– A ty dokąd, co? – zatrzymał go damski głos. Noc odwrócił się z uśmiechem. Niedaleko łypała na niego Dyniowa Skóra.
– Obiec obóz dziesięć razy i jeszcze jeden raz na szczęście. Jak co rano. – oświadczył Noc.
– Oh. No dobra. Nie daj się zjeść czy coś. – machnęła na niego łapką.
– Nie ma szans! – zaśmiał się i ruszył przed siebie.
Jego bieg był rytmiczny i niezbyt szybki. Nie był jednak miłym spacerkiem, nie. Musiał wbić jego serce w stan szybkich uderzeń, ale nie żeby się zamordować na cały dzień.
A kiedy tak biegał mógł myślami odlecieć w inny świat, w swoje przemyślenia. Na przykład o swoim imieniu. Noc. Piękne imię. Wiele dla niego znaczy. Uważał, że doskonale odzwierciedla jego duszę. Może to trochę zawstydzające, ale patrzenie w gwiazdy sprawiało, że czuł się coraz bardziej zdeterminowany do skończenia swojego treningu. Niby gwiazdy miały być piękne, ale jednak uczeń czuł się bardziej jak ciemna noc bez gwiazd. W końcu tam, pośród tych małych lśniących punktów żyją dusze kotów, które przeklęły jego rodzeństwo. Które winne są wszystkiemu, co złe w tym świecie.
Noc zatrzymał się z ciężkim westchnieniem. To był dobry bieg. Jednak teraz należało znaleźć Tropiącą Łaskę. Czekały go dalsze ćwiczenia.
– Tutaj jesteś! – kotka czekała na niego przy wejściu. – Znowu biegałeś?
– Oczywiście! Nie mogę się rozleniwiać! – oświadczył Noc.
– No dobra. – Łaska przewróciła oczyma. – Idziemy. Dzisiaj robimy Twoje ulubione ćwiczenia. Mam nadzieję po raz ostatni, bo przyznam, że bardzo dobrze sobie radzisz.
– Tunele? – Noc zapytał prawie od razu.
– Tak… tunele. – A Łaska odpowiedziała mu nieco znudzona. Rzeczywiście Noc radził sobie w ciemnościach bardzo dobrze, a jego ciemne futro zlewało się z otoczeniem doskonale.
Tunele były ciemne i wilgotne. Nic nowego. Noc tym razem miał znaleźć swoją mentorkę pośród tych zawiłych korytarzy.
– Ja się schowam. Ty mnie szukaj. – oznajmiła o czym zniknęła w mroku. Nocna Łapa odczekał dłuższą chwilę, w głowie odliczając od czterdziestu lisów w dół.
– Chcesz czy nie, znajdę cię! – miauknął, a echo poniosło jego głos. Noc szybko przemieszczał się w tej ciemności. Nie przeszkadzało mu kompletnie, że potrzebował dłuższej chwili, aby jego oczy przywykły do wnętrz tuneli. Przemykał między zakrętami i ślepymi zaułkami. Słuchał każdego dźwięku uważnie. Węszył wokoło prawie jak pies. Wilgoć wdzierała się do jego płuc, ale kompletnie go to nie obchodziło. Tropiącą Łaskę znalazł w miarę szybko i najciszej jak tylko mógł podszedł do jej boku ze zmrużonymi oczyma i położył łapę na jej ramieniu. Kotka wrzasnęła i palnęła go łapą po głowie w odruchu. Dobrze, że pazurów nie miała otwartych.
– Noc! – odetchnęła nieco zirytowana. – Nie strasz mnie tak, bo cię przypadkiem podrapię.
– Przepraszam, następnym razem miauknę. – odparł uczeń.
– Nie… nie chrząkaj. Dobrze zrobiłeś. W tunelach powinieneś być cichy i atakować znienacka. – dodała Tropiąca Łaska. – Radzisz sobie świetnie dzieciaku.
– Jeszcze chwila i myślę, że można cię próbować wysłać na test na wojownika. Dobra! Wracamy. Zostawiam cię dzisiaj samego i poczekam przy obozie. Masz przynieść coś do jedzenia dla przynajmniej trzech kotów! – miauknęła, kiedy już szli do wyjścia. Potem rzeczywiście popędziła do przodu pozostawiając Noc samego.
Kot nie zwlekał ani chwili rozpędzając się w kierunku ciemnego lasu. Cichutko przemykał się po runie węsząc za zdobyczą. Znalazł zająca, ale to było nieco ponad jego chęci i umiejętności, więc tylko rzucił mu łapczywe spojrzenie i pobiegł dalej.
Dopadł się do myszy, za którą chwilę gonił, bo wpadła mu pod łapy, kiedy biegł. A jak już się pokazała to Noc jej nie odpuścił. Była soczysta i ktoś ze starszyzny na pewno nie pogardzi takim smaczkiem. Znalazł też wiewiórkę, która akurat chowała swoje zapasy i nie zwróciła na niego uwagi. A jego ostatnią zdobyczą były dwie ryjówki. Były nieduże więc policzył je jako jeden posiłek.
Tropiąca Łaska zmierzyła uważnym wzrokiem jego zdobycze, kiedy przechodził obok.
– Pełny pysk, widzę? – mruknął Blade Lico siedzący niedaleko stosu ze zwierzyną.
– Oczywiście. Chciałbyś tę soczystą mysz? – Nocna Łapa uśmiechnął się do starszego.
– Nieee... Ale przydałoby mi się trochę nowego mchu. – starszy kot odetchnął i spojrzał na Noc z wyraźną prośbą.
– Przyniosę Ci! – zaoferował uczeń.
– Byłoby cudownie, dziękuję. – odparł i wstał, ruszając w kierunku legowiska starszyzny. Noc za to skoczył do wyjścia, gotów do zrealizowania nowego zadania.
– Dokąd to? – jego mentorka zajrzała za nim, kiedy podchodził do wyjścia.
– Po mech dla Bladego Lica. Zaoferowałem się, że mu przyniosę świeżego mchu, nie ma co zwlekać.
– No dobrze. Tylko pamiętaj, żeby po tym trochę odpocząć. Odpoczynek…
– Odpoczynek jest istotną częścią treningu, tak wiem. Pamiętam. Pójdę spacerem, nie będę biec i się przemęczać. – przerwał jej wywód, który mu czasem powtarzała. I miała rację. Powinien też odpoczywać. To ważne dla jego ciała!
Przyniósł Blademu Licu mech i sam podszedł do zwierzyny.
– Jadłeś już? – Borsucza Puszcza zmierzyła go swoim surowym spojrzeniem.
– Nie, borsucza Puszczo. Od rana trenuję, a potem uzupełniałem mech w legowisku starszyzny. – oznajmił.
– A upolowałeś coś dzisiaj?
– Oczywiście! Tego szczura na … o! Ktoś już go zjadł! – Noc uśmiechnął się szeroko. Jak przyjemnie było przyczynić się do przetrwania klanu.
– Dobrze. Zjedz coś i odpocznij. – Borsucza Puszcza wstała ze swoją zwierzyną i odeszła na bok zjeść. Noc sam też sięgnął po jakieś jedzenie wyjmując jakiegoś nieszczęsnego ptaka.
[857 słów]
[ + nawigacja w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz