— Och... Widzę, że nauki o wspaniałym Klanie Gwiazdy na ciebie wpłynęły i stałeś się iście przeszlachetnym kocurem. Najwyższa pora, Wędrujący Wibrysie, najwyższa pora na odmianę. — Poklepała go po mordce już i tak podniesioną łapką. Po chwili jeszcze dodała, odpowiadając na właściwą propozycję: — No skoro aż tak ci zależy… — mruknęła, przeciągając ostatnie słowo i wywijając oczami.
— Już nie udawaj, że robisz mi aż taką przysługę. To po to, abyś w końcu zostawiła tę o połowę młodszą kotkę, nad którą się tak pastwisz. I nie udawaj, że nie. Znam cię i to, jak szukasz sobie koleżanek. No i jakich...
— Nie wiem, o czym mówisz, mój kochaniutki — miauknęła słodko, wstając już i powoli kierując się do wyjścia.
— Wiesz. Wiesz bardzo dobrze.
— Masz na myśli Wzorzystą Dal?
— Tak, dokładnie ją.
— Jesteś zazdrosny, że mam koleżankę? Wiesz... Ona chyba nikogo nie ma, więc wystarczy powiedzieć i coś dla ciebie zorganizuję. — Uśmiechnęła się do brata, ale ten przewrócił oczami. Wyszli z obozu. Pogoda nie była powalająca, ale przynajmniej nie padało. Jeśli będą musieli zwiewać przed Dwunogami, nie poślizgną się na mokrej glinie i nie wywiną koziołka.
— Masz na myśli Wzorzystą Dal?
— Tak, dokładnie ją.
— Jesteś zazdrosny, że mam koleżankę? Wiesz... Ona chyba nikogo nie ma, więc wystarczy powiedzieć i coś dla ciebie zorganizuję. — Uśmiechnęła się do brata, ale ten przewrócił oczami. Wyszli z obozu. Pogoda nie była powalająca, ale przynajmniej nie padało. Jeśli będą musieli zwiewać przed Dwunogami, nie poślizgną się na mokrej glinie i nie wywiną koziołka.
— Nie żartuję, Truskawko. To już nie jest Owocowy Las, a ty nie masz sześciu księżyców. Chociaż mamy imiona wojowników, wciąż mogą kręcić na nas nosami i wyrzucić nas prosto podczas przypływu na plaże — ostrzegł, ale szylkretka parsknęła śmiechem.
— Och, proszę cię! — zakpiła. — Słyszysz się w ogóle? Kochany mój Sekreciku, nie ma się co martwić. A wiesz czemu?
— No oświeć mnie… — burknął, wiedząc od razu, że najpewniej odpowiedź będzie tak durna, że od razu pożałuję, że pozwolił jej mówić.
— Ponieważ kiedy ty wygrzewasz się na słońcu i niszczysz naszą reputację swoim iście ojcowskim lenistwem. — Zrobiła przerwę, aby strzepnąć mu spomiędzy uszu liść, który właśnie spadł z niewielkiego drzewka. — To ja nie próżnowałam, aby wejść w łaski innych.
— Och, proszę cię! — zakpiła. — Słyszysz się w ogóle? Kochany mój Sekreciku, nie ma się co martwić. A wiesz czemu?
— No oświeć mnie… — burknął, wiedząc od razu, że najpewniej odpowiedź będzie tak durna, że od razu pożałuję, że pozwolił jej mówić.
— Ponieważ kiedy ty wygrzewasz się na słońcu i niszczysz naszą reputację swoim iście ojcowskim lenistwem. — Zrobiła przerwę, aby strzepnąć mu spomiędzy uszu liść, który właśnie spadł z niewielkiego drzewka. — To ja nie próżnowałam, aby wejść w łaski innych.
— Miej nas w opiecie, Wszechmatko, Klanie Gwiady i wszelkie duchy… — jęknął, wpatrując się w niebo.
— Nie! Niech ich mają w opiece! — Wypięła dumnie pierś. — Bo nawet nie wiedzą, że nieważne, co myślą, są już w moich sidłach!
— Błagam, rozwiń i niech to rozwinięcie okaże się lepsze niż się niestety spodziewam.
— Oprócz tego, że zaprzyjaźniłam się z tą biedną Wzorek, którą wiele innych kotów traktuję dość nieprzyjemnie, zwłaszcza ta szpetna Focza Fala! Nie lubię jej strasznie!
— Świetny start, przekonałaś mnie — powiedział uszczypliwie.
— Ah! Daj mi dokończyć! Oprócz Wzorzystej Dali mam jeszcze Trójokiego Zająca, a on jest synem Jaskółki — pochwaliła się.
— Ćwiczyłaś dwa razy z jego uczennicą, z którą, o ile dobrze słyszałem, jedyne, co to się kłóciłaś — zauważył, przekręcając łebek.
— No tak, ale nie z nim. Aha! No i moje koleżanki to medyczki, no... Teraz medyczka już, ale kiedy ty jeszcze byłeś ledwo żywy, ja zostałam z nimi przyjaciółeczkami. Nawet ostatnio byłam u Jagnięcego Ukłonu. Ah, jaka z niej przesłodka starsza kotka — mruknęła, przymykając ślepka, jakby mówiła o własnej babuni.
— Szczur prawie odgryzł ci palec na patrolu… — przypomniał Wibrys. — Gdybyś do niej nie poszła, zgniłby i odpadł. Najpewniej z całą nogą.
— No dobra, Panie Przemądrzały, a co powiesz na to — wypluła, a następnie zaszła mu drogę. Byli już w połowie drogi, a pogoda wciąż dopisywała. Mieli dużo czasu. Zmrużyła oczy, a wąsy jej drgnęły. Wędrujacy Wibrys wiedział, że nie znaczy to nic dobrego. — Wiem, że kocury są ślepe na tego typu rzeczy, nawet ci, których to bezpośrednio dotyczy, więc na pewno tego nie zauważyłeś, ale kiedy ty przesypiasz swoje wszystkie możliwości podrywu, ja nie próżnuje.
— Och… — jęknął, szczerze zażenowany i przerażony wizją skutków, jakie może to wszystko znów za sobą pociągnąć.
— Mam w planach, a tak w sumie już od dłuższego czasu jestem w trakcie ich realizacji, aby skokietować naszego drogiego Mirtowe Lśnienie~ — miuaknęła śpiewnie, a następnie skocznym krokiem ruszyła do przodu, czekając skrycie na reakcje brata.
— Ah! Daj mi dokończyć! Oprócz Wzorzystej Dali mam jeszcze Trójokiego Zająca, a on jest synem Jaskółki — pochwaliła się.
— Ćwiczyłaś dwa razy z jego uczennicą, z którą, o ile dobrze słyszałem, jedyne, co to się kłóciłaś — zauważył, przekręcając łebek.
— No tak, ale nie z nim. Aha! No i moje koleżanki to medyczki, no... Teraz medyczka już, ale kiedy ty jeszcze byłeś ledwo żywy, ja zostałam z nimi przyjaciółeczkami. Nawet ostatnio byłam u Jagnięcego Ukłonu. Ah, jaka z niej przesłodka starsza kotka — mruknęła, przymykając ślepka, jakby mówiła o własnej babuni.
— Szczur prawie odgryzł ci palec na patrolu… — przypomniał Wibrys. — Gdybyś do niej nie poszła, zgniłby i odpadł. Najpewniej z całą nogą.
— No dobra, Panie Przemądrzały, a co powiesz na to — wypluła, a następnie zaszła mu drogę. Byli już w połowie drogi, a pogoda wciąż dopisywała. Mieli dużo czasu. Zmrużyła oczy, a wąsy jej drgnęły. Wędrujacy Wibrys wiedział, że nie znaczy to nic dobrego. — Wiem, że kocury są ślepe na tego typu rzeczy, nawet ci, których to bezpośrednio dotyczy, więc na pewno tego nie zauważyłeś, ale kiedy ty przesypiasz swoje wszystkie możliwości podrywu, ja nie próżnuje.
— Och… — jęknął, szczerze zażenowany i przerażony wizją skutków, jakie może to wszystko znów za sobą pociągnąć.
— Mam w planach, a tak w sumie już od dłuższego czasu jestem w trakcie ich realizacji, aby skokietować naszego drogiego Mirtowe Lśnienie~ — miuaknęła śpiewnie, a następnie skocznym krokiem ruszyła do przodu, czekając skrycie na reakcje brata.
<Sekrecik?>
Wyleczeni: Truskawkowe Pole
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz