Kotka siedziała nad dziurą z jakąś breją w obozie.
— Poszarpane, zmielone liście... woda... — wymieniała. — Teraz tylko to przykryć...
Wzięła jakiś kawałek kory i przykryła dziurę. Wzięła leżącą obok niej rybę i zaczęła wybierać z niej samo mięso. Zdziwiony Szept, najwyraźniej jako jedyny w obozie to zauważył i podszedł do wojowniczki.
— Ciemko... co robisz?
— Jak to co? Złożoną piszczkę... taką lepszą... z dodatkami... NADPISZCZKĘ!
— Co to znaczy... — odsunął pokrywkę. — To są liście i woda...?
— I płoć! — dodała rybę do mieszaniny.
Nagle podeszła do nich Wężynowy Splot.
— Ćmie Mżenie, wisisz mi 15 piszczek, pamiętasz?
Kotka, zdezorientowana, nagle obudziła się w swoim legowisku. Klanie Gwiazdy... co to był za sen? To było zbyt absurdalne nawet jak na mnie...
Koty nadal odpoczywały. Był środek nocy. Postanowiła więc, że przejdzie się na spacer. Ostatnio zastanawiała się, kogo właściwie lubiła, jakie koty. Widziała to jako coś poważnego, mimo iż związki homoseksualne były powszechnie akceptowalne zarówno w klanie, jak i poza nim. Brakowało jej każdego z jej dzieciństwa, do kogo mogła pójść po radę. Z Trzcinką... Trzcinowym Szmerem dawno w sumie nie rozmawiały, to byłoby dziwne, gdyby nagle podeszła. Tak samo Wężynowy Splot. Jej matki nie żyły, a Różyczka...
Nadal rozpamiętywała śmierć Różyczki. Swoich mam oczywiście też, ale jej kocięca przyjaciółka zmarła jak była dopiero co mianowanym uczniem. Oczywistym było, że jej śmierć bardziej na nią wpłynęła.
Idąc tak przez obóz, rozmyślając, a raczej użalając się nad sobą, dostrzegła Szept – jej przyjaciela.
Podeszła delikatnie do kocura i przysiadła obok niego. Lubiła to, jak wyglądał. Nie wiedziała w sumie czemu. Tak samo zawsze podziwiała wygląd Wężynowego Splotu. Kocur nie wyglądał jak inni męscy członkowie klanu, miał delikatniejsze rysy pyska. Zdawało się, jakby Ćma dopiero ostatnio to zauważyła. Dotknęła delikatnie ogonem boku Szeptu, aby go nie wystraszyć.
— Cześć, Szept! — miauknęła cicho, ale entuzjastycznie.
— Ach! — ciche zaskoczenie wyrwało się z jego pyska. Obrócił głowę, aby zobaczyć, kto to był. — Wystraszyłaś mnie, Ciemko — szepnął z delikatnym uśmiechem, wtulając się w klatkę piersiową kotki z cichym pomrukiem zadowolenia. Po chwili jednak gwałtownie się odsunął. — P-przepraszam… Chyba nie powinienem tak robić… — spuścił swoją głowę i wbił wzrok w swoje łapy.
— Jest w porządku, lubię się przytulać! — przesunęła się w kierunku Szeptu. Kocur przez chwilę zamilkł, ale po chwili się przysunął z powrotem. Kotka cieszyła się, że mogła tak bez słów porozumieć się z kocurem i tym, że nie czuła się z nim tak niezręcznie, jak podczas rozmowy z innymi kotami.
— Szepcie... mogę ci się z czegoś zwierzyć? Znaczy... To trochę głupie, bo to nie jest jakoś bardzo nieakceptowalne czy coś... ale chcę o tym komuś powiedzieć... — przerwała i spojrzała w księżyc, który lśnił na niebie. — No bo... ja chyba lubię kotki. Jakby tylko kotki — zerknęła na Szept, który, przynajmniej według niej, nie wydawał się jakoś bardziej wzruszony. — To strasznie głupie, dosłownie byłam wychowywana przez parę kotek — zaśmiała się i zarzuciła swój puszysty ogon na łapy. — Dobra… to było głupie, wybacz.
Kocur na nią spojrzał i uśmiechnął się. Najpierw tak, jakby chciał powiedzieć, “wiem o tym, głuptasie”, ale po chwili zmienił się na nieco łagodniejszy.
— Bardzo się cieszę, że postanowiłaś mi się zwierzyć. Jeśli miałbym być szczery, od kiedy jesteśmy bliżej, jestem w stanie to zauważyć. Myślisz, że nie zauważyłem, jakim wzrokiem patrzyłaś na Wężynowy Splot? Czasem to aż sam się dziwiłem, że ona tego nie dostrzegała…
— Oh... tak, ma to sens... Klanie Gwiazdy! — kotka dopiero teraz zdała sobie z tego faktu sprawę. — Czemu ty jesteś taki spostrzegawczy? — szturchnęła go żartobliwie, na co on zachichotał.
Point spojrzał w taflę wody, która spokojnie biegła gdzieś dalej, gdzie jego wzrok z tego miejsca już nie sięgał. Kotka spojrzała tam, gdzie on. Woda tej nocy była piękna, delikatny blask księżyca odbijał się od delikatnych fal, które poruszały cieczą.
— Wiesz, że możesz mi powiedzieć absolutnie wszystko? Nie zacznę cię nagle nienawidzić, nie po tym wszystkim... — powiedziała to nieco dramatycznie, choć w jej głowie nie miało to tak zabrzmieć.
— Chciałbym, żeby było tak, jak mówisz… — nagle posmutniał, najwyraźniej nie zwracając na przesadną dramaturgię kotki.
— Możemy wyjść z obozu, jeśli nie chcesz mówić o tym tutaj — uśmiechnęła się do niego.
— Bardzo chętnie! — szepnął, jednak nie ruszył się ani o mysi wąs. Wpatrywał się chwilę w oczy przyjaciółki w całkowitej ciszy. — Wiesz, masz bardzo ładne oczy... Ich kolor przywodzi mi na myśl wczesne liście Pory Opadających Liści i bursztyny lśniące od ciepłych promieni słonecznych, które dosięgają ich nawet pod otchłanią wody… — nagle zamilkł, jakby nagle zdał sobie sprawę, że to powiedział na głos i zrobiło mu się głupio. — U-uh przepraszam, t-to nie miało sensu... Nie, ja.... Znaczy, nie uważam, że twoje oczy są brzydkie, bo są ładne, są bardzo ładne, ale nie mówię tego tak, że… że cię jakoś lubię czy coś — słowa z jego pyska niemal się wylewały, niczym powódź. — Po prostu… — przerwał, aby wziąć oddech i pospiesznie dodał. — To znaczy… lubię cię i to bardzo, bo to nie tak, że cię nie lubię, ale po prostu nie chcę nic sugerować- C-czy coś... Ugh, czemu nie mogę się normalnie wypowiedzieć! Przepraszam… — schował pysk w łapach, jakby chciał tym sposobem siebie uciszyć. Ćma spojrzała na niego pogodnie, jakby mógł zrobić najbardziej głupią rzecz na świecie i nadal by to nie wpłynęło na to, jak go postrzegała.
— Liście Pory Opadających Liści są piękne! Lubię ich kolor... Twoje oczy wyglądają jak czysta woda lśniąca na słońcu... pasują do koloru twoich pręg... o ile ma to sens — zachichotała i przysunęła się bliżej.
Delikatnie wysunął swój pysk spomiędzy łap, czując, jak wojowniczka się przybliża.
— Dziękuję, Ciemko... — wymruczał, przymykając oczy podczas wtulania się w jej mięciutkie, liliowe futro. — Dla mnie każde słowo wypowiedziane przez ciebie ma sens... — dodał, kiedy kotka owinęła go swoim długim ogonem.
Przez czas dłuższy czas siedzieli tak razem w przyjemnej ciszy. Wojowniczka rozejrzała się po obozie. Liście na krzewach nadal były zielonkawe. Pora Opadających Liści dopiero się zaczęła. Lubiła ją, ale wolała tę środkową część, kiedy liście zmieniały kolor. Cieszyła się, że Szept porównał jej oczy do krajobrazu Pory Opadających Liści, poczuła się wtedy piękna.
— Co powiemy kotu, który pilnuje tej nocy obozu? — spytał ogrodnik, przerywając ciszę.
— Powiedzmy po prostu, że chcemy wyjść na spacer. Dzisiaj na warcie stoi... Kropiatkowa Skórka? O ile dobrze pamiętam. Nie powinna mieć problemu.
Chwilę jeszcze siedzieli, zanim wstali. Nie spieszyli się. Jakby oboje ustalili, że chcą jeszcze chwilkę nacieszyć się momentem. W końcu wstali. Obóz był cichy. Ćma dawno nie chodziła po obozie nocą, nie była przyzwyczajona do takiego widoku, jak żywego za dnia obozu. Szeptowi zdawało się częściej to zdarzać. Było przyjemnie zimno.
Gdy tak szli, obok bramy obozu Ćma dostrzegła długie futro otulające pysk wartownika, co od razu zdradziło, że była to Kropiatkowa Skórka. Kotka wydawała się na początku zaskoczona, że ktoś podchodzi, ale widząc Szept, od razu uśmiechnęła się lekko. Spojrzała lekko zaskoczona na szylkretkę.
— Cześć, Szepcząca Hipnozo, cześć, Ćmie Mżenie — przywitała się. — Gdzie idziecie?
— Idziemy na spacer — odpowiedziała liliowa kotka. — Możemy iść?
— Jasne, tylko wróćcie szybko, dobrze?
Oboje kiwnęli głową i wyszli z obozu. Wojowniczka zastanowiła się chwilę, gdzie mogą iść.
— Możemy pójść nad brzeg morza albo gdzieś gdzie nie jest tak chłodno. Gdzie chcesz iść? — zapytała Szept.
— Pójście nad morze byłoby fajne, ale trochę boję się tych mew... Przecież jedna z nich zaatakowała medyczkę Klanu Klifu... Biedna... Współczuję Nocniakom, które ją znalazły. Czy w tym patrolu nie uczestniczyła przypadkiem Mżący Przelot?
— Pewnie tak, ale nie myślmy o tym...
— Może przeszlibyśmy się na jakąś łąkę? Znasz jakąś dobrą miejscówkę? — zaproponował.
Kotka zastanowiła się chwilę. W sumie to nie znała żadnego. Po prostu lubiła tam przebywać, w każdym jej skrawku.
— Nie, ale gdziekolwiek pójdziemy, będzie dobrze! — spojrzała na pointa, który najwyraźniej nadal myślał.
— Wiem! — miauknął w końcu. — Chodź za mną.
Dotarli na miejsce na łące, gdzie jeszcze ostały się kwiaty. Wśród tych wszystkich kwiatów, szczególnie rzuciły jej się w oczy fiołki, które miały piękny, fioletowy kolor.
— Oh, spójrz, jakie piękne fiołki! Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że do nas pasują... nie uważasz? Musimy je sobie kiedyś wpleść w futro!
Szept się uśmiechnął, ale wydawał się trochę spięty tym, co chciał wyznać Ćmie.
— Tak, też uważam, że są śliczne... Moglibyśmy zrobić to nawet teraz! J-jeśli tylko — zająknął się. — Byś chciała. A-ale to zaraz, bo... No, mam dwie rzeczy, które chciałbym z tobą omówić. Tą lepszą i tą... Gorszą... Tak więc... J-ja nie wiem... Nie wiem, od czego zacząć…
— Hm... Może zacznij od tej gorszej, to później będziesz miał z górki! — miauknęła, zrywając fiołki, aby je przygotować do wplecenia. — Wiesz, nie ma dobrych i złych wiadomości, są tylko bardziej i mniej emocjonalne, wiesz?
— Co masz na myśli? — spytał nieco zdziwiony kocur.
— No wiesz, nasze szczęście może być dla kogoś nieszczęściem i odwrotnie. Każda emocja może być negatywna albo pozytywna, tak samo jest z dobrem czy złem. Zabijanie jest złe, ale sami zabijamy zwierzynę, aby mieć co jeść — przerwała, aby skontrolować fiołka. — Co nie znaczy oczywiście, że nagle zacznę zabijać każdego, kogo zobaczę. Po prostu nie warto wszystkiego widzieć jedynie w czerni i bieli — zamilkła na chwilę. — W mojej perspektywie zawsze będziesz dobry, tak samo twoje słowa i zachowania — zamruczała.
— Dzi-dziękuje, Ciemko... Tw-twoje słowa... One bardzo wiele dla mnie znaczą — szepnął. — Wiesz, Ciemko... Jesteś najbliższą mi kotką albo nie, najbliższym kotem, jakiego kiedykolwiek miałem. Mam nadzieję, że tak pozostanie już zawsze — uśmiechnął się, ale po chwili uśmiech osłabł. — N-no dobrze… no bo wiesz… ostatnio zacząłem się trochę czuć nieswojo, kiedy mówię o sobie…
— To znaczy?
— No bo... Wiesz, czasem mnie mylono z kotką i… — nie dokończył.
— Oh, czy to zawsze sprawiało, że czułeś się nieswój?
Szept wbił wzrok w swoje łapy. Po chwili ciszy, w końcu zebrał się, aby odpowiedzieć.
— W-wręcz przeciwnie… wiesz, zastanawiałem się, czy to tak nie powinno być...? Czy to przypadkiem nie pasuje do mnie…? Czy nie jestem może… — zamilknął.
— Jesteś może? — zachęciła go.
— …kotką… — wyszeptał ledwo słyszalnie.
— Kotką? — zapytała się, aby się upewnić.
— Tak… mam nadzieję… że nadal chcesz ze mną rozmawiać…
— Oh, rzeczywiście… zawsze czułeś… czułaś...? Się nieswojo, kiedy o tobie mówiłam jako o kocurze… przepraszam cię… — wtuliła się w kocura… właściwie kotkę.
— Ja… nic się nie stało… — zamruczała na wtulenie się kotki.
— Mam pytanie.
— T-tak...? — wyszeptała.
— Czy mogę na ciebie nadal mówić Szept…?
Ogrodniczka na chwilę zamilkła.
— Myślę... Myślę, że lepiej będzie do mnie pasować “Hipnozka”... co o tym sądzisz?
— Oh... to piękne imię! Znaczy... Zdrobnienie… ale wiesz… — biała kotka kiwnęła na znak porozumienia.
Siedziały chwilę w ciszy. Hipnozka najwyraźniej jeszcze zbierała się po całym stresie, który ją kosztował, aby to wyznać. Ćma za to wpatrywała się w przyjaciółkę, powtarzając sobie w głowie przykładowe konwersacje, aby na pewno nie pomylić formy, w jakiej się do niej zwróci w przyszłości.
— Czym… czym była ta druga rzecz…? — przerwała ciszę lilijka.
— Oh…
— Wiesz, po tym, co udało ci się mi wyznać, na pewno dasz sobie radę! — w odpowiedzi druga kotka wzięła głęboki wdech.
— Wiesz… bo ja cię bardzo lubię…
— Ja też cię lubię!
— Ale... tak bardziej… wiesz... jakby… — spojrzała na szylkretkę w nadziei, że zrozumie, co ma na myśli, ale ta zamiast tego wpatrywała się w nią, czekając na odpowiedź. Sama bała się zgadnąć, co ma na myśli, bo bała się, że palnie coś głupiego. — Silne… emocje… pozytywne... wiesz…
— … Miłość…? — spytała niepewnie wojowniczka.
Hipnozka na nią spojrzała, jakby to oznaczało "tak", ale trudno było jej się przyznać do tego.
Ćma nagle poczuła, że jej poliki robiły się dziwnie ciepłe.
— Oh… ja.. Ja chyba też to czuję… znaczy… — przerwała i wzięła oddech. — Też cię kocham. Miałam na myśli, że chyba już wcześniej to czułam, ale po prostu to ignorowałam… jeśli ma to sens…
— Oczywiście, że ma!
— Chcesz wpleść te fiołki?
— …Tak — szepnęła.
Szylkretka ją liznęła po uchu, na co ta zamruczała.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka i Klanie Klifu!
(Brak wolnych miejsc!)
Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz