Latająca Ryba siedziała nieopodal legowisk, starannie wygładzając swoje futro długimi, spokojnymi ruchami języka. Każdy włos musiał leżeć idealnie, być gładki i lśnić. Dzień był przyjemny, pełen słońca i pozbawiony wiatru. Miała względnie dobry humor, zdecydowanie nic ani nikt nie byłby w stanie jej go popsuć.
— Hej, Latająca Rybo! — Doszło do jej uszu niezwykle pogodne powitanie.
Drgnęła lekko, zanim zdążyła to powstrzymać. Szybko jednak uniosła łeb, jakby nic się nie stało.
Mewi Puch stał kawałek dalej, a obok kręcił się młodszy kocur, wyraźnie podekscytowany czymkolwiek, co zaraz miało nastąpić. Kojarzyła moment jego mianowania, ale nigdy nie zaprzątała sobie głowy imionami uczniów. Było ich zbyt wielu, by warto było je pamiętać.
— Pójdziesz z nami na trening? — zapytał wojownik, spokojnie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. W jej głowie natychmiast pojawiło się jedno, bardzo konkretne pytanie.
Dlaczego niby ona? Co to był za pomysł?
Zmrużyła oczy, mierząc go spojrzeniem.
— A po co? — rzuciła, niby od niechcenia.
— Słyszałem, że dobrze pływasz — zaczął, a ona się niemal zakrztusiła. — Chciałem, żeby Szkwalna Łapa mógł podpatrzeć różne techniki, więc pomyślałem, że zaczniemy od ciebie.
Zdębiała. Przez ułamek sekundy rozważała odmowę. Miała pełne prawo. Mogła powiedzieć, że jest zajęta, że ma patrol, że cokolwiek. Tyle, że gdy zerknęła na bok, dostrzegła, że młodzieniec patrzył na nią z wyraźnym zainteresowaniem. Mewi Puch również wpatrywał się w nią wyczekująco.
Nie mogła wyjść na kogoś, kto odmawia pomocy. Gdy było coś do zrobienia, była pierwszą, by rzeczywiście to wykonać.
— Jasne — odparła w końcu, unosząc lekko podbródek. — Chętnie.
Słowo przeszło jej przez gardło ciężej, niż powinno. Szkwał ożywił się natychmiast, podskakując lekko i niemal wpadając na mentora. Zaczął mówić szybko, jedno pytanie wręcz goniło drugie.
— Naprawdę? To super! A to prawda, że można przepłynąć aż na tamtą, najdalszą wyspę, bez zatrzymywania się? A jak głęboka jest woda? A —
— Można — przerwała mu Ryba, zanim zdążył się rozpędzić jeszcze bardziej. — Jak się umie.
Ruszyli w stronę brzegu, a ona szła odrobinę sztywniej niż zwykle, starając się nie patrzeć zbyt długo na wodę. Każdy jej ruch był kontrolowany, jakby sama świadomość tego, co zaraz będą robić, próbowała ją zdradzić.
Szkwał dreptał obok niej, nieświadomy niczego, a ona dopiero teraz przyjrzała się jego futru. Było szarawe, oprószone bielą w nieregularny sposób, intrygujące, choć w jej oczach i tak nie dorównujące jej własnemu.
— A ty się kiedy nauczyłaś pływać? — zapytał. — Zrobiłaś to sama? Czy ktoś cię musiał długo uczyć? Bo ja szybko się na...
— To nie jest trudne — ucięła krótko. — Trzeba po prostu nie panikować.
Łatwo było jej teraz to powiedzieć.
Zatrzymali się przy samym brzegu. Woda była dziś ciemniejsza.
Uczeń nachylił się, zerkając w głębiny.
— A co, jak coś tam jest? — zapytał nagle, ciszej, ale z wyraźną ciekawością. — Znaczy, wiem, ryby. Ale jeśli coś jeszcze, coś innego, niebezpiecznego?
Kotka parsknęła cicho.
— A co tam niby miałoby być?
W tym samym momencie coś poruszyło się pod powierzchnią. Krótki błysk, szybki ruch. Zamarła. Jej ciało napięło się natychmiast, łapy wbiły się mocniej w ziemię, a ogon nastroszył się lekko, zanim zdążyła to opanować.
Szkwał spojrzał na nią.
— Przestraszyłaś się?
Odwróciła głowę gwałtownie. To pytanie stanowiło czystą zniewagę.
— Co? — prychnęła. — Nie. Nie mówi się tak nigdy odważnym wojownikom. Masz zwidy.
Zmrużyła oczy, starając się odzyskać pełną kontrolę nad sobą.
— Ale ja—
— Skup się lepiej na treningu. — Weszła mu w słowo, ostrzej niż zamierzała. — Jeśli boisz się wody, to powiedz od razu.
Szkwał wyprostował się natychmiast, wyraźnie oburzony jej słowami
— Nie boję się! Dobrze sobie radzę, prawda, Mewi Puchu?
Wojownik skinął tylko głową, wyraźnie zamyślony, wpatrując się w leżący przy jego łapie kamyk.
— No to dobrze — mruknęła. — Cóż byłby z ciebie za Nocniak, gdybyś bał się wody.
Na moment zakuło ją w sercu. Zerknęła jeszcze raz na wodę, już ostrożniej, chcąc się upewnić, że prócz ryb nie było tam niczego, co mogłoby ją pociągnąć na samo dno i nie pozwolić już nigdy dotknąć lądu.
— Hej, Latająca Rybo! — Doszło do jej uszu niezwykle pogodne powitanie.
Drgnęła lekko, zanim zdążyła to powstrzymać. Szybko jednak uniosła łeb, jakby nic się nie stało.
Mewi Puch stał kawałek dalej, a obok kręcił się młodszy kocur, wyraźnie podekscytowany czymkolwiek, co zaraz miało nastąpić. Kojarzyła moment jego mianowania, ale nigdy nie zaprzątała sobie głowy imionami uczniów. Było ich zbyt wielu, by warto było je pamiętać.
— Pójdziesz z nami na trening? — zapytał wojownik, spokojnie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. W jej głowie natychmiast pojawiło się jedno, bardzo konkretne pytanie.
Dlaczego niby ona? Co to był za pomysł?
Zmrużyła oczy, mierząc go spojrzeniem.
— A po co? — rzuciła, niby od niechcenia.
— Słyszałem, że dobrze pływasz — zaczął, a ona się niemal zakrztusiła. — Chciałem, żeby Szkwalna Łapa mógł podpatrzeć różne techniki, więc pomyślałem, że zaczniemy od ciebie.
Zdębiała. Przez ułamek sekundy rozważała odmowę. Miała pełne prawo. Mogła powiedzieć, że jest zajęta, że ma patrol, że cokolwiek. Tyle, że gdy zerknęła na bok, dostrzegła, że młodzieniec patrzył na nią z wyraźnym zainteresowaniem. Mewi Puch również wpatrywał się w nią wyczekująco.
Nie mogła wyjść na kogoś, kto odmawia pomocy. Gdy było coś do zrobienia, była pierwszą, by rzeczywiście to wykonać.
— Jasne — odparła w końcu, unosząc lekko podbródek. — Chętnie.
Słowo przeszło jej przez gardło ciężej, niż powinno. Szkwał ożywił się natychmiast, podskakując lekko i niemal wpadając na mentora. Zaczął mówić szybko, jedno pytanie wręcz goniło drugie.
— Naprawdę? To super! A to prawda, że można przepłynąć aż na tamtą, najdalszą wyspę, bez zatrzymywania się? A jak głęboka jest woda? A —
— Można — przerwała mu Ryba, zanim zdążył się rozpędzić jeszcze bardziej. — Jak się umie.
Ruszyli w stronę brzegu, a ona szła odrobinę sztywniej niż zwykle, starając się nie patrzeć zbyt długo na wodę. Każdy jej ruch był kontrolowany, jakby sama świadomość tego, co zaraz będą robić, próbowała ją zdradzić.
Szkwał dreptał obok niej, nieświadomy niczego, a ona dopiero teraz przyjrzała się jego futru. Było szarawe, oprószone bielą w nieregularny sposób, intrygujące, choć w jej oczach i tak nie dorównujące jej własnemu.
— A ty się kiedy nauczyłaś pływać? — zapytał. — Zrobiłaś to sama? Czy ktoś cię musiał długo uczyć? Bo ja szybko się na...
— To nie jest trudne — ucięła krótko. — Trzeba po prostu nie panikować.
Łatwo było jej teraz to powiedzieć.
Zatrzymali się przy samym brzegu. Woda była dziś ciemniejsza.
Uczeń nachylił się, zerkając w głębiny.
— A co, jak coś tam jest? — zapytał nagle, ciszej, ale z wyraźną ciekawością. — Znaczy, wiem, ryby. Ale jeśli coś jeszcze, coś innego, niebezpiecznego?
Kotka parsknęła cicho.
— A co tam niby miałoby być?
W tym samym momencie coś poruszyło się pod powierzchnią. Krótki błysk, szybki ruch. Zamarła. Jej ciało napięło się natychmiast, łapy wbiły się mocniej w ziemię, a ogon nastroszył się lekko, zanim zdążyła to opanować.
Szkwał spojrzał na nią.
— Przestraszyłaś się?
Odwróciła głowę gwałtownie. To pytanie stanowiło czystą zniewagę.
— Co? — prychnęła. — Nie. Nie mówi się tak nigdy odważnym wojownikom. Masz zwidy.
Zmrużyła oczy, starając się odzyskać pełną kontrolę nad sobą.
— Ale ja—
— Skup się lepiej na treningu. — Weszła mu w słowo, ostrzej niż zamierzała. — Jeśli boisz się wody, to powiedz od razu.
Szkwał wyprostował się natychmiast, wyraźnie oburzony jej słowami
— Nie boję się! Dobrze sobie radzę, prawda, Mewi Puchu?
Wojownik skinął tylko głową, wyraźnie zamyślony, wpatrując się w leżący przy jego łapie kamyk.
— No to dobrze — mruknęła. — Cóż byłby z ciebie za Nocniak, gdybyś bał się wody.
Na moment zakuło ją w sercu. Zerknęła jeszcze raz na wodę, już ostrożniej, chcąc się upewnić, że prócz ryb nie było tam niczego, co mogłoby ją pociągnąć na samo dno i nie pozwolić już nigdy dotknąć lądu.
<Szkwał?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz