BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
23 marca 2019
Od Leśnego Strumienia
Najpierw zaczęła od spaceru z dziećmi, oraz uświadamiania ich, jaki klan gwiazdy jest zły oraz okropny. Potem rutynowe polowanie dla klanu, które okazało się felernym tego dnia. Podczas próby złapania bliżej nieokreślonego ptaka, wpadła na samotnika, który bez zbędnych ceregieli rzucił się na dymną, wbijając jej kły oraz pazury w lewy bok. Syknęła, odrzucając napastnika na ziemię, ale ten niczym w szale, ponownie na nią skoczył, tym razem raniąc pysk oraz gardło. Polała się krew, która skapywała prosto do błota, w którym oba koty się znalazły.
Ciało paliło ją żywym ogniem, zaś wzrok zaczął szwankować. Coraz to częściej musiała je zamykać, nie bez powodu z resztą, bury kocur przejechał jej pazurami po otwartym oku, raniąc je dobitnie. Ostatecznie walczyła na ślepo, polegając jedynie na węchu oraz słuchu. Mimo swojego upośledzenia, wygrywała. Niestety, cofając się, potknęła się o wystający korzeń, ostatecznie upadając na grzbiet, odsłaniając przy tym miękki brzuch. Przeciwnik skorzystał z tego faktu i dopadł do jej gardła oraz brzucha, orząc ciało dymnej wojowniczki swoimi ostrymi pazurami. Leśny Strumień wrzasnęła z bólu, rozpruwając jednym ruchem brzuch kocura, który odskoczył od niej niczym poparzony.
Oboje stali na przeciwko siebie, wpatrując się nawzajem z mordem w oczach. Samotnik padł pierwszy. Potem padła ona, wycieńczona, pozbawiona krwi. Martwa.
15 marca 2019
Od Leśnego Strumienia
20 lutego 2019
Od Leśnego Strumienia CD Pszczelego Żądła
Dymna kocica jak na szpilkach wyczekiwała dnia porodu, kiedy to na świat przyjdą jej ukochane maluchy, a sama będzie mogła z dumą nazwać się matką. Owszem, nadal pamiętała o swoich biologicznych dzieciach, które spłodziła z Ostrokrzewiowym Liściem. O śmierci Czeremchy... Ciekawiło ją z lekka, jak miewa się Igiełka. Zapewne był już terminatorem, a może i nawet wojownikiem. Kto wie? Zdolniacha przecież z niego. Oby Borsucza Gwiazda nie zmarnował jego potencjału, dając mu jakiegoś patafiana...
S T O P!
Leśny Strumień pokręciła głową na boki, mamrocząc coś do siebie niezrozumiale pod nosem, chodząc jednocześnie w kółko. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu, kiedy to Rudzik badał jej ukochaną, podczas gdy ONA nie mogła tam być! Niezmiernie złościło to kocicę, jednakże rozsądek podpowiadał jej, że medyk ma rację i musi się go słuchać i wziąć głęboki oddech, bo inaczej oszaleje.
- M-możesz już wejść - szepnął lekko speszony Rudzik, który chwilę temu wyszedł od Pszczelego Żądła. Kotka zastrzygła uszami, spoglądając pytająco i jednocześnie ponaglająco na medyka. Rudzik speszył się lekko i poruszył nerwowo wąsami, na co dymna wbiła w niego jeszcze bardziej niecierpliwy wzrok - W-wszystko jest d-dobrze... - wydukał rudzielec, na co partnerka szylkretki odetchnęła z ulgą, po czym polizała kocura po policzku w ramach wdzięczności.
- Dziękuję, Rudziku! - zawołała wesoło, wbiegając do kociarni i zaraz liżąc partnerkę po czole - Hej młoda - zaśmiała się cichutko, kładąc ostrożnie łapkę na jej brzuchu, zachęcona gestem córki Potokowej Gwiazdy. Radosne iskierki zagościły w jej oczach, gdy poczuła ruchy kociąt.
Odskoczyła na moment jak poparzona, lekko zdenerwowana, bojąc się, że zrobi coś swoim dzieciom.
- Nie mogę się doczekać... - szepnęła przejęta, kładąc się obok kotki, po czym ułożyła się obok partnerki, owijając ją ogonem, liżąc po policzku czule i mrucząc uspokajająco.
< Pszczółka? >
10 lutego 2019
Od Leśnego Strumienia CD Pszczelego Żądła
- L-lasku...? Gdz-dzie idziesz...? - wyszeptała zszokowana szylkretka, na widok czynów swojej partnerki. Wnuczka Borsuczej gwiazdy uderzyła ogonem o pięty, po czym odkrzyknęła, że ma się nie wtrącać i nie powinno ją to w ogóle interesować. Mimo iż całym swoim ciałem pokazywała jak to bardzo nie została wyprowadzona z równowagi, to jednak jej serce pękło na pół, słysząc propozycję ukochanej. Owszem, może była hipokrytką, bo zdradziła Chryzantemę z Ostrokrzewiowym Liściem, gdy chciała sprawdzić, czy na pewno lubi kocury. Jednak to była zupełnie inna sytuacja!
Chryzia była przelotnym romansem zaś tą półdługą kupę futra kochała całym sercem i nie wyobrażała sobie zdrady z którejkolwiek strony.
- A ty co się gapisz?! - wysyczała w stronę Szerszenia, ledwo powstrzymując się od wbicia zębów w jego gardło i obserwowania, jak ten wydaje z siebie ostatnie tchnienie. Kocur wykrzywił pysk w nie małym grymasie, najpewniej pokazującym, jak to gardzi Leśnym Strumieniem, po czym odszedł z Muszką w stronę stodoły, z której chwilę temu wyszła dymna.
Westchnęła cicho, licząc do dziesięciu. Wiedziała, że jej partnerka nie chciała źle. Bo czy posiadanie dzieci to zbrodnia? Nie. Dlaczego więc AŻ tak bardzo na nią naskoczyła? Sama nie wiedziała... przecież to było logiczne, że skoro obie są kotkami, to do spłodzenia potrzebny jest kocur, innej opcji nie ma. Jednakże Leśna bała się i to cholernie, była już matką i zawiodła na całej linii. Co miała więc teraz począć?
Kocica pokiwała łbem idąc dalej przed siebie, do stodoły wróciła dopiero wieczorem, gdy księżyc szczytował na niebie. Niebieska podeszła powoli do swojej partnerki, która spała niespokojnie, po czym trąciła ją nosem.
- Hej... Pszczółko... j-ja... Przepraszam... - zaczęła speszona, gdy ta obudziła się na tyle, by zrozumień sens słów - Jeśli chcesz dzieci, zgoda. Dla ciebie zrobię wszystko - dodała ciszej, nie chcąc wyjść na jakiegoś frajera, który rozczula się przy takiej okazji.
< Pszczela? >
26 stycznia 2019
Od Leśnego Strumienia
- Hej, coś ty taka zamyślona, hmmm? - Pszczele Żądło trącił partnerkę w bok, gdy ta jakby zawiesiła się nad dołkiem, pełnym zdobyczy, złapanej dzisiejszego ranka. Mimo iż w tym roku pora nagich drzew nie była ciężka, to przywódczyni, Czereśnia, kazała im dużo polować, co dla potomkini Borsuczej Gwiazdy było jedynie przyjemnością. Nie trzeba było ukrywać, że szło jej to jak po maśle, czego nie można było o zaklimatyzowaniu się w nowym miejscu. Owszem, podobało się jej tutaj, jednakże ciężko jest wyzbyć się nawyków, które wpaja się tobie przez ponad cholerne 20 księżyców.
- Nic - syknęła cicho, może trochę zbyt ostro, niż planowała - Po prostu wpienia mnie ten cholerny klan gwiazdy! - dodała zaraz, jeżąc sierść na karku, a jej źrenice zwęziły się do wielkości główki od szpilki. Szylkretowy kocur liznął ją za uchem pocieszająco, na co kocica tylko prychnęła, ale mimo wszystko, rozluźniła się.
- Chodź, zanieśmy to. Mam nadzieję, że damy radę zabrać wszystko za jednym razem, nie mam zamiaru się wracać - burknęła starsza z kotek, po czym wzięła tyle piszczek, ile zdołała. Poczekała chwilę na swą ukochaną, po czym we dwie, idąc blisko siebie, wróciły do stodoły, gdzie odłożyły pożywienie, zabierając po jednej myszy dla siebie. Napracowały się, więc miały prawo zjeść i odpocząć. Leśny Strumień usadowiła się na belce siana, mrucząc przy okazji, gdy jej partnerka ułożyła się obok niej, jednocześnie okrywając niebieską swym długim, puchatym ogonem. Między kotami zapadła cisza, którą skutecznie przerwał głos Pszczelego Żądła.
- Wiesz Lasku... tak trochę myślałem o tym i... Chcę mieć z tobą dzieci - oznajmił kocur twardym, nie znoszącym sprzeciwu tonem. Leśna zakrztusiła się kawałkiem myszy, a gdy próbowała go wypluć, wywinęła orła, lądując pyskiem na twardej glebie. Cóż... zapewne gdyby nie szybka interwencja Rudzika, kocica z pewnością wyzionęła by ducha. Oh, cóż za haniebna śmierć, udusić się myszą, chwilę po tym, jak twój partner powiedział, że chce mieć z tobą dzieci.
Była członkini klanu wilka podziękowała rudo-białemu uzdrowicielowi, po czym zwróciła się do swojej drugiej połówki, kaszlnęła, po czym robiąc najbardziej dramatyczną minę na jaką było ją stać, krzyknęła:
- ŻE CO TY CHCESZ?! DZIECI??? PRAWIE UDUSIŁAM SIĘ PRZEZ CIEBIE MYSZĄ! - zawołała na jednym tchu. Ta, jasne, jeszcze czego. "Kochanie zróbmy se dzieciaczki". Pf, jakby nie miały nic lepszego do roboty, tylko wychowywać zgraję bachorów.
< Pszczółka? Leśna chce bachory, tylko tak gada >
05 stycznia 2019
Od Leśnego Strumienia CD Spopielonej Paproci
Leśny Strumień od jakiegoś czasu czuła się tak, jakby żyła w dwóch kolidujących ze sobą rzeczywistościach, to spotkania z Pszczelim Żądłem - jej ukochanym kocuro-kotką, a jednocześnie synem Potokowej Gwiazdy, to codzienne życie w klanie. Stety bądź niestety córka Błotnistego Pyska nie należała do kotek, które łatwo utemperować. Toteż żadną niespodzianką był widok Spopielonej Paproci czy też Ostrokrzewiowego Liścia, a także jej rodziców, a dziadków Igły oraz Czeremchy - Różanego Pola i Błotnistego Pyska, którzy to zajmowali się potomstwem smukłej, dymnej kotki, gdy ta wychodziła z obozu.
A wybywała często.
Za często.
Na chwilę jednak to ustało. Po stracie Czeremchy - swojej pierworodnej córki, wnuczka Borsuczej Gwiazdy zdawała się jakby uspokoić. Całe dnie spędzała w kociarni, uważnie pilnując swoje drugie dziecko, oraz jedynego syna - Igłę, a także starając się ogarnąć jego paskudny charakterek, który najwidoczniej odziedziczył po tatusiu. Ów spokój trwał jednak zaledwie jeden księżyc, Stopniowo, bo stopniowo, ale jednak, członkini klanu wilka powoli zaczęła się znowu wymykać. Nie były to jednak tak długie wypady, jak wcześniej, jednakże i takie się zdarzały.
Tak było i tym razem.
Znowu Leśny Strumień wymknęła się, by chociaż na kilka uderzeń serca zobaczyć swojego partnera. Czy może partnerkę? Nie, to jednak nie było teraz ważne. Liczyła się bowiem tylko chwila, gdy ta dwójka była razem, w zaciszu drzew, tuląc się do siebie i ciesząc własnym towarzystwem.
— Lasku... Myślałem trochę o twojej propozycji... — zaczął niepewnie Pszczółka, przestając na moment dzielić się językami ze swą partnerką. Dymna kocica przechyliła lekko główkę w bok, spoglądając w rudo-czarno-białego kocura. Oh, no tak. Już niemalże zapomniała o propozycji, którą złożyła mu tydzień temu. Hah... jak ten czas szybko leci... Leśna westchnęła cicho, mrużąc zaciekawiona oczy. Dobrze wiedziała, że nic już w klanie wilka jej nie trzyma. Zerwana przyjaźń z Ostrokrzewiowym Liściem, tragiczna śmierć jej córki Czeremchy, oraz sam Pszczele Żądło, którego widywała tylko na ich krótkich schadzkach na terenach, które nie należą do żadnych klanów. Już nawet nie obchodziło ją to, co pomyśli Spopielona Paproć, co będzie czuło jej młodsze dziecko, Igła. Ba! Nawet miała w głębokim poważaniu uczucia jej rodziców, którzy i tak stracili już dwójkę swoich dzieci, z drugiego miotu. Ciekawe co by teraz powiedzieli, gdyby dowiedzieli się, że ich najmłodsze dziecko chce uciec z kotką, która uważa się za kocura, a do tego jest z klanu klifu... Ta, zapewne nie byliby zadowoleni, o ile nie wpadliby w rozpacz, czy też szał.
— Więc? — spytała cicho, oddychając spokojnie, czując, jak ostatnie promienie słońca ogrzewają jej grzbiet. Szylkretowy kocur wstał, siadając od niej o odległość zaledwie kocięcego kroku. Leśny Strumień jednak nie zareagowała, tylko dalej leżała, z zapartym tchem wyczekując odpowiedzi. Po cichu liczyła, że jej ukochany zgodzi się, jednak nie dawała po sobie teraz poznać.
— Zgadzam się. W moim klanie już nic mnie nie trzyma. Jedynie będę tęsknić za kilkoma kotami, chociażby za Lśniącym Słońcem, ale... ale to ty jesteś dla mnie najważniejsza, pójdę za tobą, chociażby na koniec świata! — zawołał kocur, wbijając pazury w ziemię, po czym popatrzył na dymną kocicę zdeterminowanym wzrokiem, zaś ta uśmiechnęła się tylko zadowolona.
— A zatem jutro, o wschodzie słońca. W tym samym miejscu co zawsze — poleciła, po czym polizała kocura za uchem i odeszła w stronę obozu, po drodze łapiąc dwie piszczki.
Nie wiedziała jednak, że ktoś cały czas ją obserwował, a po powrocie do serca klanu czeka ją przykra niespodzianka. Oh, w jakim ogromnym szoku była Leśny Strumień, gdy dotarłszy na miejsce, zobaczyła wszystkie zebrane koty przy podwyższeniu, z którego przemawiał lider, zaś sam Borsucza Gwiazda i jego zastępca, Płonący Grzbiet, stali tam, górując nad innymi kotami.
Kotka stała jak słup soli, czując, jak silny podmuch wiatru smaga jej ciało, a pojedyncze krople deszczu, moczą jej krótkie futro, by za chwilę doszczętnie je przemoczyć. Z nieba lunęło jak z cebra. Córka Różanego Pola rozejrzała się dookoła, dostrzegając zmartwiony wzrok Spopielonej Paproci. Popatrzyła na ciotkę, oddychając szybko i nie miarowo. Wypuściła z pyska mysz, którą wcześniej trzymała, a zdobycz upadła w kałużę, rozbryzgując słabo wodę z błotem, na jej łapy.
— Leśny Strumieniu, podejdź — głos lidera Klanu Wilka przeszył ją na wskroś. Na chwiejnych łapach podeszła do wzniesienia, przełykając zaległą gulę w gardle — Zostałaś oskarżona o zdradę klanu, czy masz coś na swoją obronę? Burzowe Futro widziała cię z wojownikiem z klanu klifu, jest to prawdą? — syknął lider, na co wewnątrz zdrajczyni wezbrała wściekłość. Ta bezczelna kupa futra... Oh, jakie miała ogromne szczęście, że Rycząca Burza i kilkoro innych wojowników zasłaniało wejście do jej leża. W przeciwnym razie zawitałaby już do klanu gwiazdy, wcześniej konając w męczarniach. Oj Leśna by już o to zadbała. Kocica splunęła na ziemię, prostując się dumnie.
— Pamiętaj, czego cię uczyłam. Masz teraz szansę udowodnić swą lojalność wobec Czystej Gwiazdy! — w jej głowie zadźwięczał z lekka chrapliwy głos Śnieżnego Serca. Była uczennica Różanego Pola skinęła głową powoli, wręcz anemicznie, wysuwając pazury.
— Na co czekasz, Borsucza Gwiazdo! Zabij zdrajcę! — z tłumu wyszedł starszy - Burzowy Kwiat, dziadek dymnej. Kotka nie mogła uwierzyć, że własny członek rodziny żąda jej zgonu — Za moich czasów takiego zdrajcę zabijało się bez chwili wahania! — wykrzyknął, strosząc futro na całym swoim ciele.
— Burzowy Kwiecie, nie zapominaj, że to ja jestem liderem — zaczął czekoladowy mitted, po czym zwrócił się do swojej wnuczki — Więc? Masz coś do powiedzenia? — spytał, wypinając pierś, w chwili, gdy jego potomkini napięła mięśnie, a następnie wykrzyknęła głosem, który aż ociekał jadem:
— Tak, mam coś do powiedzenia; żegnaj się z życiem, staruchu! — wrzasnęła, puszczając się pędem wprost na przywódcę klanu. W ostatniej jednak chwili ojciec Błotnistego Pyska zagrodził jej drogę, wpadając wprost pod pazury i kły wściekłego wilczaka. Oba koty przeturlały się o lisią długość ogona, na zmianę uderzając się łapami po pyskach i gryząc. Splątani w morderczym uścisku oboje nie dawali za wygraną. Leśny Strumień była w szoku, że tak stare próchno jest jeszcze w stanie walczyć. Nim się zorientowała, starszy kocur przyparł ją do ziemi, chcąc zadać ostateczny cios. Kotka skorzystała jednak z okazji, gdy jej przeciwnik podniósł łapę, by ją nią uderzyć. Niewiele myśląc, dopadła do jego gardła, tylnymi łapami rozpruwając brzuch byłego wojownika. Bury zaskrzeczał, po czym z jego pyska polała się krew, a on sam padł martwy.
Córka Różanego Pola odrzuciła ciało dziadka, patrząc tylko, na wystające z jego brzucha wnętrzności. Skrzywiła się.
— Ten, który się zbliży, skończy tak samo! — wysyczała, widząc, jak kilkoro wojowników szykuje się do ataku na nią. Oblizała pysk, czując na języku metaliczny posmak krwi. Tak... to było to, czuła się jak we własnym żywiole. Gdzieś w tle dało się słyszeć grzmoty, zaś niebo przecinały raz po raz błyskawice.
— Leśny Strumieniu! — zagrzmiał Borsucza Gwiazda, który w szoku przyglądał się temu, co chwilę temu miało miejsce — Zdrada już nie jest wybaczalna, ale... ale morderstwo CZŁONKA WŁASNEGO KLANU TYM BARDZIEJ! — wykrzyknął wściekle, a niemalże wszyscy wojownicy byli gotowi, by rzucić się na jego wnuczkę i rozszarpać ją na tysiąc drobnych kawałeczków.
— Oj przestań chrzanić, staruchu! — zaśmiała się winowajczyni, nawet nie kryjąc swojej pogardy w stronę całego klanu, który wcześniej nazywała domem — Ciekawe co byś powiedział, gdybym powiedziała ci, że twój cudowny przydupasek, Płonący Grzbiet, puścił się z jakąś wywłoką i mają kociaki, hm? — zamruczała gardłowo, a pośród klanowiczy nastała wrzawa. Uśmiechnęła się zwycięsko. Tak, o to właśnie chodziło...
— Dosyć! Nie pozostawiasz mi wyboru! Zostajesz wykluczona z naszej społeczności! Ja, Borsucza Gwiazda, lider klanu wilka, wyrzucam cię z klanu i mocą nadaną mi przez klan gwiazdy, przeklinam cię, Leśny Strumieniu. Wejdź tylko na te tereny, a moi wojownicy zabiją cię bez chwili namysłu! — wrzasnął, na co kocica nawet nie drgnęła, sprawiając wrażenie niewzruszonej.
— Zdechniecie. Wszyscy! Jeden, po drugim, w męczarniach — syknęła, wychodząc z obozu. Krew dalej skapywała jej z pyska, zaś niemalże całe ciało pokrywało błoto. Nie obchodziło ją to jednak. Ruszyła spokojnym krokiem w stronę umówionego miejsca spotkani z Pszczelim Żądłem. Nie myślała o tym, co się stało chwilę temu. Miała to gdzieś, zupełnie tak, jakby była wyprana z emocji, co mogło być prawdą.
* * *
Czekała całą noc, zupełnie ignorując deszcz, który doszczętnie przemoczył jej futro. Nazajutrz wzeszło słońce, co sprawiło kotce niemałą przyjemność. Pozostało jej już tylko czekać na Pszczele Żądło, który zjawił się na miejscu dokładnie o umówionym czasie. Po szybkim zetknięciu się nosami oraz wyjaśnieniu przez Leśną tego, co się właśnie stało, dwójka kotów ruszyła w nieznane, zostawiając swe rodzinne klany za sobą.
Mimo późnej Pory Opadających Liści Leśnemu Strumieniowi nie było ani trochę zimno. Ba! Wręcz przeciwnie! Czuła dziwne, acz przyjemne gorąco w środku, za każdym razem, gdy jej partner, czy też partnerka, ocierał się o jej ciało, mrucząc przy tym donośnie.
— Będziesz jeść, Lasku? — spytał szylkretowy kocur, gdy kocica nawet nie ruszyła myszy, którą dla niej złapał. Ta pokręciła jednak głową, dziękując grzecznie, po czym wróciła do nasłuchiwania. Były członek klanu klifu i członkini klanu wilka podróżowali już od dobrych kilku dni, jednakże dymna cały czas była spięta. Przecież była ich tylko dwójka, nie wiadomo przecież, czy za chwilę nie napadnie na nich jakaś grupa samotników, czy inne lisie łajno. Wolała być pewna, że ona i jej ukochany są bezpieczni.
W jednej chwili gdzieś w oddali usłyszała szelest krzaków. Niewiele myśląc, posłała krótkie spojrzenie drugiej kotce, po czym ruszyła szybkim krokiem w stronę miejsca, z którego dobiegał dźwięk. Jak się potem okazało, wywołał go jakiś ptak, który gdy tylko spostrzegł kota, odleciał tak szybko, ile tylko sił miał w skrzydłach.
Kotka westchnęła cicho, kręcąc zrezygnowana głową, po czym wróciła do swojej partnerki, której... nie było. Pszczele Żądło zniknęła, a spanikowana Leśny Strumień zaczęła rozglądać się dookoła, aż do jej uszu nie dotarły odgłosy walki.
— Pszczółka... — szepnęła do siebie, biegnąc w kierunku, z którego dochodził hałas. Jak się okazało, szylkretowy kocur bił się z jakimś grubym, rudym kocurem. Dymna niewiele myśląc, rzuciła się na napastnika, w kilku ruchach przyduszając go do ziemi. Już podnosiła łapę, by zadać ostateczny cios, gdy do jej uszu dobiegł głos jakiejś kotki.
— Szerszeń! Co tam się dzieje?! — zza krzewów wyłoniła się smukła, czarno-białą kocica o długim futrze — Kim wy jesteście? — syknęła, widząc sytuację, w jakiej znalazł się ów kocur. Leśna niechętnie zeszła z tej rudej pokraki, jednakże w każdej chwili była gotowa rozszarpać mu gardło.
— Leśny Strumień, dawniej należałam do klanu wilka. To moja partnerka, Pszczele Żądło, pochodzi z klanu klifu — rzuciła obojętnie, zwracając się do kotki — A ty?
— Czereśnia, przywódczyni klanu lisa. Powiedzcie mi... jesteście zainteresowane dołączeniem?
— Możliwe, zależy co masz do zaoferowania — mruknęła Leśna, mrużąc oczy.
< Czereśnia? Spopielona Paproć? >
Od Leśnego Strumienia CD Pszczelego Żądła
Od Leśnego Strumienia CD Ostrokrzewiowego Liścia
— Posłuchaj mnie. Powiedzmy, że ci wierzę, chociaż… - Pokręcił głową. – To jest jak cios w serce. Nie sądzę, żebym był dobrym ojcem. Hah, nawet nie chcę nim być. Opowiadaj im, co chcesz, ale nie mam zamiaru wtrącać się w wychowanie… naszych kociąt. Nigdy ich nie uznam za swoje potomstwo. Nigdy tego nie chciałem. Z całym szacunkiem. Leśny Strumieniu, ale nie chcę mieć z nimi nic wspólnego — kotka syknęła wściekle na te słowa. Dobra, wiedziała, że popełniła błąd, chyba największy w całym swoim marnym życiu, jednakże ten idiota nie musiał jej dodatkowo dowalać! Dosyć miała swoich własnych problemów! Nie potrzebowała ich więcej.
— Wiesz co? Nie oczekiwałam, że rzucisz mi się na szyję z radością, na tą nowinę — zaczęła, jeżąc sierść na karku. Podniosła głowę, by popatrzeć na swego burego przyjaciela. Chociaż... Czy naprawdę mogła go tak jeszcze nazwać? Cóż, zdecydowanie mogła w to szczerze wątpić — Jednak chciałam abyś jakoś mnie wsparł! Podniósł na duchu, albo nie wiem... powiedział, że pomożesz mi wychować te pokraki! — wykrzyknęła, plując mu prosto w pysk.
— To widocznie grubo się pomyliłaś, Leśny Strumieniu — sarknął starszy wilczak, a na jego pysku zawitał grymas złości. Dodatkowo na zmianę chował i wysuwał pazury, oraz machał zirytowany ogonem.
— Ta... najwyraźniej. Co do naszej przyjaźni również — mruknęła gniewnie, zeskakując z drzewa — Gdy Igła będzie wojownikiem, powiedz mu, kto jest jego ojcem — zwróciła się w stronę byłego przyjaciela, gdy tylko zeskoczyła na miękką trawę.
— A dlaczego ja, a nie ty?! — wykrzyknął oburzony kłapouchy. Dymna kotka pokręciła głową niepocieszona.
— Dowiesz się — odparła, odchodząc w stronę obozu Klanu Wilka. Doprawdy, coraz mniej rzeczy ją tu trzymało.
Di end
29 grudnia 2018
Od Leśnego Strumienia CD Tuni
Dobre pół godziny kłótni, darcia pyska i bycia upartym nie poszły na marne. Zgodzili się. Borsuczy Kieł, który prowadził patrol, w końcu odpuścił i pozwolił swojej młodszej siostrze dołączyć do grupy składającej się z Miodowego Nosa, Złocistej Rzeki, Srebrnego Deszczu i jego samego. Nic nadzwyczajnego, zwyczajny skład porannego patrolu. Ruszyli więc przed siebie spokojnym, miarowym krokiem, by sprawdzić teren Klanu Wilka. Leśna odetchnęła z radością, mogąc, chociaż na chwilę wyrwać się z kociarni i mieć spokój od tych małych pokrak, które tylko doprowadzały ją do szewskiej pasji.
— Robi się coraz zimniej. Nie lepiej powiedzieć o tym Borsuczej Gwieździe? Pora Nagich Drzew już zapasem... — zaczęła Miodowy Nos, wzdychając przy tym cicho. Widać było, że chciała już coś dodać, jednakże jej wypowiedź przerwał głuchy dźwięk uderzenia w drzewo. Dymna kotka zasłoniła pysk, znosząc się śmiechem. Nic na to nie poradziła, że Rycząca Burza wyglądał przekomicznie, leżąc na ziemi, po zderzeniu z pieńkiem.
— Ktoś tu chyba się zamyślił o swojej lubej, czyż nie, Ryczku? — zachichotała cicho, ledwie powstrzymując większą salwę śmiechu. Wtem wiatr zawitał, a do jej nosa dotarł potworny smród.
Pieszczoch.
Co taka wywłoka robiła na ICH TERENIE?!
Niewiele myśląc, kotka rzuciła się przed siebie w kierunku, z którego dochodził ten obrzydliwy zapach. Wypadła przez krzaki, wprost na przerażoną pieszczoszkę, w jednej chwili rzucając się na nią i dotkliwie drapiąc pazurami pi ciele. Szamoczące się kocice przeturlały się kilka metrów, w głąb kłującego i drapiącego ich ciała krzewu. Leśny Strumień bezmyślnie uderzała łapami w - teoretycznie - bezbronnego intruza, który jedyne co potrafił zrobić, to starać się uciec i zawodzić, jakby co najmniej ją ze skóry obdzierali.
— NO DALEJ, ZABIJ! — w jej głowie zawitał głos Czystej Gwiazdy, która od dłuższego czasu nie kwapiła się do tego, by zaciągnąć wnuczkę Borsuczej Gwiazdy na trening.
Szczerze powiedziawszy, gdyby Złocista Rzeka wraz z Borsuczym Kłem nie odciągnęli jej, zabiłaby to coś bez chwili wahania. Z zimną krwią w dodatku.
Kocica otrzepała się, wstając na cztery równe łapy, mięśnie miała napięte, w każdej chwili była w stanie ponownie zaatakować.
— No wyłaź kupo lisiego łajna! — wysyczała głosem przepełnionym nienawiścią — Co, myślałaś, że wleziesz na NASZ teren i jak gdyby nigdy nic będziesz sobie hasać po łączkach i wąchać kwiatki?! Oh trzymaj mnie, bo rzygnę — splunęła, gdy tylko szylkretowa, niska kotka, wylazła z krzaków.
— Leśny Strumieniu, uspokój się! Ona jest ranna, trzeba ją zabrać do obozu. Burzowe Futro musi ją zobaczyć — zaczęła Miodowy Nos, zyskując poparcie reszty grupy patrolującej. Warknęła gniewnie.
— Chcesz zabrać ze sobą tę kupę nic nie wartego futra, prosto do serca naszego terytorium?! Czy wy żeście już do reszty zdurniali? — krzyknęła, kiedy jednak zauważyła, że jest w mniejszości, dodała szybko — Świetnie, ale pamiętaj wypłoszu. Podejdź tylko do kociarni, zrób jeden jakikolwiek fałszywy ruch, a z dziką rozkoszą przegryzę ci gardło, a następnie popatrzę, jak umierasz — syknęła, prosto w pysk krótkołapej, wystraszonej kotki — A wy, róbcie, co chcecie, mięczaki. Żebyście tylko tego nie żałowali — rzuciła, kierując się w stronę obozu, na czele patrolu, co jakiś czas łypiąc złowrogo na pieszczoszkę.
— Spokojnie, kochanie, jeszcze ją dorwiesz~ — w jej głowie zadźwięczał przesłodzony głos mentorki dymnej w ciemnym lesie - Śnieżnego Serca. Uśmiechnęła się tylko do siebie na te słowa.
< Tunia? >
27 grudnia 2018
Od Leśnego Strumienia CD Pszczelej Łapy (Pszczelego Żądła)
Leśny Strumień nie chciała zbytnio zostawiać swoich dzieci, w pewnym sensie czuła się z nimi psychicznie związana jednak... Chęć spotkania z tym osobliwym kotko-kocurem była silniejsza. Starały się spotykać tak często, jak to było możliwe, jednakże czasem im coś wypadało. No tak, przecież klifiak miał treningi, zaś Leśny Strumień... Bachory na głowie. Dlatego też bardzo często wykorzystywała Ostrokrzewiowego Liścia, czy też Spopieloną Paproć, by zajęli się jej małymi wypierdkami, podczas gdy ona idzie na spotkanie z tą dość osobliwą szylkretową kitą.
Żeby było śmieszniej, dymna córka Różanego Pola musiała przyznać, że zaczynała czuć coś do córki... Syna? lidera Klanu Klifu, Potokowej Gwiazdy. Była sympatyczna oraz zdawała się ją rozumieć w kilku aspektach. Chociażby kotki. Może to śmieszne, ale Leśną naprawdę cieszył fakt, że spotkała istotę tak samo inną niż ona. Mimo iż z natury była wredna, to w pewnym sensie martwiła się o nią. Dobrze wiedziała, jak boli złamane serce, nie chciałaby młoda, przeżywała to, co ona, jednakże, nawet gdyby bardzo chciała, to nie byłaby w stanie jej uchronić od tego.
Taka była kolej rzeczy.
— Leśny Strumieniu! — szylkretowy kocur pisnął wesoło, rzucając się na starszą kotkę, która w ostatniej chwili odskoczyła w bok, przez co klifiak zaliczył bliskie spotkanie z drzewem.
— Nadal zbyt wolny — zamruczała nisko, podchodząc do tej małej pokraki i liżąc ją po nosie. Syn Wschodzącej Fali zamruczał, machając wesoło ogonem — Tęskniłam, głupku. Wiesz? — uśmiechnęła się delikatnie, by po chwili położyć się obok drugiego kota i wtulić się w półdługie futro. Pszczela Łapa liznął ją za uchem, następnie w policzek, przymykając przy tym oczy, by za chwilę otulić drobną, ale jednak wyższą kotkę swoim puchatym ogonem
— Ja też tęskniłem — stwierdził, przyglądając się członkini klanu wilka, spod przymkniętych powiek. Leśny Strumień zamruczała radośnie, perfidnie kładąc mu głowę na klatce piersiowej, jeszcze mocniej wtulając się w futro calico. Przecież noce były coraz to zimniejsze, a oni było razem, więc miała do tego prawo. Znaczy się... Chyba byli... Bo byli, prawda?
No tak, przecież żadne z nich nie powiedziało tego oficjalnie.
Czy ona naprawdę go kochała? Owszem, dobrze jej było z tą kotką, co uważała się za kocura. Ba! Nawet lepiej niż pożal się boże z tą wywłoką Chryzantemą. Jednak naprawdę nie miała pojęcia, czy go kocha.
Uh... Ryzyk fizyk. Najwyżej nic z tego nie będzie, a ona wyjdzie na idiotkę.
Wojowniczka podniosła głowę z miękkiej poduszki, jaką było ciało członka klanu klifu, po czym popatrzyła w jego zdziwione, zielone ślepia.
— K-kocham Cię... Pszczela Łapo, a właśnie to Pszczele Żądło - szepnęła cicho, śmiejąc się na koniec z sytuacji, w jakiej się znalazła. Przechyliła lekko główkę w bok, stykając się z kocurem nosami.
< Pszczoła? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >
21 grudnia 2018
Od Leśnego Strumienia CD Ostrokrzewiowego Liścia
Szli razem w ciszy w bezpiecznej dla siebie odległości. Leśny Strumień wybiegła trochę do przodu, słysząc szeleszczenie w krzakach. Przyjęła pozycję łowicką, po czym skoczyła.
Udało jej się złapać mysz. Zadowolona zakopała piszczkę w ziemi.
- To... O czym chciałaś pogadać - spytał Ostrokrzew, robiąc krok w przód. Leśna tylko westchnęła, rozglądając się dookoła. W oddali dostrzegła patrol wracający do obozu. Skrzywiła się nieznacznie na słowa ojca jej kociąt i przyjaciela zarazem. Nie. To nie jest dobre miejsce na rozmowę.
— Zaraz się wszystkiego dowiesz — rzuciła przez ramię, odwracając się wcześniej, po czym, nowy ruszyła przed siebie. Chciała dotrzeć na skraj terenu Klanu Wilka. Najlepiej w stronę siedliska dwunogów, jednakże nie chciała ryzykować spotkania z tą wywłoką - Chryzantemą. Zapewne teraz ma kogoś kolejnego.
Leśnym Strumieniem aż wstrząsnął dreszcz obrzydzenia.
Jak ona mogła z nią być? Była głupsza, niż dotąd przypuszczała. W końcu przystanęła, po czym wskoczyła na drzewo i usiadła wygodnie na gałęzi. Ostrokrzewiowy Liść zrobił to samo, jednak usiadł w pewnej odległości od dymnej kotki, jakby bał się, że ta mu przyłoży z liścia.
— Słuchaj, nie mam pojęcia, dlaczego jesteś dla mnie taka oschła. Ale to nie znaczy, że nie chcę wiedzieć, co ja ci zrobiłem. Rozumiem, że byłem dupkiem, ale... Co się wydarzyło, kiedy zaćpaliśmy? Powiedziałem coś nie tak? Od razu mówię, że żałuję — zaczął dziwnie spokojnym głosem. Leśna jednak nie słuchała go, w głowie próbowała sobie ułożyć, jak to ma mu powiedzieć. Na gwiezdnych... W co ona się wkopała?!
— Krzewiku... Muszę ci o czymś powiedzieć... — zaczęła niepewnie, pociągając nosem. Kocur nastawił uszy, zamieniając się w słuch i przysiadając bliżej — Igła i Czeremcha to twoje dzieci — rzuciła prosto z mostu, bez najmniejszych ogródek — Pamiętasz incydent z kocimiętką? To wtedy zaszłam w ciążę. Zrobiliśmy to. Wiesz co mnie dziwi? Że nie pomyślałeś o tym, że to oni swą twoimi dzieciakami. Na gwiezdnych, Krzewiku! Igła ma charakter wypisz wymaluj po tobie! - zaśmiała się nerwowo, wbijając pazury w korę drzewa.
< Krzewuś? >
18 grudnia 2018
Od Leśnego Strumienia CD Pszczelej Łapy
Leśny Strumień dzisiaj o dziwo dużo się śmiała. Radosna z powodu, że udało jej się wyrwać z kociarni i pójść na polowanie ze Spopieloną Paprocią, swą ciocią, którą traktowała niczym najbliższą sercu przyjaciółkę. Oczyścić z dziećmi został nie kto inny jak Krzewik. Niech zajmie się trochę swoimi dziećmi. Nawet jeśli nie wie, że są jego. Kotka odłożyła zdobycz na stos, po czym udała się do kociarni. To, co tam jednak zastała, przechodziło wszelakie granice.
- Ostrokrzew! Ani mi się waż! To jeszcze dzieci! - wykrzyknęła kotka, stojąc u wejściu kociarni. Sierść miała najeżoną, zaś źrenice zwężone, niczym główka od szpilki. Bury kocur za wszelką cenę chciał zrzucić ze swojego nosa Igłę, koty wbił mu swe małe pazurki w nos.
- Jakie dzieci?! To małe szarlatany! Nie wiem, z kim ty je spłodziłaś, ale charakter mają pewnie po tatusiu! - wykrzyknął, pozbywając się natręta. Prychnął głośno, jednak uspokoił się, gdy Las polizała go za uchem - To ja uciekam - rzucił z lekkim uśmiechem na pysku, po czym ruszył wprost do stosu ze zwierzyną. Kotka polizała swe dzieci, w jednej chwili przypominając sobie coś.
- Popiołku, zajmij się nimi, zapomniałam o wiewiórce, którą zakopałam. Szkoda, żeby się zmarnowała... - zaczęła. Niebieska kocica skinęła tylko głową, po czym zagarnęła dziatwę do kociarni, która mimo wszytko weszła do środka.
Natomiast córka Błotnistego Pyska ruszyła spokojnym krokiem po zapomnianą piszczkę. Jej pokój nie trwał jednak długo. Gdy nareszcie odnalazła zdobycz, do jej uszu dotarł czyjś głosik.
- Hej, ty! - westchnęła zirytowana, widząc jak jakaś szylkretowa pokraka, pełznie w jej stronę. O ironio - to była ta sama pokraka, która wczoraj uratowała jej życie. Kocica wypuściła powietrze z głośnym świstem, ostentacyjnie podkreślając swoją frustrację.
- Czego? - syknęła wściekle, uderzając ogonem o nogi. Lisie łajnk z Klanu Klifu nie odpowiedziało - po prostu się na nią rzuciło. Zdziwiona kotka jęknęła głucho, gdy poczuła uderzenie w brzuch, a następnie twardy grunt pod plecami. Warknęła rozzłoszczona, zrzucając z siebie kotkę, raniąc przy okazji pazurami jej bark. Bez namysłu rzuciła się na intruza, który otrzepywał się z piasku i gałązek. Szamoczące się kocice wpadły w krzaki, które aż szeleściły donośnie od ich wymiany ciosów.
- Czego chcesz idiotko?! - wykrzyknęła Leśny Strumień, nareszcie dociskając Pszczelą Łapę do podłoża. Tamta jednak podcięła jej łapy, przez co Leśna wylądowała na niej, stykając się z calico nosami.
- Jak już to idioto - wycharczała młodsza.
- Że co? - wydukała z siebie wojowniczka, dysząc ciężko, głosem świadczącym o tym, że została zbita z tropu.
< Pszczela? No i mamy krzaczki ( ͡° ͜ʖ ͡°) >
16 grudnia 2018
Od Leśnego Strumienia CD Spopielonej Paproci
Szła spokojnie, mając powoli dość tego wszystkiego, zerwanie z Chryzantemą, do tego niechciane dzieci... To było dla niej zbyt wiele. Przecież ona sama niedawno była dzieckiem! Głupim, nierozważnym, lecz dzieckiem. Pierwszy raz od dawna, a dokładniej od momentu, a którym dowiedziała się, że będzie miała młode, naprawdę szczerze chciała się rozpłakać. Co z tego, że ktoś mógłby ją zobaczyć? Powiedzieć o tym innym? Miała to gdzieś. Wystarczyło, że czuła się samotna i opuszczona. Te wszystkie złośliwości, docinki w stronę Gardenii oraz Szeptu... To było z zazdrości. One miały kochających partnerów, którzy chętnie im pomagali. A ona? Dymna z najbliższych miała tylko Spopieloną Paproć oraz Ostrokrzewiowego Liścia, z czego na ostatniego nie miała zbytnio ochoty patrzeć przez pryzmat tego, co między nimi zaszło.
Idąc tak, minęła się z patrolem łowieckim, który właśnie składał się z ów burego kocura. Przystanęła na moment. Zdecydowała.
- Ostrokrzew! - krzyknęła za wojownikiem. Ten zatrzymał się, po czym popatrzył na kocicę pytającym wzorkiem - Możesz poprosić Popiół, aby przyszła na Wielką Polanę, dobrze? Oh, przy okazji poproś Gardenię, albo Szept, aby zajęły się moimi dziećmi przez chwilkę - poprosiła, na co przyjaciel skinął głową i ruszył w stronę obozu. Córka Różanego Pola zaś poszła w stronę wcześniej wspomnianego miejsca.
Czuła, że musi się komuś wygadać i tym kimś właśnie była Spopielona Paproć. Ufała tej kotce jak nikomu innemu...
Droga zeszła jej szybko przez to, iż tak bardzo zagłębiła się w swoje rozmyślania o... Dosłownie o wszystkim. Usiadła więc spokojnie na trawie, ciesząc się ciepłym dniem. Na niebieską kotkę nie musiała długo czekać, zjawiła się zaraz po tym, jak zielonooka przymknęła swe ślepia.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytała nakrapiana bez ogródek, siadając obok swojej siostrzenicy. Leśna machnęła końcówką ogona. Owszem, wiedziała, że kotka zauważyła jej śladu po pazurach na policzku, jednak nie powiedziała jej, skąd je ma.
- Nie jestem już z Chryzantemą - zaczęła spokojnie, wpatrując się w jeden punkt przed sobą - A te blizny, o które wcześniej pytałaś... Ona mi to zrobia - dodała na koniec, że stoickim spokojem.
< Spopielona Paproć? >
10 grudnia 2018
Od Leśnego Strumienia
Leśny Strumień nerwowo machała ogonem, czekając, aż Spopielona Paproć wróci. Chciała ją poprosić, aby zajęła się dziećmi. Musiała odwiedzić Chryzantemę, od kiedy wylądowała w kociarni, nie miała czasu ani możliwości, aby się z nią spotkać... Martwiła się o nią okropnie, może nawet bardziej niż o własne kocięta. Tak. Zdecydowanie bardziej niż o własne dzieci. Westchnęła cicho, liżąc Igłę po główce, na co kocurek prychnął i machnął łapką z wysuniętymi pazurami, wyraźnie niezadowolony z pieszczoty matki.
Ta... Charakterek to one miały. Po tatusiu.
W jednej chwili Las pożałowała, że zrobiła to z Krzewem, przecież mogła znaleźć sobie milszego kocura, nie koniecznie ładniejszego, ale po prostu milszego.
- Popiołku! - zwołała z entuzjazmem, czekając, aż jej ciocia doń podejdzie. Dosłownie na jednym wdechu zapytała, czy nie może popilnować jej dzieci, bo ona sama musi coś załatwić. Pręgowana kocica niechętnie się zgodziła, kręcąc nosem. Leśny Strumień polizała ją po policzku, wybiegając z kociarni, ile sił miała w łapach. Sadziła duże susy, dzięki czemu raz, dwa znalazła się na miejscu. Ostrożnie wyszła z lasu, po czym miauknęła donośnie. Usiadła. Czekała.
W końcu trawa zaszeleściła, a zza zarośli wyłoniła się śnieżnobiała kotka, która widząc dymną, zasyczała wściekle.
- Co jest...? - spytała zdezorientowana Las. Przecież... Była jej partnerką na osty i ciernie! Kochała ją! Dlaczego reaguje w ten sposób?!
- Oh nie udawaj, że nie wiesz. Coś długo cię nie było. Myślisz, że nadal będę czekać na ciebie jak ostatnia kretynka? - wykrzyknęła kocica, z przytłaczającą wręcz pogardą.
- A-ale... - zająkała się młodsza, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć.
- Zamknij się! Wynoś się, wynoś się z mojego życia! Nie chcę cię znać ty bezużyteczny worku futra! - warknęła, uderzając niebieską w pysk. Leśna zachwiała się na łapach. W jej oczach zebrały się łzy, po policzku ściekała krew, budząc przy tym trawę. Zadrżała, starając się powstrzymać szloch. Na marne. Zrobiła więc to, co podpowiadał jej rozum - uciekła. Biegła przed siebie, przedzierając się przez gęste zarośla i zapewne, gdyby nie coś, a raczej ktoś, zakończyłaby swój żywot, spadając prost do głębokiej ścieżki. Zdyszana nabrała powietrza w płuca, starając się połączyć fakty. Dosłownie przed łapami miała rozpadlinę, zaś ją samą bolała skóra na karku, jakby tego było mało, dociskał ją do ziemi dziwny ciężar.
- Złaź ze mnie pokrako! - wysyczała, odpychając tego kogoś tylnymi łapami.
- Może grzeczniej, co? Właśnie uratowałam ci życie - mruknęła postać, która jak się później okazało, była kotką. Wnuczka samego lidera Klanu wilka otarła łzy łapą, przybierając dumną postawę.
- Nie potrzebuje pomocy od byle jakiego klifiaka, w ogóle co robisz na terenie klanu wilka?! - warknęła, jeżąc sierść na karku.
- Trenowałam u siebie, ale nie moja wina, że skoro leciałaś jak głupia wprost na głęboką ścieżkę, to postanowiłam ci pomóc - odparła szylkretka - Już znikam z twoich terenów o wielka pani - zaśmiała się z kpiną, po czym skierowała się w stronę przeprawy. Leśny Strumień prychnęła cicho, po czym skierowała się w stronę obozu. Miała dość dzisiejszego dnia, a jeszcze musiała zająć się swoimi dziećmi...
< Pszczółka? Hey bby ( ͡° ͜ʖ ͡°) >
Od Leśnego Strumienia CD Spopielonej Paproci
Widząc, kto wchodzi do środka, kocica westchnęła ciężko. Od kiedy Borsuk wręcz kazał jej wynosić się do kociarni i odpoczywać, oczywiście w obawie, że jego prawnukom coś może się stać, nudziła się bez przerwy. Dymna niechętnie przystała na ten pomysł, jednak słowo lidera jest ponoć święte. Teraz więc leżała i kisiła się w tej duchocie, słuchając przy tym wesołego trajkotania Gardenii z Wąsem oraz Ryku i Szeptu.
- Możecie się zamknąć?! - wykrzyknęła w końcu, kiedy już 284268468 raz tego dnia usłyszała "Kocham cię myszko". Skoro jest jego myszką, to niech ją zeżre i po sprawie! Głosy umilkły, a i chwilę potem oba kocury wywlekły swoje tłuste zadki na zewnątrz, zapewne mamrocząc między sobą, jaką to Leśny Strumień jest niewychowana i bezczelna.
- Nie musiałaś być taka wredna - stwierdziła Szepczący Wiatr, liżąc swoją przednią łapę, lustrując przy tym kotkę wzrokiem. Leśna nie odpowiedziała, odwróciła tylko łeb, wpatrując się pustym spojrzeniem w jeden punkt.
- Hej Lasku - ledwie wyraźne słowa padły już od progu. Kotka podniosła łeb, wpatrując się w swoją ciotkę. Mimowolnie wykrzywiła pyszczek w wyrazie uśmiechu - Jak się czujesz? - spytała niepewnie, kładąc przed nią królika.
- A jak mam się czuć? - sarknęła, zaciskając mocno szczękę. Popatrzyła na swój brzuch, czując jak łzy wzbierają się w jej oczach - Nie chcę ich, najlepiej jakby się nie urodziły - szepnęła, chowając pysk między łapami. Spopielona Paproć westchnęła cicho, liżąc siostrzenicę za uchem. Las nie zareagowała. Naprawdę ich nie chciała...
~*~
W końcu musiało się stać to, co się musiało. Urodziła. Dwie małe kluski. Ona miała dzieci... Jej własne dzieci... Miała córkę i syna...
- Jakie cudne... - szepnęła córka Borsuczej Gwiazdy, trącając nosem liliowego kocurka. Leśny Strumień uśmiechnęła się nieznacznie, mimo wszystko chcąc zachować wrażenie obojętnej na te dwie pokraki - Jak je nazwiesz? - spytała zaraz podekscytowana kotka.
- Nie wiem... Ten tutaj ma strasznie kłującą sierść... Będzie Igłą - stwierdziła, liżąc jeszcze bezbronnego malucha po główce. Popatrzyła na puchatą biało-czekoladową kulkę, nie wiedząc jak ją nazwać. Chciała, by miała imię związane z jej ojcem... W końcu wymyśliła - Czeremcha - miauknęła bez ogródek, przyciągając kotkę bliżej siebie.
- Właściwie... Kto jest ich ojcem? Bo wątpię, aby to była Chryzantema... - miauknęła Popiół szeptem tak, aby nikt czasem tego nie usłyszał. Las spięła całe ciało, nie widząc, co ma powiedzieć.
- O-Ostrokrzew... Ostrokrzew jest ojcem... - wyszeptała - Jakiś czas temu ukradliśmy Burzowemu Futru kocimiętkę... I... Stało się - dodała, mając ochotę umrzeć ze wstydu.
< Popiół? >
02 grudnia 2018
Od Leśnej Łapy (Leśnego Strumienia) CD Spopielonej Paproci
Nie podobało jej się to ani trochę. Ani trochę. Wolała spędzić czas sam na sam z Chryzią, wymieniając się czułościami, ktorych tak bardzo pragnęła. Jednak tym razem musiała obejść się smakiem, wystarczył fakt, że czuła się tak, jakby Spopielona Paproć patrzyła na nią z obrzydzeniem, gdy tylko wykonała chociażby najdrobniejszy czuły gest, w stronę partnerki. Białej puchatej kotce też to najwidoczniej się nie podobało, podchodziła z dużym dystansem do ciotki Leśnej Łapy, jednak na szczęście nie była niemiła.
W końcu po godzinie zmuszona była wracać, zrobiła to, lecz niechętnie. Nie miała zamiaru się narażać Spopielonej Paproci. Westchnęła tylko i przywarła do jej boku na dłużej, wdychając cudowny, słodki zapach partnerki.
- Kocham Cię! - zawołała na odchodnym, puszczając się biegiem za ciotką - I... Co myślisz o niej? - spytała niepewnie, kiedy były już w drodze do obozu. Popiół wywróciła oczami, krzywiąc się nieznacznie.
- Nie jest jakaś wyjątkowa - rzuciła bez namysłu. Idąc jakby ociężale - Nie podoba mi się to, że zdradzasz klan. W dodatku z kotką - prychnęła. Jednak Las zignorowała to zupełnie.
- Zrozumiesz jak się zakochasz, Popiołku! - zawołała rozanielona, wybiegając na przód. Podskoczyła kilka razy wesoło, nadal myśląc o ciepłym języku białej kotki.
A kiedy wpadła do obozu, czekała ją jeszcze lepsza niespodzianka - mianowanie.
- Leśna Łapo! Czekaliśmy na ciebie! - zawołał Borsuczy Kieł, prowadząc młodszą siostrę wprost do tłumu kotów.
- Skoro już mamy zgubę. Zaczynamy. Leśna Łapo, wystąp - zaczął Borsucza Gwiazda poważnym tonem, na co dymna kotka niepewnie wystąpiła z tłumu - Ja, Borsucza Gwiazda , przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Leśna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam! - zawołała, dumnie wypinając pierś. Nareszcie! Udało jej się!
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Leśna Łapo, od tej pory będziesz znana jako Leśny Strumień . Klan Gwiazdy cieni twoją siłę i zawziętość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Lider dotknął jej czoła, zaś ona jego barku. W obozie rozeszła się wrzawa, kiedy koty wykrzykiwały imię młodej wojowniczki. Szkoda tylko, że Dymek i Tęcza tego nie doczekali...
~*~
Minęło trochę czasu od zostania wojownikiem a Leśny Strumień zachodziła w głowę, jak to może być, że podobały się jej tylko kotki. Przecież... Wszystkie samice lubią tylko kocurów... Może ona też lubiła a miłość do Chryzantemy tylko sobie wmówiła? Musiała to sprawdzić. A jedynym kandydatem byk Krzewik... Przełknęła mysią żółć, która podchodziła jej aż pod język.
- K-Krzewik... - zaczęła niespokojnie, kiedy złapała przyjaciela wracającego z patrolu łowieckiego. Burasek odłożył zdobycze na stos, po czym wrócił do niej - Ćpałeś kiedyś kocimiętkę? - wypaliła nerwowo. Oh, no tak, bo zamiast powiedzieć o co chodzi, lepiej zaproponować wspólne ćpanie. No, brawo Las.
- Nie - odparł szybko, z błyskiem w oku.
- A chciałbyś? - spytała szybko, kiedy tylko podłapała wątek.
Kiedy Ostrokrzewiowy Liść przystanął na jej pomysł, ta niezauważalne podkradła się do leża medyka i korzystając z okazji, że nie medyczki - podkradła jej trochę tego cudownego ziela.
~*~
Naćpani w trzy dupy tarzali się po trawie śmiejąc się ze wszystkiego. Nawet z gluta z nosa.
- Krzewikuuuuu... Sprawdźmy czy lubię kocurki! - zawołała wesolutko Leśny Strumień, ocierając się łbem o klatkę piersiową przyjaciela. Ten jedynie zamruczał donośnie. Złapał kotkę zębami za kark i... Nim się obejrzeli było już po wszystkim. Wszystko się potoczyło zbyt szybko, jednak tych dwóch idiotów jeszcze nie wiedziało, jak wielkie przyniosą to konsekwencje.
~*~
Zwymiotowała chwilę temu zjedzoną myszą. Od jakiegoś czasu czuła się potwornie źle, czasem czuła, że zemdleje, czasem wymiotowała, innym zaś razem miała wręcz wilczy apetyt... Ciężko było wymieniać objawy. Jednak na szczęście Krzewik nie pamiętał, że zrobili cokolwiek.
Mimo wszystko, on i Popiół bardzo nalegali aby poszła do medyczki. Ostatecznie im uległa. Poszła tam.
- Nie czuję się najlepiej, Burzowe Futro. Wymiotuję, brzuch mnie boli, mam ochotę mdleć, czasem jem za troje... - szepnęła przestraszona. Jakby tego było mało - brzuch jej lekko urósł... Burzowe Futro zaśmiała się tylko ciepło.
- Oh moja droga... Kolejni członkowie klanu są w drodze! - zawołała wesolutko, gratulując przyszłej matce. Leśny Strumień jednak zadrżała, oczy zaszły jej łzami. Nie! Nie! Nie! Nie chciała tego! Nie chciała dzieci! Chciała... Chciała tylko sprawdzić czy lubi kocur! Oh jakaż ona była głupia!
- Leśna Ła... Leśny Strumieniu...? - Spopielona Paproć, która czekała na zewnątrz, słysząc szlochanie weszła do środka. Zdziwiona, że to jej siostrzenica płacze, zatrzymała się w półkroku.
- Oh Popiołku... Będę miała dzieci... - Dymna rozpłakała się na dobre, wtulając się w futro cioci.
< Popiół? >
01 grudnia 2018
Od Leśnej Łapy CD Agrestu
Leśna zjeżyła wściekle sierść od ogona aż po sam grzbiet, sycząc wściekle. Skoczyła i zagrodziła małej drogę, burcząc wściekle. Uderzała przy tym ogonem o ziemię, wyrażając swoje niezadowolenie, które powoli przeradzało się we wściekłość.
- A to, że jest tu jakiś cholerny lis, który z łatwością mógłby cię zeżreć. Ponadto jesteś na terenie OBCEGO KLANU i gdyby nie kodeks wojownika, to już dawno byłabyś martwa gdyby jakiś kot Cię dorwał!!! - wrzasnęła na całe gardło, dysząc wściekle, dosłownie czując, jak zaraz szlag ją trafi. Kocię wyraźnie struchlało, bo położyło się na ziemi, rozpłaszczone niczym naleśnik. Dymna odeszła kawałek, zaś Jaskółczy Śpiew, jej niby babcia, którą ów babcią nie za bardzo chciała nazwać, liznęła kotkę po policzku.
- Nie sądzisz, że postąpiłaś zbyt ostro? To jeszcze kocię... - szepnęła, odwracając się w stronę przerażonej małej. Uczennica położyła uszy po sobie, wzdychając ciężko.
- Co nie zmienia faktu, że mnie wkurza - warknęła, niezadowolona z faktu, że najpewniej będzie robiła za niańkę jeśli zaciągną to maleństwo do obozu. Jaskółka popatrzyła na nią wymownie - Dobrze! Dobrze! - zawołała wracając do kociaka.
- Co chcesz? - pisnęło maleństwo, a Las wywróciła oczami z zażenowania.
- Idziemy do obozu - zarządziła i nie czekając, złapała znajdę za skórę na karku i ruszyła bez ceregieli w stronę obozu, mimo sprzeciwów, ze strony płowego malucha.
< Agrest? >
29 listopada 2018
Od Leśnej Łapy CD Agrestu
Leśna Łapa szła razem z Borsuczą Gwiazdą na polowanie, spokojnym tempem wyszli z obozu, kierując się w stronę granicy z Klanem Burzy. Dymna kotka była zdziwiona, że dziadek chce spędzić z nią trochę czasu, jednak kocur tłumaczył to faktem, iż chce odwrócić swoją oraz jej uwagę od śmierci Dymka, oraz Tęczy.
Jeśli kotka miała być szczera to... Nie tęskniła za bardzo za rodzeństwem, od dłuższego czasu czuła się tak, jakby miała przy sobie tylko i wyłącznie Ostrokrzewiowego Liścia. Więc rodzeństwo było jej zbyteczne.
- Jak idzie ci trening Leśna Łapo? - zagaił Borsuk, spoglądając ze smutnym wyrazem pyska na najmłodszą wnuczkę. Córka Różanego Pola uśmiechnęła się lekko, jednak w jej serduszku poczuła ukłucie żalu. Tak bardzo chciałaby zostać wojownikiem...
- Masz okazję udowodnić mi swoją lojalność... Odbierz życie Borsuczej Gwieździe - niski pomruk zadudnił jej w głowie.
- Dobrze dziadku, Jaskółczy Śpiew to dobra mentorka - przyznała, zgodnie z prawdą, węsząc dookoła. Spięła się, czując nieprzyjazny zapach.
- Dziadku, lis! - wykrzyknęła, kiedy ruda kita wyskoczyła zza zarośli. Dwa koty popatrzyły przerażone na napastnika, jeżąc się i życząc.
- Na drzewo! - wykrzyknął lider, popychając terminatorkę w stronę najbliższego. Las ruszyła biegiem, szybko wskakując na gałąź, najwyżej jak tylko potrafiła. Czekoladowy był tuż za nią jednak kiedy skoczył... Lis złapał go za ogon i rzucił w powietrze. Dymna kotka zakryła oczy, nie mogąc na to patrzeć...
~*~
Kiedy odgłosy ucichły, a zapach potwora zelżał, młoda zeszła na ziemię, podchodząc do ciała ojca swojej matki. Klatka piersiowa przez chwilę nawet się nie ruszała, zaraz jednak kocur wziął głęboki wdech, zrywając się na łapy.
- Straciłeś życie...
- Wiem, jednak nie mów o tym nikomu - polecił lider, po czym głową skinął w stronę obozu. Oh, czyli wracają...
Z drugiej strony, nie dziwiła się, że nie chciał teraz ryzykować kolejnym spotkaniem z bestią. Jak przypuszczała, zapewne zaraz po powrocie każe patrolom mieć na to szczególną czujność.
~*~
Kilka dni później od tego feralnego zdarzenia napięta atmosfera w obozie jakby wyparowała, a Leśna Łapa mogła nareszcie wyjść na trening wraz z mentorką. Po drodze jednak nie spodziewała się, że spotka kocię śpiące na Wielkiej Polanie. Zamrugały oczami, niedowierzając w to, co widzą.
- Hej... Mały... - Leśna szturchnęła małą kulkę, która obudziła się, prychając z niezadowoleniem.
< Agrest? >
28 listopada 2018
Od Leśnej Łapy
Ostrokrzew i Ryk zostali mianowani. Owszem, jeśli chodzi o Krzewika, to wiedziała, że jest to nieuniknione, ale... NA OSTY I CIERNIE! Ryk był w tym zawszonym klanie krótko, a już otrzymał zaszczytne miano wojownika i zadowolony miał teraz wszystkie prawa, jakie przysługiwały zwykłemu klanowiczowi.
- Głupia kupa futra - syknęła Las, kiedy dwójka kocurów wróciła z nocnej warty. Oczywiście, cieszyła się szczęściem burego przyjaciela, jednak z drugiej strony strasznie mu zazdrościła.
- Hej Lasku! - zawołał, podbiegając do niej. Oh, jak on się zmienił. Z wrednego bucowatego kociaka, zrobił się całkiem miły, jednak tylko i wyłącznie do niej. Do reszty nadal był wrednym bucem.
- Hej Krzewiku - miauknęła przyjaźnie, ocierając się o jego policzek, mrucząc przy tym cicho. Szczerze powiawszy, to po bardzo wczesnym treningu z Jaskółczym Śpiewem była potwornie zmęczona, oczy jej się kleiły i dosłownie czuła, jakby zaraz miała zasnąć na stojąco. Burego zaś rozpierała energia. Zauważył jednak stan, w jakim była jego przyjaciółka i osobiście zagonił ją do snu. Oczywiście nie pospała długo, bowiem wygnano ją na patrol, a następnie znowu na trening. Z ogromną radością wróciła wieczorem do swojego legowiska i zasnęła.
~*~*~
Szła po jakimś wyschniętym polu, w powietrzu unosiła się gęsta, potwornie śmierdziało padliną. Leśna Łapa westchnęła cicho, widząc jakiś zniszczony, najpewniej przez ogień, las. Odwróciła się do tyłu, nie widziała nic, prócz bezkresnej pustki. Ruszyła więc przed siebie, wpatrzona w łapy.
- Witaj... - niski pomruk rozległ się echem, młoda terminatorka spięła się z lekka, a kiedy we mgle dostrzegła postać jakiegoś kota, wygięła grzbiet w łuk, sycząc ostrzegawczo - Nie bój się mnie - głos był spokojny i przyjemny, jednak miał w sobie coś przerażającego.
- Czego chcesz? - bruknęła terminatorka, widząc, jak ciemna postać podchodzi bliżej, stając się lepiej widoczną. Wysoka, czarna kotka z licznymi bliznami na ciele.
- Mam coś dla ciebie, coś, czego pragniesz - zamruczała, mrużąc żółte ślepia i świdrując nimi z lekka przestraszoną członkinię klanu wilka.
- Ta? A skąd możesz wiedzieć?
- Ja wiem wszystko, skarbie - przejechała ogonem, po jej gardle, jednocześnie obchodzą kotkę dookoła - Powiedz mi... Czy nie chciałabyś zostać liderem? - zaśmiała się cicho, na co Leśną Łapę przeszedł przyjemny dreszcz
- T-tak... Ale - zaczęła, jednak szybko została uciszona.
- Chciałabyś też żyć szczęśliwie ze swoją partnerką, prawda~? Chociaż dobrze wiesz, że klan tego nigdy nie zaakceptuje... Twój własny dziadek wygna Cię. Oh... Co powie twoja matka i ojciec! - wykrzyknęła, głosem strapionym, zupełnie tak, jakby martwiła się o własne kocię. Leśna Łapa patrzyła się w swoje pazury, które na zmianę chowała i pokazywała - Tylko bycie liderem da ci możliwość zniesienia tego chorego prawa - liznęła ją po karku oraz za uchem, tym samym wywołując mruczenie u młodszej kotki.
- Czyli... Mówisz, że pomożesz zostać mi liderką? Że dzięki tobie będę mogła zabrać Chryzantemę do domu? - szepnęła niedowierzając w słowa, które do niej wypowiadano - Zgoda. Zgadzam się! Zrobię wszystko - wykrzyknęła hardo - Tylko powiedz mi... Jak się zwiesz?
- Jestem Czysta Gwiazda, a to początek twojego nowego życia Leśna Gwiazdo - zaśmiała się gardłowo, odchodząc kilka kroków od dymnej uczennicy.
27 listopada 2018
Od Leśnej Łapy
Nie... To nie mogła być prawda... Zapłakany głos Różanego Pola dotarł do niej jakby z opóźnieniem. Hej, przecież to był żart! Prawda...? Kociczka zadrżała, z całych sił zaciskając szczęki. Czuła się okropnie, Ostrokrzew podszedł do niej, liżąc uspokajająco za uchem.
- Tak mi przykro... - usłyszała czyjś głos. Dymna podniosła głowę i zwróciła się w kierunku mówcy. Oczy zwężyły się w szparki, kotka wysunęła pazury i nastroszyła sierść.
- Zamknij się! Po prostu się zamknij! Te przeprosiny to możesz sobie pod ogon wsadzić! Był twoim terminatorem! Twoim obowiązkiem było go pilnować! - syknęła wściekła, nawet nie patrząc na przypalone ciało brata.
Czarę goryczy przelała jednak kolejna tragiczna wiadomość tego dnia. Odszedł kolejny członek rodziny.
- Borsucza Gwiazdo! - Szepczący Wiatr wpadła niczym burza do obozu, a za nią dwa koty, które... niosły ciało Tęczowej Łapy. Błotnisty Pysk podszedł do swojej partnerki, kładąc jej łeb na głowie i starając się jakoś ją uspokoić. Ta jednak wyrwała się z jego objęć i pobiegła w stronę ciał swoich dzieci.
Las westchnęła cicho. Owszem, odczuła utratę bliskich jej kotów, które nota bene były jej rodzeństwem, jednak... Miała wrażenie, że gdyby to Krzewik odszedł, przeżyłaby to o wiele bardziej... Przyszła wojowniczka po prostu odwróciła się i wróciła do leża uczniów, musiała po prostu pobyć sama.
~*~*~
Obudziła się tak, jak zwykle - wtulona w Ostrokrzewa. Wstała, przyciągnęła się i ruszyła na trening. Nie rozpaczała po utracie rodzeństwa, nawet idąc obok mentorki zachowała zimną krew, nie poruszając nawet tego tematu. Zupełnie inaczej zareagowało na to jej starsze rodzeństwo - Borsuczy Kieł i Nocny Kwiat. Podobnie jak matka i ojciec załamali się.
A Las?
Ona zupełnie to zignorowała, jakby była zrobiona z kamienia.
- Szykuj się! - zawołała Jaskółczy Śpiew, po czym ruszyła na kotkę, która szybko przyjęła pozycje do walki.
Rozpoczęły trening.