– Nie jestem waszą mamą – podjęła, zbliżając się do leżącego na plecach kocięcia, po czym przeniosła spojrzenie na drugiego z malców, próbującego iść w ślady rodzeństwa i chcącego zapolować na jej ogon. – Ale mogą pomóc wam ją znaleźć. Jak wygląda? – Nie. Gąska wiedziała przecież, kogo powinna szukać. Burej szylkretki, która najpewniej miała również błękitne oczy. W innym przypadku kocięta omyłkowo nie wzięłyby jej za własną matkę. – Żyjecie gdzieś niedaleko, a może... mieszkaliście z Dwunożnymi? – spytała, jednak nie otrzymała odpowiedzi.
Kocięta skupione na zabawie skakały na siebie, całkowicie tracąc zainteresowanie Owocniaczką. Przynajmniej chwilowo. Gdy jedno z kociąt uderzyło drugie w nosek, ranny maluch podbiegł do Gąski i skrył się pod nią.
– Mamo! Bo on mi dokucza!
– Już wam mówiłam, nie jestem waszą ma... Nie ważne.
Mimo że dla Gąski była to niezbyt komfortowa sytuacja, zdecydowała się chwilę posiedzieć z kociętami, mając nadzieję, że lada moment wróci do nich ich prawdziwa mama. Szylkretka była ciekawa czy podobieństwo między nimi jest, aż tak bardzo uderzające, że kocięta omyłkowo wzięły ją za ich mamę. Nie miała serca ich pozostawić samych sobie, w dodatku tak blisko Drogi Grzmotu, dlatego pozwoliła im wdrapywać się na swój grzbiet, jak i wysłuchiwała tego, co mają do powiedzenia.
– Mamo! A wiesz, że...
– Mamo! A czy to prawda...
Osamotnione kocięta dzieliły się z Owocniaczką różnymi informacjami, aż w końcu jedno z nich wgramoliło się pomiędzy jej przednie łapki, wygodnie się układając na nich i wtulając się w jej krótką sierść.
– Jak macie na imię? – spytała drugiego kociaka, który wyciągnięty znajdował się na jej grzbiecie. Maluch rozdziawił swój pyszczek, spoglądając na szylkretkę zaspanymi oczkami.
– Przecież nie mamy imion… musimy na nie zasłużyć. Tak nam przecież mówiłaś… – mówiąc to, kociak zwinął się w kłębek.
Gąska strzepnęła uszkiem, nie rozumiejąc, dlaczego ich prawdziwa mama zwlekała z nadaniem im imion. Może to był jakiś zwyczaj w miejscu, z którego pochodzili, aby zasłużyć na swoje imię? Coś na zasadzie duchowego imienia?
Kotka spojrzała się na malca, leżącego pomiędzy jej łapkami.
"Chyba mogę być ich mamą, chociaż przez chwilę."
~ ~ ~
"Co powinnam zrobić? Zabrać je ze sobą w nieznane? Nie, mogłabym je narazić na niebezpieczeństwo."
– A więc pozostaje mi was zabrać do obozu... – miauknęła, nie będąc pocieszona z faktu, że balast w postaci kociąt uniemożliwił jej odejście.
Pozwoliła jeszcze przez chwilę znajdkom na sen, by w końcu je obudzić.
– Udamy się do obozu Owocowego Lasu – podjęła, decydując się nieco przybliżyć kociakom miejsce, do którego zmierzali i w którym przyjdzie im spędzić pewien czas lub może nawet całe życie. Wszystko zależało od tego, czy ich matka się odnajdzie, jak również od ich własnych decyzji w przyszłości. – Musicie mi obiecać, że będziecie grzeczni, dobrze? Gdy dotrzemy na miejsce, będziecie mogli znowu pójść spać – dodała, zauważając, że maluchy były senne.
~ ~ ~
– Mamo... boli cię brzuszek?
– Nie, nie boli. Po prostu odrobinę się denerwuję... będę musiała porozmawiać z liderem. Mówiłam wam o nim. To on opiekuje się naszą społecznością z pomocą zastępców oraz szamanki. Będziecie musieli poczekać na mnie przed jego legowiskiem, dobrze?
– Nie! Ja chcę iść z tobą!
– Ja też! Mamo!
Gąska spostrzegła, jak Kolendra wraz z Szafran wymieniają wymowne spojrzenie. Kilka par oczu obserwowało sytuację z korony drzew z przejęciem, prawdopodobnie zakładając się o to, kto jest ojcem kociąt; musiały założyć, że to właśnie Gąska jest biologiczną matką młodych, jednak nie potrafiły znaleźć sensownej odpowiedzi na to, dlaczego zamiast urodzić je w obozie, urodziła je poza nim i dopiero teraz je do nich przyprowadziła.
Położyła po sobie uszy, gdy dostrzegła zmierzającego w jej stronę Kajzerkę. Szylkretka wyglądał na zaskoczoną, jak i również zmartwioną. Chociaż to zmartwienie na jej pyszczku mogło wynikać z wielu innych rzeczy jak sytuacja w ich społeczności, a przede wszystkim w związku ze śmiercią ojca Gąski.
Być może starsza kotka pomyślała również o tym samym, co inni. Lecz nawet pomimo tego, że ostatnio Gąska jej unikała, na pewno dostrzegłaby zaokrąglający się brzuch cętkowanej. A poza tym, stróżka nie miałaby powodów, aby ukrywać ciąży.
– Znalazłam je przy Drodze Grzmotu, a właściwie to one znalazły mnie – miauknęła cicho, nieśmiało uśmiechając się do matki. Z trudem powstrzymywała łzy, nie chcąc, aby inne koty widziały ją w takim stanie. Gdyby nie kocięta, najpewniej już nigdy nie miałaby możliwości spojrzeć w starczy pysk matki, jak i nie mogłaby się wtulić w jej futerko. Na pewno przysporzyłaby jej tyle dodatkowych zmartwień. Zdając sobie z tego sprawę, uciekła spojrzeniem w bok. – Myślą, że jestem ich mamą.
– Bo jesteś! – Kociak nadymał policzki, po czym przeniósł spojrzenie na Kajzerkę. – A ty to kto?
– Na imię mam Kajzerka – miauknęła, nachylając się do kociaka. – A skoro moja córka to wasza mama, to wychodzi na to, że jestem waszą babcią. Poczekam tutaj z nimi, a ty, Gąsko, idź na spokojnie porozmawiać z liderem.
Nim zniknęła w legowisku lidera, upomniała znajdki, aby były grzeczne i nie naprzykrzały się "babci".
~ ~ ~
Kocięta zostały milej przyjęte w społeczności Owocowego Lasu niż kot, który po dojściu do siebie miał opuścić tereny. Gąska zaprowadziła maluchy do kociarni, w której znajdowała się dwójka innych kotów – Wiciokrzew i Żmija. Kocica posłała chłodne spojrzenie Gąsce. Kotka odruchowo wlepiła spojrzenie w podłoże.
"Czy Żmija obwinia mnie o śmierć Cienia? Na pewno..."
Gąska zajęła jedno z wolnych posłań-gniazd, i ruchem ogona przywołała do siebie kocięta. Maluchy zajęły miejsce tuż obok niej. Mimo że wolała spać w legowisku stróży, nie miała serca przekazać kociąt pod opiekę innej kotki lub kocura, więc tymczasowo zmieniła lokum. Poza tym byłoby to ciężkie. W szczególności, że kocięta zaakceptowały ją jako ich matkę, a nie kogoś innego. Uczepiły się jej jak rzep psiego ogona.
– Byliście dzisiaj bardzo dzielni oraz grzeczni – miauknęła cicho, nie chcąc przeszkodzić w rozmowach pozostałym kotom przebywającym w żłobku. – Myślę, że zasłużyliście na swoje imiona.
Gąska uśmiechnęła się nieśmiało do rudej kotki, która zawitała do żłobka. Uczennica szylkretki została pełnosprawną stróżką już jakiś czas temu, jednak Gąska nie śmiała sobie przypisać w związku z tym zasług. Po śmierci Cienia zaniedbała Kasztankę oraz jej trening i nie dziwiłaby się, gdyby córka Kolendry miała do niej żal. Być może rudzinka gryzła się w język, aby nie wygarnąć mentorce wszystkiego, co najgorsze. Gdyby nie zmarły Orzeszek, który zajmował się uczennicą córki, gdy ta snuła się samotnie przy granicach, najpewniej Kasztanka dalej by pełniła funkcję uczennicy.
– Kiedy pojawiłaś się w obozie z tymi kociętami, wiele Owocówek myślało, że one są naprawdę twoje. Poza tym to by wytłumaczyło, dlaczego mało kto wiedział, gdzie się wymykasz z obozu ostatnimi czasy i dlaczego z nikim nie rozmawiasz... To zrozumiałe, w szczególności podczas żałoby, ale nawet twoja mama i bracia nie wiedzieli, dokąd się udajesz. No i Len twierdził, że ich ojcem jest ten samotnik, którego przyprowadziłaś... Oboje zachowywaliście się ostatnio bardzo dziwnie.
– Len niech się zajmie polowaniem dla klanu, a nie rozpowszechnianiem plotek! – miauknęła oburzona, że ktoś jeszcze poza Orzeszkiem uważał, że między samotnikiem a nią jest coś więcej niż przyjaźń, jak nawet jej nie było. – Ale zabawne, że tak pomyślał... – Lekko się uśmiechnęłam. – Przecież, nie miałabym powodu ukrywać ciąży, mam kochającą i wspierającą rodzinę, a nawet gdybym ją chciała ukryć, to byłoby to przecież niemożliwe! Już w pierwszej kwadrze mój brzuch byłby zaokrąglony przez moją drobną budowę – przekrzywiła łebek, wzdychając. Tylko dlatego, że wolała przebywać w samotności, doszło do stworzenia głupich plotek.
Kasztanka jeszcze przez chwilę spędziła czasu w żłobku, bawiąc się ze znajdkami, gdy cicho wyznała mentorce, że idzie odwiedzić grób Paprotka. Najwidoczniej rozmowa z Purchawką pomogła kotce w przejściu żałoby po bracie, którego straciła w młodym wieku.
– Gdy ostatnio rozmawialiśmy, powiedział mi, że jest ze mnie bardzo dumny. Kazał mi również za nas dwóch przytulać mamę. Poproszę go, aby czuwał nad tymi kociętami wraz z Wszechmatką. – miauknęła. – Orzeszek na pewno również będzie nad nimi czuwać.
Gąska odprowadziła spojrzeniem Kasztankę do wyjścia. Nie była dobrą mentorką, jednak ruda kocica okazała się bardzo mądrą uczennicą i z pomocą Orzeszka wyszkoliła się na bardzo dobrą stróżkę.
Korzystając z drzemki kociąt, kotka również miała zamiar zamknąć oczy i chwilę odsapnąć, gdy spostrzegła w wejściu do kociarni znajomą postać. Jeżogłówka!
Kotka uniosła głowę z łap, wpatrując się prosto w pysk uzdrowicielki.
– Poranek poprosił mnie, abym do was zajrzała – miauknęła cicho, unosząc kąciki pyszczka. – Widzę, że cała wasza trójka ma się dobrze.
Coś Gąsce podpowiadało, że nawet gdyby rudy kocur nie poprosił szylkretki do zajrzenia do kociarni, sama by do niej prędzej czy później się udała.
– Nie planowałam zostać matką, jednak nie mogę się sprzeciwiać woli Wszechmatki – miauknęła, przenosząc spojrzenie na śpiącego kocięta wtulone w jej bok.
Wciąż nie widziała, czy prawdziwa matka porzuciła młode, czy może jednak doszło do jakiegoś wypadku, który w związku z młodym wiekiem kocięta wyparły ze swoich umysłów. Może i tutaj winne były bobry? Kto wiedział, ile błądziły samotnie w poszukiwaniu matki, i gdy nadarzyła się okazja, a przed ich oczami pojawiła się łudząco podobna do ich mamy kotka, bez zastanowienia uznały ją za własną.
Jeżogłówka zajęła miejsce tuż obok Gąski i położyła głowę na gnieździe. Mimo że kocice nie były w siebie wtulone, a między nimi znajdowała się niewielka przestrzeń, obecność szylkretowej kocicy u boku stróżki było niczym najprawdziwsze lekarstwo.
– Jeżogłówko... muszę ci, o czymś powiedzieć – podjęła nagle cicho, kładąc po sobie uszy. – Gdyby nie te kocięta, prawdopodobnie już więcej byśmy się nie zobaczyły...
Kotka musiała zrozumieć, co kryło się za tymi słowami. Zbliżyła pyszczek do Gąski i delikatnie dotknęła ją nosem w czółko. Stróżka zmrużyła oczy, czując się, jakby śniła.
W końcu nadszedł dzień opuszczenia Owocowego Lasu przez Deszcza. Kocur doszedł do zdrowia. I z pomocą nauk ojca stróżki, nim ten odszedł, oraz Purchawki nawrócił się na Wszechmatkę! Gąska przez chwilę myślała, że niebieski zechce dołączyć do ich społeczności, lecz postanowił odejść i głosić o niej wiarę wśród zbłąkanych wędrujących dusz, dając im nadzieję.
– No to do zobaczenia – miauknął kocur. Gąska w odpowiedzi jedynie skinęła łebkiem.
W międzyczasie, jak powróciła do klanu z kociętami, jak i przykrymi sytuacjami w klanie, udało jej się pogodzić z samotnikiem. Był tym, który pierwszy przeprosił, lecz również Gąska postanowiła przeprosić kocura za to, co mu powiedziała.
– Tylko nie pokazuj się na terenach zbyt prędko! – zawołała, gdy łapy kocura znalazły się poza granicami Owocowego Lasu. – Do zobaczenia.
– Byliście dzisiaj bardzo dzielni oraz grzeczni – miauknęła cicho, nie chcąc przeszkodzić w rozmowach pozostałym kotom przebywającym w żłobku. – Myślę, że zasłużyliście na swoje imiona.
~ ~ ~
Gąska uśmiechnęła się nieśmiało do rudej kotki, która zawitała do żłobka. Uczennica szylkretki została pełnosprawną stróżką już jakiś czas temu, jednak Gąska nie śmiała sobie przypisać w związku z tym zasług. Po śmierci Cienia zaniedbała Kasztankę oraz jej trening i nie dziwiłaby się, gdyby córka Kolendry miała do niej żal. Być może rudzinka gryzła się w język, aby nie wygarnąć mentorce wszystkiego, co najgorsze. Gdyby nie zmarły Orzeszek, który zajmował się uczennicą córki, gdy ta snuła się samotnie przy granicach, najpewniej Kasztanka dalej by pełniła funkcję uczennicy.
– Kiedy pojawiłaś się w obozie z tymi kociętami, wiele Owocówek myślało, że one są naprawdę twoje. Poza tym to by wytłumaczyło, dlaczego mało kto wiedział, gdzie się wymykasz z obozu ostatnimi czasy i dlaczego z nikim nie rozmawiasz... To zrozumiałe, w szczególności podczas żałoby, ale nawet twoja mama i bracia nie wiedzieli, dokąd się udajesz. No i Len twierdził, że ich ojcem jest ten samotnik, którego przyprowadziłaś... Oboje zachowywaliście się ostatnio bardzo dziwnie.
– Len niech się zajmie polowaniem dla klanu, a nie rozpowszechnianiem plotek! – miauknęła oburzona, że ktoś jeszcze poza Orzeszkiem uważał, że między samotnikiem a nią jest coś więcej niż przyjaźń, jak nawet jej nie było. – Ale zabawne, że tak pomyślał... – Lekko się uśmiechnęłam. – Przecież, nie miałabym powodu ukrywać ciąży, mam kochającą i wspierającą rodzinę, a nawet gdybym ją chciała ukryć, to byłoby to przecież niemożliwe! Już w pierwszej kwadrze mój brzuch byłby zaokrąglony przez moją drobną budowę – przekrzywiła łebek, wzdychając. Tylko dlatego, że wolała przebywać w samotności, doszło do stworzenia głupich plotek.
Kasztanka jeszcze przez chwilę spędziła czasu w żłobku, bawiąc się ze znajdkami, gdy cicho wyznała mentorce, że idzie odwiedzić grób Paprotka. Najwidoczniej rozmowa z Purchawką pomogła kotce w przejściu żałoby po bracie, którego straciła w młodym wieku.
– Gdy ostatnio rozmawialiśmy, powiedział mi, że jest ze mnie bardzo dumny. Kazał mi również za nas dwóch przytulać mamę. Poproszę go, aby czuwał nad tymi kociętami wraz z Wszechmatką. – miauknęła. – Orzeszek na pewno również będzie nad nimi czuwać.
Gąska odprowadziła spojrzeniem Kasztankę do wyjścia. Nie była dobrą mentorką, jednak ruda kocica okazała się bardzo mądrą uczennicą i z pomocą Orzeszka wyszkoliła się na bardzo dobrą stróżkę.
Korzystając z drzemki kociąt, kotka również miała zamiar zamknąć oczy i chwilę odsapnąć, gdy spostrzegła w wejściu do kociarni znajomą postać. Jeżogłówka!
Kotka uniosła głowę z łap, wpatrując się prosto w pysk uzdrowicielki.
– Poranek poprosił mnie, abym do was zajrzała – miauknęła cicho, unosząc kąciki pyszczka. – Widzę, że cała wasza trójka ma się dobrze.
Coś Gąsce podpowiadało, że nawet gdyby rudy kocur nie poprosił szylkretki do zajrzenia do kociarni, sama by do niej prędzej czy później się udała.
– Nie planowałam zostać matką, jednak nie mogę się sprzeciwiać woli Wszechmatki – miauknęła, przenosząc spojrzenie na śpiącego kocięta wtulone w jej bok.
Wciąż nie widziała, czy prawdziwa matka porzuciła młode, czy może jednak doszło do jakiegoś wypadku, który w związku z młodym wiekiem kocięta wyparły ze swoich umysłów. Może i tutaj winne były bobry? Kto wiedział, ile błądziły samotnie w poszukiwaniu matki, i gdy nadarzyła się okazja, a przed ich oczami pojawiła się łudząco podobna do ich mamy kotka, bez zastanowienia uznały ją za własną.
Jeżogłówka zajęła miejsce tuż obok Gąski i położyła głowę na gnieździe. Mimo że kocice nie były w siebie wtulone, a między nimi znajdowała się niewielka przestrzeń, obecność szylkretowej kocicy u boku stróżki było niczym najprawdziwsze lekarstwo.
– Jeżogłówko... muszę ci, o czymś powiedzieć – podjęła nagle cicho, kładąc po sobie uszy. – Gdyby nie te kocięta, prawdopodobnie już więcej byśmy się nie zobaczyły...
Kotka musiała zrozumieć, co kryło się za tymi słowami. Zbliżyła pyszczek do Gąski i delikatnie dotknęła ją nosem w czółko. Stróżka zmrużyła oczy, czując się, jakby śniła.
~ ~ ~
– No to do zobaczenia – miauknął kocur. Gąska w odpowiedzi jedynie skinęła łebkiem.
W międzyczasie, jak powróciła do klanu z kociętami, jak i przykrymi sytuacjami w klanie, udało jej się pogodzić z samotnikiem. Był tym, który pierwszy przeprosił, lecz również Gąska postanowiła przeprosić kocura za to, co mu powiedziała.
– Tylko nie pokazuj się na terenach zbyt prędko! – zawołała, gdy łapy kocura znalazły się poza granicami Owocowego Lasu. – Do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz