BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda x Łabędzi Plusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda x Łabędzi Plusk. Pokaż wszystkie posty

15 listopada 2020

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Łabędziego Plusku

 Aronia westchnął cicho. Jego też to przerażało. Czas biegł tak nie ubłaganie. Bycie uczniami? Kiedy to było. Tyle księżyców temu. Zdawało się, że jeszcze tak niedawno zaczepiał Łabędzią Łapę na zgromadzeniu, a nim się obejrzał byli już partnerami, a on został zastępcą. 
— Mnie też.
Zerknął na pointa i uśmiechnął się lekko. 
— Bez przesady, że lada dzień. Spójrz na Pstrągową Gwiazdę, szybko, niestety, nic jej nie sprzątnie z tego świata. — widząc niepewną minę kocura, dodał. — Nie ma co się martwić na zapas. A przed nami jeszcze wiele księżyców. 
— Ra-racja. — miauknął cicho Łabędzi Plusk. 
Aroniowy Podmuch zbliżył się niepewnie do kocura. Point obserwował go uważnie niebieskimi ślipiami. Obydwoje byli skrępowani. Nie wiedzieli na co sobie pozwolić. 
— B-będziemy mu-musieli się ze-zebrać p-przed świt-tem.
— Chyba jeszcze nie nastał. — stwierdził Aronia. 
Dla upewnienia wstał i podążył do wyjścia z borsuczej nory. Łabędzi Plusk także się podniósł i ruszył za nim. Zaskoczeni ujrzeli powoli jaśniejące niebo. Do wschodu słońca jeszcze trochę było, ale musieli jeszcze wrócić.
— To chyba musimy się pospieszyć ze znalezieniem tego drugiego wyjścia. 
— R-racja. 
Podeszli ponownie do rozwidlenia dróg. Tym razem skręcili w drugie. Z każdym krokiem nora stawała się ciaśniejsza. Łabędzi Plusk musiał się zgarbić. Aronia także to uczynił, czując jak ziemia nieprzyjemnie ociera go po łbie i grzbiecie. Wkrótce poczuł świeże powietrze. Point pierwszy wygramolił się z nory. Jego tyłek nieco utknął, więc Aroniowy Podmuch musiał go popchnąć. On sam zaczął się przeciskać przez wyjście. Okazało się to do nie najłatwiejszych zadań. Łabądek, który już znajdował się na zewnątrz, spojrzał na niego pytająco. Kocur wiedząc, że go nikt od tyłu nie popchnie, wbił mocno pazury w ziemię. Po paru uderzeniach serca niezgrabnego wiercenia się i cichego przeklinania udało mu się wydostać. Cały zakurzony ziemią otrzepał się pospiesznie. 
— Brr... — mruknął, widząc jak uwalone jest jego futro.
Ujrzawszy lekki uśmiech na pysku Łabędziego Plusku, położył nastroszoną sierść. 
— Nie wyglądasz lepiej. — miauknął z przekąsem, podchodząc do partnera. — Czekaj. 
Strzepnął z grzbietu pointa kawałki korzeni. 
— T-ty też t-tu ma-masz j-jeden. — oznajmił cicho, by następnie zdjąć z jego łba coś. 
Łabędzi Plusk znalazł się obok niego na tyle blisko, że Aronia wstrzymał oddech. Jego futro nawet zakurzone wyglądało ładnie. Pomimo że kocur świetnie znał jego strukturę miał ochotę dotknął go. Wtulić się w pointa i zostać tak, nie przejmując się klanem oraz patrolami do wyznaczenia.
— D-dzięki. — miauknął lekko speszony, odsuwając się. — Do... do zobaczenia? 
Łabędzi Plusk kiwnął łbem. 
— D-do zo-zobaczenia. 


* * *

Świt nastał szybciej niż się spodziewał. Zdążył się położyć na trochę w legowisku nim musiał wstać. Na dodatek jego futro mokre od wody, przez którą się przeprawił, by zmyć z siebie zapach Klifiaka i borsuczej nory, jak na złość nie chciało wyschnąć. Nieprzyjemnie dreszcze przechodziły po jego ciele. Zmarzł, a oczy lepiły mu się do snu. 
— Aroniowy Podmuchu...? — miauknęła Biegnący Potok. 
Kocur otworzył gwałtownie ślipia. Wojowniczka przyglądała mu się niepewnie. 
— Tak?
— To z kim mam iść? 
— Ee... Weź ze sobą Biały Kieł, Iskrzący Krok. — mruknął pierwsze koty, które przyszły mu do łba. 
Kotka zmarszczyła brwi. 
— Ale oni już poszli na patrol łowiecki. Z Karasiową Łuską. 
Aroniowy Podmuch westchnął.
— To Jesionowy Wicher i Poziomkowy Blask. 
Kotka skinęła łbem i odeszła. Aroniowy Podmuch zmrużył ślipia. Miał nadzieję, że to na dzisiaj koniec jego zaangażowania w cokolwiek. Otworzył niechętnie oczy i ruszył w stronę swojego legowiska. Tam ułożył się wygodnie z nadzieją na dłuższą drzemkę. 
— Aroniowy Podmuchu! 
Zdawało mu się, że dopiero zamknął oczy, ale po słońcu widział, że minęło więcej czasu. Słońce już niemal szczytowało. Zdyszany pysk Iskrzącego Kroku to drugie co ujrzał. 
— Czego.
Kocur trochę się speszył. 
— Na patrolu łowieckim z Białym Kłem i Karasiową Łuską znaleźliśmy borsuczą norę. 
Serce Aroniowego Podmuchu zabiło szybciej. Ślipia od razu otworzyły mu się szybciej. 
— I? — z trudem powiedział to opanowanym głosem. — Wszędzie są jakieś nory. To nic nowego. 
— Był tam też zwietrzały zapach Klifiaka... 
Aroniowy Podmuch zerwał się na łapy. Ogon mimowolnie zaczął się nerwowo kiwać. 
— Zaprowadź mnie tam. 
— Ale... ale nie powinniśmy poinformować pierw Pstrągowej Gwiazdy? — zapytał niepewnie wojownik. 
— To idź do niej, jak tak strasznie tęsknisz za jej pyskiem. — syknął, wychodząc z legowiska wojowników. 
Karasiowa Łuska podniosła się, widząc wychodzącego zastępcę. Szturchnęła lekko przysypiającego Białego Kła. 
— Zaprowadźcie mnie tam.
Ruszyli. Aroniowy Podmuch na początku liczył, że dotrą może do innej borsuczej nory. Lecz z każdym krokiem orientował się, że raczej nie ma na co liczyć. Dotarli do nory, w którą wczoraj wpadł. Poczuł nieprzyjemny skręt w żołądku. 
— Myślicie, że Klifiaki urządzają tu sobie bazę? Taką super tajną i obserwują nas z ukrycia. Może właśnie teraz tłoczy się tam pięciu wojowników tylko czekających na to by nas zaatakować. — zaczęła paplać Karasiowa Łuska. 
Biały Kieł wybałuszył ślipia. 
— Folalbym nie — wyseplenił cicho. 
— Wyczulibyśmy ich. — stwierdził Aroniowy Podmuch. — Pewnie jakaś pierdoła zabłądziła i wpadła do dziury. 
Wzrok miał wbity w łapy. Nie mógł zdradzić tego, że właśnie on był tą pierdołą. 
— Może. — miauknął Iskrzący Krok. — Ale już samo zbłądzenie jest podejrzane. Nasze granice są dobrze oznakowane. 
Aronia przewrócił ślipiami. 
— Jak się tak boicie tej niby tajnej bazy to ją zasypmy. Najwyżej Klifiaki się uduszą. — mruknął w stronę Karasiowej Łuski. 
Trójka wojowników spojrzała po sobie, a potem na niego niepewnie. 
— Że my mamy zasypać? — zapytał niepewnie Iskrzący Krok. 
Aronia prychnął. 
— A co łap nie macie? No już razem szybciej nam pójdzie. — mruknął, biorąc się do roboty. 
Zignorował ciche kłucie żalu. To było jego wina, że teraz musiał zasypać jego i Łabądka wspólne miejsce. Zamiast pójść do obozu powinien zająć się lepiej zamaskowaniem zapachu Łabędziego Plusku. Wojownicy dołączyli do niego i po parunastu uderzaniach serca wejście główne do borsuczej nory było zasypane. Zmęczony usiadł. 
— Wracajmy. — mruknął. — Macie wolne popołudnie. 

 * * *

*przed byciem panem liderem *

— A ty gdzie? 
Pysk Borsuczego Warkotu skrzywiony był w grymas. Jak w sumie zwykle. Aroniowy Podmuch trzepnął ogonem. 
— Przejść się. Jak ci nie pasuje leć naskarżyć Pstrągowej Gwieździe. — syknął. 
Wojownik położył uszy. Mierzył jeszcze uderzenie serca wzrokiem. 
— Żebyś się nie zdziwił. — burknął Borsuczy Warkot. 
Aronia wskoczył na kłodę. Ruszył w głąb terenów. Dziwne uczucie, jakby ktoś podążał jego tropem siedziało mu na ogonie. Lecz co się odwrócił, nikogo za sobą nie zastał. Westchnął nerwowo, skręcając nagle. Wszedł w wyższą trawę. Jej kosmyki nieprzyjemnie ocierały się o pysk zastępcy, lecz wolał się upewnić, że nikt go nie śledzi. Kładąc powoli łapy, nasłuchiwał. Był już blisko farmy. Czuł zapach zwierząt Dwunożnych. Łabędzi Plusk pewnie czekał gdzieś przy granicy. Z utęsknieniem spojrzał w stronę modrzewiu rosnącego koło granicy. Chciał móc się już zobaczyć z pointem. Porzucić dziwne uczucie bycia śledzonym i wybiec partnerowi na spotkanie. Móc już wtulić się w jego sierść. Nie widzieli się pół księżyca, a czas dłużył się czarno-białemu w nieskończoność. Położył uszy, docierając do płotu. Wskoczył na niego i spojrzał na rozciągającą się polanę. Szybko zauważył czyjś ogon wystający z traw. Cynamonowy czubek szybko zawęził krąg podejrzanych. Aroniowy Podmuch westchnął. 
— Widzę cię Iskrzący Kroku. — warknął. 
Młody wojownik pokrzyżował mu wieczorne plany. Nie krył się ze złością.
— W-witaj... — miauknął cicho cynamonowy. 
— Czemu za mną łazisz? Śledzisz mnie? Pstrągowa Gwiazda ci kazała? 
Kocur szybko pokręcił łbem. 
— Ja... ja chciałem zapytać, czy mogę nie iść jutro na... na poranny patrol...? — mruknął niepewnie wojownik. 
Aroniowy Podmuch uniósł brwi. 
— Możesz. A teraz spadaj. 
Iskrzący Krok zamiast ruszyć kuper w stronę obozu, spojrzał niepewnie na zastępcę. 
— Bo... bo ja chciałem się o coś jeszcze spytać... —  przeciągał każde słowo w nieskończoność. 
Coraz bardziej irytował Aronię. Mógł go nie przynosić do obozu. Zaoszczędziłby dużo czasu. Swojego i innych. 
— No? 
— Bo... bo ja słyszałem...
— Co słyszałeś? 
— Ja słyszałem, że ty... że ty wolisz kocury... —  miauknął speszony. 
Aroniowy Podmuch poczuł jak cała sierść staje mu dęba. 
— Co. Kto ci to powiedział? —  syknął. 
— T-to nieważne. Ale wolisz? —  zapytał z dziwną iskrą w ślepiu. 
Zastępcy nie spodobało się to. 
—  Nie twój interes. Czemu to cię w ogóle interesuje? Nie masz lepszych rzeczy do robienia? Może za bardzo się nudzisz pomiędzy patrolami? 
Wojownik pospiesznie pokręcił łebkiem. 
— Więc? —  burknął Aroniowy Podmuch, chcąc już tylko zagrzebać się głęboko pod legowiskiem. 
Ostatni kot, którego za bardzo obchodziła jego orientacja był... upierdliwy. Ćmia Łapa była karą od Klanu Gwiazd za błędy, które popełnił dopiero w przyszłości. 
—  B-bo ja lubię... kogoś. — wyznał cicho Iskrzący Krok. —  Ale nie wiem, czy t-to tak po przyjacielsku, czy c-coś więcej...
Aronia przewrócił oczami. Kim on był, że kocur postanowił akurat go pytać o takie rzeczy. Trzepnął mimowolnie ogonem i zeskoczył z płotu. 
—  Chodź. — mruknął cicho z żalem spoglądając w miejsce spotkania z Łabędzim Pluskiem. — Postaram się... spróbuję ci to jakoś wytłumaczyć. Ale spróbuj komuś wygadać coś, a sam ci odgryzę język. — burknął. 
Iskrzący Krok kiwnął łbem i podążył za nim. 

* * *

Zwinięty w kłębek rozmyślał. Upał zdawał się nie przechodzić, a wody nawet w ich jeziorze było coraz mniej. Co zrobią jak się skończy? Czy Gwiezdni jakoś im pomogą? Czy wyżyją z samej zwierzyny z lasu? A może powinni pogonić lisy z bagien i przejąć i te tereny? 
Tyle pytań bez odpowiedzi kłębiło się w jego łbie. 
Przeciągnął się leniwie. Coś strzeliło mu w kręgosłupie. Poranny Zorza stękał mu, że za mało się rusza. Aroniowa Gwiazda przywykł już do płowego. Ten mimo bycia Klifiakiem był dość porządnym kotem jak na Klifiaka. Choć jego dziwne przednie łapy budziły w Aronii jakiś niepokój. Wolał nie wiedzieć czym tak podpadł Klanowi Gwiazd, że tak go pokarali. Wstał i wyszedł ze swojego legowiska z nadzieją, że jak wróci nie zastanie na nim kału. Współklanowicze skryci w cieniu wierzby wylegiwali się spokojnie. Aronia skierował się do wyjścia z obozu. Coś jeszcze go niepokoiło. Skoro ich jezioro wysychało to jak Klifiaki radziły sobie z upałem. Z tego co wiedział przez ich teren biegł wąski strumyk. Wizja spragnionego i przegrzanego Łabędziego Pluska śniła mu się po nocach. Nie ufał tej całej Berberysowej Gwieździe. Pewnie była córką Lisiej Gwiazdy i miała tak samo snuty przez pająki mózg jak rudy szaleniec. Ruszył w stronę niewielkiego modrzewia rosnącego pomiędzy granicami Klanu Klifu i Klan Nocy. Głupio liczył, że spotka tam kocura. Że Klan Gwiazd pozwoli im na spotkanie tylu księżycach rozłąki. Łabędziego Plusku nie było na zgromadzeniu. Nie było go ani widać, ani czuć przy granicy. Zupełnie jakby zniknął. Aroniowa Gwiazda szybko odrzucił tą myśl. Musiał wierzyć, że Łabędzi Plusk jest cały i zdrowy. Usiadł i czekał. Bacznie pilnując linii granicznej, położył się w cieniu drzewa. Ten sprawiał, że upał stawał się nieco bardziej znośny. 
— A-aronia? — usłyszał pełen niepokoju głos nad sobą.

<Łabąd?>

18 sierpnia 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Przytulali się do siebie jeszcze długi czas. Aronia miał wrażenie, że jeszcze chwilę i obydwoje będą cali mokrzy od łez, lecz nie miał zamiaru oderwać się od kocura. Tak strasznie żałował, że nie mógł spędzić z Łabędzim Pluskiem całego dnia. Po raz pierwszy żałował, że był zastępcą i musiał wrócić na wieczór i rozporządzić wszystkim. Poczuł nieprzyjemne mrowienie. Ogon cały zdrętwiał przez to, Aronia źle usiadł na nim. Niemiły dreszcz przybrał na silę. Aronia delikatnie odepchnął Łabądka. W niebieskich ślipiach pojawił się strach. 
— Ogon mi zdrętwiał — szybko wyjaśnił zastępca. 
Łabędzi Plusk kiwnął łbem. Pomiędzy nimi zapanowała niezręczna cisza. Przez emocje atmosfera nadal była gorąca. Aronia za bardzo nie wiedział co zrobić. Na co mógł sobie pozwolić. Czy ponowne przytulenie nie będzie zbyt nachalne? Albo splecenie ogonów? Miał we łbie mętlik. 
— M-może spotkamy się tu jeszcze w nocy? — ledwo odważył się na te słowa. — B-bo zaraz będę musiał wracać — dodał ciszej. 
Ukradkiem zerknął na pointa. 
— D-d-dobrze — miauknął kocur. — D-do zo-zobaczenia, A-aronio — mruknął Łabędzi Plusk. 
Lekki uśmiech wkradł się na łaciaty pysk. 
— Do zobaczenia — także miauknął. 
Rozeszli się. Obydwoje we własnych głowach przeżywali to wszystko. Każde spojrzenie, każde słowo. Aroniowy Podmuch miał nadzieję, że nie zraził jakkolwiek Łabądka. Że nie powiedział niczego źle. Że point go nie zrozumiał w czymś źle. Zestresowany lekko przyspieszył. Wieczorem się wszystko okaże. 

* * * 

Zniecierpliwiony czekał aż ostatni partol wróci do obozowiska. Każde uderzenie serca ciągnęło się w nieskończoność. Aroniowy Podmuch już tak bardzo chciał wybiec Łabądkowi na spotkanie. Tym bardziej, że wiedział, że ten ma w zwyczaju być zwykle trochę za wcześnie. Widząc wracający patrol, machnął ogonem. Borsuczy Warkot, a tuż za nim Karasiowa Łuska i jej uczeń Łososiowa Łapa wlekli się niczym muchy w oleju. 
— Wolniej się nie dało? — syknął na biało-czarnego, który prowadził patrol. 
Borsuk jedynie odpowiedział mu warknięciem. Aroniowy Podmuch westchnął. Coraz bardziej się ściemniało. Jeszcze trochę i będzie mógł wyjść. 

* * *

Pędził. Pędził jak głupi. Gałęzie boleśnie uderzały go o pysk. Biegł ile sił w łapach. Widząc przerzedzające się drzewa przyspieszył. Uświadomiwszy sobie, że już zaraz spotka się z Łabędzim Pluskiem, poczuł jak serce mu niebezpiecznie przyspiesza. Pokręcił łbem, rozbawiony tym. Miał już prawie sześćdziesiąt księżyców, a przez takie chwile jak ta znów czuł się głupim nastolatkiem. Widząc srebrne furto, zwolnił. Już jedynie parę kroków dzieliło go od Łabądka. Wpatrzony w kocura, nawet nie patrzył pod łapy.
— H-hej... — urwał, czując jak trafi grud pod łapami.
Wpadł do borsuczej nory. Sypki piach sprawił, że zjechał głębiej.
— A-aroniowy Po-podmuchu?! — miauknął przestraszony point, podbiegając do dziury w ziemi.
— Nic mi nie jest — mruknął zastępca nieco zawstydzony.
Wpadł do tej dziury, jak ostatni mysi móżdżek. Zaparł się na tylnych łapach i zaczął wspinać do góry. Nie było to łatwe. Piasek osuwał się mu spod łapy
— Z-złap m-mój ogon — zawołał Łabądek, podając mu kitę.
Aronia chwycił ją lekko zębami i ponownie próbował wspiąć się na górę. Niestety akcja ratownicza nie powiodła się, i Łabędzi Plusk pociągnięty za mocno za ogon także trafił do dziury. Kocury przeturlały się jeszcze głębiej nory borsuka. Lekko poobijani podnieśli się powoli.
— Na ostry i ciernie — mruknął pod nosem Aroniowy Podmuch.
Dziura borsuka zepsuła im cały plan na wieczór. Pewnie do rana będą próbowali uciec z tej debilnej nory. Aronia westchnął. Wszystko zepsuł znów.
— M-myślisz, że jest o-opuszczona? — mruknął Łabędzi Plusk.
Co prawda zapach borsuka gdzieniegdzie nadal by duszący, ale zwierząt raczej od dłuższego czasu tu nie było.
— Chyba tak, a co — burknął Aronia, rozglądając się po norze.
— Bo-borsuki za-zawsze mają w n-norach wy-wyjścia a-awaryjne — miauknął point. — M-może nim wyjściem.
Zastępca zastrzygł uszami. Czyli była szansa na łatwiejsze wyjście.
— Świetnie — mruknął. — Tylko którym tunelem iść — wskazał łapą na rozwidlenie.
Przez zapach borsuków trudno było wyczuć cokolwiek innego, więc nie mogli polegać na węchu.
— Dobra, idźmy tą — zarządził Aronia, łapiąc lekko ogonem kitę Łabędziego Plusku.
Ten zamyślony lekko, otrząsnął się i podążył za nim. Szli w ciszy. Dotarli w parę uderzeń serca do większej komory. Nie wyglądała na wyjście, lecz wyłożone ususzonymi kwiatami legowisko przyciągnęło wzrok kocurów.
— A-ale t-tu ładnie — miauknął point, podziwiając dzieło łasicowatych.
— Wiedziałeś, że borsuki tak robią? — zapytał zaskoczony Aroniowy Podmuch.
Dotychczas brał je za bezmyślne stworzenia głodne krwi.
Co jeśli one uważały to samo o kotach?
Łabędzi Plusk pokręcił łbem.
— N-najwidoczniej d-dużo o nich n-nie wiemy — mruknął.
Aroniowy Podmuch podszedł do legowiska. Woń unosząca się z kupki mchu i kwiatów potwierdzała, że było to dzieło borsuków. Czarno-biały spojrzał na Łabądka po czym na legowisko i usadowił się na nim. Było miększe niż sobie wyobrażał. Mimowolnie rozłożył się na nim, rozkoszując tą wygodą.
— Łabędzi Plusku, chodź — zawołał partnera z nutą niepewności w głosie.
Point niepewnie podszedł do niego i usiadł obok. Po chwili sam rozłożyć się na posłaniu. Ich boki stuknęły się lekko. Aronia zerknął ukradkiem na Łabędzi Plusk. Point zamyślony przypatrywał się ususzonym kwiatom. Czarno-biały niepewnie zbliżył się do srebrnego.
— Coś... coś się dzieje w Klanie Klifu? — zapytał z zawahaniem w głosie. Starali raczej nie zdradzać sobie na wzajem słabości swoich klanów. — C-cały dzień jesteś zamyślony — dodał ciszej.

<Łabądku?>

09 lipca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Wpatrywał się w powolnie płynący potok. Kawałki lodu spowolniały strumień, plątając się nieznośnie pomiędzy skałami. Aroniowy Podmuch chciał, żeby i jego życie popłynęło dalej. Ostatnio stał w miejscu. Strata Łabędziego Plusku była zbyt bolesna, by pewnie kroczyć przed siebie. Na początku sądził, że da radę. Że sobie poradzi. Lecz po ujrzeniu kocura podczas napaści na Klan Klifu Aronia miał wrażenie, że jego wszystkie rany otworzyły się na nowo. Znów mech w jego posłaniu przemoknięty był od łez, a ogon czarno-białego szorował po ziemi. Opieprz Pstrągowej Gwiazdy także nie mu nie pomógł. Nie sądził, że słowa liderki go tak zabolą. Stwierdzenie, że jej klan to banda tchórzliwych idiotów nie jednemu się nie spodobało. Reakcje Nocniaków były różne, od płaczu do agresji i wyzwisk. Jednym słowem w ich klanie nie było za spokojnie. Aroniowy Podmuch wiedział, że liderka go potrzebuje, lecz to wszystko przytłaczało go za bardzo. Nawet nie usłyszał jak Jesionowy Wicher do niego podchodzi. 
— Hej — miauknął do niego. — Przejmujesz się słowami Pstrągowej Gwiazdy? — zapytał, dojrzawszy smutek na jego pysku. 
Aronia pokręcił łbem. 
— Dziwnie mieć Klifiaka w klanie — mruknął w końcu. — Myślisz, że to szpieg? 
Jesionowy Wicher zastanowił się na uderzenie serca. 
— Czy ja wiem, na swych krótkich przednich łapkach za daleko sam nie odejdzie — stwierdził, po czym zerknął ukradkiem w stronę wyjścia z obozu. — Chciałbyś się przejść na patrol? 
Aroniowy Podmuch westchnął. Nie miał co tu siedzieć smętnie i użalać się nad sobą. Musiał chociaż próbować wziąć w garść. Rozejrzał się dookoła. Obóz żył jakoś własnym życiem i nikt na razie nie potrzebował go.
— Okay
Ruszyli razem w stronę powalonego pnia. Sprawnym skokiem znaleźli się na nim, by później podążyć wzdłuż nowej granicy z Klifiakami. Aroniowy Podmuch cieszył się, że oprócz medyka-szpiega odzyskali dawne tereny. Dobrze było postawić łapę na polanie i móc rozprostować łapy. Po lesie nie dało się swobodnie rozpędzić. Dość szybko znaleźli się przy nowej granicy z Klanem Klifu. Aronia zwolnił kroku, czując dobrze znany zapach sosen. Zmierzali w stronę farmy.
— Spokojnie tu — mruknął zastępca, rozglądając się.
Obawiał się, że chwilowa cisza przed burzą. W końcu to Lisia Gwiazda wybił się na sławie szaleńca. Aronia nie sądził, że ten od tak to zostawi. Na dodatek teraz mieli Słodki Język. Ich starą medyczkę, która znała cały klan jak własne posłanie. Jeśli dziwnopyska faktycznie okaże się zdrajcą, będą musieli wszystko zmienić. Czas patroli, postawić więcej straż nocą, lepiej zabezpieczyć obóz. Lecz nie to leżało na żołądku Aroniowego Podmuchu. Widok dziwnopyskiej u boku tej lisiej mendy był niczym cierń w łapie. Kocur nigdy nie sądził, że dawna przyjaciółka tak łatwo ich porzuci.
— Cieszymy się spokojem póki jest — odpowiedział Jesionowy Wicher.
Aroniowy Podmuch kiwnął smętnie łbem.
— Wojna w taki mróz to ostatnie czego potrzebujemy — mruknął jedynie.
Znów pomiędzy nimi zapadła cisza. Każdy zatopił się w swoich myślach, pozwalając łapą na ślepo prowadzić ich do przodu. Zapach farmy i Dwunogów uderzył do nozdrzy zastępcy. Kocur pewnie nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie ledwo wyczuwalna woń. Zbyt dobrze mu znana, by z ją pomylić. Serce Aronii zabiło szybciej i rozejrzał się nerwowo. Łabędziego Plusku nigdzie nie było.
Czyżby już zaczął wariować?
Pomarańczowe ślipia zerknęły na Jesionowy Wicher, lecz ten zdawał się ani trochę zaniepokojony. Czarno-białemu w przeciwieństwie do towarzysza patrolu z każdym krokiem coraz bardziej stawała sierść. Czekoladowy wojownik nagle się zatrzymał. Aronia zdezorientowany spojrzał na niego po czym rozejrzał się. Płuca odmówiły mu posłuszeństwa na widok srebrnego futra. Wzięcie wdechu okazało się niełatwym wyzwaniem.
 — Ła-ła... Ł-łabędzi P-plusku...? — wydusił w końcu z siebie.
Spojrzał z niemałym zaskoczeniem na Jesionowy Wicher, lecz ten zdążył się wycofać na parę lisich ogonów.
— Powodzenia wujku! — zawołał na do widzenia.
Zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza, jedynie ich ciężkie oddechy ją przerywały. Aronia ukradkowo zerknął na Łabędzi Plusk. Ten zdawał się być podobnie zestresowany co on.
— J-ja... ja... ja przep-praszam — wyjąkał Aroniowy Podmuch, spuszczając łeb.
— N-n-n-nie... t-t-to... ja... ja p-przepra... A-a-aronio-niowy P-podmuchu... ja... j-ja... ja t-tak b-bardzo... n-nie... j-ja... n-nie... p-prze... prze-przepra-praszam — zaczął dukać Łabędzi Plusk.
Aronia pomimo że próbował nic z tego nie zrozumiał.
— A-aro-aronio... A-aro-aronio... w-wtedy... j-ja... prze-przecież... t-ty... j-ja... p-prze-przep... t-ty...
Aroniowy Podmuch pokręcił łbem, podchodząc powoli do kocura.
— N-nie to ja p-przepraszam — wymiauczał żałośnie. — N-naprawdę...

<Łabądku? przytulas na zgode>

15 czerwca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Łabędzi Plusk siedział na skraju polany. Wiatr wprawiał srebrne kosmyki futra kocura w ruch. Niebieskie ślipia pointa spoglądały na niego. Aroniowy Podmuch niepewnie postawił łapę w stronę Klifiaka. Chciał mu tyle wytłumaczyć, tyle opowiedzieć... tak bardzo za nim tęsknił. W końcu rzucił się pędem w stronę Łabądka. Lecz z każdym krokiem zamiast się przybliżyć się, coraz bardziej się oddalał się. Nic nie rozumiał z tego. Pomarańczowe ślipia napotkały niebieskie. 
 — J-ja… z-za-zawiodłem s-się.
Znów usłyszał te słowa. Poczuł jak serce mu przyspiesza, a w ślipiach gromadzą się łzy. Ból w klatce piersiowej stał się niedoniesienia. Nie, nie będzie okazywał słabości. 
 — N-nie!  — próbował brzmieć stanowczo.  — To ty zawiodłeś mnie...  — dodał ciszej. 
Lecz point już mu nie odpowiedział zniknął. Przepadł bez śladu. 

* * *

Zastępca obudził się gwałtownie, podrywając na łapy. Rozejrzał się po legowisku, lecz oprócz złych spojrzeń współklanowiczów nie było tu nic. Nic niepokojącego. Zły na siebie wbił wzrok w ziemię. Ostatnie czego potrzebował klan to słabego zastępcy. Musiał wziąć się w garść. Przecież nie będzie wiecznie cierpiał. W końcu mu przejdzie. Taką przynajmniej miał nadzieję. Nieco nieprzytomnym krokiem wyszedł na dwór. Pomimo snu czuł jak ślipia mu się zamykały. Ostatnie nie sypiał zbyt dobrze, ale wolał zgonić to na niewygodne legowisko. Pewnie Lisiaki mu dorzuciły jakiś pcheł i kamyków do środka. Mróz skutecznie go ocucił. Poranki bywały naprawdę zimne, zwiastując nadchodzącą się Porę Nagich Drzew. Aroniowy Podmuch bał się jej. Byli teraz najliczniejszym klanem, lecz prócz potęgi mieli mnóstwo gęb do wykarmienia. Kocur czasem wątpił, czy uda im się wszystkich wyżywić. Tereny Lisiaków oponowała lisy, a Pstrągowa Gwiazda nie chciała tracić wojowników na głupie rudzielce. Nie przed walką z Klanem Klifu. Nikogo nie zaskakiwało, że kotka chce ruszyć na nich. Wszyscy wiedzieli, że liderka ma jakiś uraz do nich, a pewnie śmierć jej kociąt podczas ataku Klifiaków na nich nie pomogła zalepić ran. W odróżnieniu od ataku na Klan Lisa w tej sprawie mało kto burczał pod nosem. Większość Nocniaków miała jakiś uraz do sąsiadów. Widok ich uśmiechniętych pysków na dawnych terenach rybojadów także nie pomagał. Pierwsze koty zaczęły wychodzić z legowisk. Musiał się skupić, by wyznaczyć patrole. 
 — Wężowy Pysku pójdziesz z Zawilcowym Deszczem i Szakłakowym Cieniem  — mruknął do siedzącego na boku kocura.  — No już szukaj ich  — popchnął wojownika, który znów nie kontaktował. 
Gdy ten w końcu ruszył, Aronia podszedł do przeciągającej się Owczego Futerka. 
 — Ty idziesz z Sumowym Wąsem i Białym Kłem
Kotka uśmiechnęła się lekko. 
 — Dziękuję słoneczko — miauknęła wojowniczka, podbiegając do partnera.
Aroniowy Podmuch spuścił łeb. Ciekawe, czy gdyby Łabędzi Plusk mieszkał w Klanie Nocy też mogliby wspólnie chodzić na patrole. Pokręcił łbem zły na siebie. Nie, nie mógł o nim myśleć. Wziął głęboki wdech i podszedł do kolejnych kotów. Wkrótce trzy pierwsze patrole ruszyły z obozu, a z lekkim opóźnieniem dwa łowieckie. Odkąd dwójka lisiakowych smarków uciekła podczas zgromadzenia wolność reszty została z lekka ograniczona. W obozowisku zawsze zostawała wystarczająca ilość wojowników, by stłumić bunt, a Lisiaki nie były wysyłane na patrole, w tym łowieckie. Widząc opuszczające obozowisko koty zastanawiał się, czy sam się nie przejść. Może gdzieś koło granicy z Klanem Klifu spotkałby Łabędzi Plu...
 — Nie wolno ci  — miauknął do siebie cicho. 
Musiał przestać o nim myśleć. Miał obowiązki wobec klanu, nie mógł ich zaniedbywać. Poza tym to point go odrzucił. Uciekł od niego. Zostawił go samego. Złamał mu serce. Od śmierci matki Aroniowy Podmuch nie miał nikogo z rodziny. Od ataku na Lisiaki nie miał przyjaciół. A teraz stracił kolejną ważną osobę. Był zły i smutny za razem. Sam nie wiedział co czuł aktualnie do Łabędziego Plusku. Rozumiał, że kocura zabolał fakt o tym, że czegoś mu nie mówił, ale czy miał prawo od tak go porzucić? Niczym zepsutą piszczke. Zły wbił pazury w ziemie. Do tego wszystkiego by nie doszło, gdyby nie pewien bezużyteczny kłak. Posłał wściekłe spojrzenie w stronę tej mysiej strawy. Jednooka paskuda właśnie opuściła swe legowisko, rozglądając się nerwowo po obozie. Aronia poczuł naglą potrzebę utrudnienia mu życia. Przecież nie mogło mu to ujść na sucho. Już wysunął pazury, by wymierzyć własną sprawiedliwość, gdy Pstrągowa Gwiazda stanęła mu na drodze. Zdrowe ślipie liderki spojrzało na niego.
— Możemy pogadać? — mruknęła, a kocur niechętnie kiwnął łbem.
Miał nadzieję, że nie zauważyła jego tymczasowej słabości. Przynajmniej liczył, że tymczasowej. Nie mógł tak żyć. Nie z takim zamętem we łbie. Łabędzi Plusk mącił mu myśli co chwilę rozpraszając, a jego niebieskie ślipia pełne żalu sprawiały, że Aronia miał ochotę zanieść się płaczem i nie wychodzić z legowiska. Odgonił te myśli. Musiał się skupić jeśli nie chciał stracić pozycji. W końcu Pstrągowa Gwiazda mogła posadzić kogoś innego na stołku zastępcy, gdy on był słaby i nieuważny. A nie chciał stracić pozycji, nie mógł. To jedyne co mu zostało.
— Zauważyłam, że ostatnio błądzisz z głową w chmurach — burknęła liderka, przyglądając się mu.
Aroniowy Podmuch już nastroszył sierść, by zaprzeczyć, lecz kotka go wyprzedziła.
— Zrób sobie dziś wolne — mruknęła do niego. — Odpocznij lub załatw to co cię męczy, Szakłakowy Cień przejmie na dziś twoje obowiązki
Kocur spuścił wzrok. Musiał się wziąć w garść, bo inaczej brat liderki zajmie na zawsze jego stołek.
— Dobrze — mruknął, unikając wzroku liderki. — Dzięki — dodał ciszej.
Łapy skierował w stronę posłania, licząc, że jakoś zbierze myśli i przezwycięży smutek. Bo co innego miałby zrobić? Łabędzi Plusk się na nim zawiódł. Już pewnie nigdy nie będzie chciał mu spojrzeć prosto w pysk. Pojedyncza łza spłynęła po biało-czarnym poliku. Tak bardzo chciał już zapomnieć o tym wszystkim, lecz uporczywy ból w klatce piersiowej skutecznie to uniemożliwiał.
— Czemu mi to robicie? — szepnął w stronę pochmurnego nieba.

<Łabąd patrz co narobiłeś> 

04 czerwca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

*przed atakiem na Lisiaki i zniszczeniem im klanu*

Cisza zapanowała pomiędzy nimi. Po wydarzeniach na zgromadzeniu czuł dziwną przepaść pomiędzy nimi. Czyżby źle postąpił? Liczył, że Łabędzi Plusk zrozumie jego odczucia. Ból i gniew jaki przepełnił jego żyły na widok leżącego na partnerze liliowym był nie do opisania. Poza tym Łabądek nie wiedział też o wszystkim... czy powinien mu o tym powiedzieć?
— T-to… jak s-sobie ra-radzisz j-jako za-zastępca?
Pomarańczowe ślipia spojrzały na Klifiaka. Point już bez tych informacji zdawał się być dziwnie zestresowany. Może Lisia Gwiazda znów odwalił jakiś szajs?
— Dobrze — mruknął z lekką dumą, prostując się. — Choć gdyby Pstrągowej Gwieździe przytrafiło się jakieś nieszczęście nie marudziłbym — dodał. 
Widząc zaskoczenie w oczach Łabądka, sprostował. 
— Ona i Lisia Gwiazda są siebie warci — wyolbrzymił Aroniowy Podmuch. — Wiesz, że podobno mieli romans?
— C-c-co? — miauknął zdziwiony point, otwierając szeroko pyszczek. 
Aroniowy Podmuch usiadł bliżej Łabędziego Plusku. 
— Kto wie, może i też tu się spotykali? — miauknął, rozglądając się uważnie. — Pewnie siedzieli w tym miejscu, a może to nawet TO tu robili?
Point drygnął. 
— Żartuję — mruknął, uderzając lekko Łabądka w nos ogonem. 
Łabądek naburmuszył się lekko, wydymając policzki. Aroniowy Podmuch uniósł zdziwiony brwi. Nie rozumiał o co mu teraz chodzi.
— Ej no — miauknął, tykając nadal pogniewanego Łabądka.
Ten tylko odwrócił łeb dumnie w przeciwną stronę. Aronia, który nie miał za bardzo przyjaciół, lekko przestraszył się. Nie sądził, że ten tak się pogniewa i nie to miał na celu. Ogon Nocniaka uderzył twardo o ziemię. Był zły. Nie po to wymykał się z obozu cudem, by teraz point się do niego nie odzywał. Już chciał coś parsknąć do Klifiaka, gdy szelest rozległ się pomiędzy wysokimi trawami.
— Chowaj się za mnie — syknął do kocura, zasłaniając go ciałem.
Łabędzi Plusk nie protestował, jedynie wyciągnął łeb przed bark Aronii, próbując wypatrzeć niebezpieczeństwa.
— M-myślisz, że t-to p-pies? — zapytał niepewnie Łabądek, jakby bał się, że wykracze.
Obydwoje słyszeli, że ostatnio na terenach Klanu Burzy i Wilka kręci się wygłodniała sfora.
— Stoi pod wiatry, więc trudno stwierdzić — ocenił Aroniowy Podmuch, wbijając wzrok w trawę.
Mimowolnie ich ogony splątały się ze sobą. Wraz z coraz większym szeleszczeniem napięcie coraz bardziej rosło. Łabędzi Plusk siedział praktycznie wtulony w Aroniowy Podmuch, a ten cały zjeżony oczekiwał aż wróg w końcu odważy się pokazać.
— No wyłaź! — wrzasnął w końcu, chcąc już zatopić pazury w psim pysku.
Krzyk zmusił osobnika do opuszczania swej kryjówki. Niewielka sylwetka wyszła z traw. Rozczarowany pysk nie zapowiadał nic dobrego, a żółte ślipie pełne żalu wbite było w ziemię. Aronia poczuł jak mięśnie się mu napinają. 
Czemu akurat z całego klanu przyłapać musiał go własny syn?
— C-chyba faktycznie jestem pomyłką — syknął gniewnie, rozklejając się kocurek. 
Zdrowe ślipie powędrowało w stronę Łabędziego Pluska, który stał wryty. 
— P-pigwo... — wydusił w końcu z siebie point. 
Lecz nim zdążył kontynuować, kocurek pokręcił łebkiem. 
— T-teraz już wszystko jasne... — zaczął tajemniczo. — J-już wiem dlaczego nie kochałeś mamy, już wiem czemu nigdy się do nas nie przyznawałeś! — uniósł się arlekin, jeżąc się na grzbiecie. 
Wziął głębszy oddech, by następnie zaśmiać się nerwowo. 
— J-jesteś potworem! P-potworem i dewiantem tato! — wykrzyczał mu z żalem. — Nienawidzę cię! — rzucił jeszcze, by następnie odbiec z płaczem.

<Łabędzi Plusku ups>

12 kwietnia 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

*przed wymianą kociętami*

Mierzył się z kocurem spojrzeniem. Młody arogancki wojownik najwidoczniej miał wrażenie, że jest na swoim terenie. Głupi nawet nie wiedział jak się mylił. Aronia chętnie by to mu zaprezentował, gdyby nie obecność Łabądka. Nie chcial przypadkiem zranić partnera lub być zmuszonym do walki z nim. Zerknął na pointa. Jego widok budził w nim zaskakująco mieszane uczucia. Czuł jak całe jego ciało tęskniło za dotykiem kocura. Tak bardzo pragnął się do niego przytulić. Wtulić się w jego szorstkawe futro. Porozmawiać o czymkolwiek. Lecz z drugiej strony na widok Klifiaka budziła się w nim jakaś podświadoma niechęć. Wiedział skąd się brała. W końcu to jego klan napadł na nich. To podczas tego niezrozumiałego ataku zginęło aż osiem kotów. W tym jego córka Agrest, która miała całe życie przed sobą. Aroniowy Podmuch wiedział, że to nie wina Łabądka. Że point pewnie nienawidził on Lisiej Gwiazdy tak samo mocno jak on. Chciał porozmawiać o tym z Łabędzim Pluskiem. Upewnić się, że ten jest tak samo obrzydzony tym jak on.
W końcu biało-rudy prychnął na niego i odwrócił się na pięcie. Ruszył dumnie uniesionym łbem przed siebie. Łabędzi Plusk także poderwał się, ale ciche "psst" zwróciło jego uwagę. 
— Nie odwracaj się — rozkazał Aroniowy Podmuch. — Spotkajmy się przy Wielkiej Skale o Pora Szczytowanie Księżyca — szepnął. 
Point kiwnął się łbem i ich drogi rozeszły się. Aronia jeszcze kątem oka obserwował znikających z pola widzenia Klifiaków. Dopiero gdy ci znaleźli się ze dwie długości drzewa rozpoczął polowanie. Długo jeszcze się szwendał i węszył nim udało mu się w końcu dość upolować. Marna mysz zwisała w jego pysku żałośnie. Miał nadzieję, że w Porę Nowych Liści będzie im się lepiej powodzić. Po paru jeszcze próbach upolowania czegokolwiek wrócił do obozu zrezygnowany. Niewielki stos ze zwierzynom jasno wskazywał, że współklanowiczom także polowanie się nie powiodło. Przez zamarzniętą rzekę ostatnio nawet o ryby było trudniej. Kąpiele w lodowatym strumieniu kończyły się kaszlem u wojowników, więc Słodki Język zaleciła polować w rzece tylko w razie konieczności. W końcu wybuch epidemii to ostatnie czego potrzebowali teraz. Aroniowy Podmuch podszedł do marnego stosu i chwycił chudego wróbla. Skierował łapy do legowiska starszych i położył ptaka przed śpiącą matką. Usiadł, wpatrując się w drzemiącą staruszkę. Ostatnio głównie tak spędzała czas co martwiło trochę kocura. Ziewnął zmęczony, zerkając na Ognisty Krok. Nie zdawało się, by ta obudziła się w najbliższym czasie, więc skierował łapy w stronę legowiska wojowników. Musiał chociaż na chwilę się zdrzemnąć przed spotkaniem z Łabędzim Pluskiem. 

* * *

Postawił łapę na kłodzie. Ta lekko zadrżała pod jego ciężarem. Przy kolejnym kroku drewno zaskrzypiało złośliwie. Aronia rozejrzał nerwowo się uważnie. Zdawało się, że nikt go nie usłyszał. Przez to spotkanie z Łabędzim Pluskiem był kłębkiem nerwów. 
— A-aloniowy Podmuchu, co ty tu lobis? — usłyszał Białego Kła, który pełnił dziś najwidoczniej straż. 
Czarno-biały nie mógł się nadziwić tym wyborem strażnika obozu. W końcu ta mysia strawa szybciej potknie się o własne łapy niż cokolwiek zauważy. Aronia niechętnie odwrócił łeb w stronę wojownika. Szczerze mówiąc nie przepadał też jakoś szczególnie za nim. 
— Nie twój interes — syknął do niego może ciut za ostro.
Nie lubił takich bezsensownych pytań. Równie dobrze mógłby mu odpowiedzieć "oddycham" i było to zgodne z prawdą. Widząc przestraszony pysk wojownika, westchnął. 
— Idę się przejść — mruknął nieco milej. — Może coś upoluje — dodał. 
Akurat na to drugie naprawdę liczył. 
— P-powodzenia — miauknął niepewnie Biały Kieł, odchodząc kawałek. 
Aronia ruszył dalej. Gdy już prawie zszedł z kłody w obozie rozległ się cichy grzmot. Wojownik nawet się nie odwracał. Pewnie znów ta pierdoła się wywróciła. Skierował łapy w stronę gospodarstwa, by dostać się Zamkniętego Świata. Potrzebował chociaż ciutkę magicznego zioła na ukojenie nerwów. Może i Łabędzi Plusk nim nie pogardzi? Z tym przekonaniem zakradł się do szklarni, gdzie sprawnym ruchem zerwał kiść liści. Z trudem ich nie połykając, wyczłapał się z Zamkniętego Świata i ruszył w stronę Wielkiej Skały. Pora Szczytowania Księżyca zbliżała się wielkimi krokami, a on miał jeszcze trochę do przejścia. Przyspieszył kroku, czując jak aromatyczna woń coraz bardziej mąci mu we łbie. Kuszący zapach namawiał do zjedzenia chociaż jednego lista. Zapewniał, że przecież nic się nie stanie. Że w końcu robił to już tyle razy. Aronia pokręcił łbem. Nie mógł ich teraz ich zjeść. Nie mógł tego zrobić Łabędziemu Pluskowi. Przecież ten zasługiwał na normalną rozmowę. Wraz z pojawieniem się Wielkiej Skały na horyzoncie kocur ujrzał także srebrną sylwetkę. Point siedział pod głazem, wypatrując go zawzięcie. Wyglądał dosyć uroczo, gdy się niecierpliwił. Aroniowy Podmuch wkroczył na polanę. Szybkim krokiem zmierzał do pointa, by ten dłużej już nie musiał go wypatrywać. Nagle ich spojrzenia się skrzyżowały. Aroniowy Podmuch spuścił wzrok lekko speszony. Nadal piekły go uszy na sam widok oczu Łabądka. Czuł się wtedy niczym kocięco zakochany uczeń. Zaskoczone niebieskie ślipia nadal bacznie go obserwowały. Czuł je na swoim futrze. Jak przyglądają się jego każdemu krokowi. W końcu Aronia przystanął. Uniósł niepewnie wzrok, czując jak serce mu przyspiesza na samą myśl spędzenia wieczoru z Łabądkiem. Lecz i gorzki żal się obudził, gdy tylko do jego nozdrzy wpadł charakterystyczny zapach Klifiaków. 
— H-hej — miauknął Łabędzi Plus, podchodząc do niego. 
Aroniowy Podmuch wypuścił kocimiętkę z pyska. Przez pointa prawie o niej zapomniał. Klifiak otarł się pyskiem o jego na powitanie i spojrzał pytająco na bicolora.
— Witaj — miauknął dziwnie formalnie w końcu czarno-biały.
Kocury usiadły obok siebie. Zapanowała cisza. Aronia zbierał myśli, nie wiedząc jak męczące go pytania. Nie chciał źle tego ubrać i niechcący zranić partnera. Nim jednak zdążył zabrać głos, point go wyprzedził.
— P-po co c-ci t-to? — zapytał, wskazując łapą na kocimiętkę.
Aroniowy Podmuch przełknął ciężko ślinę. Zaczął pospiesznie szukać jakiejś dobrej odpowiedzi.
— W celach relaksacyjnych — miauknął w sumie zgodnie z prawdą. — Miałbyś ochotę? — zapytał kocura.
Nie znał jego stosunku do takich używek. Zerknął na pointa. Ten z niepewnością wpatrywał się w roślinę.
— Można się po niej fajnie bawić — dodał, przesuwając kiść w stronę Klifiaka.
Niebieskie ślipia spoglądały a to na niego, a to na zioło. Cudowny zapach krążył w powietrzu, zataczając kręgi wokół kocurów. Aronia ledwo już wytrzymywał.
— R-robiłeś to j-już k-kiedyś? — zapytał Łabędzi Plusk niepewnie.
Aronia kiwnął łbem, wyczekując odpowiedzi partnera.
— O-okay — stwierdził w końcu point.
Nieśmiało skubnął listek kocimiętki. Aroniowy Podmuch także pochylił się i zaciągając się tą rozkoszną wonią, wgryzł się w łodygę zioła. Niebiański smak wypełnij jego pysk. Czasem zastanawiał się, czy kocimiętka przypadkiem nie jest darem zesłanym przez Klan Gwiazd. Wziął głęboki wdech. Poczuł jak jego wcześniej spięte mięśnie powoli się rozróżniają.
— I-i c-co teraz? — usłyszał lekko zestresowany głos Łabędziego Plusku.
Prawie zapomniał, że to był jego pierwszy raz. Podszedł do kocura powolnym krokiem i splątał ich kity.
—  Teraz się relaksujemy — odparł Aronia, przewracając lekko kocura.
Po chwili obydwoje wylądowali w zimnym śniegu. Chłód przyjemnie łaskotał ich po grzbiecie. Silniejszy podmuch zawitał na polanie, szargając ich futra. Łabądek przesunął się bliżej półdługowłosego, wtulając w ciepłe futro.
—  Spójrz —  miauknął Aroniowy Podmuch, wskazując na rozgwieżdżone niebo.
Szponiasty księżyc dumnie unosił się na niebie w towarzystwie tysiąca mniejszych i większych gwiazd. Wyglądali niczym skąpana błyszczącymi kwiatami łąka. Niewielkie chmury złośliwe przysłaniały konstelacje, nie dając wojownikom podziwiać ich w całości.
— P-piękne —  mruknął Łabędzi Plusk, wlepiając wzrok w Srebrną Skórkę.
Aroniowy Podmuch przytaknął. Niebo dziś naprawdę było piękne.
— Myślisz, że też kiedyś tam się znajdziemy? — zapytał niepewnie, analizując gwiazdy.
Nim jednak Łabądek zdążył odpowiedzieć kontynuował.
— Jak myślisz, jak będziesz wyglądać jako gwiazda? —  spytał, odrywając na chwilę wzrok od gwiazd.
Teraz pomarańczowe ślipia spoglądały z zaciekawieniem na pointa.
—  N-nie wiem —  odparł Łabędzi Plusk, widząc jednak niepocieszoną minę partnera, wysilił się na jeszcze parę słów. —  P-pewnie p-podobną do r-reszty, m-może ciut j-jaśniejszą —  dodał, zerkając na Aronię.
Ten roześmiał się na myśl długołapnej gwiazdki z niepewnym pyszczkiem Łabądka. Pomimo wszystko nie mógł skłamać, że point nie byłby brzydką gwiazdą. Z jego nietypowym futrem już wyglądał jak przybysz ze Srebrnej Skórki.
—  A-a ty? —  zapytał Łabędzi Plusk, trącając lekko zamyślonego kocura. —  A-a t-ty jaką b-byłbyś gwiazdą?
Aroniowy Podmuch zamyślił się. Teraz gdy Klifiak o to zapytał miał pustkę w głowie.
— Łaciatą — stwierdził w końcu lekko rozbawiony tą myślą.
Łabędzi Plusk spojrzał zaskoczony na niego.
—  N-nie ma t-takich gwiazdek — poinformował delikatnie Aronię, nie chcąc urazić kocura.
Czarno-biały uśmiechnął się, widząc wysiłek pointa.
— To będą pierwszą taką —  postanowił, podrywając się z ze śniegu. —  I wszystkie koty widząc ją, będą wspominali me bohaterskie czyny —  dodał, wypinając dumnie pierś.
Zerknął w stronę Łabądka. W chwili gdy ich spojrzenia się skrzyżowały obydwa kocury wybuchły śmiechem.
—  Ej no nie śmiej się! —  zawołał Aroniowy Podmuch, sam próbując powstrzymać wydobywający się z jego gardła rechot. —  Ej!
Łabędzi Plusk zamilkł na chwilę, łapiąc łapczywie powietrze. Jednakże gdy znów na siebie spojrzeli kolejna fala śmiechu nadpłynęła nieoczekiwanie. Kocury śmiały się jeszcze chwilę, kurczowo starając się uniknąć skrzyżowania spojrzeń. Aroniowy Podmuch przyglądał się kątem oka, jak Łabądek ociera łzy rozbawienia. Nie mógł nie skorzystać z chwili nie uwagi Klifiaka.
— A masz! —  krzyknął czarno-biały, celując śniegiem w pointa.
Biały puch wylądował na zdezorientowanym pysku Łabędziego Plusku. Zaskoczony kocur przyglądał się z niedowierzaniem partnerowi. Otrzepał się ze śniegu, a jego wzrok utkwił gdzieś za czarno-białym. Aronia podążył za jego spojrzeniem, zdziwiony w co tak się wpatruje Łabądek. Lecz za nim prócz kolejnych zasp białego puchu się nie znajdowało. Odwrócił łeb w stronę pointa, który posłał sprawnym ruchem łapy fale śniegu w jego stronę. Zaskoczony tym atakiem Aronia przewrócił się, wpadając w jeszcze większą zaspę puchu.
— Łabądku pomóż! — zawołał głosem pełnym bólu.
Zaniepokojony point od razu podbiegł do niego. Zaczął szybko lustrować kocura wzrokiem, szukając gdzie ten się skaleczył.
— A-aronio c-co się... — urwał wciągnięty w zaspę przez Aroniowy Podmuch.
Czarno-biały sprawnym ruchem przyszpilił Klifiaka do śniegu. Widząc jego zdezorientowaną minę, uśmiechnął się z przekąsem i zaczął nacierać pointa śniegiem.
— Poddajesz się? — zapytał z dumnym uśmiechem, unosząc pytająco brwi.

<Łabądku?>

11 marca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Leżeli wtuleni w siebie w ciszy, podziwiając bezchmurne niebo i powoli zachodzące słońce. Zabarwiające się coraz bardziej na czerwono przestworza sprawiały, że cała polana skąpana była w czerwieni. Delikatny wicher poruszał źdźbłami trawy, wprawiając je w taniec. Cisza nie była niezręczna, wręcz przeciwnie. Ich ciała unosiły się wraz z równomierny oddechem, a ślipia podziwiały piękny krajobraz. Pomimo tak pięknych widoków Aroniowy Podmuch nie potrafił myśleć o niczym innym niż wtulonym w niego Klifiaku. Czuł jak ich futra nachodzą na siebie, a zapachy wrogich klanów mieszają się w jeden. Jak boki pointa unoszą się z każdym oddechem, a z jego nosa ulatuje cichy świst powietrza. Jak jego śnieżnobiała sierść z czarnymi odznaczeniami coraz bardziej mieni się czerwienią zachodzącego słońca. Wpatrywał się w to wszystko, nie dowierzając, że to tak naprawdę się dzieję. Że tak silnie duszone przez niego uczucie zostało odwzajemnione. Że leżą koło siebie na trawie jak gdyby nigdy nic, rozkoszując się pięknem natury zamiast pałać do siebie nienawiścią i próbować zabić się nawzajem. Nawet przez chwilę Aronii przeszła myśl, że wszystkie klany mogły żyć w harmonii i cieszyć się swoim życiem, lecz szybko ją odrzucił, przypominając sobie o pewniej rudej mendzie. Futro mimowolnie stanęło mu na karku.
— C-coś się s-stało? — zapytał Łabędzi Plusk, który najwidoczniej poczuł zjeżoną sierść kocura. Aroniowy Podmuch speszony, że zamiast cieszyć się ich wspólnym czasem myśli o tym lisim łajnie, pokręcił łbem. 
— Nic — odparł i nieco niepewnie liznął pointa w polik. 
Zawstydzony uśmiech, który zakwitł na pysku Łabądka, sprawił, że serce zabiło mu mocniej. Niebieskie ślipia pełne zakłopotania, ale i też szczęścia, działały na niego niczym kocimiętka. Pragnął zobaczyć wszystkie odcienie emocji Łabędziego Plusku. Zmniejszył dystans pomiędzy ich ciałami, wtulając się mocniej w pointa. Ich ogony ponownie się splątały, a nosy styknęły nieśmiało. Wtuleni w siebie zasnęli, nie zważając na cały świat. 

* * * 

Od tamtej nocy minęło parę księżyców i gdyby nie zgromadzenie nie spotkaliby się pewnie przez kolejne. Wojna, która wybuchła dość nieoczekiwanie, sprawiła, że Aroniowy Podmuch wpadł w wir w pracy nad zniszczonym obozem oraz treningiem swojego ucznia Malinowej Łapy. Patrolował granice sam, gdyż jego uczeń był zbyt miękką mysią strawą, by spojrzeć chociażby Klifiakowi prosto w pysk. Po dość traumatycznych przeżyciach kociak wolał trzymać się z dala od ich wspólnej granicy. Lecz Aronia wręcz przeciwnie. Wręcz sam potrafił chodzić paręnaście razy na granice, szukając zaczepki.
Chciał się zemścić.
Za nowo-narodzonego kociaka Szopiego Ogona, za jego córkę, której nigdy za wiele czasu nie poświęcił, za jego zimną mentorkę, Lśniącą Róże, która tak się cieszyła, że w końcu została wojowniczką i powoli wracać do swoich obowiązków, a nie gnić w kociarni. Jak tylko pomyślał o którymś z nich mimowolne ciarki przechodziły mu po grzbiecie. Musiał ich pomścić, żeby kociaki Oblodzonej Sadzawki, czy jego i Blasku nie musiały splamić sobie łap krwią. Nagła woń sosen i reszki morskiej soli uniosła się w powietrzu, powodując, że futro stanęło na grzbiecie czarno-białego wojownika. Ruszył przed siebie pędem, chcąc dorwać drania, który śmiał przekroczyć dawne granice. Jednak na widok dobrze mu znanego pointa w towarzyskie biało-rudego przykurcza, któremu jak Szałwiowa Chmura odgryzła kawałek ogona, stanął nie wiedząc co robić.

<Łabędzi Plusku?>  

11 lutego 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Kocur wybrał się na samotne polowanie. Nie miał ochoty na jakiekolwiek towarzystwo dzisiaj, chciał pobyć sam ze sobą i swoimi myślami. Wciąż męczyły go wspomnienia z podróży związane z Łabędzim Pluskiem. Na samą myśl o tym sierść na grzbiecie mu się stroszyła ze wstydu. Pokręcił łbem zażenowany swoim zachowaniem. Pewnie tylko ośmieszył się w oczach Klifiaka. Kierował się powolnym krokiem w stronę Gniazda Dwunożnych, by wykraść trochę kocimiętki z ich ogródka. Ostatnio stało to się jego rytuałem, mówił Ognistemu Kroku, że idzie na polowanie, kradł kocimiętkę Dwunożnym, a gdy zaczynało się ściemniać wskakiwał do wody i pływał w niej dopóki nie czego nie upolował. Tym sposobem zmywał też zapach cudownej rośliny, przez którą już nie raz narobił sobie kłopoty. Widząc już z daleka kręconych się po gospodarstwie Dwunożnych, pokręcił łbem niezadowolony. Przysiadł na granicy z Klanem Klifu i wpatrując się uparcie w swój cel, czyli grządkę z kocimiętką, czekał aż Dwunożni sobie pójdą.
— A-Aroniowy Po-Podmuchu… — niespodziewanie usłyszał swoje imię.
Gwałtownie się obrócił. Na widok Łabędziego Plusku zastygł, jednak po chwili napiął mięśnie, by w razie czego uciec. Nie wiedział czego chce point. Nie miał pojęcia skąd i dlaczego tu się pojawił. Nawet trochę się bał tego co Klifiak chce mu powiedzieć. W końcu nie widzieli się tyle księżyców. A ich ostanie spotkanie zakończyło się... wiadomo na czym. Przyglądając się mu uważnie, czekał na ruch pointa. 
— P-proszę, za-zaczekaj. M-musimy pogadać — wyjąkał, powolutku podchodząc bliżej. — W o-ostatnim cza-czasie d-dużo m-myślałem o tym, c-co po-powiedziałeś, aż do-doszedłem do w-w-wniosku ż-ż-że… — zrobił pauzę, by złapać oddech, przy tym podchodząc jeszcze kawałek. — J-ja ch-chyba... t-też cz-czu-czuję do c-cie-c-ciebie c-c-coś wię-więcej.
Kocura dosłownie wryło w ziemie na wyznanie Klifiaka. Nie spodziewał, że kiedykolwiek usłyszy takie słowa od jakiegokolwiek kota, a co dopiero od pointa, którego paręnaście księżyców wręcz dręczył. To... to zdawało się być zbyt nierealne. Wziął głęboki oddech i pokręcił łeb z niedowierzaniem.
— T-to sen, nie? — zapytał zdziwiony, nie wierząc do końca w to co tu się dzieje.
Widząc jak Klifiak, nieco zdezorientowany i lekko przerażony reakcją kocura na jego wyznanie, kręci łbem, Aronia poczuł jak łapy mu miękną. Serce gwałtownie przyspieszyło, lecz jego umysł wciąż nie dowierzał. Życie okazałoby się za piękne dla Aroniowego Podmuchu, gdyby Łabądek odwzajemnił jego uczucie. Zaskoczone pomarańczowe ślipia zlustrowały sylwetkę Łabędziego Plusku, a spotkawszy się niebieskimi Klifiaka, uciekły spłoszone. Czarno-biały wojownik miał pustkę we łbie. Nie miał pojęcia co robi się w takich sytuacjach. Powinien się rzucić na pointa prze szczęśliwy, zacząć dziękować Klanu Gwiazd, czy uciekać póki jeszcze jest szansa. Jego mózg zdawał się nie móc podjąć żadnej decyzji. Jedyne co jak na razie potrafił to wgapiać się w sylwetkę Łabądka, uciekając wzrokiem wzorkiem. Czuł jednak, że musi coś powiedzieć.
— C-cieszę się — wymamrotał niemrawo, podchodząc nieco niepewnie do kocura.
Łabędzi Plusk obserwował uważnie, zbliżającego się kocura. Aronia z lekkim oporem, stawiał łapę za łapą, aż w końcu ich pyski dzieliła długość mysiego ogona. Widząc praktycznie wszystkie plamki w niebieskich ślipiach, oparł delikatnie czoło o czoło pointa. Ten gest zdawał się mu najbardziej na miejscu. Czując ogarniające go ciepło, zastygł na chwili, delektując się nim. Tęsknił za tym uczuciem, za szorstką sierścią kocura oraz jej specyficznym ubarwieniem, jego dziwacznie długa szyją, która na myśl przywodziła mu łabędzia lub czaple. Nie mógł przestać się napawać jego osobą.
— Naprawdę się cieszę — dodał ciszej, nieco nieśmiało, jakby był zawstydzoną koteczką,  spoglądając mu prosto w oczy.
Zaczął pomalutku przesuwać ogon w stronę ogona Łabędziego Plusku. Wszystko co robił wykonywał niesamowicie ostrożnie i powoli, uważnie obserwując reakcje drugiego kocura.
 — Może... — zaczął niepewnie. — Może spędzimy tą noc we dwójkę?

<Łabędzi Plusku?>

27 stycznia 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Kocur coraz bardziej zaczynał żałować ucieczki przed matką. Zastanawiał się czy podróż z kotem, który tak strasznie namieszał mu we łbie jest faktycznie dobrym pomysłem. W końcu jeśli teraz Ćmia Łapa by ich zobaczyła, Aronia nie miałby nawet liczyć na spokojną resztę podróży. Maszerowali w ciszy, krok w krok, łapa za łapą, czasami rozglądając się, czy ukradkowo na siebie zerkając. 
— Ł-ładna po-pogoda — przerwał ciszę point i powędrował łbem do góry. 
Aronia pokusił się o zerknięcie na niebo, by następnie kiwnąć łbem. Jakoś nie mógł za bardzo wydusić z siebie ani słów. Choćby jakichkolwiek. Stawianie równio łap to było dopiero wyzwanie, a co dopiero rozmowa. Obecność Łabądka dziś jakoś niesamowicie... wytrącała z równowagi? Tak to chyba najlepsze określenie tego. Samo istnienie niebieskookiego wprawiało go w dziwny niepokój. Mysia strawa często wkradała mu się w myśli lub samym spojrzeniem powodowała u niego palpitacje serca. 
Czyżby ten wyrośnięty wypierdek miał jakieś magiczne zdolności?
— Myślisz, że daleko jeszcze — mruknął w końcu, zrozumiawszy jak bardzo niezręczna jest ta cisza. 
W końcu byli kumplami. Kumple rozmawiali, nie raz razem spacerowali, czy może i polowali wspólnie, dzielili się językami, czasem i zasypiali wtuleni w siebie... Chyba. Aroniowy Podmuch słabo się znał jednak na tym wszystkim. Słodki Język zdecydowanie trudno było porównać do takiego kumpla jakim chciał być Aronia dla Łabądka. 
— C-chyba tak — stwierdził niepewnie kocur, spoglądając na towarzysza wędrówki. — P-pewnie j-e-jeszcze p-przed n-nami parę d-dni wędrów-wki 
Aronia kiwnął łbem, czując jak kolejny temat do rozmowy im umarł. A może to on za mało się starał. Pewnie słaby był z niego kumpel. Zły na siebie fuknął, kopiąc łapą kamień do przodu. Po czym jak ostatnia pierdoła wywrócił się, upadając na Klifiaka. Z hukiem dwójka wojowników znalazła się na twardej ziemi, rysując zadami o skaliste podłoże. Aronia lekko zdezorientowany podniósł łeb powoli. Jego pysk i tej mysiej strawy znajdowały się ZDECYDOWANIE za blisko. Kocur czuł oddech pointa na mordzie, a niebieskie ślipia spoglądały na niego zaniepokojone. Czuł jak jego serce niebezpiecznie przyspiesza, a krew zaczyna szybciej pulsować. Miejsca, w których ich futra się stykały przyjemnie piekły, jak słońce w grzbiet w Porę Zielonych Liści. Burza uczuć jaka szalała mu we łbie nie pozwalała poprawnie zanalizować ten sytuacji. A może po prostu nie chciał się odsunąć? 
— A-aroniowy Pod-dmuchu? — wyjąkał niepewnie Łabędzi Plusk, nie wiedząc, czemu ten jeszcze z niego nie zszedł. 
Dziwne ciepło rozchodziło się coraz mocniej po jego ciele wprawiając je w nieznany mu dotychczas stan. Kusiło, wręcz błagało go o więcej kontaktu z pointem. Jego dotyk był lepszy niż tuziny kocimiętki. Słodki zapach ziół i sosen unosił się w powietrzu mieszając z nutą niepokoju Łabądka, który z przerażony obserwował uważnie poczynania wojownika Klanu Nocy. Spotkawszy się z spojrzeniem srebrnego Aronia poczuł jak coś w nim miękkie. Nie wiele myśląc, a praktycznie wcale, styknął się nosem z wojownikiem. 
— C-chyba czuję do ciebie coś więcej —  wymamrotał pod nosem jak ostatni debil.
Po tym jak zorientował się, że jednak wypowiedział te słowa na głos, najodważniejszy wojownik Klany Nocy rzucił się w popłochu do ucieczki.  

<Łabędzi Plusku?>

06 stycznia 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Kocur wybrał się na samotną przechadzkę po terytorium, licząc, że może chociaż bez tego dzieciaka uda mu się coś upolować. Łapy poprowadziły go do Płaczącego Strażnika, nie znanych mu powodów, a od niego do Wielkiego Drzewa, które kiedyś było miejscem spotkań. Wiedział, że na spalonej i wysuszonej ziemi zwierzyny nie znajdzie, jednak coś w nim wręcz kazało mu wędrować na granicy Klanu Klifu i Nocy. 
Coś.
A może ktoś? 
Nie. 
Pokręcił łbem zdenerwowany, starając wyrzucić z łba tą niemądrą myśl. Nie było żadnego powodu, by tu przyszedł. Po prostu chciał i już. Jego własna głupia wola. Tak dokładnie. Wcale nie jakaś durna mysia strawa z klanu tej rudej mendy. Wkroczył na spaloną polanę spokojnym krokiem. Teraz w świetle dziennym wyglądała jeszcze gorzej niż podczas ów pamiętnej nocy. Podszedł do Wielkiego Drzewa, a raczej spalonych resztach konaru, które z niego zostały i westchnął. Parę księżyców temu właśnie tu z siostrą, Porzeczkową Łapą tak rozrabiali, że wkurzyli Żwirową Gwiazdę i nawet sam Klan Gwiazd. Przodkowie zesłali na nich burzę z gradem, przez którą Porzeczka oberwała łeb i zemdlała. 
Czemu i tym razem nie mogli zesłać deszczu zamiast ognia siejącego śmierć i panikę? 
Pewnie wpatrywałby się jeszcze w spalone drzewo przez parę uderzeń serca, gdyby nie znajoma woń soli i sosen nie zakręciła mu się koło nosa. Rozejrzał się uważnie, mając nadzieję, że to nie patrol wrogiego klanu. Zaciągnął się mocniej. Zapach coś wyraźny, należał do jednego kota. 
Więc może do... Łabędziego Plusku? 
Zjeżył się na tą myśl i pokręcił energicznie łbem. Otworzył pysk i ruszył w stronę woni, licząc, że to nie jest jednak point. Nie to nie mógłby być point. Przecież skąd my się tu znalazł w tym samym czasie co Aronia? Nie da się tak na siebie wpadać przypadkiem za każdym razem, gdy się chce. Znaczy nie chce, kocur nie czuł potrzeby spotykania z nim. Ani trochę.
— A-aroniowy P-podmuchu? — usłyszał czyjeś jąkanie. 
Nie musiał się odwracać, by wiedzieć czyje. Poczuł jak serce zaczyna mu mocniej walić. Nie podobało się to mu. Nerwowy dreszczyk przeszedł mu po grzbiecie, gdy pomyślał o stojącym za nim kocurze.
— Aroniowy P-podmuch? — point powtórzył jego imię zdziwiony zachowaniem kocura. 
Aronia odwrócił się niechętnie i spojrzał na Łabądka. Pierw na jego łapy, później na brzuch, szyję, aż w końcu zawędrował spojrzeniem niebieskich ślip. Spoglądały na niego niepewnie przepełnione niepokojem. Przełknął ciężko ślinę.
— Łabędzi Plusku ja... — urwał, nie wiedząc nawet co chce tamtemu powiedzieć.
Spotkawszy się ze zdziwiem w jego oczach, spanikował i zerwał się do biegu, zostawiając Klifiaka samego na spalonej polanie. 

* * *

Klan Nocy zaraz po naradzie liderów klanów, ruszył w podróż. Męczącą, długą i pełną nerwów podróż. Kocurowi ani trochę nie podobał się pomysł opuszczania rodzimych terenów, jednak każdy wiedział, że ta spalona ziemia nie nadawała się już do życia. Dlatego też kroczył niezadowolony za ogonem matki, paplającej mu o tym jakie będzie ich nowe terytorium. Zastanawiała się czy będzie podobne do poprzedniego, a może fajniejsze? Marudziła, że nurt rzeki ją męczył i może czas się przerzucić na polowanie w lesie jak Klan Klifu i Wilka. Na to ostatnie Aronia prychnął na matkę, oznajmiając jej, że tradycja powinna być dla niej ważniejsza niż łatwy tryb życia Klifiaków i Wilczaków.
— Może i masz rację — uśmiechnęła się do niego pogodnie. — Ale sam przyznasz, że nie lubisz aż tak bardzo moczyć łap? — wypomniała mu radośnie, sprzedając synowi kuśtańca. 
Warknął cicho i zrozumiał, że czas już opuścić matkę, by ta mogła pomęczyć też innych. 
— Chyba ktoś mnie woła — skłamał, odbiegając od niej. 
Ruszył pędem przed siebie, nie pozwalając się dogonić. Prawie nie zorientował się, gdy wyprzedził Deszczową Gwiazdę i kroczącą obok niego Pstrągowy Pysk. Na widok pyska dość nielubianej przez niego kotki, stwierdził, że już chyba woli iść z innym klanem. Przyspieszył trochę, doganiając idącą trochę szybciej od nich grupę kotów. Zmizerniałe sylwetki oraz przepełnione zapachem lęku i niepokoju koty na początku wydawały się nie do odróżnienia od innych klanów. Jednakże pewien właściciel niebieskich oczu swoim zaniepokojonym spojrzeniem dobrze uświadomił mu, który klan właśnie dogonił. 

<Łabądku?>

19 grudnia 2019

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Spojrzał zmęczony tą całą sytuacją na Klifika. Pomimo Pory Nagich Liści nie wyglądał na zagłodzonego, więc Aronia stwierdził, że nie może im się źle powodzić w Klanie Klifu. W końcu ich liderem był Lisia Gwiazda, nienawidził gnoja, ale chociaż ten krwawą łapą potrafił zadbać o swój klan. Nie był mysim sercem jak Żwirowa Gwiazda albo prawie niemą kupą futra jak ich nowy przywódca. Choć już wolał niego niż Pstrągowy Pysk, która z pewnością uprzykrzyła mu życie z powodu domniemanych plotek na jego temat. Widząc rosnącą na pysku szylkretki uciechę, postanowił szybko zareagować nim ta znów zacznie paplać bzdety. W końcu ostatnie czego chciał słuchać to tysiąca kolejnych teorii na temat ich związku oraz pytań. Większość była dość błaha, lecz niektóre naprawdę potrafiły działać kocurowi na nerwy. Na przykład, że który z nich jest na górze, a który na dole, czy to prawda, że geje mogą zmieniać płeć jak chcą mieć dzieci, czy gdyby Klifiak go poprosił to czy on by się zdecydował na bycie kotką dla niego. W pewnym momencie Aronia wręcz dostawał szału, gdy tylko słyszał imię pointa.  
— Słyszałaś co powiedział — syknął kocur, mierząc uczennice wzrokiem, a w duchu modląc się do Klanu Gwiazd, by w końcu dała im spokój. — A teraz zjeżdżaj i przydaj się na coś klanowi łapiąc parę piszczek — mruknął, popychając kotkę łbem. — No już, już! 
Ćmia Łapa uśmiechnęła się tajemniczo, jakby ustalili tą scenę już wcześniej i wyjątkowo  grzecznie oddaliła się od nich, ukradkowo zerkając w ich stronę. Usłyszał jeszcze w oddali jak życzy im, przyjemniej randki, ale nie zbyt przyjemnej, na co zareagował prychnięciem. Na myśl randkach i tym podobnych pierdołach dla zakochanych zjeżył się cały, po czym przypominając sobie o siedzącym obok niego Klifiaku, więc położył futro i westchnął głośno. 
— Głupie baby — mruknął cicho pod nosem, po czym zwrócił się w stronę Łabądka. — Wracając do ciebie. Więc tak się przechadzałeś, że przypadkowo przekroczyłeś granicę znowu? — specjalnie podkreślił ostrym tonem ostatnie słowo. 
Wstał i podszedł do lekko przestraszonego kocura, po czym obszedł go dookoła. 
— Chyba pamiętasz jak to się ostatnio skończyło co? — syknął czarno-biały, starając się udawać, że wcale nie martwi się o tę kupę futra. 
Niech sobie nie myśli nie wiadomo czego. W końcu są tylko kumplami. Widząc jednak jak point spuścił uszy, lekko pożałował ostrego tonu. 
— P-pamiętam — odpowiedział Łabądek niepewnie, zerkając ukradkowo na kocura. — D-dzięki z-za ratunek w-wtedy — dodał ciszej. 
Aronia poczuł dziwną falę dumy, lecz pokręcił szybko łbem, by nie dać ponieś się chwili.
— A no właśnie — zaczął lekko tajemniczo, gdy do łba wpadł mu pewien pomysł. — Mógłbyś mi się odwdzięczyć jakoś, wiesz? — mruknął, wbijając wzrok w kocura. 

<Łabądku? Wybacz, że tak krótko>

25 listopada 2019

Od Aroniowego Podmuchu CD. Łabędziego Plusku

Aroniowy Podmuch otworzył leniwie ślipia i rozejrzał się po legowisku nie podnosząc łba. Nie było już paru kotów, a przeciekające przez gałęzie światło jasno mówiło mu, że powinien już być na nogach. Jednak nie miał siły. Kompletnie mu się nie chciało. Nawet ruszenie końcówką ogona zdawało się być nie lada wysiłkiem. Chodzące mu po łbie czarne myśli wcale mu tego nie ułatwiały. Cały czas zabierały go na zgromadzenie, gdzie został ośmieszony i wyzywany od gejów przez jakiegoś bachora. Nawet chęć zemsty na tym gówniaku nie była wystarczająco silna, by go wyciągnąć z łoża. Kto by pomyślał, że parę słów jakiegoś młodzianego Klifika może tak bardzo zaburzyć mu życiowy rytm? Nie żeby się przejmował słowami tego pchlarza, jednak przez niego bezpodstawne zarzuty, niektórzy rzucali mu zniesmaczone spojrzenia. W tym ich nowa zastępczyni Pstrągowy Pysk. Gdyby kocur tylko wiedział, że Deszczowa Gwiazda wybierze właśnie ją już nie starałby się wykaraskać z błota podczas powodzi.
— Aroniowy Podmuchu! — usłyszał jak ktoś go woła.
Zakrył łapami uszy i odwrócił się tyłem do wyjścia, mając nadzieję, że ten ktoś zostawi go w spokoju.
— Aronio! — krzyk się nasilił jedynie jeszcze bardziej go irytując.
Czarno-biały dobrze podejrzewał kim jest ów natrętny osobnik, dlatego też odważnie krzyknął.
— Spadaj na drzewo gówniarzu! — wrzasnął i po chwili namysłu dodał. — Dziś treningu nie ma, jak chcesz to idź do Bobrzej...
Nim zdążył skończyć zdanie jego uczennica wparowała do legowiska wojowników i stanęła przed nim rozzłoszczona.
—  Zachowujesz się gorzej niż nie jedna kotka — syknęła, spoglądając na rozlazłego wojownika. — Mam zawołać twojego chłopaka, żebyś w końcu ruszył tyłek?
Kocur na słowo "chłopak" zerwał się gwałtownie i prychnął na nią. Jeszcze temu mu brakowało. Może powinien dostać jakąś nalepkę "Gej Aronia", bo może ktoś w obozie jeszcze nie słyszał o tej durnej plotce? Wbił pazury w ziemię, a pełne złości pomarańczowe ślipia wlepił w młodszą kotkę. Głupi lisi bobek, gdyby nie ona pewnie teraz nie było tego całego cyrku.
—  To nie jest mój chłopak! —  wycedził, a jego ogon wystrzelił w górę, nerwowo drgając na wszystkie strony. —  Jak jeszcze raz nazwiesz mnie gejem dopilnuję, byś nie ukończyła treningu przed moim odejściem do starszyzny! —  zagroził kocur, wyłażąc pośpiesznie z legowiska. 
Nie miał kompletnie nastroju na tą smarkulę, ale nie miał komu już jej wcisnąć. Poza tym im szybciej zrobi jej ten cały trening tym szybciej wróci do legowiska. Zadowolona z siebie koteczka podążyła za podenerwowanym mentorem. Aroniowy Podmuch zmrużył oczy, gdy silny wiatr zawiał w jego stronę. Robiło się coraz zimniej, a zwierzyny było mniej niż podczas Pory Nagich Liści. A to wszystko przez tą cholerną powódź. Na widok zwróconym w jego stronę ślip pobratymców, prychnął i przyspieszył. Lekko przygarbiony, starał nie zwracać uwagi na szepty i iść przed siebie. W pośpiechu wyszli z obozu, kierując się w stronę Płaczącego Strażnika. Aronia liczył cicho, że może przy rzece znajdą jakąś zwierzynę. Cały klan był osłabiony i głodował przez zniszczenia jakie wyrządziła ów nieszczęsna powódź. I pomimo że nikt nie mówił o tym głośno, każdemu powoli zaczynał doskwierać głód i mróz.
— Jak długo będziemy iść? — jęknęła Ćmia Łapa najwyraźniej zmęczona już tą wędrówką. — Nie możemy tutaj polować? — dodała, rozglądając się po okolicy. 
Kocur ignorował pytanie uczennicy. Z każdym krokiem znajdowali się coraz bliżej Płaczącego Strażnika, a bicolor nie miał dziś humory na postoje. 
— Aroniowy Podmuchu — mruknęła uczennica widząc, że ten ją zlewa. 
Wywrócił oczami i odwrócił się w stronę kotki. 
— Czego? 
Przyzwyczajona do wrzasków i krzyków mentora szylkretka, rozejrzała się dookoła, wciągając mocniej powietrze pyskiem. 
— Chyba czuję królika — poinformowała go. 
Kocur zastrzygł uszami zaskoczony i także zaciągnął się. Wyczuł delikatną woń zająca, który zapewne zbłądził w te okolice przez ostatnie kataklizmy. Zapach nie był mocny, ale Aronia był pewien, że zającowaty nie odszedł za daleko. Spojrzał na uczennicę zdziwiony. Może jednak nie była takim mysim móżdżkiem jakim się mu wydawało.  
— To idź to sprawdzić i wracaj tu zaraz — warknął w końcu, przysiadając koło pobliskiego kamienia. 
Słońce powoli dochodziło do szczytowania, a oni nie mogli wrócić jedynie z zającem. Teraz każda zwierzyna była na wagę złota dla głodującego klanu. Poza tym Aronia nie chciał gorzej wypaść niż Ognisty Krok i Zimna Łapa, którzy ostatnim czasów podejrzenie dobrze wychodziły polowania.  Dlatego też wlepiając wzrok w pobliski kamień, niecierpliwił się, rozglądając ciągle za Ćmią Łapą. Czas mijał, a jego uczennicy jak nie było tak nigdzie nie było widać. Ogon kocura poszedł znów w ruch i z każdym uderzeniem serca uderzał coraz mocniej o kamień.
Ile w końcu można polować na jednego głupiego zająca, zastanawiał się kocur, rozglądając się za tamtą.
Słysząc nagły szmer, odwrócił się w przeciwną stronę. Trochę mu zajęło nim zlokalizował swoją uczennicę. W końcu widząc zarys sylwetki Ćmiej Łapy przeskakującej przez chaszcze i to bez królika, nie wytrzymał.
Czy ona myśli, że mają cały dzień na jakieś spacerki i podziwianie przyrody?
— Co tak się wleczesz?! — wrzasnął, zeskakując z kamienia. — I gdzie zając?! — kontynuował, biegnąc w stronę dziwnie dumnej uczennicy. 
— Zając mi zwiał, ale mam coś lepszego — mruknęła tajemniczo, spoglądając na mentora wesoło. Widząc jego wkurzoną minę, postanowiła jednak nie przeciągać zbyt długo. — Twój kochaś czeka na ciebie koło Płaczącego Strażnika...
Kocur nawet nie słuchając dalej swojej uczennicy, popędził do starej wierzby, mając nadzieję, że to tylko głupi żart tamtej. Ostatnie czego teraz mu brakowało to Klifiaka widzącego jak ten nawet nie potrafi zapanować nad własną uczennicą oraz wykarmić klanu.
<Łabędzi Plusku?>

03 listopada 2019

Od Aroniowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

Kocur zastrzygł uszami zaskoczony. Wpatrywał się w pointa uważnie, jakby chciał sprawdzić, czy ten naprawdę tak uważa. Zjeżona sierść Klifiaka i popłoch w ślipiach, wskazywała na to, że ten faktycznie tak o nim myśli. Normalnie pewnie Aroniowy Podmuch uznałby te słowa za komplement, ale gdy padły z pyska Łabędziego Plusku, nie poczuł ani szczypty zadowolenia. Wręcz przeciwnie, w okolicach klatki piersiowej rozległ się dziwny ból, który dodatkowo go zirytował.
— Ja straszny? — zapytał z udawanym rozbawieniem, kładąc sierść. — Dobrze, że nie widziałeś Pstrągowego Pyska, jeszcze na zawał zszedłbyś — parsknął, wprawiając ponownie ogon w ruch. 
Wbił oczekująco wzrok w pointa, ciekaw reakcji tego mysiego serca na jego słowa. Nim jednak ten zdążył coś odpowiedzieć, nagłe poruszenie w krzakach zwróciło uwagę obu kocurów. Łabądek posłał Aronii nerwowe spojrzenie, na które bicolor pokazał mu, że ma siedzieć cicho. Z krzewów wyszła Żmijowy Język. W pysku trzymała mysz, więc prawdopodobnie była na polowaniu. Aronia zastrzygł w bezruchu, mając nadzieję, że ich nie zauważy, pójdzie w swoją, a oni się ewakuują. Lecz prawdopodobnie przez smród Łabędziego Plusku unoszący się w powietrzu, kotka gwałtownie odwróciła się w ich stronę zjeżona. Widząc wpatrujące się w nią kocury, upuściła piszczkę i posłała bicolorowi rozczarowane spojrzenie. W ślipiach czarnej błyszczała nienawiść wymieszana z zawodem.
— Aroniowy Podmuchu, co to ma znaczyć?! — wydarła się na młodego wojownika. — Po tym wszystkim co te lisie łajna zrobiły, zamierzasz bezczelnie pozwalać im przechadzać się po naszym terytorium?! — wysyczała, wprawiając swoją czarną kitę w ruch.
Aronia stał wryty nie mając pojęcia jak to wszystko wojowniczce wytłumaczyć. Jednak kotka nie zamierzała czekać na wyjaśnienia. Prychnęła pogardliwie na Aronie i wskoczyła na Łabędzie Plusk, by zemścić się na Klifiakach za wszystkie wyrządzone im krzywdy. Nie miała pojęcia, że ten był dość nowy swoim klanie i nawet nie za bardzo popierał ideologi walk i przelewu krwi. Przerażony point próbował zrzucić z siebie rozwścieczoną Żmijowy Język, lecz ta o wiele starsza i bardziej doświadczona nie zamierzała go puścić bez paru ładnych pamiątek. Piski i jęki Łabądka roznosiły się po lesie, wprawiając w Aronie w niepokój. Nie mógł słuchać skowytu Klifiaka, ale czy mógł zaatakować swojego? Czy to nie byłaby zdrada? Spojrzał na toczącą się obok niego walkę. To że Klifiak był skazany na łaskę Żmijowego Języka było jasne, lecz kiedy ona zamierzała przestać? To już nie było takie pewne. Z każdym uderzeniem serca dziwne kłucie w okolicy klatki piersiowej kocura się nasilało, a ten coraz bardziej nie mógł już znieść tego widoku. 
— Przestań! — krzyknął i zrzucił kotkę z przerażonego pointa. 
Przetoczyli się kawałek po ziemi, zawadzając o parę kałuż, które zmoczyły im futro. Mokry i lekko zdezorientowany, próbował odszukać Łabądka wzrokiem.
— Uciekaj, Łabędzi Plusku! — warknął do Klifiaka, widząc, że ten stoi jak wryty zamiast spieprzać gdzie pieprz rośnie. — No już! — krzyknął, nie będąc pewny ile utrzyma czarną kotkę. 
Odwrócił się do Żmijowego Języka, która próbowała się wyrwać spod jego łap. Starał się stawić opór kotce, lecz ta jednym sprawnym ruchem wydostała się z zatrzasku. Otrzepała futro z ziemi i nadmiaru wody po czym spojrzała pogardliwie na Aronie i splunęła mu pod łapy.  
— Popilnuję by Deszczowa Gwiazda o wszystkim się dowiedział Aroniowy Podmuchu — wysyczała do kocura, jednocześnie nie spuszczając Klifiaka z oczu. — A co do ciebie... 

<Łabędzi Plusku?>

13 października 2019

Od Aroniowej Łapy (Aroniowego Podmuchu) CD Łabędziego Plusku

Aronia zadowolony z siebie odbiegł, znikając w krzakach. Był dumny z siebie, że zachwycił, przynajmniej jego zdaniem, Łabądka swą niezbyt zgrabną opowieścią. Może nie był aż taką mysią strawą skoro udało mu się docenić potęgę Klanu Nocy? Kocurek uśmiechnął się do siebie na tą myśl i jednym susem wskoczył na swoją cześć terytorium. Słońce już szczytowało, a on nadal nie złapał ani jednej piszczki. Miał nadzieję, że Oblodzona Sadzawka się nie skapnie, że zamiast łapać zwierzynę opowiadał jakiemuś Klifiakowi o wspaniałości ich klanu. Otworzył pysk, próbując wyłapać jakąś woń. Prócz swojego i ledwo wyczuwalnego zapachu Łabędziej Łapy nic nie unosiło się powietrzu co mogło zwiastować potencjalną zwierzyną. Zrezygnowany podszedł do rzeki. Przez treningi Lipowej Gałązki w Porę Spadających Liści średnio przepadał za bliższym kontaktem z tą cieczą. Jednak możliwość poniżenia się w oczach w mentorki wydawało się gorszą opcją. Dlatego też niechętnie włożył łapę do potoku, wchodząc do niego coraz głębiej. Pomimo że od jego ostatniej kąpieli minęło trochę czasu, podczas którego zdecydowanie urósł, woda zdawała się być dziwnie głębsza. A może grunt tu po prostu był niżej? Nie zastanawiając się jakoś bardziej nad poziomem wody w rzece, stanął w bezruchu, by wypatrzeć potencjalną ofiarę. Gdy tylko ryba przemknęła mu obok łapy, sprawnym ruchem złapał ją, a później kolejną i kolejną. Kiedy kupka na brzegu znacznie się powiększyła, otrzepał futro z zbędnego nadmiaru wody i rozpoczął czyszczenie, by zmyć siebie pozostałości z zapachu Klifiaka. Skończywszy wylizywać sierść, pochylił się nad swoim łupem i pochwycił go w pysk. Manewrowanie z taką ilością zwierzyny w paszczy zdecydowanie nie było łatwe, więc minęło jeszcze trochę czasu nim w końcu dotarł do wejścia obozu. Przystanął przed nim, by w pobliskiej kałuży przejrzeć się, czy wygląda odpowiednio zjawiskowo. Poprawił lekko futro na piersi i wkroczył dumnie do obozu. Zaskoczony wzrok pozostałych uczniów na jego widok jeszcze bardzo wprowadzał go w samozachwyt. Nawet na pysku Oblodzonej Sadzawki wkradło się małe zdumienie, na które kocurek mruknął zadowolony. Wojowniczka widząc, że ten faktycznie się postarał się na polowaniu, nawet zdecydowała się na odpuszczenie mu opieprzu za spóźnienie się, który w innych okolicznościach na pewno by dostał. Klifowa Łapa widząc na sobie spojrzenia współklanowiczów, wypiął dumnie pierś i skierował się w stronę stosu z zwierzynom, by odłożyć swój łup. Na widok podchodzącej do niego niebieskiej kotki, uniósł pośpiesznie łeb, licząc, że usłyszy jakąś pochwałę z pyska wojowniczki.
 — Dobra robota, Aroniowa Łapo — mruknęła cicho Oblodzona Sadzawka, a kocurek zastrzygł uszami zdziwiony, że ta użyła jego starego imienia.
Skinął jedynie głową w podzięce, by nie zapeszyć. Chwyciwszy jedną z upolowanych ryb, poszedł w stronę legowiska uczniów, by poprzechwalać się siostrze swoim udanym polowaniem.

***

Nie w sposób było opisać szczęście i dumę Aronii, gdy Żwirowa Gwiazda wezwała go do po powalonego drzewa i mianowała na wojownika. Chyba bardziej niż zostanie wojownikiem radowało go jedynie to, że został nim przed siostrą. Co prawda ta skomentowała to jedynie cichym prychnięciem, lecz Aronia był święcie przekonany, że w środku zżera ją zazdrość i z dumą obnosił się nową pozycją przy niej przy każdym możliwym razie. Od teraz był najwspanialszym wojownikiem Klanu Nocy, a fakt, że drugi człon jego imienia nawiązywał do jego dziadka, który zdaniem kocura zdecydowanie był wzorem do naśladowania, jedynie napawał go jeszcze większym zachwytem. Każdego kto śmiał nazwać go Klifową Łapą zabijał spojrzeniem. I pomimo że cieszył się z nowego stanowiska, nie był do końca gotowy na przypływ nowych obowiązków. Miał zdecydowanie za mało czasu na prowadzanie w życie swojego tajnego planu odzyskania kociąt Oszronionego Płatka. Westchnął na myśl o tym mysim sercu. Nie widział Łabędziej Łapy już prawie cały księżyc i nie raz kusiło go, by odwiedzić tą mysią strawę. Lecz nowy dość napięty grafik skutecznie mu to uniemożliwiał. Rano patrol, potem w porę szczytowanie słońca kolejny, później polowanie i znając jego szczęście znów patrol. Czasem okazjonalnie był zmuszony do towarzyszenia Słodkiemu Językowi w szukaniu jakiś ziółek i innych chwastów. Na dodatek jego mama ciągle zaczepiała go do rozmów i pogaduszek, których szczerze powoli zaczynał mieć dość. Starał się wytrzymywać gadulstwo tej, tłumacząc sobie, że ta po śmierci ojca czuła się samotna, lecz ciągle mielenie jęzorem Ognistego Kroku działo mu na nerwy. Próbował ją gubić, wkręcając w rozmowę Guzowatą Łapę, a potem porzucając ją na pastwę mamie, jednak ta przez swoje treningi nie zawsze była pod łapą. 
Dni przemijały podobnie zmieniając się w powoli nudną rutynę, która irytowała z lekka Aronię. Podobnie jak fakt, że liderka nadal nie zrobiła nic z związku z uprowadzonymi przez Klan Klifu kociętami. Jednak gdy ta w końcu zarządziła wymarsz na Klifiaków w celu odzyskania Dzika i Skały, kocur pierw pomyślał, że się przesłyszał. Lecz Żwirowa Gwiazda faktycznie wreszcie postanowiła coś z tym zrobić i po paru uderzaniach serca grupa wojowników, w tym Aroniowy Podmuch, skierowała się ku Płaczącemu Strażnikowi, a następnie w głąb terytorium tych krabojadów. Kocur nie ukrywał, że był podekscytowany pierwszą swoją bitwą na nowym stanowisku. Teraz gdy był wojownikiem w końcu mógł sprać parę Klifowych zadów. Co prawda nie mógł się doczekać walki, by w końcu pomścić ojca i złoić dupę tym lisim bobkom, jednak coś w głębi go męczyło. 
Co jeśli podczas walki będzie musiał się zmierzyć z tą mysią strawą Łabędzią Łapą? 
Przecież ten nieudacznik nie miał najmniejszych szans w walce z nim, a Aroniowy Podmuch, z niezrozumiałych dla siebie powodów, nie chciałby point opuszczał ten świat przedwcześnie. Pokręcił łbem, odrzucając te myśli i skupił się na podążaniu za ogonem Żółwiego Blasku. Kiedy ten zatrzymał się gwałtownie, powodując wpadniecie bicolora na niego, Aronia już miał unosić się z pretensjami, gdy zauważył, że cały pochód dziwnie ucichł. Przepchnął się na początek, by zobaczyć co ich zatrzymało. Przed nimi stały dwie stare kocice w towarzyskie jakiś kociąt. 
— Tata! — zapiszczała radośnie kupa futra, która najwidoczniej była jednym z zaginionym dzieci Szron. 
Nieznana mu pointka wypuściła kocie z pyska, a to pognało do Deszczowego Futra niemal z prędkością światła. Drugi kociak także skierował się w stronę rodziciela, trochę spokojniejszym krokiem. Większość kotów odetchnęła z ulgą, widząc, że kociaki Oszronionego Płatka są całe i zdrowe. Żwirowa Gwiazda ogłosiła odwrót, a jej zastępca podziękował starszym kocicom za zwrócenie kociąt. Po powrocie praktycznie cały klan świętował powrót Dzika i Skały, ciesząc się wraz z ich rodzicami. Jedynie Aroniowy Podmuch siedział w legowisku wojowników, przyglądając się temu wszystkiemu. Nie mógł skłamać, że nie radowała go myśl, iż Oszroniony Płatek w końcu przestanie ryczeć po nocach, jednak nie podzielał entuzjazmu współklanowiczów. Coś go w środku gryzło, sprawiając, że nie mógł się w pełni delektować chwilami bez beczenia szylkretowej karmicielki. Zastanawiał się, czy to przez to, iż nie mógł się wykazać w bitwie, ale odrzucił tą myśl, odkrywając, że to zdecydowanie nie to. 
Może przez fakt, że to nie on uratował te durne kocięta? 
To w sumie chyba nawet brzmiało sensownie, stwierdził, ugniatając legowisko, by przyszykować się do snu. Gdy mech wydawał się idealnie ubity, zwinął się w kłębek i zamknął oczy. Przed oczami ukazał się mu obraz ucznia z Klanu Klifu, jednak Aroniowy Podmuch odrzucił szybko tą myśl, wmawiając sobie, że stracenie powodu do widywania się z tym mysim sercem na pewno nie jest sprawcą dziwnego uczucia. Przecież nawet nie byli prawdziwymi przyjaciółmi, nie mogło mu na nim jakkolwiek zależeć, zmawiał sobie, próbując zasnąć. 

***

Aroniowy Podmuch wyrwał się z obozu pod pretekstem polowania, by chociaż na chwilę odpocząć od gadulstwa mamy. Co prawda ta chciała mu towarzyszyć, lecz na całe szczęście udało mu się ją zgrabnie zmyć, informując Ognisty Krok, że niedługo Porzeczka wróci z treningu. Gdy tylko wybiegł z obozu, skierował się w okolice Błotnistej Zatoczki. Jednak nie natrafiwszy tam na żadną zwierzynę, łapy skierowały go do Płaczącego Strażnika. Poczuł dziwne zmieszanie, gdy spojrzał na tereny należące do Klifiaków. Jeszcze nie tak dawno pewnie bez zastanowienia by tam wskoczył, by wkradać się w łaski Łabędziej Łapy, ale teraz musiał coś upolować, aby mama nie odkryła jego ściemy. Dlatego też otworzył pysk i zaczął krążyć po niewielkim lasku. Zamiast zwierzyny do paszczy wleciała mu woń soli i sosen. 
Czyżby Klan Klifu miał zamiar znów w nich uderzyć?
Zaniepokojony i zarazem podekscytowany tą myślą podążył za zapachem. Jeśli dobrze to rozegra może sam zniszczy siły wroga, przynosząc chwałę i posłuch swojemu klanowi. Zachwycony tą myślą, skrył się w krzakach by ocenić liczebność Klifiaków. Ku jego oczom ukazał się spacerujący jak gdyby nigdy nic Łabędzia Łapa. Aroniowy Podmuch na widok pointa poczuł przypływ frustracji i jeszcze nieznanego mu uczucia, którego nie miał zamiaru zgłębiać. Wyskoczył z krzaków i lądując na niczego nieświadomym Klifiaku, powali go na ziemie. Widząc jak ten próbuję nieumiejętnie się uwolnić zirytował się bezmyślnością kocura. Jeśli już zamierza sobie paradować po cudzym terytorium to niech chociaż nauczy się bronić. 
— Wiedziałem, że jesteś skończonym idiotą, ale żeby tak po prostu wchodzić w głąb terenów Klanu Nocy?!
— C-co? — wyszeptał leżący pod nim kocur, nerwowo otwierając ślepia. Aronia widząc jak ten rozgląda się zdezorientowany, machnął ogonem. Czy ta mysia strawa nawet sobie nie zdawała sprawy, że paradowała po jego terytorium?! — P-przepraszam — wydukał. — N-nie za-zauważyłem, że n-nie je-jestem u s-siebie.
Aroniowy Podmuch prychnął, słysząc wytłumaczenie tamtego. Mysi móżdżek, miał szczęście, że trafił na niego, taka Pstrągowy Pysk już dawno by go przerobiła na karmę dla wron. Spojrzał na przerażonego tą sytuacją pointa i zszedł z niego. Ten chyba zaskoczony jego reakcją posłał mu pytające spojrzenie. 
— Chyba Klan Gwiazd nad tobą czuwa Łabędzia Łapo skoro trafiłeś na mnie — mruknął Aronia cicho, by ten jeszcze nie uznał przypadkiem, że cieszy się na jego widok. — Ale wie... 
— J-już n-nie jes-stem Ła-abędzią-ą Ła-apą — wydukał point nieśmiało, przerywając mu. 
Mina syna Ognistego Kroku najwidoczniej nie była zbyt przyjazna, gdyż Klifiak od razu skulił się, sprawiając wrażenie, że żałuję swojej decyzji przerwania mu wypowiedzi. I słusznie. Czarno-białemu od razu wysunęły się pazury, a na pysku zawitał grymas. Jakim prawem w ogóle on śmie mu przerywać? Pierw wchodzi na jego terytorium jak gdyby nigdy nic, jąka tą swoją marną wymówkę, a teraz jeszcze ma odwagę mu przerywać? Oh, tego było zbyt wiele dla Aroniowego Podmuchu. 
— Oh tak panie wojowniku? — mruknął sarkastycznie kocur, a jego kiwający się na wszystkie strony ogon zaniepokoił z lekka intruza. — Ja także zostałem wojownikiem, więc może zmierzymy się po przyjacielsku? — zaproponował, kładąc duży nacisk na ostatnie słowo.
Point spoglądał na niego z niepokojem, powoli wycofując się do tyły. 
— N-no n-nie wiem — odpowiedział cicho, lecz jego oczy zdradzały zdecydowanie, że nie jest zachwycony tym pomysłem. 
Aroniowy Podmuch widząc to, podszedł do niego, drastycznie zmiejszając odległość pomiędzy nimi. 
— Nalegam — syknął, wpatrując się w niebieskie ślipia wojownika. 

<Łabędzi Plusku?>  

28 września 2019

Od Aroniowej Łapy (Klifowej Łapy) CD Łabędziej Łapy (Łabędziego Plusku)

Aronia spojrzał się zadowolony na pointa dumny z siebie i swojego chytrego planu. Uśmiech jednak zszedł mu z pyska, gdy uświadomił sobie, że nie ma pojęcia co dalej.
W końcu co się niby robiło z tymi całymi przyjaciółmi?
Jako kociaki mogliby się pobawić w chowanego lub w mysz i wojownika, ale teraz, jako prawie już dorosłe koty, raczej nie sprawiło by im to dużo frajdy. Kocurek przeniósł zaniepokojony wzrok na Łabędzią Łapę. Jego niepewna mina nie pomogła mu za wiele. Co on może robić z tą mysią strawą do szczytowania słońca? Zbierać kwiatki i rozmawiać o życiowych problemach?
— E no więc... co lubisz robić w wolnym czasie? — zapytał, próbując jakoś zapełnić panującą ciszę.
Łabędzia Łapa podniósł łeb chyba lekko zaskoczony tym pytaniem. Na jego pysku zakwitła niepewność, a niebieskie ślipia wpatrywały się w niego czujnie. Widząc spojrzenie Klifowej Łapy w końcu wydusił z siebie parę słów.
— Ja lub-bię spacerować s-samotnie — wyznał z lekkim zawahaniem. — A t-ty?
Dokuczać dziwnopyskiej, podważać autorytet Żwirowej Gwiazdy, straszyć kociaki, lać po pysku Klifiaki, zaczął wymieniać w myślach Aronia, szukając czegoś odpowiedniego.
— Eee... — zaciął się na chwil, zdając sobie sprawę, że żadna z tych rzeczy nie nadaje się do powiedzenia Łabądkowi. — Lubię... opowiadać bajki kociakom — wymyślił na poczekaniu i wygiął pysk w niepewny uśmiech.
Point spojrzał na niego nawet nie próbując ukryć zaskoczenia, które widniało mu teraz na pysku. Zagubione lekko ślipia przyglądały mu się uważnie, a otwarty ze zdziwienia pysk tylko zirytował Aronię. Był w pełni świadomy, że wizja jego osoby opowiadającej tym małym gówniarzom bajkę mogła być szokująca, jednak nie aż tak. Miał nadzieję, że Łabędzia Łapa nie przejrzy jego kłamstwa.
— N-naprawdę? — spytał lekko zdumionym głosem. — A o-opowiesz m-mi coś? — wymamrotał cicho, patrząc mu prosto w ślipia.
Aronia poczuł jak serce zaczyna mu szybciej bić, a oddech staje się nierówny.
Na ostry i ciernie jeśli zaraz coś nie wymyśli Klifiak go zdemaskuje.
Dlatego też wziął głęboki oddech, odszedł parę kroków od pointa i wskoczył na pobliski głaz, byle jak najbardziej wydłużyć sobie czas. Znał tylko jedną bajkę i na dodatek nie pamiętał połowy fabuły i szczegółów. Tą o tej głupiej liderce, co ją podobno dziadek znał. Tata im ją opowiadał jak byli mali, więc czy to sprawiało, że nadawała się na bajkę dla kociąt? Miał nadzieje, że tak. Spojrzał na swojego przyszłego, nieco zdezorientowanego słuchacza i pokręcił łbem, widząc jaką mysią strawą jest point. Przywołał kocura do siebie ogonem, a sam rozsiadł się wygodnie na kamieniu.
— No to zaczynam — mruknął niezadowolony z obrotu spraw. — Dawno temu jeszcze przed morderczą zimą oraz wielkim pożarem Klanem Nocy rządziła Malinowa Gwiazda. Kotka, która pomimo swoich wewnętrznych problemów i tak zawsze starała się walczyć o dobro klanu. — Wychwalał kotkę, w końcu nie będzie opowiadał tej kupie futra, jak było naprawdę.
Łabędzia Łapa zaciekawieniem w oczach, wpatrywał się w niego, oczekując na ciąg dalszy.
— W trakcie jej panowania dla Klanu Nocy nastały ciężkie czasy. Wiele kotów zginęło w między klanowych konfliktach, a obóz został przeniesiony na bagna. Jednak jednym z większych problemów okazał się zabrakło medyka. Nie bacząc na to liderka nie poddawała się dalej brnąc do przodu, nawet pomimo zamachu na jej życie. — podkreślił nieco zmęczonym głosem.  — Jednak gdy Biała Gwiazda zwlekała z udzieleniem pomocy Klanu Nocy, Malinowa Gwiazda wzięła sprawę w swoje łapy — przeciągnął się leniwie na kamieniu, ziewając.
Poczuł jak go lekko nuży. Przetarł łapą zaspane oczy, licząc, że chociaż tak się trochę rozbudzi. Przecież nie mógł zasnąć przy Klifiaku jak ostatni mysi móżdżek.
— Wybrała się więc do Klanu Wilka, gdzie zawarła sojusz z Milczącą Gwiazdą, a później razem dały popalić temu lisiemu łajnu, która chyba umarła najdurniejszą znaną mi śmiercią — zakończył pośpiesznie Aronia, mając wrażenie, że zaraz sam zaśnie. —  Podsumowując, Klan Nocy był, jest i będzie zawsze zajebisty, nawet jeśli nasi liderzy są do kitu — dodał morał od siebie i spojrzał oczekująco na pointa. — Zadowolony?

<Łabędzia Łapo?>