Szylkretka leżała obok Lawendowej Łapy. Rozmawiały ze sobą, dopóki jej siostra nie została zawołana przez swojego mentora. Niebieskooka usiadła i doprowadziła sierść do porządku. Zamierzała poszukać później Kropiatkowej Skórki i spytać się, czy starsza nie mogłaby jej wziąć ze sobą na jakiś patrol łowiecki lub graniczny. Była tak pochłonięta myślami, że nie zauważyła, jak Szkwalna Łapa przyglądał jej się, a gdy tylko miała wstać i wyjść, brat podszedł do niej dość niepewnie.
— Witaj Urodziwa Łapo, chcesz może wspólnie spędzić czas na łowieniu ryb lub na czymś innym? — spytał ją niebieski. Spojrzała na brata i lekko się skrzywiła.
— Nie spodziewałam się ciebie po ostatnim zgromadzeniu — mruknęła. Doskonale pamiętała, co niebieski jej powiedział i nie podobało jej się żadne z jego słów. Do tego wszystkiego źle wpłynął na Kasztanka, którego musiała uspokoić. Nie chciała, by cokolwiek stało się dymnemu uczniowi.
— Emm...no bo ja… — uczeń ledwo umiał z siebie wydusić to, co miał na myśli.
— Chciałbym z tobą spędzić czas, wiesz? Jesteś w końcu moją młodszą siostrą — sprecyzował w końcu cel swojej obecności. Szafirek spojrzała na niego z uwagą. Nie była pewna, co powinna o tym sądzić. W końcu kocurek nie chciał z nią przebywać. Jednak teraz wyglądał na zdeterminowanego. Poruszyła wibrysami i westchnęła.
— Niech będzie, możemy coś razem porobić, ale pod jednym warunkiem — mruknęła bardzo poważnie. Kocur spojrzał na nią niebieskimi ślipkami.
— Chodzi ci o przeprosiny? Bo wiesz, po to podszedłem do ciebie — przez chwilę milczał wyraźnie zakłopotany.
— Bo chciałem cię przeprosić za poprzednie zgromadzenie i to, co powiedziałem na nim, było nieprawdą. Naprawdę lubię spędzać z tobą i Przypaloną Łapą czas i nie chciałem nigdy, by z mojego pyska wyszło co innego. Może też za bardzo mnie poniosło i gdybym postąpił inaczej i bym się zastanowił nad tym, co powiedzieć wcześniej, to nie zraniłbym cię i Kasztana — rzekł w końcu. Przechyliła nieco łebek. Nie do końca miała to na myśli, ale w sumie przeprosiny też były dobrym początkiem.
— Myślę, że trochę ciebie poniosło. Jednak ja również nie byłam chyba zbyt miła. Właściwie pokłóciliśmy się o temat, który nie powinien być tak burzliwy. Nie dotyczy nas to tak do końca, bo oboje nie jesteśmy czekoladowymi — miauknęła spokojnie.
— Również przepraszam. Nie lubię się kłócić — miauknęła i otarła się o brata. Kocurek tylko mruknął.
— Też ci wybaczam, na następnym zgromadzeniu powinniśmy być poważniejsi — zażartował.
— Tak, powinniśmy — wymruczała ciepło. Jej niebieskie oczy lśniły rozbawieniem, ale i miłością, jaką obdarzała brata i siostrę.
— Myślę, że nie powinniśmy rozmawiać o czekoladowych kotach — zasugerowała spokojnie. Skoro ten temat był tym, co ich skłóciło, to powinni tego unikać.
— A skoro już sobie wybaczyliśmy, to jak tam ci idą treningi? Bo ja czuję, że chyba większość rzeczy już umiem i czuję się z tym świetnie — napuszył się dumnie, gdy to mówił. Zaśmiała się cicho na jego komentarz.
— Nim się obejrzysz, będziesz wojownikiem — wymruczała.
— Mi chyba też nie idzie najgorzej, ale trochę mi jeszcze zostało — mruknęła i westchnęła.
— Szybko nadrobisz! Kropiatkowa Skórka pewnie jest dobrą mentorką, nie żebym marudził na mojego, ale Mewi Puch się czasem zachowuje, jakby znalazł test wojownika w rybie z ośćmi. Nie wiem, kto go przepuścił, bo wiem, że Mandarynkowa Gwiazda ma do niego mieszane uczucie. Pomimo tego nie jest źle na naszych treningach — odpowiedział Szkwalna Łapa. Pokiwała lekko łebkiem. Na słowa brata się zaśmiała.
— Tak, bardzo ją lubię — wymruczała.
— To musisz mieć ciekawie — dodała po chwili ze śmiechem na żart brata.
— Chodź, trzeba trochę porozrabiać, znaczy nabyć doświadczeń — miauknęła i kiwnęła łebkiem w stronę wyjścia. Podniosła się i ruszyła przed siebie.
<Braciszku? Porozrabiamy?>
[576 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz