BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

25 lutego 2021

Od Aroniowej Gwiazdy

Stał na granicy Klanu Nocy i Klanu Klifu. Smród pożaru i ognia dotarł już do nich parę wschodów słońca temu. Lęk o Łabędzi Plusk wypełnił łeb Aroniowej Gwiazdy. Tym bardziej, że zaledwie pół księżyca temu partner zdecydował się, że zamieszka w jego klanie. W końcu mieli być razem. W zdrowiu i chorobie. Budzić się każdego dnia koło siebie. Lidera nie obchodziło co pomyślą sobie jego współklanowicze. Był już w tym wieku, gdzie gdzieś miało się czyjeś szepty za plecami. Miał prawo w końcu być szczęśliwy. Dreptał w tą i z powrotem pod świerkiem, wydeptując nowe ścieżki w suchej trawie. Czekanie zawsze było najgorszym elementem ich spotkań. Zniecierpliwiony postawił łapę za granicą. A później kolejną i kolejną. Nim się zorientował był już dość niedaleko lasu.
— A-aronio! C-czekaj! — usłyszał dobrze mu znany głos.
Zatrzymał się. Łabędzi Plusk biegł w jego stronę. Zatrzymał się przed nim zdyszany. Złapał za jego kitę i zaczął go odciągać od lasu.
— N-nie m-możemy s-się d-do n-niego zbliżyć. T-tam t-teraz m-mamy obóz. — wyjaśnił point.
Lider spojrzał zszokowany w stronę zagajnika. Jeszcze trochę i sam wpakowałby się w obozowisko Klifiaków. Poczuł nagłą potrzebę oddalenia się od lasu jak najbardziej się da.
— Cieszę się, że jesteś cały. — miauknął do Łabędziego Plusku, gdy już byli w pobliżu farmy.
— A-a ja ż-że ty. — wyjąkał. — P-podobno p-prawie was zalało. — dodał zmartwiony.
Aroniowa Gwiazda westchnął na wspomnienie tamtych dni. Lekko zaczepił swym ogonem o ogon partnera. Łabędzi Plusk spojrzał na niego speszony, ale uderzenie serca później uśmiechnął się lekko. Spletli swoje ogony, przysuwając się bliżej siebie.
— Do zalania było blisko, ale skończyło się na błocie wszędzie. — wyjaśnił lider. — Ale moje legowisko niezależnie od pogody jest suche i czyste. — puścił pointowi oczko.
Wojownik spuścił wzrok, zwalniając kroku.
— B-boję się. — wyznał. — I-ich reakcji. I-ich spojrzeń... sz-szeptów z-za naszymi grzbietami... ty nie?
Bicolor spojrzał na partnera. On także się bał. Bał się jak cholera mimo wszystkich własnych zapewnień we własnej głowie. Ale co mieli do stracenia, jeśli nie zaryzykują? Zawsze mogą rzucić to wszystko w cholerę i zamieszkać poza terenami klanów. Tylko we dwoje w jakiejś przyjemnej borsuczej norze czy chatce.
— Będzie dobrze. — zamruczał, podchodząc do kocura.
Liznął go nieśmiało w polik.
— Poza tym nie będziesz tam sam. Mamy Smutną Ciszę z Klanu Burzy i Złotą Łapę z Klanu Wilka. Dzięki tobie będziemy mieć szpiegów ze wszystkich klanów.
Łabędzi Plusk zaśmiał się nerwowo.
— W-wątpię, by t-twój klan b-był zachwycony... — miauknął cicho.
Aroniowa Gwiazda zmrużył ślipia.
— Gorzej niż za czasów Żwirowej Gwiazdy ze mną nie będą mieć. — stwierdził i ruszył w stronę ich granicy.
Poczuł opór. Łabędzi Plusk nadal stał w miejscu. Odwrócił się w stronę partnera, by dodał ci otuchy i żeby w końcu przeszli przez granicę. Lecz oprócz niego ujrzał coś jeszcze. Ogromnego potwora. Jego warkot rozchodził się po całej okolicy. Point wpatrywał się w niego przerażony, a Aronia wraz z nim. Nie minęło uderzenie serca, a jego olbrzymie łapska zmiażdżyły ich oboje.

* * *

Ból. Głuchy ból rozchodził się po całym jego ciele. Otworzył ślipia. Obraz zawirował. Ciemne plamy pojawiały się jak i znikały. Zamknął oczy. Chciał wstać, ale łapy odmówiły mu posłuszeństwa. Upadł w coś ciepłego. Zmusił się do ponownego otwarcia ślip. Czerwony. Czerwona plama znajdowała się pod nim. Zapach krwi i śmierci mieszał się ze sobą.
Nie żył?
Sam nie wiedział. Zakasłał słabo. Smak krwi pojawił się na języku.
Łabędzi Plusk. 
Myśl o partnerze wypełniła jego umysł. Zaczął się nerwowo rozglądać za kocurem. Ignorując ból zmusił głowę do obrócenia się. 
Znalazł go.
Point leżał nieruchomo. Pachniał śmiercią. Krew umorusała jego śnieżno-srebrzyste futro. Aroniowa Gwiazda doczołgał się do niego. 
— Ła-łabądku? — trącił kocura nosem.
Odpowiedziała mu cisza. Lider nie poddawał się. Będą w zbyt dużym szoku by zrozumieć, że Klifiak nie żyje targał i potrząsał ciałem partnera. Na marne. Ten nadal nie odpowiedział. Nie chcąc dopuścić do siebie wiadomości, że Łabędzi Plusk nie żyje spojrzał niepewnie w stronę lasu. Obóz. Medycy. Medycy mogli uratować Łabędzi Plusk. Nie myślał o konsekwencjach swojego czynu. Liczył się tylko Łabędzi Plusk. Point musiał przeżyć. Zaczął się czołgać w stronę zagajnika. Szurał ciężkim brzuchem po ziemi, zostawiając po sobie krwawy ślad. Czas zdawał się lecieć niebłaganie. Aroniowa Gwiazda nie wiedział ile minęło nim zdążył dotrzeć do lasu. Smród Klifiaków uderzył w jego nos. Był już blisko swojego celu. Czuł to. Jeszcze parę kroków i...
Kocie. 
Kociak wpatrywał się w niego. Para niebieskich ślipi spoglądała na niego przerażona. Jego futro śnieżno-srebrne miało ciemniejsze odznaczenia. 
— Ła-łabądek? — miauknął kocur. 
Kocie skuliło się. 
— N-nie, j-jestem Aronia. — miauknęło. 
Lider już nic z tego nie zrozumiał. Jedynym logicznym wytłumaczeniem zdawały się przedśmiertne halucynujcie. Bo jakże inaczej wyjaśnić kota wyglądającego dokładnie tak samo jak Łabędzi Plusk o jego imieniu? Czyżby Klan Gwiazd z nim pogrywał?
Zakasłał słabo. Krew ubrudziła łapy kocięcia, które przyglądało mu się z przerażeniem. 
— K-kim j-jesteś? — pisnęłp.
— N-nie... nie poznajesz... mnie, Ł-łabądku? — mruknął słabo, mrużąc ślipia. 
Świat coraz bardziej mu ciemniał. Każdy oddech był coraz trudniejszy. Cięższy. Zupełnie jakby ktoś obłożył go kamieniami. Zacharczał, czując jak coś blokuje mu gardło. 
— T-to ja... Aronia... 
— wymruczał prawie szeptem. 
Wziął ostatni świszczący oddech.
— Leć... leć po pomoc... bła... błagam.  

<Aronia Juniorze?>

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Smutnej Ciszy

Aronia położył uszy. Ostatnie czego pragnąć to zostać przyłapanym przez medyczkę. Westchnął ciężko.
— Nic. — burknął pospiesznie. 
Ukrył białe piórko w czarne łatki pomiędzy łapami. Jednakże ten ruch nie umknął medyczce, która jeszcze mocniej wbiła w niego zaciekawiony wzrok. Już widział jak w jej łbie kłębi się tysiąc myśli. Pewnie już w jej łebku powstała niejedna historia o nieszczęśliwej miłości, jaką to uwielbiały kotki, czy o jego tajemniczej przyszłości. Podczas gdy prawda była taka rozczarowująca. Otulił się ogonem pomimo upału. 
— Należało do mojego syna. — prychnął cicho. 
Smutna Cisza rozejrzała się zdziwiona. 
— Myślałam, że nie masz kociąt. — oznajmiła. 
Na pysk kocura mimowolnie wkradł się grymas. 
— Wszystkie już nie żyją. — mruknął. — Poza tym nikt nie wiedział... Gdybym przyznał się do ojcostwa sam leżałbym już dawno martwy. 
Trójłapna kotka uśmiechnęła się lekko. Sztucznie. 
— Czyli coś nas łączy. 
Lider trzepnął ogonem. 
— Może. Ale ja nie pozwoliłem, by ta słabość mnie zniszczyła. — stwierdził, spoglądając w niebo. — Dopiero tam mnie spotka kara za moje czyny. 
Kotka zamilkła. Także podążyła wzrokiem w kierunku nieba. 
— Myślisz, że moje kocięta... one wybaczą mi? — zapytała lidera. 
Aronia wzruszył ramionami. 
— Może. Moje nie. Jedno nawet chciało mnie zabić. Więc powodzenia. — miauknął do medyczki. — Nie daj się zabić. Mglisty Sen chyba nawet cię polubiła. 
Smutna Cisza nie wiedząc jak zareagować na to jedynie kiwnęła łbem. 

* * *

Pomimo że od zgromadzenia minął już niejeden księżyc pewno wydarzenie utrwaliło się w ich głowach. Ich przyczyną nie był wyjątkowo ani Ogienek ani Zbożowa Łapa. Ku zaskoczeniu niejednego kota w klanie ów na co dzień ponura i cicha Smutna Cisza wywołała największe show. Co prawda gdyby nie pomoc wojowniczki Klanu Burzy sprawa za pewnego nie miałaby takie rozgłosu. Kolejne głosy niezadowolenia z powodu przebywania kotki w ich klanie dotarły do Aroniowej Gwiazdy. Kocur nie mógł tego dłużej ignorować. Musiał pomówić ponownie z kotką. Podszedł do medyczki. 
— I jak sprawa z córką?

<Konwalia?>

12 lutego 2021

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Jesionowego Wichra

Aronia burknął. Jedyne o czym teraz marzył to o utopieniu Ognistej Łapy w pobliskim jeziorze. Ta fantazja powstrzymywała go od rzucenia się na prawdziwego Ognia. Słysząc pytanie Jesionowego Wichru wbił pazury w ziemię. 
— Teraz będzie trudniej go wywalić. — warknął, wpatrując się w zadowolonego Borsuczego Warkota. 
Czemu wszystko musiało się komplikować. 
— Musimy zrobić to po cichu. — miauknął lider. 
— Co? — zapytał zdezorientowany Jesion. 
— Pozbyć się Ognistej Łapy. Ten mysi móżdżek Borsuczy Warkot ma trochę oleju we łbie. Pewnie chętnie uprzykrzy nam życie jak go od tak wywalimy. Może, broń Klanie Gwiazd, jeszcze kogoś przekona do swoich idiotycznych racji i będziemy mieli przechlapane. 
Jesionowy Wicher zmarszczył brwi.
— Nikt nie jest aż tak głupi. 
— Spójrz na Pigwowy Kieł. Spodziewałbyś się tego? No właśnie. 
Jesionowy Wicher na imię dawnego wojownika zamilkł. 
— Tylko musimy coś wymyśleć. Klanie Gwiazd, dopomóż. — szepnął w stronę nieba lider. 
Widząc zmartwiony pysk zastępcy, westchnął. 
— Odpocznij. I nie przejmuj się tą bandą mysich straw. Coś zaradzimy. — poklepał czekoladowego ogonem po grzbiecie. 
Jesionowemu Wichrowi to się nie podobało. Było widać to na jego pysku. Jego ogon nerwowo uderzał o ziemię. Aronia westchnął. Pozostawała mu nadzieja, że Ognista Łapa odwali coś tak głupiego, że nawet Borsuczy Warkot mu nie pomoże. Odszedł, zostawiając zastępcę samego ze swoimi myślami. Miał nadzieję, że uda mu się to wszystko załatwić nim sam wykituje do Klanu Gwiazd. Pozostało mu w końcu tylko jedno życie. 
* * *

Ognista Łapa trafił do żłobka. Gdyby nie zirytowane matki zostawiłby go tam na zawsze. Klan bez niego na widoku był taki spokojny. Cichy. Pozbawiony wrzasków. Jedynie Borsuczy Warkot był bardziej podejrzany niż zwykle. Kręcił się po obozowisku jak mysz w gnieździe orła, znikał na długie polowania. Aroniowa Gwiazda nawet nie miał siły się tym martwić. Dopiero co miał szansę odetchnąć od Ognistej Łapy. Nie zamierzał tego zmarnować na drugiego lisiego bobka. Na widok swojego zastępcy wyskoczył z legowiska lidera. Podszedł do maszerującego gdzieś zamyślonego czekoladowego. 
— Gdzie idziesz? — zapytał. 
Jesionowy Wicher wyrwał się z rozmyślań. Jego niebieskie ślipia spojrzały na niego.
— Nigdzie. — mruknął w końcu. 
— Może się przejdziemy? — zaproponował, zmierzając do powalonej kłody. — Ogieńka pilnuje Wrzosowa Polana i sześć kociaków. 
Czekoladowy kiwnął łbem. Spojrzał zmartwiony jeszcze nim wyszli z obozowiska i ruszył za liderem. Szli w stronę lasu. Pogoda znów nie dopisywała. Deszcz lał się z nieba, a wiatr nieprzyjemnie targał futrem. Weszli szybkim krokiem w leśny zagajnik.
— Już niedługo będziesz liderem. — mruknął do Jesiona. 
Kocur zmarszczył brwi. 
— Nie gadaj tak. Przecież masz jeszcze parę żyć. — mruknął czekoladowy. 
Aroniowa Gwiazda nie potrafił skłamać, więc tylko uśmiechnął się krzywo.
— Życzę ci, żeby Borsuczy Warkot i Ogienek zdechną przede mną. — miauknął. 
Jesionowy Wicher uśmiechnął się smutno. Aronia uniósł ogon niezadowolony. 
— Kogo byś wyznaczył dzieciom Wrzosowej Polany? — zapytał. 
Czekoladowy uniósł wzrok zaskoczony. 
— Czemu pytasz? 
— Może wybierzesz lepiej niż ja. Spędzasz z nimi więcej czasu. Ja nawet ich nie znam. — mruknął, siadając pod dębem. 
Jesionek się przysiadł. Zamyślonymi ślipiami powędrował do swoich łap. 
— Kurce dałbym Zwinkowy Ogon. Myślę, że dotrze do niego jako mentor. Niezapominajkowi... Malinowy Pląs. A Orzeszce Brzoskwiniową Bryzę. 
Aronia skrzywił się lekko. Już widział minę Borsuczego Warkotu podczas tego mianowania. 
— Przynajmniej dajesz ich zaufanym kotom. — stwierdził po dłuższym uderzeniu serca ciszy.
— A ty? — zapytał Jesionowy Wicher. 
— Niezapominajka Puszystemu Futru, Kurkę Pajęczej Sieci, a Orzeszkę Borówkowemu Liściu. — mruknął szybko. — Ale myślę, że lepiej wybrałeś. Szczególnie, że wiesz cokolwiek o tych maluchach. — westchnął. 
Może powinien już sam przejść na emeryturę? Jak Iglasta Gwiazda. Dobrze widział, że Jesionowy Wicher radził sobie o wiele lepiej z klanem i znał jego członków niż on. Wstał i przeciągnął się leniwie. 
— Chcesz się gdzieś wybrać? Może do Zamkniętego Świata? Pamiętasz jeszcze nasz pierwszy wypad tam? — mruknął, kręcąc łbem na tamto wspomnienie.

<Jesion?>

04 lutego 2021

Od Aroniowa Gwiazda

 *kontynuacja opka z 15.11*

— A-aronia? — usłyszał głos pełen niepokoju. 
Uniósł łeb, by ujrzeć pointa. Kocur prawie się nie zmienił. Może parę siwych włosów pojawiło się na jego pysku. Aroniowa Gwiazda podniósł się. 
— H-hej, Łabądku. — mruknął. 
Stres nadal go trzymał, pomimo że widział, iż Klifiakowi nic nie było. 
— C-co tu r-r-robisz? — zapytał cicho, rozglądając się. — W-wszyscy s-szukają w-wody, w-więc k-ktoś m-może n-nas podejść. — wyjaśnił. 
— To może stańmy po mojej stronie granicy? — zaproponował niepewnie. — Zawsze możemy odwalić szopkę i cię "pogonię" z moich terenów. 
Łabędzi Plusk kiwnął łbem i stanęli za świerkiem. Teraz byli na pełnym widoku dla Nocniaków, lecz na szczęście mało kto zapuszczał się na wysuszoną polanę podczas takich upałów. Większość wojowników jak już wybierało las do polowania. Skryli się w cieniu drzewa. 
— W-wszystko u c-ciebie w p-porządku? — zapytał point, siadając. 
Aronia uśmiechnął się lekko. Już dawno nie słyszał tego pytania. W wirze obowiązków mało kiedy miał czas na pogaduchy. Poza tym raczej rzadko takowe odbywał nie licząc rozmów z Jesionowym Wichrem. 
— Jakoś. Na pewno się nie nudzę. Klan Gwiazd nie daje nam wytchnienia. — westchnął. — Ale niestety wyczuli twój zapach przy norze borsuków. 
Łabędzi Plusk zesztywniał. 
— I-i? 
— Zasypano ją. — miauknął smutno. 
Nora miała potencjał zostania "ich miejscem". Mogli w niej spotkać się bez stresu przyłapania czy przypadkowego spotkania kogoś. Niestety długo nie mogli się ją nacieszyć. Westchnął smutno. 
— P-przykro m-mi. — wyjąkał Łabądek, lekko opierając się o niego. 
Aronia pokręcił łbem. 
— To bardziej moja wina. Ubzdurali sobie, że ta nora to tajna baza Klifiaków. Uparli się jak nigdy. — westchnął.
— N-na pewno n-nie twoja... — zaczął Łabędzi Plusk, ale urwał. — M-mogłem l-lepiej za-zatrzeć ś-ślady... — mruknął cicho.
Aronia otulił kocura lekko ogonem. 
— Żaden z nas nie mógł tego przewidzieć. 
Point po uderzeniu serca namysłu kiwnął łbem. Oparł się bardziej na nim, a wzrok wbił w ziemię. Lider zmrużył ślipia. Brakowało mu Łabędziego Pluska. Sama obecność kocura koiła jego nerwy i niepokoje. Oparł się także o partnera. Byli sami na polanie, nie licząc śpiewających w oddali ptaków. Aronia starał się cieszyć każdym uderzeniem serca, wiedząc jak te są ulotne. Nie wiedział kiedy ponownie ujrzy kocura.
— Gdybyśmy tylko żyli w jednym klanie. — mruknął cicho, otwierając ślipia. 
Spojrzał na niebo, jakby liczył, że przodkowie jakoś to mu ułatwią. 
— Przynajmniej teraz już nie masz lidera tyrana...? — twierdzenie zamieniło się w pytanie. 
Zerknął na Łabądka, który zaczerpnął mocniej powietrza. 
— B-berberysowa G-gwiazda j-jest inna... B-b-bardziej z-zrównoważona...? — miauknął sam najwidoczniej jak ubrać w to słowa. 
— A jak kocięta Słodkiego Języka? — zapytał. 
Teraz zostały same. Bez matki zdrajczyni oraz niezrównoważonego ojca. Aronia nawet nie wiedział, czy to dla nich lepiej, czy nie. Nigdy ich nawet nie widział. Kocięta jego jedynej przyjaciółki zdawały się mniej realne niż Klan Gwiazd. Mógł tylko wierzyć słowom Porannej Zorzy oraz dziwnej reakcji Lisiej Gwiazdy. Westchnął. Żałował, że lepiej nie przypilnował kotki. 
— Żyją. M-mają się c-chyba dobrze. J-jakoś sobie radzą. — odpowiedział.
Aronia zmarszczył brwi. Nie miał z czego ich ratować. Po śmierci ojca najwidoczniej dobrze im się żyło w Klanie Klifu.
— Chciałbym je poznać. Zobaczyć jakie są. Czy któreś przypomina ją. — dodał ciszej.
— K-kwaśna Łapa je-jest podobny d-do matki. L-lisią Ł-łapę mentorowałem... p-po śmierci L-lisiej Gwiazdy. B-bardzo m-miła kotka.
— Mniej nachalna niż Szczawiowy Liść? — zapytał, przypominając sobie denerwującego kocura.
Łabędzi Plusk kiwnął łbem. Lekko dotknął ogona czarno-białego, by po nieśmiałym spojrzeniu, niepewnie spleść ich ogony. Uśmiechnął się lekko speszony po napotkaniu spojrzenia Aronii. 
— T-tak. N-nie martw się n-nim. 
Lider położył uszy na samą myśl o tamtym aroganckim kocurze i innej liliowej mysiej strawie, który prócz pokładania się na Łabądku później go obsmarkał. 
— Dobrze. — wydusił w miarę spokojnym głosem. 
Uniósł uszy, przypomniawszy sobie o czymś. 
— Nie zgadniesz kogo spotkałem podczas dostawania żyć. — mruknął do Łabędziego Pluska.
Point zupełnie jakby czytał mu w myślach zrobił duże ślipia. 
— J-ją...? — zająkał, dobrze pamiętając tamte zgromadzenie. 
— Tak. Ofiarowała mi cierpliwość. Szkoda, że tyle jej przy niej straciłem. — burknął, uśmiechając się krzywo na myśl o swojej pierwszej uczennicy. — A potem jęczała mi w ucho, że "wiedziała!" 
Point spojrzał niepewnie na niebo. 
— M-myślisz, że t-teraz też n-nas obserwuje? — miauknął zaniepokojony. 
Aronia przysunął się bliżej niego.
— Możliwe. — mruknął. — Ale póki żyjemy nie będzie nas męczyć. 
Łabędzi Plusk przytulił się do niego lekko.
— T-to obyśmy ż-żyli sto k-księżyców. — miauknął. 
— Oby. — mruknął Aronia, obejmując kocura łapą. 

* * *

*wiosna*

Słońce powoli znikało za chmurami. Niebo zabarwiało się na fioletowo. Widok był piękny, lecz Aroniowa Gwiazda nie potrafił się na nim skupić. Łabędzi Plusk nie przyszedł na ich ostatnie spotkanie. Z relacji Berberysowej Gwiazdy nic złego nie działo się w ich klanie. Dlatego też się martwił. Nie wierzył, że Łabądek od tak zapomniał o nim. Może połamał łapy? Sierść nieprzyjemnie zjeżyła mu się na samą myśl o tym. Zestresowany dreptał w tą i z powrotem, wydeptując nową ścieżkę pod świerkiem. Trzeci wschód słońca stał i zamartwiał się o kocura. Żołądek skurczony z nerwów wydawała dziwne odgłosy przerywające nocną ciszę. Rozejrzał się nerwowo. Dostrzegł zgarbioną, jasną sylwetkę. Wytężył wzrok, próbując odgadnąć, czy to Łabędzi Plusk. Kot zbliżał się powoli. Łapy szurały po ziemi, a ogon wlókł się za nimi. Ciemny pysk ukazał pełne smutku i bólu błękitne ślipia. 
— Łabądku...? — zawołał. 
Kocur uniósł lekko łeb. Na jego widok ślipia wypełniły się łzami. Cały pachniał żalem oraz cierpieniem. Aronia pobiegł do niego. Przytulił kocura, który jeszcze bardziej zaniósł się płaczem. Gorzkie łzy pointa skapywały z jego polików na futro czarno-białego. Lider zamarł. Nie rozumiał co się stało. Co wpędziło Klifiaka w taką rozpacz? 
— Ł-łabądku? Co się stało? 
Kocur nie odpowiedział. Zaniósł się jeszcze głośniej płaczem. Aronia przytulił go mocniej. Czuł się taki bezsilny. Nie miał pojęcia jak pomóc partnerowi. Żal ściskał mu serce. A on nawet nie miał jak mu pomóc. Nic nie wiedział. Gdyby tylko żyli w jednym klanie... Może mógłby go ustrzec przed tym nieszczęściem? Czemuś zapobiec. Czy po prostu być przy nim. 
— Jakbyś chciał... — zaczął niepewnie. — Jakbyś chciał to będę na ciebie czekał w Klanie Nocy. Możemy zamieszkać razem. Codziennie budzić się koło siebie. Ja... ja będę na ciebie czekał. Aż będziesz gotowy. — mruczał do Łabędziego Pluska. 
Siedzieli jeszcze długo razem. Aż księżyc okrążył całą Srebrną Skórkę. Wtedy dopiero kocur odsunął się od niego. Wymruczał coś niezrozumiałego, co pewnie miało oznaczać, że musi wracać do obozowiska. Aronia pożegnał go. Chciał móc odprowadzić chociaż pointa, ale dobrze wiedział jak ryzykowne to było. Siedział, obserwując znikającą sylwetkę Łabędziego Pluska. 

28 stycznia 2021

Od Aroniowej Gwiazdy

Spoglądał na bawiące się w żłobku kocięta. Ich nowy towarzysz Ogienek siedział niezadowolony koło Wrzosowej Polany. Ona także nie było zachwycona jego obecnością. Czarny najwidoczniej nawet przez rówieśników nie był zbytnio lubiany. Może faktycznie powinien go przepędzić? Nic użytecznego poza łapaniem ryb i ptaków do klanu nie wnosił. Głośne kichnięcie przerwało jego rozmyślenia. Z nosa jednego z młodych Wrzosowej Polany zwisał ogromny glut. Kociak zaskoczony tyknął go łapką, do której zaraz lepka wydzielona się przykleiła. Aroniowa Gwiazda skrzywił się na te widok. Kocięta były takie brudne i obrzydliwe. Kocur szybko się wycofał zanim karmicielce wpadł pomysł prośby o to, by zajął się jej pociechami. Łapy skierował do legowiska medyków. Zaskoczyła go prośba Drobnej Łapy o zmianę fachu, więc nie ukrywał, że ciekawiło go, jak problematyczny syn zastępcy sobie radzi. Zajrzał ukradkiem do środka. Mglisty Sen stała nad Nadchodzącym Dzikiem majstrując coś przy jej łapie, a Drobna Łapa zajmował się Pszczelą Pręgą. Brak Smutnej Ciszy zaniepokoił go, ale nie miał siły szukać kotki. Zawsze istniał cień szansy, że zaniewieruszyła się gdzieś w obozowisku. Po awanturze na Zgromadzeniu była jeszcze bardziej nieobecna. Aroniowa Gwiazda nie dziwił się. Dobrze pamiętał wywód jego syna Pigwowego Kła i krzyki na niego. Wtedy prawie jego związek z Łabędzim Pluskiem się rozpadł. Położył uszy. Dawno nie widział kocura. 
— Aroniowa Gwiazdo? 
Sasankowy Płatek wpatrywała się w niego niepewnie. 
— I wiesz co z moim synkiem? — miauknęła, wstrzymując łzy. 
Wyglądała żałośniej niż kiedykolwiek wcześniej. Kocur coraz bardziej zastanawiał się nad jej wcześniejszym trafieniem do starszyzny. Odkąd zniknął Jelenia Łapa pamięć kotki coraz bardziej szwankowała. 
— Jest w Klanie Burzy. — oznajmił. — Mokra Gwiazda się na niego nie skarżył. Jak chcesz to iść się z nim spotkać. — dodał ciszej. 
Wojowniczka uśmiechnęła się smutno. Skinęła łbem i odeszła chwiejnym krokiem. Kątem oka obserwował tylko jak wchodzi do legowiska wojowników. Po tym jak kocurek zniknął zachowywała się zupełnie jakby Sarnia Łapa nie istniała. Uczennica coraz bardziej psociła na treningach oraz w obozowisku, by przyciągnąć uwagę matki, lecz bezskutecznie. Aronia miał nadzieję, że ta niestanie się drugim Ognistą Łapą. Wystarczało mu problemów z tym pierwszym.




wyleczeni: Nadchodzący Dzik, Pszczela Pręga

Od Aroniowej Gwiazdy

Położył łapę na twardej skale. Dawno tu nie był. Spojrzał na rozciągające się po prawej stronie tereny Klanu Klifu. 
— Ale śmierdzi. — stwierdził Zbożowa Łapa, zaciągając się powietrzem. 
Lider spojrzał na dawnego Lizaczka. Sam powiedział Jesionowemu Wichru, że wycieczka dobrze mu zrobi, ale zaczynał wątpić w swoją decyzję. 
— A co myślałeś? Że będzie kwiatkami pachnieć. — mruknęła Zbożowy Kłos. 
Jej uczennica Chrobotkowa Łapa podążała za mentorką rozglądając się bacznie i z zaciekawieniem. Nic też dziwnego, jeszcze wcześniej nie opuszczała rodzinnych terenów. Oderwał wzrok od wnuczki. Za bardzo przypominała mu syna, którego nie chciał pamiętać. Za tą trójką dumnie kroczył Ognista Łapa. Kocur przez ostatni księżyc nie psocił. Nawet prawie się nie narzucał. To zdecydowanie było podejrzane. Dlatego też wolał go mieć na oku. Wkrótce dotarli na górę. Aroniowa Gwiazda spojrzał na dwójkę uczniów i wojowniczkę.
— Macie być grzeczni, szczególnie ty Lizaczku i Ognista Łapo — warknął na kocury. — Jeśli Zbożowy Kłos będzie się skarżyć na was to będziecie zamiatać obóz ogonami. Jasne? 
Uczniowie kiwnęli łbami, rozglądając się po nowym terenie. Zbożowy Kłos usiadła niedaleko wejścia do jaskini. Lider widząc, że jak na razie wszystko jest pod kontrolą wkroczył do groty. Mrok otoczył go z każdej strony. Kamień był przygaszony. Lider zbliżył się do niego i polizał go. Metaliczny smak pojawił się na jego języku. Aronia skrzywił się. Nie przepadał za tym smakiem. Położył się na zimnej posadzce i zmrużył ślipia. Magiczna teleportacja nastąpiła w parę uderzeń serca. Otworzył ślipia na polanie. Rozejrzał się. Panowała tu noc. Lecz na niebie nie było gwiazd. Odwrócił się za siebie, by ujrzeć burą sylwetkę. Pstrągowa Gwiazda przygląda mu się zniecierpliwiona. 
— Czego? — mruknęła. 
Aroniowa Gwiazda otworzył niepewnie pysk. Teraz gdy kotka wiedziała kto był ojcem kociąt Lśniącej Róży zdawała się być o wiele straszniejsza. Gdyby miał kogoś podejrzewać, że maczał łapy w jego dość szybkim traceniu żyć to jego podejrzenia padły by na własną poprzedniczkę. Jej wcześniej obojętne ślipia teraz wypełniał gniew. Słabszy od tego z dnia jego przyjęcia żyć, lecz nadal błyszczący w pomarańczowych ślipiach. 
— No mów. 
— E... no więc. Chciałem zapytać... — nagły ból na jego ogonie sprawił, że się skrzywił. 
Pstrągowa Gwiazda zmarszczyła brwi. Jej ogon uderzył o ziemię. 
— Powinieneś pierw zadbać o swój autorytet. — stwierdziła chłodno. — Ten młodzik pozwala sobie na zbyt wiele. 
Aroniowa Gwiazda nie musiał zgadywać o kogo chodzi. Wbił gniewnie pazury w ziemię. Wypatroszy go. Gdyby tylko wizja rozmyła się, otworzył ślipia. Ognistej Łapy już tu nie było. Może i dla niego lepiej. Jęki i krzyki dochodzące na zewnątrz dowodziły, że Zbożowy Kłos się nim już zajęła. Kocur westchnął ciężko. Nie potrzebowali katastrofy jako kary, Ognista Łapa samym swoim bytem nadrabiał wszystko. Wyszedł cały zjeżony. 
— Coś ty sobie myślał?! — wrzasnął na czarnego. 
Ten skulony nic nie odpowiedział wyjątkowo. Najwidoczniej Zbożowy Kłos już dobrze mu wbiła do łba, dlaczego to był zły pomysł. 
— Jeszcze jedna akcja, a wylatujesz z klanu. Nie mam do ciebie już cierpliwości. — warknął na kocura. — I trafiasz do żłobka. Może tam przybędzie ci rozumu.

27 stycznia 2021

Od Aroniowej Gwiazdy

Leżał, grzejąc się w cieple promieni słonecznych. Po obozie rozchodziły się krzyki i różnego rodzaju bluzgi, lecz Aroniowa Gwiazda starał się nie zwracać na nie uwagi. Był już stary. Drzemka była ważniejsza niż pouczanie młodzieży o niewyparzonym języku. Ziewnął leniwie. Gdyby nie te krzyki to naprawdę byłoby przyjemnie. Słońce przyjemnie grzało w grzbiet, a wiatr lekko kołysał gałęziami wierzby. Pora Nowych Liści była niczym ze snu. Nic złego się nie działo. Żadnej powodzi, czy tragicznych śmierci ani wojen. Słysząc zbliżające się kroki, otworzył niechętnie ślipia. Brązowa sylwetka nie zaskoczyła go. Niebieskie ślipia bacznie go obserwowały.
— Ostatnio dużo sypiasz. — stwierdził Jesionowy Wicher, dosiadając się. 
— Stary jestem. — mruknął lider. 
Ilość księżyców coraz bardziej mu dokuczała. Podobnie jak stawy. Westchnął. Tęsknił za młodością. Za beztroską bycia wojownikiem. Za rodziną. Przed Aronią i Jesionem przebiegli roześmiani Węgorzy Wąs i Jesiotrowa Łuska. Wojownicy wskoczyli z pluskiem do jeziora i kontynuowali ściganie się w wodzie. Byli na tyle chaotyczni w swej zabawie, że parę postronnych wojowników musiało oddalić się od brzegu, by także nie zostać całkowicie przemoczonym.  
— Chyba masz okazję zostać niedługo dziadkiem. — mruknął do zastępcy. 
Jesion położył uszy. 
— Oby nie. Jeszcze nie jestem aż tak stary. 
— Patrząc na Wrzosową Polanę i Śnieżną Chmurę mogę tylko ci życzyć, żebyś miał rację.
Położył łeb na łapach. Senność znów go dopadła. Ziewnął leniwie, by zwinąć się w kłębek. 
— Też lepiej odpocznij póki jest cicho. Znając twoje kociaki zaraz znów się w coś wpakują. — burknął pod nosem. 
Zastępca westchnął. Aronia nie dziwił się mu. Dwójce z jego pociech raczej mało który kot by sprostał. Patrząc na to, że czekoladowy podołał wychowaniu ich jakoś, udowadniało, że radę poprowadzić klan. Poza tym, gdyby nie Ognista Łapa i kręcący się przy nim Borsuczy Warkot, w klanie było dość spokojnie. Ich sąsiedzi też nie dawali niepokojących znaków. Miła sielanka była czymś niepokojącym. Klan Gwiazd ostatnio rzadko był tak łaskawy. A szczególnie w ostatnich czasach. Sierść mimowolnie mu się zjeżyła na wspomnienie o zniknięciu słońca. Albo opętanie uczennicy medyka Klanu Wilka. Ta chwilowa przerwa katastrof musiała być ciszą przed burzą. 
— Zamierzam się wybrać do Księżycowego Kamienia. — mruknął do Jesionowego Wichru. 
Też zdziwiony uniósł ogon. 
— Coś cię niepokoi? — w jego głosie było słychać zmartwienie. 
— Może dadzą nam pozwolenie by wywalić Ognistą Łapę. — mruknął z uśmiechem. 
Jesionowy Wicher spojrzał na niebo.
— Oby! Z każdym wschodem słońca jest jeszcze bardziej wkurzający. — burknął. 

07 stycznia 2021

Od Aroniowego Podmuchu CD. Smutnej Ciszy

Widok krwi i ran raczej nie był tego co się spodziewał. metaliczny zapach uderzył do jego nosa. Zmarszczył go. I co on miał począć z tą dziwną kotką? Nie na takie rzeczy się pisał. Nie umiał też prawić poruszających kazań o docenianiu życia. Te sprawy były mu obce. Sam nie raz uciekał od swoich problemów, ale nie znał nikogo kto robiłby to w podobny sposób co dawna Burzaczka. 
— Po co to robisz? — mruknął. 
Kotka skuliła się jeszcze bardziej. Najwidoczniej był to drażliwy dla niej temat, lecz Aroniowa Gwiazda nie mógł tego od tak porzucić. Czuł, że w jakiś sposób było to niezgodne z kodeksem. I też niemoralne. Westchnął, wbijając wzrok w sufit starszyzny. Coraz bardziej odnosił wrażenie, że Gwiezdni chcą go wykończyć tym wszystkim. Smutna Cisza milczała skulona. Wyglądała jeszcze bardziej żałośnie niż wcześniej. 
— Nie mów, skoro nie chcesz. Lecz nie jest to coś godnego pochwały. Jeszcze raz zobaczę nowe rany, a znajdę ci jakieś zajęcie. — ostrzegł kotkę. 
Skierował się do wyjścia. Odwrócił się jeszcze raz, by spojrzeć na swoje nowe zmartwienie. 
— Wiem, że nie każdy pała do ciebie sympatią, ale takim zachowaniem nie zdobędziesz akceptacji klanu. Jeśli coś lub ktoś będzie cię męczyć porozmawiaj o tym z Biegnącym Potokiem lub ze mną. — mruknął na do widzenia. 
Wyszedł ze starszyzny pospiesznie. Miał nadzieję, że kotce nie wpadną tylko głupsze pomysły. 

* * *

Widok siedzącej w samotności kotki go nie zaskoczył. Smutna Cisza obserwowała z daleka przechadzających się Nocniaków. Lider westchnął. Co prawda sam nigdy nie znalazł się w obcym klanie, ale nie uważał, żeby zapoznanie się z kimś przez tyle księżyców było niemożliwe. Podszedł do kotki.
— Oni nie gryzą, wiesz? — mruknął, zerkając na czarno-białą. 


<Konwalia?>

04 stycznia 2021

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Jesionowego Wichru

Aroniowa Gwiazda westchnął. Dobrze było wiedzieć, że nie tylko jego irytował Ognista Łapa. Kocur widocznie miał coś nie tak ze łbem i niejednego irytował. 
— Czy ty go widzisz? Jak on śmie traktować tak przyszłego lidera? — burzył się czarny. 
Lider zjeżył się. 
— Wyjazd. — syknął. 
Ognista Łapa spojrzał dumny na Jesionowy Wicher. 
— Słyszałeś? — mruknął, mrużąc ślipia zadowolony. 
— To było do ciebie, mysia strawo. — burknął Aronia, łapiąc kocura za kark i ciągnąć go do wyjścia. — Wyjdziesz sam, czy mam ci pomóc?
Ognista Łapa prychnął. 
— Gdy ja będę liderem...
— To na szczęście ja będę już martwy. — przerwał mu, wypychając go ze swojego legowiska. 
Niestety sądząc po stękaniu z dołu, uczeń nie złamał sobie karku. Aronia mruknął zirytowany. Za co Klan Gwiazd karał go tym matołem? 
— Co za udręka. Podrzućmy go Burzakom. — zaproponował Jesionowy Wicher. 
— Zwróciliby nam go szybciej niż byś się obejrzał. — stęknął. — Gdybym tylko wiedział... Od razu zaproponowałbym mu Klan Klifu. Tam zrobiliby z nim należyty porządek. Jesionowy Wichrze, co ja mam z nim zrobić?
Kocur westchnął. 
— Na pewno nie możemy gdzieś go podrzucić? Albo wywalić? 
— Chciałbym, ale... oprócz bycia irytującą kupą łajna nie zrobić nic złego.
— To... zakaz zbliżania do ciebie? Jakieś kary? Cokolwiek. 
— Jak nie zadziała to najwyżej go otrujemy... — mruknął Aroniowa Gwiazda.
Jesionowy Wicher spojrzał na niego zaskoczony. 
— Żartuję. — dodał jak od niechcenia. 
— Aroniowa Gwiazdo! — usłyszeli wrzask z dołu. 
Spojrzeli po sobie i zignorowali wrzeszczącego młodzika. 
— Wyzywam cię! Wyzywam cię na pojedynek! O miejsce lidera! — nie przestawał się drzeć. 
Aronia wywrócił ślipiami. Jesionowy Wicher wbił pazury w podłoże. Może też już rozważał otrucie ucznia. 
— U nas to tak nie działa. — odkrzyknął Jesionowy Wicher, podchodząc do wyjścia z jego legowiska. 
Czarno-biały także podszedł. Spojrzał w dół. Czarny uśmiechnął się do niego pewnie. 
— Po prostu tchórzysz. No trudno. Może chociaż miejsce zastępcy wywalczę. Czy ty też się cykasz? — prychnął śmiało. 
Lider trzepnął ogonem. Miał już tylko ochotę dać Ognistej Łapie bolesną nauczkę. Wyskoczył z legowiska nim Jesionowy Wicher zdążył pierwszy się dorwać do młodzika. Trudno było mu dalej się powstrzymywać. Niejednemu kotu mogło się nie podobać jego rządzenie, ale Ognista Łapa... on... on był przesadą. 
— A jednak się pofatygowałeś. Pokłoń się przed Ognistą Gwiazdą! 
Aronia prychnął. 
— Tylko nie płacz później. — warknął, rzucając się na młodzika. 
Ognista Łapa odskoczył i sam go zaatakował. Czyli czegoś się nauczył od Wieczernikowego Wzgórza. Lider odskoczył, sam zadając atak. Pazury sprawnie przeryły pysk Ognistej Łapy. Krew spłynęła po pysku ucznia. 
— Masz dość? — warknął. 
Czarny pokręcił łbem, sam rzucając się na niego. Czarno-biały złamał go za kark i przycisnął do ziemi. Uczeń się rwał. W jego pomarańczowych oczach błyszczała determinacja. 
— I co ja powinienem z tobą zrobić, co? Może faktycznie najlepiej wywalić cię na zbity pysk. — syknął uczniowi do ucha. 
Ognista Łapa prychnął i wgryzł się boleśnie w jego nos. Aronia pisnął i zdezorientowany odskoczył od ucznia. Ten jakby tylko na to czekał, popchnął go, by uderzył o ziemię. Lądowanie nie zakończyło się miękko. Jego łeb uderzył głucho o kamień. 
Pierwsze co ujrzał to szylkretowe futro. Wojowniczka przyglądała mu się z lekkim rozbawieniem. 
— Dać się pokonać takiej kupie futra... — mruknęła z uśmiechem. 
Aronia trzepnął ogonem. 
— Nie przypominaj mi. — warknął. 
— Powinieneś bardziej uważać na starość. Tym bardziej, że sam widzisz, że sobie nie radzisz. 
Westchnął. Miała racje, choć nie zamierzał tego przyznać. 
— Chcesz mi coś mądrego powiedzieć? — burknął. 
— Tylko żebyś się rozglądał lepiej. — odparła. 
Prychnął. Rozmyte głosy zaczęły dochodzić do jego uszów. Przymknął oczy, próbując się na nich skupić. 
— Wygrał pojedynek uczciwie! Nie masz prawa!
— Pojedynki nie kończą się śmiercią.
— Na pewno...? Chyba dobrze pamiętamy jeden... 
Otworzył ślipia. Widok zjeżonych kotów nie był dla niego zaskoczeniem. Borsuczy Warkot patrzył na jego zastępcę jak na Klifiaka. Jesionowy Wicher miał nie lepszą minę. Podniósł się niepewnie na łapach. Łeb nadal go bolał. Usłyszał niezadowolone stęknięcie. Poranna Zorza nie był zachwycony z tego, że ktoś przerywa jego pracę. Położył uszy, zdejmując pajęczynę z łba. 
— Co tu się dzieje? — prychnął na mierzącą się wzrokiem dwójkę. 

<Jesion?>

26 grudnia 2020

Od Aroniowej Gwiazdy

Nawet nie wiedział co powiedzieć. Para zielonych ślip wpatrywała się w niego zażenowana. On czuł się nie lepiej. Westchnął. 
— Zacznijmy od początku. — postanowił. — Co macie na myśli, że "nic nie wiedzieliście". 
Śnieżna Chmura speszony zaczął bawić się ogonem, a Wrzosowa Polana zdawała się być na granicy zapadnięcia się pod ziemię. 
— Mama... znaczy Płotkowy Skok mi nie wyjaśniła... — zaczęła cicho mamrotać. — A mama Śnieżnej Chmury... no sam wiesz... 
Aronia żałował, że Jesionowy Wicher uciekł na patrol, zostawiając go z tym samego. W końcu Śnieżna Chmura był jego siostrzeńcem. On się powinien tym zająć. A nie lider. Czarno-biały zupełnie nie radził sobie w takich sprawach. Nigdy nie był ojcem dla swoich kociąt, więc skąd pomysł, że miał pouczać cudze?
— No to teraz wiecie, czym to grozi. — mruknął, wskazując na brzuch kotki. 
Wrzosowa Polana otuliła go speszona ogonem. 
— Nie da się tego jakoś... odwrócić? — zapytała niepewnie. 
— Z tego co wiem to nie. Jak chcesz możesz zapytać się Porannej Zorzy. Ale z nim ta rozmowa może być jeszcze trudniejsza. — stwierdził. 
Kotka westchnęła i syknęła coś do Śnieżnej Chmury. Ten zostawił w końcu swój ogon i spojrzał niepewnie na lidera. 
— Prze-przepraszamy z-za kłopot. — wydukał biały. 
Aronia zmarszczył brwi. 
— Mnie nie przepraszaj. Tylko sobie dołożyliście roboty. Ty lepiej idź do żłobka. Obłok pewnie chętnie ci pomoże, tylko musisz poprosić. A ty. Lepiej wyedukuj się lepiej. I nie odwalaj nic głupiego. Bo inaczej jej kocięta zostaną bez ojca. A chyba tego nie chcesz? 
— Nie, Aroniowa Gwiazdo. — mruknął Śnieżna Chmura ze spuszczonym łbem. 
— Idzie już lepiej. I nie róbcie tego ponownie zbyt szybko! — wygonił speszoną dwójkę ze swojego legowiska.
Wojownicy oddalili się, miaucząc coś do siebie, a on jeszcze chwilę przyglądał się im z góry. Chyba musieli wprowadzić w treningi edukacje seksualną. Inaczej zaraz będą mieli lawinę takich kwiatuszków jak Wrzosowa Polana i Śnieżna Chmura. Westchnął, kładąc się w swoim legowisku. Po raz pierwszy docenił, że sam nie jest już młody i głupi. Jedne niechciane kocięta i kłótnia z Łabądkiem mu starczą. Po tych wszystkich księżycach było mu głupio, że nie powiedział partnerowi. Przecież on na pewno by tego przed nie zatajał. 

15 grudnia 2020

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Jesionowego Wichru

Spojrzał niepewnie na ślizgającego się Jesionka. O wiele lepiej było mu na twardym gruzie. Był stabilny. I nie kończył się kąpielą w lodowatej wodzie. Jednak patrząc na śmiejącego się czekoladowego ośmielił się zrobić krok do przodu. Łapy rozjechały się pod nim, a on uderzył łbem o lód. Jesionek odwrócił się w jego stronę i zamarł. Nie minęło uderzenie serca, a zastępca wybuchnął śmiechem. Aronia prychnął. 
— Nie śmiej się tylko mi pomóż, kupo futra. — warknął Aronia. 
Jesion nadal się śmiał. 
— Prze-przepraszam... ale... ale wyglądasz tak komicznie! — zaśmiał się kocur. — Masz... masz minę jakbyś się najadł szyszek. 
Lider wyobraził to sobie i sam parsknął cichym śmiechem. 
— Ty masz nie lepszą minę. — stwierdził pewnie. 
— Tak? — uśmiechnął się głupio Jesionowy Wicher, przyjmując pozycje łowiecką.
Aronia podniósł się i także się przyczaił. Koty patrzyły na siebie jeszcze uderzenie serca, aż Jesion dał nura w prawą. Ślizgając się i śmiejąc, pędził do przodu. Lider nieco niezgrabnie próbował dogonić go, co skończyło się tym, że w końcu wpadł w poślizg, lądując w kupie śniegu. 
—  Lód chyba nie jest twoim żywiołem! — zawołał rozbawionym głosem Jesionek. 
Aronia wygrzebał się ze śniegu. Otrzepał się i wskoczył ponownie na lód.
— Gdybyś miał tyle lat co ja... — zaczął przemądrzałym głosem. 
Zastępca parsknął śmiechem. 
— Dobrze, panie dziadku. Choć lepiej rozruszać te stare kości. — miauknął, łapiąc kocura za ogon. 
Aronia gwałtownie pociągnięty znalazł się na środku jeziora. Wbił pazury w lód, ostro hamując. Jesionek nadal jeździł wesoło dookoła niego. Lider usiadł, ciężko dysząc. Nawet nie poczuł jak bardzo się zmęczył. Spojrzał w niebo. Zdawało się być piękniejsze niż kiedykolwiek wcześniej widział. Wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze z płuc. Mały obłoczek pary uniósł się i znikł szybko. 
— Co robisz? — zapytał zdziwiony Jesionek, zatrzymując się. 
Aronia uśmiechnął się lekko. 
— Tworzę chmury. — i zaprezentował zastępcy tajemną umiejętność. 

<Jesion sry za gniot>

Od Aroniowej Gwiazdy

Deszcz uderzał rytmicznie o tafle wody. Poziom wody rósł i rósł, co tylko jeszcze bardziej niepokoiło kocura. Jeszcze parę dni porządnej ulewy, a legowiska wraz z wojownikami zaczną wypływać spod starej wierzby. Błoto i tak już było wszędzie. Utrzymanie futra w nagannym stanie było prawie nie wykonalne. Lepka maść wkradała się już w legowiska. 
— Aroniowa Gwiazdo. — Biegnący Potok przysiadła się do niego. — Martwię się o Konwalię... Znaczy o Smutną Ciszę. Jest taka cicha i smutna... no i wychudzona. Boję się, że nic nie je. 
Aronia uniósł zdziwiony brwi. Nie rozumiał czemu ta przejmowała się tak kotką. Większość Nocniaków było raczej do niej negatywnie nastawione. 
— Już wcześniej była chuda. — stwierdził. 
— Ale... — miauknęła smutno wojowniczka. — Po prostu się o nią martwię. Proszę porozmawiaj z nią. Może tobie jako liderowi powie coś więcej. — dodała szeptem. 
Aronia westchnął, lecz podniósł się. Jego łapy ponownie zatopiły się w błocie. Warknął zirytowany. Zaczynał tęsknić za suszą. Skierował się w stronę legowiska starszych gdzie znajdowała się trójłapa. Na razie nie ufał jej by zajęła miejsce w legowisku medyków. Tym bardziej, że patrząc na jej smutne tendencje jeszcze by coś zjadła. Po drodze spotkał Poranną Zorzę. Kocur spojrzał na niego zdziwiony. Jego sierść także przeciekała błotnistą glebą. Z resztą jak cały klan. Wystarczyło wyjść z legowiska, by ubrudzić łapy. Sądząc po minie medyka nie był zadowolony z obecnego stanu swojego futra. 
— Coś przeskrobała? — zapytał.
— Nie. — mruknął. 
Medyk już chciał odejść, gdy lider zatrzymał go ogonem. 
— Wyrzuciłeś już wszystkie trucizny? — zapytał cicho. 
Poranna Zorza westchnął i kiwnął łbem. 
— Ale sama nazbierała jakiegoś zielska. — dodał płowy, kierując się w stronę legowiska medyków. 
Aronia trzepnął ogonem o błotnistą ziemię. Wszedł pewnym krokiem do legowiska starszych. Konwalia leżała na mchowym posłaniu. Na jego widok uniosła łeb. 
— Coś się stało? — zapytała niepewnie. 
Nic dziwnego. Raczej jej nie odwiedzał. Aronia przyjrzał się jej. Faktycznie była chuda. Ale czy chudsza nim dołączyła? Trudno było mu to stwierdzić. 
— Nic. Choć... — uniósł brew, widząc obandażowane łapy kotki pajęczynami. 
Teraz grudki błota osiadły się na nich tak samo jak na opuszkach łap kotki.  
— Po co je marnujesz? To jakiś sabotaż? — mruknął podejrzliwie. 

<Konwalia?>

06 grudnia 2020

Od Aroniowej Gwiazdy

uwaga naprawdę nie umiem w topienie się 

Z niepokojem patrzył na jezioro otaczające wyspę. Poziom wody podniósł się co niepokoiło kocura. Już jedną powódź przeżył i nie było mu spieszne do drugiej. Woda już zabrała im dwa koty. Biały Kieł pomimo całej swojej dziwnej otoczki był dobrym wojownikiem, a Owcze Futerko nadal pamiętał sprzed wielu księżycy, gdy Pstrągowa Gwiazda przyprowadziła ją do klanu. Zwiesił łeb. Do tego wszystkiego jeszcze została sprawa Ćmiej Łapy i Konwaliowego Serca, teraz Smutnej Ciszy. Słyszał dobrze klanowe szmery. Niejeden kot uważał decyzję przyjęcia wygnanej Burzaczki za błąd i nie rozumiało jego decyzji. On czasem też sobie dziwił. Może podobieństwo sytuacji kotki do Słodkiego Języka spowodowało, że się ulitował? Głupie emocje wzięły nad nim górę, zamiast posłuchać racjonalnego umysłu. Fakt, że nikt prócz niego nie wiedział za co wyleciała z klanu dawna medyczka nie pomagał. Choć pewnie i niejednemu kotu jej czyn także by się nie spodobał. Szepty i plotki krążyły wokół trójłapnej kotki siedzącej starszyźnie. Była balastem, którego znaczna część klanu nie chciała utrzymać. Nie dziwił im się. Wiedział też, że kotka chciała zostać medyczką w ich klanie. Lecz nie był pewien czy jest w stanie jej zaufać. Przynajmniej na razie. Sprawa z Ćmią Łapą też nie była łatwa. Niema kotka była dziwna. Cicha zupełnie, jakby ktoś odciął jej język i strachliwa. Aronia pamiętał, że z Wężowym Pyskiem był czasem problem, lecz z nim dawało się komunikować. O Ćmiej Łapie trudniej to było powiedzieć. Mógł jedynie na razie podziwiać Kasztanowy Dół za jego cierpliwość.
— Aroniowa Gwiazdo. 
Odwrócił się w stronę mokrego Oszronionego Futra. Deszcz ciągle padał. Dziś lżejszy bardziej przypominał mżawkę. 
— Tak? 
— Śnieżna Chmura i Nadchodzący Dzik chcą się ścigać w rzece. A dziś jest wyjątkowo rwąca... — nakablował zmartwiony wojownik. 
Lider westchnął. 
— Prowadź. 
Oszronione Futro niepewnie spojrzał na niego i zaczął zmierzać w stronę zalanego wyjścia z obozu. Przepłynęli przez jezioro na drugi brzeg. Polana była pełna bagnistych kałuż. Wilgotna trawa dodatkowo moczyła im łapy, a podgniłe rośliny zaczepiały się w futro. Aronia prychnął, strzepując je.  Już i tak był wystarczająco mokry. Rozejrzał się za młodymi wojownikami, lecz zamiast dwóch sylwetek ujrzał tylko jedną. Wrzosowa Polana wpatrywała się zmartwiona w wodę. Krople deszczu spływały po jej krótkim futrze. Trzęsła się lekko. 
— Oh, jesteś Oszronione Futro, nie uda... Zaraz. Co on tu robi? — szepnęła zjeżona na widok Aroniowej Gwiazdy. 
Lider trzepnął ogonem. Czyli myśleli, że to przed nim zatają. 
— Czy to ważne? Gdzie te mysie móżdżki? — syknął zniecierpliwiony. 
Miał też inne rzeczy do roboty niż pouczanie przygłupich wojowników. 
— Oni... oni są w wodzie.
— Jak to? Przecież mieliście poczekać, aż sprowadzę jeszcze kogoś. — odezwał się Oszronione Futro. 
— Myślisz, że zrobiliby to przy nim? — syknęła ściszonym głosem Wrzosowa Polana. 
Aronia wywrócił oczami. Nie przyszedł tu dla kłótni gówniarzy. Podszedł do brzegu rzeki. Zmrużył ślipia. Faktycznie dwa koty, niezbyt umiejętnie walcząc z prądem, ścigały się w wodzie. Lider zaczął się zastanawiać, czemu nikt z obozowiska ich nie wypatrzył. Istniała też szansa, że uznano, iż ta dwójka poluje na ryby. 
— Idę po nich. Pewnie mysie bobki nie wiedzą, że przy lisiej norze jest głębiej niż wszędzie indziej. — mruknął do szepczących do siebie wojowników. 
— Ale czy to bezpieczne? — zapytał Oszronione Futro. — Może jeszcze kogoś sprowadzę. 
— Lepiej leć do obozu. Stamtąd jak już szybciej przypłyną.
Widząc, że Wrzosowa Polana także się zbiera, trzepnął ogonem. 
— Ty tu lepiej zostań. Trochę mu zejdzie nim dotrze. 
Kotka mruknęła coś pod nosem, ale Aronia się nie przejął. Wskoczył do wody. Zaczął rytmicznie przebierać łapami, starając dogonić się młodych wojowników. Nie było to łatwe. Tamci w końcu byli młodsi i sprawniejsi. 
— Śnieżna Chmuro! Nadchodzący Dziku! — zawołał za nimi. — Wracajcie! Macie przerąbane! 
Wojownicy zaskoczeni zwolnili i obejrzeli się za sobie. Zamiast jednak zawrócić tylko przyspieszyli. Wkurzony lider przyspieszył. Deszcz przybrał na sile. Gwiezdnym też najwidoczniej nie podobała się lekkomyślność młodych wojowników. Krople wody coraz mocniej uderzały o tafle wody, sprawiając, że Aronii coraz trudniej było dojrzeć tych półgłupków. 
— Przeklęte mysie móżdżki! — wydarł się lider. — Zawracajcie! Tam jest niebezpiecznie!
Lecz wojownicy zdawali się go nie słyszeć. Nawet do końca nie był pewny gdzie są. Zdenerwowany nie poczuł jak sam zaczął słabnąć. Przebieranie łapami stawało się coraz trudniejsze podobnie jak utrzymanie łba nad wodą. Zmachany zaczął kierować się ku brzegu. Miał nadzieję, że tamtej dwójce mysich bobków nic nie jest i będzie mógł ich jeszcze ukarać. Surowo. Tyle razy mieli powtarzane, że woda to nie ląd i bywa zdradliwa. Ale nie! Po co się słuchać starego lidera. Same bzdety gada. Nawet śmierć Białego Kła i Owczego Futra nie dała im jasno do zrozumienia, że urządzanie sobie wyścigów teraz to szczyt debilizmu. Nagle poczuł opór. Tylna łapa zaplątała się w coś. Zirytowany dał nura pod wodę. Jakiś kawałek ustrojstwa Dwunogów oplątał jego łapę. Pociągnął ją mocniej, ale to nie dało.  Panika wkradła się w umysł Aronii. Musiał się wydostać. Stracił już zbyt wiele żyć. Czasem gubił się w rachubie, które trafi tym razem. Pamięć powoli zaczynała plątać mu psikusy. Bąbelki powietrza wyleciały mu z pyska. Spojrzał niepewnie w stronę powierzchni. Krople deszczu uderzały brutalnie o tafle jeziora. Złapał zębami sznurowane ustrojstwo Dwunogów. Zaczął je szarpać. Brak efektu jego szarpanki nie zaskoczyła kocura. Nieprzyjemne uczucie braku tlenu boleśnie kłuło o w pierś. Zapomniawszy się wziął wdech, lecz zamiast powietrza zimna woda wypełniła jego nos. Zakaszlał. Ciemne mroczki snuły mu widok, a mięśnie się rozluźniły. Czuł jeszcze chwilę jak dryfuje.
— Aleś ty głupi. — powitał go głos. 
Otworzył oczy, by ujrzeć Żmijową Język. Na widok kotki stęknął. Była jednym z ostatnich kotów, które chciałby teraz ujrzeć. 
— Powiedziała martwa. 
Kotka syknęła. 
— Jesteś jednym z najgłupszych liderów! Naprawdę aż tak trudno paść choć raz w walce? Albo broniąc słabszych? — prychnęła z oburzeniem. — Nieee, lepiej spaść z drzewa, dać się ugryźć żmii, czy potykając się upaść łbem na kamień... mam wrażenie, że odkąd dostałeś dziewięć żyć przestałeś używać rozumu, lisi bobku. 
Aroniowa Gwiazda wywrócił oczami. Chciał warknąć na kotkę, że sama jakoś bohatersko nie zginęła, lecz ugryzł się w język. 
— Zostały ci tylko dwa życia, nie zmarnuj i ich mysi bobku. — warknęła wojowniczka. 
Pomarańczowe ślipia otworzyły się szerzej. Zdawał sobie sprawę, że pech ostatnio go dopadł i może zmarł nie raz głupio, lecz informacja, że stracił ich aż siedem przez te księżyce, sprawiła, że po karku przeszły mu ciarki. 
— Aroniowa Gwiazdo! Obudź się! Proszę! — czyjeś niewyraźne wołanie doszło do jego uszu. 
Spojrzał na Żmijowy Język. 
— Nie schrzań tego. — syknęła kotka na pożegnanie. 
Otworzył gwałtownie ślipia. Było już ciemno. Słońce zachodziło powoli, a deszcz nadal padał. Roztrzęsiona Wrzosowa Polana stała obok niego cicho łkając.
— Zabiliśmy go. Zabiliśmy naszego lidera. — syknęła do Śnieżnej Chmury. 
— Mógł za nami nie skakać. Dobrze wie, że jest stary. — stwierdził biały wojownik. — Ał! Nie bij mnie, głupia!
Aroniowa Gwiazda słysząc durną sprzeczkę wojowników, zaklął pod nosem i podniósł się powoli. 
— Aroniowa Gwiazdo! — usłyszał zaskoczony głos.
Oszronione Futro spoglądał na niego z ulgą. 
— Dobrze, że nic ci nie jest. 
— Widzisz, mówiłem, że zaraz ożyje. — mruknął Śnieżna Chmura. 
— Jesteś debilem. — syknęła Wrzosowa Polana. 
— Dosyć. — warknął Aronia. — Co wyście mieli w głowach, żeby robić sobie jakieś wyścigi?! Nie widzicie, jaką mamy pogodę? To mogło się skończyć tragedią!
— Jak na razie tylko ty się utopiłeś staruszku. — miauknął biały wojownik. 
Aroniowa Gwiazda trzepnął kitą. 
— Widzę, że ktoś tu nadal ma dużo siły i energii. Dobrze się składa. Od dziś przez najbliższe dwa księżyce ty i Nadchodzący Dzik sprzątacie sami żłobek i starszyznę. — warknął. — A i macie się też zająć Smutną Ciszą. 
Śnieżna Chmura jęknął. 
— Ona jest dziwna. Nie chce. Głupia Nadchodzący Dzik. Jeszcze zwiała... — zaczął mruczeć do siebie. 
— Nie ma nie chce. Albo to, albo ty i Nadchodzący Dzik zostajecie znów uczniami. 
Zielone ślipia się wytrzeszczyły się. 
— Co? Nie! Chyba cię pogięło, głupi... — jego pysk został zasłonięty przez kitę Wrzosowej Polany. 
— Przepraszamy Aroniowa Gwiazdo. To się drugi raz nie powtórzy. — miauknęła kotka, krzywiąc się, bo Śnieżna Chmura właśnie ugryzł ją w ogon. 
Aronia nie mający ochoty oglądać dalszego przedstawienia dzieciarni, westchnął i skierował się do obozu. Słowa Żmijowego Języka utkwiły mu w pamięci. Z jednej strony nie chciał jeszcze umierać. Mógł jeszcze przeżyć parę księżyców. Zaprosić Łabędzi Plusk do ich klanu. Spędzić z nim każdy dzień. Poprawić relacje z niektórymi kotami. Ale z drugiej strony czuł, że tylko spowalniał swój klan. Że Jesionowy Wicher lepiej by się nim zajął. 

24 listopada 2020

Od Aroniowej Gwiazdy

Zapach dymy uderzył w jego nos. Odwrócił się w stronę terenów Klanu Burzy. Ogień tańcował na polanie Burzaków. Ślipia lidera otworzył się szerzej. Wrzosowa Polana pisnęła przerażona. Nigdy nie widziała jeszcze ognia. Biegnący Potok z Jesiotrową Łuską stali jak oczarowani. Wpatrzeni w płomień zdawali się zapomnieć o życiu. 
— Myślisz, że dotrze do nas? — miauknęła wojowniczka, nie spuszczając wzroku z płonących terenów. 
— Co z Burzkami? Powinniśmy kogoś tam posłać? — wyrwał się z transu Jesiotr. 
— Mama! Mama poszła z ciocią na wycieczkę! Muszę ją ostrzec. — pisnęła niemal płacząc szylkretka.
Aroniowa Gwiazda trzepnął ogonem. Chaos powoli wkradał się w każdego z nich. 
— Może do nas nie dotrze. Burzaki sobie poradzą same. My musimy wracać. Wszyscy muszą wrócić do obozu. Biegnący Potoku, idź odnaleźć z Wrzosową Polaną jej matkę. — zarządził. 
Łapy zadrżały mu mimowolnie. Ogień był niszczycielskim żywiołem. Gorszym od wody. 
— My wracamy do obozowiska ostrzec innych. — mruknął do Jesiotrowej Łuski. 
Pognali do obozowiska. Większość wojowników leniwie wylegiwała się w cieniu wyspy, nie zdając się z tragedii jaka dzieje się u ich sąsiadów. Jesiotrowa Łuska zatrzymał zbliżające się do wyjścia z obozu koty, a Aronia podszedł do Jesionowego Wichru.
— Pożar u Burzaków. Ktoś jest na patrolu? — rzucił pospiesznie, rozglądając się po obozie. 
Już na pierwszy rzut oka brakowało mu paru kotów. 
— Porzeczkowy Blask z Oszronionym Futrem i Pierwszą Łapą oraz Węgorzą Łapą trenują koło granicy z Klanem Klifu... Karasiowa Łuska wyszła na spacer z Płotkowym Skokiem... Zwinkowy Ogon poszła do lasu z Obsmarkaną Łapą i Iskrzącym Krokiem... Nadchodzący Dzik i Brzoskwiniowa Bryza też wzięły swoich uczniów tam. — wymienił wszystkich poddenerwowany zastępca. 
— Weź Żytnie Pole i lećcie do lasu. — mruknął Aroniowa Gwiazda. 
Jesion martwiąc się o ukochaną za dużo by mu tu nie pomógł. Wspiął się na wierzbę, by poinformować klan o sytuacji. Nie trzeba było długo czekać, by w obozowisku wybuchła panika. Każdy chciał ruszyć poza obóz ratować najbliższych. Nerwowe szepty oraz przerażone pisku rozległy się po obozie. Jesiotrowa Łuska stał na straży wyjścia z obozu. 
— Nikt bez mojej zgody stąd nie wychodzi. Zaraz zorganizujemy patrole. Ogień jeszcze nie dotarł do nas. — warknął Aroniowa Gwiazda, zeskakując z drzewa. 
Miał zamiar podejść do spanikowanego Kasztanowego Dołu i uspokoić kocura, że jego siostra już poszła sprowadzić Płotkowy Skok do obozu, gdy drogę zagrodziła mu Obłok. Jej smutne niebieskie ślipia wpatrywały się w niego. Kotka rzadko kiedy opuszczała żłobek, więc Aronia zaskoczony uniósł brwi. 
— Czego. Nie widzisz, że mamy dużo roboty? — syknął na nią. 
Karmicielka położyła uszy. 
— P-proszę. — szepnęła tak cicho, że ledwo ją dosłyszał. — Ra-ratuj, Po-poziomkowy Blask. Ja... j-ja sobie bez... bez niego n-nie poradzę. 
Aroniowa Gwiazda westchnął. 
— Mamy zamiar uratować wszystkich. Poziomkowy Blask nie jest tu wyjątkiem. — mruknął.
Za łap grzbietu wyjrzała niewielka biało-czarna kuleczka. 
— Mamo, co z tatą? Co to pożar. 
— C-cii, k-kochanie. Musimy w-wracać i... i czekać. — mruknęła smutno. 
Lider trzepnął ogonem i ruszył wybrać wojowników do pozostałych patroli. Nie mógł się teraz rozpraszać bezsensownymi sprawami. 

* * *

Wpatrywał się w zwęglone ciało syna. Trudno było mu stwierdzić co czuł. Poziomkowy Blask był dobrym kotem i wojownikiem. Ojcem zresztą też. Na pewno lepszym od niego. Jeszcze jakby mało tego zginął bohaterską śmiercią. Ratując Węgorzą Łapę i Oszronione Futro z języków ognia. Był lepszą wersją Aroniowej Gwiazdy. Lider spuścił smętnie łeb, zamykając łapą pełne bólu ślipia syna.
Gdzieś za nimi rozległo się gorzkie łkanie Rzecznej Bryzy. Jej jedyny przyjaciel Iskrzący Krok także nie przeżył. A pomyśleć, że jeszcze tak niedawno dopytywał się go czy woli kocury. Przy osmalonym ciele Płotkowego Skoku panowała głucha cisza. Dwójka jej kociąt wpatrywała się w tępo w ciało matki, a Karasiowa Łuska opowiadała zmarłej dawne wesołe historie z jej życia, by umilić drogę do Klanu Gwiazd. 
— O-obiecałeś...! K-kłamca! — zawyła Obłok, odrywając łeb od ukochanego.
Ogonem tuliła Oszronione Futro, który gorzko płakał. Mglisty Sen stała nieruchomo, jakby ją zmroziło. Milczała. Partnerka Poziomkowego Blasku wbiła w niego wściekły wzrok. 
— K-kłamca! Kłamca-a... J-jak ci n-nie wstyd! Odejdź od n-niego! — wrzeszczała Obłok, płacząc. 
Aroniowa Gwiazda westchnął, odsuwając się na lisi ogon od zmarłego syna. Poziomek jako jedyny doczekał się rodziny. Na dodatek szczęśliwej. Osiągnął coś czego Aronia nie potrafił. Nawet jego relacja z Łabędzim Pluskiem słabła przez natłok obowiązków. Coraz mocniej w łbie lidera pojawiał się pomysł zaproszenia pointa do Klanu Nocy. Chciał móc zasypiać z kocurem i budzić się, widząc jak ten wtulony w niego spokojnie śni. Spędzić każdy jaki mu został dzień z nim. Wiedział, że już ich niewiele. 
— S-słyszysz...? O-odejdź! On... on by cię t-tu nie c-chciał... — miauknęła łamiącym się głosem.
Kocur odszedł, zostawiając rodzinę zmarłego samą. On do niej nie należał. 

15 listopada 2020

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Łabędziego Plusku

 Aronia westchnął cicho. Jego też to przerażało. Czas biegł tak nie ubłaganie. Bycie uczniami? Kiedy to było. Tyle księżyców temu. Zdawało się, że jeszcze tak niedawno zaczepiał Łabędzią Łapę na zgromadzeniu, a nim się obejrzał byli już partnerami, a on został zastępcą. 
— Mnie też.
Zerknął na pointa i uśmiechnął się lekko. 
— Bez przesady, że lada dzień. Spójrz na Pstrągową Gwiazdę, szybko, niestety, nic jej nie sprzątnie z tego świata. — widząc niepewną minę kocura, dodał. — Nie ma co się martwić na zapas. A przed nami jeszcze wiele księżyców. 
— Ra-racja. — miauknął cicho Łabędzi Plusk. 
Aroniowy Podmuch zbliżył się niepewnie do kocura. Point obserwował go uważnie niebieskimi ślipiami. Obydwoje byli skrępowani. Nie wiedzieli na co sobie pozwolić. 
— B-będziemy mu-musieli się ze-zebrać p-przed świt-tem.
— Chyba jeszcze nie nastał. — stwierdził Aronia. 
Dla upewnienia wstał i podążył do wyjścia z borsuczej nory. Łabędzi Plusk także się podniósł i ruszył za nim. Zaskoczeni ujrzeli powoli jaśniejące niebo. Do wschodu słońca jeszcze trochę było, ale musieli jeszcze wrócić.
— To chyba musimy się pospieszyć ze znalezieniem tego drugiego wyjścia. 
— R-racja. 
Podeszli ponownie do rozwidlenia dróg. Tym razem skręcili w drugie. Z każdym krokiem nora stawała się ciaśniejsza. Łabędzi Plusk musiał się zgarbić. Aronia także to uczynił, czując jak ziemia nieprzyjemnie ociera go po łbie i grzbiecie. Wkrótce poczuł świeże powietrze. Point pierwszy wygramolił się z nory. Jego tyłek nieco utknął, więc Aroniowy Podmuch musiał go popchnąć. On sam zaczął się przeciskać przez wyjście. Okazało się to do nie najłatwiejszych zadań. Łabądek, który już znajdował się na zewnątrz, spojrzał na niego pytająco. Kocur wiedząc, że go nikt od tyłu nie popchnie, wbił mocno pazury w ziemię. Po paru uderzeniach serca niezgrabnego wiercenia się i cichego przeklinania udało mu się wydostać. Cały zakurzony ziemią otrzepał się pospiesznie. 
— Brr... — mruknął, widząc jak uwalone jest jego futro.
Ujrzawszy lekki uśmiech na pysku Łabędziego Plusku, położył nastroszoną sierść. 
— Nie wyglądasz lepiej. — miauknął z przekąsem, podchodząc do partnera. — Czekaj. 
Strzepnął z grzbietu pointa kawałki korzeni. 
— T-ty też t-tu ma-masz j-jeden. — oznajmił cicho, by następnie zdjąć z jego łba coś. 
Łabędzi Plusk znalazł się obok niego na tyle blisko, że Aronia wstrzymał oddech. Jego futro nawet zakurzone wyglądało ładnie. Pomimo że kocur świetnie znał jego strukturę miał ochotę dotknął go. Wtulić się w pointa i zostać tak, nie przejmując się klanem oraz patrolami do wyznaczenia.
— D-dzięki. — miauknął lekko speszony, odsuwając się. — Do... do zobaczenia? 
Łabędzi Plusk kiwnął łbem. 
— D-do zo-zobaczenia. 


* * *

Świt nastał szybciej niż się spodziewał. Zdążył się położyć na trochę w legowisku nim musiał wstać. Na dodatek jego futro mokre od wody, przez którą się przeprawił, by zmyć z siebie zapach Klifiaka i borsuczej nory, jak na złość nie chciało wyschnąć. Nieprzyjemnie dreszcze przechodziły po jego ciele. Zmarzł, a oczy lepiły mu się do snu. 
— Aroniowy Podmuchu...? — miauknęła Biegnący Potok. 
Kocur otworzył gwałtownie ślipia. Wojowniczka przyglądała mu się niepewnie. 
— Tak?
— To z kim mam iść? 
— Ee... Weź ze sobą Biały Kieł, Iskrzący Krok. — mruknął pierwsze koty, które przyszły mu do łba. 
Kotka zmarszczyła brwi. 
— Ale oni już poszli na patrol łowiecki. Z Karasiową Łuską. 
Aroniowy Podmuch westchnął.
— To Jesionowy Wicher i Poziomkowy Blask. 
Kotka skinęła łbem i odeszła. Aroniowy Podmuch zmrużył ślipia. Miał nadzieję, że to na dzisiaj koniec jego zaangażowania w cokolwiek. Otworzył niechętnie oczy i ruszył w stronę swojego legowiska. Tam ułożył się wygodnie z nadzieją na dłuższą drzemkę. 
— Aroniowy Podmuchu! 
Zdawało mu się, że dopiero zamknął oczy, ale po słońcu widział, że minęło więcej czasu. Słońce już niemal szczytowało. Zdyszany pysk Iskrzącego Kroku to drugie co ujrzał. 
— Czego.
Kocur trochę się speszył. 
— Na patrolu łowieckim z Białym Kłem i Karasiową Łuską znaleźliśmy borsuczą norę. 
Serce Aroniowego Podmuchu zabiło szybciej. Ślipia od razu otworzyły mu się szybciej. 
— I? — z trudem powiedział to opanowanym głosem. — Wszędzie są jakieś nory. To nic nowego. 
— Był tam też zwietrzały zapach Klifiaka... 
Aroniowy Podmuch zerwał się na łapy. Ogon mimowolnie zaczął się nerwowo kiwać. 
— Zaprowadź mnie tam. 
— Ale... ale nie powinniśmy poinformować pierw Pstrągowej Gwiazdy? — zapytał niepewnie wojownik. 
— To idź do niej, jak tak strasznie tęsknisz za jej pyskiem. — syknął, wychodząc z legowiska wojowników. 
Karasiowa Łuska podniosła się, widząc wychodzącego zastępcę. Szturchnęła lekko przysypiającego Białego Kła. 
— Zaprowadźcie mnie tam.
Ruszyli. Aroniowy Podmuch na początku liczył, że dotrą może do innej borsuczej nory. Lecz z każdym krokiem orientował się, że raczej nie ma na co liczyć. Dotarli do nory, w którą wczoraj wpadł. Poczuł nieprzyjemny skręt w żołądku. 
— Myślicie, że Klifiaki urządzają tu sobie bazę? Taką super tajną i obserwują nas z ukrycia. Może właśnie teraz tłoczy się tam pięciu wojowników tylko czekających na to by nas zaatakować. — zaczęła paplać Karasiowa Łuska. 
Biały Kieł wybałuszył ślipia. 
— Folalbym nie — wyseplenił cicho. 
— Wyczulibyśmy ich. — stwierdził Aroniowy Podmuch. — Pewnie jakaś pierdoła zabłądziła i wpadła do dziury. 
Wzrok miał wbity w łapy. Nie mógł zdradzić tego, że właśnie on był tą pierdołą. 
— Może. — miauknął Iskrzący Krok. — Ale już samo zbłądzenie jest podejrzane. Nasze granice są dobrze oznakowane. 
Aronia przewrócił ślipiami. 
— Jak się tak boicie tej niby tajnej bazy to ją zasypmy. Najwyżej Klifiaki się uduszą. — mruknął w stronę Karasiowej Łuski. 
Trójka wojowników spojrzała po sobie, a potem na niego niepewnie. 
— Że my mamy zasypać? — zapytał niepewnie Iskrzący Krok. 
Aronia prychnął. 
— A co łap nie macie? No już razem szybciej nam pójdzie. — mruknął, biorąc się do roboty. 
Zignorował ciche kłucie żalu. To było jego wina, że teraz musiał zasypać jego i Łabądka wspólne miejsce. Zamiast pójść do obozu powinien zająć się lepiej zamaskowaniem zapachu Łabędziego Plusku. Wojownicy dołączyli do niego i po parunastu uderzaniach serca wejście główne do borsuczej nory było zasypane. Zmęczony usiadł. 
— Wracajmy. — mruknął. — Macie wolne popołudnie. 

 * * *

*przed byciem panem liderem *

— A ty gdzie? 
Pysk Borsuczego Warkotu skrzywiony był w grymas. Jak w sumie zwykle. Aroniowy Podmuch trzepnął ogonem. 
— Przejść się. Jak ci nie pasuje leć naskarżyć Pstrągowej Gwieździe. — syknął. 
Wojownik położył uszy. Mierzył jeszcze uderzenie serca wzrokiem. 
— Żebyś się nie zdziwił. — burknął Borsuczy Warkot. 
Aronia wskoczył na kłodę. Ruszył w głąb terenów. Dziwne uczucie, jakby ktoś podążał jego tropem siedziało mu na ogonie. Lecz co się odwrócił, nikogo za sobą nie zastał. Westchnął nerwowo, skręcając nagle. Wszedł w wyższą trawę. Jej kosmyki nieprzyjemnie ocierały się o pysk zastępcy, lecz wolał się upewnić, że nikt go nie śledzi. Kładąc powoli łapy, nasłuchiwał. Był już blisko farmy. Czuł zapach zwierząt Dwunożnych. Łabędzi Plusk pewnie czekał gdzieś przy granicy. Z utęsknieniem spojrzał w stronę modrzewiu rosnącego koło granicy. Chciał móc się już zobaczyć z pointem. Porzucić dziwne uczucie bycia śledzonym i wybiec partnerowi na spotkanie. Móc już wtulić się w jego sierść. Nie widzieli się pół księżyca, a czas dłużył się czarno-białemu w nieskończoność. Położył uszy, docierając do płotu. Wskoczył na niego i spojrzał na rozciągającą się polanę. Szybko zauważył czyjś ogon wystający z traw. Cynamonowy czubek szybko zawęził krąg podejrzanych. Aroniowy Podmuch westchnął. 
— Widzę cię Iskrzący Kroku. — warknął. 
Młody wojownik pokrzyżował mu wieczorne plany. Nie krył się ze złością.
— W-witaj... — miauknął cicho cynamonowy. 
— Czemu za mną łazisz? Śledzisz mnie? Pstrągowa Gwiazda ci kazała? 
Kocur szybko pokręcił łbem. 
— Ja... ja chciałem zapytać, czy mogę nie iść jutro na... na poranny patrol...? — mruknął niepewnie wojownik. 
Aroniowy Podmuch uniósł brwi. 
— Możesz. A teraz spadaj. 
Iskrzący Krok zamiast ruszyć kuper w stronę obozu, spojrzał niepewnie na zastępcę. 
— Bo... bo ja chciałem się o coś jeszcze spytać... —  przeciągał każde słowo w nieskończoność. 
Coraz bardziej irytował Aronię. Mógł go nie przynosić do obozu. Zaoszczędziłby dużo czasu. Swojego i innych. 
— No? 
— Bo... bo ja słyszałem...
— Co słyszałeś? 
— Ja słyszałem, że ty... że ty wolisz kocury... —  miauknął speszony. 
Aroniowy Podmuch poczuł jak cała sierść staje mu dęba. 
— Co. Kto ci to powiedział? —  syknął. 
— T-to nieważne. Ale wolisz? —  zapytał z dziwną iskrą w ślepiu. 
Zastępcy nie spodobało się to. 
—  Nie twój interes. Czemu to cię w ogóle interesuje? Nie masz lepszych rzeczy do robienia? Może za bardzo się nudzisz pomiędzy patrolami? 
Wojownik pospiesznie pokręcił łebkiem. 
— Więc? —  burknął Aroniowy Podmuch, chcąc już tylko zagrzebać się głęboko pod legowiskiem. 
Ostatni kot, którego za bardzo obchodziła jego orientacja był... upierdliwy. Ćmia Łapa była karą od Klanu Gwiazd za błędy, które popełnił dopiero w przyszłości. 
—  B-bo ja lubię... kogoś. — wyznał cicho Iskrzący Krok. —  Ale nie wiem, czy t-to tak po przyjacielsku, czy c-coś więcej...
Aronia przewrócił oczami. Kim on był, że kocur postanowił akurat go pytać o takie rzeczy. Trzepnął mimowolnie ogonem i zeskoczył z płotu. 
—  Chodź. — mruknął cicho z żalem spoglądając w miejsce spotkania z Łabędzim Pluskiem. — Postaram się... spróbuję ci to jakoś wytłumaczyć. Ale spróbuj komuś wygadać coś, a sam ci odgryzę język. — burknął. 
Iskrzący Krok kiwnął łbem i podążył za nim. 

* * *

Zwinięty w kłębek rozmyślał. Upał zdawał się nie przechodzić, a wody nawet w ich jeziorze było coraz mniej. Co zrobią jak się skończy? Czy Gwiezdni jakoś im pomogą? Czy wyżyją z samej zwierzyny z lasu? A może powinni pogonić lisy z bagien i przejąć i te tereny? 
Tyle pytań bez odpowiedzi kłębiło się w jego łbie. 
Przeciągnął się leniwie. Coś strzeliło mu w kręgosłupie. Poranny Zorza stękał mu, że za mało się rusza. Aroniowa Gwiazda przywykł już do płowego. Ten mimo bycia Klifiakiem był dość porządnym kotem jak na Klifiaka. Choć jego dziwne przednie łapy budziły w Aronii jakiś niepokój. Wolał nie wiedzieć czym tak podpadł Klanowi Gwiazd, że tak go pokarali. Wstał i wyszedł ze swojego legowiska z nadzieją, że jak wróci nie zastanie na nim kału. Współklanowicze skryci w cieniu wierzby wylegiwali się spokojnie. Aronia skierował się do wyjścia z obozu. Coś jeszcze go niepokoiło. Skoro ich jezioro wysychało to jak Klifiaki radziły sobie z upałem. Z tego co wiedział przez ich teren biegł wąski strumyk. Wizja spragnionego i przegrzanego Łabędziego Pluska śniła mu się po nocach. Nie ufał tej całej Berberysowej Gwieździe. Pewnie była córką Lisiej Gwiazdy i miała tak samo snuty przez pająki mózg jak rudy szaleniec. Ruszył w stronę niewielkiego modrzewia rosnącego pomiędzy granicami Klanu Klifu i Klan Nocy. Głupio liczył, że spotka tam kocura. Że Klan Gwiazd pozwoli im na spotkanie tylu księżycach rozłąki. Łabędziego Plusku nie było na zgromadzeniu. Nie było go ani widać, ani czuć przy granicy. Zupełnie jakby zniknął. Aroniowa Gwiazda szybko odrzucił tą myśl. Musiał wierzyć, że Łabędzi Plusk jest cały i zdrowy. Usiadł i czekał. Bacznie pilnując linii granicznej, położył się w cieniu drzewa. Ten sprawiał, że upał stawał się nieco bardziej znośny. 
— A-aronia? — usłyszał pełen niepokoju głos nad sobą.

<Łabąd?>

04 listopada 2020

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Imbirowego Korzenia

*akcja po ostatnim opku Imbiru*

Wiedział, że przesadził. Ale był zły. Zakazał jej, a ona i tak zrobiła swoje. Naraziła swoje życie i zdrowie. A on nie mógł stracić jej kolejny raz. Nie w taki beznadziejny sposób. Machnął ogonem, starając się od gonić od siebie złe myśli. Liczył, że Poranna Zorza jednak coś zaradzi na chorobę kocura. Przecież był medykiem. Oni znali się na tych ziółkach. Chciał wrócić, ale widząc powracającego płowego, stwierdził, że przełoży to na jutro. Jutro przeprosi za te słowa i wszystko znów na to będzie dobrze. Zamykając ślipia w swoim legowisku, układał niezgrabny plan rozmowy. Zrezygnowany tym, że nic nie brzmi dobrze, postanowił w końcu pójść spać. 
Następnego dnia, pierwsze co zrobił po przebudzeniu to skierował łapy w stronę legowiska medyków. Gorzki płacz dobiegł do jego uszy. Poczuł nieprzyjemne mrowienie. Stało się coś złego, a on nie chciał dopuścić do siebie tej myśli. Podszedł niepewnie do płaczącej Owczego Futerka. Jej partner Biały Kieł przytulał ukochaną, a Puszyste Futro jedynie siedziała w milczeniu wpatrując się w martwe ciało. Imbirowy Korzeń leżał nieprzytomnie. Jego broda splamiona była krwią. Oczy zamknięte. Smród śmierci unosił się w powietrzu mieszając ze smutkiem. Aroniowa Gwiazda nie wierzył w to co widział. Nie chciał. Tak bardzo nie chciał. 
— To... to nie może być prawda. — szepnął do siebie. 
Pokręcił łbem, nie dowierzając. Gorzki żal pojawił się szybciej niż spodziewał. Twarda gula stanęła mu w gardle nie pozwalając wydusić z siebie słowa. Jedynie siedział, wpatrując się z niedowierzeniem w martwe ciało.
Znów ją stracił, tym razem jeszcze gorzej niż poprzednio.



* * *

Upał stawał się coraz bardziej nieznośny. Mało kto miał ochotę opuszczać legowisko. Większość wojowników spędzała czas w cieniu starej wierzby lub skakała wesoło w jeziorze. Aronię niepokoił poziom wody. Drastycznie spadł. Jezioro powoli wysychało, a im jedynie pozostawało się modlić do Klanu Gwiazd o burzę. Nie widzieli już tak dawno deszczu, że kocur niemal zapomniał, jak przyjemnie się w nim stoi. Suche powietrze jednak nie zapowiadało takich przyjemności. Niechętnie wyszedł z legowiska, by napić się trochę wody. Zeskoczył z pnia drzewa, lądując koło siedzących w ciszy Owczego Futerka i Białego Kła. Nadal przeżywali stratę syna. Imbirowy Korzeń odszedł zaledwie księżyc temu, lecz do Aroniowej Gwiazdy nadal to nie docierało. Stracił siostrę ponownie. Odgonił tą myśl ponownie. Nie mógł teraz się tym rozpraszać, choć z dnia na dzień ochota zagrzebania się gdzieś głęboko w legowisku i nie wychodzenia na zewnątrz, by płakać coraz bardziej rosła. 
— Aroniowa Gwiazdo! 
Odwrócił się, by ujrzeć zakrwawionego Iskrzący Krok trzymanego przez zmartwioną Biegnący Potok. Kocur nie wyglądał dobrze. 
— Co się stało? — pytanie bardziej brzmiało jak warknięcie. 
Ostatnie czego chciał usłyszeć to to, że Burzaki znów przekroczyły granicę. 
— Iskrzący Krok pobił się na granicy. Z tą kotką, co przekroczyła księżyc temu granicę z innym Burzakiem... — jej głos się łamał, lecz na pysku pozostawał wymuszony uśmiech. — Najwidoczniej wyjaśniali sobie parę spraw. 
Cynamonowy kocur bał się podnieść wzrok. Zielone ślipia utkwione były w ziemi, a krew spływała z oberwanego ucha. 
— Weź go do medyka. Później z nim porozmawiam.
Kotka skinęła łbem, a Aronia spojrzał na ciągnącą się polanę należącą do Burzaków. Mokra Gwiazda nie mógł nic im zarzucić. Oni tylko bronili granic. Choć patrząc na rany Iskrzącego Kroku i tamta kotka pewnie była nieźle poturbowana. Ruszył do legowiska medyków. Mglisty Sen przyklejała pajęczynę na rany wojownika. Na widok lidera tylko mruknęła jakieś ciche niezrozumiałe powitanie. 
— Jesteś zadowolony z tego co zrobiłeś? 
Iskrzący Krok nie odpowiedział. 
— Zemściłeś się? 
Cynamonowy nadal milczał. 
— Myślisz, że Krótki Szczupak byłby z ciebie dumny? — syknął to, zmuszając wojownika do spojrzenia mu ślipia. 
— M-myślę, że na pewno chciałby żyć. — odparł cicho i ze smutkiem kocur. — Miał tylko szesnaście księżyców. Całe życie przed sobą. Przyjaciół. Kochającą mamę. T-to... to nie on powinien umrzeć tego dnia. —  ostatnie zdanie ledwo z siebie wyrzucił. 
Zielone ślipia wypełniły się znów łzami. Aroniowa Gwiazda odwrócił wzrok, czując się głupio. Nie mógł go pouczać, wiedząc, że pewnie sam zrobiłby to samo. I pewnie nie żałował. Zapłakany cynamon jakoś przypominał mu Porzeczkę. Ona także zrobiła coś wbrew jego woli. Coś co uważała za słuszne. Nie mógł skrzyczeć Iskrzący Krok, jak tamtej wieczoru Imbirowy Korzeń. Sumienie by go zjadło. 
—  Odpocznij. — mruknął do kocura. — Mam nadzieję, że porządnie przeryłeś jej pysk. 
Iskrzący Krok nie odpowiedział, jedynie smutnie się uśmiechnął. 

02 listopada 2020

Od Aroniowej Gwiazdy

 Wpatrywał się w zdyszane wojownika z raną na czole, z której ciekła krew. 
— Powiedz to jeszcze raz, tylko wolniej — syknął na niego. 
Iskrzący Krok spojrzał na niego zapłakanymi ślipiami. 
— Bu-burzaki... Dwójka z nich... one... one wkroczyły na nasz teren — miauknął roztrzęsiony. 
Aroniowa Gwiazda uniósł brwi.
— Jakaś dwójka Burzaków tak cię urządziła...? — zapytał zdziwiony. 
Cynamonowy wojownik spuścił wzrok. 
— Ź-źle się czuję — wyznał cichym głosem. — Krótki Szczupak tam został... miał poczekać na posiłki, ale wiesz... wiesz jaki on jest. 
Lider westchnął. Nadeszło upalne lato i nic dziwnego, że jakieś mysie bobki próbowały zakraść się do ich jeziora. Machnął ogonem zły. Krótki Szczupak czasem bywał zbyt lekkomyślny. Wolał nawet nie pomyśleć co temu kociakowi strzeliło do łba.
— Jesionowy Wichrze, zawołaj Puszyste Futro, Zwinkowy Ogon i Poziomkowy Blask. Idziemy na granicę z Klanem Burzy. 
Zastępca skinął łbem i wezwał wybrane koty. Wręcz wybiegli z obozowiska, kierując się w stronę królikojadów. Ich smród nasilał się z każdym krokiem. Futro na grzbiecie Aronii zjeżyło się. Nigdy nie spodziewał się, że ta banda króliczych bobków będzie miała odwagę od tak pałętać się po ich terenie. Gdy dobiegli na miejsce zamiast dwójki Burzaków ujrzeli jedynie ciało na wysuszonej trawie. Krótki Szczupak dyszał ciężko, a z głębokiej rany na grzbiecie sączyła się krew. Nie było z nim dobrze. Powoli zaczynał śmierdzieć śmiercią. Aroniowa Gwiazda spojrzał z niepokojem na Jesionowy Wicher. Ten wpatrywał się młodzika z szokiem. 
— Puszyste Futro, weź go szybko do Porannej Zorzy. — rozkazał kotce. — Poziomkowy Blasku nie stój jak ciołek tylko jej pomóż. — warknął na syna. 
Ten otrząsnął się i skinął łbem. Aronii nie dziwiła jego reakcja, w końcu jego kocięta były niewiele młodsze od kociaków Biegnącego Potoku. Pozostałe koty rozbiegły się po terenie. Węsząc, starali się uzyskać jak najwięcej informacji o dwójce Burzaków, które postanowiły najwidoczniej pobrykać sobie w ich płytkim jeziorze. Aroniowa Gwiazda położył uszy. Ich zapach zdawał się być znajomy, lecz był pewny, że nigdy nie spotkał tej dwójki Burzaków.
— Od dziś posyłamy tu więcej patroli. — miauknął do Jesiona.
— Też o tym pomyślałem, pewnie wrócą. Ta sytuacja nie może się powtórzyć. 
Aronia skinął łbem, przywołał ogonem Zwinkowy Ogon i wrócili do obozowiska. Lider niezadowoleniem spoglądał na tereny Klanu Burzy, a potem na Klifiaków. Nie wiadomo, czy ktoś jeszcze z nich nie postanowi przekroczyć granicy dla ich jeziora. 

* * *

Lekki uśmiech Puszystego Futra oznaczał jedno. Zwycięstwo. Spojrzał na kotkę z dumą. 
— Więc? 
Ta wypięła się dumnie. 
— Ta dwójka mysich bobków już nigdy nie przekroczy granicy. Tak im spraliśmy tyłki, że następnym razem zastanowią się dwa razy nim przekroczą granicę. — ogłosiła. 
— Uciekali aż się za nimi kurzyło! — dodał Mięsna Łapa.
Dla poparcia szturchnęła siedzących niemrawo Iskrzący Krok i Rzeczną Bryzę. Dwójka wojowników skinęła łbem na znak potwierdzenia. Puszyste Futro odeszła zadowolona z Mięsną Łapą, rozmawiając o całym przebiegu ataku, a Rzeczna Bryza poszła gdzieś się zaszyć. Od śmierci ojca i brata, większość czasu spędzała samotnie. 
— Co z Krótkim Szczupakiem? — zapytał cicho Iskrzący Krok. 
Czuł się najwidoczniej odpowiedzialny za stan kolegi. 
— Poranna Zorza daje mu nikłe szanse. Rana nie chce się zabliźnić do końca — mruknął. 
Łzy wypełniły zielone ślipia. 
— Mogę dziś zostać z nim? — miauknął niepewnie. 
Aroniowa Gwiazda zaskoczyła trochę reakcja wojownika. Wydawało mu się, że pomiędzy tą dwójką nic nie ma poza powierzchownej znajomości. 
— Idź, przekażę Jesionowemu Wichru, by ktoś zajął twoje miejsce. 
Kocur podziękował cicho i pobiegł do legowiska medyków. Aronia obserwował ich z daleka. Krótki Szczupak uśmiechnął się lekko na widok cynamonowego. Uniósł słabo łeb, by miauknąć coś do Iskrzącego Kroku. Ten przez łzy zaśmiał się cicho i ułożył koło rannego. 
— Coś się stało? — zapytał Jesionowy Wicher, podchodząc. 
Aronia pokręcił łbem. 
— Wyznacz kogoś na miejsce Iskrzącego Kroku. Musi się pożegnać z przyjacielem.
Jesionowy Wicher spojrzał w stronę legowiska medyków. 
— Myślisz... Myślisz, że wydobrzeje? — zapytał niepewnie. 
Aroniowa Gwiazda wbił wzrok w łapy. 
— Skoro Poranna Zorza daje mu nikłe szanse, to chyba nie mamy na co liczyć. — stwierdził cicho. — Biegnący Potok znów kogoś traci. 
Jesionowy Wicher smętnie spuścił łeb. 
— Może Klan Gwiazd go oszczędzi. 
— Może. Ostatnio zabierają nam zbyt dużo bliskich. — mruknął cicho, bardziej do siebie.