─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───
Kilka księżyców temu, dzień zgromadzenia
Dzień zgromadzenia nadszedł znacznie szybciej, niż by się tego spodziewała — los zesłał jej kolejną szansę na odnalezienie Ballady.
Przechyliła łeb, omiatając wzrokiem zgromadzone koty. Znów nigdzie nie mogła znaleźć siostry — czyżby spotkała ją jakaś okropność? Ciężko stwierdzić. Minęło tyle czasu od ich ostatniego spotkania, że powoli traciła nadzieję.
Przystanęła na moment, a jej wzrok spoczął na... dziwnie znajomej sylwetce. Serce zamarło jej w piersi. Kto to? Pręgowane, bure futro, para brązowych ślepi, szerokie barki... Niemożliwe.
Przepchnęła się przez tłum kotów i dopadła do stojącej tyłem kocicy. Unosiła się przy niej delikatna woń Klanu Nocy. Szarpnęła ją za futro na ogonie; nie przejmowała się, czy zdenerwuje burą. Musiała tylko przyjrzeć się jej mordce i upewnić się, że to nie ten kot, o którym myślała...
Gdy kocica odwróciła się, na jej pysku widniał grymas.
— Ty...! — wydusiła po chwili i uniosła brwi w zdumieniu. — Kukła? Na Marionetkę! Co ty tu robisz?
Kukła otworzyła szerzej oczy i zrobiła gwałtowny krok w tył. Co... co to miało znaczyć?
— Pacynka? — wymamrotała z niedowierzaniem. — Co ja tu robię? To ty... ty miałaś być w domu!
Ciężko było określić, ile myśli przebiegało teraz przez jej małą łepetynkę. Co to wszystko miało znaczyć? Gdzie Ballada?
— Nie mogłam zostać w tej brudnej piwnicy! — oburzyła się siostra, poruszając wibrysami. — Naszą ciotkę zabili, a Pararela i tak młodsza już nie będzie! Nie mogłam gnić w tamtym miejscu i marnować swój potencjał! — kontynuowała, poruszając ogonem na boki. Jednak po chwili spędzonej w ciszy bura nieco się rozluźniła. — Ale, hej! Teraz przynajmniej możemy znowu trzymać się razem, jak siostry! Jak… jak za dawnych czasów!
Gapiła się na siostrę z niedowierzaniem. Jak długo przebywała na terenach klanu? Dlaczego o niczym jej nie powiedziała? Czy w ogóle próbowała ją odnaleźć?
— I nic mi nie powiedziałaś? Czekałam na znak od ciebie w tym... tym zapchlonym Klanie Klifu, z tymi zdradzieckimi kotami... — Obniżyła nieznacznie głos, smagając ogonem powietrze. — Zostawiłaś mnie!
Uśmiech zszedł Pacynce z twarzy szybciej, niż się na niej pojawił. Przecięła ogonem powietrze i spojrzała na szylkretową z poważną miną.
— Już się tak nie pusz! — burknęła. — Gdybym tylko wiedziała, że jesteś w Klanie Klifu, już dawno spróbowałabym się z tobą skontaktować! — oznajmiła oburzona. — Ale nawet nie miałam jak! Z początku żyłam z dala od twojej przynależności, a gdy już trafiłam do Klanu Nocy, byłam w nim uwięziona przez kilka księżyców! Niby jak miałam cię odnaleźć?
Oh.
Uspokoiła się odrobinę. Opuściła ogon i wlepiła wielkie ślepia w pysk siostry.
— Czyli nie wiesz, co u Ballady? Ale na pewno wiesz, co poczniemy teraz z planem Marionetki, bo ona wszystkie sekrety wyjawiła właśnie tobie... — Spojrzała na kocicę, jakby czekając na jej potwierdzenie, ale spotkała się tylko z milczeniem.
— Nie powiedziałabym, że nie wiem, co u Ballady... — przyznała kocica, uśmiechając się nerwowo.
— Czyli... spotkałaś się z nią? Och, to cudownie! — Mordka jej pojaśniała. — Zdziwiona byłam, bo długo jej nie widziałam... Dobrze wiedzieć, że wszystko u niej w porządku! Czyżby dostała jakąś karę i nie mogła opuszczać obozu?
— Spotkałam, to prawda... — przyznała Pacynka. — Ale, cóż... jeśli zjednoczenie się z Marionetką nazywasz karą, to... tak, tak... dostała karę…
Oh.
Całe światło zdawało się opuścić jej mordkę. Wgapiła się w Pacynkę pustymi oczami.
—...Że co?
Poczuła dziwny ciężar w klatce piersiowej, gdy powoli zaczynała sobie uświadamiać, co mogły oznaczać słowa siostry.
— No... — bąknęła, po czym nachyliła się nad uchem siostry i szepnęła:
— Burzacy... Burzacy... oni ją zabili!
Burzacy.
Wstrzymała oddech. Ciężar, spoczywający na jej barkach, był teraz niemal nie do zniesienia.
— Ja... jak to? Dlaczego? — wyszeptała.
Odsunęła się nieco od szylkretowej kotki, a w jej oczach pojawiła się gorycz.
— To nie miejsce na takie rozmowy... Spotkajmy się za kilka dni na granicy. Tam opowiem ci o wszystkim — miauknęła tajemniczo.
Szylkretka skinęła niepewnie łbem.
— W porządku.
─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───
Dlatego też, gdy usłyszała zbliżające się w jej stronę kroki, niemal natychmiast uniosła łeb w kierunku źródła dźwięku.
<Pacynko? To ty?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz