BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borsuczy Krok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borsuczy Krok. Pokaż wszystkie posty

28 września 2021

Od Kroczącej Gwiazdy

Prawa przednia łapa. Lewa tylna łapa. Teraz ostrożnie, lewa przednia łapa, na tyle szybko by niesprawna prawa nie załamała się pod ciężarem jej ciała. Prawa tylna łapa.
Powtórzyć. Nie syknąć z bólu, gdy mech otrze się o różową, nierówną skórę przednich łap. Podnieść się, gdy wybity bark jednak nie utrzyma jej masy. Odpocząć, gdy płuca zaczną rozpaczliwie domagać się tlenu.
Próbować. Ciągle od początku. Nawet jeśli to wszystko nie miało sensu.

Krocząca Gwiazda. Cóż za ironiczne imię. Kiedyś pewnie doceniłaby sarkazm. Kiedyś... Ale nie teraz.
Najpierw straciła kontrolę nad swoim życiem. Teraz przestało jej słuchać własne ciało.
     Czekała na zapadnięcie zmroku. Gdy noc spuszczała miłosierną zasłonę na obóz, wychodziła ze swojego legowiska. Krok po kroku. Łapa po łapie. Codziennie dalej.
Codziennie bliżej udowodnienia, że jest jeszcze coś warta.
Schudła. Jej futro zmatowiało. Sylwetka straciła moc. 
W zimnych ślepiach zgasła determinacja.
     Na początku wyprawa do stosu ze zwierzyną zajmowała jej niemal całą noc. Później nauczyła się docierać do wyjścia z obozu. Wróciła do polowania. Wczoraj pierwszy raz udało jej się coś złapać. Rudzik miał złamane skrzydło i tylko dlatego miała dość czasu, by do niego podejść. Ciepła krew wyglądała na śniegu tak nierealnie… 
Z dwojga kaleków, ona okazała się sprawniejsza.
Pora Nagich Drzew była jej sojusznikiem. Przykryte zimnym puchem szyszki, gałęzie i kamienie nie raniły świeżo zagojonej skóry. Amortyzował upadki.
Ciemność zapadała wcześniej i później odchodziła.
Borsuczy Krok była przyzwyczajona do życia w mroku, ale nigdy nie była mu tak wdzięczna.

Nie ona jedna chodziła na nocne spacery. Kilka razy dostrzegła wymykającą się z legowiska Raniuszkowy Dziób. Kiedyś Wiśniowy Świt. Parę razy rzuciło jej się w oczy także jasne futro Północnego Mrozu, znikające w wyjściu z obozu.
Nie ingerowała. 
Nie była głupia. Widziała, co się działo. Mroczna Puszcza, Klan Gwiazdy… Teraz to nie była kwestia wiary. Nie wiary w jedno czy drugie. Ciężko było zaprzeczyć ich istnieniu, gdy ich szepty wypełniały cały obóz. Gdy przemawiali z nieswoich ciał, gdy chodzili między żywymi. Nie… To nie była kwestia wiary w Klan Gwiazdy. To była kwestia wiary jemu. A ona nie wierzyła. Ani Klanowi Gwiazdy, ani Mrocznej Puszczy. Nie po tym wszystkim, co widziała.
Przodkowie chcieli tylko jednego - podporządkowania ich zasadom. Wypełniania reguł, które ustalili. Fasolowa Łodyga nie była złym kotem. Przynajmniej na tyle, na ile ona, pozbawiona poczucia moralności i gryzącego ją sumienia, miała prawo rozsądzać o dobru i złu. Strzyżykowa Pręga również nie była zła. Świtająca Maska także. Podjęli własne decyzje. Pech chciał, że ich interes był sprzeczny z interesem Klanu Gwiazdy. Oni dbali tylko o siebie. Gdy działo się naprawdę źle, odzywali się tylko wtedy, gdy ich racje były zagrożone. Jak wtedy. Wojna domowa, atak Stwórcy, okupacja przez Klan Burzy, epidemia. Choroba jej brata. Liczył się tylko interes.
Mroczna Puszcza była po prostu drugą stroną tego samego liścia. Porządek i chaos. Normy i bezprawie. Światło i mrok.
Krocząca Gwiazda gardziła na równi jednymi i drugimi.

***

W uszach wciąż miała echo jej krzyków.
Deszcz bębnił o skałę nad jej głową. Kurtyna kropel odgradzała ją od świata na zewnątrz.
     Jej lśniące jak w gorączce oczy. Oczy o tęczówkach w kolorze piór dzwońca, którego niedawno upolowała.
Oczy, które wiedziały, gdy tylko na nią spojrzały.
     Pamiętała ten pierwszy raz. Pamiętała dreszcz ekscytacji, niedostrzegalny uśmiech, który wykwitł na jej pysku, woń strachu. 
Pamiętała, jak jej oczy zalśniły blaskiem hartowanej stali.
Nie potrafiła wyrzucić jej z pamięci, nie ważne jak bardzo się starała.
Była zimą. Dumą. Pogardą. Była niezłomna i Borsuk tylko marzyła, żeby wypróbować jej twardą fasadę. Przedrzeć się przez nią, albo rozbić na zimnym kamieniu jej woli.
Pamiętała ten błysk, który widziała za każdym razem, gdy ryzykowały życiem. Swoim, cudzym, nie miało to znaczenia. Liczyła się tylko gra. Igranie z ogniem. Taniec nad przepaścią.
Ten jeden moment, w którym krew tętniła w żyłach, a oddech się rwał.
Ten jeden moment, w którym mogła być sobą.
W którym była podziwiana.
Nie potrafiła żałować wybitego barku. Rozpuszczonej plotki. Naderwanej gałęzi.
Tego, co zobaczyła wtedy w jej oczach.
Żałowała tylko jednego. Że nie potrafiła się zatrzymać, zanim wszystko poszło o krok za daleko.
     Deszcz bębnił o skałę nad jej głową.
Powiał zimny wiatr. Niósł odległe echo krzyków. Jej krzyków.
W oczach koloru piór dzwońca nie zostało już nic. Tylko popiół z dawno zgasłej iskry.
     Krocząca Gwiazda szczelniej otuliła się ogonem. Było wyjątkowo zimno.

23 lipca 2021

Od Borsuczego Kroku

 Patrzyła w zielone ślepia bez cienia współczucia.
- Zabiłaś ją. Im szybciej przyjmiesz to do wiadomości, tym lepiej.
- Broniłam się - błysnęły obnażone kły. - I powoli zaczynam tego żałować. Trzeba było cię tam zostawić. - Słowa uderzające jak pazury. Pustka.
- Trzeba było - jej chłodny ton był tylko pozorem. - Nikt ci nie kazał mnie ratować.
Niebieski ogon zafurkotał w powietrzu, gdy odwróciła się na pięcie i wybiegła z legowiska. Powinna poczuć ulgę, ale nic takiego nie nadeszło. Zamknęła ślepia. Oddech drżał w jej piersi. Wszystko krzyczało, że powinna biec, ale ona nie posłuchała. Nie miała w zwyczaju ulegać własnemu ciału.
Nigdy wcześniej nie występowało przeciwko niej w taki sposób.

Zacisnęła ślepia. Wyrównała oddech, tak jak setki razy wcześniej. Rozluźniła mięśnie. Dla każdego, kto teraz na nią spojrzał, była śpiącym spokojnie kotem.
Wewnątrz niej były tylko gruzy. Ruiny tego, kim kiedyś była. Strzępy samokontroli, skrawki racjonalności. Szalejący pożar emocji, których nie znała.
Przegrała. 
Straciła zdrowie. Pozycję. Szacunek.
Straciła kontrolę.
Stała wśród ruin, nie wiedząc, czy powinna zetrzeć ich resztki w pył czy odejść, pozwalając by pochłonął je czas. Czy zostać i odbudować wszystko, co straciła.

To nie było tak, że nie czuła emocji. Towarzyszyły jej od zawsze, tak jak każdemu innemu kotu. Czuła zadowolenie po dobrym posiłku. Przyjemne mrowienie moment przed skokiem w stronę ofiary. Frustrację, gdy obserwowała nielogiczność działań kolejnych mysich móżdżków. Cień podziwu, kiedy spoglądała w stronę Jastrzębiego Podmuchu.
Były tam. Subtelne sygnały, które zawsze mogła zignorować. Nienarzucające się. Proste. Nie przesłaniające jej logicznego umysłu.
Zupełnie różne od tych, które towarzyszyły jej teraz.
Nigdy nie miała potrzeby analizowania swoich uczuć. Nie musiała ich rozumieć, porządkować ani poddawać się im. Zamykała je w odległej części umysłu i zapomniała o nich.
Nie rozumiała tego, co się z nią działo. Targających nią impulsów. Swojego zachowania. Podejmowanych przez siebie decyzji.
Nikt nie nauczył jej nazywać tego, co czuła.
Była wściekła. Potrzebowała spokoju. Powrotu do jasnych zasad i przejrzystych odczuć.
Rozpaczliwie potrzebowała poczucia, że wciąż kontroluje choć odrobinę własnego życia.
Dlatego wybrała ucieczkę. Uciekła w głąb własnego umysłu, udając że nie istnieje nic poza nim.
Ale emocje dopadły ją nawet tam.


Jastrzębi Podmuch została złapana, gdy trzęsąc się jak w gorączce, napychała pysk piszczkami ze stosu, a później rzuciła się do ucieczki. Zatrzymana przez Świtającą Maskę krzyczała coś o niewinności, kaszlu i Wróblowej Gwieździe, dostała ataku paniki i zemdlała. Potrójny Krok, zajęty walką z czerwonym kaszlem, nie miał czasu, żeby się nią zajmować. Trafiła do legowiska wojowników i więcej nie uciekała. Nie miała jak - jej ciało i umysł trawiła gorączka.
Borsuczy Krok czuwała nad nią od kilkunastu wschodów słońca. Podawała przyniesione przez Potrójny Krok zioła. Poiła wodą. Zmieniała kompres z wilgotnego mchu.
Towarzyszyła wtedy, gdy świadomość niebieskiej odpływała, ustępując pola chorobie.

Borsuczy Krok obserwowała, jak zamknięte powieki skrywające oczy koloru piór dzwońca drgają niespokojnie. Była ciekawa, co teraz widziały.
Myślenie o niebieskiej zajmowało jej zdecydowanie zbyt wiele czasu. Gdy siedziała przy niej, zastanawiała się, o czym myśli. Gdy wychodziła, była ciekawa, jak teraz zachowuje się wojowniczka. Czy spała? Przebudziła się, by niewidzącymi ślepiami wpatrywać w sufit? A może świadomość w końcu wróciła do jej ciała?
Co powie, gdy zobaczy nad sobą pysk Borsuk?
Niebieskie łapy drgnęły, wyrywając burą z zamyślenia. Jastrzębi Podmuch odetchnęła głębiej i… uśmiechnęła się. Wymamrotała parę niezrozumiałych słów.
Zastępczyni wstała i podeszła bliżej.
Zatrzepotały powieki.
- Wiedziałam… Tylko zły sen… Jesteś… Bądź obok… Siostrzyczko…
Borsuczy Krok odwróciła się i wyszła z legowiska.
Następnego wschodu słońca Jastrzębi Podmuch doszła już do siebie.
Bura nie odwiedziła jej więcej.

- Jak się miewa Jastrzębi Podmuch?
W oczach Wróblowej Gwiazdy lśniło zmęczenie. Wiedziała, że źle sypiał, wystarczyło na niego spojrzeć.
- Dobrze - odparła, trochę zbyt zimno. - Wyzdrowiała.
- Przynajmniej ona jedna - westchnął bury. - Są kolejni chorzy. Puszczykowy Krzyk. Jastrzębi Cień.
Brat posłał jej współczujące spojrzenie. Nawet nie drgnęła jej powieka.
- Musi brakować ziół - stwierdziła.
Wróblowa Gwiazda uśmiechnął się smutno.
- Tak, Potrójny Krok przedwczoraj u mnie był. Prosił o wojowników do pomocy w zbieraniu. Odwołałem poranne patrole, żeby mieli więcej czasu.
- Dobrze - miauknęła. - Pójdę do niego.
Brat spojrzał na nią zaskoczony, ale nic nie powiedział. Nie żegnając się nawet, ruszyła do legowiska medyka.
- Pomogę zbierać zioła - miauknęła, kiedy tylko kocur znalazł się w zasięgu jej wzroku. - Czego potrzeba?
Liliowy przyjrzał jej się podejrzliwie, ale nie skomentował. Pokazał jej parę ziół, wyjaśnił gdzie ich szukać. Część z nich pamiętała z czasów, gdy opiekowała się Cętkowanym Kwiatem.
- Jak ma się Jastrzębi Cień? - miauknęła, gdy sięgał po ostatnie zioło.
- Wyliże się.
Więcej nie poruszyła tego tematu.

- Borsuczy Krok?
Bez trudu poznała pokrytą bliznami sylwetkę. Kocur wyglądał jeszcze gorzej, niż go zapamiętała. Morskie ślepia płonęły niezdrowo, pysk wykrzywiał grymas, gdzieniegdzie spod płowego futra wystawały obleczone skórą kości.
- Obiecaj mi coś.
Spojrzała w jego puste, szalone ślepia i wiedziała.
- Ostatnia przysługa. Tak jak wtedy. Obiecaj.
Powoli skinęła łbem, nie odrywając wzroku od jego oczu. Nerwowo oblizał pyszczek i uśmiechnął się krzywo.
- Obiecaj, że jeśli przestanę być sobą to mnie zabijesz.
Patrzyła w jego puste, szalone ślepia.
Skinęła głową.
- Obiecuję.

21 maja 2021

Od Borsuczego Kroku

 Siedziała w pustym legowisku wojowników. Nie miała ochoty na czyjekolwiek towarzystwo, więc to, że klanowicze sami z siebie omijali ją szerokim łukiem było jej jak najbardziej na łapę. Raporty z patroli też woleli składać Wróblowi, który czuł się dzięki temu ważniejszy. Ponownie - było jej to jak najbardziej na łapę.
Gdzieś obok rozległ się hałas. Borsuczy Krok udała, że go nie usłyszała. Była w tym świetna. Hałas nasilił się, rozpoznała kroki Sarniego Ogona (powinna być w kociarni), ale nawet nie otworzyła oczu.
Nie zrobiła tego nawet, gdy rzeczona kocica stanęła przed nią. Pachniała strachem i oczekiwaniem.
- Borsuczy Kroku?! - miauknęła żałośnie. - Przepraszam, że cię niepokoję, ale to naprawdę ważne!
Z gardła burej wydobyło się niezadowolone warknięcio-westchnięcie. Otworzyła ślepia, mierząc królową zimnym wzrokiem.
- Wróblowa Gwiazda chętnie ci pomoże. Albo Potrójny Krok.
- A-ale… - Jej zielone ślepia zasnuła mgiełka łez.
- Idź do nich - burknęła nieporuszona.
- N-nie mogłam go znaleźć - miauknęła rozpaczliwie. - Borsuczy Kroku! Błagam!
Biała przywarła do boku zastępczyni, szlochając. Borsuk natychmiast spięła wszystkie mięśnie i odsunęła się z odrazą. Nienawidziła być dotykana.
- Borsuczy Kroku, błagam! Chodzi o Dębową Pierś! B-Byliśmy na polowaniu i-i...
Wojowniczka wyglądała żałośnie. Zalana łzami i zasmarkana, z pyskiem wykrzywionym płaczem. To musiało być dla niej naprawdę ważne, skoro przyszła zawracać dupę Borsuk i nie miała skrupułów robić z siebie przedstawienia. Zastępczyni westchnęła.
- Prowadź. Miejmy to już za sobą.
Wojowniczka wymamrotała parę słów wdzięczności i natychmiast wybiegła z legowiska. Borsuczy Krok niechętnie podążyła za nią. 
- Co się stało? - spytała, gdy wyszły poza obóz.
- P-polowaliśmy, i wtedy… coś… było wielkie, nie m-mieliśmy szans… Dębowa Pierś...
- Nie znam się na ziołach - burknęła.
- N-nie! Nie o to chodzi. On jest ranny, a ja nie mam siły sama go przenieść. P-pomyślałam…
Targanie rannego olbrzyma do obozu, cudownie. Borsuk lepiej nie mogła trafić.
- Gdzie jest?
- Jeszcze kawałek, b-byliśmy dosyć daleko… Ponoć w tamtym miejscu jest dużo zwierzyny…
Zastępczyni rozejrzała się uważnie. Przeszły już spory kawałek od obozu, a kocura wciąż nie było widać. Nie wyczuwała też krwi, ani niczego podobnego. Już miała zadać kolejne pytanie, kiedy Sarni Ogon wskazała jej pyskiem miejsce niedaleko Wysokiej Ścieżki. 
- T-tam… 
- Nic tu nie ma - warknęła, robiąc krok do przodu.
- Jest, tam - odparła Sarni Ogon. 
Borsuczy Krok nie była przygotowana na atak. Biała uderzyła w nią od strony wybitej niedawno łapy. Zastępczyni zdążyła tylko syknąć, gdy straciła grunt pod łapami. Spadała. Dopiero gdy wśród liści i gałęzi z trzaskiem wybijanego barku uderzyła o grunt, zrozumiała, że wpadła do zamaskowanego wcześniej dołu. 
Pułapka. 
Sarni Ogon przyglądała jej się z góry.
- Och, przepraszam - miauknęła, uśmiechając się. - To nic osobistego.
Bura podniosła się, krzywiąc pysk. Znów wybiła bark. Nie bolał jeszcze, ale to była kwestia uderzeń serca. Jeśli miała coś wymyślić to teraz, póki jest w stanie ustać na łapach.
- Czego chcesz? - warknęła, zadzierając łeb w stronę wojowniczki. 
- Od ciebie niczego. - Biała uśmiechnęła się słodko. - Zresztą, co mogłabyś mi dać? Jesteś tylko grubą, leniwą siostrą lidera. Gdyby nie on, już dawno wyleciałabyś z klanu. Jesteś… moją przynętą.
Przez jej łapę przewędrował kordon mrówek. Drętwiała. Zaraz odezwą się pierwsze głosy bólu. 
- Przynętą? - warknęła. - Wystarczyło poprosić. Dogadałybyśmy się.
Sarni Ogon się zaśmiała.
- Z tobą? Nie rozśmieszaj mnie. Potrzebuję tylko, żebyś tu siedziała i nigdzie się nie ruszała. Tyle chyba będziesz w stanie dla mnie zrobić, co?
O nie. Borsuczy Krok była wściekła. Cofnęła się parę kroków, wzięła rozbieg i wczepiła się pazurami w ścianę dołu. Przeniosła ciężar na drugą łapę i… ból przeszył jej ciało, sprawiając, że prawie warknęła. Straciła równowagę i boleśnie spadła na grzbiet.
Towarzyszył jej śmiech białej kotki, stojącej trzy lisie długości nad nią.
- Tylko się nie połam. Martwa mi się nie przydasz - miauknęła. - No i nie wysłuchasz mojego planu. Nie uwierzę, że cię to nie interesuje. Chcesz posłuchać?
Borsucz Krok spojrzała na nią z nienawiścią. Milczała. I kalkulowała.
- Nie słyszę - miauknęła słodko Sarna.
Bura nie wierzyła, w to, co się działo.
- Nie to nie, ale żebyś później nie żałowała. A moim zdaniem będziesz. Słyszałam, że całkiem lubisz Jastrzębi Podmuch…
Borsuczy Krok prawie warknęła. Powstrzymała się w ostatniej chwili, ale wojowniczka i tak zauważyła jej pełne wściekłości spojrzenie.
- Czyli się nie myliłam. Ale skoro nie chcesz… - Biały łeb zniknął znad krawędzi dołu.
- Zaczekaj - warknęła zastępczyni. Bezskutecznie. - Czekaj!
- Jednak zmieniłaś zdanie? - Uśmiechnięta Sarna pojawiła się na tle nieba. - Trochę za późno. Chociaż jeśli ładnie poprosisz…
Bura obnażyła kły, zaciskając szczęki. Łapa ćmiła tępym bólem, nie pozwalając jej się skupić. Mierzyły się spojrzeniami.
Borsuk spuściła wzrok.
- Proszę - burknęła.
- Co mówisz? Nie słyszałam, musisz głośniej.
- Proszę! - warknęła.
Sarna zacmokała niezadowolona.
- Mama cię nie nauczyła, że jak się czegoś chce, to trzeba być miłym? Masz ostatnią szansę, później po prostu sobie pójdę.
Łapa paliła ją żywym ogniem. 
Powoli docierało do niej, że nie ma szans. Dała się podejść. Nie miała pojęcia jaki był motyw wojowniczki, nie miała pojęcia, co planowała. 
Nie była w stanie wydostać się stąd sama.
Borsuczy Krok była zdana na łaskę Sarniego Ogona.
Zamknęła ślepia.
- Proszę - miauknęła, najmilej jak umiała.
- No, od razu lepiej - usłyszała uśmiech w jej głosie. - Jastrzębi Podmuch wszystko mi opowiedziała.
Ciemne ślepia Borsuczego Kroku zgasły.
- Mówiła, że to co stało się mojemu bratu to twoja wina. Pociągnęłam ją trochę za język i stwierdziła, że ty rozpuściłaś plotkę, że tu się poluje się najlepiej i że zepchnęłaś na niego głaz. Powiedziała nawet, że zniknięcie Szczurzej Łapy to też twoja sprawka. I że prawie zabiłaś jej siostrę. Nienawidzi cię za to, wiesz?
Biała delektowała się każdym słowem. Widok zastępczyni, tej zarozumiałej i gardzącej wszystkimi zastępczyni, w dole, u jej stóp, był najpiękniejszym, co mogła sobie wyobrazić.
- Mówiła, że zrobi wszystko, żeby cię zniszczyć. Naprawić błąd, który popełniła wysyłając tu mojego brata. A ja mam zamiar jej pomóc. - Uśmiechnęła się szeroko. - Tak, żeby każdego dnia żałowała, że się urodziła. 
- Wierzysz jej?
Sarni Ogon obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem.
- Przecenia cię. Jesteś nic nie wartym śmieciem. Ale to już nie moja sprawa. - Wzruszyła łapami. - A, i nie radzę próbować ucieczki. Będę cały czas obok. Jeśli nie chcesz sobie zaszkodzić… Sobie ani jej - dodała ciszej, znikając z pola widzenia Borsuk.
Dopiero gdy odeszła, Borsuczy Krok osunęła się na ziemię. 
Jednym z przekleństw wysokiej inteligencji był brak złudzeń.
Borsuk też już ich nie miała.

Zauważą, że jej nie ma, dopiero, kiedy rano nie wyznaczy patroli. Za szukanie zabiorą się gdy każe im to Wróbel. Nikomu poza nim nie będzie specjalnie zależało na tym, żeby ją znaleźć. Nikomu.
Jastrzębi Podmuch jej nienawidzi.
Strach w jej oczach. Odraza, gdy przyszła pomówić o siostrze.
Tylko Wróbel będzie jej szukał. Nikt więcej.
Dlaczego w ogóle ją to obchodziło? Był liderem. Wystarczy.
Nie wydostanie się stąd sama. Była zdana na łaskę klanu. Albo Sarniego Ogona.
Była żałosna.

Sarni Ogon odetchnęła, wracając do obozu. Faktycznie była świetną aktorką.
Oby umiejętności nie zawiodły jej też jutro.

Gdy księżyc pokonał połowę swojej drogi, zaczął padać deszcz, zmywając z lasu wszystkie ślady po Borsuk.

12 kwietnia 2021

Od Borsuczego Kroku

 Siedziała, tępo wpatrując się w ścianę legowiska wojowników. Jej pysk wykrzywił grymas.
Nie była szczęśliwa i akurat to nie było niczym nowym. Borsuczy Krok szybko nauczyła się, że jej emocje nie potrafią sięgać tak głęboko. Liczyła jednak, że poczuje satysfakcję. Jak po dobrym posiłku. Tymczasem…
Wykrzywiła pysk jeszcze mocniej.
A przecież wszystko przebiegło tak jak planowała. Nawet lepiej. 
Przerażenie malujące się w oczach niebieskiej wojowniczki.
Dotknęła ją. Najgłębszej części jej istnienia. Jej strach odbił się w tęczówkach Borsuk.
A jednak nie czuła się spełniona. Nie czuła satysfakcji. 
Tak jakby tłusta nornica okazała się zgniła w środku.
Jastrzębi Podmuch pewnie jej teraz nienawidziła. Widziała to w jej oczach. Nienawiść nie była zła. Sprawiała, że wojowniczka o niej myślała, a przecież właśnie o to chodziło. O uwagę. Zrozumienie kogoś, kto potrafił to zrobić. Kto w przeciwieństwie do reszty klanowiczów potrafił patrzeć i widzieć. Zobaczyć ją taką, jaką była. Czym była.
A jednak. Odkryła, że myśl o tym, że Jastrzębi Podmuch może jej nienawidzić zaczęła powodować dyskomfort.
Nie chciała tego. Kłuło jak cierń wbity w łapę. Podobnie jak myśl o jej cierpieniu.
Borsuczy Krok przymknęła ślepia.
Tego nie brała pod uwagę.
Przegrała. Tego jednego była pewna.
Jastrzębi Podmuch urodziła kociaki. Borsuk doskonale wiedziała, co musiała czuć. Niedawno sama była w niemal identycznej sytuacji.
Kocięta, których nigdy nie kochała. Z partnerem, do którego nic nie czuła.
Wszystko dla wyższego celu.
Wszystko dla ich gry.
Wiedziała, że to wszystko zaszło za daleko. I wiedziała, że już za późno żeby się wycofać.
Mimo wszystko podziwiała Jastrząb. Urodziła je. Nadała imiona kojarzące się z dobrymi rzeczami. Słyszała, że była troskliwą matką.
Wspomnienie tamtego bólu.
Borsuczy Krok naprawdę ją podziwiała.

Bez trudu wypatrzyła płową sylwetkę. Podeszła do kocura powolnym krokiem, bardzo adekwatnym do jej imienia.
Świtająca Maska uśmiechnął się krzywo na jej widok.
- O, wielka pani zastępczyni, psia jej mać - burknął.
Zmrużyła ślepia, ale nie skomentowała.
- Pamiętasz o swojej obietnicy?
Kocur momentalnie zesztywniał. Do jej nozdrzy dotarł smród strachu.
- Przysługa za przysługę. Twoja kolej.
- Jakoś się nie spieszyłaś - miauknął, starając się odzyskać animusz.
- Zajmiesz się Jastrzębim Podmuchem. Jej i jej kociakom ma niczego nie brakować.
Spojrzał na nią zszkokowany.
- Czy ja wyglądam na cholernią niańkę?!
Wyprostowała się, prezentując swoją sylwetkę w pełnej okazałości i spojrzała na niego zimno.
- Mogłam pozwolić jej wtedy zdechnąć. Byłby z niej ładny dywanik w jaskini Stwórcy.
W ślepiach kocura zalśniła wściekłość.
- Ty…! - Zjeżył sierść, gotowy się na nią rzucić. Nie miał szans. Wiedział o tym. Warknął, rzucając w jej stronę wiązankę przekleństw.
- Idź. I nie mów, że ci kazałam.
Po prostu odwróciła się do niego ogonem i odeszła, zostawiając wściekłego kocura samego.
Nawet to nie poprawiło jej humoru.

6 pkt

27 lutego 2021

Od Borsuczego Kroku

*akcja zaczyna się w momencie uratowania Jastrząb i jeszcze wtedy Płomykówki przed borsukiem przez Wróbla i Borsuk i ich dołączenia do klanu, późniejsze fragmenty mają miejsce przed zostaniem przez Wróbla liderem, ostatni jest uzupełnieniem do opka Wróbla do Deszczowej Łapy*


Pamiętała tamten błysk w tęczówkach, których kolor przywodził jej na myśl pióra niedawno upolowanego dzwońca, kiedy ich wzrok spotkał się po raz pierwszy. Okolone odrobiną żółci źrenice rozszerzyły się nieznacznie i natychmiast skurczyły w bezwarunkowym odruchu. Odruchu stanięcia pyskiem w pysk z drapieżnikiem. Samotniczka wiedziała. Od momentu, gdy spojrzenie Borsuczego Kroku przeszyło ją na wylot, jeżąc prawie niedostrzegalnie sierść na karku. Brązowe ślepia zarejestrował ten ruch. Mimo że nawet nie drgnęła jej powieka, wojowniczka dawno nie była tak poruszona. Wiedziała, że Jastrząb wie. A skoro wiedziała... Rozpoznaje się to, co się zna, prawda?
Nie poruszając ani jednym mięśniem, Borsuczy Krok uśmiechnęła się.
Samotniczka powinna wtedy uciec. Skoro widziała, powinna zabrać swoją towarzyszkę i uciec jak najdalej. Nie zrobiła tego. Przez niezwykle długie uderzenie serca wpatrywała się w brązowe ślepia i wbrew własnemu rozumowi, skinęła głową.
- Dziękujemy. - Uśmiechnęła się do burego. Borsuk widziała, ile trudu wkłada w to, żeby na nią nie spojrzeć. W jakiś dziwny sposób pochlebiało jej to. - Jak się nazywacie?
Musiała przyznać, że samotniczka jej zaimponowała. Nie zdradzało jej niemal nic, nic, co mógłby zauważyć Wróbel. Ale ona widziała widziała więcej. Niemal niedostrzegalnie podniesione futro. Bezruch, który miał być odpowiedzią na wszystkie nerwowe gesty, których nie chciała wykonać. Trochę zbyt szybko podnoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Dlaczego więc została?
- Ja jestem Wróblowe Serce, to moja siostra Borsuczy Krok - jej brat, zawsze uśmiechnięty i cudownie ślepy na wszystko, co się wokół niego działo. Czasami mu tego zazdrościła. Bardzo rzadko. - A wy?
- Jastrząb i Płomykówka - Głos samotniczki brzmiał trochę zbyt pewnie.
Wiedziała. I ona też wiedziała.
Po raz pierwszy od momentu, gdy odkryła, że wszyscy w jej klanie to idioci, Borsuk poczuła się zadowolona.
***

Jak dwa ogary, krążyły wokół siebie. Obwąchiwały się z daleka. Szukały słabości. Wietrzyły, próbując podejść bliżej i nie odsłonić własnych wrażliwych punktów. Tańczyły.
Oczywiście nie dosłownie. ich bronią nie były kły ani pazury, choć obie były bardzo sprawne w posługiwaniu się nimi. Po raz pierwszy trafiły na kogoś, kto był w stanie podjąć grę na ich poziomie. Poziomie wieloksiężycowych strategii i niedostrzegalnych manipulacji zza pleców innych kotów.
Były identyczne i tak bardzo się od siebie różniły.
Czas mijał i Borsuk obserwowała, jak Jastrząb się zmienia. Jak przestaje chodzić tylko o paranoiczny lęk o życie, zaborczą miłość do siostry, jak pojawia się między nimi ten ostateczny mur w postaci moralności i świeżo poznanego przez samotniczkę Kodeksu. 
Mury zawsze ciekawiły Borsuk. Nigdy nie było wiadomo, czy powstają po to, żeby odgrodzić się od czegoś na zewnątrz i tego nie wpuścić, czy wręcz przeciwnie.
Ona sama wzniosła tylko jeden mur. 
***

Borsuk była przyzwyczajona do irytacji. Ze swoimi zdolnościami nie miała innego wyjścia. Przyjęła je jako element upewniający ją, że wciąż żyje. Zawsze też potrafiła dać jej upust w bezpieczny sposób. Była cierpliwa. Nawet, jeśli kosztowało ją to mnóstwo wysiłku, do którego normalnie nie byłaby skłonna. Takiego jak teraz. Teraz jej irytacja nie była już po prostu cierniem w boku. Stawała się drzazgą w najwrażliwszym miejscu. Prowadziła do myśli, nad którymi nie miała całkowitej kontroli. A Borsuk bardzo nie lubiła nie mieć całkowitej kontroli nad swoim umysłem. W całym swoim świadomym życiu straciła ją tylko raz i nie miała zamiaru tego powtarzać. Nie mogła pozwolić sobie na takie ryzyko.
Źródłem irytacji była nieznośnie krucha i głupia istota, która nie zasługiwała, żeby wzbudzać w niej takie uczucia. Borsuk nienawidziła jej za to jeszcze bardziej. 
Z trudem powstrzymywała się od wyobrażania sobie jej przerażonego spojrzenia wtedy, gdy przygwożdżona do ziemi zrozumie, że to jej koniec. Delektować się poczuciem ostatecznej władzy i ostatecznej klęski. Poczuć jak jej kark pęka pod naporem masywnych kłów. Ale wciąż się powstrzymywała. Nie była aż tak szalona. Myśli bardzo łatwo mogły przerodzić się w czyny.
Borsuk rozumiała źródło swojej irytacji. Kiedy po raz pierwszy znalazła kogoś, kto był warty jej uwagi, została pozbawiona tej osoby bez własnej zgody. Na rzecz kogoś niewiele inteligentniejszego od kamienia. Doszła do wniosku, że to denerwowało ją najbardziej. Fakt, że Jastrząb przedkładała towarzystwo Słonecznej Myśli ponad jej było ostateczną zniewagą, której nie mogła puścić płazem. Przecież wiedziała. Dostrzegła to wtedy. A mimo wszystko nie zrobiła w stronę Borsuk ani jednego kroku. To Borsuk mogła jeszcze zrozumieć. Doskonale zdawała sobie sprawę, co kocica dostrzegła w jej oczach. Doskonale się znała, taka była cena kontroli, którą nad sobą miała. Ale Jastrząb robiła coś więcej - ignorowała ją. Jakby bura nie istniała. A tego nie potrafiła znieść. Nie tylko ona zresztą tak się zachowywała. Jej głupi brat bardzo chętnie zaprzyjaźnił się ze Słoneczną Łapą. Widziała błysk rozbawienia w jego oczach, gdy dostrzegł, jak bardzo irytuje swoją siostrę gdy spędza czas z byłą samotniczką. Tym chętniej to robił, mimo krzywych spojrzeń równie niezadowolonej z tego Jastrząb. W tym się zgadzały.
Borsuk miała ochotę pokazać mu, dlaczego nie powinien jej prowokować. Dlaczego tak ważne jest, by miała całkowitą jasność umysłu. Zupełną kontrolę. To była bardzo kusząca myśl. Miała w sobie smak szaleństwa.
Musiała coś zrobić.
***

Borsuk była zadowolona. Nie szczęśliwa, bo nie potrafiła odczuwać większości emocji, mimo że doskonale je rozumiała, ale efekty ją satysfakcjonowały. Osiągnęła swój cel.
Nie dała nikomu poznać tego po sobie. Z pogardą, do której przyzwyczaiła klanowiczy, słuchała opowieści o tym, jak na patrolu spadająca gałąź niemal zmiażdżyła świeżo mianowaną Słoneczną Myśl. “Prawdziwe szczęście”. “Mysi krok dalej i już by nie żyła”.
Borsuk nigdy nie była zwolenniczką wiary w przypadki. Nigdy też niczego nie pozostawiała przypadkowi. Nie zmieniła swoich poglądów także teraz.
Jastrząb przyszła do niej tego samego dnia. Zaczepiła ją podczas posiłku, wcześniej upewniwszy się, że w pobliżu są inne koty. Borsuk uśmiechnęła się, widząc jej ostrożność. Godna podziwu lecz zbyteczna. Gdyby chodziło o nią w ten sposób, Jastrząb już byłaby martwa i nie miało by znaczenia ile kotów byłoby obok.
Odbyły bardzo owocną rozmowę. Po jej zakończeniu zdobyła pewność, że Jastrząb jej nienawidziła. To był bardzo obiecujący początek. Gwarantował dokładnie to, na czym jej zależało.
Rozrywkę. I brak ryzyka, że kiedykolwiek więcej kocica odważy się ją zignorować.
Tak, Borsuk była bardzo zadowolona z efektów. Tym bardziej, że zrozumiała kim Słoneczna Myśl była dla Jastrząb i znów mogła rozmawiać z rudą bez ryzyka, że któraś z nich nie wyjdzie z tego żywa. No dobrze, nie oszukujmy się, że dawna samotniczka nie wyjdzie z tego żywa. 
Gdyby na to spojrzeć, było to nawet zabawne - Borsuczy Krok i Wróblowe Serce, Jastrzębi Podmuch i Słoneczna Myśl. Umysł i serce. Dwa razy.
Wojowniczki rozeszły się w pokoju. Jastrząb była zbyt mądra, żeby życzyć Borsuk śmierci na głos.

***

O istnieniu (czy raczej nieistnieniu) Szczurzej Łapy pamiętały prawdopodobnie tylko dwie osoby - Wróblowa Gwiazda i Jastrzębi Podmuch. Borsuk musiała przyznać, że był to ciekawy duet. Jej brat ze wszystkich sił chciał ukryć prawdę o jego śmierci, wojowniczka wręcz przeciwnie. Prawdę mówiąc Borsuk byłaby kocicą rozczarowana, gdyby tak nie było. Skąd się dowiedziała? Zastępczyni nie była naiwna, wiedziała o krążących po obozie plotkach. Zaskoczyło ją tylko to, że dotarły do uszu Jastrząb tak późno. Widocznie wojowniczka nie plotkowała zbyt wiele. 
Musiała przyznać, że zorientowała się, że jest śledzona dopiero po trzech wschodach słońca. Widocznie widok sikającej Borsuk nie był tym, czego niebieska się spodziewała, bo na moment straciła czujność. Próbowała jeszcze udawać, że tylko przechodziła obok, ale zdradziły ją oczy. Taka była cena posiadania jakichkolwiek zahamowań. Zastępczyni nie miała tego problemu. Nie zdradziła, że wie. Szukanie śladów obecności kocicy w swoim pobliżu stanowiły świetną zabawę, tak odświeżającą po wszechogarniającej klanowej nudzie. Nie chciała pozbawiać się tej przyjemności.
Zrobiła to dopiero, gdy Jastrząb pozwoliła sobie na oburzającą niedbałość. Borsuk była ciekawa, co się stało. Nie chciała kończyć ich małej gry, nie po to włożyła tyle wysiłku w utrzymanie uwagi wojowniczki. A jeśli bura wkładała w coś wysiłek, nigdy nie pozwalała, żeby poszedł na marne.
Znalezienie kwitnącej jabłoni trochę jej zajęło, ale o dziwo, jedna rosła na leśnej polanie. Polując, dwa razy rezygnowała ze zdobyczy, uznając ją za nie nadającą się do wykorzystania.
Skoro miały grać, wszystko musiało odbyć się perfekcyjnie.
Krew plamiąca delikatne białe płatki.
Gra rozpoczęta. Stawką było jej życie.

04 stycznia 2021

Od Borsuczego Kroku

 Brązowe ślepia śledziły burą sylwetkę, aż nie zniknęła wśród drzew. Zauważyła, że Wróblowe Serce zaczął częściej chodzić na patrole, jakby próbował w ten sposób wynagrodzić mizerne wyniki swoich polowań. A skoro czuł się winny, przynosząc prawie tyle samo zwierzyny co reszta wojowników, nie miało to związku z jego umiejętnościami łowieckimi. Zwyczajnie bał się polować.
Pozwoliła, by jej ogon poruszał się wściekle na boki. Nienawidziła, kiedy martwi mieszali się do życia żywych. Szczególnie, gdy sprawa dotyczyła jej rodziny.
Dzierzba szybko zrozumiała, że nie ma czego szukać w snach burej wojowniczki. Kły zatopione w karku potrafią być bardzo przekonującym argumentem. Kocica żałowała, że nie udało jej się zacisnąć ich na tyle mocno, by cynamonowa przestała być problemem. Okazała się niewystarczająco szybka. Gdy nadarzy się druga taka okazja, nie popełni tego samego błędu. Martwi powinni jej zdaniem pozostać właśnie tacy. 

- Borsuk?
W brązowych ślepiach kłębiły się setki emocji. Bez problemu rozpoznała smutek, żal, poczucie winy i niepewność. Skinęła głową na znak, że słucha. Wilcze Serce zrobił krok do przodu, jakby chciał ją przytulić, ale zrezygnował, zostając z uniesioną przednią łapą.
- Opiekuj się nimi, proszę.
To było błaganie. Słyszała to w jego głosie, widziała w przejrzystej sylwetce. Ponownie skinęła głową.
- Dobrze. Pod jednym warunkiem.
Wzrok jej ojca mówił, że jest gotowy zrobić wszystko, czego by zażądała.
- Nie przychodź do niego więcej.
Miała wrażenie, że gwiazdy w jego oczach zgasły. Potrzebował dwóch uderzeń serca, żeby skinąć głową.
- Żegnaj, tato - miauknęła, odwracając się do niego tyłem.
- Kocham was - usłyszała jeszcze, zanim otworzyła oczy.

Żałowanie czegokolwiek nie leżało w jej naturze. Podobnie jak roztrząsanie tego co było. Podniosła się, otrzepując długie futro z przyklejonego do niego śniegu. Miała wiele do zrobienia. Jak chociażby uratowanie życia tej paranoicznej kupy futra zwanej jej bratem.
Jeśli miałaby być na siebie o coś zła, to tylko o to, że pozwoliła mu wtedy za sobą iść. Odkąd pamiętała, ich ojciec robił wszystko, żeby wrażliwy buras mógł żyć w dobrym świecie, ciesząc się każdym przejawem jego piękna. Po śmierci Wilczego Serca ona przejęła jego obowiązki, trzymając brata jak najdalej od wszelkiego zła tego świata, w tym też od siebie. Ale mleko się wylało i kocurowi udało się dostrzec drugą stronę życia. I był przekonany, że wyciągnęła po niego swoje łapy.
Wzrok kocicy stwardniał. Wróbel nie miał pojęcia, że to co zobaczył to tylko ścieżka prowadząca do przepaści, a nie ona sama. Nie miała zamiaru wyprowadzać go z błędu, jeśli to miało powstrzymać go przed kolejnym krokiem naprzód.
Musiała przyznać, że w pewnym sensie podziwiała plan Dzierzby. Odkryła dla burego mrok tkwiący w głębi każdego kota, pokazała mu jego skrajną postać i przekonała, że właśnie tym się stał. Uwierzył i zaczął bać się samego siebie, odcinając od najbliższych. Jedynych, którzy mogli dać mu wsparcie i pokazać, że się mylił. Bo co do tego Borsuk nie miała wątpliwości - jej brat nie był w stanie zabić bzyczącej mu nad uchem muchy, a co dopiero któregoś z członków klanu. Popadł w paranoję, zapędzając się w nią coraz głębiej, przekonany że widzi i wie więcej niż nieświadoma reszta. Próbował ich chronić dokładnie tak, jak ona chroniła jego. Uśmiechnęła się cierpko. Szlachetne i głupie. Typowy Wróbel.
Nie potrafiła przyznać się do tego przed samą sobą, ale na myśl o tym mysim móżdżku jej spojrzenie zawsze łagodniało. Kochała go z głębi swojego zimnego serca i była gotowa zrobić wszystko, żeby go ochronić. Przed okrucieństwem świata, każdym, kto chciał go skrzywdzić, samym sobą, przed nią i jej podobnymi. Każdy jego uśmiech, każda naiwnie optymistyczna myśl, każdy piękny plan na przyszłość był tego warty. Cena nie miała znaczenia.
Cieszyła się, że Iglasta Gwiazda zdecydował się zrezygnować. Wiedziała, że jej brat będzie świetnym liderem. Najlepszym, na jakiego mógł zasłużyć ten klan. Nowe obowiązki mu nie zaszkodzą, a na pewno przestanie marnować tyle czasu na myślenie. W duchu cieszyła się też z bachorów Małego Wilka. Szczególnie że gówniarz poszedł po rozum do głowy i dogadał się z Wróblem. Bawienie bachorów nie zaszkodzi żadnemu z nich…
Rozejrzała się. Właśnie… Ruszyła przez obóz, szukając pewnego burego futra. Jeśli to miał być sposób, żeby jej brat przestał się izolować, była gotowa to zrobić. Wiedziała, że Modrzewiowa Kora się zgodzi, potrzebował tylko odpowiedniej zachęty. Podobnie jak Zawilcowe Pnącze. 
- Możemy porozmawiać? - miauknęła na widok burego. Zabrzmiało to bardziej jak rozkaz niż prośba, ale nie dbała o to. Zgodnie z jej oczekiwaniami, zaskoczony kocur skinął głową. Miauknął kilka słów powitania, ale nie odpowiedziała. Szli, aż kocica nie miała pewności, że nikt ich nie usłyszy.
- Załatwię ci noc sam na sam z moim bratem - powiedziała zwykłym, pozbawionym emocji tonem i patrzyła, jak przez pysk kocura przetaczają się kolejne emocje. Naliczyła ich dziesięć, zanim wojownik wydukał z siebie coś brzmiącego jak: “A-a-c-co-n-n-nie!”. Westchnęła, pozwalając, by na jej pysku wymalowało się znudzenie.
- Wiem, co do niego czujesz. Wystarczy mieć oczy i mózg na właściwych miejscach. 
- O-on wie? - prawie zrobiło jej się go szkoda, gdy tak patrzył na nią szeroko rozwartymi ze strachu ślepiami. Miłość. Prychnęła w myślach.
- Nie. Mój brat jest równie spostrzegawczy co krety.
Bury parę razy otworzył pysk, chcąc zadać jej kolejne pytanie, ale w ostatniej chwili rezygnował. Pomogła mu trochę.
- Nie mogę patrzeć, jak się męczycie. Wróbel potrzebuje przyjaciela albo partnera, a w tej chwili nie ma żadnego z nich. - Zamachała ogonem, ucinając protesty kocura. - Jeśli wam wyjdzie, super. Jeśli nie, mam nadzieję, że przynajmniej przestaniecie się wzajemnie unikać. 
- I-i tak po prostu…? - Kocurek spojrzał jej w oczy, zaskoczony.
Uśmiechnęła się kącikiem pyska.
- W zamian potrzebuję przysługi.

Jastrzębi Podmuch zmierzyła ją spojrzeniem, odrywając wzrok od jedzonej właśnie myszy. Bura wiedziała, że wojowniczka dyskretnie śledziła ją przez większość dnia. Uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie, odwzajemniając spojrzenie. W zielonych ślepiach lśniła determinacja i nienawiść.
- Nie pozwolę ci nikogo skrzywdzić.
Uśmiech Borsuk poszerzył się nieznacznie.
- Smacznego - miauknęła, wstając. Musiała znaleźć jeszcze Zawilcowe Pnącze, a słońce powoli zbliżało się do linii lasu. Musiała się pospieszyć jeśli chciała zdążyć przed powrotem brata. Z jego rudą znajomą porozmawia sobie kiedy indziej.