Zimorodkowa Pieśń podążała ścieżką wprost w stronę Płaczącego Strażnika. Miała dość, miała po prostu dość tego dyszenia. Co i rusz z pyska kociaka wydobywały się kłębki dymu, a dźwięk jaki przy tym towarzyszył tak bardzo odrywał się od pięknej harmonii Pory Nagich Drzew, że wojowniczka miała ochotę wyskrobać sobie pozostałe ucho. Wyciągnęła pazury i za każdym krokiem wbijała je mocno w śnieg chcąc złagodzić wściekłość jaka nią zawładnęła. Jak można było tak haniebnie niszczyć tę wspaniałą ciszę? Chrobotanie śniegu? Rześką woń? Wystarczyło być takim mysim móżdżkiem jak jej dwuksiężycowy uczeń! Wyobrażając sobie jak zatapia pazury w gardle terminatora zwiewnie przepłynęła przez pozostałą część drogi.
- Płaczący Strażnik - oznajmiła że znużeniem po czym wskazała ogonem na drzewo znaczące granicę między klanami. - Po drugiej stronie mieszka klan Nocy, który upodobał sobie woń cuchnącej ryby.
Niebieska poczekała chwilę na reakcję Żywicy. Nic. Cisza. Chwila. Przecież już od dłuższego czasu panowała cisza. Marszcząc brwi obejrzała się za siebie spodziewając się ujrzeć dygoczącą z zimna kupę futra. Za to przed jej oczami stanął jedynie pogrążony w śniegu las. Co to się mogło stać z jej ulubieńcem? Szczerze powiedziawszy pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy przedstawiała uciekającego gdzie pieprz rośnie kocurka chowającego się co i rusz w krzakach. Ale chyba trening z nią nie był już aż takim wyzwaniem, co nie.... Co nie?! Chociaż znając Zlepka i jego tchórzostwo jego syn zapewne już dawno znajduje się w obozie gdzie błaga Lisią Gwiazdę o zmianę mentora. Po kilku uderzeniach serca kocica prychnęła na samą absurdalność tej myśli. Żywiczna Łapa miałby stanąć przed ich liderem, sam na sam? Na pewno nie była już znowu taka przerażająca by tak się za nią poświęcać. Z ledwo widocznym uśmiechem na pysku zawróciła łapy kierując się własnymi śladami pozostawionymi na śniegu. Nie trzeba było długo czekać. Jak na zawołanie przed kocicą wyrosło liliowe ciałko. Widząc leżącego terminatora już chciała wypalić z jakąś ripostą gdy nagle zorientowała się, że kocurek się nie porusza.
- Żywiczna Łapo? - nic. - Hej, Żywica. Chyba nie pogrążyłeś się w zimowym śnie wraz z innymi zwierzętami? - prychnęła trącając go łapą. Znowu nic. - Ej, Żywica. Zaraz stanie się poważnie, chyba nie chcesz.... - chciała dokończyć, ale pod wpływem lekkich uderzeń ciało obkręciło się na drugi bok. Zamiast pleców bicolora teraz wojowniczka widziała jego pyszczek. Zamknięte oczy, bezsilny wyraz na mordzie przypominający emocje towarzyszące walce o przetrwanie.... - Nie chcesz mi przekazać, że zemdlałeś co nie? - zapytała, ale zaraz zorientowała się, że przecież mówi sama do siebie. Uczeń rzeczywiście był nieprzytomny. Wojowniczka westchnęła i zachaczyła zębami o jego kark. Uniosła liliowego jak najdelikatniej potrafiła. Wszystko wyszło bez większego trudu. Jeśli się nie wybudzi prawdopodobnie Sroczy Żar zaproponuje siostrze wypowiedzenie ostatniego życzenienia. Kocica przymknęła oczy i popędziła w stronę obozu. Co jakiś czas potykała się prawie o małe ciałko, ale chwilę potem odzyskiwała równowagę by po odczekaniu dwóch uderzeń serca popędzić dalej. Nie, to nie tak, że zależało jej na życiu tej karmy dla wron. Wystarczyła wymaiginowana rozpacz Sroki, która opłakiwałaby zapewnie bachora po nocach żeby popędzić pointkę do działania. Wleciała do legowiska medyków o mało nie przewracając się o własny pysk. Z ulgą wypluła kłaka pod łapy Sokolego Skrzydła.
<Kłaku? Lecz się ;-;>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimorodkowa Pieśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimorodkowa Pieśń. Pokaż wszystkie posty
27 sierpnia 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Żywicznej Łapy
- Ciociu, zaczekaj! - zapiszczał kocurek wyjątkowo jak na jej mniemanie cienkim głosikiem. W pierwszej chwili zareagowała jedynie przewrotką oczu i nie przejmując się uczniem szła dalej. Jednakże Żywica postawił sobie za dzisiejszy cel rozzłoszczenie mentorki, co nie było szczególnie dobrym pomysłem. Zamiast iść dalej liliowy kąpał się w zaspie śnieżnej i bynajmniej nie starał się z niej wyjść sam. Przynajmniej do takich wniosków doszła Zimorodek, która owijając ogon wokół łap usiadła nieopodal przyglądając się całemu zdarzeniu.
- Jeśli nie umiesz wybrać takiej drogi żeby nie wpaść na żadną zaspę to mogę cię poinformować, że z naszego treningu nici. Dlaczego? Bo zamiast grzecznie iść za moim ogonkiem, po wydeptanej przeze mnie ścieżce, pan woli wykąpać się w śniegu - powiedziała chłodno przyglądając się wysiłkom malca. Chyba lepiej było nie brać go na ucznia. Gołym okiem było widać, że pręgowany zapomniał jak chociażby odgarnia się śnieg. Z głośnym piskiem Żywiczna Łapa wydobył się wreszcie z zaspy. Lądując na tyłku potoczył dookoła nieprzytomnym i lekko zdezorientowanym wzrokiem. Kocurek wyraźnie chciał coś jeszcze powiedzieć, ale ubiegła go w tym pointka.
- No, możemy iść dalej? - zapytała, chociaż jej ton wyraźnie wskazywał na to, że syn Zlepionej Łapy nie ma prawa głosu. Bicolor kichnął potakująco i na złudzenie prawie, że przewracając się o własne łapy podążył za wojowniczką. Zimorodkowa Pieśń westchnęła i ponowne obrzucając kocurka karcącym i ostrzegawczym spojrzeniem machnęła ogonem na znak, że ma się kierować tuż za nią. Żywica kiwnął główką i pokierował się wyznaczoną ścieżką. Pointka przyspieszyła tempa. Jeśli mieli dojść chociażby do Płaczącego Strażnika przed zachodem słońca musieli się pospieszyć. Słysząc kruchy chrzęst śniegu pod łapami uśmiechnęła się leniwie. Promienie popołudniowego słońca tańczyły po jej niebiesko - białej, lśniącej sierści, a chłodne i budzące mózg ze snu powietrze dawało jej umysłowi coś w postaci czystki. Zdecydowanie ze wszystkich pór roku jej ulubioną była Pora Nagich Drzew. Podczas tego czasu wszystko usypiało i chowało się pod białą płachtą. Ptaki przestawały wyświergalać te wkurzające radosne tryle, owady zdecydowanie mniej uprzykrzały życie i jedyny problem stanowiły małe zasoby zwierzyny. Jednak z drzew zwisały sople lodu, a na mroźnej połaci śniegu pięknie odbijało się słońce dając mroźnemu krajobrazowi nadzieję na przyjście Pory Nowych Liści. Ta pora miała w sobie coś tajemniczego, mrocznego. Stanowiła czas regeneracji dla wielu zwierząt, a jednocześnie walkę o przetrwanie dla niektórych gatunków. Ciszę wymieszaną z chrzęstem śniegu pod łapami przerwało dyszenie. Głośne, zakłócające spokój dyszenie. Zimorodek obejrzała się za siebie skąd według jej uszu dochodziły te wyprawiające z równowagi dźwięki.
- Odgłosy wydobywające się z twojej mordy świadczą jedynie o tym jak spasło ci się w kociarni - zauważyła zatrzymując się tak gwałtownie, że terminator o mały włos nie wpadł na tył niebieskiej. Jej pysk zdradzał jedynie częściowe rozdrażnienie jednak ciało postanowiło pójść inną drogą. Ogon uderzał wściekle ogonem o podłoże powoli wyrębując w śniegu dziurę, a futro niebezpiecznie podniosło się na karku.
- Ciociu... Przepraszam. To jest mimo mojej woli, bo my idziemy tak szybko... - chciał po raz setny dokończyć, ale mentorka postanowiła mu po raz setny przerwać.
- Gdybyś nie zaspał z pewnością nie musielibyśmy teraz lecieć jak na złamanie karku - syknęła i odwróciła się nie czekając na odpowiedź. Ten fajtłapa wkurzał ją swoją pierdołowatością bardziej od swojego ojca, no niesłychane!
<Żywico? Sorry, że tylko urywek z treningu i Żywiczny charakter jakoś nie wyszedł>
- Jeśli nie umiesz wybrać takiej drogi żeby nie wpaść na żadną zaspę to mogę cię poinformować, że z naszego treningu nici. Dlaczego? Bo zamiast grzecznie iść za moim ogonkiem, po wydeptanej przeze mnie ścieżce, pan woli wykąpać się w śniegu - powiedziała chłodno przyglądając się wysiłkom malca. Chyba lepiej było nie brać go na ucznia. Gołym okiem było widać, że pręgowany zapomniał jak chociażby odgarnia się śnieg. Z głośnym piskiem Żywiczna Łapa wydobył się wreszcie z zaspy. Lądując na tyłku potoczył dookoła nieprzytomnym i lekko zdezorientowanym wzrokiem. Kocurek wyraźnie chciał coś jeszcze powiedzieć, ale ubiegła go w tym pointka.
- No, możemy iść dalej? - zapytała, chociaż jej ton wyraźnie wskazywał na to, że syn Zlepionej Łapy nie ma prawa głosu. Bicolor kichnął potakująco i na złudzenie prawie, że przewracając się o własne łapy podążył za wojowniczką. Zimorodkowa Pieśń westchnęła i ponowne obrzucając kocurka karcącym i ostrzegawczym spojrzeniem machnęła ogonem na znak, że ma się kierować tuż za nią. Żywica kiwnął główką i pokierował się wyznaczoną ścieżką. Pointka przyspieszyła tempa. Jeśli mieli dojść chociażby do Płaczącego Strażnika przed zachodem słońca musieli się pospieszyć. Słysząc kruchy chrzęst śniegu pod łapami uśmiechnęła się leniwie. Promienie popołudniowego słońca tańczyły po jej niebiesko - białej, lśniącej sierści, a chłodne i budzące mózg ze snu powietrze dawało jej umysłowi coś w postaci czystki. Zdecydowanie ze wszystkich pór roku jej ulubioną była Pora Nagich Drzew. Podczas tego czasu wszystko usypiało i chowało się pod białą płachtą. Ptaki przestawały wyświergalać te wkurzające radosne tryle, owady zdecydowanie mniej uprzykrzały życie i jedyny problem stanowiły małe zasoby zwierzyny. Jednak z drzew zwisały sople lodu, a na mroźnej połaci śniegu pięknie odbijało się słońce dając mroźnemu krajobrazowi nadzieję na przyjście Pory Nowych Liści. Ta pora miała w sobie coś tajemniczego, mrocznego. Stanowiła czas regeneracji dla wielu zwierząt, a jednocześnie walkę o przetrwanie dla niektórych gatunków. Ciszę wymieszaną z chrzęstem śniegu pod łapami przerwało dyszenie. Głośne, zakłócające spokój dyszenie. Zimorodek obejrzała się za siebie skąd według jej uszu dochodziły te wyprawiające z równowagi dźwięki.
- Odgłosy wydobywające się z twojej mordy świadczą jedynie o tym jak spasło ci się w kociarni - zauważyła zatrzymując się tak gwałtownie, że terminator o mały włos nie wpadł na tył niebieskiej. Jej pysk zdradzał jedynie częściowe rozdrażnienie jednak ciało postanowiło pójść inną drogą. Ogon uderzał wściekle ogonem o podłoże powoli wyrębując w śniegu dziurę, a futro niebezpiecznie podniosło się na karku.
- Ciociu... Przepraszam. To jest mimo mojej woli, bo my idziemy tak szybko... - chciał po raz setny dokończyć, ale mentorka postanowiła mu po raz setny przerwać.
- Gdybyś nie zaspał z pewnością nie musielibyśmy teraz lecieć jak na złamanie karku - syknęła i odwróciła się nie czekając na odpowiedź. Ten fajtłapa wkurzał ją swoją pierdołowatością bardziej od swojego ojca, no niesłychane!
<Żywico? Sorry, że tylko urywek z treningu i Żywiczny charakter jakoś nie wyszedł>
26 sierpnia 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Koziej Nóżki
*Prawdopodobnie przed bitwą KK z KN*
Zimorodkowa Pieśń rozpromieniła się na widok swojej perfekcyjnie umytej łapy. Szare futro było idealnie przylizane, a jednocześnie wciąż mięciutkie. Wyjęła zębami ostatni okruszek kurzu i zmrużyła oczy zwycięsko. Postawiła łapę na śnieżnej płachcie pokrywającej ziemię i z zaangażowaniem godnym pozazdroszczenia przy tak monotonnej czynności zajęła się za oczyszczanie drugiej łapy. Podczas czasochłonnego zajęcia rozejrzała się po obozie. Ze swojego miejsca na uboczu miała wspaniały widok na większość legowisk. Gdy dojrzała Żywiczną Łapę idącego do miejsca spoczynku starszyzny wraz z zwiotczałym zwierzątkiem w pysku jej humor sięgnął końca skali. Dzień zapowiadał się doskonale. Z samego rana poleciła uczniowi zaopatrzyć starszych w zwierzynę, zapytać o insekty w futrze, posprzątać ich legowiska jak również zapytać medyków czy nie potrzebują pomocy. Po wykonaniu tychże czynności Żywica miał się zameldować. Następnie mieli spędzić czas w swoim wyśmienitym towarzystwie przy wycieńczającym treningu. Ten plan dnia ułożony był już kilka wschodów słońca temu. Obecnie Zimorodek pracowała nad perfekcyjnie ułożonym projektem mającym na celu wykorzystanie wszystkich sił terminatora w najlepszy sposób, który zaowocuje najszybszymi plonami w postaci opanowanej techniki skradania, walki i innych badziewie potrzebnych do przetrwania, w tym wyciąganiu kleszczy ze starszyzny - żeby nie było nudno. Zdecydowanie przyszłość Żywicznej Łapy w tym momencie nie malowała się w kolorowych barwach. Ciekawe czy Poplamione Piórko, jej matka jak i zarówno mentorka pochwaliłaby działania córki? Szczególnie zaś przez fakt, że kocica zamierzała już za kilka wschodów słońca dołączyć naukę technik samoobrony i ataku, które standardowemu uczniowi dawano przynajmniej księżyc/dwa po rozpoczęciu treningu. No tak, ale liliowy nie był "standardowym" uczniem. Rozpoczął szkolenie już w wieku dwóch księżyców. Zimorodkowa Pieśń postanowiła nie wtrącać się w zabójcze plany Lisiej Gwiazdy, który zapewne pragnął wymordować wszystkie dwuksiężycowe kociaki treningami. Swoją drogą gdyby nie zaczęły edukacji wcześniej prawdopodobnie wszyscy pomarliby z głodu, bo takiej zgrai chuliganów nie wykarmisz, szczególnie w Porze Nagich Drzew. Zresztą, jakby tego było mało wcale nie zamierzała podzielać losu Koziej Nóżki, który postanowił sprzeciwić się liderowi przez co zesłał na siebie karę wygnania. Niebieska natknęła się wzrokiem na wysokiego liliowego wojownika, który wraz ze swymi pociechami i partnerką wrócił za namową Niezapominajkowego Szlaku. Kocica prychnęła widząc Kozę. Nie zamierzała ukrywać, udawać, że dalej pała do niego jakimkolwiek uczuciem przyjaźni. Była jedynie obojętność pomieszana z odrobiną żalu. Może gdyby wojownik nie opuścił swoich przyjaciół pod pretekstem rozkazu Lisiej Gwiazdy wszystko ułożyłoby się inaczej? Wystarczyło przeprosić za nieposłuszeństwo, przeprosić lidera, którego poleceń nie można przecież lekceważyć. Być może wtedy nie doszłoby do walki o śmierć i życie. Zresztą, Kózka wbrew pozorom zachował się wręcz haniebnie odbierając życie liderowi. Do tego nie zastanawiał się w ogóle czy ktoś będzie za nim tęsknił, potrzebował go. Za pewne zwyczajnie schował się w krzaczkach, uciekł jak tchórz zostawiając za sobą wspomnienia. Gdyby przynajmniej sam wrócił, pragnął skonfrontować się ze spojrzeniem klanowiczów. Wyjaśnił coś, a tymczasem Zimorodek miała wrażenie jakby zachowywał się jakby nic się nie wydarzyło. Wojowniczka wróciła myślami do ich prawie, że ostatniego wspólnego polowania. Kozia Nózka był tak przejęty ciążą partnerki, że pragnął wepchnąć w nią zapewne już kolejnego królika. Mimo woli niebieska uśmiechnęła się pod nosem. Skończyło się na tym, że przynieśli do klanu Klifu sześć piszczek. Nie znaleźli jednak żadnego królika, który mógłby stać się pożywieniem Śnieżnego Sopla. Zimorodkowa Pieśń uniosła brwi gdy zmaterializował się przed nią Koza. Właściwie nie rozmawiali odkąd wrócił do domu.
- No? - burknęła w pierwszej chwili. Zdecydowanie oczekiwała przeprosin za zostawienie jej na lodzie. Jednak zaraz opanowała naburmuszony wyraz pyska i podczas jednego uderzenia serca zmieniła pozę na wyniosłą. - Chciałeś mi coś powiedzieć? - zapytała już czystym głosem, w którym mimo woli pobrzmiewała lekka pogarda. <Kozo? Chaotycznie wyszło>
25 sierpnia 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Żywicy (Żywicznej Łapy)
Zimorodek podniosła brew. Jak często spotykało się tak wykotkowane kocurki? Czyżby klan Gwiazd chciał ją ukarać podtykając pod nos żywą kopię Zlepionej Łapy? Albo coś jeszcze gorszego? Głośny świst wydobył się z ust wojowniczki kiedy ta zastanawiała się jakim cudem Sroczy Żar nie zdołała przekazać synowi odrobiny testosteronu, który co jak co, ale składował zapasy właśnie w ciele jej siostry.
- Chyba nie chcesz wyróżniać się na tle zacnych i silnych wojowników kwiatuszkami za uszkiem? - odparła mierząc Żywicę chłodnym spojrzeniem.
- Ale Sokole Skrzydło przecież... - chciał dokończyć maluch jednak ciotka od razu mu przerwała.
- Nie wzoruj się na Sokolim Skrzydle. Może widziałeś czy kiedykolwiek był stanowczy, odważny, lojalny, jak wojownik? Stawiał opór zagrożeniu? - mruknęła. Zaraz usiadła i owinęła ogon wokół łap. Oj, nie będzie łatwo. Jeśli taki kociaczek robi sobie autorytety z równie zakotkowanego medyka jak on sam trzeba zabrać sprawy w swoje łapy.
- Ja z pewnością taki będę! Będę wspaniałym wojownikiem! - zawył Miodek zwracając na siebie dwie pary oczu. Pointka przewróciła ślepiami odsuwając na pewną odległość kremowego. Po krótkiej chwili ciszy postanowiła kontynuować.
- A ty, Żywico? Nie chcesz stać się najlepszym wojownikiem klanu Klifu, tak jak ma zamiar Miodek? Polować dla klanu, brać udział w bitwach? To właśnie z bitwy z klanem Wilka zdobyłam, a raczej straciłam ten kawałek ucha... - mówiąc to wskazała na miejsce oderwania. Przed jej oczami przeleciała scena z boju. Mimo tego jakie omiotały ją wtedy uczucia teraz uśmiechała się zimno na myśl o tamtym zdarzeniu. Nie słysząc reakcji spojrzała na liliowego. Przed jej oczyma stanął iście sielski obrazek. Pręgowany postanowił nazbierać kamyczków podczas nieuwagi ciotki i teraz z zainteresowaniem i zacięciem obwąchiwał je i zachwycał się istotą piękna tychże skał.
- Żywico! - syknęła niebieska obrzucając dzieło siostry ostrym spojrzeniem. Gdy ten nie zareagował i nadal z ogromnym zachwytem przyglądał się kamieniom kocica postanowiła dobyć ostatecznej broni. Pospiesznie wyjęła kwiatek zza uszu bicolora po czym sprawnym ruchem zmiażdżyła go pod łapą. Zmrużyła ślepia przyglądając się siostrzeńcowi, a na jej pysku wyrosła czysta obojętność. Może i nawet zaduma.
- Ciociu... To był prezent - powiedział niepewnie kocurek, a jego ciało powoli zaczynały opanowywać dreszcze. Oczy liliowego pociemniały, a pyszczek przybrał żałosny wyraz. Starsza kocica zamrugała odpędzając od siebie słodycz w płaczliwym spojrzeniu syna Zlepka.
- No cóż... Zbyteczny był ten "prezent" - zauważyła i z chłodem przyglądała się jak z oczu Żywicy poczynają spływać łzy. Niebieska prychnęła cicho i powoli wstała. - Przynajmniej już nie będzie zaśmiecał twojej głowy - mruknęła patrząc jak pręgowany chlipiąc zbiera płatki kwiatu. "Zaraz będzie opłakiwał krople wody". Nie zważając na kociaka, do którego przybiegł zaalarmowany kolega wycofała się z miejsca wypadku i od razu pokierowała do legowiska przywódcy aby poprosić Lisią Gwiazdę o przydział do szkolenia Żywicy. "Oj, nie będzie już się mazał. Wycisnę z jego kroplę Sroczego Żaru, choćby nie wiem ile miałoby to potrwać"
Wszystko poszło po jej myśli. Uśmiechnęła się lekko, wręcz złowieszczo dotykając nosa swojego nowego ucznia. "Nie będzie litości"
Kiedy skończyły się okrzyki na cześć nowo upieczonych terminatorów Zimorodkowa Pieśń zabrała Żywiczną Łapę na bok dając mu znak ogonem.
- Jutro o świcie trening - oznajmiła stanowczo wywiercając spojrzeniem dziurę w liliowym. - Obejdziemy terytorium.
<Żywiczna Łapo?>
- Chyba nie chcesz wyróżniać się na tle zacnych i silnych wojowników kwiatuszkami za uszkiem? - odparła mierząc Żywicę chłodnym spojrzeniem.
- Ale Sokole Skrzydło przecież... - chciał dokończyć maluch jednak ciotka od razu mu przerwała.
- Nie wzoruj się na Sokolim Skrzydle. Może widziałeś czy kiedykolwiek był stanowczy, odważny, lojalny, jak wojownik? Stawiał opór zagrożeniu? - mruknęła. Zaraz usiadła i owinęła ogon wokół łap. Oj, nie będzie łatwo. Jeśli taki kociaczek robi sobie autorytety z równie zakotkowanego medyka jak on sam trzeba zabrać sprawy w swoje łapy.
- Ja z pewnością taki będę! Będę wspaniałym wojownikiem! - zawył Miodek zwracając na siebie dwie pary oczu. Pointka przewróciła ślepiami odsuwając na pewną odległość kremowego. Po krótkiej chwili ciszy postanowiła kontynuować.
- A ty, Żywico? Nie chcesz stać się najlepszym wojownikiem klanu Klifu, tak jak ma zamiar Miodek? Polować dla klanu, brać udział w bitwach? To właśnie z bitwy z klanem Wilka zdobyłam, a raczej straciłam ten kawałek ucha... - mówiąc to wskazała na miejsce oderwania. Przed jej oczami przeleciała scena z boju. Mimo tego jakie omiotały ją wtedy uczucia teraz uśmiechała się zimno na myśl o tamtym zdarzeniu. Nie słysząc reakcji spojrzała na liliowego. Przed jej oczyma stanął iście sielski obrazek. Pręgowany postanowił nazbierać kamyczków podczas nieuwagi ciotki i teraz z zainteresowaniem i zacięciem obwąchiwał je i zachwycał się istotą piękna tychże skał.
- Żywico! - syknęła niebieska obrzucając dzieło siostry ostrym spojrzeniem. Gdy ten nie zareagował i nadal z ogromnym zachwytem przyglądał się kamieniom kocica postanowiła dobyć ostatecznej broni. Pospiesznie wyjęła kwiatek zza uszu bicolora po czym sprawnym ruchem zmiażdżyła go pod łapą. Zmrużyła ślepia przyglądając się siostrzeńcowi, a na jej pysku wyrosła czysta obojętność. Może i nawet zaduma.
- Ciociu... To był prezent - powiedział niepewnie kocurek, a jego ciało powoli zaczynały opanowywać dreszcze. Oczy liliowego pociemniały, a pyszczek przybrał żałosny wyraz. Starsza kocica zamrugała odpędzając od siebie słodycz w płaczliwym spojrzeniu syna Zlepka.
- No cóż... Zbyteczny był ten "prezent" - zauważyła i z chłodem przyglądała się jak z oczu Żywicy poczynają spływać łzy. Niebieska prychnęła cicho i powoli wstała. - Przynajmniej już nie będzie zaśmiecał twojej głowy - mruknęła patrząc jak pręgowany chlipiąc zbiera płatki kwiatu. "Zaraz będzie opłakiwał krople wody". Nie zważając na kociaka, do którego przybiegł zaalarmowany kolega wycofała się z miejsca wypadku i od razu pokierowała do legowiska przywódcy aby poprosić Lisią Gwiazdę o przydział do szkolenia Żywicy. "Oj, nie będzie już się mazał. Wycisnę z jego kroplę Sroczego Żaru, choćby nie wiem ile miałoby to potrwać"
Wszystko poszło po jej myśli. Uśmiechnęła się lekko, wręcz złowieszczo dotykając nosa swojego nowego ucznia. "Nie będzie litości"
Kiedy skończyły się okrzyki na cześć nowo upieczonych terminatorów Zimorodkowa Pieśń zabrała Żywiczną Łapę na bok dając mu znak ogonem.
- Jutro o świcie trening - oznajmiła stanowczo wywiercając spojrzeniem dziurę w liliowym. - Obejdziemy terytorium.
<Żywiczna Łapo?>
08 sierpnia 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Sroczego Żaru
Zimorodek patrzyła za ogonem siostry ze smutkiem wymalowanym na pysku. Przecież chciała tylko dobrze, prawda? Najdziwniejsze było jednak to, że czuła mniej niż zazwyczaj. Wszystko powoli nabierało, a właściwie traciło sens. Ptaki sobie śpiewały, słońce świeciło i nic nie zwróciło uwagi na kłótnię. Wszystko żyło własnym życiem i nie przejmowało się wymianą zdań jaka nastąpiła między siostrami. Nie rozpoczęła się burza, nie huknął piorun jak to bywa w większości opowieści przy podniosłych momentach. Nic, nic się nie stało, nic nie przekazało światu złej nowiny. Kocica w takiej chwili jak zwykle pozostała sama. Czy miała w ogóle jakichś przyjaciół, którzy przejęliby się jej relacjami i odczuciami? Kozia Nóżka… nie dość, że kocur był teraz w klanie Wilka to zajął się już tylko swoją partnerką. Nie zapytał co u niej, nie zastanawiał się czy ktoś będzie za nim tęsknił gdy ten odejdzie. A Sroczy Żar? Zaczęła spędzać prawie cały swój czas ze Zlepkiem, nie liczyła się ze zdaniem siostry, a miłość wprowadziła do jej umysłu pszczoły. Wojowniczka usiadła z prawie, że tępym, obojętnym wyrazie. Czy coś miało w ogóle sens? Tak czy siak nikt jej nie zapamięta, zginie i co? I nic, nic nie wprowadzi to do życia klanu Klifu, ale czy należało się tym przejmować? A po co skoro przecież nic nie miało znaczenia? Niebieska uśmiechnęła się nikle rozbawiona własnymi myślami. Ktoś jej pomoże? Zainterweniuje, posłucha zdania? Nie? No coś takiego! Wcale nie jest przecież szarym i nieznaczącym nic kotem w szeregach Lisiej Gwiazdy. Więc co musi zrobić aby ktoś jej nie zapomniał? Na razie nic, ale może by tak zacząć od małych kroczków?
- A ja wiem? Sroczy Żar przytaszczyła cię nieprzytomną zanim się nie okociła. - Ta krótka wiadomość wystarczyła aby Zimorodkowa Pieśń wytrzeszczyła oczy. "Sroczka się okociła… Sroczka się okociła!"
- Z kim? - zapytała starając się wstać. Doskonale wiedziała kto był przyczyną powstania tych kociąt, a ciche prychnięcie wyjątkowo rozjuszonego Zlepka utwierdziło ją tylko w tym przekonaniu.
- Dlaczego zadajesz tyle pytań, na które nie znam odpowiedzi? Mówiła o jakimś samotniku... – kocica puściła mimo uszu ostatnie zdanie medyka i szybko podniosła się na równe łapy. Czuła się nie tylko oszukana, ale jeszcze zła. Cholernie zła. Siostra nie tylko nie przejęła się jej opinią na temat latania po krzaczkach, ale jeszcze nie powiedziała jej o ciąży! Walcząc z zawrotami głowy, które dawały się we znaki wyszła z legowiska uzdrowicieli i zataczając się prawie wpadła na Wschodzącą Falę. Nie obchodziło ją co pomyśli Lśniące Słońce czy Sokole Skrzydło, które zdecydowanie zalecaliby jeszcze chwilę poleżeć.
- Coś się stało Zimorodkowa Pieśnio? – spytała Wchód zajęta opieką nad dwoma bawiącymi się kociakami i jednym siedzącym w pewnym odstępie od kocurków. Zimorodek zmrużyła oczy przyglądając się karmicielce. Wzięła oddech, potem drugi podczas gdy ta z uśmiechem wrośniętym w pyszczek cierpliwie czekała.
- Nie, nic… wszystko w porządku – mruknęła i przeszła już wolniej obok karmicielki. Mimo wszystko kiedy w kociarni dostrzegła Sroczy Żar złość znów zmorzyła jej głowę. Postarała się przybrać dosyć obojętny wyraz pyszczka jednak nie udało jej się powstrzymać gniewnego albo raczej wkurwionego wrzasku.
- Sroka! - zawyła wtaczając się do kociarni. O mało nie zdeptała dwóch kulek, które napatoczyły jej się na łapy chcąc wybiec z żłobka. Zimorodek lekko skoczyła do góry i syknęła zdenerwowana. Jednakże maluchy nic sobie z tego nie zrobiły, a nawet liliowy kłębek futra postanowił wystawić w jej stronę język czego na szczęście ciotka nie zauważyła. Cętkowana spojrzała za to zdziwiona na siostrę.
- Zimorodku, stało się coś? – zapytała Poplamione Piórko, która rozłożyła się obok przybranej córki. Niebieska pointka zapanowała w końcu nad głosem i pokręciła powoli głową.
- Mamo… mogłabyś zostawić nas same? – mruknęła spoglądając na matkę nowonarodzonych kociąt. Plamka zdziwiła się nieco, ale zaraz opuściła legowisko.
- Żywico? – zawołała jeszcze w przejściu. Ukryty liliowy kocurek wyszedł zza rodzicielki machając puszystym ogonkiem. Ze smutnym wyrazem pyszczka odczepił się od wojowniczki i zrobił maślane oczka do byłej mentorki Zimorodkowej Pieśni.
- Muszę? – spytał, a w jego oczkach zakręciły się małe łezki.
- Przecież ci nie karzę… - chciała dokończyć rozmówczyni, ale niespodziewanie jak dla nich wszystkich zareagowała Sroka.
- Leć do kolegów, bekso – westchnęła zmęczona. Kocurek jak na zbieg okoliczności przypominający Zlepioną Łapę kiwnął główką i po chwili wachania pobiegł za babcią zostawiając karmicielkę i wojowniczkę sam na sam.
- Dobrze… Zacznijmy od tego: Dlaczego mi nie powiedziałaś? – spytała spokojnie, ale zanim Sroka zdążyła odpowiedzieć ta kontynuowała. – Mówiłam ci co sądzę o… tym z uczniem. Nie posłuchałaś mnie i skończyłaś w kociarni jako samotna matka, bo jak widzę Zlepiona Łapa zwiał. – Sroczy Żar chciała przerwać po raz drugi, ale powstrzymała się widząc morderczy wzrok siostry. – I kolejny raz mnie nie wysłuchałaś, a widzisz? Miałam rację siostrzyczko – powiedziała chłodno czekając na jej reakcje. Miała dosyć uganiania się za tym wszystkim by ogarnąć nieodpowiedzialną kocicę, ale jednocześnie czuła dumę i radość. Wszystko poszło po jej myśli. – Co jeszcze? A tak… Zlep to przygłup jakich mało i naprawdę dziwie się, że ci na nim zależało. A tak gadka z samotnikiem? Nie wiem dlaczego, ale jak na moje mniemanie Żywica zbytnio przypomina Zlepka – dokończyła uśmiechając się lekko.
<Sroczy Żarze? Mam nadzieję, że nie ma bardzo dużo błędów>
Z początku był zapach. O dziwo wokół śmierdziało najrozmaitszymi ziołami. Zimorodek otworzyła jedno oko, potem drugie.
- Co się stało? - zadała pytanie rozglądając się uważnie po legowisku medyka i dostosowując oczy do światła. W rogu siedział Zlepiona Łapa obok Sokolego Skrzydła. Najbliżej jej stał Lśniące Serce, który krzywiąc się starał się posortować zioła. Za pewne ograniczona widoczność utrudniała zadanie.- A ja wiem? Sroczy Żar przytaszczyła cię nieprzytomną zanim się nie okociła. - Ta krótka wiadomość wystarczyła aby Zimorodkowa Pieśń wytrzeszczyła oczy. "Sroczka się okociła… Sroczka się okociła!"
- Z kim? - zapytała starając się wstać. Doskonale wiedziała kto był przyczyną powstania tych kociąt, a ciche prychnięcie wyjątkowo rozjuszonego Zlepka utwierdziło ją tylko w tym przekonaniu.
- Dlaczego zadajesz tyle pytań, na które nie znam odpowiedzi? Mówiła o jakimś samotniku... – kocica puściła mimo uszu ostatnie zdanie medyka i szybko podniosła się na równe łapy. Czuła się nie tylko oszukana, ale jeszcze zła. Cholernie zła. Siostra nie tylko nie przejęła się jej opinią na temat latania po krzaczkach, ale jeszcze nie powiedziała jej o ciąży! Walcząc z zawrotami głowy, które dawały się we znaki wyszła z legowiska uzdrowicieli i zataczając się prawie wpadła na Wschodzącą Falę. Nie obchodziło ją co pomyśli Lśniące Słońce czy Sokole Skrzydło, które zdecydowanie zalecaliby jeszcze chwilę poleżeć.
- Coś się stało Zimorodkowa Pieśnio? – spytała Wchód zajęta opieką nad dwoma bawiącymi się kociakami i jednym siedzącym w pewnym odstępie od kocurków. Zimorodek zmrużyła oczy przyglądając się karmicielce. Wzięła oddech, potem drugi podczas gdy ta z uśmiechem wrośniętym w pyszczek cierpliwie czekała.
- Nie, nic… wszystko w porządku – mruknęła i przeszła już wolniej obok karmicielki. Mimo wszystko kiedy w kociarni dostrzegła Sroczy Żar złość znów zmorzyła jej głowę. Postarała się przybrać dosyć obojętny wyraz pyszczka jednak nie udało jej się powstrzymać gniewnego albo raczej wkurwionego wrzasku.
- Sroka! - zawyła wtaczając się do kociarni. O mało nie zdeptała dwóch kulek, które napatoczyły jej się na łapy chcąc wybiec z żłobka. Zimorodek lekko skoczyła do góry i syknęła zdenerwowana. Jednakże maluchy nic sobie z tego nie zrobiły, a nawet liliowy kłębek futra postanowił wystawić w jej stronę język czego na szczęście ciotka nie zauważyła. Cętkowana spojrzała za to zdziwiona na siostrę.
- Zimorodku, stało się coś? – zapytała Poplamione Piórko, która rozłożyła się obok przybranej córki. Niebieska pointka zapanowała w końcu nad głosem i pokręciła powoli głową.
- Mamo… mogłabyś zostawić nas same? – mruknęła spoglądając na matkę nowonarodzonych kociąt. Plamka zdziwiła się nieco, ale zaraz opuściła legowisko.
- Żywico? – zawołała jeszcze w przejściu. Ukryty liliowy kocurek wyszedł zza rodzicielki machając puszystym ogonkiem. Ze smutnym wyrazem pyszczka odczepił się od wojowniczki i zrobił maślane oczka do byłej mentorki Zimorodkowej Pieśni.
- Muszę? – spytał, a w jego oczkach zakręciły się małe łezki.
- Przecież ci nie karzę… - chciała dokończyć rozmówczyni, ale niespodziewanie jak dla nich wszystkich zareagowała Sroka.
- Leć do kolegów, bekso – westchnęła zmęczona. Kocurek jak na zbieg okoliczności przypominający Zlepioną Łapę kiwnął główką i po chwili wachania pobiegł za babcią zostawiając karmicielkę i wojowniczkę sam na sam.
- Dobrze… Zacznijmy od tego: Dlaczego mi nie powiedziałaś? – spytała spokojnie, ale zanim Sroka zdążyła odpowiedzieć ta kontynuowała. – Mówiłam ci co sądzę o… tym z uczniem. Nie posłuchałaś mnie i skończyłaś w kociarni jako samotna matka, bo jak widzę Zlepiona Łapa zwiał. – Sroczy Żar chciała przerwać po raz drugi, ale powstrzymała się widząc morderczy wzrok siostry. – I kolejny raz mnie nie wysłuchałaś, a widzisz? Miałam rację siostrzyczko – powiedziała chłodno czekając na jej reakcje. Miała dosyć uganiania się za tym wszystkim by ogarnąć nieodpowiedzialną kocicę, ale jednocześnie czuła dumę i radość. Wszystko poszło po jej myśli. – Co jeszcze? A tak… Zlep to przygłup jakich mało i naprawdę dziwie się, że ci na nim zależało. A tak gadka z samotnikiem? Nie wiem dlaczego, ale jak na moje mniemanie Żywica zbytnio przypomina Zlepka – dokończyła uśmiechając się lekko.
<Sroczy Żarze? Mam nadzieję, że nie ma bardzo dużo błędów>
17 lipca 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Zlepionej Łapy
– W takim razie n-nie musisz mówić, a-ale mnie posłuchaj… - już po pierwszym zdaniu Zimorodek przestała słuchać tej pokraki. On nawet nie umie się wysłowić! I niby ona ma spełniać jego rozkazy? Rozkazy ucznia? „a-ale mnie posłuchaj…” tsa, marz sobie.
- Mówiłeś coś? – miauknęła kąśliwie gdy jego obślizgły głos i tak „uroczo-jąkliwy” zamilkł. – Zawsze zadawałam sobie pytanie co Sroka w tobie takiego widzi. – mruknęła prychając i przyspieszyła tempa. Wojowniczka miała nadzieję, że Zlepiona Łapa podda się i zakończy starania, ale jednak – tego się po nim nie spodziewała. Terminatorowi musiało na czymś niezwykle zależeć skoro postanowił kontynuować.
- A-ale Zimorodk-k-kowa Pieśnio… Ja n-naprawdę nie chce… - widocznie poziom lęku kocura coraz bardziej rósł wraz z ilością jąkania.
- To może ty mnie teraz posłuchasz. – siostra Sroczego Żaru zastąpiła mu drogę i przyprawiła liliowego prawie o zawał serca. – Nie obchodzi mnie jakie masz zamiary. Masz zostawić Srokę w spokoju. Niezależnie od tego jak chcesz ją skrzywdzić!
- A-ale ja wc-cale n-nie… - wydukał Zlepek, ale i męki z kontynuowaniem tego zdania zostały mu odpuszczone.
- Przestań. Po prostu przestań. – wydusiła z siebie gniewnie machając ogonem. Dlaczego on musi mieć taki głupkowaty głosik?!
- T-tylko m-mnie…
- Nie! – Zimorodek wciągnęła ostro powietrze starając się opanować głos. Wbiła pazury w ziemie i zasyczała głośno wlepiając wzrok w tą krzywą mordę. Zlepiona Łapa wyraźnie szykował się do ucieczki jednak sparaliżowany strachem nadal siedział poszukując oczami interesującego obiektu tylko, aby nie patrzeć na niebieską. – Jeśli zbliżysz się do Sroczki daję słowo – nie za szybko wyjdziesz z legowiska medyka. – mruknęła dosyć cicho opanowując szalejącą we wnętrzu burzę. Nie współczuła tej pokrace. Zasłużył. Odwróciła się i zamiatając ogonem ruszyła za zapachem patrolu.
Zimorodkowa Pieśń ze spokojem jadła mewę gdy zauważyła TO. Ta głupia mysia strawa siedziała obok jej siostry, a właściwie dopiero się dosiadała niepewnie latając wzrokiem z jednego końca obozu na drugi szukając za pewne jej. Kocica oczyściła łapy i oblizała pysk po czym wyszła z cienia legowiska wojowników. „Tym razem się opanuje, ale ten wypłosz będzie przynajmniej wiedział gdzie jego miejsce. W końcu spokój może być groźniejszy od gniewu” Zlepek dostrzegając ją otworzył szerzej oczy. Pręgowana dała znak ogonem, aby ten ruszył za nią. Uczeń nie zignorował polecenia i przeprosił Sroczkę, a następnie udał się za niebieską. Widząc nadzieję w jego spojrzeniu Zimorodek prychnęła i wykrzywiła pysk z odrazą. „Taki naiwny” Kotka skierowała się do lasu nie odwracając głowy żeby sprawdzić czy Zlepiona Łapa za nią idzie. Zresztą i tak jego odór czuła na kilka lisich ogonów. W końcu przysiadła przy pieniu drzewa i zaczęła sobie strzępić pazury o korę sprawdzając przy okazji ich sprawność. Przecież efekty dźwiękowe też musiały być.
- T-tak Zimorodkowa Pieśnio…? - rozpoczął niepewnie przysiadając w pewnej odległości. Odgłosy obozu zanikły za drzewami.
- Wiesz, że gdybym się teraz ciebie pozbyła nikt by tego nie zauważył? – mruknęła odwrócona. Usłyszała jednak jak Zlep głośno wciąga powietrze. No to czas kontynuować.
- T-tak – liliowy wydobył się przynajmniej na cichy skowyt. Co prawda nie taki cichy w pieśni drzew. Właściwie nie pasował on w ogóle do całej harmonii i wyjątkowo dobrze odcinał się sprawiając wrażenie głośnego.
- No to powiedz… mam stosować jakieś kary abyś nie spotykał się z moją siostrą? Tortury? Co jeszcze możemy wymyślić – powiedziała cicho i spokojnie odwróciła się do rozmówcy. Nie zamierzała go krzywdzić. Zamierzała przestraszyć, już na pierwszy rzut oka na tą roztrzęsioną kupę futra można było wywnioskować, że to jeden z skuteczniejszych sposobów. Teatrzyk musiał trwać…
<Zlepiona Łapo? Mam nadzieję, że nie przesadziłam z tą strachliwością Zlepusia xd>
- Mówiłeś coś? – miauknęła kąśliwie gdy jego obślizgły głos i tak „uroczo-jąkliwy” zamilkł. – Zawsze zadawałam sobie pytanie co Sroka w tobie takiego widzi. – mruknęła prychając i przyspieszyła tempa. Wojowniczka miała nadzieję, że Zlepiona Łapa podda się i zakończy starania, ale jednak – tego się po nim nie spodziewała. Terminatorowi musiało na czymś niezwykle zależeć skoro postanowił kontynuować.
- A-ale Zimorodk-k-kowa Pieśnio… Ja n-naprawdę nie chce… - widocznie poziom lęku kocura coraz bardziej rósł wraz z ilością jąkania.
- To może ty mnie teraz posłuchasz. – siostra Sroczego Żaru zastąpiła mu drogę i przyprawiła liliowego prawie o zawał serca. – Nie obchodzi mnie jakie masz zamiary. Masz zostawić Srokę w spokoju. Niezależnie od tego jak chcesz ją skrzywdzić!
- A-ale ja wc-cale n-nie… - wydukał Zlepek, ale i męki z kontynuowaniem tego zdania zostały mu odpuszczone.
- Przestań. Po prostu przestań. – wydusiła z siebie gniewnie machając ogonem. Dlaczego on musi mieć taki głupkowaty głosik?!
- T-tylko m-mnie…
- Nie! – Zimorodek wciągnęła ostro powietrze starając się opanować głos. Wbiła pazury w ziemie i zasyczała głośno wlepiając wzrok w tą krzywą mordę. Zlepiona Łapa wyraźnie szykował się do ucieczki jednak sparaliżowany strachem nadal siedział poszukując oczami interesującego obiektu tylko, aby nie patrzeć na niebieską. – Jeśli zbliżysz się do Sroczki daję słowo – nie za szybko wyjdziesz z legowiska medyka. – mruknęła dosyć cicho opanowując szalejącą we wnętrzu burzę. Nie współczuła tej pokrace. Zasłużył. Odwróciła się i zamiatając ogonem ruszyła za zapachem patrolu.
Zimorodkowa Pieśń ze spokojem jadła mewę gdy zauważyła TO. Ta głupia mysia strawa siedziała obok jej siostry, a właściwie dopiero się dosiadała niepewnie latając wzrokiem z jednego końca obozu na drugi szukając za pewne jej. Kocica oczyściła łapy i oblizała pysk po czym wyszła z cienia legowiska wojowników. „Tym razem się opanuje, ale ten wypłosz będzie przynajmniej wiedział gdzie jego miejsce. W końcu spokój może być groźniejszy od gniewu” Zlepek dostrzegając ją otworzył szerzej oczy. Pręgowana dała znak ogonem, aby ten ruszył za nią. Uczeń nie zignorował polecenia i przeprosił Sroczkę, a następnie udał się za niebieską. Widząc nadzieję w jego spojrzeniu Zimorodek prychnęła i wykrzywiła pysk z odrazą. „Taki naiwny” Kotka skierowała się do lasu nie odwracając głowy żeby sprawdzić czy Zlepiona Łapa za nią idzie. Zresztą i tak jego odór czuła na kilka lisich ogonów. W końcu przysiadła przy pieniu drzewa i zaczęła sobie strzępić pazury o korę sprawdzając przy okazji ich sprawność. Przecież efekty dźwiękowe też musiały być.
- T-tak Zimorodkowa Pieśnio…? - rozpoczął niepewnie przysiadając w pewnej odległości. Odgłosy obozu zanikły za drzewami.
- Wiesz, że gdybym się teraz ciebie pozbyła nikt by tego nie zauważył? – mruknęła odwrócona. Usłyszała jednak jak Zlep głośno wciąga powietrze. No to czas kontynuować.
- T-tak – liliowy wydobył się przynajmniej na cichy skowyt. Co prawda nie taki cichy w pieśni drzew. Właściwie nie pasował on w ogóle do całej harmonii i wyjątkowo dobrze odcinał się sprawiając wrażenie głośnego.
- No to powiedz… mam stosować jakieś kary abyś nie spotykał się z moją siostrą? Tortury? Co jeszcze możemy wymyślić – powiedziała cicho i spokojnie odwróciła się do rozmówcy. Nie zamierzała go krzywdzić. Zamierzała przestraszyć, już na pierwszy rzut oka na tą roztrzęsioną kupę futra można było wywnioskować, że to jeden z skuteczniejszych sposobów. Teatrzyk musiał trwać…
<Zlepiona Łapo? Mam nadzieję, że nie przesadziłam z tą strachliwością Zlepusia xd>
06 lipca 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Koziej Łapy (Koziej Nóżki)
Kiedy Kozia Łapa skończył przemawiać Zimorodek dopuszczona wreszcie do głosu zaczęła mówić.
- Ależ Kózko, ja przecież nie mam do ciebie pretensji - miauknęła ciepło. - Rozumiem, że nie mogłeś się w tym znaleźć... Lisia Gwiazda, Baran, Śnieżna Łapa. Jestem pewna, że to wszystko cię przytłaczało, ale musisz zrozumieć, że o takich rzeczach trzeba rozmawiać - "ech, zieje ode mnie hipokryzją, bo ja niby rozmawiam ze Sroką..." - ale najważniejsze, że już wszystko jest dobrze, tak? No oprócz tej nogi... - Koza wydawał się nadal niepewny, ale za chwilę odwrócił nieco zmieszany łeb do pointki.
- Jesteś tego pewna?
- Oczywiście! O problemach trzeba rozmawiać! Przecież sam mnie zrozumiałeś kiedy ci się wyżaliłam... To dlaczego stwierdziłeś, że nie należy mnie martwić?
- No nie wiem... Ty masz o wiele gorsze problemy, a ja... - kocur nie dokończył, bo niebieska go w tym ubiegła.
- Nie ma czegoś takiego jak gorsze problemy. Każdy problem to problem i na każdy trzeba zwrócić wystarczająco dużo uwagi. Nie przejmuj się. Wszyscy ci przecież pomożemy. Zresztą pokazałeś już Baranku gdzie raki zimują, prawda? - syn Głuszcowej Łapy zastrzygł uszami i uśmiechnął się.
- Tak, mam nadzieję, że nie będzie z nim już problemu - mruknął. Zimorodkowa Pieśń przyłożyła nos do jego głowy.
- Na pewno nie. Tymczasem odpoczywaj, należy ci się - miauknęła i wyszła. Koziej Łapie rzeczywiście należał się spokój, przy boku Śnieżnej Łapy.
Pointka słuchała słów lidera z rozświetlonymi oczami. Może to nie było jej mianowanie, ale stresowała się istotnie bardziej niż przy swoim. Koza tyle na to czekał. Niebieska owinęła ogon wokół łap i polizała ze zdenerwowaniem jedną z nich. Siedziała sama, oddalona od wesołej gromadki jej przyjaciół, a może wrogów? Nie ważne, przynajmniej Kozia Nóżka jeszcze się z nią przyjaźnił. Kotka przyjrzała się Lisiej Gwieździe. Młody przywódca musiał czuć się obserwowany, ale nie zwrócił na to uwagi. Przecież to ceremonia, normalne, że koty świdrują oczami jego obojętne spojrzenie. Dlaczego bicolor musiał tyle czekać? No tak, nie tylko on, Żurawinowe Bagno również. Wojowniczka zmrużyła lekko oczy. Kiedy Lis skończył przemawiać Zimorodek przesunęła się nieco do przodu i zaczepiła przy okazji Żurawinka.
- Ależ Kózko, ja przecież nie mam do ciebie pretensji - miauknęła ciepło. - Rozumiem, że nie mogłeś się w tym znaleźć... Lisia Gwiazda, Baran, Śnieżna Łapa. Jestem pewna, że to wszystko cię przytłaczało, ale musisz zrozumieć, że o takich rzeczach trzeba rozmawiać - "ech, zieje ode mnie hipokryzją, bo ja niby rozmawiam ze Sroką..." - ale najważniejsze, że już wszystko jest dobrze, tak? No oprócz tej nogi... - Koza wydawał się nadal niepewny, ale za chwilę odwrócił nieco zmieszany łeb do pointki.
- Jesteś tego pewna?
- Oczywiście! O problemach trzeba rozmawiać! Przecież sam mnie zrozumiałeś kiedy ci się wyżaliłam... To dlaczego stwierdziłeś, że nie należy mnie martwić?
- No nie wiem... Ty masz o wiele gorsze problemy, a ja... - kocur nie dokończył, bo niebieska go w tym ubiegła.
- Nie ma czegoś takiego jak gorsze problemy. Każdy problem to problem i na każdy trzeba zwrócić wystarczająco dużo uwagi. Nie przejmuj się. Wszyscy ci przecież pomożemy. Zresztą pokazałeś już Baranku gdzie raki zimują, prawda? - syn Głuszcowej Łapy zastrzygł uszami i uśmiechnął się.
- Tak, mam nadzieję, że nie będzie z nim już problemu - mruknął. Zimorodkowa Pieśń przyłożyła nos do jego głowy.
- Na pewno nie. Tymczasem odpoczywaj, należy ci się - miauknęła i wyszła. Koziej Łapie rzeczywiście należał się spokój, przy boku Śnieżnej Łapy.
Pointka słuchała słów lidera z rozświetlonymi oczami. Może to nie było jej mianowanie, ale stresowała się istotnie bardziej niż przy swoim. Koza tyle na to czekał. Niebieska owinęła ogon wokół łap i polizała ze zdenerwowaniem jedną z nich. Siedziała sama, oddalona od wesołej gromadki jej przyjaciół, a może wrogów? Nie ważne, przynajmniej Kozia Nóżka jeszcze się z nią przyjaźnił. Kotka przyjrzała się Lisiej Gwieździe. Młody przywódca musiał czuć się obserwowany, ale nie zwrócił na to uwagi. Przecież to ceremonia, normalne, że koty świdrują oczami jego obojętne spojrzenie. Dlaczego bicolor musiał tyle czekać? No tak, nie tylko on, Żurawinowe Bagno również. Wojowniczka zmrużyła lekko oczy. Kiedy Lis skończył przemawiać Zimorodek przesunęła się nieco do przodu i zaczepiła przy okazji Żurawinka.
- Wreszcie! Myślałam, że nigdy was nie mianuje - mruknęła. Brat kiwnął głową i uśmiechnął się szeroko.
- Nawet sobie nie wyobrażałem, że ta chwila kiedyś nastąpi - westchnął. Zimorodkowa Pieśń poruszyła trochę rozbawiona wąsami.
- Dlaczego miałaby nie nastąpić? - spytała. Były uczeń Liliowej Sadzawki odwrócił zmieszany wzrok.
- No, rozumiesz, Lisia Gwiazda - mruknął za pewne nie chcąc urażać przywódcy.
- No, to już nie ma znaczenia - powiedziała nieco niepewnie. Jak musiał czuć się jej brat mianowany jakiś czas po dwóch siostrach z miotu? Opuszczony?
Córka Meatball zaczepiła brata Baranka gdy ten miał się udać na polowanie razem ze swoją partnerką.
- Mogę dołączyć? - zapytała. Jedynym minusem całego spotkania mogła okazać się obecność
Śnieżki. Każda para przypominała pręgowanej o Zlepie i Sroczce, ale może by tak...- Co myślicie o zawodach? - ponownie spytała, a w jej oczach zatańczyły wesołe ogniki.
Śnieżki. Każda para przypominała pręgowanej o Zlepie i Sroczce, ale może by tak...- Co myślicie o zawodach? - ponownie spytała, a w jej oczach zatańczyły wesołe ogniki.
<Kozia Nóżko?>
30 czerwca 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Sroczego Żaru
Futro na karku Zimorodkowej Pieśni automatycznie powędrowało w górę. Po co był ten komentarz? Radość ze wspólnego polowania natychmiast odpłynęła przypominając pręgowanej obraz szarej rzeczywistości. Może gdyby Sroczy Żar tego nie powiedziała teraz nie stałaby zdziwiona z utkwionym wzrokiem w wysuwające się kły mniejszej.
- Nie wspominaj mi o nim - syknęła i odwróciła się na pięcie odchodząc. Tyle razy wytrzymywała te zbędne komentarze o Zlepku... Skaranie boskie po prostu. Zrzuciła kwiatek z głowy cicho na niego prychając. Ten też potrzebny jak rzep do ogona. Ta cała polana to była jakaś zagadka, ale jak to niebieska nie miała ochoty jej odkrywać. W miarę drogi gniew odpływał, a sama wojowniczka coraz bardziej przytomniała do stanu sobie najbardziej znanego czyli odpływania. Ciekawe czy Sroka zrozumie kiedyś targające ją emocje? I czy pokaże Zlepionej Łapie te całe tajemnicze miejsce. Przecież obie nigdy go nie widziały. No właśnie, czy cętkowana w ogóle zjawi się na czuwaniu? Pointka targnęła ogonem. A niech sobie ma wstrętny kochliwy babsztyl! No tak, ale to przecież była jej siostra... Bicolorka przystanęła. W sumie to i tak będzie musiała wrócić po tego królika... Szurając niebiesko - białym ogonem zbliżyła się do miejsca, w którym zakopała zwierzynę. Z lekkim trudem podniosła ją i trzymając w zębach pociągnęła za sobą. W końcu była mniej więcej takiej wielkości jak sama ofiara. No dobrze, mała przesada, ale rzeczywiście niebieskooka nie była dużo większa. Zresztą ten tutaj do była tłusta świnia mięsa więc to dodatkowo utrudniało sprawę.
- Zimorodku, coś się stało? - zadała pytanie siostra zjawiając się z nikąd. Pręgowana oderwała zęby od puchatego ogonka i wypluła strzępki futra zwierzęcia. Zatroskane spojrzenie pomarańczowych oczu przesunęło się po jej uchu, a raczej miejsca gdzie było aż do samych łap. Przez co Zimorodkowa Pieśń miała wrażenie, że świdruje ją na wylot doszukując się informacji. Po chwili zmarszczyła brwi nie doczekując się reakcji.
- Zimorodku?
- Ah tak, tak wszystko okej - kotka pomachała energicznie główką i z pewnością nie byłoby to dziwne, ale ze ze względu na bardziej flegmatyczny charakter bicolorki prawdopodobnie Sroczy Żar jeszcze bardziej pogubiła się we własnych domysłach o cóż może chodzić siostrze.
- No to, chyba dobrze, tak? - zapytała nieco niepewnie przyjaciółka Niedorajdy nie wiedząc co odpowiedzieć. Córka Meatball ponownie kiwnęła i zabrała się za żmudną pracę ciągnięcia zdobyczy do obozu. Słońce miało za chwilę zajść, a wojowniczki były dopiero w połowie drogi. Sroka postanowiła pomóc i teraz razem ciągnęły posiłek. Na szczęście zdążyły i Zimorodek nie musiała się już martwić o to czy Lisia Gwiazda je wychłosta za brak powrotu na czas. Obie rzuciły pożywienie na stos zwierzyny. Mimo, że wszystkie koty były już po ostatnim posiłku dziennym od razu niektórym poleciała ślinka na widok tak obiecującej zwierzyny. Ot, miały farta. Sroczy Żar uśmiechnęła się dumnie na widok "sępów".
Zimorodkowa Pieśń otchyliła sennie powieki. Czując jak Sroka dalej stara się ją obudzić uderzyła ją łokciem. Niech ma. Kotka syknęła cicho i rzuciła zdziwione spojrzenie mniejszej. Pointka rozejrzała się za to bacznie obserwując okolice. Zasnęła podczas czuwania. Większego wstydu chyba być już nie mogło. Tylko co jeśli Lisia Gwiazda się o tym dowie? Wojowniczka zadrżała ledwo dostrzegalnie. Chyba cofnie ją na stanowisko ucznia. Pręgowana spojrzała wdzięcznie na siostrę na co ta prychnęła za pewne starając się przypomnieć co dostała za próbę pobudki. Zimorodek zobaczyła jak słońce powoli rozjaśnia ogromny zbiornik wodny. Świt. O mały włos. Gdyby obudziła się później... Nie wiadomo co by się z nią stało. Kotka obserwowała jak pobratymcy powoli wychodzą z legowisk przeciągając się przy tym. Koniec warty - Uświadomiła sobie z lekkim szczęściem. Śnieżny Sopel od razu popędziła podzielić się przeżyciami z partnerem. Podczas gdy córka Meatball została, aby przyglądać się jak Zlepiona Łapa dzieli się językami ze Sroczym Żarem opowiadającej radośnie o czuwaniu. Oj, kiedyś mu się za to oberwie. Pręgowana miała tylko nadzieję, że siostra nie powie o jej drzemce, ale któż tam by ją wiedział.
<Sroczy Żarze? Przepraszam, że tak się wydłużyło. I już nie zamierzam nawet komentować samej jakości odpisu>
- Nie wspominaj mi o nim - syknęła i odwróciła się na pięcie odchodząc. Tyle razy wytrzymywała te zbędne komentarze o Zlepku... Skaranie boskie po prostu. Zrzuciła kwiatek z głowy cicho na niego prychając. Ten też potrzebny jak rzep do ogona. Ta cała polana to była jakaś zagadka, ale jak to niebieska nie miała ochoty jej odkrywać. W miarę drogi gniew odpływał, a sama wojowniczka coraz bardziej przytomniała do stanu sobie najbardziej znanego czyli odpływania. Ciekawe czy Sroka zrozumie kiedyś targające ją emocje? I czy pokaże Zlepionej Łapie te całe tajemnicze miejsce. Przecież obie nigdy go nie widziały. No właśnie, czy cętkowana w ogóle zjawi się na czuwaniu? Pointka targnęła ogonem. A niech sobie ma wstrętny kochliwy babsztyl! No tak, ale to przecież była jej siostra... Bicolorka przystanęła. W sumie to i tak będzie musiała wrócić po tego królika... Szurając niebiesko - białym ogonem zbliżyła się do miejsca, w którym zakopała zwierzynę. Z lekkim trudem podniosła ją i trzymając w zębach pociągnęła za sobą. W końcu była mniej więcej takiej wielkości jak sama ofiara. No dobrze, mała przesada, ale rzeczywiście niebieskooka nie była dużo większa. Zresztą ten tutaj do była tłusta świnia mięsa więc to dodatkowo utrudniało sprawę.
- Zimorodku, coś się stało? - zadała pytanie siostra zjawiając się z nikąd. Pręgowana oderwała zęby od puchatego ogonka i wypluła strzępki futra zwierzęcia. Zatroskane spojrzenie pomarańczowych oczu przesunęło się po jej uchu, a raczej miejsca gdzie było aż do samych łap. Przez co Zimorodkowa Pieśń miała wrażenie, że świdruje ją na wylot doszukując się informacji. Po chwili zmarszczyła brwi nie doczekując się reakcji.
- Zimorodku?
- Ah tak, tak wszystko okej - kotka pomachała energicznie główką i z pewnością nie byłoby to dziwne, ale ze ze względu na bardziej flegmatyczny charakter bicolorki prawdopodobnie Sroczy Żar jeszcze bardziej pogubiła się we własnych domysłach o cóż może chodzić siostrze.
- No to, chyba dobrze, tak? - zapytała nieco niepewnie przyjaciółka Niedorajdy nie wiedząc co odpowiedzieć. Córka Meatball ponownie kiwnęła i zabrała się za żmudną pracę ciągnięcia zdobyczy do obozu. Słońce miało za chwilę zajść, a wojowniczki były dopiero w połowie drogi. Sroka postanowiła pomóc i teraz razem ciągnęły posiłek. Na szczęście zdążyły i Zimorodek nie musiała się już martwić o to czy Lisia Gwiazda je wychłosta za brak powrotu na czas. Obie rzuciły pożywienie na stos zwierzyny. Mimo, że wszystkie koty były już po ostatnim posiłku dziennym od razu niektórym poleciała ślinka na widok tak obiecującej zwierzyny. Ot, miały farta. Sroczy Żar uśmiechnęła się dumnie na widok "sępów".
Zimorodkowa Pieśń otchyliła sennie powieki. Czując jak Sroka dalej stara się ją obudzić uderzyła ją łokciem. Niech ma. Kotka syknęła cicho i rzuciła zdziwione spojrzenie mniejszej. Pointka rozejrzała się za to bacznie obserwując okolice. Zasnęła podczas czuwania. Większego wstydu chyba być już nie mogło. Tylko co jeśli Lisia Gwiazda się o tym dowie? Wojowniczka zadrżała ledwo dostrzegalnie. Chyba cofnie ją na stanowisko ucznia. Pręgowana spojrzała wdzięcznie na siostrę na co ta prychnęła za pewne starając się przypomnieć co dostała za próbę pobudki. Zimorodek zobaczyła jak słońce powoli rozjaśnia ogromny zbiornik wodny. Świt. O mały włos. Gdyby obudziła się później... Nie wiadomo co by się z nią stało. Kotka obserwowała jak pobratymcy powoli wychodzą z legowisk przeciągając się przy tym. Koniec warty - Uświadomiła sobie z lekkim szczęściem. Śnieżny Sopel od razu popędziła podzielić się przeżyciami z partnerem. Podczas gdy córka Meatball została, aby przyglądać się jak Zlepiona Łapa dzieli się językami ze Sroczym Żarem opowiadającej radośnie o czuwaniu. Oj, kiedyś mu się za to oberwie. Pręgowana miała tylko nadzieję, że siostra nie powie o jej drzemce, ale któż tam by ją wiedział.
<Sroczy Żarze? Przepraszam, że tak się wydłużyło. I już nie zamierzam nawet komentować samej jakości odpisu>
23 czerwca 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Koziej Łapy
Oh kolejne polowanie z siostrą. Cóż to było za uczucie tak się odłączyć od tego wszystkiego! Od tych wszystkich przemyśleń, knucia teorii spiskowych, nie, po prostu wyskoczyć z tego bagna. Przynajmniej jeden raz Zimorodka nie nękały pytania, jeden raz w życiu. Co prawda już dawno było oficjalnie potwierdzone, że Zlepek i Sroka są razem, ale oczywiste było, że nasunie się pytanie typu: Dlaczego, dlaczego są razem? I od razu otwiera się błędne koło, przynajmniej w przypadku pointki. Wtapia się po prostu w niekończącą się otchłań, czarną dziurę pytań. A pomyśleć, że odpowiedź jest taka prosta: bo jej się podoba ten niedorajda. Jakby go przecież inaczej nazywać skoro odebrał niebieskiej szczęście i spokój, którym kiedyś się napawała? Niestety to nie koniec: Tylko dlaczego jej się podoba? Dlaczego woli jego od własnej siostry? I tu właśnie pręgowana wchodzi na obszar nieznany, za którym niezbyt przepada, a jak nie wynajdzie odpowiedzi na pytanie: Czym jest miłość? To chyba nie tylko oszaleje, ale także zejdzie jej futro z tego całego czyszczenia, któremu ostatnio poświęca każdą wolną chwilę, aby się uspokoić. I jeszcze pomyśleć, że to nie tylko ona boryka się z tym balastem. Kozia Łapa również cierpi, ale tym razem z nieodwzajemnionej miłości. Czyli można już oficjalnie powiedzieć, że miłość to dno. Nikt kto jej dotychczas nie odczuł do swojej drugiej połówki na pewno nie wynajdzie dobrej definicji, którą będzie umiał zrozumieć. I jeszcze kiedy jest się taką zazdrosną kupą futra! Nie da się po prostu z tym wszystkim pogodzić, ale dzisiaj, dzisiaj wszystko się zmieniło przynajmniej na jedną chwilę kotka poczuła spokój. Wszechogarniający spokój. Słońce miło przygrzewało jej biało - niebieskie futerko niosąc ulgę i zapomnienie. Wszystko było takie jak dawniej. Radosna Sroka, współpraca podczas polowania, wszystko. I najważniejsze: czysta głowa może nie dosłownie, ale metaforą w jakiś sposób przejdzie. Brak natrętnych myśli. Wszystkie zmysły skupione na ofierze i ruchu ogona przyjaciółki, mówiącego, że ona podejdzie zwierzę od drugiej strony. Brzmienie ściółki pod łapami to wszystko po prostu było takie spokojne, a także przyjemne można by rzec nawet, że miejsce ich polowania było w pewien sposób urokliwe chociaż córka Meatball rzadko w ten sposób myślała. Jednak teraz radosny, prawdziwie radosny uśmiech gościł na pyszczku Zimorodkowej Pieśni. Coś tak odmiennego prostego jak polowanie z siostrą, a dodawało tyle radości, tyle ułożenia myśli, a raczej niewspominania o nich w swojej głowie. Dlatego też pointka nie mogła nie podejść do Kózki i niezacząć z nim rozmowy. O ile dotychczas olewała sprawy klanu i pojedyńczych jednostek, a nawet przyjaciela dlaczego nie miałaby się tym wszystkim raz w życiu zainteresować? Dotychczas myślała tylko o swoich problemach, a przecież nie tylko ona je ma.
- Hej - przywitał się Kozia Łapa i uśmiechnął krzywo. Może miało być radośnie? - Co tam? - no tak. Nie widzieli się taki szmat czasu, że takie pytanie zdecydowanie należało zadać w pierwszej kolejności.
- A nic... Tak po prostu jestem szczęśliwa z tego całego życia. Zobacz, ptaki świerkają, jest tyle zwierzyny i nikt się niczym nie martwi, prawda? - twarz bicolora nieco spochmurniała, a sam kocur się lekko zmieszał, ale nadal starał się uśmiechać chociaż teraz wyglądało to raczej jak niepewny grymas aktora, który nagle staje przed publicznością, a przecież powiedziano mu, że ma być radosny. Może to nie było dobre porównanie, ale od razu niebieskiej dało to trochę do myślenia. Czyżby o czymś nie wiedziała? Bardzo możliwe, ale to taki wstyd... Nie wiedzieć o problemach przyjaciela. W takim razie Kózka może już za nią nie przepadać, bo uważa ją za egoistkę. - Przepraszam no, nie chciałam cię urazić - na jej pyszczku zawitał żal do samej siebie. Facjata ucznia zmieniła wyraz na jeszcze bardziej niepewny. - Nie musisz mi mówić co się stało. Ja przecież i tak już dość pokazałam swojego prawdziwego oblicza - jak na jej codzienny sposób mówienia to co teraz wyraziła to była wprost fala słów, którą być może przymiażdżyła syna Głuszcowej Łapy. Przecież jeśli liliowy miał takie same zmartwienia, ale o lekko innym standardzie to dlaczego mu o nich nie powiedzieć? Na pewno on zrozumie, ale jeśli jednak tego będzie chciał to zamkną tą relację na zawsze, bo nie opłaca się być w takiej "przyjaźni" gdzie jedna strona oczekuje, że druga będzie ją pocieszyć podczas gdy sama tego nie robi. - Po prostu ją ciągle myślę tylko o sobie i o tym cholernym Zlepku!
- Co? Dlaczego? Co ci przeszkadza w Zlepku, a właściwie może właśnie nie przeszkadza? - nie to nie miało tak zabrzmieć. Pysk ucznia lidera przybrał jeszcze bardziej zastanawiający wyraz.
- Nie to nie chodzi o to! Zresztą nie jestem taka, że zabieram chłopaka mojej siostrze. Nie, jeszcze do tego się nie posunęłam, ale... po prostu nie rozumiem jak on może się podobać Sroce... Ciągle tylko ze sobą łażą, a mnie spychają na drugi plan - westchnęła sfrustrowana. - No i... Przepraszam cię za to, że tak długo mnie "nie było". Powód jest błahy i szczerze myślę, że ty masz o wiele więcej zmartwień. Zwyczajnie czuję się taka... Osamotniona kiedy widzę Sroczy Żar i Zlepioną Łapę. Po prostu jestem zazdrosna no! Nie mogę wytrzymać patrząc tak na nich razem! Ta miłość w ogóle nie ma sensu! W ogóle! No i jeszcze o wszystko się zamartwiam. Jak można bać się, że Lisia Gwiazda zbeszta cię za nieprzyniesienie piszczek z patrolu łowieckiego, no jak się pytam? Widzisz... Ja mam tak małe problemy, a i tak nie potrafię ich rozwiązać. Nie oczekuję od ciebie, zresztą tak jak zawsze, że mi powiesz co ciebie gnębi. Zawsze staram się pomóc tylko ostatnio... Odpływam zdecydowanie za często i, i rozumiem jeśli nie będziesz już chciał się ze mną widywać. Prawdziwy przyjaciel nie pozostawia kolegi w potrzebie, a ja... Po prostu powiedz jeśli chcesz zakończyć tą relację między nami. Lisia Gwiazda i Baran pewnie dają ci w kość i szczerze tak ostatnio się odłączyłam, że nie wiem kompletnie jak twoje relacje ze Śnieżką... Przepraszam, a nawet jak nie chcesz mi mówić o swojej sytuacji to może wyjaśnisz mi trochę przynajmniej położenie klanu, bo jestem totalnie zagubiona i zbyt dużo czasu spędzam sama, a to przekłada się na to, że nie wiem co się dzieje między klanami, między kotami. Po prostu nikt mi o tym nie mówi oprócz Sroczki.
<Kozo? Przepraszam, że tak długo>
- Hej - przywitał się Kozia Łapa i uśmiechnął krzywo. Może miało być radośnie? - Co tam? - no tak. Nie widzieli się taki szmat czasu, że takie pytanie zdecydowanie należało zadać w pierwszej kolejności.
- A nic... Tak po prostu jestem szczęśliwa z tego całego życia. Zobacz, ptaki świerkają, jest tyle zwierzyny i nikt się niczym nie martwi, prawda? - twarz bicolora nieco spochmurniała, a sam kocur się lekko zmieszał, ale nadal starał się uśmiechać chociaż teraz wyglądało to raczej jak niepewny grymas aktora, który nagle staje przed publicznością, a przecież powiedziano mu, że ma być radosny. Może to nie było dobre porównanie, ale od razu niebieskiej dało to trochę do myślenia. Czyżby o czymś nie wiedziała? Bardzo możliwe, ale to taki wstyd... Nie wiedzieć o problemach przyjaciela. W takim razie Kózka może już za nią nie przepadać, bo uważa ją za egoistkę. - Przepraszam no, nie chciałam cię urazić - na jej pyszczku zawitał żal do samej siebie. Facjata ucznia zmieniła wyraz na jeszcze bardziej niepewny. - Nie musisz mi mówić co się stało. Ja przecież i tak już dość pokazałam swojego prawdziwego oblicza - jak na jej codzienny sposób mówienia to co teraz wyraziła to była wprost fala słów, którą być może przymiażdżyła syna Głuszcowej Łapy. Przecież jeśli liliowy miał takie same zmartwienia, ale o lekko innym standardzie to dlaczego mu o nich nie powiedzieć? Na pewno on zrozumie, ale jeśli jednak tego będzie chciał to zamkną tą relację na zawsze, bo nie opłaca się być w takiej "przyjaźni" gdzie jedna strona oczekuje, że druga będzie ją pocieszyć podczas gdy sama tego nie robi. - Po prostu ją ciągle myślę tylko o sobie i o tym cholernym Zlepku!
- Co? Dlaczego? Co ci przeszkadza w Zlepku, a właściwie może właśnie nie przeszkadza? - nie to nie miało tak zabrzmieć. Pysk ucznia lidera przybrał jeszcze bardziej zastanawiający wyraz.
- Nie to nie chodzi o to! Zresztą nie jestem taka, że zabieram chłopaka mojej siostrze. Nie, jeszcze do tego się nie posunęłam, ale... po prostu nie rozumiem jak on może się podobać Sroce... Ciągle tylko ze sobą łażą, a mnie spychają na drugi plan - westchnęła sfrustrowana. - No i... Przepraszam cię za to, że tak długo mnie "nie było". Powód jest błahy i szczerze myślę, że ty masz o wiele więcej zmartwień. Zwyczajnie czuję się taka... Osamotniona kiedy widzę Sroczy Żar i Zlepioną Łapę. Po prostu jestem zazdrosna no! Nie mogę wytrzymać patrząc tak na nich razem! Ta miłość w ogóle nie ma sensu! W ogóle! No i jeszcze o wszystko się zamartwiam. Jak można bać się, że Lisia Gwiazda zbeszta cię za nieprzyniesienie piszczek z patrolu łowieckiego, no jak się pytam? Widzisz... Ja mam tak małe problemy, a i tak nie potrafię ich rozwiązać. Nie oczekuję od ciebie, zresztą tak jak zawsze, że mi powiesz co ciebie gnębi. Zawsze staram się pomóc tylko ostatnio... Odpływam zdecydowanie za często i, i rozumiem jeśli nie będziesz już chciał się ze mną widywać. Prawdziwy przyjaciel nie pozostawia kolegi w potrzebie, a ja... Po prostu powiedz jeśli chcesz zakończyć tą relację między nami. Lisia Gwiazda i Baran pewnie dają ci w kość i szczerze tak ostatnio się odłączyłam, że nie wiem kompletnie jak twoje relacje ze Śnieżką... Przepraszam, a nawet jak nie chcesz mi mówić o swojej sytuacji to może wyjaśnisz mi trochę przynajmniej położenie klanu, bo jestem totalnie zagubiona i zbyt dużo czasu spędzam sama, a to przekłada się na to, że nie wiem co się dzieje między klanami, między kotami. Po prostu nikt mi o tym nie mówi oprócz Sroczki.
<Kozo? Przepraszam, że tak długo>
16 czerwca 2019
Od Zimorodkowej Pieśni CD Sroczego Żaru
Pointka jedynie prychnęła na zachowanie Zlepka i Sroczki, ale w głębi niej kotłowało się od gniewnych uczuć. Wiadome było, że ten kocur w jakiś sposób skrzywdzi jej siostrę. Ten jego poczciwy uśmiech... Uch po prostu Zimorodek nie mogła pozbyć się wrażenia, że to tylko jego maska przykrywająca prawdziwe oblicze. Co z tego, że wysuwała różne wnioski niepoparte faktami tylko ze względu na zazdrość? Nic, przecież tu chodziło o przyszłość cętkowanej! Po krótkiej rozmowie, a raczej burknięciach ze strony uczennicy Poplamionego Piórka Lisia Gwiazda zwołał zebranie klanu. Siostry wiedziały co się święci. Już rankiem Słoneczny Blask wyglądał jakby miał zaraz wyskoczyć ze skóry. Zimorodkowa Łapa spojrzała na futro Sroczki. Pocieszyła się tym, że nie wygląda tak źle i sama również przyjrzała się swojemu. Po kilku liźnięciach nastroszona sierść ułożyła się gładko i teraz wyglądała schludnie. Otarła się o bok siostry kiedy szły do miejsca zebrania. W pomarańczowych oczach przybranej córki Plamki błyszczało ogromne podekscytowanie. Bicolorka zrozumiała, że też powinna się tak czuć, ale dla niej jakoś to wszystko nie robiło wielkiej różnicy. Jedyne co się zmieniało to legowisko i imię, a no i brak treningów, ale z tego akurat przyszła wojowniczka nie była zbyt zadowolona. Szkolenie pod okiem Poplamionego Piórka wcale nie było takie złe, ale może Srocza Łapa cieszyła się, że nie będzie musiała już uczęszczać na treningi do Cyprysowego Gąszczu? Bardzo możliwe. Oj, ile było stękań na mentorkę. Kotka zaśmiała się pod nosem siadając przed liderem po czym odwróciła głowę szukając bliskich. Kózka siedział z pochyloną głową obok Baraniej Łapy, ale widocznie jak już najwięcej uwagi poświęcał Śnieżnej Łapie. Zimorodkowa Łapa wzruszyła ramionami, takie widoki ostatnio często zdarzało jej się oglądać.
Dalej dostrzegła wiercącą się Mglistą Łapę. Pewnie nie mogła doczekać się swojego mianowania. Niedaleko stali Żurawinowa Łapa i Zlepiona Łapa. Pointka strzepnęła ogonem. Heh chyba nigdy jej reakcja na tego kocurka się nie zmieni. Za to brat posłał jej tylko uspakajający uśmiech. Zimorodek skinęła głową i dalej potoczyła wzrokiem. Wreszcie! Wśród tłumów dostrzegła Słoneczny Blask razem ze swoją partnerką, Poplamionym Piórkiem, a także Lśniące Słońce, którego zazwyczaj twarde oblicze wyginało się teraz na kształt wzruszenia. Nie trzeba wspominać o zachowaniu ojca kotek. Temu to prawie łzy ściekały ze szczęścia. Zimorodkowa Łapa pokręciła głową z rozbawienia rzucając swojemu tacie pobłażliwe spojrzenie. Słońce wyprostował się natychmiast widząc lekkie świetliki w oczach przybranej córki, potarł łapą oczy, a następnie energicznie do niej pomachał. Niebieska odwróciła się i stanęła wyprężona jak struna słysząc regułkę wypowiadaną przez przywódcę. Lisia Gwiazda, młody lider klanu Klifu lekko znudzony przemówił.
Dalej dostrzegła wiercącą się Mglistą Łapę. Pewnie nie mogła doczekać się swojego mianowania. Niedaleko stali Żurawinowa Łapa i Zlepiona Łapa. Pointka strzepnęła ogonem. Heh chyba nigdy jej reakcja na tego kocurka się nie zmieni. Za to brat posłał jej tylko uspakajający uśmiech. Zimorodek skinęła głową i dalej potoczyła wzrokiem. Wreszcie! Wśród tłumów dostrzegła Słoneczny Blask razem ze swoją partnerką, Poplamionym Piórkiem, a także Lśniące Słońce, którego zazwyczaj twarde oblicze wyginało się teraz na kształt wzruszenia. Nie trzeba wspominać o zachowaniu ojca kotek. Temu to prawie łzy ściekały ze szczęścia. Zimorodkowa Łapa pokręciła głową z rozbawienia rzucając swojemu tacie pobłażliwe spojrzenie. Słońce wyprostował się natychmiast widząc lekkie świetliki w oczach przybranej córki, potarł łapą oczy, a następnie energicznie do niej pomachał. Niebieska odwróciła się i stanęła wyprężona jak struna słysząc regułkę wypowiadaną przez przywódcę. Lisia Gwiazda, młody lider klanu Klifu lekko znudzony przemówił.
- Przysięgam - powiedziała od razu kotka razem ze Śnieżną Łapą. Czy czuła się pewna swojej decyzji? Nie, mimo iż tyle razy wyobrażała sobie tę scenę nie mogła nigdy stwierdzić czy będzie w stu procentach lojalna wobec klanu, ale nie zamierzała sprawiać właśnie takiego wrażenia. Wolała wyglądać na dumną i pewną. Po chwili odezwała się Srocza Łapa, której ogon drżał z podniecenia i chyba wszyscy to czuli. Zimorodek starała się rozluźnić mięśnie, ale w żaden sposób do końca nie mogła tego zrobić oczekując na swoje nowe imię, a przecież ono w ogóle nie miało znaczenia... Zimorodkowa Pieśń i Sroczy Żar. Dwa zupełne, przeciwieństwa a jednak coś je łączyło. Oj, Lis postarał się, imiona były przecudowne, podobnie jak imię Śnieżnego Sopla. Świeżo mianowana wojowniczka wsłuchała się w brzmienie słów lidera odtwarzając je ponownie w głowie. Po czym wybuchły wiwaty na cześć Śnieżki, a także sióstr. Łapy od razu pokierowały je do rodziców, którzy stali z zamglonym wzrokiem otumanieni ze szczęścia. Mimo przekonania Zimorodka, że pierwsza odezwie się matka pierwszy obudził się Słoneczny Blask.
- Od razu wiedziałem, że wyrośniecie na piękne i wspaniałe wojowniczki - miauknął liżąc każdą po głowie. Sroczka z dumą przyjęła pochwałę, ale bicolorka nie była pewna jego słów. Czy na pewno aby ma rację, czy będzie lojalna wobec klanu Klifu?
- Życzę Wam powodzenia na nowej ścieżce życiowej, nie poddawajcie się, walczcie o swoje - powiedziała Poplamione Piórko zwracając się przede wszystkim do Zimorodkowej Pieśni. Na szczęście Sroczy Żar nie zwróciła uwagi na w pewnym rodzaju faworyzowanie ze strony przybranej matki i kiwając głową odwróciła się biegnąc jak na złamanie karku w stronę Zlepionej Łapy. Czy te słowa były bezpośrednio skierowane do niej? Czy Plamka rozumiała jej ciągle lawirujące myśli. Nie to było tylko złudzenie. Pointka ruszyła powolnym krokiem tam gdzie zawsze było jej najlepiej. Do małego i cichego kącika na końcu obozu. Sroka poszła do "ukochanego" i już zapomniała o swojej siostrze, z którą przecież przed chwilą spędzała najważniejszą chwilę w życiu. Kotka usiadła owijając ogon wokół łap po czym zaczęła go czyścić. A co jeśli nie będzie dobrą wojowniczką? Co jeśli zdradzi klan? Lizanie zaczęło nabierać na sile. Co jeśli Sroczka wepchnię ją w jakieś bagno, z którego już sama się nie wydostanie? Co jeśli nie przyniesie niczego z patrolu łowieckiego? Czy Lisia Gwiazda będzie zły? Czekaj, co? Zimorodkowa Pieśń przerwała na chwilę wykonywaną czynność. Że o czym myśli? O tym co się stanie kiedy nie zdoła czegoś upolować? Nonsens. Kotka pokręciła głową starając się rozwiać te pytania bez odpowiedzi, ale przychodziło ich coraz więcej i więcej. A co jeśli...
- Zimorodku? - zawołała zmartwiona Sroczka po czym podbiegła do drzewa obok, którego siedziała była uczennica Poplamionego Piórka. Zimorodkowa Pieśń przerwała rozmyślanie i zwróciła wzrok w stronę siostry.
- Po co tu przyszłaś? - powiedziała nieco za ostro. Cętkowana wojowniczka zdziwiona, ale niezrażona usiadła obok.
- Wiesz, trochę się martwię o...
- Zlepka? - wyprzedziła pointka. Przyjaciółka pokręciła przecząco głową.
- O Zlepka? Dlaczego niby? Jest cały i zdrów - miauknęła jeszcze bardziej zdziwiona. W sumie prawda, więc o kogo? - Ja.. emm martwię się o ciebie. Ostatnio jesteś nadwyraz nieobecna. - powiedziała.
- Ja, co ty, Sroka? - wykrzyknęła Zimorodek. W duszy jednak wiedziała, że coś w tym jest, ale nie mogła się do tego przyznać. Wtedy Sroczy Żar zapewne spytała by co jest tego powodem.
- Jak wolisz... Ej może chciałabyś pójść na polowanie. No wiesz, tak jako wojowniczki - powiedziała przyjaciółka Zlepionej Łapy uśmiechając się szeroko, a w jej oczach ponownie zatańczyły wesołe ogniki. Czy córka Meatball chciała teraz wychodzić na łowy? Szczerze nie. Czuła się zmęczona po tym całym rozmyślaniu, ale czy to znaczyło, że chciała przestać to robić? Nigdy. Fajnie było tak siedzieć i gubić się we własnych myślach. Ku jej własnym zdziwieniu sama kiwnęła głową. I tak musiała pokazać Sroce, że nie jest taka przymulona.
- Tak, pójdę
< Sroko? Jak zrobiłeś początek dramy to ja ją schrzaniłam, ale trudno - raz się żyje, a no i chyba lekko spaprałam charakter Sroczki ;> ale przy siostrze chyba może się tak zachowywać no nie?>
06 czerwca 2019
Od Zimorodkowej Łapy (Zimorodkowej Pieśni) CD Koziej Łapy
Zimorodkowa Łapa westchnęła cicho. Chyba ten kocurek na prawdę się jej boi. Kotce nawet nie przyszło do głowy, że liliowy nie chciał po prostu wyjawić swojego sekretu. Uważała już za normalne podchody jego i Baranka do rozetkowej uczennicy. Każdy to widział i nie dostrzegała żadnego powodu, aby kocur nadal to ukrywał. Nawet nigdy się nie zakochała i nie miała pojęcia jak Kózka może czuć się zażenowany mówiąc o tym. Co prawda to prawda. Takie widoki ją nieraz bawiły, ale nie mogła pozbyć się też nikłego współczucia, które zakiełkowało w jej sercu na myśl o rywalizacji braci. Po tym zdarzeniu widać było, że Kozia Łapa przesuwa się na ostatnią pozycję. „Wszyscy wokół znajdują swoje bratnie dusze” – pomyślała kotka widząc jak Sroczka i Zlepiona Łapa zaplatają ogony razem „…a ja jestem sama” Kotka poczuła jak jej pyszczek krzywi się na widok pary. Dlaczego Sroczka się z nim spotyka? Co w nim takiego widzi i dlaczego woli go zamiast Zimorodka? Pointka wyczuła jak ostry cierń przebija jej serce przepełnione uczuciem żalu do siostry.
Uczennica Poplamionego Piórka odłożyła piszczki na stos świeżej zwierzyny i pokierowała się w stronę legowiska uczniów. Jej przybrana matka nieco odpuściła po drugiej bitwie z klanem Wilka naukę walki. Być może po tym jak Zimorodkowe Łapa przetrwała dwa pojedynki matka była pewna, że tej na razie przyda się bardziej szkolenie w zakresie polowań. W każdym razie dwie kotki przyniosły do obozu sporą ilość zwierzyny i niebieska była dumna z takiego obrotu spraw. Gdy wyjrzała do miejsca spoczynku terminatorów dostrzegła tam jedynie syna Głuszcowej Łapy leżącego że smętną miną na ziemi. Od jakiegoś czasu w ogóle ze sobą nie rozmawiali i pointka zastanawiała się już czy kocur nie omija jej umyślnie, ale w końcu zwaliła to na wojnę z klanem Wilka nie chcąc po raz kolejny wmawiać sobie, że ten jak i inni nie chcą mieć z nią nic wspólnego i, że ją od siebie odsuwają.
– Hej, Kozia Łapo i jak tam? – zapytała możliwie jak najweselej chcąc rozpocząć pogawędkę. Kózka zwrócił swój pręgowany łebek w jej stronę i rzucił pełne bólu spojrzenie żółtych oczu.
– Nie najlepiej… – westchnął smętnie i potoczył wzrokiem dokoła. Zimorodkowa Łapa za to przewróciła oczami. Doprawdy, nigdy nie zrozumie miłości, bo to w końcu o nią musiało chodzić, prawda?
– Co się ostatnio z tobą działo? – zapytała na co liliowy odwrócił wzrok.
– Nic… – kocur przełknął ślinę jakby przypominając sobie ich odległą rozmowę. Czy naprawdę tak musi wyglądać ich każda konwersacja? Zimorodek prychnęła cicho.
– Nie musisz mi się zwierzać jak nie chcesz – miauknęła stanowczo. Powoli zaczyna przypominać Srokę… To zły znak. Zaraz jej spojrzenie złagodniało.
– Nie chcę – wyznał cicho bicolor. Tygryska pokiwała głową na znak zrozumienia. Pomińmy fakt, że nie rozumiała go pod każdym względem. Czy miłość kosztuje tyle cierpienia? Zimorodkowa Łapa nie umiała na to odpowiedzieć i wcale nie chciała doznać tego uczucia na własnej skórze. Więc jedyne co mogła zrobić to rzucić mu pełne współczucia spojrzenie.
– Nieważne co się stanie zawsze ktoś z tobą będzie, Kozia Łapo. Czy to ja czy Mgiełka, czy Zlepiona Łapa – kotka skrzywiła się lekko wymawiając imię partnera Sroki, ale kontynuowała. Specjalnie ominęła Śnieżkę nie chcąc sprawiać smutku koledze, bo jeśli chodziło tu właśnie o nią te słowa mogłyby wydać się nie na miejscu. A Baran? Cóż... Baran to baran. Z terminatorów został jeszcze jej brat, ale kotka nie widziała aby ostatnio ze sobą rozmawiali, podobnie zresztą było ze Sroczą Łapą – Nigdy nie pozostaniesz sam. Nie mam pojęcia co przeżywasz, ale widzę, że to nie jest nic miłego i chcę ci pomóc mimo, że nie znam twojego położenia. Nie ważne co się stanie, będziemy cię wspierać – kotka starała się dokładnie dobierać słowa, ale wyszło co wyszło. Zimorodek skończyła przemowę. Chwilę potem wyszła z legowiska dając Koziej Łapie czas do przemyślenia jej słów. Nie spodziewała się, że liliowy od razu wstanie pełny energii i z radością popędzi dalej przez życie, ale miała nadzieję, że uczeń Lisiej Gwiazdy przynajmniej zorientuje się, że nie jest sam. Nie mogła dopuścić do tego, aby Kózka przestał wierzyć w przyjaciół, nie mogła dopuścić, aby stał się taki jak ona, kotka, która wiecznie się o coś uskarża i zresztą sama nie może sobie poradzić ze swoją „samotnością”. Łatwo było pocieszać i współczuć, ale już trudniej wytrzymać podobną sytuację sam. Córka Meatball postanowiła, że nie będzie naciskać. Jak uczeń sam zdecyduje, że chce jej coś powiedzieć to to powie. Jednak z pewnością nie pozwoli, aby kocurek jej unikał, trzeba odnowić ich kontakty.
<Kózko? Ja i moje ekhm… dziwne dialogi + myśli bohaterów xD>
Uczennica Poplamionego Piórka odłożyła piszczki na stos świeżej zwierzyny i pokierowała się w stronę legowiska uczniów. Jej przybrana matka nieco odpuściła po drugiej bitwie z klanem Wilka naukę walki. Być może po tym jak Zimorodkowe Łapa przetrwała dwa pojedynki matka była pewna, że tej na razie przyda się bardziej szkolenie w zakresie polowań. W każdym razie dwie kotki przyniosły do obozu sporą ilość zwierzyny i niebieska była dumna z takiego obrotu spraw. Gdy wyjrzała do miejsca spoczynku terminatorów dostrzegła tam jedynie syna Głuszcowej Łapy leżącego że smętną miną na ziemi. Od jakiegoś czasu w ogóle ze sobą nie rozmawiali i pointka zastanawiała się już czy kocur nie omija jej umyślnie, ale w końcu zwaliła to na wojnę z klanem Wilka nie chcąc po raz kolejny wmawiać sobie, że ten jak i inni nie chcą mieć z nią nic wspólnego i, że ją od siebie odsuwają.
– Hej, Kozia Łapo i jak tam? – zapytała możliwie jak najweselej chcąc rozpocząć pogawędkę. Kózka zwrócił swój pręgowany łebek w jej stronę i rzucił pełne bólu spojrzenie żółtych oczu.
– Nie najlepiej… – westchnął smętnie i potoczył wzrokiem dokoła. Zimorodkowa Łapa za to przewróciła oczami. Doprawdy, nigdy nie zrozumie miłości, bo to w końcu o nią musiało chodzić, prawda?
– Co się ostatnio z tobą działo? – zapytała na co liliowy odwrócił wzrok.
– Nic… – kocur przełknął ślinę jakby przypominając sobie ich odległą rozmowę. Czy naprawdę tak musi wyglądać ich każda konwersacja? Zimorodek prychnęła cicho.
– Nie musisz mi się zwierzać jak nie chcesz – miauknęła stanowczo. Powoli zaczyna przypominać Srokę… To zły znak. Zaraz jej spojrzenie złagodniało.
– Nie chcę – wyznał cicho bicolor. Tygryska pokiwała głową na znak zrozumienia. Pomińmy fakt, że nie rozumiała go pod każdym względem. Czy miłość kosztuje tyle cierpienia? Zimorodkowa Łapa nie umiała na to odpowiedzieć i wcale nie chciała doznać tego uczucia na własnej skórze. Więc jedyne co mogła zrobić to rzucić mu pełne współczucia spojrzenie.
– Nieważne co się stanie zawsze ktoś z tobą będzie, Kozia Łapo. Czy to ja czy Mgiełka, czy Zlepiona Łapa – kotka skrzywiła się lekko wymawiając imię partnera Sroki, ale kontynuowała. Specjalnie ominęła Śnieżkę nie chcąc sprawiać smutku koledze, bo jeśli chodziło tu właśnie o nią te słowa mogłyby wydać się nie na miejscu. A Baran? Cóż... Baran to baran. Z terminatorów został jeszcze jej brat, ale kotka nie widziała aby ostatnio ze sobą rozmawiali, podobnie zresztą było ze Sroczą Łapą – Nigdy nie pozostaniesz sam. Nie mam pojęcia co przeżywasz, ale widzę, że to nie jest nic miłego i chcę ci pomóc mimo, że nie znam twojego położenia. Nie ważne co się stanie, będziemy cię wspierać – kotka starała się dokładnie dobierać słowa, ale wyszło co wyszło. Zimorodek skończyła przemowę. Chwilę potem wyszła z legowiska dając Koziej Łapie czas do przemyślenia jej słów. Nie spodziewała się, że liliowy od razu wstanie pełny energii i z radością popędzi dalej przez życie, ale miała nadzieję, że uczeń Lisiej Gwiazdy przynajmniej zorientuje się, że nie jest sam. Nie mogła dopuścić do tego, aby Kózka przestał wierzyć w przyjaciół, nie mogła dopuścić, aby stał się taki jak ona, kotka, która wiecznie się o coś uskarża i zresztą sama nie może sobie poradzić ze swoją „samotnością”. Łatwo było pocieszać i współczuć, ale już trudniej wytrzymać podobną sytuację sam. Córka Meatball postanowiła, że nie będzie naciskać. Jak uczeń sam zdecyduje, że chce jej coś powiedzieć to to powie. Jednak z pewnością nie pozwoli, aby kocurek jej unikał, trzeba odnowić ich kontakty.
<Kózko? Ja i moje ekhm… dziwne dialogi + myśli bohaterów xD>
01 czerwca 2019
Od Zimorodkowej Łapy CD Sroczej Łapy
Pointka czuła się zawiedziona i co najważniejsze opuszczona. Sroka… nic nie rozumiała. Niebieska wyraźnie widziała wyraz twarzy siostry. Szeroki uśmiech rozjaśniał jej pyszczek. Potem Zimorodek odwróciła wzrok nie mogąc dalej patrzeć na tę radość z nieuczciwej wygranej. Cętkowana najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z tego faktu. Była tylko szczęśliwa ze zwycięstwa nad tymi kotami. Cała rozgorzała od walki, od krwi. Radosna, widząc trupy.
- Zimorodku! Zimorodkowa Łapo! Czekaj! Stój! – zawołała Srocza Łapa błagalnie. Wspomniana kotka nie zatrzymała się, a nadal powolnym krokiem przesuwała się po terytorium innego klanu. I tak wszyscy są w obozie klanu Wilka… skąpanego w krwi. Skąpanego w rdzawej krwi. Każdy kot miał na swoim futrze krew. Na swoich pazurach. Kłach… każdy walczył nieuczciwie. Tylko co z tego? Jeśli i tak wszyscy trafią do klanu Gwiazdu? A jeśli klan Gwiazd nie istnieje? Jeśli nie reaguje na takie akty przemocy to jak to o nim świadczy? Powinien to przerwać, zakończyć spór, a jednak… tego nie robi. Ponadto Sroka też w tym uczestniczy. I wcale się temu nie sprzeciwia. Spotyka się z tym Zlepkiem ją pozostawiając na uboczu. Woli tego kocura od własnej siostry! Za to ona? Jest sama. Nikt się nią nie interesuje. Jest po prostu sama. Opuszczona. Niewidzialna. Nie brana pod uwagę. Córka pieszczochów opuściła ciężko głowę wzdychając. Z jej oka wypłynęła łza. Potem kolejna. Teraz już wszystko było rozmazane. Jedno ślepie pokrywała warstwa wciąż płynącej ze szczątków ucha krwi, a drugie słone łzy. - Zimorodku! Błagam! – krzyknęła wręcz rozrywająco. Niebieska mimo woli odwróciła głowę i skierowała spojrzenie swych niebieskich oczu na siostrę. Po co za nią idzie? Po co jeśli woli Zlepioną Łapę? Dopiero po chwili uczennica Poplamionego Piórka zdała sobie sprawę co widzi. Na pysku wyższej odbijał się ból, zmęczenie i troska. Troska. Ktoś się o nią troszczył. Nie. To tylko przewidzenie. Zimorodkowa Łapa otarła oczy. Obraz nie zniknął. Srocza Łapa widząc jak mniejsza się zatrzymuje pognała w jej stronę. Duża blizna powstała na jej boku i wciąż płynęła z niej świeża krew, widocznie stan Sroki stawał się coraz gorszy. Terminatorka dyszała ciężko biegnąc co tchu. Jej zwinne ciało śmigało pomiędzy trawami i tylko ogromna rana utrudniała jej wędrówkę. Zimorodek powolnym krokiem zbliżyła się do strumyczka, który płynął nieopodal. Przyjaciółka Zlepka westchnęła z ulgą i pokierowała się już wolniej za siostrą. Mała kotka usiadła na brzegu obserwując swoje odbicie w wodzie. Promyki słońca oświetlały jej pyszczek. Zimorodkowa Łapa uśmiechnęła się widząc swoje pozostałości ucha. Żałosny kawałek zwisał jej z miejsca wyrwania. Po chwili usiadła obok niej siostra. Srocza Łapa niemal ze świstem opadła. Tygryska spojrzała w oczy cętkowanej. Troska. Po jej pysku popłynęły kolejne łzy ponownie zakrywając obraz. Czyli Sroka jej nie opuściła. To ona wszystko wyolbrzymia i zmusza do wysiłku swoją siostrę. – Co się stało?
- Nic – ta odpowiedź wydawała się najtrafniejsza. W końcu nic się nie stało, prawda? Sroczka westchnęła. Nic dziwnego. Zimorodek też nie chciałaby mieć takiej przyjaciółki. – Po prostu… - uczennica Cyprysowego Gąszczu wyostrzyła zamglone spojrzenie. Pewnie z powodu bólu.
- Tak? – odparła cicho.
- Nie wiem co się dzieje… - Sroka pokiwała głową i otarła się o bok siostry. Rozumie? Nie będzie pytać?
- Czuję to samo. Walka z klanem Wilka nie była uczciwa – powiedziała kotka. Zimorodkowa Łapa westchnęła. Przynajmniej coś. Przecież ona i tak nie może czuć tego samego skoro jest z tym powiązana. Sroczka i Zlepek. Pręgowana tygrysio pokiwała głową z namysłem. Spojrzała na bok przyjaciółki i pogładziła go ogonem.
- Zagoi się – miauknęła wskazując na bliznę. Cętkowana kiwnęła głowę lecz jej oczy wyrażały coś zupełnie innego. Srocza Łapa wstała.
- Idziemy? No wiesz, zanim przyjdą nocni – zapytała z błyskiem w ślepiach. Zimorodek skinęła i wstała. Kotki pobiegły w stronę terytorium klanu Klifu. Przyjaciółka Zlepka musiała co jakiś czas stawać i brać oddech, ale siostry w końcu dotarły do celu. Obozu. Patrol wojenny klanu Klifu jeszcze nie wrócił i kiedy weszły wszyscy klanowicze rzucili im spojrzenie pełne strachu. Być może wysyłając dwie uczennice Lisia Gwiazda prosił o wsparcie, ale na szczęście nie tym razem.
- Co się stało? – spytał z troską Lśniące Słońce, a jego zazwyczaj zacięty pysk wykrzywił się w wyrazie obawy.
<Srokolku? Dałeś mi zbyt trudną scenę do napisania jak na moje umiejętności...
aaaaaa nie umiem w dramaty>
- Zimorodku! Zimorodkowa Łapo! Czekaj! Stój! – zawołała Srocza Łapa błagalnie. Wspomniana kotka nie zatrzymała się, a nadal powolnym krokiem przesuwała się po terytorium innego klanu. I tak wszyscy są w obozie klanu Wilka… skąpanego w krwi. Skąpanego w rdzawej krwi. Każdy kot miał na swoim futrze krew. Na swoich pazurach. Kłach… każdy walczył nieuczciwie. Tylko co z tego? Jeśli i tak wszyscy trafią do klanu Gwiazdu? A jeśli klan Gwiazd nie istnieje? Jeśli nie reaguje na takie akty przemocy to jak to o nim świadczy? Powinien to przerwać, zakończyć spór, a jednak… tego nie robi. Ponadto Sroka też w tym uczestniczy. I wcale się temu nie sprzeciwia. Spotyka się z tym Zlepkiem ją pozostawiając na uboczu. Woli tego kocura od własnej siostry! Za to ona? Jest sama. Nikt się nią nie interesuje. Jest po prostu sama. Opuszczona. Niewidzialna. Nie brana pod uwagę. Córka pieszczochów opuściła ciężko głowę wzdychając. Z jej oka wypłynęła łza. Potem kolejna. Teraz już wszystko było rozmazane. Jedno ślepie pokrywała warstwa wciąż płynącej ze szczątków ucha krwi, a drugie słone łzy. - Zimorodku! Błagam! – krzyknęła wręcz rozrywająco. Niebieska mimo woli odwróciła głowę i skierowała spojrzenie swych niebieskich oczu na siostrę. Po co za nią idzie? Po co jeśli woli Zlepioną Łapę? Dopiero po chwili uczennica Poplamionego Piórka zdała sobie sprawę co widzi. Na pysku wyższej odbijał się ból, zmęczenie i troska. Troska. Ktoś się o nią troszczył. Nie. To tylko przewidzenie. Zimorodkowa Łapa otarła oczy. Obraz nie zniknął. Srocza Łapa widząc jak mniejsza się zatrzymuje pognała w jej stronę. Duża blizna powstała na jej boku i wciąż płynęła z niej świeża krew, widocznie stan Sroki stawał się coraz gorszy. Terminatorka dyszała ciężko biegnąc co tchu. Jej zwinne ciało śmigało pomiędzy trawami i tylko ogromna rana utrudniała jej wędrówkę. Zimorodek powolnym krokiem zbliżyła się do strumyczka, który płynął nieopodal. Przyjaciółka Zlepka westchnęła z ulgą i pokierowała się już wolniej za siostrą. Mała kotka usiadła na brzegu obserwując swoje odbicie w wodzie. Promyki słońca oświetlały jej pyszczek. Zimorodkowa Łapa uśmiechnęła się widząc swoje pozostałości ucha. Żałosny kawałek zwisał jej z miejsca wyrwania. Po chwili usiadła obok niej siostra. Srocza Łapa niemal ze świstem opadła. Tygryska spojrzała w oczy cętkowanej. Troska. Po jej pysku popłynęły kolejne łzy ponownie zakrywając obraz. Czyli Sroka jej nie opuściła. To ona wszystko wyolbrzymia i zmusza do wysiłku swoją siostrę. – Co się stało?
- Nic – ta odpowiedź wydawała się najtrafniejsza. W końcu nic się nie stało, prawda? Sroczka westchnęła. Nic dziwnego. Zimorodek też nie chciałaby mieć takiej przyjaciółki. – Po prostu… - uczennica Cyprysowego Gąszczu wyostrzyła zamglone spojrzenie. Pewnie z powodu bólu.
- Tak? – odparła cicho.
- Nie wiem co się dzieje… - Sroka pokiwała głową i otarła się o bok siostry. Rozumie? Nie będzie pytać?
- Czuję to samo. Walka z klanem Wilka nie była uczciwa – powiedziała kotka. Zimorodkowa Łapa westchnęła. Przynajmniej coś. Przecież ona i tak nie może czuć tego samego skoro jest z tym powiązana. Sroczka i Zlepek. Pręgowana tygrysio pokiwała głową z namysłem. Spojrzała na bok przyjaciółki i pogładziła go ogonem.
- Zagoi się – miauknęła wskazując na bliznę. Cętkowana kiwnęła głowę lecz jej oczy wyrażały coś zupełnie innego. Srocza Łapa wstała.
- Idziemy? No wiesz, zanim przyjdą nocni – zapytała z błyskiem w ślepiach. Zimorodek skinęła i wstała. Kotki pobiegły w stronę terytorium klanu Klifu. Przyjaciółka Zlepka musiała co jakiś czas stawać i brać oddech, ale siostry w końcu dotarły do celu. Obozu. Patrol wojenny klanu Klifu jeszcze nie wrócił i kiedy weszły wszyscy klanowicze rzucili im spojrzenie pełne strachu. Być może wysyłając dwie uczennice Lisia Gwiazda prosił o wsparcie, ale na szczęście nie tym razem.
- Co się stało? – spytał z troską Lśniące Słońce, a jego zazwyczaj zacięty pysk wykrzywił się w wyrazie obawy.
- Wygraliśmy! – ogłosiła Srocza Łapa i jakby na jej zawołanie do obozu wparował lider z resztą klanu Klifu. Na ten okrzyk z legowiska uczniów wyjrzał łebek liliowego kocurka. Gdy zobaczył swoją przyjaciółkę pobiegł co sił w łapach i dotknął swoim nosem jej. Sroczka odwzajemniła gest i posyłając przepraszające spojrzenie Zimorodku poszła z Zlepioną Łapą po czym zaczęła z nim rozmowę omijając dwóch medyków spieszących z pomocą. Przybrana córka Słońca usiadła owijając łapy ogonem i z ukosa obserwowała dwójkę rówieśników. Kolejna fala zazdrości. Kotka potrząsnęła głową odpędzając niszczące uczucie.
aaaaaa nie umiem w dramaty>
25 maja 2019
Od Zimorodkowej Łapy CD Sroczej Łapy
Zimorodek przesunęła językiem po łapie, a następnie otarła sobie pyszczek. Właśnie do obozu wracał patrol graniczny, w którym towarzyszyła jej mentorka, Poplamione Piórko. Dzień od początku zapowiadał się słonecznie jednak teraz na dotąd przejrzystej Srebrnej Skórce ukazały się większe obłoki. Słońce ogrzewało półdługie futro koteczki. Sroczka siedziała nieopodal z Zlepkiem rozmawiając z nim głośno, mimo wszystko pointka i tak słyszała tylko urywki. Baranek i Kózka oblegali Śnieżną Łapę, a Mgiełka rozmawiała z Gronostajowym Krokiem. Zimorodkowa Łapa skrzywiła się. Z nią nawet nikt nie wymieni zdania, wszyscy są zajęci sobą… następnie jej oczy przybrały postać szparek podczas gdy ona sama przyglądała się siostrze i jej przyjacielowi. „Ostatnio nie poświęca mi ani odrobiny czasu, a spotyka się tylko z tym półgłówkiem… dobra może nie półgłówkiem, przecież i tak go nie znam” zbeształa się w myślach kotka ciągle obserwując rozmowę cętkowanej.
- Hej, Zimorodku! – pointka podskoczyła na głos Żurawinowej Łapy i szybko oderwała wzrok od dwóch kotów. Mimo, że byli rodzeństwem nie rozmawiali zbyt często. – Co tam u ciebie i komu się tak przyglądasz? – zapytał jak zwykle uprzejmie liliowy. Zimorodek zesztywniała. Czy jest zazdrosna? „Nie, wcale”
- Nic, nic Żurawinku – powiedziała lekko zmieszana. – Nikomu się nie przyglądam – przełknęła ślinę i uśmiechnęła się sztucznie. „Nieeee, nie jestem zazdrosna o Srokę.” Uczeń powoli pokiwał głową z namysłem. Zimorodkowa Łapa odetchnęła z ulgą zdając sobie sprawę, że jej brat nie będzie kontynuował tematu. Wcale nikogo nie podglądała… nie, nie. Żurawinowa Łapa odszedł spokojnie od kotki odwracając tylko co jakiś czas głowę. Pointka upewniając się, że kocur jest już daleko zwróciła ponownie spojrzenie swych błękitnych oczu w miejsce, w którym stała przedtem Sroczka i Zlepiona Łapa. Już ich tam nie było. Zimorodek rozejrzała się za nimi i wtedy do jej nozdrzy dotarł rybi odór. „Klan Nocy?” Istotnie był to klan Nocy. Bicolorka dostrzegła ich przywódczynię gdy orszak wszedł do obozu. Calico wymieniła kilka słów z Lisią Gwiazdą. Zaraz potem zjawił się również klan Burzy. Kotka wciągnęła powietrze widząc jakąś grupę samotników. „Klan Lisa… klan Lisa… klan Lisiej Gwiazdy”, przemknęło jej przez myśl. „Czy nasz lider założył sobie jakiś nowy klan? W każdym razie dziwna nazwa.” Zimorodkowa Łapa z podejrzliwością przyglądała się przybyszom. Chociaż jeśli Lisia Gwiazda ich nie przegania… Przywódca zaczął rozmowę z nieznajomymi. Niebieska zdziwiła się jak ten posłał jej spojrzenie typu „za mną” i truchtem wybiegł z obozu. Za nim pobiegło kilku wojowników i uczniów z klanu Klifu, a także cała horda sprzymierzeńców. Dopiero teraz kotka dostrzegła Sroczą Łapę, ale nie miała ochoty z nią w ogóle rozmawiać. Kierowali się w stronę terytoriów klanu Wilka. W powietrzu mieszały się zapachy trzech klanów i… tego czwartego. Zimorodek czuła się dziwnie gdy poszczególne koty chociażby przez przypadek dotykały jej futra. Wszyscy przeciw klanu Wilka. „Co prawda to prawda, klan Wilka to barbarzyńcy, ale nawet jak tak to ta walka nie będzie w ogóle wyrównana.” Lisia Gwiazda wskoczył na głaz i wydobył złowieszczy okrzyk bojowy. W jednej chwili w obozie przeciwników zaroiło się od kotów. Krew od razu wypłynęła strumieniami rozpryskując się na sierściach walczących. Z podwyższenia, na którym stała kotka widać było ewidentnie jak wilczaki są miażdżeni przez wrogów. Pointka poczuła przez chwilę współczucie dla tych kotów i poczucie winy ścisnęło jej serce. Lisia Gwiazda już jeden raz wyzwał ich do walki i wówczas przegrał, a teraz wrócił z całą armią, jakby w zemście. Zimorodkową Łapa zdławił żal, ale posłusznie puściła się w wir bitwy. Od razu rzucił się jej w oczy rudy bicolor. Nie zachowywał się dosyć pewnie podczas bijatyki i być może stanowił najłatwiejszego przeciwnika jakiego mogła sobie w tamtej chwili znaleźć. Nie było trudno zajść od tyłu tego kocurka, walczył on już z jakimś burzakiem i jeszcze innym kotem. Skoczyła lądując na grzbiecie ucznia i od razu wgryzła się w jego futro czując narastające poczucie winy. On walczył z trzema kotami naraz… „To nie było czyste zagranie”, pomyślała i wypluła strzępki sierści tamtego zwalniając uścisk. Rudy od razu to wykorzystał i zrzucił napastniczkę prychając, zaraz dołączyła do niego jakaś kotka podobnego wieku i odciągnęła dwóch przeciwników. Bicolor był jednak lepiej wyszkolony od niebieskiej i szybko ucho koteczki znalazło się w jego zębach, a ból powoli rozpływał się po jej ciele. Oczy miała szeroko otwarte i tylko kocur należący do „klanu Lisa” uratował ją przed kolejnymi dolegliwościami. Kiedy ta na chwiejących się łapach wstała po rzucaniu nią po ziemi, co zresztą nie było trudne zważywszy na jej wielkość, do jej oka dotarła krew zalewając częściowo widok. Kiedy czerwień dotarła do jej pyszczka ta wypluła ją szybko nie chcąc ponownie smakować tego strasznego płynu. Niestety czerwień już zagościła na języku i Zimorodek wyczuła stalowy smak, przez który przeszedł ją dreszcz. Nikt nie pozwolił czekać jej długo na walkę ponieważ zaraz rzuciła się na nią czarna kocica przygniatając ją swoim ciężarem. Bura dyszała, ale mimo ran najwyraźniej nadal się nie poddawała. Bicolorka ugryzła wojowniczkę w łapę na co ta głośno syknęła i ją podniosła umożliwiając mniejszej ucieczkę. Zimorodkowa Łapa nie zmarnowała okazji i teraz znajdowała się na grzbiecie wierzgającej kocicy. Wbiła mocno pazury w jej futro i trzymając się mocno gryzła gdzie mogła. Buraska najwidoczniej odzyskała w końcu jasną stronę umysłu i nie kontynuowała już swojego tańca, a zamiast tego obróciła się na plecy i ponownie zmiażdżyła uczennicę. Zimorodkowi zaparło dech w piersiach, ale na szczęście zaraz wojowniczka zeszła z niej i przytrzymała umięśnioną łapą. Koteczka poczuła znowu ból, w tym samym miejscu co przedtem. Jej ucho było teraz tylko strzępkiem, a niebieska patrzyła tylko ze strachem na to co się wokół niej dzieje. Zimorodkowa Łapa słyszała stłumione odgłosy walki. Ostatni dźwięk jaki dotarł do jej zmartwiałego ucha był przeszywającym okrzykiem wojennym. Ktoś zrzucił z niej cętkowaną kocicę, a przed oczami na chwilę zalśniło niebieskie futro. Srocza Łapa całą siłą swojego ciała natarła na wojowniczkę. Jej siostra powoli wstała, a jej pole widzenia ponownie ograniczyło się tylko do jednego oka gdy drugie zalewał czerwony płyn. Na grzbiecie uczennicy rozciągała się ogromna szrama, ale ta najwyraźniej w ogóle tym niezrażona drapała przeciwniczkę po pysku. Zimorodek dołączyła do walki. Nie słyszała na jedno ucho. Bardzo doskwierał jej wiszący skrawek, do którego nie mogła się przyzwyczaić, ale przy pomocy siostry zaczęły one powoli lecz skutecznie odpychać burą w jeden róg. Podczas gdy Sroka drapała z jednej Zimorodkowa Łapa nacierała z drugiej. Wojowniczka szybko poczęła tracić orientację i teraz walczyła na oślep za wszelką cenę starając się pozbyć przeciwniczek.
- PRZEGRALIŚCIE! – krzyknął Lisia Gwiazda i wtedy towarzyszki przestały atakować. Cętkowany Liść resztką sił oddaliła się od ich na bezpieczną odległość i spojrzała z niedowierzaniem na ich lidera. Przywódca stał dumnie przed swoim szeregiem wojowników i z pogardą lustrował wzrokiem przerażone koty. Dołek beznadziei poszerzył się jeszcze tylko wtedy kiedy rudy i ogromny kocur wybiegł na spotkanie drugiego i padł przed nim z wysiłku. Teraz poczucie winy spłynęło na kotkę, a ta stała i obserwowała tylko poniżenie klanu Wilka. Zimorodek odwróciła się do siostry z żalem w oczach, ale nic nie powiedziała czekając aż Lis skończy przemowę.
<Sroko? Nie wyszło jakoś wspaniale, ale mam przynajmniej nadzieję, że nie ma błędów…>
- Hej, Zimorodku! – pointka podskoczyła na głos Żurawinowej Łapy i szybko oderwała wzrok od dwóch kotów. Mimo, że byli rodzeństwem nie rozmawiali zbyt często. – Co tam u ciebie i komu się tak przyglądasz? – zapytał jak zwykle uprzejmie liliowy. Zimorodek zesztywniała. Czy jest zazdrosna? „Nie, wcale”
- Nic, nic Żurawinku – powiedziała lekko zmieszana. – Nikomu się nie przyglądam – przełknęła ślinę i uśmiechnęła się sztucznie. „Nieeee, nie jestem zazdrosna o Srokę.” Uczeń powoli pokiwał głową z namysłem. Zimorodkowa Łapa odetchnęła z ulgą zdając sobie sprawę, że jej brat nie będzie kontynuował tematu. Wcale nikogo nie podglądała… nie, nie. Żurawinowa Łapa odszedł spokojnie od kotki odwracając tylko co jakiś czas głowę. Pointka upewniając się, że kocur jest już daleko zwróciła ponownie spojrzenie swych błękitnych oczu w miejsce, w którym stała przedtem Sroczka i Zlepiona Łapa. Już ich tam nie było. Zimorodek rozejrzała się za nimi i wtedy do jej nozdrzy dotarł rybi odór. „Klan Nocy?” Istotnie był to klan Nocy. Bicolorka dostrzegła ich przywódczynię gdy orszak wszedł do obozu. Calico wymieniła kilka słów z Lisią Gwiazdą. Zaraz potem zjawił się również klan Burzy. Kotka wciągnęła powietrze widząc jakąś grupę samotników. „Klan Lisa… klan Lisa… klan Lisiej Gwiazdy”, przemknęło jej przez myśl. „Czy nasz lider założył sobie jakiś nowy klan? W każdym razie dziwna nazwa.” Zimorodkowa Łapa z podejrzliwością przyglądała się przybyszom. Chociaż jeśli Lisia Gwiazda ich nie przegania… Przywódca zaczął rozmowę z nieznajomymi. Niebieska zdziwiła się jak ten posłał jej spojrzenie typu „za mną” i truchtem wybiegł z obozu. Za nim pobiegło kilku wojowników i uczniów z klanu Klifu, a także cała horda sprzymierzeńców. Dopiero teraz kotka dostrzegła Sroczą Łapę, ale nie miała ochoty z nią w ogóle rozmawiać. Kierowali się w stronę terytoriów klanu Wilka. W powietrzu mieszały się zapachy trzech klanów i… tego czwartego. Zimorodek czuła się dziwnie gdy poszczególne koty chociażby przez przypadek dotykały jej futra. Wszyscy przeciw klanu Wilka. „Co prawda to prawda, klan Wilka to barbarzyńcy, ale nawet jak tak to ta walka nie będzie w ogóle wyrównana.” Lisia Gwiazda wskoczył na głaz i wydobył złowieszczy okrzyk bojowy. W jednej chwili w obozie przeciwników zaroiło się od kotów. Krew od razu wypłynęła strumieniami rozpryskując się na sierściach walczących. Z podwyższenia, na którym stała kotka widać było ewidentnie jak wilczaki są miażdżeni przez wrogów. Pointka poczuła przez chwilę współczucie dla tych kotów i poczucie winy ścisnęło jej serce. Lisia Gwiazda już jeden raz wyzwał ich do walki i wówczas przegrał, a teraz wrócił z całą armią, jakby w zemście. Zimorodkową Łapa zdławił żal, ale posłusznie puściła się w wir bitwy. Od razu rzucił się jej w oczy rudy bicolor. Nie zachowywał się dosyć pewnie podczas bijatyki i być może stanowił najłatwiejszego przeciwnika jakiego mogła sobie w tamtej chwili znaleźć. Nie było trudno zajść od tyłu tego kocurka, walczył on już z jakimś burzakiem i jeszcze innym kotem. Skoczyła lądując na grzbiecie ucznia i od razu wgryzła się w jego futro czując narastające poczucie winy. On walczył z trzema kotami naraz… „To nie było czyste zagranie”, pomyślała i wypluła strzępki sierści tamtego zwalniając uścisk. Rudy od razu to wykorzystał i zrzucił napastniczkę prychając, zaraz dołączyła do niego jakaś kotka podobnego wieku i odciągnęła dwóch przeciwników. Bicolor był jednak lepiej wyszkolony od niebieskiej i szybko ucho koteczki znalazło się w jego zębach, a ból powoli rozpływał się po jej ciele. Oczy miała szeroko otwarte i tylko kocur należący do „klanu Lisa” uratował ją przed kolejnymi dolegliwościami. Kiedy ta na chwiejących się łapach wstała po rzucaniu nią po ziemi, co zresztą nie było trudne zważywszy na jej wielkość, do jej oka dotarła krew zalewając częściowo widok. Kiedy czerwień dotarła do jej pyszczka ta wypluła ją szybko nie chcąc ponownie smakować tego strasznego płynu. Niestety czerwień już zagościła na języku i Zimorodek wyczuła stalowy smak, przez który przeszedł ją dreszcz. Nikt nie pozwolił czekać jej długo na walkę ponieważ zaraz rzuciła się na nią czarna kocica przygniatając ją swoim ciężarem. Bura dyszała, ale mimo ran najwyraźniej nadal się nie poddawała. Bicolorka ugryzła wojowniczkę w łapę na co ta głośno syknęła i ją podniosła umożliwiając mniejszej ucieczkę. Zimorodkowa Łapa nie zmarnowała okazji i teraz znajdowała się na grzbiecie wierzgającej kocicy. Wbiła mocno pazury w jej futro i trzymając się mocno gryzła gdzie mogła. Buraska najwidoczniej odzyskała w końcu jasną stronę umysłu i nie kontynuowała już swojego tańca, a zamiast tego obróciła się na plecy i ponownie zmiażdżyła uczennicę. Zimorodkowi zaparło dech w piersiach, ale na szczęście zaraz wojowniczka zeszła z niej i przytrzymała umięśnioną łapą. Koteczka poczuła znowu ból, w tym samym miejscu co przedtem. Jej ucho było teraz tylko strzępkiem, a niebieska patrzyła tylko ze strachem na to co się wokół niej dzieje. Zimorodkowa Łapa słyszała stłumione odgłosy walki. Ostatni dźwięk jaki dotarł do jej zmartwiałego ucha był przeszywającym okrzykiem wojennym. Ktoś zrzucił z niej cętkowaną kocicę, a przed oczami na chwilę zalśniło niebieskie futro. Srocza Łapa całą siłą swojego ciała natarła na wojowniczkę. Jej siostra powoli wstała, a jej pole widzenia ponownie ograniczyło się tylko do jednego oka gdy drugie zalewał czerwony płyn. Na grzbiecie uczennicy rozciągała się ogromna szrama, ale ta najwyraźniej w ogóle tym niezrażona drapała przeciwniczkę po pysku. Zimorodek dołączyła do walki. Nie słyszała na jedno ucho. Bardzo doskwierał jej wiszący skrawek, do którego nie mogła się przyzwyczaić, ale przy pomocy siostry zaczęły one powoli lecz skutecznie odpychać burą w jeden róg. Podczas gdy Sroka drapała z jednej Zimorodkowa Łapa nacierała z drugiej. Wojowniczka szybko poczęła tracić orientację i teraz walczyła na oślep za wszelką cenę starając się pozbyć przeciwniczek.
- PRZEGRALIŚCIE! – krzyknął Lisia Gwiazda i wtedy towarzyszki przestały atakować. Cętkowany Liść resztką sił oddaliła się od ich na bezpieczną odległość i spojrzała z niedowierzaniem na ich lidera. Przywódca stał dumnie przed swoim szeregiem wojowników i z pogardą lustrował wzrokiem przerażone koty. Dołek beznadziei poszerzył się jeszcze tylko wtedy kiedy rudy i ogromny kocur wybiegł na spotkanie drugiego i padł przed nim z wysiłku. Teraz poczucie winy spłynęło na kotkę, a ta stała i obserwowała tylko poniżenie klanu Wilka. Zimorodek odwróciła się do siostry z żalem w oczach, ale nic nie powiedziała czekając aż Lis skończy przemowę.
<Sroko? Nie wyszło jakoś wspaniale, ale mam przynajmniej nadzieję, że nie ma błędów…>
12 maja 2019
Od Zimorodkowej Łapy CD Koziej Łapy
- Twoje ataki muszą być bardziej nieprzewidywalne - powiedziała Poplamione Piórko. W odpowiedzi uczennica warknęła i przygotowując plan ofensywy ruszyła do natarcia. Mentorka westchnęła gdy jej przybrana córka wylądowała ryjąc ziemią pysk kiedy ta odskoczyła. - Każdy przeciwnik domyśli się gdzie chcesz zaatakować jeśli będziesz się w te miejsce tak wgapiała. Twój wzrok cię zdradzi - miauknęła Plamka. Zimorodek wstała i otrzepała futro z kurzu powarkując.
- Okazuje się, że na polu bitwy nawet wzrok przechodzi na stronę przeciwnika ułatwiając mu zadanie, a przecież oczy to taka przydatna rzecz... - powiedziała biało - niebieska gniewnie i ustawiła się w pozycji bojowej planując kolejny atak, ale tym razem zataczając ślepiami coraz to większe kręgi, aby wojowniczka nie odkryła na co ta wcześniej patrzyła. Tym razem wszystko poszło bez zarzutu i terminatorka wylądowała pod brzuchem matki uderzając lekko łapami imitując ciosy. Poplamione Piórko odskoczyła jak oparzona, ale po chwili z lekka się uśmiechnęła.
- Lepiej, ale jeszcze nad tym poćwiczymy - zadecydowała i machnęła ogonem na znak końca lekcji. Uczennica skinęła głową i pokierowała się za przybraną matką. Kiedy wchodziły Zimorodkowi rzucił się w oczy przezabawny widok, może gdyby miała inny charakter to już leżałaby na ziemi płacząc ze śmiechu, ale tymczasem tylko uśmiechała się pod nosem. Ostatnio zauważyła jak dużo czasu Barania Łapa i Kózka spędzają z Śnieżną Łapą, ale nie sądziła, że to jest otwarta rywalizacja o koleżankę. Kozia Łapa usiadł wręcz żałośnie przed legowiskiem terminatorów przytłoczony porażką i co jakiś czas tylko spoglądał na idąco Śnieżkę w nadzei, że ta się odwróci? Hmm... chyba jednak bardziej trafne stwierdzenie to to, że kocurek patrzył rozmarzonym i pełnym smutku wzrokiem za piękną bengalką.
- Co to było? - kotka wiedząc, że Kozia Łapa jest teraz zajęty oglądaniem Śnieżnej Łapy skorzystała z okazji i znikąd (w mniemaniu przestraszonego kocurka) pojawiła się obok po czym ni z wełny ni z bawełny rozpoczęła rozmowę.
- N-nie wiem o czym mówisz - zająknął się uczeń i odskoczył na bezpieczną odległość. "I pomyśleć, że on się nadal mnie troszeczkę boi" - zaśmiała się w duchu koteczka i znacząco spojrzała na miejsce, które przed chwilą zajmował. Kocur jakby zażenowany swoim nieuprzejmym zachowaniem usiadł niepewnie na wyznaczony teren.
- Taaak... nikt nie wie o czym mówi drugi kot dopóki nie uświadomi sobie tak naprawdę co czuje do tego jedynego czy tej jedynej - powiedziała obojętnie. Kózka spojrzał niemal przerażony na pointkę. Zimorodkowa Łapa na to wykrzywiła pyszczek w uśmiechu. Czy jej się tylko wydawało, że terminator jeszcze bardziej się zląkł? - No to co to było? - ponowiła pytanie koteczka i wskazała końcówką ogona Snieżkę i Baranka, aby rozjaśnić nieco w głowie klanowicza.
<Kózko?>
- Okazuje się, że na polu bitwy nawet wzrok przechodzi na stronę przeciwnika ułatwiając mu zadanie, a przecież oczy to taka przydatna rzecz... - powiedziała biało - niebieska gniewnie i ustawiła się w pozycji bojowej planując kolejny atak, ale tym razem zataczając ślepiami coraz to większe kręgi, aby wojowniczka nie odkryła na co ta wcześniej patrzyła. Tym razem wszystko poszło bez zarzutu i terminatorka wylądowała pod brzuchem matki uderzając lekko łapami imitując ciosy. Poplamione Piórko odskoczyła jak oparzona, ale po chwili z lekka się uśmiechnęła.
- Lepiej, ale jeszcze nad tym poćwiczymy - zadecydowała i machnęła ogonem na znak końca lekcji. Uczennica skinęła głową i pokierowała się za przybraną matką. Kiedy wchodziły Zimorodkowi rzucił się w oczy przezabawny widok, może gdyby miała inny charakter to już leżałaby na ziemi płacząc ze śmiechu, ale tymczasem tylko uśmiechała się pod nosem. Ostatnio zauważyła jak dużo czasu Barania Łapa i Kózka spędzają z Śnieżną Łapą, ale nie sądziła, że to jest otwarta rywalizacja o koleżankę. Kozia Łapa usiadł wręcz żałośnie przed legowiskiem terminatorów przytłoczony porażką i co jakiś czas tylko spoglądał na idąco Śnieżkę w nadzei, że ta się odwróci? Hmm... chyba jednak bardziej trafne stwierdzenie to to, że kocurek patrzył rozmarzonym i pełnym smutku wzrokiem za piękną bengalką.
- Co to było? - kotka wiedząc, że Kozia Łapa jest teraz zajęty oglądaniem Śnieżnej Łapy skorzystała z okazji i znikąd (w mniemaniu przestraszonego kocurka) pojawiła się obok po czym ni z wełny ni z bawełny rozpoczęła rozmowę.
- N-nie wiem o czym mówisz - zająknął się uczeń i odskoczył na bezpieczną odległość. "I pomyśleć, że on się nadal mnie troszeczkę boi" - zaśmiała się w duchu koteczka i znacząco spojrzała na miejsce, które przed chwilą zajmował. Kocur jakby zażenowany swoim nieuprzejmym zachowaniem usiadł niepewnie na wyznaczony teren.
- Taaak... nikt nie wie o czym mówi drugi kot dopóki nie uświadomi sobie tak naprawdę co czuje do tego jedynego czy tej jedynej - powiedziała obojętnie. Kózka spojrzał niemal przerażony na pointkę. Zimorodkowa Łapa na to wykrzywiła pyszczek w uśmiechu. Czy jej się tylko wydawało, że terminator jeszcze bardziej się zląkł? - No to co to było? - ponowiła pytanie koteczka i wskazała końcówką ogona Snieżkę i Baranka, aby rozjaśnić nieco w głowie klanowicza.
<Kózko?>
11 maja 2019
Od Zimorodkowej Łapy CD Sroczej Łapy
Co się z nią stało? Gdzie jest i dlaczego uciekła? Pytania, pytania i same pytania. Pomyśleć jeszcze, że Zimorodek nie mogła znaleźć jakiejkolwiek odpowiedzi na chociażby jedno z nich. Zamiast tego po prostu szwędała się po okolicy poszukując siostry. Dodatkowo zaczęło się ściemniać i zimno dawało się we znaki. Nie było lepszego momentu żeby Sroka sobie uciekła, no naprawdę nie było! Zimorodkowa Łapa przeklinała w myślach siostrę. Była zła, że teraz musi jej szukać kiedy już się robi ciemno, a pewnie Poplamione Piórko już wróciła z patrolu i zastanawiała się gdzie są jej córki. Chociaż pointka nie chciała przyznać tego przed samą sobą ogromnie się martwiła i być może to jeszcze dodatkowo napędzało jej emocje i mobilizowało do dalszej tułaczki. Co wpadło do głowy tej kotce? Trudno było powiedzieć co właściwie Srocza Łapa myśli i jakie ma przyczyny swych czynów. Zimorodek westchnęła i zawróciła kiedy jej łapy z coraz większą trudnością przedzierały się przez śnieg. Postanowiła zawrócić do obozu i spytać się Zlepionej Łapy gdzie może być cętkowana. To aż dziwne jak dużo czasu ze sobą spędzali… kotka postanowiła przy najbliższej okazji spytać przyjaciółkę. Właściwie czy relacje między Sroczką, a Zimorodkową Łapą można określić jako przyjacielskie? Pytania. Życie byłoby o wiele łatwiejsze gdyby nie napływałyby one do głowy dodatkowo z każdą chwilę mnożąc się jeszcze. W końcu. Obóz. Kotka z ulgą weszła do upragnionego miejsca i chyłkiem, aby nikt jej nie pytał gdzie była przekradła się do legowiska uczniów.
- Zlepku? – powiedziała mając nadzieję ujrzeć kocurka. Zaraz z ciemności wyłonił się liliowy łeb Zlepionej Łapy.
- Tak? – powiedział niepewnie. Co prawda to prawda nigdy ze sobą nie rozmawiali.
- Sroczka znik… – kotka ugryzła się w język. Nie może zdradzić, że doprowadziła do zaginięcia własnej siostry mimo, że tak naprawdę nie miała na to większego wpływu. – Wiesz gdzie może być Sroczka? – spytała. Na twarzy ucznia zakwitła troska.
- A co się stało? – spytał zmartwiony. Zimorodkowa Łapa powtórnie ugryzła się w język i poczuła teraz metalowy smak krwi. Jeśli tak dalej pójdzie to nie będzie go już miała! No, ale kotka musiała przyznać, że trudno było nie zdradzić sekretu patrząc w te przepełnione poczciwością i niepewnością oczy.
- Nic. Czy znasz miejsce, w którym Sroczka czuje się jakoś… lepiej czy coś? – Zlepiona Łapa zamrugał zdziwiony.
- Nie mam pojęcia czy wiem o co ci chodzi, ale jeśli chodzi o jej ulubione miejsce to może nim być na przykład takie powalone drzewo – kocurek wydał się lekko rozkojarzony.
- Dobrze, dzięki – powiedziała Zimorodek i jak mogła najszybciej pobiegła w stronę znajomego miejsca. Nie zwracała uwagi na koty, które tym razem zwróciły na nią większą uwagę widząc jak ucieka z obozu. Córka Meatball dobrze znała to miejsce, a raczej Poplamione Piórko jej je pokazała więc czy tak dobrze znała to jednak nie można powiedzieć. W każdym razie kotka domyśliła się o co chodzi koledze. W końcu nie da się przeoczyć ogromnego powalonego drzewa. Przebierała jak mogła najszybciej łapkami, denerwowało ją tylko, że żeby się jakoś szybko posuwać musiała skakać, a to nie była jej mocna strona. Śnieg przyczepił się do jej futerka i kotka pragnęła już tylko wrócić do ciepłego legowiska. Stop. I znaleźć siostrę.
Pointka goniła za siostrą, ale brakło jej już sił i posuwała się coraz wolniej. No cóż. Już przynajmniej wie, że ma popracować trochę nad wytrzymałością.
- Sroka! Poczekaj! – wydusiła i stanęła obserwując jak ciemny kształt znika za drzewami. Nabrała powietrza wdychając zimno. Zamknęła oczy i… zamrugała szybko starając się odgonić mroczki. Już od jakiegoś czasu znajdowała się w lesie podczas pory nagich drzew dodatkowo siląc się na jak najszybszy bieg. – Sroczko! – zawyła i padła na ziemię. Może dałoby się to przetrwać gdyby chociażby kotka zjadła coś przed drogą, ale zważywszy również na to już opadały z niej wszelkie siły.
<Sroko? Przepraszam, nie zamierzałam robić jakiejś dramy, ale potem zauważyłam, że bardzo możliwe, by kot rozmiarów kociaka przedzierając się przez zaspy śnieżne, który ponadto nie zjadł obiadu i w nocy gdy temperatura spadła, stracił nieco siły podczas godzinnego lub więcej biegu xD>
- Zlepku? – powiedziała mając nadzieję ujrzeć kocurka. Zaraz z ciemności wyłonił się liliowy łeb Zlepionej Łapy.
- Tak? – powiedział niepewnie. Co prawda to prawda nigdy ze sobą nie rozmawiali.
- Sroczka znik… – kotka ugryzła się w język. Nie może zdradzić, że doprowadziła do zaginięcia własnej siostry mimo, że tak naprawdę nie miała na to większego wpływu. – Wiesz gdzie może być Sroczka? – spytała. Na twarzy ucznia zakwitła troska.
- A co się stało? – spytał zmartwiony. Zimorodkowa Łapa powtórnie ugryzła się w język i poczuła teraz metalowy smak krwi. Jeśli tak dalej pójdzie to nie będzie go już miała! No, ale kotka musiała przyznać, że trudno było nie zdradzić sekretu patrząc w te przepełnione poczciwością i niepewnością oczy.
- Nic. Czy znasz miejsce, w którym Sroczka czuje się jakoś… lepiej czy coś? – Zlepiona Łapa zamrugał zdziwiony.
- Nie mam pojęcia czy wiem o co ci chodzi, ale jeśli chodzi o jej ulubione miejsce to może nim być na przykład takie powalone drzewo – kocurek wydał się lekko rozkojarzony.
- Dobrze, dzięki – powiedziała Zimorodek i jak mogła najszybciej pobiegła w stronę znajomego miejsca. Nie zwracała uwagi na koty, które tym razem zwróciły na nią większą uwagę widząc jak ucieka z obozu. Córka Meatball dobrze znała to miejsce, a raczej Poplamione Piórko jej je pokazała więc czy tak dobrze znała to jednak nie można powiedzieć. W każdym razie kotka domyśliła się o co chodzi koledze. W końcu nie da się przeoczyć ogromnego powalonego drzewa. Przebierała jak mogła najszybciej łapkami, denerwowało ją tylko, że żeby się jakoś szybko posuwać musiała skakać, a to nie była jej mocna strona. Śnieg przyczepił się do jej futerka i kotka pragnęła już tylko wrócić do ciepłego legowiska. Stop. I znaleźć siostrę.
- Sroczko? Srocza Łapo? – zawołała kotka gdy z ulgą dostrzegła jakiś koci kształt na wielkim pniu.
- Sroka! Poczekaj! – wydusiła i stanęła obserwując jak ciemny kształt znika za drzewami. Nabrała powietrza wdychając zimno. Zamknęła oczy i… zamrugała szybko starając się odgonić mroczki. Już od jakiegoś czasu znajdowała się w lesie podczas pory nagich drzew dodatkowo siląc się na jak najszybszy bieg. – Sroczko! – zawyła i padła na ziemię. Może dałoby się to przetrwać gdyby chociażby kotka zjadła coś przed drogą, ale zważywszy również na to już opadały z niej wszelkie siły.
Koteczka poczuła nieprzemożną senność i zamknęła oczy.
10 maja 2019
Od Zimorodkowej Łapy CD Lśniącego Słońca
Zimorodek uśmiechnęła się lekko na propozycje. Będzie mogła przynajmniej poznać pracę medyka. Miała tylko nadzieję, że nie okaże się ona bardziej nużąca niż siedzenie w legowisku. Niebieska kotka pokiwała powoli głową. Lśniące Słońce uśmiechnął się szeroko i wstał prowadząc uczennicę do wyjścia z obozu. Zimorodkowa Łapa nagle stanęła jak wryta. Jak niby mają zbierać zioła w porze nagich drzew? Medyk obejrzał się za siebie gdy dźwięk śniegu pod łapami kotki ustał. Podniósł brew posyłając pytające spojrzenie pointce.
<Lśniące Słońce? Przepraszam, że tak krótko i że musiałaś tak długo czekać :/>
- Nic, nic – powiedziała i ruszyła nabierając szybszego tempa. Lśniące Słońce zna się na medycynie i wie kiedy zbierać zioła - zbeształa się w myślach i szła dalej. Gdy wyszli z obozu kotka zamknęła z rozmarzeniem oczy. Las. Podczas drogi uzdrowiciel rozglądał się dookoła zapewne szukają leczniczych roślin. W pewnym momencie uczennica znowu stanęła i otworzyła pysk smakując powietrze. Poczuła zwierzynę. Przysiadła do pozycji łowieckiej i jak mogła najciszej skradała się do zwierzątka. Kroczek za kroczkiem. Już jest tak blisko! Zaraz przyniesie z dumą na pysku piszczkę w zębach pod łapy brata. Już za chwile. Kotka naprężyła mięśnie gotowa skoczyć i wbić kły w chude ciałko. Trzask! Stworzonko jak mogło najszybciej uciekło do norki. Zimorodkowa Łapa spojrzała ze zdziwieniem pod swoje łapki. Gdy nie znalazła żadnego patyka albo rzeczy, która mogła wydać podobny dźwięk sarknęła i obejrzała się na Lśniące Słońce. Medyk uśmiechał się, a obok niego leżała połamana gałąź. Kotka przysięgła sobie, że jej brat nie po zbierze się po tym co mu zrobi.
<Lśniące Słońce? Przepraszam, że tak krótko i że musiałaś tak długo czekać :/>
04 maja 2019
Od Zimorodka (Zimorodkowej Łapy) CD Sroczki (Sroczej Łapy)
Pointka zamrugała zaskoczona. Czy jej siostra naprawdę myśli, że w tej sytuacji nie ma żadnego wyjścia? To było, aż niedorzeczne. Kotka spojrzała w oczy rywalce, w których skakały radosne oginiki dumy. Można by chociażby ją połaskotać… a jeśli Sroczka nie ma łaskotków?! Poza tym wyglądałoby to co najmniej dziwnie. Przecież one nie są już takimi kociakami. Zimorodek wlepiła nieobecne spojrzenie w pachy napastniczki. Nie jednak nie. Przy takiej widowni łatwo jest sobie narobić opinie, a gdyby Sroczka nie zareagowała jej starania wyglądałyby bardziej niż żałośnie. Cóż, niebieska chyba nie będzie czekać cały wschód słońca… Zimorodek zmobilizowała swoje wszystkie siły i kopnęła tylnymi nogami zwalając z siebie siostrę. Na twarzy tej pierwszej uformował się trudno zauważalny uśmiech, a ta druga z kolei była nieco zdziwiona. I oto kiedy Sroczka miała już przeprowadzać swoją ofensywę głos Lisiej Gwiazdy zadudnił wśród kotów, a młody Lider wskoczył na miejsce przemówień. Gdy przywódca wezwał kociaki Poplamione Piórko szybko podbiegła do swoich dwóch przybranych córek i zaczęła je gorączkowo wylizywać. Rozpoczęło się mianowanie
<Srocza Łapo? Nie mam zamiaru robić zarzutów, że dłuższe opowiadanie xD Szczerze to się bardzo ucieszyłam, bo miałam co czytać, a poza tym dlaczego mówisz, że nie umiesz opisywać walki? Przecież to nie było jakieś złe… wystarczy spojrzeć na te opowiadanie ;')>
***
Uczennica truchtała za czekoladową kocicą. Mentorka wskazała ogonem na jakąś dużą dziurę w ziemi.
- To jest Głęboka Ścieżka. Granica między nami, a klanem Wilka - Plamka skrzywiła się odczuwając zapach wrogiego klanu. Pointka otworzyła pyszczek, by posmakować powietrze i po chwili pokiwała głową. Ten fetor wyraźnie odróżniał się od znajomej woni. Mentorka czujnie przyglądała się lasu poza granicami, ale gdy żaden kot nie dał znaku życia spojrzenie Poplamionego Piórka złagodniało i kocica ruszyła do obozu. W miarę jak się oddalały napięcie spadało i czekoladowa pozwoliła sobie na kilka żartów, które miały rozluźnić nieco atmosferę.
- Jutro zaczniemy naukę polowania - powiedziała kocica gdy obie znalazły się już w centrum życia klanu Klifu. Teraz jej głos brzmiał lekko. - Jeśli chcesz możesz sobie wziąć jakąś piszczkę. - uśmiechnęła się i poszła w swoją stronę.
***
Zimorodkowa Łapa siedziała owinięta ogonem przed siostrą.
- Zobacz czego się nauczyłam! – mówiła co i rusz Srocza Łapa i pokazywała nabyte umiejętności. Przysiadła do niewyćwiczonej pozycji łowieckiej i powoli skradała się do pointki. Tymczasem w głowie Zimorodka siedziała tylko i wyłącznie jedna uporczywa myśl: „Kiedy ona wreszcie skończy?”. Tak, jedyne czego pragnęła kotka to sobie pójść i… coś zjeść. Jej mentorka już dawno pozwoliła jej to zrobić, ale kiedy Sroczka od razu po pierwszym treningu zaciągnęła biało – niebieską na bok… och, kiedy ona skończy? Wydawało się jakby w ciele uczennicy siedziało tyle energii, że nie miała jej gdzie pomieścić. Zimorodkowa Łapa mlasnęła znużona. Sroczka spojrzała spod przymrużonych powiek na siostrę, jakby mówiąc „nie przeszkadzaj”. Córka Pastariana wlepiła za to wzrok w siną dal i czekała. – Jeśli ci się tak nudzi to śmiało idź sobie – powiedziała lekko naburmuszona cętkowana. Koleżanka rzuciła tylko ostre spojrzenie i wróciła do oglądania obłoków.
– Nie, naprawdę możesz sobie już iść – miauknęła kąśliwie Srocza Łapa. Zimorodek przewróciła na te zachowanie oczami i uparcie siedziała w jednym miejscu. Jednocześnie nie chciała robić przykrości siostrze, a jednocześnie chciała ustać przy raz podjętej decyzji i zrobić na złość Sroczce. Dziwne połączenie, nieprawdaż? Kotka podniosła brew gdy jej siostra przymierzyła się do… ataku? Tak to chyba to.
- Sroka, skończysz już, co? Mam pustkę w brzuchu – powiedziała Zimorodkowa Łapa i z utęsknieniem zwróciła oczy ku malejącej kupce zwierzyny.<Srocza Łapo? Nie mam zamiaru robić zarzutów, że dłuższe opowiadanie xD Szczerze to się bardzo ucieszyłam, bo miałam co czytać, a poza tym dlaczego mówisz, że nie umiesz opisywać walki? Przecież to nie było jakieś złe… wystarczy spojrzeć na te opowiadanie ;')>
02 maja 2019
Od Zimorodkowej Łapy CD Koziej Łapy
Pointka wyciągnęła się i ziewnęła potężnie. Wczoraj Lisia Gwiazda mianował ją i jej rówieśników na uczniów. Prawdę mówiąc komfort w legowisku wcale się nie polepszył. Teraz gdy do miejsca spoczynku terminatorów doszła piątka kotów zrobił się ścisk. Podczas snu Zimorodek starała się unikać większych klanowiczów, ale nic nie pomagało i za każdym razem musiała znosić co nowy ciężar, który pchał się na nią poszukując wolnego terenu. Dlatego teraz nie ma się co dziwić, że gdy przyszła jej mentorka, a zarazem przybrana matka – Poplamione Piórko, kotka upajała się przestrzenią i wciąż jeszcze spała.
- Wstawaj leniuchu – zaśmiała się i lekko dotknęła córkę łapą. Niebieska jedynie coś wymamrotała pod nosem i przewróciła się na drugi bok. Wojowniczka westchnęła. – Wiesz, że dzisiaj twój pierwszy trening? – zapytała mając nadzieję, że tym nakłoni uczennicę. Niestety nie znała na tyle dobrze swojej pociechy, aby przewidzieć jej zachowanie. Zimorodkowa Łapa otwarła jedno oko i… zamknęła je, cóż za zwrot akcji. No, ale to nie mogło trwać wiecznie i wreszcie młoda terminatorka wstała z ociąganiem. Łapa za łapą… to wyraźnie powoli wyprowadzało mentorkę z równowagi, ale postanowiła nie reagować. Pointka mrużąc oczy wyszła z legowiska za Poplamionym Piórkiem.
***
- Trzymaj pozycję – upomniała wojowniczka. Minęło już kilka wschodów słońca odkąd Zimorodek stała się uczennicą. W głębi duszy pointka bardzo cieszyła się, że Lisia Gwiazda postanowił dać jej ją jako mentorkę. Mimo kilku wybuchów kocica była bardzo dobrą nauczycielką i starała się jak najlepiej nauczyć Zimorodkową Łapę walki, lojalności, polowania i tego typu rzeczy. Treningi naprawdę nie były bardzo męczące. Kotce starczało siły, aby ćwiczyć jeszcze samodzielnie w przerwach od obowiązkowych ćwiczeń. Niebieska poprawiła układ ciała i posuwając się do przodu zaatakowała gałąź. – Świetnie, skoro już umiesz się skradać może spróbujemy zapolować na prawdziwą zwierzynę? – zaśmiała się kocica trącając patyk. Zimorodek pokiwała głową i przysiadła w śniegu czekając na polecenia. – No spróbuj – powiedziała tylko mentorka. Jakby to było takie oczywiste! Pointka otworzyła pysk smakując powietrze. Mysz. Przysiadła więc do pozycji łowieckiej i starając się płynąć po białym puchu powoli zbliżała się do ofiary. Kiedy była już mniej więcej króliczy skok od zwierzątka zatrzymała się czujnie przyglądając się celu. Mysz niczego nieświadoma powoli zbliżała się do potencjalnej morderczyni. Kotka skoczyła i przygwoździła ją łapami. Piszczka szamotała się, ale kiedy Zimorodkowa Łapa zanurzyła w niej swoje kły zamarła. Niebieska poczuła dumę. Pierwsza zdobycz. Czując smak ciepłej krwi zaniosła stworzonko pod łapy nauczycielki. Poplamione Piórko była chyba jeszcze bardziej dumna od własnej uczennicy kiedy mrucząc otarła się o jej bok. Zimorodek wykrzywiła pyszczek starając się uśmiechnąć, ale niestety wyszedł z tego tylko dziwny grymas. Cóż.
***
Plamka i Zimorodkowa Łapa wmaszerowały do obozu. Pointka niosąc w pysku wątłe ciało myszy kierowała się właśnie do kupki ze świeżą zwierzyną. Siedział przy niej Kózka, a w zasadzie to już Kozia Łapa. Kotka od razu przypomniała sobie nieprzyjemną sytuację związaną z kocurkiem, ale widząc jego spuszczony łeb postanowiła zagadać.
- Jak tam trening z Lisią Gwiazdą? – zapytała udając bardzo zaciekawioną. W rzeczywistości była ciekawa, ale jej charakter nie pozwalał na szczere okazywanie emocji. Upuściła mysz na stosik i usiadła wpatrując się w liliowego. To musiał być zaszczyt szkolenie się u boku lidera, prawda?
<Kózko?>
- Wstawaj leniuchu – zaśmiała się i lekko dotknęła córkę łapą. Niebieska jedynie coś wymamrotała pod nosem i przewróciła się na drugi bok. Wojowniczka westchnęła. – Wiesz, że dzisiaj twój pierwszy trening? – zapytała mając nadzieję, że tym nakłoni uczennicę. Niestety nie znała na tyle dobrze swojej pociechy, aby przewidzieć jej zachowanie. Zimorodkowa Łapa otwarła jedno oko i… zamknęła je, cóż za zwrot akcji. No, ale to nie mogło trwać wiecznie i wreszcie młoda terminatorka wstała z ociąganiem. Łapa za łapą… to wyraźnie powoli wyprowadzało mentorkę z równowagi, ale postanowiła nie reagować. Pointka mrużąc oczy wyszła z legowiska za Poplamionym Piórkiem.
***
- Trzymaj pozycję – upomniała wojowniczka. Minęło już kilka wschodów słońca odkąd Zimorodek stała się uczennicą. W głębi duszy pointka bardzo cieszyła się, że Lisia Gwiazda postanowił dać jej ją jako mentorkę. Mimo kilku wybuchów kocica była bardzo dobrą nauczycielką i starała się jak najlepiej nauczyć Zimorodkową Łapę walki, lojalności, polowania i tego typu rzeczy. Treningi naprawdę nie były bardzo męczące. Kotce starczało siły, aby ćwiczyć jeszcze samodzielnie w przerwach od obowiązkowych ćwiczeń. Niebieska poprawiła układ ciała i posuwając się do przodu zaatakowała gałąź. – Świetnie, skoro już umiesz się skradać może spróbujemy zapolować na prawdziwą zwierzynę? – zaśmiała się kocica trącając patyk. Zimorodek pokiwała głową i przysiadła w śniegu czekając na polecenia. – No spróbuj – powiedziała tylko mentorka. Jakby to było takie oczywiste! Pointka otworzyła pysk smakując powietrze. Mysz. Przysiadła więc do pozycji łowieckiej i starając się płynąć po białym puchu powoli zbliżała się do ofiary. Kiedy była już mniej więcej króliczy skok od zwierzątka zatrzymała się czujnie przyglądając się celu. Mysz niczego nieświadoma powoli zbliżała się do potencjalnej morderczyni. Kotka skoczyła i przygwoździła ją łapami. Piszczka szamotała się, ale kiedy Zimorodkowa Łapa zanurzyła w niej swoje kły zamarła. Niebieska poczuła dumę. Pierwsza zdobycz. Czując smak ciepłej krwi zaniosła stworzonko pod łapy nauczycielki. Poplamione Piórko była chyba jeszcze bardziej dumna od własnej uczennicy kiedy mrucząc otarła się o jej bok. Zimorodek wykrzywiła pyszczek starając się uśmiechnąć, ale niestety wyszedł z tego tylko dziwny grymas. Cóż.
***
Plamka i Zimorodkowa Łapa wmaszerowały do obozu. Pointka niosąc w pysku wątłe ciało myszy kierowała się właśnie do kupki ze świeżą zwierzyną. Siedział przy niej Kózka, a w zasadzie to już Kozia Łapa. Kotka od razu przypomniała sobie nieprzyjemną sytuację związaną z kocurkiem, ale widząc jego spuszczony łeb postanowiła zagadać.
- Jak tam trening z Lisią Gwiazdą? – zapytała udając bardzo zaciekawioną. W rzeczywistości była ciekawa, ale jej charakter nie pozwalał na szczere okazywanie emocji. Upuściła mysz na stosik i usiadła wpatrując się w liliowego. To musiał być zaszczyt szkolenie się u boku lidera, prawda?
<Kózko?>
28 kwietnia 2019
Od Zimorodka (Zimorodkowej Łapy) CD Sroczki (Sroczej Łapy)
Pontka zjeżyła sierść na nieznajomy głos, albo jednak znajomy ponieważ to był ten kot, który wyłonił się z leża kociożercy! Kotka przymknęła powieki i zebrała kilka oddechów chcąc się uspokoić. Spojrzała na Sroczkę mając nadzieję, że to ta zabierze pierwsza głos i nie myliła się.
- Kocio-ż-żerca t-t-to… - i urwała rozglądając się dookoła w poszukiwaniu pomocy. Kiedy pomoc nie nadeszła zmobilizowała się, aby kontynuować. Zimorodek doskonale wiedziała o co chodzi siostrze. Sama też się obawiała, że albo ten miły kocur naskarży na nich do kociożercy, albo je wyśmieje, albo… on sam jest kociożercom. W momencie kiedy spojrzenie radosnego kota przysunęło się po niej poczuła zimny dreszcz przebiegający po kręgosłupie. – t-tto jest… on podobno z-j-zja-d-d-da kociaki – westchnęła smętnie. Nieznajomemu wąsy zadrżały z rozbawienia. Mała koteczka spojrzała na niego niepewnie.
- Nie znam żadnego kociożercy – zaśmiał się i kontynuował. – Nie musicie się obawiać, jestem pewien, że w naszym klanie nikt was nie zje – zapewnił grupkę kociaków i śmiejąc się cicho pomaszerował do legowiska. Zimorodek spojrzała na pozostałych. Nikt nie odważył się nic powiedzieć, wszyscy mieli wzrok utkwiony w oddalającym się kocurze. Córka Poplamionego Piórka zabrała głos.
- Jeśli on ma rację… to niepotrzebnie tam wchodziliśmy – kotka wyobraziła sobie jak teraz wszyscy klifiacy dowiadują się o zabawnym fakcie i wyśmiewają naiwne kociaki. Znajdka westchnęła cicho. Co się stało to się nie odstanie.
- No to… pobawmy się w walki! – zawołała Sroczka jakby odzyskując energię. Zimorodek spojrzała na siostrę spod przymrużonych powiek. Czy ona naprawdę nie obawiała się wyśmiewania przez starsze koty? Jednak od razu pomysł spotkał się z aprobatą pozostałych i pointka przechyliła zdziwiona głowę, ale ustała. – Zasady są takie, że walczymy po kolei. To będzie taki konkurs – mówiła pewnie, a kociaki tylko jej przytakiwały. Córka pieszczochów wskazała ogonem na Kózkę i Żurawinka. – Wy walczycie pierwsi – kocurki spojrzały po sobie niepewnie, ale z wahaniem przystąpiły do walki. Ich braciszek wygrał! Starszy kociak lekko zażenowany opuścił głowę. Sroczka pokiwała z uznaniem głową w kierunku zwycięzcy po czym spojrzała na Zimorodka. – To teraz my – uśmiechnęła się chytrze. Mniejszej kotce zmroziło krew w żyłach. Mają walczyć?
<Sroczko?>
- Kocio-ż-żerca t-t-to… - i urwała rozglądając się dookoła w poszukiwaniu pomocy. Kiedy pomoc nie nadeszła zmobilizowała się, aby kontynuować. Zimorodek doskonale wiedziała o co chodzi siostrze. Sama też się obawiała, że albo ten miły kocur naskarży na nich do kociożercy, albo je wyśmieje, albo… on sam jest kociożercom. W momencie kiedy spojrzenie radosnego kota przysunęło się po niej poczuła zimny dreszcz przebiegający po kręgosłupie. – t-tto jest… on podobno z-j-zja-d-d-da kociaki – westchnęła smętnie. Nieznajomemu wąsy zadrżały z rozbawienia. Mała koteczka spojrzała na niego niepewnie.
- Nie znam żadnego kociożercy – zaśmiał się i kontynuował. – Nie musicie się obawiać, jestem pewien, że w naszym klanie nikt was nie zje – zapewnił grupkę kociaków i śmiejąc się cicho pomaszerował do legowiska. Zimorodek spojrzała na pozostałych. Nikt nie odważył się nic powiedzieć, wszyscy mieli wzrok utkwiony w oddalającym się kocurze. Córka Poplamionego Piórka zabrała głos.
- Jeśli on ma rację… to niepotrzebnie tam wchodziliśmy – kotka wyobraziła sobie jak teraz wszyscy klifiacy dowiadują się o zabawnym fakcie i wyśmiewają naiwne kociaki. Znajdka westchnęła cicho. Co się stało to się nie odstanie.
- No to… pobawmy się w walki! – zawołała Sroczka jakby odzyskując energię. Zimorodek spojrzała na siostrę spod przymrużonych powiek. Czy ona naprawdę nie obawiała się wyśmiewania przez starsze koty? Jednak od razu pomysł spotkał się z aprobatą pozostałych i pointka przechyliła zdziwiona głowę, ale ustała. – Zasady są takie, że walczymy po kolei. To będzie taki konkurs – mówiła pewnie, a kociaki tylko jej przytakiwały. Córka pieszczochów wskazała ogonem na Kózkę i Żurawinka. – Wy walczycie pierwsi – kocurki spojrzały po sobie niepewnie, ale z wahaniem przystąpiły do walki. Ich braciszek wygrał! Starszy kociak lekko zażenowany opuścił głowę. Sroczka pokiwała z uznaniem głową w kierunku zwycięzcy po czym spojrzała na Zimorodka. – To teraz my – uśmiechnęła się chytrze. Mniejszej kotce zmroziło krew w żyłach. Mają walczyć?
<Sroczko?>
23 kwietnia 2019
Od Zimorodka CD Sroczki
Niebiesko – biała kotka popatrzyła zdziwiona na siostrę. Kociożerca? Pierwszy raz słyszała to słowo, ale przynajmniej łatwo było się domyślić o co chodzi. Chwila. To chyba nie było mądre posunięcie. Skoro to jest kociożerca to… Zimorodek wytrzeszczyła oczy.
- Oszalałaś?! – krzyknęła na Sroczkę. – Przecież on nas pozjada! – siostra popatrzyła się na nią niepewnie, ale za chwilę wróciła do swojego normalnego wyrazu pyska.
- Nie pozjada – uśmiechnęła się chytrze. – Tylko go zobaczymy i uciekniemy – Wielkie pocieszenie… Pointka westchnęła i spojrzała na pyszczki towarzyszy. Część wyrażała strach przykryty pod „niewidoczną” maską odwagi, a inna ogromne zainteresowanie.
- No chodźmy! – zawołał Żurawinek. Zimorodek spostrzegła, że prawie wszyscy chcą iść oprócz niej i zrobiło jej się trochę nieswojo.
- Serio, może lepiej nie idźmy. Pobawmy się po prostu w berka – kotka zaproponowała to mimo, że jakiejś wielkiej ochoty na zabawę nie miała, ale nie mogła pozwolić, by jej rówieśnicy zostali zjedzeni. To nie wchodziło w grę! Zostałaby taka samiuteńka na tym świecie.
- Tchórzysz? – zapytała zuchwale Sroczka. Mniejsza kotka ponownie westchnęła.
- No niech ci już będzie, ale nie odpowiadam za szkody jakich doznasz – powiedziała smętnie i usiadła zrezygnowana na zadku. Kociaki poszły więc podskakując radośnie na swoich małych nóżkach w stronę jaskini medyka. Całą tę procesję zamykała Zimorodek, której ogon wił się żałośnie po ziemi. Kiedy koty weszły już do legowiska atmosfera zdecydowanie stała się mroczniejsza. Już nikt nie skakał, a wszyscy dosłuchiwali się jakichkolwiek głosów. Bicolorka rozglądała się strachliwie dookoła. To wszystko musiało wyglądać zabawnie, ale w tej chwili koty czuły się jak w koszmarze. Wszyscy prawie zachłysnęli się powietrza kiedy Zlepek potknął się o kamień i poleciał z cichym piskiem na ziemie. Przez chwilę panowała grobowa cisza.
- Co się stało? – usłyszeli nagle miły głos. Zimorodek stanęła jak wryta, ale zaraz otrząsnęła się i przyzywając za sobą całą gromadkę uciekła z jaskini z głośnym krzykiem, podobnie jak inne kociaki. Gdy grupka ochłonęła z legowiska wyłoniła się niebieska, zaniepokojona głowa, ale znikła tak prędko jak się pojawiła.
- Myślicie, że to był on? – zapytała koteczka. Osobiście nie była tego pewna. Kociożerca przecież tak, by się nie zachowywał!
<Sroczka? Sorry, że tak słabo>
- Oszalałaś?! – krzyknęła na Sroczkę. – Przecież on nas pozjada! – siostra popatrzyła się na nią niepewnie, ale za chwilę wróciła do swojego normalnego wyrazu pyska.
- Nie pozjada – uśmiechnęła się chytrze. – Tylko go zobaczymy i uciekniemy – Wielkie pocieszenie… Pointka westchnęła i spojrzała na pyszczki towarzyszy. Część wyrażała strach przykryty pod „niewidoczną” maską odwagi, a inna ogromne zainteresowanie.
- No chodźmy! – zawołał Żurawinek. Zimorodek spostrzegła, że prawie wszyscy chcą iść oprócz niej i zrobiło jej się trochę nieswojo.
- Serio, może lepiej nie idźmy. Pobawmy się po prostu w berka – kotka zaproponowała to mimo, że jakiejś wielkiej ochoty na zabawę nie miała, ale nie mogła pozwolić, by jej rówieśnicy zostali zjedzeni. To nie wchodziło w grę! Zostałaby taka samiuteńka na tym świecie.
- Tchórzysz? – zapytała zuchwale Sroczka. Mniejsza kotka ponownie westchnęła.
- No niech ci już będzie, ale nie odpowiadam za szkody jakich doznasz – powiedziała smętnie i usiadła zrezygnowana na zadku. Kociaki poszły więc podskakując radośnie na swoich małych nóżkach w stronę jaskini medyka. Całą tę procesję zamykała Zimorodek, której ogon wił się żałośnie po ziemi. Kiedy koty weszły już do legowiska atmosfera zdecydowanie stała się mroczniejsza. Już nikt nie skakał, a wszyscy dosłuchiwali się jakichkolwiek głosów. Bicolorka rozglądała się strachliwie dookoła. To wszystko musiało wyglądać zabawnie, ale w tej chwili koty czuły się jak w koszmarze. Wszyscy prawie zachłysnęli się powietrza kiedy Zlepek potknął się o kamień i poleciał z cichym piskiem na ziemie. Przez chwilę panowała grobowa cisza.
- Co się stało? – usłyszeli nagle miły głos. Zimorodek stanęła jak wryta, ale zaraz otrząsnęła się i przyzywając za sobą całą gromadkę uciekła z jaskini z głośnym krzykiem, podobnie jak inne kociaki. Gdy grupka ochłonęła z legowiska wyłoniła się niebieska, zaniepokojona głowa, ale znikła tak prędko jak się pojawiła.
- Myślicie, że to był on? – zapytała koteczka. Osobiście nie była tego pewna. Kociożerca przecież tak, by się nie zachowywał!
<Sroczka? Sorry, że tak słabo>
Subskrybuj:
Posty (Atom)