Na samo wspomnienie czuł mrowienie w żołądku. Podczas ostatniego zgromadzenia zdobył się na odwagę, by otwarcie, chociaż szeptem, mówić szczerze to, co myślał. Chociaż nie zdarzało mu się kłamać, tak nigdy wcześniej nie powiedział nikomu tył komplementów podczas jednej nocy. Najlepsze było w tym to, że on naprawdę tak uważał. Nie chciał jedynie, by kotce było miło, żeby się uśmiechnęła. On serio, kiedy patrzył na nią, widział najjaśniejszą gwiazdę z nieboskłonu. Jej futro zdawało się zrobione z najdelikatniejszego włosia, jakie kiedykolwiek spotkał, a oczy wyglądały niczym najrzadsze kryształy. Charakter z kolei… ah ten jej charakter. Biały nie mógł się nadziwić temu, jak bardzo ją podziwiał. Miała tyle trudności w życiu, klanie, a mimo to wciąż znajdowała siłę na uśmiech. Uśmiech w jego kierunku, odpowiedź na komplementy od niego. Nie mógł być bardziej szczęśliwy, a jednocześnie zagubiony. W myślach, uczuciach, tym, co powinien, czego nie. Nigdy wcześniej nie posiadał takich dylematów, tylu niewiadomych, jednak… Była taka jedna myśl, która nie dawała mu spokoju.
Czy to wciąż była przyjaźń, czy może coś więcej?
Gdy nadszedł w końcu umówiony dzień, nie posiadał się ze skrytej ekscytacji. Biały Strumień nie należał do ekspresyjnych kotów, dlatego jego radość, którą inni okazaliby jako podekscytowaną rozmowę, chwalenie się na prawo i lewo, u niego była gubieniem się w myślach. Co by jej powiedział tego wieczoru? Czy powinien zerwać po drodze kwiat i włożyć za jej uszko? A może powstrzymać się od robienia kolejnego kroku w obawie, by jej nie spłoszyć?
Chodził rozkojarzony, a wszystko leciało mu z łap. Miał problem skleić odpowiedź na proste pytanie, czym drażnił innych przewodników. Ale co mógł poradzić? Tego wieczoru miał zobaczyć Drobną!
Czy to wciąż była przyjaźń, czy może coś więcej?
Gdy nadszedł w końcu umówiony dzień, nie posiadał się ze skrytej ekscytacji. Biały Strumień nie należał do ekspresyjnych kotów, dlatego jego radość, którą inni okazaliby jako podekscytowaną rozmowę, chwalenie się na prawo i lewo, u niego była gubieniem się w myślach. Co by jej powiedział tego wieczoru? Czy powinien zerwać po drodze kwiat i włożyć za jej uszko? A może powstrzymać się od robienia kolejnego kroku w obawie, by jej nie spłoszyć?
Chodził rozkojarzony, a wszystko leciało mu z łap. Miał problem skleić odpowiedź na proste pytanie, czym drażnił innych przewodników. Ale co mógł poradzić? Tego wieczoru miał zobaczyć Drobną!
~☆~
Nadeszła noc, więc Biały Strumień wślizgnął się cicho do jednego z tuneli. Tego, którego używał za każdym razem, który miał już wydeptaną ścieżkę z jego łap. Zawsze prowadził go w jedno miejsce, do jednej kotki.
Wyszedł z tunelu, gdy księżyc był na niebie, zasłoniony przez chmury. O dziwo, było ciemno, aż niepokojąco. Czy zbierało się na deszcz?
Poczuł nagle chłodny powiew wiatru, który przywiał zapach morskiej bryzy wymieszany z leśnymi nutami. Usiadł tam, gdzie zawsze i czekał.
I czekał. Gdy minęło trochę czasu, a kotki nie było na horyzoncie, wstał i rozciągnął kości. Przeszedł się wzdłuż granicy w nadziei, iż może Drobne Ukojenie czekała w innej części, niż zwykle. Kiedy jednak dotarł do Kamiennych Strażników, nie dostrzegł nigdzie jej jasnego futra. Wrócił więc, decydując się pójść w drugi koniec granicy.
Po jakimś czasie poszukiwań, do jego głowy zaczęły nachodzić dziwne myśli. Nie znalazł jej ani na jednym, ani na drugim końcu granicy ich klanów. Nie było kotki również w umówionym miejscu. Minęła już niemal cała noc, a po Drobnym Ukojeniu nie było nawet śladu.
Czy ona… Czy ona go wystawiła? Może…
Potrząsnął głową. Idiotyczne myśli. Dlaczego? Czemu jej nie spotkał? Co zrobił źle? Nie był wystarczająco kompetentny, by zabiegać o jej względy? Może Drobne Ukojenie wcale go nie lubiła tak, jak mu się zdawało?
Dlaczego więc nie powiedziała mu tego w twarz na zgromadzeniu? A on teraz jak ciołek chodził tu i tam, nerwowo rozglądając się dookoła. Co się stało? Dlaczego…?
Zacisnął powieki i usiadł bezradnie na trawiastej równinie. Nie mógł poradzić nic na napływające do jego oczu łzy. Pozwolił, by spłynęły smętnie po jasnych policzkach.
Oczywiście, że go nie chciała. Był odmieńcem, w dodatku z obcego klanu. Co z tego, że mieli sojusz? W porównaniu z innymi potencjalnymi kandydatami wypadał bardzo słabo. Ani wyjść na spacer w piękny, słoneczny dzień, ani czerpać radości ze wspólnych patroli bądź polowań.
Zacisnął zęby, a łzy zaczęły intensywniej płynąć. Nigdy się tak nie czuł, nawet wtedy, gdy współklanowicze uznawali go i jego rodzeństwo za zesłane przez Klan Gwiazdy, a przez to traktowali ich inaczej. Jak ozdoby.
Był tak pochłonięty czarnymi myślami, że nie zauważył, kiedy zaczęło wstawać słońce. Dopiero wszechobecny na całym grzbiecie, okrutny, piekący ból dał mu o tym znać.
Wrzasnął, zrywając się z miejsca. Wpełzł do swojego wspaniałego, znanego i bezpiecznego tunelu. Czuł, jak jego grzbiet płonie, a tylne łapy drżą z bólu, przerażenia.
— Jak ja mogłem być tak lekkomyślny — zganił się na głos, płacząc obficie. On, najsztywniejszy chyba kocur z całego Klanu Burzy. Zawsze taki ostrożny, powściągliwy.
Zdołał dotrzeć do obozu, cały drżący i naburmuszony. Nie dość, że do spotkania nie doszło, to jeszcze przegapił porę powrotu. Był zły, obrażony na cały świat i obolały. Wytarł niedbale łzy z policzków, nim wpełzł do legowiska medyków. Kiedy Wełnista Mszyca go dostrzegła, o mało nie wyszła z siebie. Na wszelkie pytania, co się stało, odmawiał odpowiedzi. Czuł wstyd i zażenowanie. Samym sobą. Nie chciał, by ktokolwiek usłyszał tę historię, by wytykał go palcami.
Po otrzymaniu pomocy od siostry oraz Zawilcowej Korony skulił się w najdalszym, najciemniejszym kącie legowiska medyków. Na wszystkich syczał i warczał, samemu zamykając się w sobie ze swoimi problemami. Na dodatek wypadł z obowiązków przewodnika na kilka ładnych wschodów słońca. Będzie miał więc dużo czasu, by odpowiednio obwiniać się we własnej głowie.
<Drobne Ukojenie? 💛>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz