Gdy nastał wczesny wieczór i słońce zaczęło barwić niebo na różowo, postanowiłam rozruszać kości w formie wyjścia z nory. Od jakiegoś czasu strasznie się odspołeczniłam, a jedynym kotem z jakim spędzałam czas był mój mentor, Borsuk. Byłam wręcz pewna, że gdyby nie to, że treningi uczniowskie były obowiązkowe, za nic nie wystawiałabym pyska na słońce. Postanowiłam to zmienić.
Wyjrzałam na zewnątrz, mrużąc oczy przed promieniami złośliwego słońca. Pogoda, mimo wieczornej pory, była jak zawsze gorąca, sucha i pełna pyłu. Drapało mnie w gardle od braku wody i usilnego uczucia zaspokojenia pragnienia. Suchość źle na mnie działała - od gorąca bolała mnie głowa, poduszki miałam popękane i twarde. Myślałam, czy nie udać się z tym do medyka, lecz nie ma co przesadzać i robić z igieł wideł. Każdy miał ciężko w tych czasach.
Rozciągnęłam grzbiet, wysuwając pazurki. Rozejrzałam się po obozie. Kilka wojowników wyruszyło na szybki, wieczorny patrol, lecz większość siedziała przy kupie zdobyczy, siląc swoje ciała.
Postanowiłam również coś przegryźć. Zauważyłam niedaleko Szepczącą Łapę, która konsumowała jakąś chuderlawą myszkę. Uniosłam uszy. Szepcząca Łapa była jednym z uczniów, lecz nigdy nie miałam okazji porozmawiania z nią. Szczerze, trochę mnie przerażała swoimi wybuchami energii, lecz widziałam w tym pozytywną stronę. Może okazać się dobrym towarzyszem zabaw.
Sięgnęłam po wróblą kosteczkę, starannie wygrzebując ją spod reszty ciał. Nie byłam wystarczająco głodna, poza tym, obawiałam się, że ktoś znowu przyczepi się do mojej masy ciała.
- Cesc! - przywitałam się z wróblem w pysku. Zauważyłam swój błąd i położyłam kolacje obok siebie, by móc mówić płynniej. - Nie będzie ci przeszkadzać, jak klapnę sobie obok?
< Szepcząca Łapo?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowa Łapa (kw). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowa Łapa (kw). Pokaż wszystkie posty
28 sierpnia 2017
Od Makowej Łapy CD Borsuczego Gońca
Uniosłam brodę, by móc zajrzeć w głąb wąwozu. Gdy byłam mniejsza, owe ukształtowanie terenu wydawało mi się nienaturalnie wielkie i szerokie. Pamiętam strach, który przemknął mi wzdłuż kręgosłupa pod futerkiem, gdy po raz pierwszy postawiłam łapę niedaleko Głębokiej Ścieżki. Mimo dominującego uczucia przygniecenia, było w tym coś intrygującego. Jakby stało się tuż nad przepaścią, krawędzią swojego kruchego życia. Wiatr szarpał mą sierścią, uderzając podmuchami w pysk. Teraz, gdy byłam większa i starsza, potęga wąwozu zmalała i zszarzała. Zdałam sobie sprawę, że z większym problemem lecz z sukcesem mogłabym go przejść.
Borsuk widząc moje przystanięcie, zwolnił również kroku, po czym dał znak ogonem, bym się pośpieszyła. W kilku podskokach wyrównałam krok z mentorem. Jego długie, silne łapy przy moim boku dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Sama nie byłam już malutkim kociakiem - ba, byłam przerośniętym uczniem. Już po kilku miesiącach życia zauważyłam, że nie należę do smukłych kotów. Miałam duże, niezgrabne łapy, grzbiet i kark szerszy, a cała sylwetka stała się toporna. W legowisku uczniów czasem przezywano mnie od grubasów, co wzięłam sobie głęboko do serca, odmawiając sobie połowy posiłków. Jednak niezgrabna sylwetka została.
Spękana ziemia pod łapami kurzyła się w kłęby pyłu.Po jakimś czasie chmura piachu zawisła w powietrzu, zamykając nas w gorącej, upalnej atmosferze. Borsuczy Goniec kichnął, aż podskoczyłam.
- Chyba nic tu nie znajdziemy. Proponuję wybrać inną trasę, nim pył całkowicie przysłoni nam widok.
Kiwnęłam z milczeniem głową. Coś przeleciało mi nad uchem. Zainteresowana powędrowałam pyskiem za dźwiękiem, zdając sobie sprawę, że owym kształtem jest żuk. Jego granatowy pancerzyk błyszczał w słońcu, a tłuste ciałko wirowało w powietrzu wydając głośne buczenia.
Pełna podekscytowania spróbowałam go złapać pyszczkiem, jednak był zbyt zwinny na taki atak. Ostatecznie pacnęłam go łapą, aby stracił równowagę, po czym przygwożdżając do ziemi, urwałam mu skrzydełko zębami. Chwyciłam zdobycz i pełna radości pobiegłam do Borsuka.
- No tym to się raczej nie najesz - zaśmiał się rozbawiony, gdy pokazałam mu swoją ofiarę. Spróbowałam go skonsumować by obalić tezę mentora, lecz wyplułam go równie szybko.
- Pfeee, gorzki - skrzywiłam się.
<Borsuk ? >
19 sierpnia 2017
Od Maka (Makowej Łapy) CD Borsuczego Gońcy
Spojrzałam z zaskoczeniem w oczach na kocura, a moje wąsy drgnęły lekko.
- N-na polowanie...? P-poza teren obozu? - pisnęłam z lekkim przestrachem w gardle. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł aby wychodzić poza obóz.
- Jasne, dlaczego nie? Pójdziesz ze mną, nic ci się nie stanie.
Odchyliłam ucho do tyłu na znak niepewności. Z dorosłym wojownikiem to co innego, jednak wciąż miałam obawy. A co jeśli natkniemy się na jakiś włóczęgów, lub psy? Nadal nie miałam pojęcia dlaczego tak bardzo obawiałam się wyjścia na większe pole, jednak coś podświadomie trzymało mnie blisko innych kotów, w bezpiecznym obozie. Odetchnęłam cicho przez zaciśnięte kły, po czym ostatecznie padła moja decyzja:
- Dobrze, pójdę...
*dziki tajmskip bo Mak jest już uczniem*
Ciepłe promienie słońca połaskotały mnie po powiekach. Uchyliłam jedną z nich leniwie, pozwalając by jasne światło dochodzące z wejścia jaskini uczniów, rozbudziło mnie na dobre. Podniosłam się chwiejnie, trzepiąc rozczochrane uszy. Wygięłam grzbiet w łuk, słysząc jak każda z kosteczek w kręgosłupie z pstryknięciem wraca na swoje miejsce. Nadal nie mogłam uwierzyć, że stałam się już uczniem. Zmieniłam teraz miejsce spoczynku, wraz z innymi młodziakami, które wyrosły z kociego puchu.
Wyczołgałam się z nory, mrużąc oczy pod białymi promieniami porannego słońca. Drzewa kołysały się leniwie pod wpływem wiosennego wiatru. Obozowicze krzątali się po terenie, szykując się do patrolu, lub do śniadania.
Drgnęłam. Przez przytulną atmosferę totalnie zapomniałam o treningu! Spięłam mięśnie i wyskoczyłam sprzed jaskini na trawę. Miałam nadzieję, że obudziłam się przed Borsuczym Gońcem, i nie spóźniłam się.
Serce mi stanęło gdy zobaczyłam go czekającego przy wyjściu do obozu. Zaspałam!
Ile sił w łapach podbiegłam do niego.
- Gotowa? - zapytał gdy mnie zobaczył. Nie wyglądał na znudzonego czekaniem, ani nic z tych rzeczy, więc odetchnęłam z ulgą. Jedyne czego mi brakowało to aby zawalić początek treningu.
- Tak, możemy iść.
<Borsuk?>
10 lipca 2017
Od Maku (Makowej Łapy) CD Sreberka
Zjeżyłam się lekko, gdy Sreberko podskoczył do mnie, nie byłam przygotowana na ten ruch. Jednak, gdy poznałam, że to tylko kociak ze żłobka, wygładziłam futro.
- Idziemy na tereny niczyje? - zapytał, przekrzywiając szarą głowę.Zapiszczałam zdziwiona, totalnie zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Zwariowałeś? Przecież nie wolno nam tam chodzić! - miauknęłam z lekkim przerażeniem na szaloną propozycję. - Jest zbyt niebezpiecznie dla kociaków! Zresztą, co mielibyśmy tam robić?
- Polować oczywiście, a co! - szary kociak wypiął dumnie pierś. Zamrugałam kilka razy, próbując przyswoić to co właśnie powiedział. Po chwili zabłyszczały mi oczy wraz z drgnieniem wąsów.
- Umiesz polować? Naprawdę? Woow, musisz mi koniecznie pokazać jak to się robi! - wypaliłam na jednym tchu, nie dając mu dojść do słowa. Kotek lekko się zbiesił.
- Nie do końca, ale właśnie po to tam pójdziemy, aby spróbować. No weź, będzie fajnie! - podskoczył kilka razy. - Znam na pamięć całe tereny!
Już sama nie wiedziałam, czy mówi poważnie, czy chce się popisać, lecz wizja wyjścia poza obóz klanu przerażała mnie. A co jeśli się zgubimy? Albo natrafimy na dzikie zwierzęta, lub gorzej - na włóczęgów? Pokręciłam główką. Było mi wstyd, że się boję, oraz nie chciałam odmawiać Sreberku, na pewno zwyzywałby mnie od siusiufuter. Spróbowałam namówić go po swojemu na zostanie w obozie.
- Nahh, daj spokój! Na terenach niczyich na pewno jest strasznie nudno, i nie ma nic do roboty! Możemy pobawić się kamykami, jak wtedy.
Sreberko spojrzał na mnie niechętnie. Wiedziałam, że polowanie na terenach niczyich jest dla niego atrakcyjniejsze od zabawy kamykami w obozie.
<Sreberko?>
- Idziemy na tereny niczyje? - zapytał, przekrzywiając szarą głowę.Zapiszczałam zdziwiona, totalnie zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Zwariowałeś? Przecież nie wolno nam tam chodzić! - miauknęłam z lekkim przerażeniem na szaloną propozycję. - Jest zbyt niebezpiecznie dla kociaków! Zresztą, co mielibyśmy tam robić?
- Polować oczywiście, a co! - szary kociak wypiął dumnie pierś. Zamrugałam kilka razy, próbując przyswoić to co właśnie powiedział. Po chwili zabłyszczały mi oczy wraz z drgnieniem wąsów.
- Umiesz polować? Naprawdę? Woow, musisz mi koniecznie pokazać jak to się robi! - wypaliłam na jednym tchu, nie dając mu dojść do słowa. Kotek lekko się zbiesił.
- Nie do końca, ale właśnie po to tam pójdziemy, aby spróbować. No weź, będzie fajnie! - podskoczył kilka razy. - Znam na pamięć całe tereny!
Już sama nie wiedziałam, czy mówi poważnie, czy chce się popisać, lecz wizja wyjścia poza obóz klanu przerażała mnie. A co jeśli się zgubimy? Albo natrafimy na dzikie zwierzęta, lub gorzej - na włóczęgów? Pokręciłam główką. Było mi wstyd, że się boję, oraz nie chciałam odmawiać Sreberku, na pewno zwyzywałby mnie od siusiufuter. Spróbowałam namówić go po swojemu na zostanie w obozie.
- Nahh, daj spokój! Na terenach niczyich na pewno jest strasznie nudno, i nie ma nic do roboty! Możemy pobawić się kamykami, jak wtedy.
Sreberko spojrzał na mnie niechętnie. Wiedziałam, że polowanie na terenach niczyich jest dla niego atrakcyjniejsze od zabawy kamykami w obozie.
<Sreberko?>
07 lipca 2017
Od Maku
Nie było łatwe przyzwyczajenie się do nowego środowiska, które powiewało obcością i zimnem. Brakowało mi ciepła matki, którą tak uporczywie próbowałam wezwać żałosnymi miauknięciami. Byłam przestraszona, jednak kocięcy umysł powoli zaczynał zacierać głębsze wspomnienia, zostawiając tylko silne uczucia jak strach,ból i przeszywające na wylot poczucie straty. Równie dobrze utkwił mi w pamięci zapach kociej krwi, smrodu włóczęgów i strachu brata, z którym prawdopodobnie musiałam przebywać. Tak mało pamiętałam z tamtego wydarzenia, że zaczynałam się zastanawiać, czy to nie przypadkowe impulsy. Gęsta mgła okrywała mój umysł blokując przepływ wspomnień.
Był poranek, siedziałam w nawet przytulnej, lecz nadal obcej norze, prawdopodobnie wykopanej przez koty klanowe. Zaakceptowali fakt, że nie zamierzałam wynurzać nosa na zewnątrz, a nawet przynieśli mi coś do zjedzenia. Teraz obok mnie leżały tylko kosteczki myszy, którą przed chwilą skonsumowałam. Nie przebywałam w norze sama - był ze mną szary kociak, który przedstawił mi się jako Sreberko. Nie odzywałam się do niego zbyt często, gdyż jak dla mnie był zbyt śmiały i pobudliwy.
Po jakimś czasie zaczęły drętwieć mi łapy. Wciąż spięta, próbowałam rozruszać się, kręcąc się w norze z jednego miejsca na drugie. Przerażenie i obcość po kilku dniach mijały,lecz pojawiła się nuda.
Plama światła, która wpadała do ciemnej jamy, wyglądała kusząco. Podpełzłam do niej, niczym szczur, mrużąc oczy przed słońcem.
W nos uderzyło mnie tysiące zapachów,woni i aromatów. Do moich uszu zaczęły dochodzić najróżniejsze odgłosy. Jak zahipnotyzowana spróbowałam podczogłać się bliżej, kładąc uszy po sobie. Cofnęłam się jednak gwałtownie z cichym piskiem, gdy przed norą przeszedł dorosły kot, blokując na sekundę dostęp do światła. Wstrzymałam oddech, czując napięcie w piersi.
Ponowiłam próbę wyczołgania się z jamy na własnych siłach. Moje osłabione łapki ledwo podpierały się o podłoże, przez co idąc pod górkę, zjeżdżałam w dół. W końcu udało mi się wyjść na światło dzienne.
Rudawa poświata o lekko chłodnawej aurze otoczyła obozowisko. Ziemia parowała delikatnie od porannego chłodu, a ja czułam pod poduszkami zimno gleby. Koty poruszające się po obozie, były dla mnie jak bezszelestne cienie, czy też zjawy. Nie byłam w stanie dojrzeć ich pysków.
Czułam jak serce obijało mi się o żebra. Oddech zamienił się w parę. Jasne słońce sprawiło, że polana jarzyła się bielą i złotem.
Zdałam sobie sprawę, że tuż przy mnie zatrzymał sie dorosły kot. Rzucił potężny, długi cień na ziemię, okrywając moją postać brązem.
Spróbowałam unieść głowę i mu się przyjrzeć, jednak nie widziałam jego pyska. Słońce oświetlało jego kontur. Wiatr szastał trawą pod jego łapami.
- Cześć! Widzę, że w końcu wyszłaś na zewnątrz - jego ciepły i radosny głos sprawił, że wyswobodziłam mięśnie z uścisku. - Jak widzisz, tutaj jest o wiele ciekawiej, niż w tej pustej i nudnej norze.
- Wcale nie jest pusto. Jest też Sreberko - mruknęła tylko po to aby coś powiedzieć, ponieważ i tak nie miałam bliższych kontaktów z tym kociakiem. - I nie zawsze jest tak nudno. Czasem bawię się kostkami po myszy albo... no dobrze, jest nudno.
Kot zaśmiał się, a ja nadęłam się lekko, nie wiedząc z czego ta radość. Zrobiłam coś głupiego?
Kucnął przede mną, sprawiając, że wyglądał teraz na o wiele mniejszego. Słońce przestało bawić się kolorami jego postaci, toteż dostrzegłam w końcu jego pysk.
Był ładnie ubarwiony, na głowie przeważały brązy, lecz resztę ciała miał mlecznobiałą. Oczy były koloru niebieskiego o dużych, łagodnych źrenicach.
- Masz jakieś imię? Jak na ciebie mówią? - zapytał.
Zastanowiłam się.
- Mak... Jestem Mak.
Uśmiechnął się.
- Ładne imię. Pasuje do ciebie. Ja jestem Borsuczy Gońca. - po chwili dodał. - Cieszę się, że w końcu wyszłaś na zewnątrz. Już zaczynaliśmy się martwić, że jesteś chora.
<Borsuk?>
Był poranek, siedziałam w nawet przytulnej, lecz nadal obcej norze, prawdopodobnie wykopanej przez koty klanowe. Zaakceptowali fakt, że nie zamierzałam wynurzać nosa na zewnątrz, a nawet przynieśli mi coś do zjedzenia. Teraz obok mnie leżały tylko kosteczki myszy, którą przed chwilą skonsumowałam. Nie przebywałam w norze sama - był ze mną szary kociak, który przedstawił mi się jako Sreberko. Nie odzywałam się do niego zbyt często, gdyż jak dla mnie był zbyt śmiały i pobudliwy.
Po jakimś czasie zaczęły drętwieć mi łapy. Wciąż spięta, próbowałam rozruszać się, kręcąc się w norze z jednego miejsca na drugie. Przerażenie i obcość po kilku dniach mijały,lecz pojawiła się nuda.
Plama światła, która wpadała do ciemnej jamy, wyglądała kusząco. Podpełzłam do niej, niczym szczur, mrużąc oczy przed słońcem.
W nos uderzyło mnie tysiące zapachów,woni i aromatów. Do moich uszu zaczęły dochodzić najróżniejsze odgłosy. Jak zahipnotyzowana spróbowałam podczogłać się bliżej, kładąc uszy po sobie. Cofnęłam się jednak gwałtownie z cichym piskiem, gdy przed norą przeszedł dorosły kot, blokując na sekundę dostęp do światła. Wstrzymałam oddech, czując napięcie w piersi.
Ponowiłam próbę wyczołgania się z jamy na własnych siłach. Moje osłabione łapki ledwo podpierały się o podłoże, przez co idąc pod górkę, zjeżdżałam w dół. W końcu udało mi się wyjść na światło dzienne.
Rudawa poświata o lekko chłodnawej aurze otoczyła obozowisko. Ziemia parowała delikatnie od porannego chłodu, a ja czułam pod poduszkami zimno gleby. Koty poruszające się po obozie, były dla mnie jak bezszelestne cienie, czy też zjawy. Nie byłam w stanie dojrzeć ich pysków.
Czułam jak serce obijało mi się o żebra. Oddech zamienił się w parę. Jasne słońce sprawiło, że polana jarzyła się bielą i złotem.
Zdałam sobie sprawę, że tuż przy mnie zatrzymał sie dorosły kot. Rzucił potężny, długi cień na ziemię, okrywając moją postać brązem.
Spróbowałam unieść głowę i mu się przyjrzeć, jednak nie widziałam jego pyska. Słońce oświetlało jego kontur. Wiatr szastał trawą pod jego łapami.
- Cześć! Widzę, że w końcu wyszłaś na zewnątrz - jego ciepły i radosny głos sprawił, że wyswobodziłam mięśnie z uścisku. - Jak widzisz, tutaj jest o wiele ciekawiej, niż w tej pustej i nudnej norze.
- Wcale nie jest pusto. Jest też Sreberko - mruknęła tylko po to aby coś powiedzieć, ponieważ i tak nie miałam bliższych kontaktów z tym kociakiem. - I nie zawsze jest tak nudno. Czasem bawię się kostkami po myszy albo... no dobrze, jest nudno.
Kot zaśmiał się, a ja nadęłam się lekko, nie wiedząc z czego ta radość. Zrobiłam coś głupiego?
Kucnął przede mną, sprawiając, że wyglądał teraz na o wiele mniejszego. Słońce przestało bawić się kolorami jego postaci, toteż dostrzegłam w końcu jego pysk.
Był ładnie ubarwiony, na głowie przeważały brązy, lecz resztę ciała miał mlecznobiałą. Oczy były koloru niebieskiego o dużych, łagodnych źrenicach.
- Masz jakieś imię? Jak na ciebie mówią? - zapytał.
Zastanowiłam się.
- Mak... Jestem Mak.
Uśmiechnął się.
- Ładne imię. Pasuje do ciebie. Ja jestem Borsuczy Gońca. - po chwili dodał. - Cieszę się, że w końcu wyszłaś na zewnątrz. Już zaczynaliśmy się martwić, że jesteś chora.
<Borsuk?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)