BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dryfująca Bulwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dryfująca Bulwa. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia 2026

Od Dryfującej Bulwy do Przebiśniegu

Starszy kocur poszedł na samotne polowanie. Był dosyć głodny i chciał przy okazji wyżywić żonę. Trochę musiał się odzwyczaić od życia, gdzie nie musiał tak często polować, bo miał z tyłu głowy, że zawsze jak wróci do obozu, to będzie miał stosik ze świeżymi rybami, które upolowali inni. Szedł sobie z ziem niczyich do pobliskiej rzeki. Podszedł do niej, próbując wypatrywać ryb, jednak jedyne co mu się rzucało w oczy to spadające liście Pory Opadających Liści na powierzchnię wody, którą niósł ze sobą prąd wodny. Na szczęście liści nie było dużo, nie chciał jednak skupiać się na liściach i popatrzył w wodę. Bury kocur zobaczył jakiś cień w wodzie, skoczył na cień, już mając rybę w łapie. Chciał już ją zabić, ale zauważył jakiś inny cień... BORSUK?! Tak się wystraszył, że wpadł do wody głową. Nie dość, że rozbolała go głowa, to się wodą zakrztusił. Szybko wyszedł na powierzchnię, gdzie było sucho, mimo tego nadal się krztusił wodą. Kaszlał niezwykle głośno, mimo to usłyszał coś zza krzaków. Czy to był ten borsuk?
To coś podeszło spokojnie do kocura, zdziwione, że tak ktoś na jeno zareagował. Było to w dużej odległości od niego, choć nie umiał się skupić, na jakiej, bo nadal się krztusił, a oczy miał tak załzawione, że nie umiał określić co to.
— A Tobie to co? Myślałam, że koty z wiekiem zdobywają wiedze, a nie ją tracą. Ryby nie powinny Cię zjeść — słysząc, że to gada, jeszcze bardziej się zakrztusił. Gadający borsuk?! Klanie Gwiazdy, czego jeszcze nie było na tym świecie... Miał tylko nadzieję, że to go nie zje.
— Nie zbliżaj się do mnie! Chce jeszcze żyć — położył się wyczerpany na ziemi, ocierając łzy z oczu. Jak dobrze, że przestał się krztusić, już myślał, że spotka się z Pluskającym Potokiem. Chciał się obrócić, ale coś się rzuciło na niego, śmiejąc się i szydząc. Nie mógł na razie wstać. Poczuł łapę, która go przyciskała do ziemi. Przynajmniej teraz wiedział, że to nie był borsuk. Bo łapy takiego, zwykle były większe od kocich. Przynajmniej teraz wiedział, że błędnie ocenił sytuację.
— Za późno, wielka ja dokończę robotę, abyś nie musiał już tonąć nigdy — dokończyć robotę?! Czy ona chciała go zabić? Klanie Gwiazdy, ratuj!
— Ki–... kim jesteś! Nie zabijaj mnie, mam rodzinę! — zawodził błagalnie, chcąc żyć, tak bardzo nie chciał zostać zabity przez jakąś samotniczkę. Chciał jeszcze zobaczyć swoją żonę i przeżyć starość, nie chciał tak skończyć.
Kotka po jakimś czasie wreszcie go puściła, przewracając oczami. Był zdziwiony, bo myślał, że go zadrapie, ale w sumie dobrze dla niego. W takim wieku rany się nie goiły dobrze. Gdyby miał jakąś dostać teraz, to...
— A to mówią, że pieszczochy nie nadają się do życia w lesie — zaśmiała się głośno, po czym podeszła do wody. Łapą lekko chlapnęła na niego.
— Masz moją łaskę — parsknęła. — Znajdź może jakiegoś sieciarza, który się Tobą zaopiekuje, bo nie wiem, czy tak się zachowując, przeżyjesz — jakiego sieciarza, o czym ona mówiła? Pewnie jakieś dziwne stworzenie.
— Nie, dzięki— nie potrzebował żadnego sieciarza, czymkolwiek to było. Zmierzył ją wzrokiem. Skąd ona była, że znała takie słownictwo? Może była pieszczoszką? Chociaż raczej była, bo mu to zasugerowała. Mieszkając na farmie kiedyś z Jabłkowym Plackiem, też widział dwunożnych którzy dbali o farmę, może więc ci sieciarze to był rodzaj dwunożnych którzy dbali o coś innego?
— Na pewno? Bo jak pieszczoch w sumie już się poddajesz — dodała nieznana kotka, nie próbując odpowiedzieć na jego pytanie. — A teraz może poszedłbyś z drogi i się stąd usunął. To jest moje miejsce na ryby — jej miejsce? Od kiedy niby? Nie chciał już mieć problemów z młodą kotką, więc odszedł bez żadnego pożegnania. Nie chciał się kłócić o głupie miejsce nad rzeką, mógł złowić coś gdzieś dalej. Stary kocur poszedł z nurtem rzeki i pustymi łapami, szukając lepszego miejsca na łowienie ryb.

<Nieznajoma?>

03 kwietnia 2026

Od Dryfującej Bulwy

Patrzył na stary dom, przebywając w okolicy granicy z Klanem Nocy i ziemiami niczyimi. Jego żona chciała wrócić od jakiegoś czasu do domu, co go bardzo dziwiło. Nie potrafił tego pojąć. Czy to był akt wielkiej odwagi, czy może akt desperacji? Nie wiedzieli, co ich czeka, jeśli wrócą. Mandarynkowa Gwiazda była na nich cięta, stary kocur obawiał się też tego, jak mogła ona przedstawić ich ucieczkę. Zwłaszcza ten znak, który zostawił w obozie. Czuł, że chyba to nie był dobry pomysł, znaki można było interpretować różnie, a najgorzej na własną korzyść przeciwko prawdzie.
– Na pewno to dobry pomysł, jeśli tam wrócimy? Dobrze wiesz, że Mandarynkowa Gwiazda cię nienawidzi, nie wiemy też jaką narrację rzuciła samemu klanowi. Może po prostu chodźmy do Klanu Burzy? Może by nas wpuścili... nie wiem tego, a ja na starość chciałbym przynajmniej mieć gdzie umrzeć – wędrowali już długo samotnie, to nie był dla nich problem, by się samemu wyżywić, tylko pytaniem było, jak długo to zniosą. Zwykle starszym mogła ot tak złamać się kość lub mogły opadać kończyny, a po tych objawach trzeba było iść już do starszyzny. Niestety oni będąc samotnikami, nie mieli żadnej z wymienionych opcji... nawet medyka na starość, który mógłby ich wyleczyć.
– Wymyślę coś, nie będziemy wiecznie siedzieć w tych gąszczach! Po drugie nie potrzebuję i nie zamierzam iść do Klanu Burzy. Klan Nocy pozostaje moim miejscem, nawet jeśli z niego uciekłam – skoro była tak przywiązana do niego to czemu od razu po ataku zastępcy nie mogła tam wrócić? Lepiej by było, gdyby wrócili od razu po ataku Stokrotki. Jego partnerka była tak poharatana, że pół kotów mogło im uwierzyć na świeżo. Przecież Błękitna Laguna nie miał na sobie ran, więc narracja Mandarynki szybko by upadła, ale... uciekli, więc skreśliło to ich odkupienie.
– Nie jesteśmy najmłodsi, ja już dłużej tak nie mogę. Dobijamy prawie do stu księżyców. Jeśli do stu dziesięciu jak nam wybije, a nic lepszego nie wymyślimy, to idę błagać o azyl w Klanie Burzy, a cie–ciebie tam przytargam! Potrzebujemy też medyka, w tym wieku łatwo chorujemy! Nawet kaszel nie będzie dla nas łaskawy w tym wieku – jego żona miała wielkie aspiracje, ale były one za wielkie jak na niego. On był już za stary na takie numery.
– Marudzisz jakbyś był starym dziadem, przecież zanim miną dwa księżyce to coś wymyślę! Mam plan na początek, żeby ich poinformować, że nie zniknęliśmy. Możemy dać stokrotki w porze nowych liści przy granicy – Bulwa mrugnął tylko intensywnie oczyma, nic nie mówiąc.
– Stokrotko, po pierwsze oboje jesteśmy starymi dziadami, po drugie ja nie wiem, czy te migi ze stokrotkami to dobry pomysł. Jeszcze to odbiorą jako zmasowany atak stokrotek, a przywódczyni wyśle pół klanu, by nas szukać! – to brzmiało jak coś, co zrobiłaby Mandarynka, nawet jeśli brzmiało to komicznie. Jego partnerka tylko westchnęła.
– Dobra, może stokrotki odpuszczę, ale nadal mamy w klanie Porywisty Sztorm i Trzcinowy Szmer. To nasze córki i nie możemy ich opuścić – powiedziała Stokrotka.
– Co, jeśli jednak nas nienawidzą po tym, co zrobiliśmy? Też je kocham, ale boję się, że gdy wrócimy do klanu, to wyrzekną się nas. Tym bardziej Trzcinka. Dobrze wiesz, jaki ma charakter i stosunek do Mandarynki. Czuję, że nie stanie za nami – Trzcinowy Szmer była bardzo oddana Mandarynkowej Gwieździe, więc prawdopodobnie uwierzyła w jej narrację i teraz była pod jej wpływem. Przy Pluskającym Potoku, Trzcinowy Szmer też nie stanęła po stronie rodziny. Dlatego, gdyby mieli wrócić, to prawdopodobnie rozszarpałaby ich w imię srebrnej kotki.
– Przypominam ci, że masz dwie córki, nie jedną! Porywisty Sztorm na pewno stanie za nami, nawet gdyby woda miała się palić. Przy okazji, jeśli Trzcina nie chciałaby stanąć za nami, to już jej sprawa – wiedział, że ma dwie córki, nie musiała mu o tym przypominać. Nie podobało mu się jednak, jak Baśniowa Stokrotka odnosiła się do jej młodszej córki.
– Wiem, że mam dwie córki… nie mam innych – odparł starszy kocur.
– Przy okazji jak wrócimy do klanu, to możemy mieć nowe potomstwo, nie mówię oczywiście o biologicznych kociakach, bo jestem za stara, by rodzić. Możemy adoptować jakieś urwisy bez rodziców. Potrzebujemy więcej lojalnych dzieci – czy mu się przesłyszało? Czy ona chciała zastąpić ich dzieci jakimiś innymi? Jego dziećmi zawsze będą Pluskający Potok, Różyczka, Perlista Łza, Porywisty Sztorm i Trzcinowy Szmer. Choć większość z nich nie żyła, to nie chciał o nich zapominać. Jego żona zawsze miała na pieńku z Trzciną i nie wątpił w to, ale żeby od razu następne dzieci? Szczerze nie chciał psuć marzeń swojej żony, ale personalnie nie będzie już chciał się do nich przywiązać. Może być ich opiekunem, ale nie ojcem. Nie zamierza zastępować swoich dzieci jakimiś adoptowanymi.
– To wrócę z tobą, ale musisz mieć dokładny plan działania. Ja tymczasem idę się zdrzemnąć – kocur poszedł do legowiska spać. Może, gdy odpocznie, to później będzie miał więcej energii, bo czuł się na razie zmęczony.

***

Chciał iść do drugiego awaryjnego obozu, tam była pochowana Różyczka, często przychodził do jej grobu wspominać ją w ciszy i wymieniać kwiaty na świeższe. Ciekawe czy ktoś dbał teraz o jej grób, czy może był zarośnięty, zapomniany przez resztę klanu. Gdyby był nadal w Klanie Nocy, to by wymienił już zasuszone kwiaty na piękne liście Pory Opadających Liści. Dałby na jej grób większość żółtych liści od jej plam na futrze, które były kremowe. Kto teraz dbał o pamięć zmarłych ich rodziny? Pewnie Porywisty Sztorm, bo wątpił, że Trzcinowy Szmer to robiła. Oby jego córki były bezpieczne od wszystkiego złego, co teraz się mogło dziać w Klanie Nocy.

17 grudnia 2025

Od Dryfującej Bulwy

Pora zielonych liści nie była jakaś ciepła, ale nie przeszkadzało to kotom w spędzaniu czasu w centrum obozu. Dryfująca Bulwa dzielił się językami, rozmawiając z Rysim Borem i Rozpromienionym Skowronkiem, czas mijał im wolno i swobodnie, starszy kocur się cieszył ze swojej rodziny, która została, choć nie umiał od śmierci Pluskającego Potoku znaleźć szczęścia i spokoju. Nie uśmiechał się nawet często jak kiedyś, wyglądał bardziej na przygnębionego codziennością, która go otaczała. Miał tylko nadzieję, że nadejdzie noc jak najszybciej, a księżyc zawita najwyżej na niebie, wtedy pójdzie spać, bo przynajmniej to sprawiało, że w jakiś sposób się cieszył. Przynajmniej jak spał w swoim posłaniu z żoną to czuł stan chwilowej pociechy, że na chwilę ucieka od rzeczywistości, potem jednak się budził z niezbyt dobrym humorem, przypominając sobie, że jeszcze żyje tutaj. Poczuł zimno w łapach, wystawił język, już próbując dotknąć nim jednej z nich, ale nagle coś przerwało jego czynność.— Klanie Nocy! — Obrócił głowę, czy to było wybieranie zastępcy? Choć to nie brzmiało jak Mandarynowa Gwiazda, obrócił głowę, widząc Błękitną Lagunę, co on robił na tej skale?! Pomyślał, widząc, że Rysi Bór i Rozpromieniony Skowronek wstali, postanowił zrobić to samo. Przynajmniej jak stanął na łapach, to poczuł w nich jakieś ciepło. Skoro zamiast przywódczyni przemawiał książę, to może to był stan wyjątkowy? Książę znowu zabrał głos:
— Zazwyczaj przywódcy wygłaszają z tego miejsca swoje przemowy, lecz jest to sprawa niecierpiąca zwłoki... Drodzy towarzysze. W przeciągu ostatnich księżyców straciliśmy wielu wojowników, których niegdyś uważaliśmy za lojalnych przyjaciół. Mogliśmy myśleć, że pozbyliśmy się już wszystkich zdrajców, lecz jeden z nich wciąż chowa się wśród nas. Bliżej, niż ktokolwiek mógł sądzić. — Obejrzał się na inne koty, skacząc spojrzeniem z Rysiego Boru na Rozpromieniony Skowronka potem na siebie, nie wiedział co myśleć. Od kiedy żył chyba musiał się pogodzić, że stan beztroski w tym klanie zawsze był jakiś chwilowy. Miał tylko nadzieję, że jego następne dziecko nie stanie się jakimś obiektem do wyszydzania, bo jeśli tak to chyba dostanie czegoś.
— Z wielu stron dochodziły mnie słuchy, że jeden z szanowanych wojowników łamie kodeks wojownika. Sam się o tym przekonałem. Zebrałem świadków i ich dowody, które pozwalają mi powiedzieć, że sam książę Szałwiowe Serce oddał się zdradzie! — Bury pręgowany dziko kocur otworzył szeroko oczy, to sprawiło, że całkowicie się skupił, właściwie na Szałwiowym Sercu. Na księciu, który mu odebrał syna swoimi łapami, coś kazało mu czuć satysfakcję, ale coś to tłumiło i pozostawał tylko szok i nieufności wobec kocura z krzywym pyskiem. Pewnie to był cios dla rodziny królewskiej, że mieli zdrajcę, który splamił ich honor. Przynajmniej jednak wychodziło wszystko na równo dla jego rodziny.
— Dowiodłem, że wielokrotnie opuszczał obóz nie po to, by polować czy patrolować teren, a… Łazić na zakazane spotkania! Nie tylko w ciągu dnia! — Z tłumu wyskoczyła Porywisty Sztorm i zaraz stanęła przy sumaku, po czym wdrapała się na jedną z najniższych gałęzi. Dryfująca Bulwa też się jeszcze bardziej zdziwił, że jego własna córka jeszcze wiedziała lepiej o tym incydencie, ale nie chciał jej przerwać.
— Na własne oczy widziałam, jak wymykał się z obozu w środku czarnej nocy! Myślał, że jest nieuchwytny, lecz nawet jeśli oszukał strażnika, nie mógł oszukać mnie! Zobaczyłam dokładnie, jak wychodzi z obozu w kierunku granicy z Klanem Klifu! Patrząc na to, z jaką pewnością siebie szedł, to nie mógł być jego pierwszy raz.
— Co zrobił?! — Tłum kotów domagał się odpowiedzi. Tym dłużej było to ciągnięte, tym dłużej Dryfująca Bulwa zdawał się rozkojarzony tak długim gadaniem, które nie miało końca.
— Romansował z wojowniczką Klanu Klifu! — To było tylko to? Bulwa sądził, że kocur zrobił coś gorszego, ale związki między klanowe też były zakazane i było to łamanie kodeksu. Nie wiedział, co o tym sądzić skoro spodziewał się gorszego, choć nie zamierzał współczuć mordercy swego syna ani trochę. Za bardzo kochał Pluskający Potok, by to zrobić, nie zrobiłby tego swojemu jedynemu synowi, jakiego miał. Poczuł, że coś drga, Rysi Bór podszedł bliżej, tam, gdzie przemawiał Błękitna Laguna, czy on też o tym wiedział? Czuł się teraz na serio zacofany.
— To musiało rozpocząć się, bardzo dawno temu — zaczął jego biały zięć. — Gdy jeszcze był moim uczniem, wysłałem go na samotne polowanie w stronę brzegu morza. Gdy długo nie wracał, poszedłem zobaczyć, co się z nim stało. Tam zastałem tę dwójkę: jego i jego klifiaczkę. Kto wie, czy już wtedy nie splugawili kodeksu.
— I ciągnęło się aż dotąd — wtrącił znów Błękitna Laguna. — Zaledwie kilka wschodów słońca temu, w noc zgromadzenia, ujrzałem ich razem. Wtulonych w siebie, szepczących słodkie słówka bez krzty wstydu.
Po obozie roznosiły się odgłosy obrzydzenia, a Szałwiowe Serce tylko milczał, co można było tylko interpretować jako przyznanie się do winy. Tylko czy Mandarynka będzie chciała dać karę własnemu synowi, przecież tak bardzo stawiała rodzinę na miejscu, bardziej niż pół klanu, ale może się mylił.

***

Chyba się mylił, bo Szałwiowe Serce został uziemiony, mimo tego nie chciał współczuć kocurowi. Nie okazał nigdy skruchy co do jego syna więc dlaczego miał okazywać skruchę jemu? Nie miało to sensu, a co do tego, czemu Błękitna Laguna wydał własnego brata, to miał spekulacje. Za niedługo Mandarynkowa Gwiazda przecież miała wybrać zastępcę, a na objęcie pałeczki było dużo jej potomków. Było ich trzech, zwłaszcza że Szałwiowe Serce mógł być prawdopodobnie wybrany przez klan, przysłużył się podczas powodzi, ratując koty i podczas procesu jego syna wykazał się lojalnością i poświęceniem dla własnej matki. Kto by nie chciał go na zastępcę? Dlatego sądził, że to mogło być korzystne dla Błękitnej Laguny, bo teraz zostały tylko dwa koty do wybrania, on sam i Czyhająca Murena. Starszy kocur jednak nie chciał się tym z nikim dzielić, wolał patrzeć, jak rodzina królewska skacze sobie do gardeł, byleby przejąć władzę. Może jak już sobie doskoczą, to będzie spokój w tym klanie i uwolnienie od ich śliskich łapek.

08 grudnia 2025

Od Dryfującej Bulwy

Po śmierci Spienionej Gwiazdy, Kotewkowego Powiewu, Kolcolistnego Kwiecia

Wiele kotów i istnień w Klanie Nocy opłakiwało trzy koty, które umarły podczas snu. Bury kocur też był smutny, a żal go wypełniał po same brzegi, gdy myślał, że koty, które znał, tak szybko odchodziły. Jedna śmierć jednak go naprawdę przerażała, właściwie to odejście Spienionej Gwiazdy, nie tylko dlatego, że odeszła do Srebrnej Skóry, ale dlatego, że jej śmierć kończyła pewną erę w Klanie Nocy. Erę spokoju, bowiem Mandarynkowa Gwiazda teraz mogła mieć większą władzę niż wcześniej, ujawnić swoje zamiary. Siedział sam nad brzegiem jeziora, spoglądając w dal, myśląc nad przyszłością klanu, przy prawdopodobnie miejscu, gdzie spoczywa Pluskający Potok.
— Witaj, mam nadzieję, że jesteś w Klanie Gwiazdy, a przodkowie ci wybaczyli, ponieważ byłeś tylko młodym kotem, który zabłądził. — Wyczekiwał, jakby coś miało mu odpowiedzieć, ale słyszał tylko szum wody. — Szczerze czuję się we własnym domu taki obcy, a chyba nie powinno tak być? Nie wiem, nie byłem nawet ostatnio na jednym zgromadzeniu, gdy Mandarynkowa Gwiazda objęła władzę. — Rozumiał, że mogła ich nienawidzić, ale izolowanie ich rodziny nie było dobrym sposobem na nic. Właściwie pogorszyło sprawę, teraz było tylko bardziej widać, kto jest bardziej uprzywilejowany a kto nie. — Czuję, że jeśli Spieniona Gwiazda zmarła, to jej ostatni oddech był ostatnim oddechem pokoju w naszym domu. Wiem o tym, Mandarynkowa Gwiazda tylko będzie bardziej faworyzować rodzinę królewską, a zwykłe koty zepchnie na margines. Nawet już nie chcę myśleć, co spotka czekoladowe koty... — Westchnął ciężko, czuł się dziwnie, będąc sam naprzeciw niczemu, chociaż odwiedził syna, więc nie był w teorii sam. Tęsknił za nim, nie ukrywał tego, co chwilę myślał o kocurze, nawet gdy zapominał, co miał przed chwilą zrobić lub co gdzie dołożyć, to jego kociak nie był czymś, o czym by mógł zapomnieć. O Różyczce i Perlistej Łzie też nie zapomniał, co chwilę odwiedzał ich groby na nowych terenach, cieszył się, że przynajmniej je zdążył pochować, bo ciało Pluskającego Potoku nie dało się znaleźć. Chciał wierzyć, że jest ono nadal pod wodą w nienaruszonym stanie, ale prawda była taka, że albo się rozłożyło na czynniki pierwsze, albo ryby zdążyły już się nim pożywić.
— Przepraszam, że nie mogłem cię powstrzymać, przed tym, co zrobiłeś. — Dryfująca Bulwa zaczął szlochać. — Chciałeś tylko zadowolić swoją rodzinę. Bowiem czy kot, który był szczęśliwy podczas swojego ślubu, mógłby zrobić coś takiego swojemu małżonkowi? Swojej przybranej córce? — Kilka łez poleciało na świeżą trawę z jego oczu. A ciężki szloch niósł letni wiatr. — Gdybym tylko wiedział... Może bym ci powiedział, że nie musisz nikogo się pozbywać, żeby uczynić nas szczęśliwych, nawet swoją matkę. Już byliśmy i tak, doczekaliśmy się wspaniałych potomków w tym ciebie, znalazłeś miłość. Nie mogłem być bardziej dumny. — Bury staruch ugiął się, łkając na ziemi, jak bezbronny kociak, który nie mógł nic zrobić. Płakał w samotności nad swoim zmarłym dzieckiem.
— Może przenigdy nie doszłoby do tego, co jest teraz, gdybym coś zrobił — powiedział ostatecznie, już kończąc swój monolog, nie miał już sił. Leżał bezwładnie na ziemi, nic nie robiąc, a słońce oświetlało go lekko z góry. Czuł się tak wyczerpany, jakby coś mu ubyło, to uczucie było gorsze niż zranienie podczas bitwy lub jakaś choroba. Tak nie ruszał się z gleby pokrytej trawą, przez jakiś czas, wolał tu na razie zostać niż wracać do klanu. Było nawet tu miło, okolice Zielonej Łąki zawsze były kojące, cisza i spokój, które potrzebował.

07 grudnia 2025

Od Dryfującej Bulwy Do Baśniowej Stokrotki

Księżyce temu, w czasie odbudowy obozu

Od Ślubu Pluskającego Potoku minęło kilka księżyców. W tym czasie kocur zdecydował się wziąć za siebie i popracować nad swoją sylwetką. Jednak oprócz mięśni przybyło mu zarówno radości, jak i zmartwień. Obóz ciągle się odbudowywał, ale Dryfująca Bulwa miał nadal obawy co do przyszłości swojej rodziny, pomimo że obóz powoli wyglądał jak nowy. Czuł się zmęczony tymi stratami. Zmęczony tym, że powódź zabrała mu bliskich, których kochał. Kota, którego traktował jak brata, Bursztynowego Brzaska, oraz swoją ukochaną córeczkę, Różyczkę. Wtedy dostrzegł swoją żonę. Może ona miała te same wątpliwości co on? Podszedł do niej wolnym krokiem.
— Chciałabyś się przejść, Baśniowo Stokrotko? Pora nowych liści jest idealna na spacery. — Ta pora była bardzo piękna, według kocura, ale to nie miał być zwykły spacer poza obóz.
Kremowa przerwała pracę, niepozornie przesuwając kamienie potrzebne do źródełka.
— Dobrze, praca nie ucieknie — wymruczała z podekscytowaniem.
Przetarła łapą swoje czoło i dołączyła do partnera. Trzepnęła ogonem o ziemię, pozbywając się z niego ziemi i pyłu. Potem, wyprzedzając partnera, wskoczyła do wody, niezgrabnie machając łapami. Zerkając, czy bury do niej dołączył, czmychnęła na drugą stronę. Bulwa nie pływał aż tak dobrze w wodzie. Woda była zimna, nawet jak na porę nowych liści. Stokrotka była już po drugiej stronie, otrzepała się niczym pies z wody, a wilgotne kropelki trafiły w Bulwę. Gdy dogonił swoją partnerkę, lekko się zjeżył i zadrżał z zimna, również otrzepując się z lodowatej wody.
— Woda w porze nowych liści powinna być cieplejsza — powiedział, spacerując z żoną. Na moment przerwał, a później dodał: — Wiesz, chciałbym porozmawiać na temat Trzcinowego Szmeru, bo martwię się o nią.
Przeszedł w końcu do poważnej części rozmowy. Po to w końcu chciał wyjść z Baśniową Stokrotką, aby porozmawiać o tym, jak niepokojące staje się być zachowanie ich córki. Miał nadzieję, że ukochana da mu jakieś rozwiązanie na ten problem. Pręgowana kotka tylko wzdrygnęła się na słowa partnera.
— A co jest z nią nie tak? — zapytała.
— Nie wiem, po prostu mam przeczucie, że Mandarynkowe Pióro może mieć na nią zły wpływ. Chociaż to może tylko przeczucie — odpowiedział.
Po tym, jak Trzcinka wolała bronić Mandarynki od jej własnej matki na weselu jej brata, ta myśl zabłysła mu w głowie.
— Nie gadaj już o tej zdradzieckiej żmii! — syknęła cicho.
Wygładziła nieco futro i spojrzała na partnera.
— Myślisz, że nie zauważyłam? Jak ona nią manipuluje? Władza uderzyła jej do głowy, a ja jestem pewna, że Srocza Gwiazda nie chciałaby takiego wyboru na zastępczynię. Nawet nie walczyła na wojnie! A teraz udaje, że wszystko jest okej — wydusiła z siebie Baśniowa Stokrotka.
— Cóż, jesteśmy bezradni w tej kwestii, może Klan Gwiazdy się nad nami zlituje — spróbował zmienić temat, widząc, że jego żona jest poirytowana. — Może kontynuujemy nasz spacer i nie myślmy o tym na razie — dodał, a kotka popatrzyła na niego.
— No dobrze — mruknęła.
Wstała powoli z miejsca i wtuliła się w futro Dryfującej Bulwy. On widział w jej oczach ból, który ranił jego serce. Polizał ją czule po czole i odwzajemnił uścisk.
Parka spacerowała sobie w ciszy i spokoju, drzewa zdawały się milczeć, jak oni podczas spaceru. Na razie tylko las słyszał o ich zmartwieniach, nikt inny.

Po spacerze poza obozem

Mandarynkowe Pióro wyznaczyła, że po południu Pluskający Potok, Rozpromieniony Skowronek, Dryfująca Bulwa i Zmierzchająca Fala będą przepychać pozostałe kamienie na wyspie, choć nie wszystkie. Było dużo tych kamieni. Ich pracy mieli się przyglądać Siwa Czapla i Rysi Bór, jedni ze starszych kotów, chociaż oni też musieli przetaczać kamienie. Kocury ruszyły poza obóz, szukając głazów. Nie zajęło to długo, bo zaraz po wyjściu znaleźli dwa duże głazy. Dryfująca Bulwa nie miał tego dnia humoru, był trochę smutny z powodu swojej córki i jej zachowania. Może to był tylko okres dojrzewania? A może naprawdę straci ją na zawsze? Stracił już Różyczkę, a teraz traci drugą córkę. Czuł się bezradny.
— Myślę, że dzieląc się w pary po trzech osobników, zaoszczędzimy sobie czasu, wpychając te dwa głazy — powiedział Rysi Bór. — Pierwszym głazem zajmę się ja, Dryfująca Bulwa i Pluskający Potok. Co o tym myślisz Siwa Czaplo? — zapytał.
— Nie mam z tym problemu, ja mogę się zająć tym drugim głazem z Rozpromienionym Skowronkiem i Zmierzchającą Falą — odpowiedział kocur.
— No to do roboty! — krzyknął Rysi Bór.
Wojownicy zaczęli ustawiać się przy głazach, by je popchnąć. Teraz Dryfująca Bulwa szedł z uśmiechem, choć czuł, że jest on wymuszony.
Pchając głaz do obozu miał tylko nadzieję, że po skończonej pracy będzie mógł znowu spotkać swoją partnerkę.

<Baśniowo Stokrotko?>

Event Klanu Nocy: Wtoczenie na wyspę głazów

03 listopada 2025

Od Dryfującej Bulwy CD. Trzcinowego Szmeru

Przeszłość, gdy Trzcinowy Szmer była już mianowana na wojownika, ale musiała leżeć w legowisku medyka z powodu obrażeń z wydrą

Widział on mianowanie swojej jedynej córki z drugiego miotu, czuł mieszankę strachu i ojcowskiej dumy, Trzcinowa Łapa ledwo co przeżyła walkę z wydrą, ale za to pokonała tego wodnego drapieżnika, czego kocur się nie spodziewał. Nie wiedział, że Trzcinowa łapa może dokonać tak wielkich rzeczy, patrzył na nią, zawsze jak na swoją małą córeczkę, na kruszynkę, którą musi chronić za wszelką cenę przed złem tego świata, ale najwidoczniej się mylił i nie powinien patrzeć na nią już jak na malucha, tylko jako dorosłą kotkę co było dosyć trudne, bo szybko rosła.
Wszedł do legowiska medyka z karpiem i skinął głową na przywitanie Różanej Woni.
— Dzień dobry księżniczko, czy mógłbym zajrzeć do mojej córki?
Mówił, trzymając w pysku rybę.
— Oczywiście leży niedaleko.
Wskazała medyczka na jedno z posłań, gdzie Trzcinka się kurowała i poszedł w jego kierunku, widząc szylkretkę czyszczącą futro.
— Witaj Trzcinowy Szmerze, przyniosłem dla ciebie rybę, potrzebujesz dużo energii po walce z wielką wydrą.
Powiedział troskliwie do swojej Trzcinki.
Wojowniczka podniosła głowę, by spojrzeć na własnego ojca, który właśnie przyszedł w jej odwiedziny.
— Dziękuję tato za pamięć.
Zamruczała, biorąc od czarnego pręgusa karpia.
— Jak idą prace w obozie? Trochę żałuję, że nie mogę pomóc, ale tylko trochę.
Zaśmiała się.
— Pracę idą nam tak dobrze, że zanim wyjdziesz z legowiska Różanej Woni, nasz obóz będzie gotowy. Przy okazji Spieniona Gwiazda dała ci piękny człon, pasuje do ciebie.
Komplementował swoją córkę i przypatrywał się jej blizną, które wyglądały szpetnie na jej skórze...
— A te blizny co masz na sobie, zagoją się? Dobrze się czujesz? Pytałaś już Różaną Woń?
— Nie pytałam nic Różanej Woni i cieszę się z mianowania, a nie patrzę na rany.
Odpowiedziała, wgryzając się mocniej w rybę.
Cieszył się ze szczęścia córki z nowej rangi i tego, że smakowała jej ryba. Miał tylko nadzieję, że od mianowania jego córki będzie święty spokój w ich rodzinę, jak i w Klanie Nocy. Raczej w końcu nie będzie następnej powodzi, która by miała znowu wszystko zabrać swoją potężną siłą, prawda?

Po śmierci Pluskającego Potoku - noc

Ta noc jak inne były dla niego ciężkie, od ostatniego czasu nie umiał spać, myślał, że tylko koszmary z borsukami będą jego bolączką przez wszystkie noce w jego życiu. Patrzenie w każdym śnie jak jego mamy zostają rozszarpane przez borsuki, a on tylko patrzył bezradnie, jak za każdym razem się to dzieje, jakby Klan Gwiazdy nie pozwalał w jego snach uratować Jabłkowego Jacka i Rarytaski. Niestety z czasem od powodzi tym więcej kotów mu bliskich ginęło przez powódź, choroby, wojnę albo przez egzekucję. Po zamordowaniu Pluskającego Potoku czuł, że bycie optymistą jest niemożliwe, resztki nadziei i tak z czasem mu znikały ze śmiercią Różyczki i Perlistą Łzy, ale zamordowanie Pluskającego Potoku było już zupełnym dobiciem, zniszczeniem jego radości w życiu. Baśniowej Stokrotce z łatwością było zasypać w nocy, więc czemu on nie umiał, czemu po tym wszystkim wszyscy umieją spać? Czy tylko on był jakiś inny? Czy to jego to coś obchodziło? Czuł się w tym osamotniony, niezrozumiany, zastanawiał się nawet czy nie znaleźć ciała Pluskającego Potoku i go pochować obok Różyczki, w końcu jego córeczka została pochowana na nowych terenach, jak i Perlista Łza, dałoby mu na pewno jakiś spokój, choć czy na widok ciała by się nie popłakał? Chyba za dużo myślał, w sumie zapomniał, co chciał, właśnie chyba miał iść spać, zamknął oczy, czekając na sen, ale jedynie widział to ciemność z jego powiek.

Pora Opadających Liści

Czuł się jak zwykle od tego czasu, był lekko niewyspany i obojętny. Choć zauważył coś niepokojącego u Trzcinowego Szmeru, zaczęła chudnąć, mniej jedząc, dodatkowo jego córka jakoś ucichła. Czy może to była jego wina? Tego wybuchu złości, który przeniósł na nią, czuł się z tym okropnie, choć od jakiegoś czasu nie spotkali się, nie wymienili słowa. Czuł przez chwilę, jakby stali się sobie obcy, jednak kocur chciał ją przeprosić i walczyć o relację ojca z córką. Wziął okonia ze stosu i szukał jej po kątach obozu, kocur się zatrzymał i zobaczył Trzcinowy Szmer, która była skupiona na nasłuchiwaniu wody. Czuł się trochę niezręcznie, nie wiedział nawet jak zacząć, odszedł do niej i pozostawił przed nią rybę.
— Chcesz coś zjeść?
Przesunął rybę w stronę kotki.
— Nie jadłaś nic od rana.
Trzcinowy Szmer otworzyła jedno oko. Ktoś zakłócił jej chwilę ciszy i widziała, że to był jej ojciec.
— Nie jestem głodna.
Powiedziała stanowczo i odsunęła rybę w stronę burasa.
Skoro nie chciała jeść, to pomyślał, że mogliby się gdzieś przejść, jego córka teraz lubiła szum wody, więc może ją zaprowadzi w okolicę Starej Łupiny? Tam było dużo wody.
— Chcesz się może przejść? Widzę, że lubisz słuchać wody, więc możemy pójść do Starej Łupinki, tam jest zacisznie.
— Nie chcę nigdzie wychodzić... Po prostu mnie zostaw…
Mruknęła cicho.
Czy kotka nawet nie chciała z nim pójść? Chyba naprawdę była na niego zła po tym wszystkim.
— Słuchaj, ja przepraszam, jeśli to moja wina. Jak cię potraktowałem, zanim Pluskający Potok jeszcze żył, nie miałem tego na myśli, co wtedy mówiłem do ciebie. Jesteś moją jedyną z dwóch żywych kociaków i nie chcę stracić z tobą relacji, zależy mi na niej jak każdemu ojcu na swoje potomstwo.
Miał nadzieję, że może mu wybaczy? Nie chciał stracić kolejnego dziecka sprzed oczu, chciał to zmienić. Jak to sam mówił, potomków zostało mu mało, więc chciał mieć z nimi jak najwięcej kontaktu, bo czuł się samotny.
Kotka siedziała jednak nadal niewzruszona w miejscu. Pokręciła jedynie głową, a na każdy większy powiew wiatru, trzęsła się z zimna.
— Nie chcę nigdzie wychodzić. Zostaw mnie.
Patrząc tylko na odmowę Trzcinowego Szmeru, nie wiedział, czy to była odmowa wyjścia z nim, czy przyjęcia jego przeprosin. Jej słowa kłuły jego rodzicielskie serce, lecz Bulwa jako ojciec będzie walczył o swoją córkę, nawet jeśli będzie to trudne do odkręcenia.
— Rozumiem, ale jakbyś kiedyś potrzebowała porozmawiać to zawsze będę dostępny.
Bury tylko się odwrócił i odszedł, miał nadzieję, że może jego córka będzie chciała się do niego odezwać.

<Chcesz przyjść do mnie córeczko?>

26 października 2025

Od Dryfującej Bulwy do Słodkiej

Nie ma to jak odwiedzenie wnuków w żłobku. Nawet już miał dla nich prezent! Kacze pióra na pewno będą dobre do zabawy lub do posłania, bo były puszyste i gęste, więc kto by nimi pogardził? Wszedł do żłobka i dostrzegł Borówkową Słodycz, jego wnuczkę.
— Witaj Borówko, przyszedłem dać prezent twoim pociechom.
Pokazał jej pióra, które trzymał. Było ich dość sporo i wyglądało to, jakby oskubał kaczkę ze wszystkich piór.
— Dzięki, dziadku. Będzie mi miło, jeśli ktoś na chwilę rzuci na nie oko. Bycie mamą jest wspaniałym doświadczeniem, lecz trochę też wyczerpującym.
Dryfująca Bulwa kiwnął głową, podchodząc do prawnuków. Były bardzo urocze, choć jedno było czekoladowe i w szczególności trzeba było ją chronić. Korzonka była urocza i nie pozwoliłby rodzinie królewskiej zrobić jej coś złego.
— Witajcie, dzieci. Przyniosłem dla was pióra.
Położył całe pierze na widoku kociąt. Maluchy były zaciekawione i zaczęły bawić się nowym nabytkiem. Korzonka i Konwalia szarpały się o jedno z większych piór dla zabawy, tymczasem Słodka robiła wieżę z piór. Kocur oglądał jak wieża, z mniejszej robi się coraz większa i bardziej chwiejna. Wieża była na tyle wysoka, że kotka już nie sięgała do samego jej czubka.
— Pats dziadku! Jaką duzią budowlę zrobiłam!
Chwalił się mały kociak. Nagle Słodka strąciła niechcący ogonem wieżę i cała się obaliła. Pióra spadały zgrabnie, ale jedno wylądowało na nosie Słodkiej, łaskocząc ją. Wtedy kociak kichnął i wylądował na łapach Bulwy.
— Wszystko dobrze, Słoneczko?
Biedna, może pióra nie były najlepszymi zabawkami dla kociąt?

<Słoneczko?>

26 sierpnia 2025

Od Dryfującej Bulwy do Trzcinowej Łapy

Cieszył się, że jego dziecko z drugiego, Trzcinka, tak szybko dorasta, ale też był trochę smutny, że Różyczka nigdy nie mogła dożyć chwili zostania uczniem wojownika. Był pewien, że chciałaby tego. Zobaczył Trzcinową Łapę, wracała z Mandarynkowym Piórem. Gdy zastępczyni oddaliła się od jego córki, to podszedł do niej.
– Witaj, Trzcinko, chcę tylko powiedzieć, że jestem dumny, że stałaś się uczennicą. Może już jesteś Trzcinową Łapą, ale wiedz, że zawsze będziesz w moim sercu małą Trzcinką.
Był tak dumny z niej, sama zastępczyni ją zauważyła. Zapewne stanie się dobrą wojowniczką, co go radowało.
– Ugh, tato! Nie tak przy wszystkich, bo inni uczniowie nas usłyszą. Teraz jestem Trzcinową Łapą!
Westchnęła przeciągle, po czym obejrzała się dookoła. Kiedy była pewna, że żaden uczeń nie patrzy, czule przytuliła się do ojca.
– Chcesz wyjść z obozu? Jasne! Możemy gdzieś skoczyć.
Widział, jak jego córka była bardzo podekscytowana, że spędza z nim czas. Chyba był dobrym ojcem, że tak się cieszy, co nie?
– Oczywiście, jest wiele miejsc w Klanie Nocy, gdzie możemy fajnie spędzić czas.
Kocur ruszył razem z córką, opuszczając obozu.
– Jak tam ci się podobają treningi z Mandarynkowym Piórem?
Musiał wiedzieć, czy zastępczyni nie jest dla niej zbyt wymagająca, czy może jest dla niej dobrą mentorką. Trochę miał obawy, bo jego żona nie przepadała za Mandarynkowym Piórem.
– Nie jest najgorsza. Muszę dobrze się prezentować, skoro jestem uczennicą samej zastępczyni – powiedziała dumna. – To gdzie mnie chcesz zaprowadzić? Będziemy polować? Pływać? Może coś jeszcze innego?
Pomyślał, przez chwilę, pływał, ale nie zbyt często, bo bał się wodzy, ale teraz to ma już traumę przez nią. Odebrała mu ona dwie córki jednego dnia...
– Możemy pójść na polowanie na ryby, co ty na to?
Przynajmniej nie będzie pływał, na razie nie chciał – po tym wszystkim, co spotkało Klan Nocy i jego obóz, który został spustoszony przez wodę.
– Jasne, możemy. Chętnie poćwiczę łowienie ryb, gdyż ostatnio na treningu razem z Mandarynkowym Piórem mi nie szło zbyt dobrze – przyznała mu niechętnie. – Chciałabym ją zaskoczyć moimi umiejętnościami łowieckimi – powiedziała bura szylkretka.
– Po treningu ze mną będziesz tak doskonała, że Mandarynkowe Pióro będzie pod wrażeniem. – Starał się dodawać otuchy córce, po czym patrzył na wodę, oglądając na ryby lub ich cienie, chciał jakaś złapać, by pokazać swojej córce, jak najlepiej je złowić.
– Widzę już nawet jedną.
Zobaczył w końcu jakiś cień ryby, po czym szybko zanurzył pysk do wody i złapał zębami zwierzę, rzucając ją o ziemię.
Uczennica przytaknęła, nadal udając szczęście. Dryfująca Bulwa jednak nie zauważył, że coś jest nie tak. Może duma, że jego córka jest szkolona przez zastępczynię lekko przyćmiła jego uwagę.
– Teraz moja kolej!
Przysunęła się bliżej wody i cierpliwie szukała wzrokiem swojej pierwszej ofiary.
– Tutaj jesteś!
Kiedy przed nią przepłynęła płoć, ta szybko chlasnęła pazurami wodę, wyrzucając na brzeg jeszcze żywe stworzenie.
– Mandarynkowe Pióro mnie tak nauczyła. Tak w ogóle nie ma szans, bym zachłysnęła się wodą. – Dumnie uniosła głowę.
Patrzył z zachwytem na swoją małą córeczkę, tak szybko się uczyła, złowiła nawet swoją pierwszą rybę, aż bury kocur się wzruszył.
– Widzę, że szybko się uczysz! Gdy złapiesz kilka ryb, na pewno jak wrócisz do obozu, to rzuci na ciebie okiem.
Patrzył na lustrzane odbicie, było widać, że powoli się starzeje, że te lata szybko mijają. Przeżył już tak dużo, wiele bliskich mu kotów się pojawiało i umierało w tak szybkim tempie, nie mógł już liczyć tego na palcach u łap. Musiał więc spędzić ten czas ze swoją córką, zanim również ją coś zabierze.
– Teraz znowu ja!
Kocur zobaczył znowu cień ryby, następna piszczka do kolekcji. Zanurzył głowę błyskawicznie w wodzie, ale ryba odpłynęła, a on miał w pysku wodę. Wynurzył mokrą głowę, kaszląc.
– Chyba tym razem nie miałem szczęścia, może za to ty będziesz je miała.
Trzcinowa Łapa zaśmiała się głośno na widok mokrej głowy ojca, który wypuścił fontannę wody z pyska.
– Tato, spróbuj wyciągać je łapą. Jest pora nagich drzew, czy ty zamierzasz wylądować w legowisku medyka?
Położyła się na chlebek.
Na chwilę przestał się dusić z lodowatej wody i otrzepał się z niej.
– Raczej nie, może teraz spróbuję inaczej je złapać, metoda na nurka chyba nie opłaca się w moim wieku.
Zaśmiał się, po czym spróbował coś wypatrzeć, ale jeszcze nie widział żadnego cienia, musiał poczekać.
Trzcinowa Łapa nachyliła się również nad wodą ostrożnie, obserwując, co kryje się pod jej taflą. Kiedy w końcu zauważyła nadpływającą rybę, na jej pyszczku pojawił się złośliwy uśmieszek. Łapą uderzyła w wodę, wyrzucając tym rybę na brzeg rzeki.
– Ha ha, byłam szybsza! – zaśmiała się z widoku zachlapanego ojca.
– No cóż, gratuluję, najwyżej tak szybko wchłonęłaś moje nauki, że mnie prześcignęłaś.
Uśmiechnął się, po czym szukał w lodowatej wodzie jakiejś ryby, zauważył cień i pacnął o taflę wody, jak to zrobiła jego córka. Ryba straciła równowagę, wylatując, a Dryfująca Bulwa ją złapał. Musiał przyznać, że dzisiaj nauczył się czegoś, przebywając ze swoją córką nad wodą w Porze Nagich Drzew.

<Córeczko?>

24 lipca 2025

Od Dryfującej Bulwy

Akcja opowiadania dzieje się w przeszłości

Bury kocur szedł do lecznicy, dostał chyba kaszlu, a nie chciał zarazić swojej partnerki czy kociąt. Szedł do lecznicy spotkać się z Różaną Wolą, księżniczką Klanu Nocy, która była medyczką.
Wszedł do legowiska medyka, lecz ujrzał Gąbczastą Łapę.
- Witaj Księżniczko. Wiesz, gdzie może być Różana Woń?
Kotka, sortując zioła, odpowiedziała:
- Za niedługo przyjdzie. Musiała tylko zebrać parę ziół do lecznicy.
Kocur więc czekał spokojnie na czarno-białą kotkę, wśród pachnących ziół. Był dość cichym kotem i nie wiedział jak dalej ciągnąć rozmowę. Na szczęście przyszła do legowiska medyka Różana Woń i spojrzała na niego.
- Dzień dobry Dryfująca Bulwo, w czym mogę pomóc i jak tam u twoich córek?
Dryfująca Bulwa poczuł ulgę, gdy medyczka przyszła i mu pomoże.
- Różyczka i Trzcinka mają się dobrze, natomiast ja chyba mam kaszel, bo tak kasłam od jakiegoś czasu.
Smukła kotka podeszła do niego, przyglądając mu się.
- To otwórz pysk Bulwo, muszę cię sprawdzić.
Kocur otworzył pysk, a medyczka zajrzała do środka.
- Na szczęście to tylko biały kaszel, a co do twoich córek dobrze, że są zdrowe i nic im nie jest. To połóż się gdzieś, a ja dam ci lekarstwo.
Kocur usiadł wygodnie na legowisku z mchu, a medyczka przyszła z kocimiętką, Starszy kocur bez gadania ją zjadł. Miał nadzieję wyzdrowieć, by znowu zobaczyć swoją partnerkę i córeczki.

Wyleczeni: Dryfująca Bulwa

16 lipca 2025

Od Dryfującej Bulwy

Bury kocur szedł w stronę żłobka z rybą w pysku, by odwiedzić swoją ukochaną żonę Baśniową Stokrotkę i jego kochanie ziemniaczki, Różyczkę i Trzcinkę, jego kochane córeczki, które przyszły na świat. Był bardzo szczęśliwy, że znowu został ojcem. Od dawna nie miał o kogo aż tak się troszczyć. Owszem, miał dwie córki - Porywisty Sztorm i Perlistą Łzę - oraz syna, Pluskający Potok, z których był dumny i ich kochał, ale byli już dorośli i mieli własne obowiązki. Dodatkowo doczekał się od jednej z córek wnuków, choć wciąż miał na nią oko, bo miał złe przeczucie co do jej partnera - Rysiego Boru. Powodem tego były duże ilości ich sprzeczek. Mimo wszystko nie chciał ich już za bardzo niańczyć. Nie byli już dziećmi, ale gdy tylko przez chwilę na nich patrzył, zawsze widział w nich swoje małe, ukochane szkrabki, które mógłby rozszarpać ze słodkości, gdyby tylko mógł. Był już żłobku i zobaczył swoją ukochaną żonę i podszedł do niej.
— Witaj Baśniowo Stokrotko, tęskniłem za tobą! — Otarł się o długie futro swojej żony, odstawił rybę blisko niej, by mogła ją zjeść, Stokrotka tylko spojrzała na niego.
— Kochanie, ale my się widujemy codziennie i mnie widujesz bardzo często, przecież nawet wczoraj mnie odwiedziłeś chyba 5 razy w żłobku.
Przytuliła się do niego i wtuliła się w jego futro, trzymając ich pociechy.
— No wiem, ale jak nie ma cię przy moim boku, to myślę tylko o tym, że ciebie nie ma! Czuję się, jakby ciebie nie było przez kilka księżyców, a mija tylko kilka bić serc.
Naprawdę kochał towarzystwo swojej ukochanej partnerki, a od kiedy Syreni Lament umarła to tylko bliskość do jej partnerki się pogłębiła. W sensie to nie tak, że jej nie kochał, czy coś. Czuł, że jego siostra pomagała mu ogarnąć jego życie po stracie matek i dodatkowo była dla niego wzorem do naśladowania! Jednak choroba ją zabrała, więc to wszystko przeszło na jego partnerkę, była teraz dla niego wzorem do naśladowania i balastem w jego życiu, który kochał. Stare małżeństwo wtuliło się w siebie, a Baśniowa Stokrotka już zjadła rybę, którą przyniósł jej mąż. Patrzyli na swoje piękne pociechy. Stokrotka tylko poruszyła nerwowo kończynami, Bulwą od razu to zauważył.
— Kochanie, jeśli źle się czujesz, to pójdę do medyka!
Szybko wstał, w końcu chodziło o jego stan żony albo dzieci, albo jeszcze o jedno i drugie! Stokrotka go zatrzymała i spojrzała na niego ze spokojem.
— Wszystko dobrze tylko mi kończyny drętwiały, wiem, że już nie potrzebują mleka, ale są bardzo do mnie przylepne, nie zasną bez mego towarzystwa i obudzą się od razu, a dopiero co je kładłam spać.
Cóż, jego żona potrzebowała ruchu, nie chciał, by coś jej zdrętwiało i znieruchomiało, a odpoczynek na pewno, by jej się przydał.
— Ja się nimi zajmę, a ty możesz iść się przewietrzyć, w końcu zasługujesz na chwilę odpoczynku.
Jego partnerka tylko liznęła go po czole, czule.
— Dziękuję kochanie, na pewno nie zauważą różnicy podczas spania, a ja rozprostuję moje stare kości.
Wstała delikatnie, by nie obudzić maluchów, a Dryfująca Bulwa zajął jej miejsce. Kociaki teraz tuliły się do jego futra zamiast do futra matki, nie poczuły różnicy i słodko spały. Baśniowa Stokrotka zniknęła, ze żłobka, a Dryfująca Bulwa pilnował swoich małych córeczek; były bardzo urocze.
— Obiecuję, że będziecie bezpieczne u mego boku, będę was kochał tak samo, jak mój poprzedni miot i będę zawsze przy was, gdy będziecie tego potrzebowały.
Objął kociaki własnymi łapami, przytulając je, po czym było tak miło w żłobku, że zasnął razem ze swoimi pociechami, teraz wyglądali jak trzy ziemniaki, dwa mniejsze i jeden większy.