Za kaszel, jak i cieknący nos na pewno były odpowiedzialne kwiaty i trawy rosnące gęsto na Kolorowej Łące. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła Fląderka, od momentu, gdy do jej nosa podczas powrotu do obozu wpadł pyłek. Rosiczkowa Kropla w obawie o swoje zdrowie odsunęła się od odrzutka, a gdy w końcu Fląderka przestała kichać zaproponowała jej odwiedzenie medyków. W odpowiedzi jednak szylkretowa koteczka powiedziała starszej, że to tylko alergia, może na pyłki traw, drzew lub jakieś grzyby, które zaczęły się rozwijać pomiędzy zbutwiałymi liśćmi, które sprzątała. Nastanie kolejna pora i wszelkie objawy omyłkowo brane przez koty za początek choroby na pewno miną!Nic bardziej mylnego.
Alergia z dnia na dzień była coraz bardziej uciążliwa, uniemożliwiając koteczce wykonywanie poprawnie swoich obowiązków. A tu przerwała pociągnięciem nosa podczas przemowy, by chwilę później wpadać na różne koty przez niewyspanie się z powodu tłumienia kaszlu przez sen. Jednym z nich był Klekoczący Bocian. Jego pytanie sprawiło, że koteczka zachłysnęła się powietrzem. Zakasłała.
— Nie, nie... — wydukała, zasłaniając łapką pyszczek. Zew wojownika? Nigdy w życiu! A jeśli nawet faktycznie by się obudził, zamierzałaby go czym prędzej uśpić. Bo co jeśli ten zew wojownika obudziłby uśpioną klątwę. — To znaczy, to prawda. Spotkałam się ostatnio z księżniczką Algową Strugą, gdy udałam się wykonać zadanie powierzone przez księcia Błękitną Lagunę. Miałam uprzątnąć liście i patyki, aby teren mógł cieszyć oko reszty kotów, które chciałyby spędzić czas ze swoją rodziną przy Kolorowej Łące. Później dołączyłam do patrolu i poinformowałam Rosiczkową Kroplę o samotniku, którego spotkałam... N-nie śmiałabym...
Nie była w stanie powstrzymać kaszlu. Schyliła głowę, nie chcąc przypadkiem opluć kocura lub innego kota, który mógłby znaleźć się w jej zasięgu.
Po kolejnym ataku, który trudniej było ukryć Fląderce, kocur zmarszczył brwi. Zawstydzona, nie była w stanie spojrzeć na młodego asystenta medyka. Wyglądała żałośnie, a w dodatku musiało to wyglądać, jakby liczyła na jego współczucie i uwagę.
— To alergia — skłamała. — J-jestem pewna, że porą opadających liści minie... W-wiem, że miód wystarczy, aby złagodzić podrażnienie gardła...
Nie powinna tego mówić. Odwróciła spojrzenie. Jeszcze nie daj Klanie Gwiazdy, Klekoczący Bocian naprawdę uznałby, że coś knuje. Jednak przez swój długi pobyt w lecznicy chcąc nie chcąc dowiedziała się kilku przydatnych rzeczy na temat medycyny. Widziała, że jeśli bolałby ją brzuszek to, zamiast udawać się do medyków i zabierać cenne lekarstwa, mogłaby zjeść po prostu liść mięty wodnej, której przy rzece i innych zbiornikach wodnych było bardzo dużo. O ile dobrze zapamiętała, wystarczyło je przeżuć i dopiero później zjeść.
"Proszę, idź sobie. Zakończ rozmowę i wejdź do lecznicy."
Czuła się głupio, prosząc w myślach, aby książę po prostu ją zostawił w spokoju. Klan Gwiazdy nie chciał spełnić jej prośby, kocur wyglądał na zdeterminowanego, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę dolega Fląderce. Już miał się odezwać, być może chciał ją zganić i siłą zaciągnąć do lecznicy, aby nie rozsiewała po obozie zarazków, gdy wtem rozległ się głos Błękitnej Laguny.
— Miód wystarczy, aby złagodzić podrażnienie gardła... — miauknął, wpatrując się chłodno w odrzutka. Fląderka wystraszyła się nie na żarty. Ile słyszał z ich rozmowy? Nie mówiła nic złego na temat zastępcy, mimo to czuła niepokój. Bez słowa momentalnie wlepiła spojrzenie w ziemię i pochyliła głowę. — Klekoczący Bocianie, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że dzieliłeś się tajnikami medycyny z odrzutkiem. Znasz zasady.
— Skąd ten pomysł wuju — miauknął asystent, zerkając ukradkiem na szylkretkę. — Znam zasady. Tylko koty z rodu Sroczej Gwiazdy mają prawo zgłębiać dziedzinę medycyny w Klanie Nocy. Prawdopodobnie musiała podsłuchać mnie, Gąbczastą Perłę lub Różaną Woń, gdy zajmowaliśmy się jakimś pacjentem, któremu podaliśmy miód na ból gardła.
Błękitna Laguna zmarszczył pysk. Odpowiedź asystenta wydawała mu się sensowna, w końcu Fląderka po ataku wydry spędziła kilka wschodów słońca w lecznicy. Widziała, jak medycy zajmowali się chorymi.
— Mimo że nie posiada jednego ucha, jest w stanie wychwycić z rozmowy informację, które nie są przeznaczone dla jej uszu. Uczul Różaną Woń oraz Gąbczastą Perłę, aby uważały na to, co mówią w jej obecności. Ty również, Klekoczący Bocianie. W szczególności, gdy rozmawiacie na temat ziół, których jedynym zastosowaniem nie jest przyniesienie ukojenia choremu — zauważył. — Jak się miewa mój syn? I Wężynowy Kieł? — zmienił temat. Zdając sobie sprawę, że szylkretowa kocica wciąż stała nieopodal nich, machnął w jej stronę łapą, mówiąc: — Fląderko. Możesz odejść. Jeśli nie masz już żadnych zadań do wykonania, pomóż Słodkiej Łapie i Korzennej Łapie w wymianie mchu w legowiskach starszych i wojowników.
~~~
To nie była alergia. Łagodny kaszel, który omyłkowo wzięła za reakcję alergiczną, przybrał na sile, a ból gardła uniemożliwił jej swobodne przełykanie pokarmu. W dodatku miała wrażenie, że jej czółko ostatnio jest jakieś cieplejsze w dotyku. Teraz tym bardziej nie mogła udać się do medyków, a tym bardziej spojrzeć w pysk Klekoczącemu Bocianowi.
Fląderka wyślizgnęła się z kociarni, udając się wraz ze Zmierzchającą Falą, Kropiatkową Skórą, Korzenną Łapą i Słodką Łapą poza obóz. Ile mogła, na tyle tłumiła kaszel, mówiąc, że to tylko alergia i wystarczy, aby znalazła kawałek miodu i go polizała.
Szła na tyle, obawiając się, że mogłaby zarazić swoim kaszlem towarzyszy, z którymi spędzała czas. Skoro to nie była alergia to, co... może po powrocie do obozu uda się do medyków? Musiała tylko upewnić się, że w lecznicy będzie znajdowała się tylko starsza medyczka. Z tymi myślami kroczyła naprzód, nie patrząc, gdzie stawia kroki, aż uderzyła pyskiem w pieniek. Szczęście w nieszczęściu, bo dzięki temu uderzeniu, będącemu jak zimny kubeł wody, zdała sobie sprawę, że w związku z zignorowaniem objawy choroby, mogła zaszkodzić niedawno narodzonemu księciu oraz jego matce. Musiała czym prędzej poinformować medyków o tym, aby zbadali królową oraz księcia! Istniała szansa, że mogła ich czymś zarazić. I tym razem naprawdę!
Ignorując fakt, że razem z pozostałymi kotami udała się w teren, samotnie, bez uprzedzenia ich o powrocie, ile sił w łapkach pędziła do obozu. Myśl, że mały Flaming mógłby również tak okropnie zacząć kaszleć, sprawiła, że z jej oczu zaczęły spływać łzy.
Potykając się o wystający korzeń, przeturlała się po leśnej ściółce i wylądowała na brzuchu tuż przed łapami medyczki o kręcącej się sierści. Gąbczasta Perła przestąpiła do tyłu, nie chcąc, aby jej futro na łapach było dotykane przez nos odrzutka.
Z pyska Fląderki wypłynął bełkot, dotyczący tego, aby czym prędzej starsza udała się do kociarni i upewniła się, że z jego mieszkańcami jest wszystko dobrze. W pierwszej kolejności najważniejsze było zdrowie królewskiego potomka, później jego matki, ale pozostawał przecież jeszcze Złocisty Widlik i inne koty, które do niej wchodziły. Cały klan mógł być na dobrą sprawę zagrożony epidemią kaszlu, który ona przyniosła i rozniosła!
— Powoli... Nie rozumiem, co mówisz — miauknęła Gąbka, z trudem wyłapując informacje, z którymi dzieliła się z nią kotka, gdy nagle jej spojrzenie się zmieniło. Musiała coś pojąć. Ignorując fakt, że pysk Fląderki był obsmarkany i mokry od łez, złapała ją i uniosła do góry. Nakazała jej otworzyć szeroko pyszczek, a gdy Fląderka to uczyniła, medyczka zamarła.
Na całym gardełku szylkretki znajdowały się rozsiane białe plamki. To właśnie dzięki nim, Gąbczasta Perła w zaledwie chwilę była w stanie postawić trafną diagnozę.
— Klekoczący Bocianie! — zawołała medyczka. Na dźwięk imienia kocura Fląderka skuliła uszko. — Zostaw te zioła i czym prędzej tu do mnie chodź!
Wyleczeni: Fląderka (chyba że dopiero w odpisie kolejnym zostanie wyleczona, o ile zostałaby wyleczona)
<Klekot? Aby zapobiec epidemii dżumy lub też apokalipsie zombie, trzeba się pozbyć pacjenta 0>
🐟🐟🐟
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz