— Mam taką nadzieję, że zostanę dumą rodziny, dlatego chciałbym dobrze polować i nie zamierzam kwestionować rozkazów Śnieżycowej Chmury — przyrzekł, chociaż jego głos był dość nieśmiały. Był to jego bodajże drugi patrol, był przecież świeżym uczniem.
Kocur skinął powoli łebkiem, słuchając Berberysu.
— Jestem pewien, że zostaniesz. Może i nawet dumą klanu.
Oskrzydlony Ognik przerwał mu, chrząkając wciąż ze zwierzyną w pysku, najwyraźniej przypominając starszemu.
— Wybacz, Berberysowa Łapo. Musimy już wracać.
Berberysowa Łapa rozszerzył oczy na pochwałę od Modliszkowej Ciszy. Właśnie go pochwalono! Zamruczał pod nosem pocieszenie. Chciał porozmawiać jeszcze z wojownikiem, jednak nie było teraz na to okazji, skoro Oskrzydlony Ognik tak mówił. Skinął im jedynie głową i odprowadził wzrokiem, jak tamci wracają z polowania, w kierunku obozu.
***
Koniec Pory Nowych Liści
Pora Zielonych Liści była przepiękna i dzisiejszym patrolom dopisywała pogoda. Berberysowa Łapa przemierzał właśnie terytorium, będąc na patrolu granicznym. Podziwiając kolorowe kwiaty oraz przyrodę, która budziła się do życia, niechcący wpadł na wojownika, który szedł przed nim.
— Przepraszam! — miauknął, ocierając swój łepek. — Zagapiłem się, Modliszkowa Ciszo, wybacz...
Nie wiedział czemu ciągle na siebie wpadali. Czy los chciał na siłę nakłonić ich do rozmowy?
Modliszkowa Cisza lekko zirytowany odwrócił się, by spojrzeć, który z kotów na niego wpadł. Gdy ujrzał rudo białego ucznia, westchnął cicho i wyrównał krok z Berberysową Łapą.
— Nic się nie stało. Jak postępy w treningu? — zapytał.
— Coraz lepiej. Chciałbym przegonić w nauce mojego brata, Ciernistą Łapę... Mam wrażenie, że wszyscy patrzą na niego przychylnie, szczególnie ojciec! — prychnął i na chwilę się rozkojarzył, kiedy przeleciał niedaleko nich nawet ładny owad. Wrócił jednak myślami do rozmowy. — Wcale nie jest to wyczynem, znalezienie jakichś kociaków. Ja też bym tak umiał. Dlatego nie mogę się doczekać, aż będziemy mieć test na wojownika. Będę musiał go pokonać w tunelach!
Uczeń był bardzo poważny. Rozmowa o jego bracie nie była przypadkowa. Chciał wiedzieć, co starszy wojownik sądził o Ciernistej Łapie. Przeniósł na starszego swój wzrok.
Modliszkowa Cisza przez dłuższą chwilę zastanawiał się co odpowiedzieć.
Prawdę mówiąc, nigdy nie rozmawiał ze wspomnianym uczniem.
— Ciężka praca przerasta talent. Dlaczego tak właściwie chcesz go pokonać? — zapytał, wbijając wzrok w młodszego kocura.
Czy chciał powiedzieć wszystkie jego powody, dlaczego chciałby pokonać Ciernistą Łapę? No może wszystkich nie, jednak część mógł powiedzieć.
— Ciągle ma szansę, by się wykazać, a los rzuca mu pod łapy kolejne zasługi. Już i tak za mentorkę dostał mamę, a Świerszczowy Skok patrzy się na niego z dumą... Pewnie jest jego ulubionym synem — prychnął z obrzydzeniem.
— Rozumiem. Czujesz się odrzucony? — zapytał, swoim klasycznym chłodnym tonem.
Zerknął na starszego i z wahaniem przytaknął głową. Nie umiał tego powiedzieć głośno, spaliłby się ze wstydu, tym bardziej że wiedział skąd wydobywał się jego zły stosunek do rodzeństwa. Wszystko było przez jego zazdrość.
— A czy to takie ważne? — wzruszył ramionami, udając, że bagatelizuje ten problem. — Ważne, żeby zmieszać go z błotem i pokazać się przed innymi, że jestem lepszy.
Kocur uniósł delikatnie brew, patrząc na zachowanie młodszego.
— I co się stanie jak już go „zmieszasz z błotem”? Co zyskasz? — zadał kolejne pytanie, jakby próbował odgadnąć, co kryje się pod puszystą czupryną ucznia.
Zamilkł na chwilę. Czy powinien dalej ujawniać starszemu swoje brudne wnętrze? Byli na patrolu i raczej inni też mogli usłyszeć ich rozmowę. Miał tylko nadzieję, że odbiorą jego dość przykre słowa za frustrację, która panuje między rodzeństwem, ze względu na rywalizację. Po części tak było, jednak wiele negatywnych emocji brało się już z czasów żłobka.
Strzepnął gniewnie ogonem.
— Wtedy będę lepszy i to mi już powinno wystarczyć. Zaraz powinni mnie mianować. Jako wojownik będę się starał jeszcze bardziej, by zaistnieć w Klanie Burzy. Czuję się tutaj ciągle, jak jakiś przypadkowy kot, choć się tutaj urodziłem.... Moja siostra ma już ucznia, a ja nadal błądzę po patrolach i znoszę niezadowolony wzrok mojego ojca. Po prostu chce być lepszym od mojego rodzeństwa.
Dalszą część patrolu rozmawiał jeszcze ze starszym wojownikiem. Modliszkowa Cisza wydawał się bardzo zaciekawiony jego światopoglądem oraz nastawieniem do rodzeństwa, które było dość nieprzychylne. Czy tamten chciał mu pomóc? Chociaż, czy miało to w ogóle jakieś znaczenie? Modliszkowa Cisza był od niego o wiele starszy i w dodatku niespokrewniony. Kocurowi nie powinno zależeć nad jego losem oraz jego rodzeństwa.
***
Dziki Berberys przemierzał przez obozowisko do sterty zwierzyny, gdy natrafił na leżącego i wygrzewającego się w ostatnich promieniach słońca Modliszkową Ciszę.
— Dzień dobry, Modliszkowa Ciszo, chociaż powinienem powiedzieć, dobry wieczór.
Zerknął na niebo, na którym zaczęli pojawiać się pierwsi Gwiezdni, chociaż Słońce, jeszcze nie zaszło za horyzontem.
— Dawno nie rozmawialiśmy, a mi udało się zostać wojownikiem szybciej, niż Ciernistej Łapie. Można do ciebie się dosiąść?
<Modliszkowa Ciszo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz