BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bocian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bocian. Pokaż wszystkie posty

23 lipca 2021

Od Bociana

Ciało Leszczyny znalazło się w obozie, dochodzenie trwało, jednak Bocian był przekonany, że nikt nie odkryte sprawcy zbrodni. Przecież dobrze zatuszował wszystkie dowody, nie było więc żadnych argumentów, że to on był mordercą. Leszczynie należała się śmierć. Nie będzie ona jego jedyną ofiarą. Szykował się kolejny mord, tylko tym razem z większą ilością trujących roślin. Bocian oblizał pysk zadowolony ze swojego pomysłu. Pozostało wybrać mu ofiarę, jednakże to będzie najłatwiejsze. 
Biały kocur dotarł do swojej kryjówki i zajrzał pod kamień, gdzie zbierał trucizny. Syknął ze złością. Wszystkie były pogniecione i wyschnięte. No tak, podczas walki z Leszczyną ucierpiały mocno, a on nie miał czasu zebrać nowych. Musiał to naprawić. 
Syn Pszczółki wrócił do obozu, prawie wpadając na spieszącego się Księżyca. Syknął ostrzegawczo na wojownika. Pchlarz, powinien znać swoje miejsce. W obozowisku ogólnie panował ruch, nawet jeśli od zabicia lisa upłynęło sporo czasu. Wzruszył ramionami. Widocznie jego pobratymcy mieli mrówki w tyłku. Kocur ruszył w stronę legowiska medyka, jednak zatrzymał się w pół kroku. To nie będzie dobre rozwiązanie. Najlepiej, żeby sam zerwał odpowiednie roślinki. Poza tym Wschód ostatnio chodził strapiony przez śmierć córki. Bocian nigdy nie pragnął założyć rodziny. Skupił się wyłącznie na własnych celach. Odwrócił się napięcie, gotowy opuścić obóz i udać się poza Ogrodzenie. Wróci przed zachodem słońca, to będzie szybka i udana wyprawa. 
— Dokąd się wybierasz? 
Wypuścił ze świstem powietrze. Przeniósł znudzony wzrok na Konopię, która stała kilka ogonów lisa od niego. Jej sierść była zmierzwiona, jakby dopiero wstała. Pewnie znowu bolą ją stawy. pomyślał. 
— Wyglądasz okropnie. —  stwierdził, mrużąc zielone oczy. 
— I tak się czuję, lisi bobku. — prychnęła.
— Znowu stawy, co? — nawet nie oczekiwał odpowiedzi. 
Konopia zachowywała się czasami, jakby miała zaraz trafić do starszyzny. Łapy nie dawały jej odpocząć i ledwo się poruszała. Bocian był dobrym obserwatorem, więc wychwycił te szczegóły. Nawet mniej polowała. Konopia kochała wolność i dziwna była myśl, że utknęła w Owocowym Lesie.
— Jak widzisz. A ty dokąd leziesz? 
— Nie interesuj się. — prychnął. — Jeszcze mi się zwalisz na głowę. 
— Przecież wiem, że uwielbiasz moje towarzystwo, Bocianku. 
Uniósł brew. Charakter jego przyjaciółki nie przestawał go zaskakiwać. Uznał, że skoro chce wiedzieć dokąd idzie, to może wybrać się z nim. Nie zważał oczywiście na jej stawy. Powinna sobie poradzić. Kocur trzepnął ogonem i bez ostrzeżenia opuścił obóz. Wiatr musnął pędzelki na jego uszach, gdy kocur zagłębił się bardziej w terytorium ich społeczności. Biała sierść była doskonale widoczna, podczas przemykania pośród wysokiej trawy, drzew i krzewów. Pogoda dopisywała.
— Mógłbyś zwolnić, mysi móżdżku. 
Zatrzymał się i posłał szybkie spojrzenie szylkretowej kotce. Szła wolniej od niego, ale jednak nadążała. Aż miał ochotę się uśmiechnąć. Właśnie ta waleczna Konopia była jego najlepszą przyjaciółką. 
— Jednak dobrze, że cię ze sobą zabrałem, przydasz mi się do niesienia. 
Kotka uniosła zdziwiona jedną brew. 
 — Chyba nie ciebie? Jeśli ktoś ma kogoś nieść, to mógłbyś się pofatygować. 
Biały wojownik wywrócił oczami.
— Uważaj, bo zaraz to zrobię. Będziesz niosła trujące rośliny w drodze powrotnej. Co dwa pyski to nie jeden, czy jak to tam szło. — mruknął znudzony. 
Przystąpił o krok do przodu, bo więcej nie było mu dane. Konopia chwyciła go za ogon, tym samym utrudniając mu ruch i każąc powrócić na poprzednie miejsce. Posłał jej niecierpliwe spojrzenie. Powinni się pośpieszyć. 
— Czego?
— Po jakiego ci trucizna? Upadłeś na głowę, Bociek? 
Jego uszy drgnęły. Rozejrzał się po lesie dla upewnienia, że nikogo nie ma w pobliżu, żeby ich rozmowa pozostała prywatna. Przyjaźnił się z Konopią naprawdę wiele sezonów, ufał jej najbardziej ze wszystkich i z pewnością mógł jej zdradzić swoją słodką tajemnicę. Przybliżył się do kotki, zbliżając do jej ucha.
— Zabiłem Leszczynę. Teraz pora na nową ofiarę. — odsunął się i spojrzał na nią ze spokojem. — Zamierzam opracować idealną truciznę. Jestem blisko, czuję to. Dlatego muszę zebrać zapasy. 
Konopia odsunęła się od niego. Jej oczy były szeroko otwarte. Pokręciła głową i zaśmiała się nerwowo.
— Wkręcasz mnie. To jakiś żart. — zauważył jej napinające się mięśnie. Bocian nigdy nie żartował, nie miał poczucia humoru. Jej wzrok stwardniał. — Naprawdę to zrobiłeś? 
Skinął głową. W jego oczach mogła dojrzeć satysfakcję. Był splamiony krwią. 
— Mysi bobek! — syknęła, wbijając pazury w ziemię. — Wcale nie jesteś lepszy od rybojadów! 
Bocian warknął. Te słowa były jak gałąź, która spadła na grzbiet i przygniata. Wysunął pazury. Ich ogony poruszały się nerwowo. Spoglądali na siebie, pewnie gotowi do potencjalnej walki.
— Jak śmiesz, głupia! Mnie porównujesz do tych szumowin? Mnie? A twoje ślinienie się do ich uczennicy już jest w porządku?
— Odczep się od Zboża. Ja nie zabiłam swojego pobratymca. Zamordowałeś Leszczynę! — splunęła.
— Taki byłem od początku. Coś się nie podoba, to możesz spadać. 
Odwrócił się. Pognał w stronę Ogrodzenia, nawet nie odwracając się za siebie. Prędko dotarł do wyjścia i zaczął kopać pod płotem. Przecisnął się, zaczepiając sierścią o wystające kawałki drewna. Znajdując się po drugiej stronie, odetchnął. Rozpościerał się przed nim wielki teren. Wiele zapachów docierało do jego nosa. Wszystkie wyłapał i pozwolił się nimi otulić, podczas gdy ruszył przed siebie, w poszukiwaniu potrzebnych składników.
Znalezienie jagód śmierci nie stanowiło dla niego problemu. Od razu znalazł krzaczek i zaczął zbierać. Uzbiera ich porządną ilość. Kiedy skończył, oddalił się odrobinę, jednak jego poszukiwania nie zostały zakończone. Interesujący zapach przyciągnął go do siebie. Przedarł się przez pokrzywy.
Cis pospolity. Rozpoznał roślinę od razu. Widział ją wiele razy, a to podczas szkolenia u matki, a to w swoich zbiorach. Pochylił nisko głowę, żeby sięgnąć do łodygi. Urwał truciznę. Jeszcze tylko kilka i może szukać dalej. Spojrzał na wcześniej zerwane jagody, spoczywające na dużym liściu. Zbiory będą udane, a potem zrealizuje swój plan. 
Czujność towarzyszyła mu całe życie. Odkąd urodził się jako pierworodny kociak Pszczółki i Chmurki. Żaden z jego braci nie był tak skupiony i uważny jak on. Rodzeństwo go słuchało, wykonywało każdy rozkaz. I również teraz jego uwaga została zwrócona w kierunku nadchodzących kroków. Szelest. Potem głośne warknięcie. Zielony oczy otworzyły się szerzej. Odwrócił pysk w samą porę, żeby dojrzeć rudego lisa, ze wzrokiem wbitym prosto w niego. Reakcja była szybka. Bocian zjeżył długie futro i wysunął pazury, którymi przejechał po pysku stworzenia. Lis warknął wkurzony. Bocian napiął mięśnie gotowy do kolejnego ataku. Wbity w rudzielca wzrok rzucał wyzwanie.
Nie boję się ciebie. Walczmy. Przerobię twoje futro na posłanie. 
Lis wydał z siebie kolejny dźwięk, zanim rzucił się do ataku. Bocian zrobił szybki unik. Przewidział jego ruch. Przewidzi każdy kolejny. Przejechał pazurami po zadku stworzenia. Drapieżnik klapnął szczęką. Znowu odskoczył. Zaatakował bok lisa. Jego przeciwnik zareagował prędko i chwycił Bociana za ogon. Wojownik Owocowego Lasu syknął i zaczął się wiercić, żeby wyrwać swój ogon. Lis uniósł go i zaczął kręcić łbem, bawiąc się nim niczym lalką. Bocian spiął wszystkie mięśnie i dopadł do oczu lisa, wbijając w nie pazury. Drapieżnik go puścił, wydając z siebie przeraźliwy pisk bólu. Bocian przyglądał mu się, dysząc z wysiłku. Krew zdobiła jego pazury, serce biło szybciej z adrenaliny. Wreszcie rzucił się na lisa i zgryzł w jego tylną łapę. 
— Bocianie! 
Głos Konopii dotarł do jego uszu. Biały kocur wciąż wczepiał się w lisa, poczuł mocny zapach intruza. Lisowi nie udało się wyrwać, wciąż miał zamknięte oczy i poruszał się chaotycznie. 
Nagle coś zwaliło Bociana z łap. Wylądował na ziemi, przyciśnięty łapą przez lisa, o trochę ciemniejszej barwie od pierwszego, choć na pierwszy rzut oka nie można było tego rozpoznać. Bocian warknął wkurzony, celując łapą w pysk stworzenia. Ruch atakujący okazał się skuteczny, jednak los białego kocura został przesądzony, gdy pierwszy lis zaczął się zbliżać, kierując się zapachem i rządzą mordu. Dwóch na jednego. Bocian poruszył ogonem. To nie był koniec, musiał wygrać!
Walka rozpoczęła się ponownie. Mimo przygniecenia do ziemi, atakował przednimi łapami, podczas gdy jeden z lisów wyrwał mu ogon, a drugi go kąsał. Ból był niewyobrażalny, ale równocześnie dziwnie kojący. Biała sierść ociekała krwią. Zmęczenie zaczęło brać górę, jednak wciąż atakował za pomocą pazurów. Ugryzł w łapę rudzielca, który w ostateczności złapał go za ucho i mocno pociągnął. Bocianowi zakręciło się w głowie, gdy oderwał kawałek. Z agresją przejechał pazurami po pysku lisa. Jednak to był jego ostatni ruch. 
Mówi się, że los każdego kota jest wykuty i że nie da się uciec przeznaczeniu. Że kot rodzi się stworzony do jakiegoś celu, do którego powinien dążyć, jednak różnie może się po drodze potoczyć. Los lubił igrać ze swoimi dziećmi, walka z nim nie prowadziła do wygranej.
Bocian przymknął oczy. Znowu widział pysk ukochanej matki i słyszał głos znienawidzonego ojca. Nigdy mu nie wybaczył, że zdradził Pszczółkę i nigdy nie wybaczył Klanowi Nocy, że zabili jego matkę. W swoim zimnym sercu miał pełno nienawiści. Od kociaka dominował i rządził, to do niego zawsze należało ostatnie słowo, potrafił odpowiedzieć atakiem i manipulować. Trójka jego braci była mu posłuszna. Jego uczeń drżał na myśl o wymagających treningach. Wielu pobratymców nie darzyło go sympatią, ale nawet nie myślało o podskakiwaniu. Nie znał miłosierdzia i sprawiedliwości, przeważały nad nim zawsze egoizm, oschłość i dominacja. Bo właśnie takim Bocianem był i pozostał do końca. Niczego nie żałował. 
Lis wgryzł się w jego szyję. Bocian odchylił się do tyłu. Miękka trawa otuliła jego głowę. Widział sylwetkę Konopi. Szkoda, że będzie musiała widzieć jego śmierć. Pewnie wróci do obozu i jako jedna z nielicznych będzie za nim tęsknić. On za nią również, nie mógł sobie wyobrazić lepszej przyjaciółki oraz rywalki, nawet jeśli czasami go irytowała. Stanowiła jego powierniczkę podczas niewoli, mieszkania w Klanie Burzy i podczas samotniczego trybu życia. 
Zamknął oczy. Jego życie było barwne. Zachował wszystkie wspomnienia i zamglonymi oczami obserwował odchodzące lisy. Skrzywdzone uszy, ogon, całe ciało, nie przypominał już pewnie wyglądem tego niewinnego Bociana. Blizny stanowiły ważny element dla każdego złego kota. Zasłużył na nie przed śmiercią. Prychnął pogardliwie. Opuszczał ten świat, ale nie da o sobie zapomnieć. Jego bok unosił się w rytm słabego oddechu, aż ostatecznie stanął. Bocian został otulony przez ciemność.


Żegnaj, Bocianie [*]
Zmarły w wieku 70 księżyców 

Od Bociana CD. Konopi

 *Pora Nagich Drzew*

Bolące stawy wciąż doskwierały Konopi, jednak Wschód ani nikt wśród ich społeczności, nie znał dokładnej przyczyny jej stanu. Znany jedynie był czas, gdy stan szylkretowej kotki zaczął się pogarszać. Sprawy nie ułatwiał również fakt Pory Nagich Drzew, która zawitała do lasu. 
— Bocian, myślisz, że ja umieram?
Jej pytanie wyrwało go z transu wielu myśli. Jego chłodne spojrzenie przeszyło kotkę jeszcze bardziej niż mróz i silny wiatr. Koniuszek jego ogona lekka drgnął z irytacji. 
— Lisi bobek. Zadałaś głupie pytanie. Oczywiście, że nie umierasz. To pewnie przez wiek, tak ci się pogorszyło. Jeszcze będziesz latać po obozie za swoimi kochasiami. 
Sam nie wiedział, czy było to kłamstwo, prawda, czy zaprzeczanie. Stan wojowniczki był ciężki i nie wiadomo, czy jej się polepszy wraz z upływem księżyców. Jednak czy kotka miała odejść? Rozpłynąć się w pustce? Wąsy Bociana lekko drgnęły. Ta wizja nie była przyjemna. 
— Skoro tak twierdzisz, mysi bobku. — mruknęła zamyślona, kładąc głowę na łapach. Dwójce kotów skulonym w jednym gnieździe, było znacznie cieplej. Mogli tak zostać do wieczora, skoro i tak szylkretowa nie będzie miała ochoty na jakiś śmieszny wypad. — Co słychać? 
Typowe pytanie, a jednak mogące rozpocząć rozmowę. Bocian również ułożył głowę na łapach i otulił się mocniej ogonem, żeby było mu jeszcze cieplej. Wzrok utkwił na przyjaciółce. 
— Znośnie. Chociaż patrole podczas Pory Nagich Drzew, to moje znienawidzone zajęcie. — mruknął. — A ty co robisz, poza lenieniem się w posłaniu? Pogodziłyście się z Ostróżką.
Sprzedała mu kuksańca. 
— Jak wszystkie. — odpowiedziała na jego pierwszą wypowiedz, a potem kontynuowała z westchnieniem. — Wciąż nie chce ze mną rozmawiać. 
Bocian wywrócił oczami. Ostróżka działała mu już na nerwy. Jak długo można się złościć na własną siostrę? Gdyby była po stronie ich małej grupki rebeliantów i sprzeciwiałaby się zasadom rybojadów, to może udałoby jej się również uciec. Tak czy siak od tamtej niewoli minęło sporo czasu i chowanie urazy przez kotkę nie było na miejscu. 
— Zawsze możemy ją zmusić. — polizał się w łapę. Konopia obdarzyła go ostrym spojrzeniem, na co jedynie wzruszył barkami. — No już okej. Mam inny pomysł. No chyba, że się boisz, cykorze.
Wojowniczka prychnęła. 
— Ja się niczego nie boję. 
— W takim razie, co powiesz na to, żeby zrobić kawał? Jak za starych czasów. — posłał jej wyzywające spojrzenie, ciekaw, czy odmówi. 


<Konopio? Dziękuję za sesję, to była czysta przyjemność> 

02 lipca 2021

Od Bociana

 Musiał się wymknąć do swoich ziół. Chciał mieć pewność, że lis nie przewrócił kamienia i nie zniszczył jego trutek. Chociaż podejrzewał, że gdyby tak było, to lis dawno by zdechł. Ilość trujących roślin w jego kryjówce była wystarczająco liczna. Bocian wypuścił ze świstem powietrze. Czasami wychodził ze Wschodem poza Ogrodzenie pod pretekstem zbierania ziół, w rzeczywistości zgarniał dla siebie trujące, które chował bliżej Ogrodzenia, żeby po nie wrócić. Dopiero gdy Owieczka została asystentką, musiał tego zaprzestać, żeby ta głupia kotka nie poleciała z płaczem do liderki. Zamierzał uniknąć potencjalnych tłumaczeń. Czasami zgarniał kilka z legowiska Wschodu. Jego fascynacja mogła wydawać się dziwna, ale on wszystko dokładnie przemyślał. Chciał stworzyć truciznę, która nie będzie łatwa do wykrycia, chciał pozbyć się wszystkich tych, którzy mu podpadli. 
Biały spojrzał na swojego brata. Lis wciąż przebywał w Owocowym Lesie, więc swobodne wychodzenie z obozu zostało zakłócone. Musiał mieć wymówkę, żeby się wymknąć. Zrobi to tak, żeby nikt nawet się nie zorientował i wkrótce wróci. Brat spał, zwinięty w ciasną kulkę. Ziarenka maku, które potajemnie podał mu w zwierzynie, zadziałały błyskawicznie. Biały westchnął posępnie, po czym udał się na tyły legowiska. Upewnił się, że nikt go nie obserwuje. Na szczęście większość pobratymców właśnie odpoczywała na drzewach. Poza obozem nie powinien spotkać zbyt wielu świadków. Prychnął. Tchórze. Kilka ofiar było potrzebnych, żeby wytropić lisa. Zabicie stworzenia byłoby wykonalne, ale oni byli zbyt przerażeni, żeby to dostrzec. Albo po prostu głupi. W obie opcje mógł uwierzyć.
Przedarł się przez zarośla, znajdując poza obozowiskiem, od strony miejsca wypróżniania. Skrzywił się, zanim ruszył przed siebie, stąpając po jeszcze śnieżnym podłożu. Ten nieprzyjemnie kleił się do jego łap. Zimne powietrze przeszyło ciało kocura. Wokół panowała przerażająca cisza. Mógł jedynie nasłuchiwać własnych kroków. Nie bał się lisa, był przygotowany na rozszarpanie rudzielca, jeśli ten stanie mu na drodze. Żaden głupi lis nie był dla niego zagrożeniem. 
Wreszcie dotarł do swojego kamienia. Odsunął go na bok i z zadowoleniem przyjrzał się trującym roślinom i jagodom. Były w całości, nienaruszone, chociaż trochę ususzone. Obwąchał je. Kto pierwszy stanie się jego celem? Owieczka?
- Kolejny raz spotykamy się w nieprzyjemnych okolicznościach. 
Biały zastrzygł uszami. Ten głos. Dobrze go znał. W jego zielonych oczach błysnęła niebezpieczna iskra. Odwrócił znudzony wzrok w stronę Leszczyny, która stała kilka mysich kroków za nim. Jej napięte mięśnie pokazywały zdenerwowanie. Nigdy nie umiała panować nad emocjami, w przeciwieństwie do syna Pszczółki. 
- Pchasz nos w nie swoje sprawy, Leszczyno. Powinnaś wrócić do legowiska starszych i o wszystkim zapomnieć. To moja ostatnia rada. 
Ruda kotka prychnęła. Przyjrzała mu się złośliwie. 
- Grozisz mi? 
- Możesz to uznać za przyjacielską poradę. - stwierdził biały, marszcząc nos. Zbyt długo już chodziła po tym świecie. Jego wrogowie powinni gryźć piach od spodu. 
Leszczyna zamachnęła puszystym ogonem. 
- Osobiście poinformuje Szyszkę o twoim braku posłuszeństwa i... co ty tam w ogóle chowasz? 
Pozwolił, żeby podeszła bliżej i spojrzała ze grozą na okazałą kolekcję. Nie zdążyła nawet kolejny raz poruszyć swoim długim jęzorem, bo Bocian wystawił pazury i rzucił się prosto na nią. Leszczyna wysunęła pazury. Nie zamierzała poddać się bez walki. Oboje przeturlali się po śniegu, zaciekle gryząc i drapiąc swojego przeciwnika. Bocian uderzył ją w brzuch, na co kotka zareagowała wściekłym syknięciem i zdzieliła go w pysk. Zareagował instynktownie. Ugryzł ją w łapę i zaczął nią szarpać. Leszczyna zepchnęła go z siebie. Wpadł prosto w swoje rośliny. Wściekły uderzył ogonem o ziemię. Wskoczyła na niego, gotowa przygwoździć go do ziemi. Wtedy uniósł łeb i chwycił ją za gardło, wbijając w nie ostre kiełki. Leszczyna szarpnęła, chcąc złapać oddech. Zaryła pazurami po jego brzuchu, powodując kilka zadrapań, z których zaczęła cieknąć krew. Nie zareagował, nie czuł bólu, zbyt wiele walk już przeżył. Trzymał ją mocno obserwując, jak zaczyna się dusić. Wreszcie kopnął ją z tylnych łap, zrzucając z siebie i powodując, że upadła na grzbiet. Ponownie się na niej znalazł i tym razem skuteczniej ją chwycił za szyję, ponownie utrudniając złapanie powietrza. Ale nie zrobił nic więcej. Nie zamierzał jej zabijać w taki sposób. Puścił ją świadomy, że szybko się nie podniesie. Chwycił najbliżej leżącą truciznę. Wepchnął jej do pyska cis. Obserwował jak zwija się z bólu. Sprawiało mu to satysfakcję. Jednak jego zadowolenie nie było jeszcze całkowicie spełnione. Spojrzał na rośliny. Nie miał zbyt dużego wyboru, ale coś się znajdzie. Potem wybierze się po świeże. 
Leszczyna próbowała coś powiedzieć, ale za bardzo cierpiała. Strach i śmierć zajrzały jej do oczu. Wiedział, że nie mieli dużo czasu. Sięgnął po wilczą jagodę i wepchnął jej do pyska. 
- Piękny widok. - uśmiechnął się lekko. 
Oczy kotki zaszły mgłą. Jej ciało znieruchomiało, bok przestał się unosić w rytmie oddechu. Bocian jeszcze kilka uderzeń swojego serca, przyglądał się martwej kotce. Potem zaczął zlizywać krew ze swojego brzucha. Nie było jej dużo, więc powinien się jej łatwo pozbyć. Spojrzał na pazury Leszczyny, szukając białej sierści. Nią też powinien się zająć, żeby jeszcze skuteczniej wszystko ukryć. Cóż, nie przewidział tego małego incydentu, ale nie zamierzał żałować. Wręcz było mu to na łapę. Jego trucizny świetnie działały i będzie mógł wkrótce przystąpić do drugiego planu. Wkrótce wszyscy jego wrogowie poniosą zasłużoną karę.
Kocur przeciągnął się leniwie. Zakrył kamieniem swoją skrytkę. Ruszył z powrotem do obozu tą samą drogą, którą tutaj przyszedł. Śmierć Leszczyny zostanie zwalona na lisa. 
Wszedł niezauważenie do środka legowiska medyka. Brat dalej spał. Bocian, żeby zgrywać pozory, specjalnie poszedł do stosu ze zwierzyną, a potem wrócił do środka. Zamierzał podzielić się nornicą ze Wschodem. Westchnął. Musiał znaleźć Konopię. 


Pewnie coś zepsułam, bo nigdy jeszcze nie byłam mordercą smutna.żaba.exe

21 czerwca 2021

Od Bociana

Lis zawitał w Owocowym Lesie wprawiając wszystkich członków sadu w niepokój, strach, oraz złość. Jedynie Bocian zachował chłodny umysł. Wiedział, że lis może zniszczyć jego trucizny, ale również ułatwić wykonanie eksperymentu. Ponieważ Szyszka ustaliła ograniczenie wychodzenia z obozu, nie mógł z łatwością się wymknąć. Z tego powodu był szczególnie niezadowolony, a chęć zemsty stawała się coraz silniejsza.
Wschód często do niego zagadywał, gdy oboje przesiadywali w jego legowisku. Owieczka była zajęta swoją uczennicą, pewnie równie żałosną co mentorka. Bocian na starcie skreślił Niezapominajkę i żywił do niej niechęć. Jedynymi kotami w Miejscu, Gdzie Owoce Spadają Na Łeb, byli Konopia i Wschód. Jego relacja z bratem dobrze się utrzymywała, nawet jeśli charakter Boćka pozostawiał wiele do życzenia. 
- Pewnie wkrótce zabiją lisa i wszystko wróci do normy. - miauknął Wschód, segregując swoje zioła.
Bocian leniwie przesunął po nich wzrokiem. Nic ciekawego, zwykłe lecznice zielsko. 
Nie był specjalnie zainteresowany paplaniną brata, ale musiał siedzieć u niego przynajmniej do zachodu słońca. Ostatnio złapał kolca w łapie i chociaż szybko się go pozbył, wdała się infekcja. Wschód szybko zainterweniował ku irytacji białego kocura. 
- Szkoda. - mruknął, przeciągając się leniwie. - Zabawnie było obserwować, jacy są przerażeni. 
- Boją się śmierci i straty bliskich. To normalne, Bocian. - stwierdził Wschód, przerywając na chwilę segregację, żeby spojrzeć w zielone ślepia pierworodnego syna Pszczółki.
- To słabość. Podobnie jak przywiązanie, lisi bobku. - wywrócił oczami.
Wschód westchnął. Zdecydował o zakończeniu tematu. Nigdy nie wygra z Bocianem. Szanował i kochał swojego brata, widział w nim prawdziwego wojownika. Biały nigdy nie ustępował, uparcie stawiając na swoim. Medyk Owocowego Lasu zdążył do tego przywyknąć. Z resztą wierzył, że brat nikomu nie zrobi krzywdy. 


Wyleczony: Bocian

13 kwietnia 2021

Od Bociana

 Skręcił przednią łapę. Ot, po prostu nie uważał pod łapy i się stało. W sumie nie zamierzał długo nad tym myśleć. Do Wschodu udał się z kamiennym wyrazem pyska. Brat oczywiście musiał zacząć mu nawijać o Poziomce, swojej malutkiej wnuczce. Bocian wywrócił oczami. Co go obchodził jakiś bachor? Ma srać słodyczą, bo jest dzieciakiem? Ledwo na łapach umie stać! Oczywiście białemu nie widziało się ją odwiedzać, nawet pod prośbami Wschodu. Niech sam sobie ją odwiedza, jeśli jest taki chętny. 
Po wyleczeniu łapy mógł znowu zacząć działać. Nadeszła Pora Nowych Liści, zrobiło się znaczcie bardziej ciepło, kolejne zwierzątka przebudziły się do życia. Zamyślił się. Może powinien wybrać się na polowanie? Musiał jednak najpierw coś załatwić, a mianowicie zajrzeć do swojej skrytki, czy na pewno nie brakuje żadnej trutki. Raczej nikt go nie śledził, trujące rośliny również nie powinny wyschnąć przykryte kamieniem, ale jednak wolał mieć pewność. Postanowił zrobić to z samego rana. 
Gdy więc wschodzące słońce zaczęło pomału witać Owocowy Las, kocur przebudził się i zgrabnie oraz cicho opuścił swoje posłanie. Poczuł pod łapami miękką trawę, wraz z zejściem z drzewa. Ranne powietrze było prawdziwą przyjemnością. Rozejrzał się, także patrząc w górę, ale nie zauważył, żeby ktoś oprócz niego się obudził. To nawet lepiej, kogoś obecność była ostatnim, czego w tej chwili pragnął. Wszystko było przygotowane, pozostało tylko sprawdzić, czy na pewno zadziała. Układanka się łączyła. Najmniejszy szczegół będzie miał jednak znaczenie.
Instynktownie wysunął pazury, gdy drogę do wyjścia z obozu zagrodziła mu Leszczyna. Starsza kocica z wygórowanym ego. To, że była przyjaciółką liderki nic nie zmieniało, a ruda zdawała się tym przechwalać najmniejszym swoim gestem. Bocian omiótł ją niezadowolonym i aroganckim spojrzeniem.
- Dokąd się wybierasz? Patrole jeszcze nie wyruszyły. - stwierdziła Leszczyna, marszcząc przy tym nos.
Biały kocur wywrócił oczami.
- Kim jesteś lisi bobku, że mam się tobie tłumaczyć? - mruknął chłodno. Jego spokój, zawsze był wręcz sztuczny, ale dobrze panował nad emocjami, w przeciwieństwie do rudej kocicy.
Starsza strzepnęła ogonem.
- Wystarczy, że mieszkamy w jednym miejscu. - parsknęła. - Nie uważasz, że dziwne jest wstanie o tak wczesnej porze?
Mógłby niby skłamać, że idzie na spacer, ale nie zamierzał płaszczyć się przed jakąś wronią strawą. Poruszył koniuszkiem ogona i minął kotkę, uderzając ją z boku. Leszczynka syknęła na niego. Zignorował jej oburzenie. Opuścił obóz, kierując się do swojej kryjówki. W pewnym momencie jego czujność nakazała mu odwrócił się za siebie. To Leszczyna za nim szła. Słyszał jej kroki i widział niezadowolony, choć odległy wyraz pyszczka. Skrzywił się. Czy kocica nie mogła odpuścić?
W takim razie się zabawmy, Leszczyno. A stawką będzie życie. 

CDN. 
Wyleczony: Bocian

25 lutego 2021

Od Bociana CD. Owieczki

 W pamięci Bociana pozostały przygody i wyzwania, które go spotkały. Gdyby nie on i Konopia lisiaki tak szybko nie odnalazłyby obozu Klanu Nocy. Zmrużył oczy. Niewola, mieszkanie w Klanie Burzy, chwilowe życie samotników i na końcu Owocowy Las oraz rebelia. Sporo się działo przez ten czas. Mijało coraz więcej księżyców, a Bocian wciąż pozostawał taki sam. Jego postawa w pełni o tym przypominała. 
- W zadzie mam zakazy jakiejś uczennicy. - mruknął chłodno. 
Odprowadził wzrokiem wychodzącą kotkę. Pierwsza opuściła posterunek, to oznaczało słabość. Bocian to wyczuł w jej oczach i ruchach. Takiej psychikę łatwo złamać. Było to dla niego niczym posiłek. Biały kocur wiedział, że pyskata gówniara jeszcze pożałuje. Dla jego przyjemności - wojownika otóż nie interesowały jej słowa. I tak będzie przychodził po zioła. Właściwie mógłby zignorować uczennicę brata, ale gdzie wtedy będzie zabawa? W oczach kocura zalśniły niebezpieczne iskry. 
- Nie rób jej krzywdy.... 
Spojrzał na Wschód. Brat wpatrywał się w białego proszącym wzrokiem. Bocian zmrużył oczy i odwrócił wzrok, znowu wpatrując się w wyjście. Wschód wyczuł panujące w legowisku napięcie. 
- Do zobaczenia, bracie. - miauknął, kierując się do wyjścia z legowiska. 
Opuścił je, a jego wzrok od razu wyłapał Owieczkę, siedzącą razem z Madzią. Posłał kotce spojrzenie mówiące "pożałujesz". Owieczka jeszcze zrozumie, że źle zrobiła zadzierając z niebezpiecznym mieszkańcem Owocowego Lasu. 

***

Wschód był u Stokrotki, która się gorzej poczuła.  Wkrótce powinna się okocić. Karmicielka większość czasu spędzała w żłobku, przygotowana do narodzin swoich młodych. Medyk więc szybko nie wróci, pewnie dopiero pod wieczór. Bocianowi natomiast się nudziło. Nie miał dzisiaj żadnego patrolu. Konopia natomiast zdawała się rozpłynąć w powietrzu, więc nawet nie mógł zaproponować przyjaciółce spędzenia razem czasu choćby na polowaniu, czy podręczeniu jakiegoś gównojada. Siedział w obozie, rozglądając się leniwie i wtedy wyłapał znikający we wnętrzu legowiska ogon Owieczki. Oblizał się po pysku, wstając następnie na równe łapy. Skierował się do asystentki medyka, od razu wchodząc do środka. Owieczka leżała skulona na swoim posłaniu. Bocian znał przyczynę. W Owocowym Lesie wydarzyła się tragedia i Madzia zginęła z łap córki, która podała jej niewłaściwe zioło. Przykre? Dla Bociana wcale. Widocznie obie były słabymi jednostkami. Nie było na takich miejsca w sadzie. 
- Czego chcesz? - Owieczka widocznie wyczuła jego obecność. Nie odwróciła się jednak, wciąż trwając w swojej pozycji, z głową położoną na mchu. 
Bocian przysiadł na tylnych łapach. 
- Biedna, biedna Owieczka. Taka byłaś pewna, że znasz się na ziołach. Zostałaś medyczką.... i zabiłaś własną matkę. Kto będzie następny? Skoro potrafisz pomylić tak proste zioło.... Żaden z naszych pobratymców nie może czuć się bezpiecznie. Jesteś okropną medyczką. Gdybyś nie pomyliła tych ziół, to Madzia by żyła. Zabiłaś własną matkę, która cię tak kochała. Pewnie cię teraz nienawidzi. Twój brat również. Nie mogę im się dziwić. Nie jesteś warta więcej niż wronia karma. Do końca życia będziesz winna jej śmierci. I nosiła krew na łapach. 
Poruszał ogonem niczym wąż. W jego oczach odbijała się rządza. Rządza sprawienia cierpienia i wyrzutów sumienia kotce, która mu podpadła. 


<Owieczko?> 

24 lutego 2021

Od Bociana CD. Owieczki

 Dręczenie brata nie było nowością. Wschód przywykł do takiego traktowania przez Bociana, wręcz był mu całkowicie posłuszny, widząc w bracie obraz silnego i oddanego wojownika. Od kociaka tak było. Bocian to wiedział i korzystał z tego faktu. Łatwo kontrolować kotem, którym szarpały wyrzuty sumienia.
— Nie wolno zabierać ci ziół, bez naszej wiedzy — miauknęła krótko, nie pokazując żadnych emocji, czy to w wyrazie swojej mordki, czy też tonie głosu.
Dotarł do niego nieoczekiwanie głos uczennicy brata. Bocian spojrzał na Owieczkę. Wpatrywał się w nią przenikliwymi ślepiami, chcąc odczytać jej myśli. Wschód otworzył pysk.
— Owieczko przestań-
— Nie jesteś dobrym kotem — kotka zrobiła kolejny krok wprzód, wbijając niebieskawe oczy w postać wojownika — Odejdź — strzepnęła uchem, gdy mucha przeleciała zbyt blisko niego.
Wschód wstrzymał oddech. Doskonale znał brata i wiedział, że taka bezczelność mu się nie spodobała. Miał rację. Bocian jeszcze chwilę wpatrywał się w uczennicę medyka, a potem parsknął złośliwym śmiechem. Ojoj, biedna malutka koteczka myśli, że może mu rozkazywać? Jeszcze czego. "Nie jesteś dobrym kotem" oczywiście, że nie był, nigdy nawet nie próbował być. Bycie dobrym to słabość. Osobiście wolał pozostać na ścieżce mroku i błądził we własnych planach. Mięśnie białego pozostały rozluźnione, zupełnie jakby dobrze się bawił. Oblizał pysk, wciąż wpatrzony w uczennicę. 
— Bo co mi zrobisz, mała? Znam się lepiej na ziołach niż możesz przepuszczać. Nie potrzebuje pomocy jakiś lisich odchodów. — mruknął chłodno. Nawet nie próbował zerwać układu, w którym sam się leczył z wszelkich urazów. Wiedza przekazana przez Pszczółkę i Konwalię była przydatna, zamierzał więc z niej korzystać.
— Za bardzo fikasz, kociaku. — stwierdził. — Źle ją wychowałeś, Wschodzie, powinna się nauczyć trzymać język za zębami, bo jeszcze coś nieprzyjemnego może ją spotkać.  — wbił spojrzenie w brata. — Chyba tego nie chcesz, prawda?
Wschód spuścił głowę, spoglądając na własne łapy. Potem podszedł do Owieczki i zasłonił ją własnym ciałem, spoglądając prosząco w oczy wojownika. 
— To się więcej nie powtórzy. — spojrzał na kotkę błagalnym wzrokiem. Nie chciał konfliktu swojej uczennicy z pierworodnym bratem. — Prawda, Owieczko? 


<Owieczko?>

Od Bociana CD. Nostalgii

 *przed wygnaniem Nornicy*

Miał ochotę rzygnąć na widok mizdrzących się do siebie Ostróżki i Podniebnego Żurawia. Brat widocznie leciał na siostrę Konopi. Zachowywali się jak gołąbeczki. Romans wisiał w powietrzu, a kocur miał ochotę ciachnąć ich pazurami. Już sobie wyobrażał minę Konopi, gdy oznajmi jej, że będą rodziną.
— Tobie miłość też uderzyła na Porę Nowych Drzew? — spytała, odwracając wzrok od zakochanej parki. 
Bocian skierował wzrok na dawną mentorkę. Zestarzała się to była pierwsza myśl kocura. Pamiętał doskonale ich wspólne szkolenie, które zostało przerwane przez bitwę z Klanem Nocy i późniejszą niewolę. Teraz Bocian sam był mentorem. Grusza nie przypominał jego z czasów młodzika i był łatwy w obejściu, z resztą dla lubiącego manipulacje białego, taki sługus był dużym plusem. Nostalgia zmrużyła oczy, czekając z czujnością na słowa wojownika. Ich relacja raczej była dobra. Bocian zjeżył sierść na spojrzenie zastępczyni. 
— Nie lamp się jakbyś się zakochała. — mruknął biały, mierząc ją wzrokiem. Wolał żeby nie gapiła się w niego aż tak uważnie. Na jego słowa Nostalgia prychnęła, a jej spojrzenie nabrało chłodu. 
— Nie zakochałam się, lisi bobku. 
Wzruszył ramionami. Mu tam rybka, czy dawna mentorka miała kogoś na oku, czy też nie. Mało go to obchodziło. I tak pewnie się dowie, gdyż drzewa miały uszy, a on potrafił się między nimi poruszać zgrabnie i nieuchwytnie. Postanowił odpowiedzieć na zadane pytanie. 
—  Nie. Miłość jest dla słabych. — stwierdził. 
Raczej nigdy nie będzie miał partnerki. Tak po prostu bywa. Bocian nie będzie na siłę szukał, skoro jego serce było zbyt nieczułe na przyjęcie do siebie kogoś. Poruszył koniuszkiem ogona.
— Muszę już iść. - miauknął do Nostalgii. Ominął zastępczynię i odbiegł w tylko sobie znanym kierunku. Jeszcze przez jakiś czas czuł odprowadzające go spojrzenie szylkretowej kotki. 

*skip*

Życie było bardzo ulotne. Tak łatwo je stracić, czego przypadki już nie raz widział w ciągu swojego funkcjonowania. Bocian ze znudzeniem, a wręcz zażenowaniem spoglądał na ceremonię pogrzebową Sokoła. Staruch kopnął w kalendarz. Bocianowi nawet nie było przykro. W oczy oprócz martwego ciała niebieskiego kocura, rzucała się rodzina syna Krogulca. Jego dzieci i partnerka wyglądali okropnie, co jeszcze bardziej przyciągnęło jego uwagę. Widok bólu i cierpienia był przyjemnym zjawiskiem. 
Poczuł przy sobie ruch. W pierwszej chwili pomyślał, że to Konopia, ale do jego nosa wcale nie dopłynął znajomy zapach przyjaciółki. Zwrócił zielone ślepia w stronę Nostalgii, która wpatrywała się w pogrzeb dawnego rywala. Nie umiał rozpoznać emocji na jej pysku, mimo iż bardzo próbował. Zmrużył oczy ze zirytowaniem, zanim wypuścił ze świstem powietrze.
— Pewnie się cieszysz, że umarł. — miauknął ze spokojem w głosie Bocian. Owocniaki były świadome niechęci, a wręcz rywalizacji Nostalgii i Sokoła. Powodem była Szyszka do której szylkretka coś czuła. Szkoda, że się nie pozabijali. Byłoby chociaż zabawnie. 


<Nostalgio? Bardzo przepraszam, że tak długo!!!> 

14 lutego 2021

Od Bociana

 Biały wojownik skierował się do legowiska swojego brata, pod nosem przeklinając los za swoją skręconą łapę. Akurat szukał jednego z dzieł Dwunożnych, żeby zdobyć kolce, gdy to spadł z drzewa prosto na ziemię. Na szczęście na cztery łapy i z małej odległości, ale jedna z łap i tak była skręcona. A konkretnie to prawa przednia. Chcąc czy nie chcąc musiał więc odwiedzić medyka i wziąć od niego zioła. Bocian dzięki Pszczółce i Konwaliowemu Sercu miał pojęcie o ziołach i leczeniu, co często wykorzystywał. Ba, był nawet zdania, że był lepszy od swojego głupiego brata! Ponieważ jednak przez tą wronią strawę zwaną liderką nie mógł wychodzić poza Ogrodzenie, zmuszony był niektóre zioła zdobyć u brata. 
Od razu po wejściu do środka owiał go zapach medykamentów. Bocian napiął mięśnie i czujnie rozejrzał się wokół. Bez skrępowania ruszył w stronę składziku, wybrał odpowiednie medykamenty i zajął się leczeniem swojej łapy. 
- Bocian, problem z łapą? 
Wywrócił oczami na głos brata. Wschód do niego podszedł i pochylił się nad zranioną kończyną, szybko ją obwąchując i spoglądając badawczo. Nie spodziewał się zdzielenia po łbie. Cofnął się do tyłu i spuścił głowę w przepraszającym geście jak przystało na sługę.
- Sam sobie poradziłem. Ty jak zwykle jesteś za wolny. - rzucił ze skrzywieniem. Oczywiście sam by to zrobił nawet gdyby Wschód był wtedy w środku, ale i tak drażnienie brata było warte każdych słów. - Musisz popracować nad szybkością, bo znowu komuś stanie się krzywda. 
Wschód zamarł. Bocian poczuł zadowolenie widząc strach w jego oczach. Myślał o Gąsce, jej kociakach i Szakłaku. Medyk miał wyrzuty sumienia, o czym doskonale wiedział biały i oczywiście to wykorzystywał. 
- Potrzebujesz jeszcze czegoś? - Wschód zmienił pośpiesznie temat. Widział jednak jego smutek. 
- Nie. - krótka odpowiedz wypadła z pyska wojownika. 
Jego wzrok wyłapał sylwetkę Owieczki. Córka Madzi również brała udział w tym tragicznym porodzie. 
- Nasza mama by sobie poradziła. - odwrócił się do Wschodu. - Ale spokojnie, bracie, wiesz, że ja ci zawsze pomogę. Poklepał kocura po barku. 


<Owieczko?>
Wyleczony: Bocian

08 lutego 2021

Od Bociana CD. Konopi

 Pieprzona wronia strawa! |
Bocian warcząc przybliżał się do Nornicy. Z niezadowoleniem prychał i syczał na kotkę. Jego ogon poruszył się z gniewem. Wojownik napiął mięśnie gotowy wykonać skok i zatłuc ten krowi rów. Nornica domyśliwszy się jego zamiaru spojrzała najpierw na niego, potem na Konopię, burknęła coś pod nosem, zanim rzuciła się do ucieczki. Bocian popędził za nią, a szylkretka skierowała się do legowiska medyków.
Kocur pędził za czarną, wyciągając przed siebie łapy. W jego oczach migotał gniew, który tylko dodawał siły jego łapą. Wybiegli z obozowiska, pędząc dalej przed siebie. Bocian chciał dorwać Nornicę i zacisnąć zęby na jej krtani, bez względu na konsekwencje. Z resztą te go nie obchodziły. Dorwanie i okaleczenie "siostry" byłoby odpowiednią nagrodą. Kocur nie zwalniał swojego biegu, nawet gdy zaczęli zbliżać się do Ogrodzenia. W pewnym momencie Nornica wykonała ruch tylnymi łapami i sypnęła mu piaskiem w oczy. Bocian zahamował gwałtownie. Syknął ze złością, łapą próbując wytrzeć oczy. Zamrugał nimi kilkukrotnie i rozejrzał po okolicy. Po czarnej kocicy nie było ani śladu. 
Tchórz! 
Warknął wściekły. Jeśli dopadnie ją kiedyś w swoje łapy.... to będzie całkowity koniec dla córki puszczalskiej karmicielki. Bocian odwrócił się i zawrócił z powrotem do obozu. Droga minęła mu trochę wolniej, ale liczyło się, że ostatecznie znalazł się na miejscu. Zwrócił uwagę na Konopię, która wycofała się z legowiska Wschodu. Podszedł do niej. Szylkretka spojrzała zapłakana na zdyszanego Bociana.
— Uciekła mi.
Konopia wtuliła się w białe futro kocura.
— Czemu? Czemu to znów musi się dziać...? — miauknęła ze smutkiem. 
Mruknął pod nosem. Chyba nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie. Nie ulegało żadnym wątpliwością, że Nornica całkowicie upadła na głowę. Pozwolił by kotka wtuliła się w jego futro. Sam zmrużył oczy i otworzył pysk, żeby wyczuć lepiej odór śmierci.
— Śliwka...?
— Nie żyje. — pociągnęła nosem Konopia. — Za późno przybyłam... 
Koniuszek białego ogona poruszył się z napięciem. Zacisnął zęby, ale z jego gardła wydobyło się i tak warknięcie. Już ciul z Śliwką, kotka jak kotka, ale zniewaga Nornicy wcale mu się nie podobała. Kocica nie miała prawa się rządzić! Tylko najsilniejsi mogli decydować w grze życia i śmierci. 
— Słaba była. —  mruknął. — Zakopiemy ciało i wszystko wróci do normy. A Nornicą nie ma co się martwić... jeśli jej życie miłe to nie wróci. 

***

Zmrużył oczy na słowa Szyszki. Prychnął z irytacji, poruszając przy tym białym ogonem. Konopia siedząca obok niego nawet nie drgnęła, spoglądając gdzieś przed siebie. Głos Szyszki jedynie odbijał się w jego uszach w kilku słowach. Dokonywała wygnania Nornicy, gdziekolwiek ten lisi zad się podziewał. Nie miała już prawa wstępu do Owocowego Lasu. Znając jednak łagodność przywódczyni, nie zostałaby zabita po przekroczeniu Ogrodzenia. Bocian wbił pazury w ziemię. Miła rozmowa niczego nie naprawi! Jeśli on znajdzie Nornicę, osobiście wyciągnie z niej wszystkie flaki! I skopie jej marne truchło. Z jego gardła wydobyło się warknięcie. Poczuł uderzenie w ucho. Syknął i zwrócił niezadowolone ślepia na Konopię. 
— Co to miało być? —  burknął.
— Szyszka patrzy. — szepnęła córka Bazylii i nosem wskazała na czarną kotkę. 
Bocian podążył za jej spojrzeniem. Faktycznie liderka się im przyglądała czujnym wzrokiem. Położył uszy w ostrzegawczym geście, odsłaniając przy okazji kły. Nie doszło do żadnej konfrontacji. Konopia znowu trąciła go ogonem w ucho, zmuszając do skupienia swojej uwagi właśnie na niej. 
— No? 
— Myślisz, że wróci? — szylkretka podniosła się na równe łapki. Spotkanie społeczności dobiegło końca. Otrzepała śliczną sierść z kilku nieczystości, głównie piachu i strzępków liści. Kotka wyprostowała się, rozglądając po zgromadzonych pobratymcach. — Może znajdzie Czermienia. 
— Brednie. Czermień rozpłynął się w powietrzu. — odparł Bocian, leniwie się przeciągając. Idąc za przykładem kotki również podniósł się z ziemi. — A co, wyczuwasz jakiś tragiczny romans? Już widzę Czermienia jako romantyka.
— Nie nabijaj się, lisi bobku! — mruknęła w odpowiedzi kotka. — Nigdy nie twierdziłam, że będą razem. 
— Prędzej rzygnę. 
— To rzygaj, tylko z dala ode mnie! 
— Najwyżej zafajdam ci futro. — wywrócił oczami syn Pszczółki. Na poparcie swoich słów zaczął wydawać dziwne dźwięki. Nic dziwnego, że oberwał solidnym kuksańcem w żebra. 

***
skip

Z pewnej odległości spoglądał na Cichą, przeżuwającą kawałek myszy blisko legowiska medyków. Brak łapy był doskonale widoczny. Biały kocur obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem. Kotka je dostrzegła. Była niema, nie mogła więc rzucić żadną uwagą. Bocian natomiast w pełni mógł. Zbliżył się do uczennicy przywódczyni i zmierzył ją pełnym obrzydzenia spojrzeniem. 
— Byłoby lepiej gdybyś tam zdechła. 
Po tych słowach kocur odwrócił się i pomknął do wyjścia z obozu, gdzie zauważył stojącą Konopię. Kotka wróciła z treningu. Pobratymcy kręcili się bez celu po obozowisku, wnerwiając przy okazji Bociana. Syn Chmurki zatrzymał się przed szylkretową kotką i strzelił ją ogonem w grzbiet na powitanie.
— Stawy ci już nie doskwierają? 
Konopia zastrzygła uszami na jego słowa. Usiadła, owijając ogon strzelnie wokół łapek. Bocian poszedł w ślad za nią, całą uwagę skupiając na przyjaciółkę. Mimo wszystko jego zmysły były wyczulone na każdy szelest. Był czujny od kociaka i to nigdy mu nie minie. Po tylu wydarzeniach znał swoją siłę i wiedział, że bierze się z każdego skrawka jego osobowości i ciała. 
— Mhm... czasami. — stwierdziła. 
Wzruszył ramionami. 
— Starzejesz się. 
Do końca nie wiedział, czy była to poprawna diagnoza. W końcu jeśli z kotką działo się coś niepokojącego, to sensownie powinna udać się do Wschodu. Za nic mu się jednak śniło opowiedzieć bratu o problemach szylkretowej albo wysłać ją do jego legowiska. Zamiast tego wolał po prostu sądzić, że jest to spowodowane wiekiem wojowniczki i jej minie. 
Piorun wparował do obozu z wiewiórką w pysku. Prychnął na swoją mentorkę, zanim rzucił piszczkę byle jak na najbliższą stertę pożywienia. Nawet na nią nie spojrzał. Bocian wywrócił oczami. Bachor i jego humorki. Doskonale pamiętał ich pierwsze spotkanie. 
— Jak idzie trening Gruszy? 
Głos Konopi wyrwał go z obserwacji znajdki. Zwrócił ślepia w stronę kotki. Grusza był jego pierwszym i tym samym najważniejszym uczniem, którego kocur surowo szkolił w ścieżce wojownika. Kocur był cichy, więc nawet nie pyskował i wykonywał wszystkie polecenia mentora. 
— Znośnie. Coś z niego będzie. — mruknął. — A Piorun mocno daje w kość?
— Bywa upierdliwy. — miauknęła wojowniczka. — Nie zawsze się przykłada do zadań.
— Jak coś to mogę z nim pogadać. — znudzony liznął się po łapie. Nie kusił się nawet o schowanie pazurów. Ich ostrość niejednego przeciwnika mogła przestraszyć. 
— Już widzę jak cię słucha. — wywróciła ślepiami. 
Bocian oburzony prychnął. Siłą by przemówił gówniarzowi do rozumu i ten skończyłby fikać. Spojrzał na niebo. Słońce unosiło się na najwyższym punkcie, tylko odrobinę kryjąc się za chmurami, leniwie sunącymi po błękitnym tle. Nie czuł nawet odrobiny wiatru. Innymi słowy pogoda była odpowiednia do wyrwania się z obozowiska. 
— Polowanie, mysi móżdżku? — zaproponowała wojowniczka, strosząc sierść na karku. 
Bocian wygiął szyję, przez co kilka kości wydało charakterystyczny dźwięk. Kocur liznął się po pysku ze znudzeniem. Szylkretka nie czekając na jego łaskawą odpowiedz skierowała się do wyjścia, przekraczając próg obozowiska i zmierzając głęboko w tereny owocniaków. Bocian dopiero po dwóch uderzeniach serca skierował się za nią. Musiał w pewnym momencie przyspieszyć kroku, żeby dogonić przyjaciółkę, która parła przed siebie równym, dynamicznym krokiem. Wyszło ostatecznie na to, że dwójka kotów przyspieszyła, puszczając się biegiem przez sad. 

*** 
i znowu skip

Gówniara go obserwowała. Czuł jej baczne ślepia na swoich plecach za każdym razem,  gdy miał zrobić coś pożytecznego. Odkąd Grusza został wojownikiem miał więcej czasu dla siebie, oczywiście zlewając większość nieprzyjemnych obowiązków. Jednym z nich było niańczenie córki zmarłego brata. Nie było mu żal Żurawia, widocznie był za słaby żeby żyć. Dał się tak łatwo pokonać i w imię czego? Kociąt? 
— Jak się nie przestaniesz gapić, to ci wydrapię oczy! — odwrócił się zjeżony. 
Kostka obserwowała go z bezpiecznej odległości, siedząc przy stercie zwierzyny. Tajfun rozmawiała niedaleko z Madzią. Matka Owieczki zapewne znowu się na coś żaliła. Z resztą mało ważne.
— Spróbuj tylko, to ci urwę jaja. — odwarknęła Kostka. 
Biały wysunął pazury i zbliżył się niebezpiecznie do kotki.
— Ktoś tu prosi o dostanie w zęby. — syknął, mierząc ją chłodnym spojrzeniem. 
— Bocian!
Rzucił ostatnie ostrzegawcze spojrzenie na tą bezczelną karmę dla wron. Podszedł niechętnie do Konopi, wpatrującej się w niego z gałęzi. Kotka zwinnie ześlizgnęła się na dół. Z głośnym hukiem znalazła się przed nim, wbijając w niego wielkie, zielone oczy. 
— Nic nie mów! Tracę nerwy przez tą gówniarę. — spiorunował wzrokiem Kostkę. Potem znowu przeniósł odziedziczone po matce oczy na Konopię. — W czym ona przypomina twoją siostrę bądź Żurawia?
— Może wdała się w wujka? 
— Musisz mnie dobijać, mysi bobku? — prychnął. Uniósł jedną brew. Ostróżka i Konopia dalej żyły w konflikcie. Wielka szkoda. Obie kiedyś się razem trzymały. Dobrze byłoby wrócić do tamtego okresu. — Ale już wkrótce mnie popamięta. Wszystko już prawie gotowe....


<Konopia? Bardzo przepraszam, że tak długo. Teraz lecimy z pisaniem na całego! Wybacz jeśli pochrzaniłam w charakterze Konopi ):>

19 stycznia 2021

Od Bociana

 Biały kocur zmrużył zielone ślepia pod naciskiem mocniejszego podmuchu wiosennego wiatru. Siedział na samych tyłach grupy pobratymców, wpatrujących się z zadowoleniem w Gruszę. Bury kocur nieśmiało wpatrywał się w czarną sylwetkę na najwyższej gałęzi. Szyszka przemawiała spokojnym głosem. Formułka mająca uczynić Gruszę wojownikiem odbijała się w uszach Bociana. Ten wbił pazury w ziemię, ale nie ze zirytowania, a czystego zadowolenia. Jego jedyny i pierwszy uczeń wreszcie zostanie wojownikiem. Do tego szybciej niż uczeń Konopi! Posłał wspomnianej wojowniczce złośliwe spojrzenie, zanim znowu zwrócił uwagę na przebieg ceremonii. 
Gdy Gruszka oficjalnie został przyjęty jako wojownik w Owocowym Lesie, pobratymcy zaczęli wykrzykiwać jego imię. Ich głosy niosły się echem po całym obozowisku. Bocian milczał, jedynie wpatrując się w wychowanka. Tajfun podbiegła do kolegi i sprzedała mu kuksańca w ramach gratulacji. Członkowie sadu zebrali się wokół wojownika. Dopiero, gdy tłum rozdzielił się, wracając do codziennych obowiązków, biały mógł podejść do młodzika i skinął mu oschle łbem. Grusza odpowiedział milczeniem, ale w jego lśniących oczach dojrzał podekscytowanie. Pewnie jedynie żałował, że nie ma z nim Jabłonki. Kotka zmarła jeszcze jako uczennica. Cóż za ironia, że jej mentor też obecnie liże piach od spodu. Bocian uderzył ogonem o ziemię, zanim oddalił się od młodego wojownika. Zamierzał zajrzeć dzisiaj do swojej kryjówki. Przez zimę większość zapasów trucizny musiał wyrzucić. O ile namówi jedno z tych naiwniackich medyków na zabranie go ze sobą za Ogrodzenie (albo zmusi siłą, to nawet lepsza opcja) zbierze nowe zapasy, nim ktokolwiek się zorientuje co siedzi we łbie białego kocura. A nie wiedziała o tym nawet najbliższa mu kotka, Konopia. 
Nikt z owocniaków nie spodziewał się wrzasku dochodzącego ze żłobka. Okropny krzyk zwrócił jednak uwagę wszystkich. Koty czujnie zastrzygły uszami i nawet Bocian się zatrzymał. Spojrzał w stronę kociarni. Szakłak wbiegł do środka zwabiony wołaniem ciężarnej partnerki. Gąska rodziła? Skrzywił się na jej darcie. Jakby nie mogła zagryźć patyka i łaskawie się uciszyć. 
Wschód wybiegł ze swojego legowiska. W jego oczach odbijało się zmartwienie. Za nim podążały jego uczennice, Brzoskwinka i Owieczka. Obie z ziołami w pyskach. Bocian zatrzymał swojego brata ogonem.
- Nie mam teraz czasu na rozmowę. Gąska potrzebuje pilnej pomocy. Nie jest dobrze. - miauknął pośpiesznie Wschód, wbiegając do kociarni. 
Bocian wpatrywał się chwilę w ślad za nim. Jeszcze wtedy nie wiedział, że były to ostatnie chwile życia kocicy, jej młodych oraz mającego wkrótce popełnił samobójstwo, Szakłaka. Wzruszył ramionami i odszedł w stronę legowiska medyka. Skoro medykamenty pozostały bez opieki, zmarnowanie takiej okazji byłoby grzechem. 

07 grudnia 2020

Od Bociana CD. Szkarłatnego Mrozu (Szkarłatu)

Nie trzeba było znać dobrze Bociana, żeby wiedzieć iż źle się skończy zdenerwowanie białego. Nerwy całkowicie zaczęły puszczać wojownikowi, który mimo wszystko starał się zachować zimny spokój. Szkarłatny Mróz wkroczył na złe wody. Nornica była puszczalską, wstrętną kocicą, która jedynie zasługiwała na bolesną śmierć. Nie lubił tej wroniej strawy. To, że mogła być jego siostrą obrzydzało Bociana. Głupi ojciec, że też musiał przelecieć Myszkę! Nie trawił jej tak bardzo, że uśmiechnąłby się na widok cierpienia czarnej. Ufał, że Czermień miał na tyle oleju we łbie, że nie spotykałby się z tym lisim bobkiem. 
- Udław się tymi kociętami, krowi rowie. Skoro tak ci się do bachorów spieszy, to stuknij jakąś kocicę, chociaż obawiam się, że przejmą po ojcu głupotę. - wycedził. - Nornica to puszczalska bestia. Lepiej żeby trzymała się z daleka od wszystkich kocurów. 
Uderzył ogonem o ziemię. Szkarłatny Mróz chciał coś dodać, ale przerwał mu cios w łeb. Bocian syknął, jeżąc sierść i wysunął pazury, gotowy powtórzyć swój gest, jeśli syn Muszelki znowu zacznie. Minął go krocząc w stronę obozu. Prawdziwy wrzód na dupie. Jak Czermień z nim wytrzymywał? 

***

Dwa wrzody zniknęły wraz z wygnaniem jego przyjaciela, Czermienia. Oczywiście mowa o Nornicy i Szkarłacie. Słów po nich zaginał i Bocian nie zamierzał doszukiwać się jakiś teorii. Zniknęli i już. Po co rozpamiętywać? Najlepiej jeśli zdechną gdzieś po drodze. 
Przez ten czas Owocowy Las powitał nowych członków, w tym kocięta jego brata. Nie obyło się również bez śmierci oraz straty łapy przez nieudolną uczennicę. Bocian miał swojego własnego ucznia, który zmierzał już właściwie do końca treningu. Kwestią czasu było jego mianowanie. Wykonał dobrze powierzone zadanie. Ha!
- Skup się! Nie będę dwa razy powtarzał. - mruknął chłodno. 
Skoczył na ucznia i oboje wytarzali się w trawie. Grusza oberwał kilka razy pazurami, zanim znalazł się na podłożu, przyciśnięty do ziemi przez mentora. Bocian spojrzał na niego z góry.
- Jeszcze raz. Tym razem mocniej. - polecił wychowankowi. 
Trening trwał w najlepsze. 

28 listopada 2020

Od Bociana

 Nie mógł już dużej ignorować bólu w ogonie. Krzywił się, ale go znosił, żeby nie dać po sobie niczego poznać. Żarty się skończyły, gdy spadł z drzewa przez stratę równowagi. Bocian od razu po powrocie z treningu z Gruszą, udał się do legowiska medyka. Znajome miejsce rzuciło mu się od razu w oczy, a gdy tylko przekroczył "próg" do jego nosa dotarło wiele interesujących woni. Pamiętał o kilku trujących roślinach, które trzymał w kryjówce. Musiał powiększyć zapasy, ale na ten moment nie wyglądało na to, żeby Wschód wybierał się poza Ogrodzenie. Medykamentów było dużo i wszystkie starannie posegregowane przez syna Pszczółki i jego uczennicę, Brzoskwinkę. 
- Hej! Pomóc ci jakoś? 
Wschód zwrócił się do niego, dostrzegając białą sierść brata. Bocian spiorunował go chłodnym spojrzeniem. Od śmierci Sarniej Pręgi, Wschód chodził bardziej przygaszony. Żałoba odcisnęła na nim pewne piętno. Dalej wykonywał obowiązki, mając ogromne wsparcie w swojej córce, Stokrotce, która została już wojowniczką. Ich rodzina się bardzo rozrosła, dołączyły otóż kocięta Żurawia. 
- Nie. - burknął. 
Wschód wzruszył ramionami, przyzwyczajony do niezależności i samowolki białego kocura. Bocian wybrał pajęczynę i potrzebne zioło, które szybko zaczął przeżuwać. Papkę nałożył na swój ogon, czując od razu nieprzyjemne szczypanie, ale także pewien rodzaj ulgi. Kolejny raz zwichnął ogon. Liczył, że był to już ostatni raz. 

Wyleczony: Bocian

24 listopada 2020

Od Bociana

 Bezszelestnie przysunął się do myszy, skubiącej ziarenko niedaleko jednego z owocowych drzew. Powoli. Łapa za łapą. Cicho. Wyczulony na najmniejszy dźwięk, mogący zdradzić jego pozycję. Będąc wystarczająco blisko, odbił się od ziemi z tylnych łapek, prosto na gryzonia. Odebrał mu życie, zakopując następnie, żeby wrócić po zwierzynę później. Bocian z zadowoleniem skinął głową, obserwując ten cały czas z odpowiedniej odległości, poczynania swojego ucznia. Grusza odwrócił się do mentora, unosząc ogon w geście zadowolenia. Kolejna zdobycz. Może być. Nie miauknął mu jednak tego. Lepiej żeby dalej się starał, niż otrzymywał pochwały, które zdaniem białego aż tak potrzebne do prawidłowego rozwoju młodzika nie były. Zamiast tego lepiej dać ostry wycisk na treningu walki, czy kąśliwe uwagi podczas łowów. 
- Możemy wracać. - mruknął biały. 
Zmrużył oczy w zamyśleniu. Postanowił, że wrócą drogą blisko Ogrodzenia, przy okazji upewniając się po zapachu, jak daleko znajdują się lisy. Bocian trzepnął koniuszkiem ogona, który uderzył w pobliski mały kamyk. Nie podobało mu się życie w zamknięciu. Owszem, niewola u Klanu Nocy była gorsza, ale skoro wygrali i byli w większej grupie, to mogli wrócić na swoje stare tereny! Przynajmniej nie zachowywaliby się jak ostatni tchórze! 
Grusza pojawił się przy jego boku. Zerknął na mentora inteligentnymi, oczekującymi ślepiami. 
- I co się gapisz, lisi bobku? Ruszaj się. 
Biały pomknął przed siebie truchtem. Jego uczeń podążył za nim, starając się dotrzymać mu kroki, chociaż sam zdawał się być zmęczony. Przedarli się przez gęste krzewy. Liście i gałązki nieprzyjemnie ocierały się o długie futro kocura. Wojownik prychnął, gdy na chwilę utknął. Taki minus dłuższego futra. Gdy wydobył się z gęstwin, skierował się do Ogrodzenia. Zatrzymał się przed siatką. Jego wzrok utkwił w horyzoncie. Poczuł przy sobie obecność syna Perły, ale nawet na niego nie zerknął.
- Tam jest zupełnie inaczej niż tutaj. - mruknął Bocian. Pamiętał doskonale jak on i Konopia uciekli z niewoli i przez długi czas kryli się na zajętych przez lisy terenach. To dopiero była wolność. 
Poruszył wąsami. Liczyć, że ta tępa, puszczalska Nornica, zgnije poza Ogrodzeniem. Od jej ucieczki minęły zaledwie dwa dni. Szkoda, że to nie on się jej pozbył.  
Uderzył ogonem w ucho swojego ucznia. Grusza drgnął, kiwnął łebkiem i skierował się za białym w drogę powrotną do obozu. 

***

Przeciągnął się, szeroko otwierając pysk oraz wyginając grzbiet w łuk. Pazury wbite w gałąź. pomogły mu skutecznie utrzymać równowagę. Kocur przysiadł, obserwując z wysoka zbiegowisko przy żłobku. Przekrzywił łeb. Niezbyt interesował się sprawami klanu, nie rozumiał swoich pobratymców. Co ciekawego było w kociarni? Aż tak podobały im się zasmarkane kociaki?  
Zszedł z Jabłoni rozglądając się za swoim uczniem. Grusza się spóźniał, co wywołało chłodną irytację w kocurze. Odkąd Jabłonka uległa śmiertelnemu wypadkowi, zdawał się być jeszcze bardziej zamknięty w sobie. Zerknął w stronę Wschodu, który radosnym krokiem zmierzał w jego stronę. Czujne ślepia Bociana, szybko natrafiły na zmęczone oczy medyka. Uniósł wyżej pysk. 
- Co się głupio strzeżesz? 
Wschód posłał mu wesoły uśmiech. 
- Rodzina nam się powiększyła, bracie. 
Bocian prychnął.
- Niby jak?
- Ostróżka urodziła. Jednego kocurka i dwie kotki. Odwiedź ją koniecznie. Podchmurnemu Żurawiowi pewnie zrobi się miło. - miauknął. 
Biały kocur trwał chwilę w ciszy, zanim odwrócił się, z zamiarem poszukiwania Gruszy. Wschód coś za nim zawołał, jednak go zignorował. Miał ważniejsze sprawy na głowie. 

12 października 2020

Od Bociana

 Niechętnie przybył na zebranie grupy i z jeszcze większym znudzeniem słuchał słów Szyszki. Siedząc w tłumie pobratymców, dobrze widział dwójkę kociaków Perły, które tego dnia przechodziły mianowanie. Nie zainteresował się specjalnie tematem. Więcej uczniów oznacza dodatkowe łapy do pracy i mniej hałasów, jak to kociaki mają w zwyczaju robić. 
Biały kocur nie spodziewał się, że to jemu przypadnie jeden z młodzików. Ze zdziwieniem, które starał się ukryć, podszedł do Gruszy. Drugiego w miocie. Cichego, a zatem łatwego do kontrolowania. Wyszkoli go na dobrego wojownika i jeszcze lepszego sługę. 
Bocian należał zdecydowanie do silnych kotów. Będzie więc surowym mentorem. Grusza mógł być pewny, że będzie dużo od niego wymagał. Bez względu na wszystko. Uniósł wyżej pysk na samą myśl. Tak, wszystko pójdzie po jego myśli. Przynajmniej na pewien czas, znalazł sobie zajęcie. 

Bocian balansując na gałęzi, prędko złapał równowagę. Przedostał się na uczniowską gałąź. Kilku młodzików spało na swoich posłaniach, pochrapując cicho i nie zdając sobie sprawy z obecności białego. Wojownik podszedł do Gruszy i mocno trącił go łapą w bok, wybudzając kocurka ze snu. Było jeszcze bardzo wcześnie. Słońce jeszcze na dobre nie pojawiło się na niebie ciemno-pomarańczowym. Nie słychać było porannej melodii ptaków, było też zimno, jak przystało na wczesną porę w zimowym czasie. 
- Pokaże ci Owocowy Las. Po drodze poznasz również podstawy tropienia zdobyczy. Nie traćmy czasu, mysi bobku. - mruknął kocur. 
Ześlizgnął się z jabłoni, nawet nie czekając na sennego ucznia. Grusza ziewając szeroko, podążył za mentorem. Widocznie nie spodziewał się, że pierwszy dzień jego szkolenia, już przyniesie ze sobą wyzwania. 
Oboje opuścili obóz, kierując się w głąb terenu sadu. 

01 października 2020

Od Bociana

Obserwował niechętnie, jak Ostróżka zwija się w kłębek na posłaniu z mchu. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie potrafi porozumieć się z Konopią. Zawsze były ze sobą bardzo blisko, a z każdym kolejnym dniem się oddalały. Ostróżka więcej czasu spędzała z Żurawiem. Pomyśleć, że coś tak mocnego jak rodzinna więź, tak szybko potrafi się złamać. Prychnął. Jak wszystko.
Ostróżka musiała odpoczywać po przymrożeniu. Wschód czujnie przyglądał się wojowniczce, nie kryjąc lekkiego uśmiechu. Śliwka i Brzoskwinka leniwie krzątały się przy jego łapach. Bocian nie rozumiał, jak mógł to znosić. Brat zawsze był dziwny i bardziej cierpliwy.  Biały westchnął gorzko, zwracając spojrzenie swoich zielonych ślepi na nieposegregowane zioła. Dojrzał wśród nich wilcze jagody. Leżały tak, jakby prosiły się o uwagę. Medycy powinni lepiej zabezpieczać medykamenty. Nigdy nie wiadomo, kto przejmie dane zioło i jaki będzie miał w tym cel.
- Zwichnąłeś ogon?
Zmrużył ślepia, które spoczęły na sylwetce brata. Wschód podszedł w jego kierunku, z szerokim uśmiechem na pysku, od którego Bocianowi zrobiło się niedobrze. Chciał machnąć bojowo ogonem, ale ogon bardzo go bolał. Skrzywił się. Mógł bardziej uważać.
- Nie widać, lisi bobku. - mruknął.
Wschód poruszył wąsami z rozbawieniem.
- Humor ci dopisuje, bracie.
Medyk podszedł do roślin, które trzymał w składziku. Przebiegł po nich wzrokiem. Posiadał dość duże doświadczenie, które pozwoliło mu chwycić potrzebne zioło i pajęczynę. Podszedł do brata, wskazując mu ogonem posłanie. Bocian przysiadł, pozwalając żeby jego brat się nim zajął. Kocur powoli zbadał ogon białego, zanim przystąpił do działania. Bocian skrzywił się tylko raz. Swoje myśli oparł na obserwacji leżących trutek. Pewnie je wyrzucą.
- Widziałeś już kociaki Szyszki? - zagadał Wschód, opatrując ogon wojownika w pajęczynę.
- Nie obchodzą mnie żadne mysie bobki. - burknął.
Kociaki jedynie hałasowały. Były wszędzie, nawet w spokoju nie można było przejść przez obóz, bo już taki wpadnie pod łapy, przewracając na glebę. Nie przepadał za tymi smarkami. Nawet własną bratanicą, z której Wschód czerpał dumę.
- Stokrotka  świetnie sobie radzi na treningu. - miauknął Wschód. Bocian ostrzegawczo położył uszy. Mógł się spodziewać, że mu nie odpuści.

***

Zajrzał między jeżyny. Po wysłuchaniu długiej i nieciekawej historii o szkoleniu Stokrotki, postanowił ruszyć w stronę żłobka. Nie chciał jednak dalej odwiedzać Szyszki i kociaków. Skręcił szybko, zanim ktokolwiek go dojrzał. Wchodząc do legowiska starszych, od razu wyczuł mocny zapach zmęczenia. Nie musiał się rozglądać, żeby dojrzeć skulonego Pędraka. Wyglądał jak cień dawnego siebie. 
Bocian podszedł do niego, siadając obok kocura. Nawet na niego nie spojrzał, ale jego uszy drgnęły, czyli był świadomy obecności wojownika. 
- No i zobacz, Pędraku, jaki słaby jesteś. Żałosna wronia strawa, która jedynie będzie odbierać żarcie tym, którzy ciężko na nie polują.  - pokręcił łbem. Uśmiechnął się złośliwie. - A było nie srać dalej niż ma się zad. Może w przyszłości stracisz drugą łapę. 
Odwrócił się, odchodząc bez dalszego słowa. Ruszył prosto w stronę wyjścia z obozu, niemal niezauważony przez białą sierść, idealnie wtapiającą się w śnieg. Dojście do ostrego kamienia, nie zajęło mu dużo czasu. Usiadł przy nim, rozpoczynając kopanie. Na widok znajomych jagód, cisu i szaleju, skinął z zadowoleniem. 


Wyleczeni: Bocian, Ostróżka

30 września 2020

Od Bociana CD. Pioruna

Obserwował znudzony polowanie Pioruna. Sam pomału przygotowywał się na to, że zostanie mentorem. W końcu miał prawie trzydzieści księżyców, a w żłobku roiło się od kociaków. Podziwiał cierpliwość Konopi, której nawet wąs nie drgnął, gdy obserwowała to coś. Siedziała cały czas wyprostowana, z lekkim uśmiechem na pysku, przygotowując sobie pewnie w myślach uwagi.
Piorunowi udało się wreszcie upolować ptaka, chociaż zrobił to strasznie nieudolnie. Krew wytrysła, prosto na śnieg, brudząc go w szkarłacie.
– Nawet kot bez łap by go upolował. Chodźmy gdzieś, gdzie jest ciekawiej. – odparł Bocian, ze znudzony tonem.
Widział niepokój młodego ucznia. Wiedział, że to jego obecność dekoncertowała młodzika. Podobało mu się to, jaką władzę nad nim ma. Może nawet uczyni z Pioruna swojego kolejnego sługę, posłusznego na każdy ruch ogona białego. Obserwował czujnie, gdy znajdka zbliżał się do Konopi, z ptakiem w pysku.
– Całkiem całkiem. Zakop go i pójdziemy dalej, zanim pan maruda nam zamarznie. – miauknęła Konopia. 
Bocian syknął na nią ostrzegawczo, ale nie umiał się gniewać na wojowniczkę. Piorun skinął łebkiem i ruszył zakopać zwierzynę. Wykopał dół, do którego wrzucił martwego ptaka, zamierzając wrócić po niego później.
Syn Pszczółki wstał, chcąc iść głębiej w tereny Owocowego Lasu, ale wtedy doleciał do niego zapach myszy. Wojownik poruszył wąsami. Szybko przybrał odpowiednią pozycję łowiecką, cicho skradając się w stronę stworzenia. Jego białe futro idealnie komponowało się ze śniegiem. Dzięki temu kocurowi łatwiej było dotrzeć do myszy, mimo szelestu jaki wydawał biały puch. Napiął mięśnie, przenosząc ciężar ciała na tylne łapy, po czym wyskoczył. Zabił szybko gryzonia. Krew ściekła po jego pysku, zanim zakopał stworzonko. Czuł na sobie intensywny wzrok Pioruna.
–  Lisi bobek w dobrej formie. –  skwitowała Konopia. 
–  Uczcie się od mistrza. – ogonem przejechał pod brodą szylkretki, nie kryjąc złośliwego rozbawienia w swoich ślepiach. Konopia wywróciła oczami, prychając. 
Wstała, rozprostowując łapy. Spojrzała na Pioruna. 
– Chcesz już wracać, czy dasz radę dojść do strumienia? 
– O tej porze może się tam roić od myszy. –  potwierdził Bocian, zerkając wyzywająco na ucznia. Czy odważy się iść jeszcze długi czas z Bocianem? A może udowodni słabość i ucieknie do obozu? Wojownik czekał cierpliwie.


<Piorun?> 

26 września 2020

Od Bociana CD. Pioruna

Piorun uciekł z podkulonym ogonem, niczym prawdziwy mięczak. Bocian liznął się w jedną z przednich łap, pozbywając się strużki krwi kocurka. Pokazał mu, kto rządzi w tym stadzie. Znajda nie powinien się tak odnosić w stosunku do Bociana, za co oberwał dość solidną nauczkę. Teraz zapewne będzie omijał białego szerokim łukiem, co wcale nie przeszkadzało synowi Pszczółki. Odnajdzie ciszę i święty spokój.
Chociaż nie należało to do łatwych zadań, bowiem każdy lisiak musiał mu to utrudniać. Bocian dość zirytowany, stawiał kolejne kroki na suchej ziemi, podążając przez obóz. Czujnie się rozglądał, strzygąc uszami i w duchu zastanawiając, co może zrobić. Wojownik zatrzymał się dopiero na widok Konopi, która pędziła w jego kierunku, z Piorunem u boku. No nie, czego ten dzieciak się jej tak uczepił?
- Bocianie, chcesz wyjść z nami na polowanie?
Biały przekrzywił głowę. No tak, Konopia otrzymała pierwszego ucznia. Bocian zmierzył wzrokiem Pioruna. Ich charaktery były jak woda i ogień, ale przyjaciółka na pewno da kocurkowi popalić i w miarę dobrze go wyszkoli. Czas oczywiście pokaże. Jak zwykle z resztą.
- Niech będzie. - zmrużył oczy.
Koniuszek jego ogona poruszył się. Niezbyt mu się chciało, ale to lepsze niż nic nie robienie. Słońca nie było, zatem nie odpocznie w jego promieniach, a jakoś nie spieszyło mu się do ponownej wspinaczki na jabłoń. Konopia wyglądała na zadowoloną z jego odpowiedzi. Ogłosiła radośnie, że pora wyruszać. Całą trójką opuścili obóz, zapuszczając się głębiej w teren Owocowego Lasu.
Bocian cały czas czuł na sobie przestraszony wzrok Pioruna. Gdy raz na niego spojrzał, kocurek skulił się i czmychnął bliżej mentorki, idącej z dumnie uniesionym ogonem. Bocian uśmiechnął się szyderczo. Cóż, przynajmniej kolejny kot się go bał. To było satysfakcjonujące.
- Dobrze, Piorunie. Pokaż co umiesz. - miauknęła Konopia.
Biały i szylkretka usiedli obok siebie w cieniu rzucanym przez drzewo czereśniowe. Piorun został sam z wieloma mocnymi zapachami zwierzyny. Bocian pomyślał, że polowanie w tej części terytorium, jest aż zbyt łatwe. Warto byłoby je ulepszyć.


<Piorun?> 

21 września 2020

Od Bociana CD. Pioruna

Próba druga odnalezienia spokoju. Tym razem Bocian postanowił odpocząć blisko jabłoni. Pogoda dopisywała i był przekonany, że wybierze się również na jakieś polowanie. Oblizał pysk na samą myśl o smakowitej zwierzynie, którą z łatwością ujmie w swoje ostre pazury. Syn Chmurki przymknął ślepia, wsłuchując się w urywane rozmowy pobratymców.
– PIEPRZONE DRZEWA!
Nagły krzyk rozdarł powietrze. Bocian otworzył błyskawicznie ślepia, wysuwając pazury i będąc gotowym do każdego zagrożenia, gdy z nieba spadł kocurek. A właściwie z drzewa. Leżąc na ziemi, przygniótł ogon białego mieszkańca Owocowego Lasu.
– Co ty robisz, Wronia Strawo?! – syknął starszy, z bólu jak i zdenerwowania.
Ogon bolał go niemiłosiernie. Oby tylko nie był zwichnięty! Nie widziało mu się o tej porze sezonu, biegać w poszukiwaniu potrzebnych ziół, a potem przez kilka dni odpoczywać na gałęzi wojowników. Nie i już. Konopia miałaby z niego niezły ubaw. Bocian spiorunował wzrokiem pobratymca. Piorun. Rozpoznał od razu kocurka z jego zdaniem ADHD. Młody nie leżał mu od samego początku, gdy tylko trafił do Owocowego Lasu jako znajda.
– Pieprzone drzewa! Nienawidzę ich! Głupie! – warknął Piorun, gniewnie spoglądając na koronę jabłoni, jakby to przez nią spadł, a nie swoją nieostrożność.
Bocian uniósł jedną brew słuchając, jak kocurek wyzywa drzewa od najgorszych, zapewniając, że już nigdy więcej na żadne z nich nie wlezie. Białego zaczęło to trochę nudzić, ale był ważniejszy powód, ciągle wywołujący u niego zirytowanie. Zatkał łapą pysk młodszego.
– Nie obchodzą mnie twoje głupie żale, lisi bobku. Siedzisz mi na ogonie. Zjeżdżaj. – syknął biały, jeżąc sierść.
Piorun tupnął łapką.
– A właśnie, że nie zejdę! – fuknął.
Naprawdę chciał stać się wrogiem białego? Czy o to chodziło młodzikowi? Syn Pszczółki zmierzył go ostrzegawczym spojrzeniu, nadal mając wysunięte pazury. Potrafił jednak panować nad emocjami. Bardzo dobrze. Był dość opanowany, żeby nie użyć siły.
– Jesteś głupszym lisim bobkiem niż myślisz. – mruknął Bocian.
W jednej chwili, Piorun brutalnie został zrzucony na ziemię, upadając na grzbiet. Bocian wyrwał mu swój ogon. Od razu obejrzał ważną część ciała, żeby się upewnić, czy przypadkiem nic się jej nie stało. Następnie łapą przycisnął Pioruna do ziemi, zanim ten zdołał się podnieść.
– Daje ci pięć uderzeń serca, żeby się stąd zmyć. Inaczej nie ręczę za siebie. – mruknął.


<Piorun? Ryzykujesz?> 

Od Bociana CD. Szkarłatnego Mrozu

Potrzebował odpocząć od tego całego zgiełku, panującego w obozie. Stokrotka próbowała lepiej poznać wujka, natomiast Żuraw żalił się bratu na swoje romantyczne relacje. Wschód również podpadł Bocianowi tym, że cały czas chciał spędzać z nim czas, gdy akurat miał wolne. Na szczęście Konopia i Czermień rozumieli, że biały musi zaznać chociaż odrobiny ciszy. 
Bocian zamknął ślepia, rozkoszując się wiatrem, muskającym jego pysk oraz rozwiewając futro. Wsłuchiwał się w rytmiczne odgłosy kroków. Zanim się zorientuje, będzie musiał wyjść na wieczorny patrol. Żeby tylko nie trafił mu się żaden mysi móżdżek do kompletu.
Syn Pszczółki otworzył ślepia. Zajął się wylizywaniem swojego białego, długiego futra, ostrożnymi ruchami języka, żeby przypadkiem nie pozostawić żadnych nieczystości. Do jego nosa prędko dotarł owocowy zapach. Rozpoznał woń brata Czermienia i miał ochotę od razu ruszyć się z miejsca, byle nie słuchać jego bełkoty o tęczach, kolorkach i kwiatkach. 
- Witaj... - przywitał się rudy, przerywając zielonookiemu mycie się.
- Masz jakąś ważną sprawę? - zapytał się Bocian oschłym tonem. 
- Mój brat zrobił sporo złego... - rzucił od razu. - Potrzebuję czegoś, co możesz mi zapewnić. Podziel się ze mną wiedzą na temat ziół. Tą najbardziej podstawową - miauknął bez zbędnego przymilania się. Chciał szybko zakończyć przebywanie blisko białego jak najszybciej.
Bocian parsknął z drwiną, czym zapewne zdziwił Szkarłatny Mróz. Widział to w ślepiach kocura. On naprawdę sądził, że udzieli mu tak ważnej wiedzy? Kim Szkarłat był dla Bociana, że ten miałby mu pomagać? Biały podniósł się na równe łapy, rzucając krytyczne spojrzenie na rudego. Obiegł go wzrokiem, nie kryjąc wrednego uśmieszku na swoim wiecznie ponurym pysku. 
- Tobie naprawdę na mózg padło, lisi bobku. Naprawdę sądzisz, że ktoś tak dobry w medycynie jak ja, zniży się do takiego poziomu, żeby uczyć nic nie wartą wronią strawę?
Szkarłatny Mróz stał chwilę sparaliżowany, zapewne trawiąc zdobyte przekleństwa od brata medyka. Bocian znał dobrze wartość swojej wiedzy. Jego rodzina słynęła od pełnienia ścieżki medycznej. Stokrotka zamiast trenować na wojownika, od razu powinna była skierować się tamtą ścieżką, gdyby nie obecność dwóch córek tej głupiej Leszczyny, na miejscu uczniaczek. Bocian wywrócił ślepiami, widząc jak syn Muszelki wzdycha, następnie robiąc proszące oczy. 
- Czermienia nauczyłeś. Też chce umieć, żeby móc mu w przyszłości pomóc. To mój brat...
- Czermień to nie ty, bobrzy zadku. - mruknął krótko Bocian. Odwrócił się, gotowy żeby odejść. Już nawet nie miał zamiaru wracać do odpoczynku, skoro i tak ten został mu zachwiany. Wojownik jednak nie odpuszczał i skierował się za nim, idąc bardziej powolnym krokiem, niż zirytowany Bociek. 
- Zawsze może mi pomóc twój brat...
- Taki jesteś pewien? - zatrzymał się i odwrócił w stronę rudego. - W takim razie biegnij do niego, wronia strawo. 
Korzystając z kolejnego zawahania u rudzielca, Bocian wdrapał się na najbliższe drzewo. Z niego o wiele lepiej widział piękno Owocowego Lasu. Gałąź za gałęzią, ruszył przed siebie, w tylko sobie znanym kierunku.

***

Bocian do miłych kotów nie należał, zatem nic dziwnego, że nieźle zalazł za skórę Szkarłatowi. Udał się do Wschodu i zmanipulował brata tak, że Wschód nie chciał nauczyć niczego medycznego syna Bursztynu. Tym samym Szkarłatny Mróz pozostał bez tej wiedzy, ku satysfakcji Bociana, czym od razu pochwalił się równie zadowolonemu Czermieniowi. 
Zbliżyła się pora nocnego patrolu. Biały kocur nie wiedział jeszcze, kto mu się na takowy trafił. Ruszył w stronę wyjścia do obozu pewnym krokiem wierząc, że szybko ponownie wróci do obozu i pójdzie w kimę. Na jego nieszczęście przy wyjściu czekał już Szkarłatny Mróz, jego uczeń Żuk oraz Golec. Bocian wypuścił ze świstem powietrze. Widocznie patrol do Ogrodzenia, nie będzie zbyt przyjemnym przeżyciem. 


<Szkarłat?>