Jednakże, kiedy tylko protektorka zorientowała się, że łapa ją faktycznie boli, podeszła do Jagnięcego Ukłonu. Nawet jeśli nie znała medyczki zbyt dobrze, to uważała, że ruda kocica była dobrym kotem… nie rozumiała awersji do niej ze strony niektórych członków klanu. Z racji, że Drobna miała technicznie, pełnoprawny trening medyczny, często pomagała z ranami innych, a swoje własne ogarniała na własną łapę, chyba że potrzebowały ziół. A kolec w łapie zdecydowanie potrzebował ziół, żeby chociażby zapobiec infekcji.
Weszła do odpowiedniego legowiska, cicho witając się z jedyną pozostałą medyczką, po tym, jak Ćmi Księżyc zaginęła… Wytłumaczyła Jagnięcemu Ukłonowi jej przypadłość, a kobaltooka kocica pokiwała głową na propozycję Drobnego Ukojenia, żeby przyłożyć skrzyp po wyjęciu kolca i tak też wkrótce zrobiły, a córka Postrzępionego Mrozu kiwnęła krótko głową na pożegnanie i wyszła z legowiska.
—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—
Od pierwszych promieni słońca arlekinka chodziła zestresowana. Miała się spotkać z Białym Strumieniem, taki był plan, ale jak to zaplanowali, to nie mieli pojęcia, że lider Klanu Klifu, w obliczu coraz liczniejszych ataków ze strony mew zarządzi zakaz samotnego wychodzenia. Miało to, co prawda sens, w przeciwieństwie do ostatnich… mniej ogarniętych decyzji Judaszowcowej Gwiazdy… choć Drobne Ukojenie starała się o tym nie rozmyślać, przecież to nie było jej miejsce, aby kwestionować postanowienia czekoladowego kocura…
Przez te nowe zasady… protektorka była bardzo rozerwana, nie była typem kota, który lubi łamać zasady, choć przyjaźniła się z Psotnym Nietoperzem, która zdecydowanie była takim typem kota. Z drugiej strony, po tym, co ostatnio Biały Strumień powiedział na ich spotkaniu na granicy, że poszedłby jej szukać, martwiło bardzo kotkę, bo co jeśli by znalazł go patrol albo jego zaatakowałyby mewy? Przecież nie mogła na coś takiego pozwolić. Czułaby się okropnie, jeśli coś by się stało czerwonookiemu kocurowi, wszakże zależało jej na jego bezpieczeństwie. Więc musiała tam iść, nawet… nawet jeśli oznaczało to sprzeciwienie się słowu lidera.
Przez to praktycznie od czasu szczytowania słońca była napięta jak struna, koniuszek ogona drgał jej nerwowo, kiedy kotka czekała na zmierzch słońca. Plątała się po całym obozie, nie potrafiąc usiedzieć w miejscu, znajdując jakąkolwiek czynność, byleby tylko włożyć w cokolwiek łapy i nie myśleć o tym, co zrobi, kiedy nad obozem zawiśnie księżyc, a niebo pokryje się ciemnym granatem. Problem w tym, że czas jej się okropnie dłużył, a jej nerwy tylko wspinały się na nowe wysokości. Koniec końców skuliła się w letnim słońcu i starała się uspokoić serce, które próbowało upodobnić się prędkością uderzeń do króliczego serduszka.
Po prawdzie… czemu ona się tak przejmowała kocurem? Był jej przyjacielem, nawet bliskim przyjacielem, ale czy tylko? Na pewno? A nawet jeśli… to przecież on był z innego klanu, więc coś takiego nie miało prawa bytu, Drobna by nie zrobiła czegoś takiego. Poza tym, kto by ją chciał, była… uszkodzona… wolniejsza, mniejsza… Strasznie głupie były te myśli, takie coś nie miało szans, koniec i kropka. Powinna przestać się rozwodzić nad głupotami, dla których brakowało miejsca w realnym świecie.
Kiedy w końcu zapadła noc, a ciemność spowiła wszystko wokół, Drobne Ukojenie wymknęła się cichutko z obozu, przechodząc pod wodospadem. Oddaliła się wystarczająco i odetchnęła głęboko, nie znosiła tego. Już wcześniej wychodzenie po kryjomu, w nocy, szargało jej nerwy. A teraz kiedy było to teoretycznie zakazane, czuła się jeszcze bardziej spięta. Nawet nie zauważała, jak piękne jest niebo czy jak wyglądają błyszczące na nim gwiazdy. Noc była bardzo jasna, przez to, że chmur prawie w ogóle nie było, więc nic nie zasłaniało bijącego od tafli księżyca światła. Kroczyła wąską ścieżką w stronę granicy z Klanem Burzy, do tego samego miejsca, w którym spotkali się ostatnio.
Może za bardzo się zrelaksowała, może za bardzo się ucieszyła tym, że nikt jej nie złapał ani nie zobaczył, może przez to nie usłyszała łopotu skrzydeł i nie zauważyła nadciągającej mewy? Dopiero kiedy poczuła pazury mewy na grzbiecie i ostry dziób na karku, jej rozproszenie przerodziło się w panikę. Piekący ból rozdarł jej bok, kiedy mewa zaatakowała ponownie, a kotka napędzana adrenaliną popędziła z powrotem do obozu, cała spanikowana. Ptaszysko nie goniło jej długo na całe szczęście.
Drobne Ukojenie wpadła do obozu, dysząc, prawie poślizgnęła się na półce skalnej, która biegła pod wodospadem. Panika zżerała jej myśli. Czy zostanie bardzo ukarana za wyjście pomimo zakazu? Co zrobi Biały Strumień, kiedy ona się nie pojawi na spotkaniu? Jej nagłe i gwałtowne przybycie pobudziło kilka kotów, które widząc krwawiące rany na bokach i karku Drobnej zaczęły ją pytać, co się stało, gdzie była, ale kotka była tak rozchwiana emocjonalnie, że tylko próbowała się nie rozpłakać. Nie powinna płakać, była już dorosłą kocicą… była protektorką, to ona miała pocieszać innych, kiedy płakali…
<Biały Strumieniu? 🤍>
Wyleczeni: Drobne Ukojenie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz