Mewa została zabrana przez sieciarza Przebiśniegu, bo je pomylił. Wiadomo, że były podobne, a on stary chyba wystarczająco, że stracił węch. Przebiśnieg jednak zaczęła się coraz bardziej męczyć. Nie pomagała pogoda, która tego dnia była średnia. Głowa zaczynała ją boleć, a coraz zimniej się robiło. To zdecydowanie czas, aby wrócić do ciepłego pomieszczenia. Ciężko jeszcze jej było nazwać to miejsce domem. Gdyby tylko jej nie pomylił, lisie łajno.
Na szczęście gniazdo jej sieciarza nie było jakoś w głębi domostw, więc oby Mewa nie miała problemów z powrotem, bo Przebiśnieg nie była w stanie jej odprowadzić.
Im bliżej była, tym bardziej się zastanawiała – jak miała tego dokonać, aby ją wydostać?
Zazwyczaj, gdy ją sieciarz zabierał, to zamykał gniazdo. Nie bez powodu ją zabierał w końcu, a Mewa wtedy bez problemu mogłaby wyjść. Trzeba będzie przeanalizować, gdy już tam dotrze.
"Chyba się rozchoruje" – pomyślała niezadowolona. Przez przebywanie w domu sieciarza przez Porę Nagich Drzew nie zbudowała odporności. Czyżby zamieniała się w rasowego pieszczocha? Ta myśl aż zaczęła ją dręczyć. Wstyd przeszedł jej aż do uszu.
Gdy dotarła na podwórko domostwa, zaczęła się rozglądać. Co trzeba tu zrobić… wszystkie wejścia raczej były zamknięte. Machnęła ogonem niezadowolona.
Musi być jakiś sposób, aby ją wyciągnąć stamtąd. Jakoś niezbyt widziało jej się mieć nowego towarzysza.
Aż wpadła na pomysł. Może i to prawda, że pies nie był często wyprowadzany głównym wejściem, ale za to na podwórko tak, wypuszczany. Wystarczy wtedy poczekać, aż sieciarz będzie chciał go wypuścić… albo przyspieszyć proces. Będzie musiała chyba aż się upokorzyć, ale przynajmniej wejdzie szybciej do ciepłego pomieszczenia, bo choroba zaczęła jej dawać większą motywację do tego.
Musi być jakiś sposób, aby ją wyciągnąć stamtąd. Jakoś niezbyt widziało jej się mieć nowego towarzysza.
Aż wpadła na pomysł. Może i to prawda, że pies nie był często wyprowadzany głównym wejściem, ale za to na podwórko tak, wypuszczany. Wystarczy wtedy poczekać, aż sieciarz będzie chciał go wypuścić… albo przyspieszyć proces. Będzie musiała chyba aż się upokorzyć, ale przynajmniej wejdzie szybciej do ciepłego pomieszczenia, bo choroba zaczęła jej dawać większą motywację do tego.
Podeszła do okna i zaczęła się o nie łasić i przebierać łapkami, chcąc zwrócić uwagę kogokolwiek na siebie. Zobaczyła przy okazji, jak Mewa się chowa przed wszystkimi. Nie dziwiła jej się, ale jako dorosła kotka powinna mieć chyba więcej odwagi w sobie, co?
Przebierała tak łapami przez długi czas, aż w końcu mięśnie odpuściły. Musiała się położyć, ale na szczęście ktoś ją zauważył – sieciarz. Otworzył okno i wpuścił ją, a Mewa, gdy tylko to zobaczyła, to wystrzeliła przez nie.
Przebierała tak łapami przez długi czas, aż w końcu mięśnie odpuściły. Musiała się położyć, ale na szczęście ktoś ją zauważył – sieciarz. Otworzył okno i wpuścił ją, a Mewa, gdy tylko to zobaczyła, to wystrzeliła przez nie.
"O to chodziło" pomyślała i zamknęła oczy.
Obudziła się dopiero później, a dokładniej w miejscu, które już znała – obcinacz.
Obudziła się dopiero później, a dokładniej w miejscu, które już znała – obcinacz.
Nie lubiła tu chodzić, a jasność świateł przeszkadzała jej otworzyć oczy do końca, nie miała jednak siły nawet narzekać. Obcinacz zaczął ją oglądać dokładnie, ale jak zwykle nie mogła zrozumieć mowy sieciarzy. Sama sobie jednak była zdziwiona, że aż tak nie miała siły na sprzeczanie się.
Dostała jakieś rzeczy do jedzenia, które sieciarz wkładał jej do pyska. Po czasie poczuła się lepiej, powoli dochodziła do siebie. Szkoda tylko, że wcześniej nie reagowała na swoje objawy.
Długo siedziała w gnieździe. Aż w końcu, gdy wyszła, czuła się jak nowo narodzona. Za oknem zaczęły pojawiać się złote liście.
Dawno nie widziała Mewy, a miała wrażenie, że zapach z rzeczy tutaj już dawno opadł.
Postanowiła tam się przejść do nich, zanim zimna pora nadejdzie. Oby Mewa miała się dobrze po ich ostatnim spotkaniu, bo jakoś zawsze, gdy widziała Przebiśnieg, to coś się działo.
Długo siedziała w gnieździe. Aż w końcu, gdy wyszła, czuła się jak nowo narodzona. Za oknem zaczęły pojawiać się złote liście.
Dawno nie widziała Mewy, a miała wrażenie, że zapach z rzeczy tutaj już dawno opadł.
Postanowiła tam się przejść do nich, zanim zimna pora nadejdzie. Oby Mewa miała się dobrze po ich ostatnim spotkaniu, bo jakoś zawsze, gdy widziała Przebiśnieg, to coś się działo.
<Mewo?>
wyleczeni: Przebiśnieg
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz