Przeszłość
Szylkretka cicho zapiszczała, kiedy jej drobne dymne ciałko zostało dotknięte przez przenikliwy jęzor chłodu. Mimowolnie się wzdrygnęła, wtulając w najbliższe źródło ciepła, jakim była jej siostra, choć ta także trzęsła się z zimna. Kiedy tylko młódka uświadomiła sobie, że ich rodzicielki nie ma obok, uchyliła powieki, ukazując swoje żółte ślepia, które kontrastowały z czarnym tłem, będącym sierścią w tym kolorze nad jej oczami, choć sam pyszczek z grzbietem nosa były białe niczym świeży puch w porze nagich drzew. Ta jasna barwa ciągnęła się aż pod patrzałki koteczki, tworząc w stronę polików kształt złudnie przypominający księżyc w fazie szpona.
Z każdym uderzeniem serca ogarniał ją paniczny strach i tęsknota za matką, która powinna być obok, jednakże zamiast niej, miejsce zieje pustką, bolącą bardziej niż najostrzejszy cierń wbity w serce. Kocica ich porzuciła, jednak dlaczego? Dlaczego. Dlaczego! Szylkretka pisnęła głośno, a cała okolica, jakby zdawała się milczeć, dając się owładnąć dźwiękom rozpaczy, które opuszczały tak młody pyszczek. Czyżby Gwiezdni Przodkowie już na samym początku skazali ją na okrutny los za czyny poprzedniego życia? Jednak co takiego musiała zrobić, by tak rozpocząć swoją żywot?
Kolejny pisk rozbrzmiał, niesiony przez wiatr dotarł do liliowych uszu pewnej Wilczaczki. Długie futro falowało pod wpływem chłodnych podmuchów, kiedy to wyłoniła się z zarośli, zbawiona zrozpaczonym echem. Żółtym oczom ukazał się widok ściskający serce — pod Świetlistą Wierzbą malowały się dwa drobne kształty, które coraz bardziej drżały z przeniknionego zimna. Kocica podeszła do porzuconych maluchów, by użyczyć im trochę swojego ciepła, otulając je swoim gęstym ogonem.
Szylkretka od razu przylgnęła do źródła, które zapewniało jej znaczenie lepsze warunki ogrzania niżeli siostra, po chwili podążając w ślad za nią.
Test na ucznia
Żółtooka została wyrwana ze spokojnego snu przez jednego z wojowników Klanu Wilka. W pierwszej chwili panika ogarnęła jej ciało, kiedy to była ponaglana i popychana w stronę wyjścia ze żłobka — czyżby zrobiła coś złego, że jest wyciągana z początkiem nocy z bezpiecznego legowiska? Dopiero po paru uderzeniach serca uświadomiła sobie, że przecież jej siostrze może się coś stać, gdy nie będzie u jej boku. Zdezorientowane ślepia błądziły po wszystkim dookoła, starając się wyłapać pewną jasną sylwetkę, która jak się okazało nieco zaspana, ale i radośnie szła parę długości za nią. “Czasem nienawidzę tej jej niewinności…” — pomyślała, spoglądając na wojownika, który ciągle ją poganiał, jakby to jej winą było, że posiada krótsze łapy od niego i trudniej jest nadążyć narzuconym tempem.
W pewnym momencie przez przypadek skrzyżowała spojrzenie z kocurem o zielonych oczach, które jasno mówiły o mało pozytywnym nastawieniu wobec młódki. Speszona spuściła wzrok na własne łapy, obserwując, jak podłoże pod nimi się zmieni — początkowa trawa, która wyścielała polanę w obozie, zmieniła się w wydeptaną ścieżkę, z czasem przecinaną przez korzenie potężnych drzew, górujących nad nimi. Szylkretka przez ostatnie cztery księżyce raczej zbyt dużo okazji nie miała, jak nie wcale, by pozwiedzać coś więcej niż najbliższy obszar żłobka w obozie — jej aż tak nie ciągnęło do zwiedzania nieodkrytego świata, jak Kryształek. Prędzej był to kolejny powód do obaw o siostrę, kolejna możliwa przyczyna utraty jej niewinności. Węgiel wolałaby tego uniknąć, by srebrna jak najdłużej pozostała sobą i nie zmieniała się przez czynniki zewnętrzne, jak klan czy ktokolwiek lub cokolwiek innego.
— Zostać tu inaczej zginiesz. — Głos wojownika był szorstki i chłodny w obyciu, co jedynie potęgowało wagę ostrzeżenia i możliwej śmierci. Skinęła parę razy krótko głową, chcąc mieć to wszystko za sobą — w jej głowie od razu zostały przywołane wspomnienia, kiedy to obudziła się obok siostry samotne w lesie, porzucone na łaskę losu i drapieżników grasujących w okolicy.
Dopiero kiedy kroki Wilczaka ucichły, odważyła się podnieść wzrok ze swoich jasnych łap, a jej żółtym oczom ukazał się obraz samotnego drzewa pośród niczego, będące otoczone ciernistymi krzewami, które przerzedzały się wraz ze zmniejszającą się odległością do linii zielonych drzew, gdzie stała młódka. Całe miejsce było owiane uczuciem grozy i strachu, wywołanego u swego obserwatora, co raczej było dość irracjonalne, jednak szylkretki to nie obchodziło. Cierniste Drzewo dla niej zdawało się wręcz krzyczeć śmiercią i okrucieństwem, tak podobnym, jak ze strony niektórych wojowników w obozie, na których sam widok miała ochotę schować się w ciasnym zakamarku żłobka, modląc się do Przodków, by ci ochronili ją i siostrę od tych bestii w kociej skórze.
Każde uderzenie serca zdawało się trwać księżyce, a mimo to jej wzrok był skupiony na martwym konarze, budzącym nieopisaną grozę. Pomimo tego coś ją do niego ciągnęło, kusiło, niczym najsłodsza obietnica, która spełni się od razu, kiedy odrzuci wszystko, w co wierzy — wartości, rodzina, Przodkowie. Brzmiało to pięknie, jednak nie mogła pozwolić, by zostawiła Kryształek na pastwę okrutnego losu. Z trudem oderwała żółte ślepia od Ciernistego Drzewa, by znaleźć parę kroków dalej kępę krzewów, będących idealną kryjówką na resztę samotnej nocy. Sprawnie przecisnęła się między gęstymi gałęziami, by zająć miejsce obok nasady, od której rozgałęziają się zdrewniałe pędy — może nie było to najwygodniejsze miejsce, lecz ważne, że stanowiło dobrą ochronę przed możliwymi drapieżnikami, które miałaby chrapkę na bezbronne kocię.
Dopiero kiedy słońce powoli pojawiało się na horyzoncie, do jej uszu doszedł dźwięk stawianych kroków oraz szelest liści. Niepewnie wychyliła głowę w stronę źródła, by po chwili ujrzeć burego wojownika, który wcześniej ją tu przyprowadził — poczuła, jak nieopisany ciężar spada jej z serca. Wypełzła spomiędzy cienkich gałęzi krzewu, aby następnie ukazać się cała i zdrowa Wilgowej Goryczy. Ten jedynie spojrzał na nią z wyższością, skanując ją wzrokiem, a po stwierdzeniu, że szylkretka żyje, obrócił się na pięcie i ruchem ogona dał znać, by ruszyła za nim. Ta nie ociągając się, żwawo ruszyła za starszym, chcąc jak najszybciej powrócić do bezpiecznego obozu, chronionego murem gęstych krzewów i gałęzi — w środku wręcz skakała z radości, że udało jej się przeżyć samotną noc w lesie, lecz po chwili pojawiła się obawa o Kryształek. Co, jeśli coś jej się stało, a Węgiel nie było obok, by ją ochronić? Czy będzie w stanie żyć bez swej niewinnej siostrzyczki u boku?
Początkowo nawet w obozie jej obawy nie zniknęły, gdyż nigdzie pośród zbiorowiska Wilczaków nie widziała tak dobrze znanego srebrnego futerka, należącego do niebieskookiej. Niepewnie przeszła pomiędzy rozchodzącymi się wojownikami, by następnie trafić tuż przed samo oblicze Zalotnej Gwiazdy. Brązowooka budziła respekt, podziw i strach u młódki, a liczne szramy na białym ciele były dowodem, że liderka w swym życiu stoczyła nie jedną walkę, co zapewne czynią ją bardzo doświadczoną kocią w boju. Skupiona na obserwacji starszej, nawet nie zauważyła, kiedy obok niej pojawiła się Kryształek, cała i jednocześnie w skowronkach, jakby samotna noc w lesie była czymś ekscytującym i wcale nie kończąca się możliwą śmiercią.
— Węgielek — zaczęła Zalotna Gwiazda, choć szylkretce zdawało się, że jej imię z trudem przechodzi przez wargi liderki. — Ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczennicą. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Zwęglona Łapa. Twoim mentorem będzie Sowie Zmierzch. Mam nadzieję, że Sowi Zmierzch przekaże ci całą swoją wiedzę.
W międzyczasie wywołany wojownik stanął po lewej stronie nowo mianowanej uczennicy, którą od dziś miał szkolić.
— Swoi Zmierzchu, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora Mrocznej Wizji doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją cierpliwość i rozwagę. Będziesz mentorem Zwęglonej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Po tym nastąpiło mianowanie Kryształki, która od teraz będzie znana jako Kryształowa Łapa, a jej mentorem będzie Cienista Zjawa. Dopiero kiedy skandowania ich nowych imion ucichły, Wilczaki zaczęły się rozchodzić, by powrócić do wcześniejszych obowiązków, Zwęglona Łapa zdała sobie sprawę, że od teraz już nie będzie jej non stop u boku srebrnej i nie będzie mogła jej chronić przed możliwym złem. Strach i panika powoli zaczęły oplatać się wokół jej ciała, dopóki nie usłyszała głębokiego głosu swojego mentora. Żółte ślepia gwałtownie przeniosły się na sylwetkę liliowego kocura, który zdawał się nie być wzruszony obecnym stanem swojej uczennicy.
— Chcesz przyjąć osobiste gratulacje od Brukselkowej Zadry lub porozmawiać z siostrą? Jeśli nie, to zechciałbym omówić z tobą najbliższe księżyce naszej współpracy.
— Chyba wolałabym później z nimi porozmawiać… — przyznała, spuszczając wzrok na swoje łapy.
— W takim razie chciałbym ci pokazać nasze terytorium i w międzyczasie porozmawiać. Chyba że jesteś zmęczona po nocy.
— Nie nie, możemy ruszać — odpowiedziała, na co liliowy skinął głową, a następnie ruszył w stronę tunelu, stanowiącego wyjście z obozu. Szylkretka ostatni raz spojrzała na niebieską uczennicę, by po paru uderzeniach serca ruszyć za zielonookim wojownikiem. Zwęglona Łapa w duchu była wdzięczna, że trafiła na tak spokojnego i wyrozumiałego mentora, gdyż Cienista Zjawa zdawał się być kompletnym przeciwieństwem starszego wojownika, co nieco niepokoiło młódkę, głównie z oczywistych obaw o Kryształową Łapę.
[1396 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz