne, Ćmie się to nawet podobało.
— Hej, Niezapominajkowa Łapo! — zawołała do kotki.
— Hm? — uczennica odwróciła się do szylkretki. — Co tam?
— Mam coś dla ciebie — położyła kamień przed kotką. Czemu się tak stresowała? Przecież to nie pierwszy raz, kiedy daje komuś kamień. “Mogłam przewiązać go jeszcze niezapominajką... “ – pomyślała. — Spójrz! Ten kamień jest dokładnie koloru twojego futra! I ma biały, zupełnie jak ty! — wskazała łapą na białą plamę znaczącą ciemnoszarą powierzchnię.
— Jest cudny! Dziękuję! — powiedziała, biorąc kamień do pyska. — Ja ten... muszę iść, do zobaczenia później!
— Ach... jasne, spoko! Do zobaczenia! — powiedziała Ćma, choć trochę język jej się plątał. “Jasne, spoko? Przecież nie potrzebuje twojego pozwolenia, żeby gdzieś iść, ty rybi móżdżku! Dlaczego ładne kotki są tak onieśmielające?“ – zastanawiała się.
Czy to możliwe, że lubiła kotki, a nie kocury? W sumie jej mamy też lubią kotki... w sensie siebie nawzajem...
Musiała z kimś o tym pogadać.
Wstała z posłania, przeciągając się. Wyszła z legowiska i ujrzała swoją siostrę – Krewetkową Łapę.
— Krewetko! — Podeszła do kotki. — Jak się masz? Ostatnio nie miałyśmy czasu pogadać.
— Och... dobrze, jak idzie twój trening? — powiedziała, po czym polizała się po piersi.
— Dobrze, chyba za niedługo mam mianowanie! — Spojrzała w gwiazdy. — Czy zaraz nie będą nam kazać iść spać?
— Pewnie tak... — Krewetka zaczęła rysować w piasku. — Ale na razie możemy nacieszyć się nocnym powietrzem.
Ćmia Łapa chwilę patrzyła w niebo.
— Ciekawe czy nasi przodkowie na nas patrzą i teraz nas oceniają. Zastanawiałaś się kiedyś, jak to jest, że większość kotów zakłada, że znajdziemy sobie partnera? W sensie, z góry zakładają, że to kocur.
— No w sumie... albo co jeśli ktoś nie chce partnera? Brak partnera wydaje się taką jakby... porażką życiową, nie?
— Chyba że jest się medykiem.
— Chyba że jest się medykiem — powtórzyła.
— Czy myślisz, że... bycie kotką i lubienie kotek to coś dziwnego, innego...?
— Hm... — Spojrzała na migoczące punkty. — Wiesz, jeden Gwiezdny powie tak, a inny powie nie...
Ćma parsknęła śmiechem. Kotewka tak zawsze odpowiadała, gdy zadawała jakieś kompletnie bezsensowne czy głupie pytania.
— A czemu pytasz...? — zapytała zaintrygowana.
— Bo... być może... — Ćma nerwowo zaczęła przesuwać pazurem po piasku. — Ale tylko być może! — powtórzyła szybko. — Uważam jedną kotkę za wyjątkowo ładną…
— Och! — Krewetka spojrzała na siostrę trochę zaskoczona. — Wiesz, nie sądzę, żeby to było dziwne czy coś. W końcu patrz, nasze mamy się kochają nawzajem i raczej nikt tego nie kwestionuje, co nie?
— Pewnie masz rację… — Spojrzała na piasek. Krewetkowa Łapa narysowała dwie kocie sylwetki – jedna z nich miała niby-czułki. — Och, to my! Ale super!
— Dzięki! — Krewetka zobiła miejsce obok kocich sylwetek na kolejny rysunek — A kto ci się BYĆ MOŻE podoba? — dopytywała.
— Nikt taki... Ona ledwie wie o moim istnieniu... może później ci powiem.
— Och, okej.
Kotka wydawała się trochę zawiedziona, ale znała siostrę na tyle, żeby wiedzieć, że jeśli będzie naciskać, to niczego się nie dowie. Łatwiej było poczekać, aż sama będzie MUSIAŁA o tym powiedzieć, co zazwyczaj następowało dosyć szybko. Kiedyś Ćmia Łapa zjadła jeden z kwiatów, które przyniosła Kotewkowy Powiew, przez co czuła się tak winna, że w końcu sama jej o tym powiedziała. Ogólnie szylkretka nie lubiła komuś udzielać szczątkowych informacji, bo sama nienawidziła czegoś nie wiedzieć.
Między kotkami nastała cisza. Ćma, chcąc ją jakoś przełamać, powiedziała:
— Hej mała, mogę być twoja, no chodź. Widzisz te gwiazdy? — przerwała i teatralnie spojrzała w niebo, a potem na siostrę, która próbowała się nie roześmiać. — Przy tobie to płoć. — To zdanie wypowiedziała z udawaną, przesadną pewnością siebie.
— Skąd ty bierzesz te teksty? — zapytała Krewetka, chichocząc.
— Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia.
Kotki tak siedziały jeszcze chwilę, po czym zostały zagonione do snu.
09 października 2025
Od Ćmiej Łapy do Niezapominajkowej Łapy i Szepczącej Łapy
— Pójdę złowić jakieś ryby — zameldowała mentorce.
— Dobrze. Ja pójdę tam — wskazała w stronę krzewów. — Poradzisz sobie?
— Oczywiście — odpowiedziała i poszła nad brzeg rzeki. Po drodze wymieniała w głowie ryby, które znała. Okonie, ukleje, leszcze, płocie… Pierwsze przyszły jej do głowy ryby, które znajdowały się od czasu do czasu w stosie zwierzyny. “Hm... wężyny... to chyba ryby, co nie? Nie jestem pewna… jeszcze są sterlety i mureny! I więcej chyba nie znam…”.
Podeszła nad wodę. Znalazła zacienione miejsce i usiadła tuż przy wodzie. Widać było dno, na którym leżały ładne kamyczki. “Skup się! Musisz upolować coś dla klanu!” – skarciła się w myślach. Zanim się zabrała za rzeczywiste szukanie ryb, zwróciła uwagę na dziwny, przezroczysty, kolorowy kamień. Uznała, że zabierze go, jak będzie wracać do obozu. Tymczasem wyczekiwała ryb. Po pewnym czasie nadpłynęła samotna płoć. Zdziwiło to trochę uczennicę, ale nie narzekała. Nachyliła się, po czym sprawnym ruchem zamachnęła się i chwyciła rybę, przeciągając ją na brzeg, gdzie chwyciła ją w pysk i zabiła. “Dobrze, mamy jedną... Myślę, że powinno mi się udać, złapać jeszcze jedną” – pomyślała. Jakiś czas później pojawiła się mała ukleja. Sprawnie ją złapała i położyła obok. Nadeszła pora wyłowienia tego, co widziała wcześniej. Zanurzyła łapy w rzece. Woda była lekko chłodna. Przegrzebywała dno, aż natrafiła na przezroczysty obiekt. Wyjęła go i przyjrzała się mu. Był obły i ciemnozielony, a przez niego można było nieco zobaczyć. “Ale super!” – pomyślała. Zauważyła też leżący obok kanciasty, czarny w białe plamy kamień. Również wyjęła go z wody i pozostawiła w trzcinie, skąd zamierzała go potem zabrać, po czym wstała, wzięła w pysk ryby i poszła do obozu. Po drodze spotkała Latającą Rybę trzymającą drozda. Obie wróciły do obozu.
Ćma siedziała na posłaniu, porządkując swoje znaleziska. Kamienie, dwa piórka, trzmiel… i to dziwne coś, co znalazła na dnie. Do legowiska wszedł Szepcząca Łapa.
— O, hej, Szepcząca Łapo! — przywitała się kotka. Kocurek się uśmiechnął i podszedł do niej.
— Cześć! — spojrzał na jej kolekcję. — Co robisz? — spytał.
— Porządkuję kamienie… spójrz, co dzisiaj znalazłam! — wskazała na bliżej niezidentyfikowany przedmiot. — Jest taki śliczny!
— Ooo… — przyjrzał się mu.
Chwilę tak patrzyli na kolekcję kamieni.
— Ej… — zaczęła Ćmia Łapa. — Czy nie zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest mieć znak krwistego lotosu?
Point wyglądał na zdezorientowanego.
— W sensie...? — spytał w końcu. — Pytasz o to, czy zastanawiałem się kiedyś, jak to jest być w rodzie?
— Nie… w sensie… czy nie fajnie by było też mieć jakiś symbol? Też chcę się czymś wyróżniać!
— Ach… znaczy no, nie zastanawiałem się w sumie... ale jak teraz o tym myślę, to fajnie by było...
— No właśnie!
Do legowiska weszła Niezapominajkowa Łapa. Podeszła do uczniów.
— Hejka, o czym gadacie? — zapytała.
— Czy nie uważasz, że fajnie by było mieć jakiś znak rozpoznawczy, tak, jak znak krwistego lotosu u rodu?
— No... chyba tak... — Niezapominajka trochę nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć.
— Zawsze chciałam mieć jakiś znak rozpoznawczy, typu wplątywanie sobie jakichś kwiatów w futro, ale jeszcze nie wymyśliłam jakich...
— Możemy coś wymyślić razem! — wtrącił się Szepcik.
Ćmia Łapa była absolutnie zachwycona tym pomysłem. “Będziemy do siebie pasować! Jak prawdziwi przyjaciele!” – pomyślała.
— Tak! — Na chwilę przerwała, żeby się zastanowić. — Tylko co możemy sobie wpleść…
— Hej, a ja też mogę z wami? — zapytała się czarna uczennica.
— Pewnie! Wracając do tego, co możemy wpleść sobie w futro…
— Może... — zaczęła, po czym wyjęła z futra jedną niezapominajkę. — Każde z nas ustali coś, co będzie go reprezentowało, a potem wpleciemy to sobie w futra? W sensie każdy będzie miał trzy rzeczy. Ja mam już niezapominajki.
— Ale super! — zachwyciła się Ćmia Łapa. “Ale ona jest mądra! I ładna... w sensie ma ładne futerko, komponujące się z kwiatami...”. — Szept, co myślisz?
— Super pomysł! — odpowiedział z entuzjazmem kocurek.
— Tylko nadal wracamy do punktu wyjścia; co możemy wpleść w futro... ja na pewno nie będę nosić w futrze ciem!
— Hm... — zastanowiła się Niezapominajkowa Łapa.
27 września 2025
Od Ćmiej Łapy
01 lutego 2021
Od Ćmiej Łapy CD Smutnej Ciszy
- Heeej... - wykrzyczała przez ziewniecie widząc na horyzoncie sylwetkę kotki. Podniosła się z mchu. - Jak tam idzie ci trening? - Ćma, widząc Smutną Ciszę, aż zwolniła. Delikatnie podeszła do kotki i wzruszyła ramionami. Niby jak miał jej iść trening... Nie lubiła polować ani walczyć. Nie chciała krzywdzić innych, toteż cały proces trwał dłużej. Nie była z tego zadowolona, jednak nie to dręczyło ją najbardziej. Smutna Cisza, jej wybawczyni dziwnie się zachowywała. W sumie było tak, odkąd pamięta, ale ostatnio coraz bardziej starsza dawała jej powody do zmartwień. Już po nielegalnym zobaczeniu ran na łapach kotki, Ćma wiedziała, że coś jest nie tak, jednak teraz te trucizny... W dodatku pomrukiwania czarno-białej, z których mała umiała wychwycić kilka słów, skłaniały ją do myślenia. Przez to nie mogła skupić się na treningach, bo do końca nie wiedziała, czy Smutną można zostawić samą. Bała się kolejnej straty. Nie mogła pozwolić odejść kotce. Usiadła obok starszej. Nie wiedziała, co ma zrobić, więc tylko smutno westchnęła. Ćmia Łapa była taka bezsilna. Nic nie mogła zrobić, by pomóc Smutnej Ciszy. Czy mogła? Chciałaby móc... Spojrzała w oczy towarzyszki, jakby chciała powiedzieć "proszę, nie rób sobie krzywdy", ale nie była pewna, czy ta zrozumie. Swoim małym ogonem otuliła czarno-białą na tyle, na ile mogła i wtuliła swoją głowę w futerko kotki. Była jedynym kotem, któremu ufała w pełni w tym klanie. Mimo że starsza wydawała jej się teraz taka zimna? to i tak Ćma lubiła się do niej przytulać. Jakby tylko mogła, dałaby jej trochę tego ciepła, ale jak? Jak pomóc Smutnej Ciszy? Czy w ogóle starsza wiedziała, że biała wie o jej ranach na łapkach, które zobaczyła dosłownie przez przypadek przy liderze klanu? Jak pokazać bez słów, że rozumie, co tutaj się wyrabia? Ona wszystko wiedziała. Umiała obserwować. Większość życia tylko obserwuje bez jakiejkolwiek reakcji, jednak teraz nie mogła pozostać bierna... Delikatnie położyła swoją łapkę na łapce starszej, która była cała w pajęczynie i spojrzała ze łzami w oczach na Smutną Ciszę. W oczach Ćmiej Łapy można było zobaczyć strach, ale też współczucie i tęsknotę. Sama nie wiedziała, za czym tęskni. Może za dawnym spokojem? Zanim dowiedziała się, jak Smutna się krzywdzi. Tak bardzo chciała jej pomóc, ale nie wiedziała jak. Czekała na reakcję starszej, a sama w środku czuła, że rozpada się ze strachu. Czy Smutna Cisza nie znienawidzi jej za to? Może nie powinna się w to mieszać... Nie chciała, by czarno-biała była na nią zła...
<Smutna? Wybacz, że tyle musiałaś czekać... >
18 grudnia 2020
Od Ćmiej Łapy
Kolejny dzień treningu zaczął się kolejnymi już opadami deszczu. Ćmia Łapa razem z Kasztanowym Dołem szli pomiędzy drzewami na patrolu. Biała nie znała imion kotów, z którymi przyszło jej iść na patrol i niezbyt się tym interesowała. Pewnie te koty też nie były chętne do poznania młodej. W końcu widziała, jakim wzrokiem patrzyli członkowie klanu nocy na dwie nowe kotki. Był on taki dziwny i niepewny, pełny czegoś w rodzaju niepokoju. Czemu? Nie wiedziała, przecież nie chciała zrobić nic złego... Była też pewna, że Smutna Cisza również nic nie zrobi, w końcu była taka miła i kochana!
Szli, szli i szli... Dla Ćmiej Łapy było to nudne. Po prostu. Jednak mimo to jej czujne uszy odbierały wszystkie odgłosy. W końcu nadal była bardzo strachliwa, ale czuła się odrobinę pewniej ze swoim mentorem. On też był taki miły. Gdy tak o tym myślała, zdała sobie sprawę z tego, że od czasu porzucenia przez jej ojca kociąt, spotkała tylko w swoim życiu trzy miłe koty. Jednym z nich był Szczawiowy Liść, potem Smutna Cisza, która wcześniej była Konwalią, a trzecim takim kotem był właśnie jej mentor Kasztanowy Dół. Jak mało jest miłych kotów na tej ziemi... Westchnęła. Cały czas szła na końcu. Przecież nie umiała tak szybko chodzić, bo była raz niższego wzrostu, a dwa nadal kulała, co tylko ją spowalniało. Co chwila wpadała w irytację, jak musiała się starać o to, by nadgonić patrol. Oprócz tego był on nawet całkiem miły. Koty szły teraz przy granicy z klanem klifu i czasem wymieniały się różnymi zdaniami, których biała nie słuchała. Po co, skoro i tak by nie odpowiedziała? Wolała pogrążyć się we własnych myślach. Właśnie w nich teraz zaczynał wrzeć stres. Co jak ktoś z jej dawnego klanu ją zauważy? Miała nadzieję, że do tego nie dojdzie, dlatego też dogoniła innych członków swojego aktualnego klanu i przeszła na ich przeciwną stronę. Tak, żeby ci ją osłonili przed ewentualnym spotkaniem o zgrozo z członkami klanu klifu. Może w jej dawnym klanie myśleli, że mała nie żyje? Albo może w ogóle nie zobaczyli, że zniknęła... To było smutne, ale najlepsze wyjście z obecnej sytuacji. Tego była pewna. Jednak męczyło ją ciągłe podbieganie, by utrzymać równy chód z innymi kotami. W dodatku po drodze napotkała lekko zdziwiony wzrok mentora. Miała nadzieję, że ten nie będzie potem pytał o powód takiego zachowania, chociaż z drugiej strony w jaki sposób? Ćma i tak przecież nie odpowie.
***
Po zakończonym patrolu, zmęczona udała się do legowiska starszyzny. Nic tym razem nie upolowała, więc nie zaniesie kotce żadnej piszczki, ale i tak lubiła przebywać w obecności Smutnej Ciszy. W końcu to dzięki niej tu była. Poza tym też chciała jak najdłużej przebywać przy kotce, aby tej nie było smutno. Zwątpiła już, czy to cokolwiek pomaga, jednak lubiła się położyć przy niej i myśleć. Miała nadzieję, że przynajmniej jej obecność w danej chwili, chociaż odrobinkę pomaga, mimo że tego zbytnio nie widać. Weszła do legowiska i od razu położyła się przy czarno-białej, wtulając w jej ciepłe futerko. Była zmęczona po ciężkim dla niej patrolu i doganianiu innych wojowników, toteż czując ciepło futerka starszej, po prostu zasnęła. Zasnęła z nadzieją, że ta nie będzie na nią zła za to, co właśnie zrobiła...
Od Ćmiej Łapy
Padał deszcz, a ona musiała iść na trening. Ociężale wstała i ruszyła ku wyjściu z legowiska uczniów. Jej mentor już na nią czekał. Mimo że trening teraz jej się lepiej kojarzył, to nadal nie miała ochoty na poranne pobudki. Kasztanowy Dół ją dużo lepiej traktował niż jej były mentor, przez co przynajmniej przez to mogła odczuwać jakąkolwiek satysfakcję. Rozumiał to, że ciężej jej się teraz uczyć, przez ograniczenia ruchowe po przeżytym pożarze, a zapewne Bluszczowy Poranek nie dawałby jej żadnych forów. Westchnęła i szczerze uśmiechnęła się na powitanie kocura.
- Gotowa na naukę polowania w ciężkich warunkach? - uśmiechnął się do białej życzliwie. Czuła się z tym dużo lepiej, że ktoś mimo jej nieodzywania się, potrafi się do niej uśmiechać. Skinęła głową z lekkim niepokojem. - Nie bój się, damy radę - odrzekł i ruszył ku wyjściu z obozu. Podbiegła do mentora i zrównała z nim kroku.
***
Przeskakiwała kałuże, co sprawiało jej niemały wysiłek. Przy każdym skoku czuła swoje lewe łapy. Czuła okropny ból, przez co się krzywiła. Westchnęła, gdy dotarli na miejsce, w którym miało odbyć się polowanie. Nareszcie. - Zamknij oczy. Powiedz, czy czujesz jakąkolwiek zwierzynę. - Ćma posłuchała się mentora i zaniuchała. Wyczuła bardzo słabą woń myszy. Nie wiedziała, czy to stary zapach, czy nowy. Jedno było pewne, był słaby. Otworzyła oczy i z lekką niepewnością skinęła głową. - Dobrze. Teraz co czujesz? Nornicę, czy mysz? - biała już nauczona doświadczeniem z mentorem i odpowiedziami na jego pytania, skinęła głową dwa razy na odpowiedź "mysz". Kasztanowy Dół pochwalił ją, a potem nakazał wyśledzenie ofiary. Dla małej było to zbędne, bo przecież woń była słaba, ale nie mogła wyrazić przecież swoich wątpliwości. Ruszyła za zapachem.- Pewnie zastanawiasz się, czemu idziemy za słabym zapachem. - szeptem zaczął kocur, na co w głowie kotki pojawiły się myśli typu "Skąd on wie?", ale potem stwierdziła, że chyba ten potrafi już z niej odczytać wszystko na wylot. W końcu musiał się jakoś tego nauczyć, gdy biała nie odezwała się do niego ani słowem. - otóż klan potrzebuje zwierzyny, której ostatnio jest bardzo mało. Nawet nikły zapach, warto sprawdzić. - Ćmia Łapa skinęła głową, wyrażając tym gestem, że przyjęła uwagę kocura do wiadomości. Dalej podążali za zapachem myszy w ciszy. Gdy zapach się nasilił, kotka przystanęła. Delikatnie rozchyliła łapką spalone pozostałości z krzaków i zobaczyła piszczkę, za której zapachem tak szli. Dzięki gwiezdnym nie był to stary zapach. Uśmiechnęła się i wskazała łapką na przyszłą ofiarę. Mentor skinął głową i dał znak, żeby ta przystąpiła do ataku. W mgnieniu oka wyskoczyła z krzaków i rzuciła się z pazurami na wychudłą mysz. Ta nie zdążyła pisnąć, zanim Ćma chwyciła ząbkami jej kark i je zacisnęła. Polowanie powiodło się. W obecnych czasach było to bardzo ważne, więc poczuła się lekko dumna z siebie. Postanowiła, że zabierze tą mysz do Smutnej Ciszy. W końcu kotka mieszka w legowisku starszyzny, a najpierw trzeba wykarmić kociaki, królowe i starszyznę. Raczej z logicznego punktu widzenia, nie było przeszkód, aby zanieść kotce, która jej uratowała życie upolowaną przez siebie piszczkę. Z kolejnym uśmiechem i satysfakcją spojrzała na mentora.
16 grudnia 2020
Od Błyszczącej Łapy (Ćmiej Łapy) CD Szczawiowego Liścia
- Nie wiem, chcesz gdzieś iść? - zaproponował kocur. Błysk nie wiedziała, jak zareagować. Czy chciała się przejść? Może?... Skinęła głową na "tak". W końcu nie chciała sama narzucać, co mają robić. W sumie nie musieli robić nic. Błysk po prostu nie chciała być sama. Ot tak do niego przecież podeszła. Spojrzała na kocura i po chwili oboje ruszyli poza obóz. Cieszyła się poniekąd, że nie musi oglądać pyszczków innych kotów niż Szczawik, w końcu to on przyprowadził ją i jej rodzeństwo do klanu klifu. Idąc tak, czuła, że mogłaby być prawie wolna...
***duży skip do czasów teraźniejszych***
Jeden po drugim pomarańczowe płomienie otaczały ją ze wszystkich stron. Brak wyjścia. Zginie. Koniec jej żywota znów miał być bezhonorowy, okropny i przerażający. Poczuła ciarki na całym swoim ciele. Słyszała swoje szalejące serce, które chciało również ją zabić, ale od środka. Chciało ją rozedrzeć na strzępy. Była tego pewna. Łzy leciały po jej policzkach, ale każda, jedna za drugą zamieniały się w malutkie kryształki i odlatywały w gorące płomienie. Rozglądała się nerwowo, gorączkowo szukając jakiejś pomocy. Znikąd nadziei. Po chwili poczuła ból. Podobny do tego, przez który prawie straciła swój żywot. Ból szybko rozprzestrzenił się na całe ciało. Była sama. Chciała krzyczeć, ale przecież nie umie. Słowa uciekły od niej tak dawno temu... Przerażona swoim końcem, spostrzegła łapę. Łapę, która należała do jej ojca. Miała iść w tamtym kierunku. Ruszyła się mimo tak okropnego bólu, który kawałeczek po kawałeczku rozrywał jej skórę i sierść. Tak długo czekała na powrót taty. Tak długo chciała powiedzieć mu, że go kocha i nigdy o nim nie zapomniała. Każdego dnia przez te wszystkie księżyce miała go w serduszku. Już zrobiła jeden krok, prawie drugi, gdy spostrzegła przerażony wzrok w oczach taty. Mówił, żeby do niego nie iść. Nie chciał tego, nakazywał uciekać. Ale jak?! Nie mogła! Chciała do taty... Od kociaka marzyła tylko o jego spotkaniu. Chciała się po prostu przytulić... Ze zrezygnowaniem spojrzała w jego oczy. Był zdeterminowany. I co z tego? Musiała do niego iść. Gdy postawiła drugi krok, jej łapy rozsypały się w drobne kawałeczki. Bolało ją to niemiłosiernie. Czyżby ten pożar strawił już jej ciało? Czy zamieniała się w pył? Nic nieznaczący pył, który pokrywa ziemię... Gdy z paniką spojrzała w kierunku, w którym przed chwilą był tata, zobaczyła, że zniknął. Nie było go. Rozpłynął się w powietrzu niczym jej łapy... Zamknęła oczy. Czuła, że boli ją każda kończyna... Czuła, że umiera...
Po chwili obudziła się cała zapłakana. To był sen... To tylko sen... Czy aż sen? Spanikowana rozejrzała się po legowisku uczniów, upewniając o słuszności swoich myśli. Miała racje. To tylko kolejny koszmar do kolekcji. Powinna się już dawno przyzwyczaić. Westchnęła, gdy dotarło do niej, że już nie zaśnie. Nie ma na to opcji. Otarła malutką białą łapką łezki i po cichutku wstała, udając się przed wejście do legowiska. Lubiła tu przychodzić w nocy. Był taki spokój. Wojownik pełniący obowiązek pilnowania obozu stał niewzruszony przy wejściu, natomiast Ćma siedziała przed legowiskiem. Aktualnie patrzyła na spadające krople deszczu. Delikatnie uderzały o jej futro, mocząc je coraz bardziej. Czy lubiła deszcz? Chyba tak... Lubiła patrzeć na płacz nieba i odczuwać jego wilgotne i obwite łzy na swoim futrze. Ostatnio było go tak wiele, że woda powoli zaczynała ogarniać obóz. Spojrzała w górę, ale po chwili musiała zamknąć oczy, bo wpadała do nich woda. Czuła te rześkie powietrze. Próbowała nawdychać się go za wszystkie czasy. To przyprawiało ją o jakieś pozytywne uczucia. Po chwili jednak wyparowały, jak gdyby nigdy nie istniały. Ćma przypomniała sobie swój koszmar. Było w nim tyle prawdy i przeżyć białej. Od czasów kociaka, który ukończył 4 księżyce, nie miała swojego miejsca, natomiast tutaj nareszcie poczuła się swobodniej. Chociaż na pozór się powoli klimatyzowała. Miała już dość zmiany miejsc zamieszkania. Chciała stabilności, aby korzenie mogły się rozwinąć. Nie chciała wiecznie zmieniać miejsc swego bytu i przystosowywać się co chwila do innych trybów życia. Było to męczące i bardzo przykre. Nie miała swojego miejsca na ziemi. Nigdy nie była dość wystarczająca, aby gdzieś się przypasować. Zawsze odstawała, a wada, którą odziedziczyła po katastrofie, utrudniała jej jakiekolwiek kontakty. Nie mogła mówić, więc jak miała się z kimkolwiek zaprzyjaźnić? Westchnęła i poczuła łezki spływające z jej ocząt. Starła je szybko łapką, by upewnić się, że teraz nie śni. Nie śniła. Łzy się nie krystalizowały. Spojrzała odruchowo na legowisko starszych. Chciałaby podejść do Smutnej Ciszy - dawnej Konwalii, ale ta pewnie spała. W końcu w całym klanie nocy znała tylko ją i to właśnie ona nadała jej to imię. Tylko i wyłącznie dlatego je zaakceptowała. Czasem trochę było jej smutno, że Błyszcząca Łapa umarła tam w pożarze. Imię nadane przez jej rodziców razem z nią. Jednak dzięki temu też mogła zacząć nowy rozdział. Z dala od wrednego mentora i tych wszystkich spojrzeń. Tutaj również zauważyli, że mała się nie odzywa, jednak wydawali się milsi. Po prostu. Jednak czuła ukłucie żalu za każdym razem, jak myślała o Szczawiowym Liściu. Jak on musiał się czuć ze świadomością, że przyprowadził na prośbę ojca kociąt trójkę rodzeństwa, a z ich wszystkich w klanie zostało tylko jedno? Westchnęła. Teraz miała super mentora, który jej nie krytykował na każdym kroku i starał się pokazywać jej wszystko po kolei. Nie wrzeszczał - to było najważniejsze. W dodatku miała Smutną Ciszę. Ona była kochana, ale bardzo często smutna, czym raniła Ćmią Łapę. W końcu to jej zawdzięcza życie i tylko z nią ma jakiś kontakt. Nie chciała, by ta była smutna... Spojrzała na swoją lewą przednią łapkę. Sierść na niej nie mogła odrosnąć przez gigantyczną bliznę. Biała wkurza się często na to, ale medycy powtarzają w kółko, że dopiero co ledwo wyszła z dużego poparzenia i że potrzeba czasu, a w ogóle to powinna cieszyć się, że żyje. Ćma wiedziała, że to nieprawda. Ponad pół życia nie mówi i tylko obserwuje reakcje innych kotów, ich mimikę i zachowanie. Wiedziała, że coś kręcą. Głupia nie jest. W dodatku wkurzał ją jej chód. Cały czas kulała i podejrzewała, że już nigdy nie będzie normalnie chodzić. Jednak pogodziła się z tym. Jeszcze świat się nie kończy, a ona może niedługo spotka swojego tatę. Jednak biedna nie wiedziała, że od dawna już nie żyje po udanej próbie samobójczej... Ze złudną nadzieją patrzyła przed siebie, co chwila na nowo kąpana we łzach Srebrnej Skórki. Oczekiwała nowego dnia i niepewnie oraz z przerażeniem wyczekiwała końca tej całej historii...
08 grudnia 2020
Od Błyszczącej Łapy (Ćmiej Łapy) CD Konwalii (Smutnej Ciszy)
Biała kotka dosłownie czuła ciemność. Otaczał ją nieskończony mrok i nijak nie mogła się go pozbyć. Po prostu był, a ona sama dryfowała pośród jego odmętów. Czuła jego pustkę, która powoli ją przenikała, wysysając życie. To było dziwne uczucie, bo jeszcze żyła, ale czuła jakby właśnie umarła. Nie widziała nic, tylko czarno, ale mimo to delikatnie słyszała szum wody. W dodatku poczuła czyjąś łapę na sobie. Czarna rzeczywistość zaczęła się przejaśniać, by po chwili ustąpić miejsca rażącemu błyskowi. Było biało. Za bardzo biało. Zmrużyła oczy od natłoku światła. Widziała jasne plamy i promienie słońca, które się przez nie przebijały. Nie potrafiła rozpoznać kształtów. Ponadto była zbyt wyczerpana, by panikować. Nie miała siły. Czuła, jakby utknęła gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią. Tylko taki stan może być gorszy od śmierci. Stan nicości i pustki. Niemocy reagowania, na bodźce, po prostu leżenia i obserwowania jakby z boku rozwoju sytuacji. Tak właśnie czuła się mała, biała kotka. Była bezsilna. Poczuła pieczenie w oczkach. Czy to od tej jasności, czy od pożaru? Właśnie teraz do niej dotarło, co właściwie się stało. Nie wiedziała, jak dostała się na powierzchnię, ale ważne było to, że chyba żyje. Czy nie?... Każdy skrawek poparzonego ciała piekł ją niemiłosiernie, jakby coś pochłaniało jej skórę razem z futerkiem kawałek po kawałku i bardzo wolno, by poczuła, choć najmniejszy kawałeczek bólu. Mimowolnie łzy poleciały jej z policzków. Była taka bezsilna... Postarała się wrócić myślami do tej sytuacji, w której aktualnie się znalazła. To było trudne, ponieważ jej głowa chciała cały czas odpływać daleko poza jej świadomość. Resztkami sił zmusiła się do otwarcia bardziej powiek i spojrzenia na kogoś, kto podsunął przed jej pyszczek jakieś roślinki. Postać była bardzo jasna i rozmazana. Mała skrzywiła się od samego kontrastu kolorów, gdy obraz zaczął jej się wyostrzać. Czy od tego straci wzrok? To było teraz nieistotne. Widziała, że tej istocie poniekąd zależy na tym, by Błysk połknęła ziółka. Całymi swoimi siłami postanowiła to zrobić. Patrzyła na nią chwilę niepewnie, jakby po to, by ocenić, czy to już będzie jej koniec, ale ostatecznie pokiwała główką na zgodę. Nie interesowało jej, co się z nią stanie, bo równie dobrze mogła właśnie połykać truciznę. Po prostu było jej to obojętne, nie miała siły, by myśleć o przeżyciu. Przełknęła gorzki smak ziółek. Były ohydne, ale co ona mogła? Zmęczona zamknęła oczka. Nie miała siły, by mieć je otwarte. Nastała ciemność. Ta ponowna nicość była tylko przerywana przez rozmowy jej towarzyszki z jakimś innym kotem, a potem znów powracała. Raz nawet ocknęła się niesiona przez zapewne kotkę, która dała jej ziółka. Gdzie była niesiona? Po co? Chciałaby wiedzieć albo i nie...
***
Gdy ponownie odzyskała przytomność, dźwięki wydawały się już bardziej wyraziste. Była w stanie rozróżniać słowa i przysłuchiwać się rozmowom. Właśnie to robiła, skąd dowiedziała się, że jej wybawicielka nazywa się Konwalia, a jej nadano nowe imię, które brzmiało Ćma. Podobało się małej, było takie krótkie, łatwe do zapamiętania i poniekąd delikatne. Było super. Uśmiechnęła się w myślach, po czym znów nastała ciemność. Obudziła się już tym razem zaopatrzona w pajęczyny w jakimś legowisku razem z Konwalią. Czuła się już mniej na haju. Mogła się, chociaż delikatnie podnieść. Spojrzała na swoją towarzyszkę. Wydawała się kotce smutna. Czemu? Przecież obie żyją! Było dobrze, a ponadto czuła, że chciałaby podziękować za uratowanie życia tej całej Konwalii. Ćma od razu jej zaufała, o co było przecież tak trudno. W końcu ta mogła coś jej zrobić, ale tak się nie stało. Była w porządku i jej nie zostawiła. Przyczołgała się kawałek do kotki. Zobaczyła, że łezki spływają po jej policzkach. Na sam widok tego zjawiska poczuła ukłucie żalu w serduszku. Chciała coś powiedzieć, jednak nie mogła. Położyła łapkę na łapce swojej wybawczyni. Nie wiedziała, co trzeba w takiej sytuacji robić, jednak nie chciała, by ta płakała. Bała się przytulić, bo w końcu jak mogłaby zareagować Konwalia? Czy byłaby zła? Jej były mentor niemal zawsze był zły na białą, więc skąd miała wiedzieć, czy po prostu nie była na tyle wystarczająca, by traktować ją inaczej? Nagle Konwalia spojrzała się na kotkę z czymś w oczach, czego mała nie umiała zidentyfikować. Jednak chyba nie była to złość.
- C-coś się stało, malutka? - Biała nie mogła nic odpowiedzieć, ale też nie wiedziała co. Kotka raczej nie była na nią zła, ale widząc smutek w jej oczach, serduszko zaczęło jej się kroić. Jak taka cudowna istota, która ją uratowała, mogła być aż tak smutna? Lekko przerażona tą emocją u Konwalii, nie myślała już o tym, czy się boi, czy nie. Przytuliła kotkę najmocniej, jak umiała. W jej oczkach również pojawiły się łzy. Nie chciała, by Konwalia płakała.
<Smutna Cisza? Nie płacz... <3 >