Złapał pożądnego okonia i jednym ruchem wyciągnął go spomiędzy reszty zwierzyny. Słońce wciąż nie zdążyło całkowicie wzejść; obóz malował się pomarańczową poświatą. Bez słowa rzucił zdobycz pod niebieskie łapy babki. Widział, jak kotka drży, kiedy podnosiła głowę, aby spotkać jego wzrok.
— Podjąłem decyzję — rzucił od razu. Liderka przez moment wpatrywała się w niego nieco niewidząco.
"Co się z nią dzieje, na latające szczupaki!" — przeklnął w myślach. To on powinien się tak zachowywać. To on powinien być nieobecny i zdruzgotany od kilku miesięcy, nie ona. Nie wielka liderka, która za niedługo będzie mogła spokojnie spać bez obawy o przyszłość swojego klanu.
— Mandarynkowa Gwiazdo. — Próbował przywlec ją z powrotem na ziemię.
— H-huh. Słucham? — rzuciła, wciąż nieco nieobecna. Klekocząca Łapa położył po sobie uszy i zmarszczył pyszczek. Wąsy mu zadrgały. Zauważył, że niebieska najwidoczniej coś sobie przypomniała z ich poprzedniej, nie tak odległej rozmowy, bo dodała: — Czy rozmawiałeś z Gąbczastą Perłą?
— Nie, bo rozmawiam z tobą. O tym. O tym właśnie chce porozmawiać — mruknął.
— H-huh. Słucham? — rzuciła, wciąż nieco nieobecna. Klekocząca Łapa położył po sobie uszy i zmarszczył pyszczek. Wąsy mu zadrgały. Zauważył, że niebieska najwidoczniej coś sobie przypomniała z ich poprzedniej, nie tak odległej rozmowy, bo dodała: — Czy rozmawiałeś z Gąbczastą Perłą?
— Nie, bo rozmawiam z tobą. O tym. O tym właśnie chce porozmawiać — mruknął.
— Władza lidera nie sięga legowiska medyka, to twoje zadanie, aby poinformować mentorkę o tym, co zadecydowałeś — wytłumaczyła, ale on o tym już wiedział. Gdyby ktokolwiek inny mógł go uratować spod łap Gąbki, poprosiłby wuja.
— Wiem to, ale to nie ma znaczenia — burknął, uderzając ogonem o ziemię. — Zostanę. To moja dorosła decyzja. — Słowa ciężko przepłynęły mu przez gardło. Nastała cisza. Mandarynkowa Gwiazda zdawała się wypuścić powietrze z czymś, co Klekotek odebrał jako ulgę. Kiwnęła głową. Słyszał, jak coraz więcej kotów się budzi i wychodzi na otwarty obóz.
— Cieszy mnie to. Wykazałeś się dużą dojrzałością — powiedziała w końcu. Wstał. Skłonił głowę i zostawił ją; miał swoje głupie, bezsensowne obowiązki, które niestety nie mogły już czekać.
"I głupotą..." — dodał w głowie.
"I głupotą..." — dodał w głowie.
* * *
Dzień narodzin Flaminga
Poród był szybki i bezproblemowy. Czego innego można było spodziewać się po wojowniczce, która wydała już na świat czwórkę kociąt? Zwłaszcza kiedy tym razem ma tylko jedno.
To kocurek. Gibki i duży. Na pewno wyrośnie na dobrego członka rodu.
Klekoczący Bocian siedział przed żłobkiem. Oczywiście był obecny przy narodzinach; cała trójka była. Ta sprawa to nie były przelewki; wszyscy mieli nadzieję, że maluch spełni ich głupie oczekiwania, nieważne, jakie by one nie były dokładnie. Różana Woń i Gąbczasta Perła wciąż przebywały w kociarni i rozmawiały z karmicielką, w której dużych łapach spoczywał nowowtpluty synek. Powietrze przepełnione było słodkocierpkim zapachem krwi i łożyska; Klekotek był bliski wymiotów. Przyciskał czoło do wilgotnej, chropowatej kłody. Zaciskał powieki. Miał wrażenie, że jest bliski płaczu. Świat po raz kolejny przypieczętował jego żałosny los. Drżenie podłoża przyprowadziło go z powrotem na ziemię. Otworzył ślepia; przed nim, jeszcze w bezpiecznej odległości, stała Mandarynkowa Gwiazda.
"No tak... Na pewno chce zobaczyć wnuka… następce…" — mruknął wrogo w głowie. "Dziwne, że nie była obecna na porodzie. Czym niby mogłaby być zajęta; siedzi w obozie większość dnia"
— Jest zdrowy — rzucił spod nosa. Wrócił do chłodzenia czoła o powierzchnie drewna. Ciepło Pory Zielonych Liści nie pomagało z tym skręcającym kiszki smrodem. — To kocur...
"No tak... Na pewno chce zobaczyć wnuka… następce…" — mruknął wrogo w głowie. "Dziwne, że nie była obecna na porodzie. Czym niby mogłaby być zajęta; siedzi w obozie większość dnia"
— Jest zdrowy — rzucił spod nosa. Wrócił do chłodzenia czoła o powierzchnie drewna. Ciepło Pory Zielonych Liści nie pomagało z tym skręcającym kiszki smrodem. — To kocur...
<Mandarynka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz