BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumianek x Różana Przełęcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumianek x Różana Przełęcz. Pokaż wszystkie posty

21 października 2023

Od Rumiankowej Łapy (Rumiankowego Zaćmienia) CD. Różanej Przełęczy

 Mianowanie dwójki jego braci nastąpiło niespodziewanie. Sam postanowił uczestniczyć w tym zgromadzeniu klanu, aby skandować nowe imiona braci. Różana Przełęcz wybrała odpowiedni moment, aby ich mianować. Pora nagich drzew zmierzała już ku końcowi, co oznaczało, że niedługo biały puch zniknie z ziemi, a kwiaty znowu zaczną kwitnąć. Przybędzie zwierzyna, a głód powoli zniknie. Mimo iż Klan Burzy wydawał się starzeć z każdym księżycem, a młodych kotów nie przybywało, to ten liczył, że gwiezdny klan nie dopuści do tego, aby ten klan zanikł. Szepcząca Pustka i Srebrzysty Nów - tak brzmiały imiona dwóch nowych wojowników. Od razu po zakończonym zgromadzeniu, podszedł do dwójki kocurów i pogratulował im, a jedyne co dostał w odpowiedzi, to zniszczenie jego ułożonego futra na głowie przez łapę Szepta. Jak mógł zapomnieć o ich cichym czuwaniu? Po chwili dwójka poszła w swoją stronę, a szylkret wbił swój wzrok w przywódczynię, która zeszła z wieży. Podszedł do niej, kiwając głową na powitanie.
 - Tak szybko dorastają na wojowników. Pewnie jesteś z nich bardzo dumna. - Powiedział Rumianek z uśmiechem na pysku. - Teraz będą dumnie prezentować klan jako wojownicy.
 Róża odprowadziła synów wzrokiem, a gdy Rumianek się odezwał, ta drgnęła uchem, po czym zerknęła na szylkreta z pewnym powątpiewaniem w oczach.
 - Może jestem. - Mruknęła kocica. - Chociaż co do reszty, mam pewne wątpliwości.
 - Brzmisz całkiem mrocznie jak na to, że właśnie twoi synowie zostali wojownikami. - Skomentował. - Do reszty wątpliwości? Chyba Cię nie rozumiem.
 Prychnęła krótko, niemal rozbawiona.
 - Bardzo mrocznie. - Skomentowała. - Żeby dojrzeć, potrzebowaliby ogłady. Jak na razie, widzę jedynie wyrośniętych uczniów, którym nie spieszno do wykonania obowiązku czuwania.
 - Nie wierzysz w nich Różana Przełęczo, a jednak ich sama mianowałaś. Cóż to za przedziwny zbieg okoliczności. Nie będę Cię, jednak oceniać, bo to nie ma sensu i nie przyniesie żadnych skutków. Tylko powiem, że mam więcej wiary w nich niż ty. Będą świetni i to mogę Ci zagwarantować.
 - Jakie poważne nastawienie. - Westchnęła lekko. - Cóż, mogę ci jedynie pogratulować myślenia. - Tu przerwała. - I dodać, że znowu nie zgadłeś, co myślę. - Tu zerknęła ukosem na Rumianka.
 - Oh wybacz mi, że jako medyk nie pojąłem jeszcze umiejętności czytania Ci w myślach. - Prychnął kocur, nie odklejając oczu od szylkretowej kocicy. - No cóż, mój czas na miłe interakcje minął. Jakbyś czegoś ode mnie chciała, to wiesz gdzie mnie szukać.
 Po tych słowach kocur zmierzył w stronę legowiska medyka. Musiał wrócić do chorych, mimo iż wcześniej liczył na miłą konwersację. Szept i Srebrzysty mieli swoje czuwanie, a Różana Przełęcz najwyraźniej nie miała ochoty na rozmowę. Kotka jedynie uniosła czoło w jakimś chwilowym zdziwieniu wynikającym z nastawienia Rumianka, jednak nic nie powiedziała, a jedynie odprowadziła ucznia wzrokiem, aż nie zniknął w legowisku.
 Rumianek popędził do izolatki, gdzie leżeli chorzy na czerwony kaszel. Ich stan nie polepszał się z dnia na dzień, jak zakładał kocur, a nawet mógł powiedzieć, że tylko się pogarszał. Najbardziej martwił się o Końskie Kopytko, który należał do jego rodziny. Od czasu jego przybycia, ten nie zauważył żadnego polepszenia jego stanu. Nawet teraz starszy zdawał się kaszleć krwią, co nie było najlepszym znakiem.

*****

 Spotkanie medyków, na które się udał, było dla niego wielkim zaskoczeniem. Nigdy nie spodziewał się tego, co się wydarzy. Trójka medyków ruszyła ku Gwiezdnej Sadzawki, a tylko gdy dotarli na miejsce, to uczeń mógł poznać medyków z innych klanów. Zdziwił go również brak medyka z Klanu Wilka, jednak postanowił to zachować dla siebie. Cała reszta kotów nie wyglądała na aż taką zdziwioną. Przeszli przez tunel i dotarli do sadzawki, gdzie uczeń medyka Klanu Nocy został właśnie mianowany na medyka, a zaraz po tym zdarzyło się coś, czego szylkret nie zapomni. Wiśniowa Iskra wystąpiła i poleciła, aby on zrobił to samo.
 - Ja, Wiśniowa Iskra, medyczka Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zrozumieć drogę medyka, i z waszą pomocą służyć swojemu klanowi przez wiele przyszłych księżyców. Rumiankowa Łapo, czy przysięgasz podążać drogą medyka, trzymać się z daleka od klanowych wojen i chronić wszystkie koty, nawet za cenę życia?
 - Przysięgam. - Odpowiedział krótko kocur.
 - Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię medyka. Rumiankowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Rumiankowe Zaćmienie. Klan Gwiazdy docenia twój honor i gotowość do poświęceń oraz wita cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Burzy. - Kotka przyłożyła swój pysk do jego czoła, a nowo mianowany medyk polizał ją w bark. Potem rozległy się wiwaty jego nowego imienia, co go zaskoczyło. On był medykiem? A co ze Słoneczną Łapą, która szkoliła się zdecydowanie dłużej niż on? Jak on teraz będzie mógł jej spojrzeć w oczy?
 Dalsza część spotkania to była przepowiednia, którą miał zamiar przedyskutować z Różaną Przełęczą. Niby była to jego pierwsza przepowiednia, a już przyniosła mu duże obawy. Była to przyszłość klanów, która nie wyglądała na dobrą, a nawet sugerowała, że zdarzy się coś złego. Analizował ją w głowie, od kiedy wrócił do obozu, jednak dalej sen nie był dla niego przejrzysty.
 Odwrócił głowę, gdy usłyszał czyjeś kroki, a jego oczom ukazała się sama przywódczyni. Westchnął cicho, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech, którym próbował ukryć swe wszystkie obawy. To właśnie jej potrzebował teraz.
 - Wchodź Różana Przełęczo. Czekałem na Ciebie. - Powiedział Rumiankowe Zaćmienie, ogonem wskazując, że kotka może bez obaw wejść do środka.

[849 słów, opisywanie chorych, udział w spotkaniu medyków]
<Różo?>
[Przyznano 27%]

12 października 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Rumiankowej Łapy

 Nie minęło jakoś wiele czasu, jednak w umyśle Róży od momentu do momentu wszystko gnało na łeb na szyję, dlatego gdy kilka dni po incydencie z lisem dotarła do niej świadomość o upływających dniach, zjawiła się w legowisku medyka, szukając wzrokiem znajomego, lilowego futra. 
- Radzisz sobie? - pyta, siadając cicho obok Rumiankowej Łapy, przebierającego w ziołach.
Ten nie odpowiedział, nie spojrzał, zamiast tego westchnął ciężko, będąc pochłoniętym w roślinkach. 
- Radzę sobie dobrze mamo. Taką drogę wybrałam, więc muszę sobie radzić, prawda? - Zapytał kocur, łapą przestawiając zioła przed sobą. - To ja powinnam pytać Cię jak się czujesz. - Podniósł wreszcie wzrok z ziół i przerzucił go na przywódczynie. - Gdyby nie moja głupota to wszystko by się inaczej potoczyło. Ty byś miała swoje dziewięć żywotów, a ja nie miałabym tej okropnej blizny na karku.
- Przypadki się zdarzają - odparła calico jak gdyby nigdy nic - A mi zostały i tak pełne 8 żyć. Z tego co pamiętam wszyscy poprzedni liderzy umarli albo śmiercią natychmiastową, gdzie nawet życia nie pomogły, albo ze starości. Nie mają więc one większego znaczenia. - To co mówiła, było dla niej najszczerszą prawdą. Przyjęła je, bo chciała być ubezpieczona właśnie na takie okazje. Nie tylko w przypadku, gdyby odeszła wcześniej niż planowała, ale również w momencie, w którym miałaby pomóc w jakikolwiek sposób swoim najbliższym. Z rodzeństwem się nie udało, więc może tutaj by coś wyszło. 
- Dla Ciebie może i nie mają, jednak dla mnie już tak. Wiedza, że moja głupota odebrała Ci jedno życie, a gdyby nie Klan Gwiazdy, to poszłabyś polować na gwiezdnych łąkach, jest przygnębiająca. A co gdyby Ciebie tam nie było, a moja głupota odebrała życie jakiemuś innemu wojownikowi? Nigdy bym sobie nie wybaczyła. - Westchnęła cicho. - To wszystko było wielką pomyłką. Stokrotka by była zdecydowanie lepsza, gdyby żyła.
- Ale Stokrotka nie żyje - stwierdziła chłodno Róża, powoli poirytowana ciągłym wspominaniem o głupocie, jakby Rumianek był zaciętą płytą z brakiem innej oryginalnej myśli - Wypadkiem czy nie, przeżyłaś ty. I możesz w to wierzyć lub też nie, jednak jeśli miałabym wybór, straciłabym dla tego kolejne życie. - tu przerwała, po czym spojrzała sztywno w oczy szylkreta - A jeśli bardzo przeszkadza ci twoja "głupota", może powinnaś z tym coś zrobić, nie uważasz? Możesz zacząć od posłuchania mnie chociaż raz w życiu. 
- Ale gdyby... - Przerwał, po czym przeniósł wzrok na swe łapy. - Masz znowu racje. Przepraszam mamo. Nie mogę dalej dopuścić do siebie faktu, że Stokrotka jest już w Klanie Gwiazdy. Cały czas po głowie chodzi mi, a co jeśli to, tamto i nie mogę tego zgłuszyć. Przepraszam.
Liderka przetrzymała chwilę w ciszy,  jakby się podczas samego oddychania starzejąc. Miała już dość tych problemów, ciągle piętrzących się nad jej głową, jakby wcale nie malały. Dość też miała kotłujących się emocji, które czasem od nowa i od nowa pojawiały się losowo w jej ciele, przypominając o śmiertelnej powłoce z ciała, jakże ograniczonej i upierdliwej. 
- Roztrząsanie co by mogło być, nic tak naprawdę nie daje, a jedynie sprawia, że nie możesz o niczym innym myśleć. Wiem, bo przechodziłam przez to samo. Nie musisz przepraszać, to normalne. Nie mogę jednak obiecać, że to uczucie minie. - spróbowała wyjaśnić, nie brzmiąc przy tym jak zirytowana pchła. 
- A co jeśli to nigdy nie minie? Do swojej śmierci będzie towarzyszyć mi to okropne uczucie, że jeśli bym zamieniła się z Stokrotką losem, to ta przyniosłaby Ci mniej rozczarowania. Cokolwiek nie zrobię, cokolwiek nie powiem i tak znajdą się Ci, którzy by to lepiej zrobili. Nawet sam Ruczaj nie miał szansy się wykazać na treningu. Z pewnością byłby lepszy ode mnie we wszystkim. - Wziął głęboki wdech. - Jaki jest sens mego istnienia, jeśli swymi krokami przynoszę same negatywne emocje dla wszystkich, którzy mnie otaczają? Jestem tylko najgorszą z najgorszych.
- I uważasz, że użalanie się nad sobą coś zmieni - rzuciła chłodno, wyraźnie już zniecierpliwiona Róża - Nie jesteś pępkiem świata, zaczynasz dorastać, dobrze by było, gdybyś to w końcu pojęła. I przede wszystkim, nadal mnie nie słuchasz. Przejęłaś rolę medyka, to o wiele więcej odpowiedzialności niż ta, która spoczywa na barkach wojowników. Na tym się skup. Nie na śmiesznym wrażeniu, że zawodzisz wszystkich dookoła, skoro nie masz nawet pewności jak się czują i co im siedzi w głowach, opierając się jedynie na swoim mało trafnym wyobrażeniu. - Jojczenie. To jedyne, co w tym momencie mogła usłyszeć Różana, analizując słowa syna. A może w tym jojczeniu dostrzegła również dawno, głęboko zakopane echo swoich myśli? Może właśnie to ją zirytowało, że Rumianek na głos wypowiadał to, z czym Róża biła się samotnie księżyce temu, kiedy nie potrafiła nic zrobić dla swojego rodzeństwa, splugawionego klanu i niewdzięcznych kotów. No i u niej dodatkową przeszkodą było ego, zapewniające, że jest w stanie rozwiązać każdy problem, a Rumianek… być może jej o tej bezsilności w jakiś sposób przypominał, ale czy była w stanie przyznać to sama przed sobą? Nie chciała też, by szylkret to przerabiał, gdyż czas który zajmuje ogarnięcie, iż niektóre rzeczy nie zależą od nas, jest zbyt długi i ciężki. Było to jednak nieuniknione, a kotka nie miała pojęcia jak to wszystko przekazać swojemu zakręconemu kocięciu tak, by wreszcie zrozumiało. 
- Dobrze wiedzieć, że od Ciebie mogę otrzymać jakiekolwiek wsparcie w moich problemach. - burknął z sarkazmem w odpowiedzi - Myślisz, że twe słowa same zmienią me nastawienie do wszystkiego? Nie jestem tobą, nie pojmuję wielu rzeczy jak ty, ani nie potrafię sprawić, że śmierć mojego rodzeństwa przejdzie obok mnie obojętnie. Wiesz co? Popełniłaś błąd ratując mnie. Już wolałabym skończyć w szczękach lisa i nie być powodem, dla którego straciłaś życie, niż słuchać jak bardzo pomagasz mi w moich problemach.
- Myślę, że powinny chociaż sprowokować w tobie chęci do przemyślenia tematu, bo jak widać moje słowa odbijają się od ciebie bez echa. -odparowała, po krótkim westchnieniu przez nos - Nie mówię, że śmierć ma przejść obok ciebie obojętnie, a żebyś przestała jęczeć nad sobą i mówić mi, które decyzje w moim życiu były błędne. - tu zrobiła krok w bok, szykując się do wyjścia - I radziłabym ci to pojąć w możliwie krótkim czasie. - Tu uczeń medyka już się nie odezwał, markotnie grzebiąc wśród uschniętych listków. Liderka ostatni raz obrzuciła go ukośnym spojrzeniem, po czym wyszła poza teren legowiska medyka. Czemu był tak mało elastyczny? Jego umysł przypominał cebulę z wieloma twardymi warstwami, specjalnie nastawionymi na anty-logikę. Zmarszczyła z rezygnacją i jakąś irytacją nos. Może nowe zajęcie pozwoli mu spojrzeć na świat z nieco innej strony, chociaż martwiło ją, jak się końcowo spisze na tym stanowisku. W końcu jako kociak nie miał na to pozytywnego spojrzenia. 

<Rumian?>

01 września 2023

Od Rumianku (Rumiankowej Łapy) CD. Różanej Przełęczy

 Następne dni przebiegały mu w ciszy, gdy ten powtarzał w głowie słowa mamy jakoby to były rozkazy. Nie mów tego nikomu. Obserwuj ich. Nie daj się manipulować. Słowa może i brzmiały prosto, jednak ich spełnienie zdawało się zbyt trudne dla kociaka. Lwia Łapa, wraz z jej całym rodzeństwem, została mianowana na ucznia, więc teraz w żłobku towarzyszyło mu tylko jego rodzeństwo. Czy czuł się z tym źle? Oczywiście, że tak. Nie rozmawiał prawie z rodzeństwem. Ciekawszym zajęciem dla niego, zdawało się siedzenie z boku w ciszy. Coraz bardziej zbliżało się jego mianowanie, co go przerażało. Wolał już spędzić więcej czasu w żłobku wraz z mamą i tatą niż być rzucony do treningu z jakimś nieznanym mu kotem. A co jeśli okaże się to ktoś zły, co sprawi, że jego treningi będą piekłem? Inną rzeczą, która zamęczała jego małą głowę, było to, że Różana Przełęcz stała się przywódczynią. Dla innych byłoby to coś świetnego, posiadanie jednego z rodziców jako przywódców, niosło przecież dużo plusów, jednak Rumianek widział w tym same minusy. Był teraz kociakiem samej przywódczyni, co oznaczało, że musiał się dobrze zachowywać. Sam wydźwięk głosów w jego głowie, które powtarzały mu, że przynosi tylko matce rozczarowanie, to było za dużo. A co jeśli miały one racje? Co, jeśli naprawdę sprawiał kłopot mamie tym, że jest taki, a nie inny? Starał się odcinać te myśli, gdy się pojawiały, jednak nie było to proste zadanie. Gdy próbował odgonić jedną myśl, to za nią przychodziły dwie następne. Im dłużej to robił, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie ma to najmniejszego sensu.
 Dopiero spokojny głos Powiewu rozwiał wszystkie te myśli. Wołał on całą piątkę, aby przyszykować ich na mianowanie. Według jego słów miało to być wydarzenie, które zapamiętają do końca życia. Dostaną wreszcie swych mentorów, którzy zostali wybrani przez ich mamę. Rumianek miał nadzieje, że nie będzie to ktoś zły dla nich. Przecież mama wiedziała, że daje dobre koty na ich mentorów, prawda? Długo nie minęło od pojawienia się Konwaliowego Powiewu, a już można było usłyszeć, że Różana Przełęcz zwołuje spotkanie klanu. Całe jego rodzeństwo pobiegło w stronę Skruszonego Drzewa, z którego przywódczyni przemawiała, jednak Rumiankowi tak się nie spieszyło. Czy sama myśl bycia uczniem sprawiała u nich taką radość? Nie rozumiał. Bycie uczniem przynosiło tylko więcej obowiązków i odpowiedzialności za swe czyny.
 - Rumianku, idziesz? - Z jego myśli wyrwał go głos liliowego wojownika, który stał przy wyjściu ze żłobka. Pokierował na niego swój wzrok i uśmiechnął się lekko.
 - Już biegnę! - Powiedział szylkretowy kociak, starając się brzmieć, jak weselej się dało. Nie chciał, aby jego ojciec pomyślał, że nie jest zadowolony z mianowania. Po chwili znalazł się obok kocura i wraz z nim udał się do reszty rodzeństwa.

*****

 Może i ich mianowanie nie trwało długo, a nawet mógłby powiedzieć, że było zrobione tylko na doczepkę, jednak dostał mentora. Okazała się nią sama Sójczy Szczyt, która była zastępczynią. Cała reszta rodzeństwa wyglądała na zadowoloną ze swoich mentorów, więc szylkretowa przywódczyni musiała dobrze wybrać wszystkim mentorów. Rumianek, a teraz Rumiankowa Łapa, musiał przełknąć swój strach i wyglądać na zadowolonego ze swojego mianowania. Nie chciał przecież niszczyć swymi emocjami tego specjalnego momentu dla swojego rodzeństwa. Czuł się źle, z tym że wszyscy wokoło niego byli szczęśliwy, a on nie czuł tej radości. Zebranie skończyło się szybko, a wszyscy rozeszli się w swoje strony. On za to został z zastępczynią u swego boku, wbijając wzrok przed siebie, jakby szukał tam kogoś.
 - Zaczniemy treningi od jutrzejszego poranka. - Powiedziała szylkretowa wojowniczka, jakby nie chciała wyrwać go z jego transu. - Czekaj na mnie przed wyjściem, a teraz leć, zajmij sobie własne legowisko w nowym miejscu.
 Pokierował on swój wzrok na rozmówczynie, po czym przytaknął. Chociaż teraz nie będzie musiał zawracać sobie głowy swoim treningiem. Udał się do legowiska uczniów, gdzie dostrzegł swoją siostrę. Stokrotkowa Łapa leżała na jednym z posłań. Widać, że nie tylko on został puszczony, aby wybrać swoje legowisko. Widząc to jaki tłum kotów, który stał przy Różanej Przełęczy, to nawet nie dziwił się, że ta nie miała dziś czasu dla liliowej kocicy. Dziwił go, jednak brak kogokolwiek innego. Czyżby trójka ich rodzeństwa i trójka kociąt Zięby byli na treningach? Na to wyglądało. Widać było, że była to idealna pora na treningi, jednak ich mentorki były zajęte swoimi obowiązkami. Usadowił się na jednym z wolnych legowisk i westchnął.
 - Gratuluje dostania Różanej Przełęczy jako mentorki. Zazdroszczę. - Powiedział kocur po długiej ciszy. Było to lekko naciągane, bo nie zniósłby treningu z własną mamą, jednak nic lepszego nie przychodziło mu na myśl. Po tym, co powiedziała mu szylkretowa kocica, trudno było mu spędzić więcej czasu, nie myśląc o jej słowach. Z każdą rozmową z nią czuł, że kawałek po kawałeczku odkrywa jej przeszłość i to nie w dobry sposób. Gdy ostatnio spytał o coś, to dostał rozprawkę odnośnie tyranki, która zarządzała Klanem Burzy. Co będzie następne?
 - Tobie też gratuluje. Powinnaś cieszyć się z tego, że dostałaś samą zastępczynię na mentorkę. - Odpowiedziała na jego słowa siostra.
 - Nie przesadzaj. Jesteś szczęściarą, wraz z Ruczajem, że dostaliście rodziców na mentorów. Z nimi treningi pójdą wam szybciej, niż zdołacie wypowiedzieć nazwy wszystkich miejsc w Klanie Burzy. Nas czekają trudne treningi i poznawanie się z mentorami. Ta nudna rutyna, przez którą każdy z nas musi przebrnąć. Oczywiście każdy, oprócz was. Tylko zazdrościć.
 Jeszcze chwilę rozmawiał z siostrą na temat wszystkiego. Co przyszło im na język, to o tym rozmawiali. Chociaż z tyłu głowy czuł, że niemiłe myśli ponownie wracają. Tym razem jednak nie miał czasu, aby ich odgonić. Musiał skupić się na rozmowie z siostrą i tym by czegoś nie poplątać. Myślami zajmie się później.

*****

 Treningi z Sójczym Szczytem szły mu źle, a nawet bardzo źle. Nawet nie chodziło tu o to, że zastępczyni była złym mentorem, to po prostu Rumiankowi wszystko źle szło. Przy ich pierwszym treningu, w którym zwiedzali oni tereny, nawet nie mógł dotrzymać jej kroku, co mówiło samo za siebie. Po każdym treningu miał zamiar paść na legowisko i już nigdy z niego nie wstawać, aby ponownie nie przeżywać takiego fenomenu zwanego bólem łap. Pewnie, gdyby usłyszała to jego mama, to nie byłaby zadowolona z jego podejścia. Wspominając o niej, warto było powiedzieć, że ta wezwała Rumiankową Łapę do swojego legowiska. Czemu? Na to pytanie niestety nie mógł odpowiedzieć uczeń, chociaż bardzo chciałby znać odpowiedź. Może było to związane ze śmiercią Zaćmionej Łapy, która przyszła tak nagle. Dopiero co rozpoczęli trening, a już jeden z nich spoczął w szczękach lisa. Uczeń pierwszy raz widział, jak Powiew płacze. A co jakby to on został zabity przez lisa zamiast Ruczaja? Czy wtedy również ktoś by płakał?
 Chwilę zajęło mu dotarcie do legowiska przywódcy, ale ważne, że się udało. Wszedł do środka, aby po chwili dostrzec kocicę siedzącą i wbijającą w niego swój chłodny wzrok. Wydawało mu się, że przywódczyni stała się chłodniejsza od śmierci jego brata. Czy aż tak bardzo wpłynęło to na nią?
 - Ja… - Starał się ułożyć coś, co rozwiązałoby tę krępującą sytuację, a przynajmniej pomogło ją rozwiązać. - Przepraszam. Gdybym coś zrobiła… Wiedziała… To Ruczaj nie zostałby… Przepraszam. To moja wina.
 Podkrążone, nieobecne oczy kotki wbite były w Rumiankową Łapę. Patrzyły tak przez niepewny moment, w milczeniu.
 - Nie masz wpływu na to, czy koty umrą w szczękach lisa. - Zauważyła głucho kotka. - Nie rozumiem. Czemu przepraszasz?
 - Czuję się winna jego śmierci. Czuję, że mogłabym zrobić cokolwiek, aby tak się nie stało. Cokolwiek, aby nie doprowadzić do jego śmierci, nawet być obok, jednak zawaliłam. A teraz czuję, że coraz więcej i więcej rzeczy wali się z mej winy. Sójczy Szczyt pewnie nie widzi u mnie żadnych postępów w treningu.
 - Jakbyś była obok zginęłabyś tak samo, jak twój brat. - Syknęła, na moment wracając do rzeczywistości. Rumianek przestraszył się i zrobił krok w tył, a jego oddech przyśpieszył. Powinien bardziej uważać na swe słowa. Znowu sprawił, że mama była zła. - Nie masz prawa czuć się winna. Nie ty go zabiłaś. Nigdzie go nie posłałaś. Nie było tu nic, co mogłabyś zrobić. - Tu Różana Przełęcz przerwała, po czym oczy wróciły do patrzenia gdzieś w bok. Kiwnęła się krótko na bok, a kiedy znów otworzyła pysk, jej głos brzmiał już miękko, z nutą płaczliwości. - Ah, Rumianku...rozumiem…
 - Zawsze jest coś, co mogłam zrobić! Gdybym była obok to mogłabym go obronić, mógłby uciec od lisa i żyć zamiast mnie. Był bardziej przydatny dla klanu niż ja kiedykolwiek będę. To ja powinnam wylądować w szczękach lista zamiast jego! Wtedy byłoby o jednego kota mniej na tej ziemi, który swym istnieniem spełniałby to, do czego dążyła Piaskowa Gwiazda!
 Rudy w jego futrze był tylko potwierdzeniem jego słów. Z tego, co mówiła mu mama, to Piaskowa Gwiazda dążyła do tego, aby w Klanie Burzy były tylko koty z rudym futrem, co spełniał Rumianek. Te duże plamy rudego w jego futrze powodowały, że pomagał zmarłej tyrance. Niby miał je po mamie, jednak przynosiły one więcej problemów niż szczęścia. Czemu nie mógł być jak reszta rodzeństwa? Oni byli nierudzi i tacy szczęśliwi. Nie dotykały ich żadne problemy tego pokroju i wydawało się szylkretowi, że oni bardziej nadawali się do życia w tym klanie niż on. Kotka pokręciła smętnie głową.
  - Nie waż się nawet tego wypowiadać na głos. Nigdy. Jakkolwiek by twoje życie nie ssało, o ironio, będzie cenne dla kogoś innego, bliskiego. I nie mieszaj w to Piaskowej Gwiazdy. - Tu odwróciła głowę, dając znać, że temat dla niej jest skończony. - Możesz się jej sprzeciwiać w inny sposób, zwyczajnie wypierając jej "nauki". Jak robiłam to ja, czy inni przed tobą. - Głos jej cichł, zalany z lekka goryczą i sennością. Mama nie rozumiała. Nikt nie rozumiał. Jak on mógł żyć ze świadomością, że swoim istnieniem spełnia wolę piaskowej kocicy?
 - Ale to jest prawda! Wypierając to, nic z tym nie zrobię. Dalej będę spełniała jej wolę, nawet jeśli jej nauki nie będą mnie dosięgać. Nie rozumiesz i nie zrozumiesz! - Po tych słowach opuścił on legowisko przywódczyni. Jak Różana Przełęcz mogła żyć z myślą, że jest powodem, dla którego Klan Burzy się rozpada? Udał się do swojego legowiska, mijając przy tym zdziwioną zastępczynię. Nie miał ochoty jej wszystkiego tłumaczyć, bo pewnie usłyszałby coś podobnego, co powiedziała mu mama. Dlatego właśnie zignorował ją i poszedł dalej. Gdy dotarł do swojego posłania, to położył się na nim i ukrył pysk między swoimi łapami. Czemu to właśnie on musiał tego doświadczać? Czemu nie mógł być po prostu normalny?

[1696 słów]
<Różo, moja kochana mamo?>
[Przyznano 34%]

04 sierpnia 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Rumianku

 Rumianek mógł poczuć, jak ostry, przeszywający wzrok matki utkwiony był wprost w jego małym ciele. Tak znaczący, jakby kocica się właśnie tego spodziewała, jakby właśnie osiągnęła coś, na co czekała od dłuższego czasu, ale jednocześnie wśród tej niepojętej satysfakcji kryła się o wiele większa doza czegoś, co można było nazwać wściekłością, a może nawet czegoś więcej. Czegoś niebezpiecznego, jednak nie skierowanego wprost na szylkreta, a kogoś zupełnie innego. Spodziewała się tego, wiedziała, że do kiedyś tego dojdzie i wyraźnie właśnie teraz był moment, by wyciągnąć kartę z najbardziej zgorzkniałą częścią jej życia. Minęła chwila, zanim zastępczyni wreszcie się odezwała, chociaż głos zdawał się być niesamowicie niekomfortowy w odbiorze. 
- A. A więc już ta mała larwa zdążyła zalęgnąć się w mojej rodzinie - mruknęła, nie spuszczając swoich zwężonych źrenic z Rumianku - To nie tak, że się nie spodziewałam, było to dość łatwe do przewidzenia patrząc na to, że matką jest przybłęda a ojcem zdrajca, który niesamowicie dobrze wcielił się w swojego spaczonego ojca. Jednak co wam mówiłam o kontakcie z nimi? Czy sam fakt, ostrzeżenie dane przeze mnie nie wystarczyło? Musieliście wciskać swoje wścibskie noski tam, gdzie jest niebezpiecznie, z jakiegoś powodu nie używając wyobraźni, której macie w nadmiarze. Przykład Szepta wam nie wystarczył? - Głos Róży był chłodny, niesamowicie spokojny i jednocześnie przeszywający, jakby samą wolą tworzyła teraz potężną chmurę lodową, która powoli zagęszczała atmosferę, a jednak nadal pozostawiała ją przejrzystą, jedynie gęstniejący mróz tworzył ostre szpile, wbijając się w otoczenie i skórę każdego żyjącego stworzenia.
Sytuacja ta, mimo, że trwała zaledwie chwilę, zdawała przeciągać się w nieskończoność, tworząc zamknięte, błędne koło czasu, po którym kotka dopiero po chwili zamknęła oczy i odwróciła wzrok od widocznie zestresowanego kociaka, który im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej ten chciał zapaść się pod ziemię. Zrobił coś źle i dobrze o tym wiedział. Sam wzrok matki dał mu to do uświadomienia. Próbował ukryć się ogonem kocicy, aby to niemiłe uczucie poszło w niepamięć, ale nic to nie pomagało. Czemu to właśnie on musiał doświadczyć tego? Co powiedział źle? Następne słowa Różanej Przełęczy wyjaśniły wszystko. Wyjął głowę spod ogona szylkretowej i spłaszczył uszy po sobie. Kiedy ta wzięła głęboki oddech. Powolny, który miał powoli topić wcześniej utworzone kolce mrozu. 
 - Przepraszam... - Powiedział cicho, odwołując się najpewniej do jej zarzutu o złamanie zakazu, chociaż dalej nie rozumiał dlaczego mama tak bardzo nie lubiła tej kocicy. - N-nie nazywaj ich rodziny tak! Byli dla mnie mili, a nawet chcieli się ze mną bawić...! To nie ja do nich podeszłam, tylko oni do mnie! Nie chciałam znieważyć twojego zakazu...
 Kociak podkulił swój ogon i wlepił wzrok w mamę, która wydawała się zła.
- Czy słyszałaś już może o Piaskowej Gwieździe? - Pyta, patrząc przed siebie spokojnie, jakby wcześniejsza fala nie miała w ogóle miejsca. Być może Róża była już za stara na pewne zmiany poglądów i wreszcie wypadałoby to przyznać, a urazy tak długo ukrywane, dopiero teraz wychodziły powoli na światło dzienne.
 - Tak... Lew mi mówiła, że to kocica, która ma taką sierść jak Piasek. - Odpowiedział po chwili zastanowienia. - Podobno jest w Klanie Gwiazdy i zesłała ich matce bło.... bło.... błogoslawienstwo! Tak! 
Z pyska kotki wydobył się ironiczny chichot, poprzedzony prychnięciem o podobnym wydźwięku. 
- Kłamstwa, poją cię kłamstwami z taką pewnością. Ich rodzina jest gorszą bandą szczurów niż myślałam. - Tu przerwała zerkając z góry na swoje kocię, niemal wyniośle, a przynajmniej tak mógł odczytać to Rumianek, chociaż szylkretka wcale nie miała tego w zamiarze - Wiesz dlaczego zwrócili na ciebie uwagę, drogie kocię? Ponieważ masz rudy w sierści. To jedyne, co biorą pod uwagę. Piaskowa Gwiazda była niczym innym niż tyranką, niszczącą wszystko co miała pod łapami, przekonaną o swojej wielkości. Wiesz jak to było naprawdę? Tak bardzo ją wychwalają, jednak nie była niczym innym niż zarazą i teraz pewnie gnije w błocie w miejscu, gdzie brak gwiazd. Tylko na to zasłużyła, chociaż pewnie nie uwierzysz... nie, za naiwna jesteś na to, za bardzo słodkie kłamstwa zdążyły przeżreć ci mózg, mylę się? Kolorowe opowieści chwały są o wiele łatwiejsze do przyjęcia, niż gorzka rzeczywistość. Wprowadziła terror na Klan Burzy. Gdybyś nie miała rudego w sierści, najpewniej sprawiłaby, że nienawidziłabyś swojego życia i prosiła o śmierć. Zraniła zbyt wiele kotów za swojego życia, prowadziła publiczne egzekucje, raniła koty mącąc, manipulując i kierując się swoimi pazurami, ale jej było za mało. Po śmierci, wiesz kto ją przyzwał? Dziadek twojej wspaniałej Lew, Rozżarzony Płomień. Jej duch splugawił ciało Zajęczej Gwiazdy. Lidera który stawił jej czoło, jedną z pierwszych bliższych mi osób. A czy wiesz, co czego posunęła się, kierując jego ciałem? Skazała moją rodzinę na księżyce życia w niepewności, raniąc najbardziej w tym wszystkim Zwęglonego Kamienia, mojego brata, na oczach całego klanu. Za karę jednej z kotek kazała powyrywać, według niej "brudną" sierść, pozostawiając jedynie rude plamy. Manipulowała wszystkimi wokoło i sprawiła przymusem, w ciele Zająca, kocięta Kamiennej Gwieździe. Węgielek starał się nawet dopasować, chciał dorobić sobie te parszywe rude łaty, by iść tak jak my na zgromadzenie - Zastępczyni zaśmiała się gorzko na to wspomnienie, przerywając wywód. - Jaka ja byłam głupia. Powiedz mi, jak byś się czuła, gdyby któreś z nich zaczęło znęcać się nad twoim rodzeństwem, zrobiło im rany, uszkodziło na całe życie, nawet zabiło, wmawiając ci, że są gorsi bo nie mają rudego w sierści, że na to zasłużyli, pomimo iż nie byłaby to prawda. Pozwoliłabyś na to? Patrzyła, wierząc w słodkie słówka? Gdyby nie rudy w sierści, gardzili by tobą jak innymi członkami klanu, którzy tego koloru nie posiadają. Więc posłuchaj mnie teraz dobrze. Obserwuj ich. Nie daj sobą manipulować, nie próbuj nawiązywać z nimi bliższych, szczerych relacji, ponieważ te koty popierają furiatkę, która zraniła moją, a także i twoją rodzinę, a jeśli sami tego jeszcze nie zrobili, to zrobią to prędzej czy później i musisz być na to przygotowana. Rumianek wsłuchiwał się w słowa matki, robiąc wrażenie, że nie może uwierzyć, że to jest właśnie prawda. Widać było, że wolał tą wersje z gwiazdkami, a nie z tyranką. Po pewnym czasie przykrył swoimi łapami oczy, a jego ciało zaczęło się trząść. Nie chciał znać prawdy, tak bardzo żałował teraz, że spytał o to mamę. Wolał ten kawałek życia mamy nigdy nie poznać. Jednak teraz nieodsłyszy tego co usłyszał. Zacisnął powieki, z których zaczęły wylewać się łzy, próbował wmówić sobie, że jest to zwykłe kłamstwo, że takie koty na świecie nie istnieją, ani nie istniały, jednak widocznie to nie pomagało.
 - Nie chcę... - Wydusił tylko z siebie Rumianek. - Nie chcę tego na sobie! Chcę być jak rodzeństwo! Bez rudego, bez takich przyjaciół, bez problemów! Róża widząc reakcję Rumianka nieco się speszyła. Może przesadziła? Już od samego początku wiedziała, że nie była najbardziej taktowna jeśli chodzi o rozmowę z kociakami ani ich jakieś prawidłowe wychowanie. Jeśli zabrnie to za daleko.. uh. Zacisnęła zęby, przyciągając ogonem Rumianka bliżej siebie, by przejechać szorstkim językiem po pysku szylkreta, jakby chcąc osuszyć mokrą od łez mordkę. 
- Musisz pamiętać, że nie wszyscy rudzi są źli. Popatrz na Tygrysią Gwiazdę. Jest świetnym liderem i ufam jej działaniom. To tylko ta rodzina ma problemy ze swoim ego. Możesz spróbować wyrwać się ze stereotypu i przeciwstawić się Piaskowej tyrance. Bądź co bądź, nie zapominaj, że rudy odziedziczyłaś po mnie - Czy to brzmi wystarczająco dobrze? Czy teraz to jakoś naprawi? Niestety Rumianek to ten typ kociaka co za bardzo wszystko łapał jak już przełamie się tą barierę z niedorzecznej upartości - Poza tym, na pewno znajdziesz sobie dobrych przyjaciół, w końcu są jeszcze starsze koty a i na pewno urodzą się młodsze. Może też pójdziesz porozmawiać ze swoim kuzynostwem? Co prawda zachowanie niektórych z nich ma wiele do życzenia, jednak nadal jest to twoja rodzina, którą warto poznać. I na pewno spotkasz kogoś ciekawego na zgromadzeniach. Jestem pewna, że Tygrysia Gwiazda was zabierze.Kocurek czując język Różanej Przełęczy na swoim pysku, otworzył oczy i ponownie wbił wzrok w kocicę. Wlepiał w nią wzrok przez chwilę, gdy łzy spływały mu po pysku. Jego oczy zdawały się pytać, jak calico mogła tak żyć? Z świadomością, że za plamą rudego futra siedzi tyranka, którą przywoływała mu teraz Lew. Podniósł głowę z ziemi.
 - Nie chcę rudego w moim futrze. - Powiedział po dłuższej ciszy. - Nie chcę go na sobie, nie chcę być porównywana z jakąś kotką, która żyła dawno temu! Zabierz to i nie oddawaj nigdy! - Pisnął chcąc pozbyć się tego rudego futra z siebie jak najszybciej, jakby z wyrzutem w stronę Róży, która ten rudy mu przekazała
 - Gradowa Łapa nie chce ze mną gadać, a Słoneczna Łapa jest nudna! - Rzucił nagle kociak, odrywając się na chwilę od tego co usłyszał od mamy.
- Prześpij się z tym - proponuje jedynie, zdając sobie sprawę z tego, że jednak za bardzo poleciała do przodu. Teraz pewnie będzie musiała się tłumaczyć Powiewowi. A Powiew będzie musiał tłumaczyć Rumianek. Oh Gwiezdni, za bardzo poleciała, co za utrapienie - Musisz się nauczyć sortować koty - dodała, po czym westchnęła przeciągle. Ah tak, Gradowa Łapa. Musi w końcu skończyć jego trening by mieć go z głowy - Masz jeszcze Koniczynową Łąkę i Ostowy Pęd - dodaje - Poza tym, skąd pewność, że Słoneczna Łapa jest nudna? Może po prostu nie poznałaś jej wystarczająco dobrze. Niektórzy nie odsłaniają wszystkich części charakteru od razu. Trzeba się ich doszukać.
- Koniczynowa Łąka i Ostowy Pęd są rudzi! - Pisnął kociak, wtulając się w futro kocicy. - Słoneczna Łapa poświęca życie na zioła, zamiast zostać dzielnym wojownikiem! To dużo już o niej mówi i tyle mi wystarcza, aby stwierdzić, że jest nudna. Kto z własnej woli wybiera tą drogę? Nikt!
- Ale ich nie znasz - miauknęła, chcąc odkręcić jakoś swój wybuch - Powtórzę po raz kolejny, musisz się nauczyć segregacji. Poza tym, są rodziną. Pamiętasz chyba, czego was uczyłam - Dodała, zerkając na Rumianka, który znowu maltretował temat zielarstwa - Jak ci się tak nie podoba rola medyka, to po prostu idź jak każdy inny kot rolą wojownika, nikt cię do niczego nie zmusza, a gdybyś się porządnie przyjrzała, zauważyłabyś, że Słoneczna Łapa nie może chodzić. Ma uraz po ataku Klanu Wilka. Jeśli chcesz się czegoś o tym dowiedzieć, powinnaś ją spytać osobiście. Poza tym, medycy są o wiele bardziej tajemniczy niż ci się może wydawać - To mówiąc wstała, po czym skierowała się w głąb żłobka. Nie miała ochoty na kontynuację tego tematu i tłumaczenie szylkretowi po raz setny tej samej rzeczy w kółko i kółko. Bez większego zastanowienia młodziak się ruszył zaraz za nią. Nie rozumiał jej już całkowicie. Najpierw go straszyła kotką, która łączyła się z nim przez to, że miał trochę rudego na sobie, a później odchodziła jakby nic się nie stało. Wyprzedził ją lekko i stanął przed nią.
 - Wiem co mnie uczyłaś, przepraszam mamo. - Powiedział Rumianek wlepiając swój wzrok w zastępczynie. - Możesz dzisiaj zostać z nami na noc? Aby obronić mnie przed Piaskową Gwiazdą, kiedy przyjdzie po mnie w śnie! Proszę mamooo! - Kotka patrzyła na chwilę w pysk kocurka, po czym westchnęła przeciągle, a na jej pysku pojawił się łagodny uśmiech, tak inny od jej wcześniejszego stanu. 
- Zostanę, nie musisz się obawiać. Jeśli chcesz, mogę opowiedzieć wam coś mniej przerażającego do snu. I pamiętaj, by nie powtarzać nikomu z zewnątrz o tym, co ci powiedziałam. To.. może wszystko zepsuć - Zaproponowała uświadamiając sobie, że skoro Rumianek już wie, wypadałoby opowiedzieć o Piasek również reszcie kociąt, nie szczędząc szczegółów. Pozostała czwórka jednak będzie mieć na tyle dobrze, że najpewniej trafi na “normalną” wersję matki, której urazy nie zakłócą lekcji historii. - Chociaż podejrzewam, że o wiele bardziej lepiej będzie dla ciebie, jak dostaniesz teraz rawkę kolorowych motylków od strony Powiewa - To mówiąc, chwyciła szylkreta za kark i ostrożnie uniosła w górę, chcąc bezpiecznie przenieść do wymoszczonego legowiska. 


<Rumianek? Kiedy myślisz, że twoja stara po 70 księżycach życia w stresie jest normalna, ale zamiast normalnej odpowiedzi dostajesz jumpscare na ryj> 

03 sierpnia 2023

Od Rumianku CD. Różanej Przełęczy

 Gdyby nie mama, to nigdy nie dotknąłby tego zimnego czegoś zwanego śniegiem. To był błąd i Rumianek bardzo tego żałował. Nie pomogła też scena, która pojawiła się w jego głowie przez mamę. Przestraszony pobiegł do taty i schował się między jego łapami. Tata, w przeciwieństwie do mamy, nie straszył ich krwią, a tym bardziej śmiercią.
 - Mama mnie straszy! - Pisnął ponownie kociak, aby Powiew zrozumiał, jak bardzo poważna jest ta sytuacja. Ten tylko polizał go po głowie, próbując go uspokoić.

***

 Biały puch znikł sprzed żłobka, co było dobrym znakiem. Już więcej nie będzie musiał widzieć tego białego czegoś, a przynajmniej miał taką nadzieję. Siedział teraz obok mamy, próbując się wgryźć się w jej puchaty ogon. Nagle, jego wzrok powędrował na wyjście ze żłobka, za którym mógł dostrzec Powiewa i Gradową Łapę zmierzających w stronę legowiska medyka. Zdziwił się bardzo. Dlaczego tata szedł z jakimś uczniem w stronę nieznanego mu legowiska?
 - Mamo, gdzie idzie tata? - Zapytał Rumianek, mając nadzieję, że mama wie, gdzie zmierza tata. Nie podobało mu się to ani trochę. Tata powinien być z nimi, a nie iść gdzieś z nieznanym mu kotem.
 - Zatruł się czymś. - Mruknęła Różana Przełęcz z miną niezbyt tym faktem zadowoloną, najpewniej od słuchania jojczenia kocura na ten temat od dłuższego czasu. - Idzie do Wiśniowej Iskry, żeby coś na to poradziła.
 - Ale przecież nie musi! - Odpowiedział szylkretowy kociak. - Nie potrzebuje. Tato przecież nie jest aż taki słaby, a tylko takie koty chodzą do medyka.
 - To nie zależy od słabości. - Mruknęła mechanicznie kocica. - Czasem zatrucie przeobraża się w coś większego i prowadzi do śmierci, a twój ojciec, wierz czy nie, ale nie jest zwolennikiem bólu pod żadną postacią.
 Kociak tylko burknął cicho coś pod nosem. Nie był zadowolony z tego, że tata musiał skorzystać z pomocy medyka. Uważał to za słabość, ale mama nie popierała jego zdania. Ponownie wgryzł się w ogon mamy, na co ta obdarzyła go swym niezadowolonym wzrokiem. Spojrzał na nią. Tak naprawdę, była to jedyna kocica, oprócz niego, w jego rodzinie, która posiadała w sobie trochę rudego w swym futrze. Powiew z resztą jego rodzeństwa, nie posiadali go wcale. Czemu? To było ważne pytanie. Nagle w jego głowie pojawiło się jeszcze ważniejsze pytanie. Czemu inne koty się zwracały na to uwagę? Czemu stanowiło to coś tak ważnego pośród innych kotów?
 - Mamo. Czemu inne koty zwracają tak wielką uwagę na kogoś wygląd? - Zapytał wreszcie kociak. - Znaczy, Lew mi mówiła, że koty, które posiadają trochę rudego w swym futrze, są lepsze od reszty. Dlaczego?
[Wyleczeni: Gradowa Łapa, Powiew]

<Mamo?>

25 lipca 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Rumianku

 

Nikt nie powiedział jej, że wychowanie kociąt będzie tak bardzo irytujące. Co prawda Wilcza w ogóle nie musiała się tym martwić, jednak Róża nie brała jej w ogóle jako wzór matki. W ogóle jej tak od dawna nie postrzegała, więc na kim miała się wzorować? Pytanie o to Powiewa (albo raczej sam doszedł do wniosku, że może dać jej kilka wskazówek bo sobie kobieta nie radzi) dało jej tyle, że dostała kilka wskazówek których starała się trzymać. I tak dobrze dla młodych, że była cierpliwa na tyle ile mogła. A kto jeszcze został? Pasikonik? Róża westchnęła przeciągle, kiedy Rumianek znowu zaczęła wydziwianie. 
- Nie. Nie wychodzą. Jeśli przyjrzysz się dobrze zauważysz, że wychodzą tylko niekiedy, dodatkowo zawsze w towarzystwie Zięby. Oprócz tego, są starsi i śnieg nie robi dla nich za większe zagrożenie - Wyjaśniła, idąc drogą cierpliwości. W końcu kocięta nie są aż tak samolubne… prawda? 
- Ale wychodzą! To się liczy. A ty nawjet nas nje chcesz wypuścić z tobą. - Prychnął Rumianek i wbił wzrok w matkę. - To jest njesprawiedliwe. Też chcę zobaczyć puch…
- Powtórzę jeszcze raz - mruknęła, starając się nie okazywać coraz większego zirytowania - Możesz oglądać puch przy wejściu do żłobka. Wystarczy tam podejść i sprawdzić jak daleko sięga. Po prostu nie możesz wychodzić dalej, niż na twoje wysunięcie łapy, czy tam dwa wysunięcia. - Czy to wystarczająco? Wydawało się, że tak. Śnieg sięgał wystarczająco daleko, szczególnie jeśli zawieje w odpowiednim kierunku i calico miała wrażenie, że córka robi teraz problemy by zrobić problem. Po prostu. 
- Oglądanje puchu nje jest tak ciekawe jak dotknięcie go! - Pisnął kociak. - Njc mi się nje stanje jak go tylko dotknę. A z wejścia do żłobka nje mogę dotknąć go! Psujesz całą zabjawę.
- Możesz - powtarza, po czym przykłada jedną łapę do czoła, jakby chcąc się oprzeć - Wystarczy wyciągnąć łapę
- Nje prawda! - Mruknął kociak, kładąc głowę ponownie na ziemię. Odwrócił ją od Różanej Przełęczy, chcąc zasugerować, że obraził się na nią, na co ta zmarszczyła nos, nadal nie okładając łapy, nawet nie patrząc w stronę kociaka. Czemu nikt jej nie powiedział, że kocięta są takie głupie? Ona w ich wieku na pewno była bardziej ogarnięta. ... Nie licząc wyprawy na zgromadzenie, ale o tym młode nie muszą wiedzieć. 
- Więc dobrze - wstaje nagle, patrząc z góry na obrażone kocię - Udowodnię ci, że możesz dosięgnąć śniegu nie wychodząc przy tym na środek obozu. - Po czym ruszyła w stronę wyjścia, nie czekając na Rumianka.
Szylkret tylko obrócił głowę w kierunku mamy i przyglądał się jej dokładnie. Zmarszczył brwi i wstał z ziemi, aby po chwili znaleźć się blisko kocicy.
- To nje sprawiedliwe! Ty masz dłuższe łapy njż ja! - Powiedział szylkretowy kociak, kiedy zastępczyni bez większego wysiłku wyciągnęła łapę i dotknęła zimnego puchu. Zaraz ją jednak cofnęła i strzepnęła resztki zimnego z opuszek. Kocica po tym marudzeniu na miejscu bez słowa złapała kociaka za kark, zrobiła dwa małe kroki do przodu i bezceremonialnie odłożyła go na ziemię, gdzie leżała niska warstwa zimnego puchu, która nawet nie zakryła całkiem ziemi. Gdy tylko kociak dotknął zimnego puchu łapką, szybko zawrócił i ukrył się za mamą, na co ta poruszyła wąsami. 
- Nje podoba mi się to! - Pisnął.
- Mówiłam - miauknęła trochę rozbawiona - Jednak jeśli nadal chcesz teraz wychodzić i go dotykać, możesz do miejsca, w którym znajdowałaś się chwilę temu. Kociak położył uszy na te słowa i wbił wzrok w szylkretową kocicę. Zastanowił się przed chwilę nad swoimi słowami, chociaż było widać, że nie wie co odpowiedzieć na słowa matki. 
- Chybja zostanę przy obserwowanju go. Wygląda lepiej njż to jaki jest naprawdę. - Mruknął on cicho. - Zadowolona usiadła przy wyjściu, obserwując zaczynający spadać powoli śnieg. Przypominał jej o naprawdę wielu wydarzeniach, które teraz wydawały się tak dziwnie odległe, chociaż w pamięci żyły, jakby wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj. 
- Kiedy zostaniesz wojownikiem, a nawet uczniem, będziesz musiała chodzić po zimowych wielkich zaspach. Nie ważne czy śnieg jest nieprzyjemny czy też nie. Może się też okazać, że z polowaniem będą kłopoty. Zwierzęta również boją się pory nagich drzew. 
- Ale ja nje chcę! Nje chcę dotykać tego dotykać więcej. - Krzyknęło kocię. - Jeśli zwierzyna boji się zimy to zima jest całkowjcie njepotrzebna!
- Obawiam się, że to tak nie działa - miauknęła miękko - Poza tym, pora bezlistna też jest potrzebna. Dzięki niej ziemia odpoczywa i przygotowuje się na nastanie pory nowych liści.
Prychnął on cicho. Widocznie nie podobała się mu ta pora ani trochę. Róży to nie dziwiło, ona sama nie przepadała za zimnem i zaspami, ale jako kociak lubiła w nim buszować. Chociaż zgadywała, że każdy ma inne do tego nastawienie. 
- Zjemia nje musi odpoczywać. Nje jest potrzebna do njczego oprócz tworzenia głupjch zjółek potrzebnych tylko dla medyków!
- Jeśli się zranisz, zachorujesz, to właśnie zioła i medycy podtrzymują cię na życiu. A nawet jeśli nie ciebie, to twoich bliskich. Bez ziół, medycy nie mogliby wyleczyć twojej złamanej łapy, kataru, bez medyka nie zatamujesz upływu krwi, przez co skończysz jako martwa plama na polu bitwy. Nie wykurujesz się samoistnie z białego kaszlu. Nie wiesz, czy nie przejdzie on na kolejny poziom, gdzie wręcz niezbędna jest obecność medyka. Powinnaś to uszanować, odpowiadają za twoje życie. - Kontynuowała wyjaśnianie, chociaż zdawało się, że do kociaka nic nie docierało. Byle tylko z tego wyrósł w późniejszym etapie rozwoju, bo jego nastawienie może być naprawdę kłopotliwe. 
- Medycy są njeciekawi! Nje są dzielnj i odważnj, jak wojownicy i nie chronją klanu przed njebezpieczeństwem! Są njepotrzebnj z swoimi ziółkami.
- I zaczynamy od nowa - westchnęła zrezygnowana - Jestem ciekawa czy tak powiesz, kiedy będziesz potrzebować pomocy. Całkiem sama, czekając na śmierć, a twoim jedynym kompanem będzie bezradność i samotność. Bez medyka klan by nie istniał. Wszyscy by powymierali. - tu zrobiła przerwę od mówienia spokojnym, cierpliwym głosem - Więc zamilcz na chwilę, zamknij jadaczkę i zastanów się jeszcze raz nad tym co chcesz powiedzieć. Użyj trochę wyobraźni.
- Tylko słabi wojownicy chorują, a ja nje jestem słaba! Nje potrzebuję głupich medyków, a jeśli ktoś zachoruje to znaczy, że klan gwiazdy chcę aby umarł. - Powiedział kociak, po czym odwrócił się tyłem do mamy. Zamknął oczy i wyobraził sobie to o czym mówiła Różana Przełęcz. Pisnął, otworzył oczy i pobiegł w wnętrze żłobka. - Tato! Tato, mama mnje straszy! - Róża patrzyła za uciekającym kociakiem w stronę Powiewa, jak zdołała dostrzec zdezorientowanego lilowego. Pokręciła jedynie głową ze zrezygnowaniem, gdy skrzyżowali spojrzenia. Tak, zdecydowanie akurat nad tym stworzeniem wypadałoby popracować. Z resztą nad resztą też by wypadało, bo widocznie zamieniają się powoli w chaos. Czemu akurat te cechy odziedziczyli po Powiewie? Tą otwartą emocjonalną burzliwość i lekkomyślność? Jakby ich wygląd nie był wystarczającym sygnałem, że geny kocura widocznie były silniejsze. Wstała ciężko, idąc w stronę przed chwilą uciekającego kociaka. Przez następne dni widocznie będzie musiała robić wykłady.

 
<Rumianek?>

22 lipca 2023

Od Rumianku Do Różanej Przełęczy

 Wpatrywał się w biały puch, który przykrywał większość obozu. Niestety nie mógł wyjść ze żłobka, Różana Przełęcz im tego zakazała, więc nie mógł dokładnie mu się przyjrzeć. Jedynie co mógł robić to siedzieć przed wyjściem ze żłobka i wpatrywać się w to, co znajdowało się za nim, gdy w jego głowie przebiegało tysiąc scenariuszy odnośnie tego, jaki jest ten śnieg.
 - Rumianku. - Usłyszał nagle głos swojej mamy i podniósł uszy. Obrócił głowę w jej stronę i wbił w nią swoje brązowe oczy. Ta tylko wskazała mu, aby podszedł do niej, co zrobił po chwili. Położył się pomiędzy przednimi łapami kocicy.
 - Czemu nie możemy wychodzić ze żłobka? Nawet przy twojej obecności. - Zapytał kociak, nie odrywając wzroku od swojej mamy. Chciał bardzo poznać odpowiedź na to pytanie, tak samo, jak na tysiąc innych kręcących się w jego głowie. Z wielką chęcią poznałby z rodzeństwem dokładniej ten biały puch z bliska. Szylkretowa kocica tylko westchnęła długo ze zmęczenia i wbiła w niego swój wzrok.
 - Pozwolę wam wyjść za księżyc lub dwa. Jest zdecydowanie za zimno, śnieg jest wysoki i zanim zdążycie zostać mianowani, to wszyscy się pochorujecie i następne księżyce spędzicie, wąchając zioła w towarzystwie medyków, a wtedy nawet biegać nie będziecie mogli. - Wyjaśniła kotka, chcąc jakoś zniechęcić kociaka do wychodzenia poprzez przedstawianie konsekwencji, które w gruncie rzeczy ukazywały gorszą rzeczywistość od obecnej, jednak on nie chciał się poddawać.
 - A co jak chcę wąchać zioła do końca mego życia? - Zapytał kocur, potrząsając swoją głową. - Czy wtedy mogę iść zobaczyć śnieg? - Nie chciał odpuścić, nawet jeśli jego mama przedstawiała dobre powody, dla których nie powinien opuszczać żłobka.
 - To jedynie oznacza, że trzeba popracować nad twoim postrzeganiem konsekwencji. - Mruknęła Różana Przełęcz. - Możesz oglądać śnieg przy wejściu do żłobka, może nawet zdołasz go dotknąć, ale na zewnątrz i tak macie zakaz wychodzenia. Wszyscy.
 Słysząc jej słowa, Rumianek prychnął cicho. Mama któryś raz psuła zabawę swoimi zakazami. Na początku ten zakaz o rozmawianiu z dziećmi Zięby, a teraz to ze żłobkiem. Młody kociak zwinął się tylko między łapami matki zły.
 - A kociaki Zięby mogą zwiedzać obóz, kiedy tylko zapragną… - Szepnął zły kociak, tak głośno, aby tylko jego mama usłyszała.

<Mamo?>