- Dzień dobry, Bąbelkowa Łapo! - przywitała się radośnie z czekoladowym młodszym uczniem, który stał obok Trzmielego Pyłku. Co do Trzmiela miała całkiem dobrą opinię. Skończył swoje szkolenie wtedy, kiedy trzeba i nie przynosił wstydu rodzinie, więc mogła go zaakceptować jako członka rodziny i śmiało powiedzieć, że tak, jest to jej kuzyn. Nie miała więc żadnych obiekcji, by się z nim przywitać i utrzymywać ich znajomość w dobrych relacjach, nie zabijając się przy wigilijnym stole, jak z resztą kuzynostwa... znaczy, w sumie, to z jednym kuzynem, z większością nie miała konkretnych relacji.
- Cześć Trzmiel - przywitała się również oczywiście więc i z nim.
- Cześć Raniuszku, Słodka Dziewanno - przywitał się również i z mentorką, która to kiwnęła głową na powitanie. Zgadali się, żeby poćwiczyć razem polowanie na króliki, chociaż dla niej było to coś, co leżało na drugim miejscu ,,rzeczy do przerobienia których chcę się najpierw nauczyć". W końcu powinni się skupić na nauce walki w tunelach bo był to ich efekt zaskoczenia na przeciwniku. Nauczyła się już rozmieszczenia wszystkich dziur i jak biegną tunele, żeby przezwyciężyć strach i niechęć do nich. Nie wiedziała dokładnie, kiedy się to pojawiło, ale chciała się tego pozbyć. Być może miało to związek ze śmiercią Cichej Łapy i sposobu w jaki umarł (na pewno), ale od jakiegoś czasu ciemne nory sprawiały, że po jej karku dreptało stado mrówek, które zamiast stóp miały sosnowe igły. Dlatego chciała mieć to już za sobą, chciała przejść to wszystko jak najszybciej i z dumą ogłosić, że nie ma się czego bać, wszystko można przezwyciężyć i nie być tym samym ciężarem dla klanu. Niestety jednak wejście do tuneli teraz nie było możliwe, więc zostały te nieszczęsne króliki... mogła to jednak wykorzystać, jakoś. Bąbelkowa Łapa był tym, którego wykluczono z głupiego spisku pójścia na zgromadzenie, nie wiedziała, czy to dlatego, że pozostali bracia byli po prostu głupsi i go nie lubili, czy dlatego, że zwyczajnie czekolad znalazł się w nieodpowiednim (czy też właśnie odpowiednim) miejscu o właściwym czasie. Miała nadzieję, że to pierwsze, bo to oznaczało, że miała szansę go poznać i może poprowadzić w odpowiednim kierunku, ucząc dyscypliny i tak dalej, jednocześnie wyciągając z łap przygłupich braci.
- Polowałeś już kiedyś na króliki? - spytała, zrównując krok z kocurkiem. Nie było w tym pytaniu ironii, jadu czy nawet słodkiej nuty której często używała przy nowych kotach (no, może odrobinę, tak dla niepoznaki), dlatego też Bąbelek spojrzał na nią odrobinę niepewnie. Nie winiła go, ani też nie była zdziwiona, w końcu na pewno usłyszał już od swojego brata jaka to pewna kotka nie jest zła, okropna i w ogóle paskudna i że należy na nią uważać. Co z tym zrobi? Oczyści swoje imię w oczach młodszego kocurka i pokaże mu o wiele lepszą drogę. Mogła z tym pracować, nie było to nic niemożliwego, a jeśli nagrodą miał być prawilny członek klanu, to mogła zaryzykować. - Nie wstydź się, nie gryzę - dodała pół żartem z uśmiechem, gdy ten nie odpowiadał od dłuższego czasu. Może był niemową tak jak Cichy?
- Miałem tylko teorię, ale jeszcze za żadnym nie goniłem - przyznał trochę nieśmiało, jakby się jednak obawiał, że go Śpiewka ugryzie, chociaż powiedziała, że tego nie robi.
- W takim razie trzymaj się mnie a wszystko będzie dobrze, w polowaniu grupowym możesz polegać też na drugim kocie! Chociaż moje łapy są dość krótkie, nie uważasz? Nie powstrzymuje mnie to jednak, daję ci słowo, że potrafiłabym przegonić i ciebie i królika. - miauknęła wesoło, już ubarwiając nieco swój ton. Wciąż niezbyt jej ufał, co? Ale damy radę, w końcu zacznie kwestionować, czy aby na pewno Pierze po prostu nie był dla niej wredny, dlatego ta nie odpłaciła się tym samym, chociaż, była to w sumie po części prawda? W końcu próbowała go zmaaa... znaczy, próbowała być miła, a on postanowił odegrać rolę wrednego, więc zwyczajnie za tym poszła, żadna filozofia.
- Rzeczywiście jesteś niska, jesteś pewna, że jesteś starsza? Chyba widziałem zające większe od ciebie - Co proszę? Jej wąsy lekko drgnęły, kiedy zerknęła na Bąbelka badawczo. Wydawał się być całkiem szczery w tym co mówił, nie dlatego, że był wredny, po prostu nie myślał.
... Idealnie.
- Może masz rację, ale to tylko po to, by uśpić czujność wroga - miauknęła lekko, unosząc brodę wysoko, wraz z ogonem.
- Tsi! - krótki alarm wychodzący z pyska Trzmiela, jednocześnie mówiącego o tym, że to pora by się zamknąć, skutecznie uciszył dalszą możliwość wypowiedzi dla Śpiewki, która zaraz przypadła wraz ze starszymi do ziemi, podczas, gdy Bąbelek poszedł z lekkim opóźnieniem w ich ślady. Chwilę później Trzmieli Pyłek wskazał wąsami w stronę, gdzie po chwili zobaczyć można było mały ruch zająca, skutecznie zlewającego się z tłem. Rzeczywiście był tam i czekał, wysłuchując niebezpieczeństwa. Śpiewająca Łapa poczuła szturchnięcie w bok, kiedy Słodka Dziewanna dała jej znać, że to czas, by się ruszyła i spróbowała się jakoś wykazać. W końcu już to robiły, co prawda Dziewanna była o wiele bardziej doświadczonym partnerem, nie oznaczało to jednak od razu pewnej porażki. Raniuszek kiwnęła głową, po czym zerknęła zdecydowanym wzrokiem w stronę Bąbelka, z którym bezgłośnie wymienili spojrzenia zgody. Szybkie wskazanie głową stanowiska i podziału ról i już po chwili czekoladowy siedział w trawie wyczekując by wyskoczyć w odpowiedniej chwili na zajęczaka, podczas, gdy Śpiewająca Łapa starała się go okrążyć dookoła, nie dając się złapać wiatrowi czy kruchym gałązkom. Jeszcze sekunda, jeszcze chwila... wyskoczyła! Zające były niezwykle szybkie i nie oddalały się od swoich nor, więc obok powinna być dziura do której się skierował, a przed którą już miał czekać drugi uczeń, gotów by złapać zająca. Gotów... gotów! Iiiii nie wyszło.
Co prawda udało mu się zahaczyć pazurami o skórę zwierzęcia, jednak to wcale nie miało zamiaru się poddać, zaraz zaczynając walkę z użyciem swoich tylnych nóg, szarpiąc się i wijąc, nie tylko zostawiając ucznia z niczym więcej, jak kłębkiem futra między pazurami, ale również z poobijaną i poranioną mordką. Obiad zniknął w oddali wzniecając chmury pyłu.
- Uciekł mi, przepraszam!
- O tak, widzieliśmy, spektakularna ucieczka - miauknęła Słodka Dziewanna, wynurzając się zza traw - Nic ci nie jest? - kocurek zbadał sobie pysk łapami, po czym pociągnął obitym nosem i pokręcił przecząco głową. Było w porządku... raczej. Raniuszek przygryzła z niezadowoleniem wnętrze policzka, przydreptując powoli do poobijanego ucznia.
- Następnym razem ci wyjdzie, w końcu dopiero się uczysz - pocieszyła spokojnie, siadając w miejscu. Bądź co bądź była to prawda i była z tym całkowicie szczera, chociaż, mimo wszystko, nie przepadała za porażką. Ale początek nie był wcale taki zły. Zmierzyła czekolada wzrokiem, w tyle głowy mając myśl, że jest w nim potencjał, który należy wykorzystać.
- Cześć Trzmiel - przywitała się również oczywiście więc i z nim.
- Cześć Raniuszku, Słodka Dziewanno - przywitał się również i z mentorką, która to kiwnęła głową na powitanie. Zgadali się, żeby poćwiczyć razem polowanie na króliki, chociaż dla niej było to coś, co leżało na drugim miejscu ,,rzeczy do przerobienia których chcę się najpierw nauczyć". W końcu powinni się skupić na nauce walki w tunelach bo był to ich efekt zaskoczenia na przeciwniku. Nauczyła się już rozmieszczenia wszystkich dziur i jak biegną tunele, żeby przezwyciężyć strach i niechęć do nich. Nie wiedziała dokładnie, kiedy się to pojawiło, ale chciała się tego pozbyć. Być może miało to związek ze śmiercią Cichej Łapy i sposobu w jaki umarł (na pewno), ale od jakiegoś czasu ciemne nory sprawiały, że po jej karku dreptało stado mrówek, które zamiast stóp miały sosnowe igły. Dlatego chciała mieć to już za sobą, chciała przejść to wszystko jak najszybciej i z dumą ogłosić, że nie ma się czego bać, wszystko można przezwyciężyć i nie być tym samym ciężarem dla klanu. Niestety jednak wejście do tuneli teraz nie było możliwe, więc zostały te nieszczęsne króliki... mogła to jednak wykorzystać, jakoś. Bąbelkowa Łapa był tym, którego wykluczono z głupiego spisku pójścia na zgromadzenie, nie wiedziała, czy to dlatego, że pozostali bracia byli po prostu głupsi i go nie lubili, czy dlatego, że zwyczajnie czekolad znalazł się w nieodpowiednim (czy też właśnie odpowiednim) miejscu o właściwym czasie. Miała nadzieję, że to pierwsze, bo to oznaczało, że miała szansę go poznać i może poprowadzić w odpowiednim kierunku, ucząc dyscypliny i tak dalej, jednocześnie wyciągając z łap przygłupich braci.
- Polowałeś już kiedyś na króliki? - spytała, zrównując krok z kocurkiem. Nie było w tym pytaniu ironii, jadu czy nawet słodkiej nuty której często używała przy nowych kotach (no, może odrobinę, tak dla niepoznaki), dlatego też Bąbelek spojrzał na nią odrobinę niepewnie. Nie winiła go, ani też nie była zdziwiona, w końcu na pewno usłyszał już od swojego brata jaka to pewna kotka nie jest zła, okropna i w ogóle paskudna i że należy na nią uważać. Co z tym zrobi? Oczyści swoje imię w oczach młodszego kocurka i pokaże mu o wiele lepszą drogę. Mogła z tym pracować, nie było to nic niemożliwego, a jeśli nagrodą miał być prawilny członek klanu, to mogła zaryzykować. - Nie wstydź się, nie gryzę - dodała pół żartem z uśmiechem, gdy ten nie odpowiadał od dłuższego czasu. Może był niemową tak jak Cichy?
- Miałem tylko teorię, ale jeszcze za żadnym nie goniłem - przyznał trochę nieśmiało, jakby się jednak obawiał, że go Śpiewka ugryzie, chociaż powiedziała, że tego nie robi.
- W takim razie trzymaj się mnie a wszystko będzie dobrze, w polowaniu grupowym możesz polegać też na drugim kocie! Chociaż moje łapy są dość krótkie, nie uważasz? Nie powstrzymuje mnie to jednak, daję ci słowo, że potrafiłabym przegonić i ciebie i królika. - miauknęła wesoło, już ubarwiając nieco swój ton. Wciąż niezbyt jej ufał, co? Ale damy radę, w końcu zacznie kwestionować, czy aby na pewno Pierze po prostu nie był dla niej wredny, dlatego ta nie odpłaciła się tym samym, chociaż, była to w sumie po części prawda? W końcu próbowała go zmaaa... znaczy, próbowała być miła, a on postanowił odegrać rolę wrednego, więc zwyczajnie za tym poszła, żadna filozofia.
- Rzeczywiście jesteś niska, jesteś pewna, że jesteś starsza? Chyba widziałem zające większe od ciebie - Co proszę? Jej wąsy lekko drgnęły, kiedy zerknęła na Bąbelka badawczo. Wydawał się być całkiem szczery w tym co mówił, nie dlatego, że był wredny, po prostu nie myślał.
... Idealnie.
- Może masz rację, ale to tylko po to, by uśpić czujność wroga - miauknęła lekko, unosząc brodę wysoko, wraz z ogonem.
- Tsi! - krótki alarm wychodzący z pyska Trzmiela, jednocześnie mówiącego o tym, że to pora by się zamknąć, skutecznie uciszył dalszą możliwość wypowiedzi dla Śpiewki, która zaraz przypadła wraz ze starszymi do ziemi, podczas, gdy Bąbelek poszedł z lekkim opóźnieniem w ich ślady. Chwilę później Trzmieli Pyłek wskazał wąsami w stronę, gdzie po chwili zobaczyć można było mały ruch zająca, skutecznie zlewającego się z tłem. Rzeczywiście był tam i czekał, wysłuchując niebezpieczeństwa. Śpiewająca Łapa poczuła szturchnięcie w bok, kiedy Słodka Dziewanna dała jej znać, że to czas, by się ruszyła i spróbowała się jakoś wykazać. W końcu już to robiły, co prawda Dziewanna była o wiele bardziej doświadczonym partnerem, nie oznaczało to jednak od razu pewnej porażki. Raniuszek kiwnęła głową, po czym zerknęła zdecydowanym wzrokiem w stronę Bąbelka, z którym bezgłośnie wymienili spojrzenia zgody. Szybkie wskazanie głową stanowiska i podziału ról i już po chwili czekoladowy siedział w trawie wyczekując by wyskoczyć w odpowiedniej chwili na zajęczaka, podczas, gdy Śpiewająca Łapa starała się go okrążyć dookoła, nie dając się złapać wiatrowi czy kruchym gałązkom. Jeszcze sekunda, jeszcze chwila... wyskoczyła! Zające były niezwykle szybkie i nie oddalały się od swoich nor, więc obok powinna być dziura do której się skierował, a przed którą już miał czekać drugi uczeń, gotów by złapać zająca. Gotów... gotów! Iiiii nie wyszło.
Co prawda udało mu się zahaczyć pazurami o skórę zwierzęcia, jednak to wcale nie miało zamiaru się poddać, zaraz zaczynając walkę z użyciem swoich tylnych nóg, szarpiąc się i wijąc, nie tylko zostawiając ucznia z niczym więcej, jak kłębkiem futra między pazurami, ale również z poobijaną i poranioną mordką. Obiad zniknął w oddali wzniecając chmury pyłu.
- Uciekł mi, przepraszam!
- O tak, widzieliśmy, spektakularna ucieczka - miauknęła Słodka Dziewanna, wynurzając się zza traw - Nic ci nie jest? - kocurek zbadał sobie pysk łapami, po czym pociągnął obitym nosem i pokręcił przecząco głową. Było w porządku... raczej. Raniuszek przygryzła z niezadowoleniem wnętrze policzka, przydreptując powoli do poobijanego ucznia.
- Następnym razem ci wyjdzie, w końcu dopiero się uczysz - pocieszyła spokojnie, siadając w miejscu. Bądź co bądź była to prawda i była z tym całkowicie szczera, chociaż, mimo wszystko, nie przepadała za porażką. Ale początek nie był wcale taki zły. Zmierzyła czekolada wzrokiem, w tyle głowy mając myśl, że jest w nim potencjał, który należy wykorzystać.
[1066 słów]
+ polowanie na króliki (w sumie zając ale no)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz