Pewnego wieczoru siedzieli na kamykach i wpatrywali się w zachodzące niebo. Pierwszy raz nie rozmawiali ze śmiechem ani nie planowali żadnych wygłupów. Po prostu siedzieli obok siebie, w ciszy.
— Cieszysz się, że dostałeś ucznia? — odezwał się wreszcie Kurka.
— Tak. Oczywiście, że tak. Świergotek będzie świetnym uczniem! — Guziczek wypiął odrobinę pierś.
— Na pewno nauczysz go lepiej niż ciebie Miłostka.
Kocur przewrócił oczyma na wspomnienie mentorki. Uciekinierki… Od kiedy nauczył się chodzić, chciał się uczyć wszystkiego, a gdy już został uczniem, to musiał się tego wszystkiego nauczyć sam! A do tego jeszcze nawet ona nie dokończyła jego treningu i test zdawał u Czerwca. U Czerwca, co go już od małego nie lubił!
— No to na pewno! — stwierdził więc.
I zapadło milczenie. Komfortowe, nieco mniej smutne. Kurka znowu się zamyślił na chwilę.
— Wiesz … mam już trzydzieści trzy księżyce i nadal nie wiem, czy czuję się dobrze z życiem, które mam — mruknął po chwili liliowy.
Guziczek spojrzał na niego podejrzliwie. Faktycznie, minęło już tyle księżyców, ale kocur nawet się nimi nie przejmował. Po prostu miał swój cel i do niego dążył.
— Co masz na myśli?
— Patrole, polowanie, spacer, sen. Codziennie to samo, chociaż spacery z Tobą to najprzyjemniejsza część dnia. Chyba jako jedyna — Guziczek się uśmiechnął. — Ta rutyna sprawia, że zaczynam kwestionować czy robię wszystko dobrze z moim życiem — przyznał Kurka. — Jestem trochę nudny…
— Nie jesteś nudny! — przewrócił oczyma. — Jesteś najlepszy pod słońcem, a już niedługo będziesz rządził ze mną całym owocowym lasem, mówię Ci! — napuszył się dumnie.
— Mam nadzieję. Pieczarka jest… trochę…— Kurka zamilkł na chwilę. — Miękka? Byłbyś lepszym liderem!
— A dziękuję!
— A niedługo będziesz mógł się przetestować w kierowaniu Świergotkiem! — Kurka położył swoją łapę na łapce przyjaciela.
Guziczek zerknął na ich łapy i naprawdę, gdyby mógł, to zabiłby wszystkich tych, którzy już od dziecka mówili mu o zakochaniu się. Bo jak wcześniej uważał, że jest zbyt młody, to teraz szalenie bijące serce nie dawało spokoju, a coraz ciężej się je ignorowało. Miał trzydzieści jeden księżyców, wiele kotów zazwyczaj myśli już o partnerach, dzieciach. Guziczek myślał o władzy, zawsze, ale też o Kurce, też od zawsze. I wcale mu się to nie podobało!
— Będzie świetnym zwiadowcą. — stwierdził tylko.
No i znów nastała ta przyjemna cisza. Jedyna, w której kocur mógł wysiedzieć dłużej niż minutę.
— Ostatnio mówiłeś o partnerce. Dzieciach — rzucił jednak wreszcie czarno-biały. Ale nie spojrzał na przyjaciela. Uporczywie wpatrywał się w ich łapy. — Nadal o tym myślisz? Bo jak tak to…
I zamilkł, bo propozycja, którą chciał dać, nagle zabrzmiała głupio. On i dzieci? On jako partner Kurki? Nie, nie. To nie miało przecież prawa bytu. Dobrze im tak jak jest. Po co to psuć wyznaniami…
<Kurko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz