BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kremówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kremówka. Pokaż wszystkie posty

25 listopada 2023

Od Kremówki

 Przyjemny, delikatny wiatr tańczył między źdźbłami zielonej trawy, tworząc przy tym charakterystyczną dla tej pory roku melodię. Błękit nieba poprzecinany był postrzępionymi chmurami, lecz ich barwa nie wskazywała na żadne opady w najbliższej przyszłości. Gorące powietrze, które wypełniało domostwo dwunożnych, skutecznie przegoniło młode koty na zewnątrz, gdzie schroniły się w cieniu rzucanym przez wysokie drzewa. Ot, trwał najzwyklejszy letni dzień, dla większości oznaczający kolejny beztroski wschód przepełniony lenistwem i odpoczynkiem.
Kremówka miała jednak inne zamiary.
Płowa koteczka schyliła łebek ku szerokiej kałuży, nad którą przesiadywała wraz z rodzeństwem. Duszek z Miedzią odgrywali jakieś dzikie sceny walki (bo prawdziwymi atakami by tego nie nazwała), Hesio zasnął zwinięty w kłębek obok rozrośniętych korzeni, a szylkretce pozostało towarzystwo siostry - nie, żeby narzekała. Lilia przyszła do nich w odwiedziny i kotka była przeszczęśliwa, bo naprawdę się za nią stęskniła.
Niestety, na samą myśl o “tęsknocie”, zielonooka widocznie spochmurniała. Gdzie podziewał się jej ukochany, łaciaty braciszek? Nie miała pojęcia, co się z nim stało. Pewnego dnia, po treningu z Kamienną Sektą, w domu powitał ją zapłakany pysk mamusi, a Kos nie zostawił po sobie żadnego śladu. Jedyną rzeczą, jaka przypominała córce Batona o kocurze, była czarno-biała krówka, o którą kiedyś się pokłócili.
— Kremówko! — Lilia trzepnęła zielonooką w prawe ucho, domagając się uwagi. — I co sądzisz o moim pomyśle? Co powinnam wybrać?
Płowa spojrzała na nią pustym wzrokiem, nieudolnie próbując przywołać w pamięci słowa siostry. Na jej mordce pojawił się skruszony wyraz, gdy powoli wyprostowała długie łapki.
— Przepraszam Lilusiu, ale muszę już iść na trening — mruknęła w odpowiedzi, a nietypowo znudzony ton jej głosu zdziwił grubiutką pieszczoszkę na tyle, że nie kontynuowała rozmowy.
Kremówka miała bowiem plan.
Sprytny plan.
Szylkretowa skocznym krokiem udała się w stronę szopy, w której schronienie znalazła Kamienna Sekta i miłym uśmiechem przywitała mijające ją koty. Odnalezienie kremowego samotnika zajęło jej co prawda trochę dłużej niż zazwyczaj - być może, ale tylko być może, wpływ na to miała jej chwilowa fascynacja kolorowym kamyczkiem - ale hej, ważne, że w końcu do niego dotarła.
— Śmieciuszku! Twoja ukochana uczennica przybyła — miauknęła radośnie latorośl Cynamonki, szczerząc do starszego białe kiełki.
— Ile razy mam ci powtarzać, że mam na imię Śmieć, a nie “Śmieciuszek”? — westchnął kremowy, lecz delikatnie pacnął kotkę w bok w geście powitania. — Widzę, że jak zwykle dopisuje ci dobry humor. Co dokładnie cię tu sprowadza?
— No jak to co? Ćwiczenia bojowe, ataki wojenne, mordercze strategie… Cała gama ofensywnych działań! — zachichotała, przybierając krzywą pozycję łowiecką, która doświadczonemu kotu przypomniałaby raczej marną imitację żaby. Po chwili jednak spoważniała i z zacięta miną kontynuowała.
— Śmieciuszku, nie ma czasu do stracenia. Muszę jak najszybciej zdobyć wszystkie potrzebne umiejętności, bo czeka mnie niezwykła podróż. Ktoś musi uratować Kosa!

[438 słów]

[Przyznano 9%]


28 października 2023

Od Kremówki CD. Kosa

 Kremówce za bardzo zależało na puchatej krówce, by tak łatwo oddała ją bratu. Może i nie było to do końca sprawiedliwe zagranie z jej strony, ale czy koteczka w ogóle wiedziała co znaczy ,,sprawiedliwość”? W swojej głowie wykształciła własny system moralności, według którego jej poczynania były jak najbardziej dopuszczalne.
— Wybacz Kosie. Mamy mały problem. Łaciatka nie chce z tobą iść, chce dołączyć do mojej rady. Sama mi to przed chwilą powiedziała. Więc zebranie uważam za zakończone — powiedziała z typowym dla siebie rozbrajającym uśmieszkiem, obejmując pluszaka ogonem.
— Żartujesz sobie?! — krzyknął zdenerwowany na kociaka i wysunął swoje małe pazury. — Jak to ci powiedziała?! I co to za imię! To nie jest żadna Łaciatka!
— Jak to nie? — zapytała zdziwiona płowa, delikatnie przechylając łebek w prawą stronę. — Przecież sama tak mi powiedziała!
Kremówka zmierzyła brata karcącym wzrokiem, cmokając przy tym z niezadowoleniem.
— Och, Kosie… Jak ty chcesz się nią zajmować skoro nawet nie wiesz jak się nazywa? W tych okolicznościach tym bardziej nie mogę jej z tobą puścić. Łaciatka zostaje oficjalnym członkiem Rady Pogromców Chaosu, sprawę uznaję za zakończo…
Nim kotka dokończyła swoje zdanie, czarno-białe futro mignęło jej przed oczami i z impetem poleciała w bok, twardo uderzając bokiem w oparcie kanapy. Zmarszczyła różowy nosek i z groźnym warknięciem również skoczyła na brata, złośliwie gryząc go w tylne łapy. Choć przez chwilę poczuła faktyczny gniew, to uczucie - jak większość u szylkretki - okazało się bardzo przelotne i po kilku uderzeniach serca Kremówka znowu zaniosła się śmiechem, jednocześnie próbując zrzucić z siebie zirytowanego kocura.
— Kremówko, to nie są żadne żarty! — fuknął Kos, odrywając się od siostry. Jego zjeżone futro i wysunięte pazurki może i dodawały mu grozy, ale zieloonoka jedynie wlepiła w niego puste spojrzenie. Już zapomniała o co im poszło!
— Ależ braciszku, ja wcale nie żartowałam — odpowiedziała w końcu, zbierając się z podłogi i podchodząc bliżej. — To nie była tylko moja decyzja. Gdyby to zależało ode mnie, ze szczerego, siostrzanego serca naprawdę oddałabym ci Łaciatkę, ale Rada zagłosowała inaczej. Ale wiesz co? — dodała, muskając jego bok ogonem w wyrazie udobruchania. — Myślę, że i dla ciebie znalazłoby się jakieś fajne stanowisko w Radzie… Hmm, pomyślmy.
— Kremówko, ty chyba naprawdę straciłaś resztki rozumu. Przecież ja nigdy nie wstąpię do tej Ra…
— Aha! Już wiem. Możesz zostać Naczelnym Strażnikiem Rady, co ty na to? Dzięki temu będziesz mógł aktywnie ćwiczyć swoje umiejętności walki - które, nawiasem mówiąc, całkiem poprawiły się od ostatniego razu - i będziesz blisko Łaciatki. Tak, tak, jestem taka genialna! — pisnęła radośnie, podskakując wokół Kosa z wysoko uniesionym ogonem.

<Bracie?>

25 września 2023

Od Kremówki CD. Duszka

 Kremówka z cichym piskiem została przyszpilona do kanapy, a biała łapa skutecznie uniemożliwiła jej ucieczkę.
— Powinienem ci teraz oddać wielkim kuksańcem w pysk — rzekł donośnym głosem Duszek, strzepując ze zdenerwowania ogonem w bok. Brat posłał jej ostrzegające spojrzenie, chcąc przekazać, że wcale nie żartuje.
— Możesz próbować, braciszku — zachichotała zawadiacko, niespodziewanie wykonując serię dziwnych ruchów. Może i nie udało jej się całkowicie zrzucić z siebie burego, ale z pewnością kocur stracił równowagę, chwiejąc się na łapkach.
— Kremówko! — krzyknął Duszek, ponownie warcząc jej do prosto do ucha. — Naprawdę nie chcę tego robić, ale jeśli zaraz nie przestaniesz…
— Trele-morele, tak straszyć to sobie możesz Kosa. On też lubi mi tak grozić — przewróciła zielonymi ślepiami, posyłając bratu sympatyczny uśmiech. Ocenianie sytuacji z pewnością nie należało do mocnych stron płowej - dla niej życie w większości było świetną zabawą! No, może czasami miewała gorsze momenty i musiała sobie trochę popłakać, ale to chyba było normalne. Tak przynajmniej powtarzała jej mamusia.
Duszek nie wyglądał na zadowolonego z odpowiedzi siostry. Zmrużył oczy w morderczym wyrazie i rzucił się na kotkę, przetaczając się z nią po miękkim pokryciu kanapy. Kremówka nie pozostawała mu dłużna i również starała się oddać ciosy, co jakiś czas niezdarnie pacając go po uszach i uznając to za swoje osobiste, małe zwycięstwa. Choć dla kociaków była to istna bitwa o śmierć i życie, po chwili ich amatorskiej szarpaniny Cynamonka zdecydowała się interweniować. Kocica chwyciła syna za kark, po czym zmierzyła pociechy surowym spojrzeniem i machnęła ogonem.
— Co to ma znaczyć? Macie się natychmiast przeprosić. Ja rozumiem, że macie sporo energii i nie może usiedzieć na miejscu, ale zaraz komuś stanie się poważna krzywda — skarciła ich, unosząc brwi w wyrazie oczekiwania na słowo ,,przepraszam”.
Choć Kremówka postrzegana była jako słodka i niewinna, w głębi duszy tkwił w niej pierwiastek czystej złośliwości. Nie zamierzała słuchać mamy; zbyt wiele przyjemności dawało jej obserwowanie, jak w jej bracie narasta irytacja całą tą sytuacją. Gdy Duszek na nią spojrzał, z premedytacją wystawiła w jego stronę język i zachichotała.

<Braciszku?>

Od Kremówki do Jaśmin

 Kremówka leżała na puchatym legowisku w rogu pokoju, co chwilę wzdychając z powodu wszechogarniającej ją nudy i braku chętnych do wspólnej zabawy. Jej rodzeństwo potulnie chrapało u boku Cynamonki - nawet Miedź leżała spokojnie jak kamień! Płowa z niezadowoleniem oparła pyszczek o łapy, w myślach przeklinając się za to, że dzisiaj wyjątkowo wcześnie ucięła sobie drzemkę. Teraz nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić.
Po chwili zdecydowała jednak, że nie widzi sensu w bezczynnym siedzeniu na legowisku i z łapami przepełnionymi energią wstała, kierując się w stronę swojej tajnej bazy znajdującej się w rogu pokoju, za długą zasłoną w zielonym kolorze.
— Rado Pogromców Chaosu, potrzebuję waszej pomocy — westchnęła płowa, mierząc smutnym wzrokiem ułożone w kręgu zabawki i inne przedmioty dwunożnych, które ukradła swoim właścicielom. — Nikt nie chce się ze mną bawić, a mnie się tak nuuudziiii… — ciągnęła, teatralnie wymachując przy tym prawą łapką w celu podkreślenia wagi swoich słów.
— Co mówisz, Piórkolindo? — zapytała, spoglądając na barwne, sztuczne piórko, które kiedyś oderwała od zabawki-wędki. —  Mam wymknąć się na zewnątrz? No nie wiem, mama może być na mnie zła, teoretycznie nie powinnam tego robić… — mruknęła niepewnie, choć bacznie postawione uszy świadczyły o żywym zainteresowaniu propozycją wymyślonej przyjaciółki. — Ach, w celach naukowo-odkrywczych, powiadasz? Tak w zasadzie to masz rację, Rada Pogromców Chaosu musi na bieżąco kontrolować sytuację podwórkową… — kiwnęła potakująco łebkiem, przybierając zamyśloną minę filozofa. — W takim razie moja ekspedycja została przegłosowana. Dobro całego świata zależy od mojego wyjścia na zewnątrz!
Z tymi radosnymi, podekscytowanymi słowami Kremówka skierowała się w stronę drzwi tarasowych, których jej właściciele zapomnieli do końca zamknąć. Pospiesznie spojrzała w kierunku mamy i rodzeństwa, lecz zauważając, że wszyscy pogrążeni są w głębokim śnie, już dłużej nie zwlekała i z uśmiechem wybiegła na zieloną trawę.
— Od czego by tu zacząć… — zastanowiła się na głos, uważnie rozglądając się wokół siebie w poszukiwaniu czegoś nietypowego i zaskakującego. Na jej szczęście już po chwili jej uwagę przykuły drobne, białe kwiatuszki znajdujące się pod płotem. Podążając ich tropem Kremówka zerknęła w górę, a gdy jej oczom ukazała się nieznajoma kotka, płowa lekko odskoczyła do tyłu.
— Kim Pani jest?! — krzyknęła, mrużąc oczy. Inny kot pewnie od razu zwróciłby uwagę na pokryte paskudnymi bliznami ciało samotniczki, lecz umysł Kremówki funkcjonował zupełnie inaczej; pierwszym, co rzuciło się w oczy małej pieszczoszki, były jasne kwiaty wplecione w liliowe futro. Córka Olivera momentalnie połączyła fakty. — O jejku, to Pani spadły te ładne kwiatuszki? Proszę mi wybaczyć to chwilowe zdenerwowanie, po prostu się Pani tutaj nie spodziewałam. A skąd Pani w ogóle przyszła? I czemu ma Pani te kwiatki? O, czy ja też bym takie mogła? Proszę, proszę, proszę! Tak pięknie wyglądają — wypaplała na jednym tchu, zalewając zdezorientowaną kocicę falą pytań i wlepiając w nią błagalne zielone ślepia.

<Jaśmin?>

24 września 2023

Od Kremówki do Jafara

 Jesień nie była ulubioną porą roku Kremówki z wielu powodów. Jednym z nich był fakt, że przez liczne, obfite ulewy i szalejący wiatr jej rodzeństwo nie mogło wychodzić na podwórko tak często, jak tylko im się podobało i musieli tkwić za szklaną szybą. Choć płowej bardzo to przeszkadzało, gdy tylko przypominała sobie o biednych samotnikach nieposiadających ciepłego kąta u dwunożnych, całe jej niezadowolenie zamieniało się we współczucie. Jak im musiało być zimno i niemiło! Gdyby tylko mogła, zabrałaby ich wszystkich do domu, lecz obawiała się reakcji właścicieli, którzy już przy sześciu kociętach ledwo co dawali radę.
Właśnie, o wilkach mowa. Niespodziewanie dwunożna zbliżyła się do szylkretki, trzymając w dłoniach dziwną rzecz w kolorze pomarańczowym. Koteczka lekko uniosła brwi w zdziwieniu, ale już po chwili zapomniała o swoim zaskoczeniu, łasząc się o nogi kobiety i donośnie przy tym mrucząc. Jak ona kochała tych swoich dziwaków! Córka Cynamonki nawet nie zwracała uwagi na to, co jej właścicielka wyprawia, uznając to część nowej zabawy. Dopiero gdy ta odeszła, podziwiając swoje dzieło, kotka spojrzała na własne łapy.
O rany. Dwunożni znowu użyli tych swoich czarów.
Przemienili ją w dynię!
Jej piękne, jasne futro zostało schowane pod warstwą przyjemnego w dotyku materiału w kształcie wyżej wymienionej rośliny, a w dodatku na jej głowie pojawiła dziwna, zielona czapeczka z wystającymi liśćmi. Płowa początkowo próbowała strząsnąć z siebie przebranie, lecz jej próby zakończyły się porażką. Czy to przez to, że strąciła ostatnio ulubioną miskę dwunożnych z blatu? Przecież to był głupiutki żarcik! Nie musieli od razu rzucać na nią zaklęć! Czuła, jak łzy zaczynają napływać do jej oczu, ale ze smutku wyrwał ją głos mamy.
— Kremówko, spokojnie — powiedziała uspokajająco Cynamonka, podchodząc bliżej. Delikatnie owinęła córkę ogonem. — Dwunożni czasami zakładają nam takie kostiumy ze względu na ich własne święta, ale nie martw się, za niedługo ci to ściągną. Póki co możesz pochwalić się nowym strojem innym kotom. Przestało padać — kocica uśmiechnęła się, wskazując ogonem na otwarte drzwi wychodzące na podwórko.
Szylkretka momentalnie się rozpromieniła. Całe szczęście, że się myliła i to tylko jedna z nietypowych tradycji jej właścicieli. Koteczka pospiesznie przytuliła mamę w geście podziękowania, po czym wybiegła na zewnątrz, szukając czegoś - albo raczej kogoś - do wspólnej zabawy.
Los chciał, że po chwili na płocie ukazała się sylwetka czarnego kocura, który już nie raz odwiedzał tu Cynamonkę, lecz Kremówka jeszcze nie miała okazji do rozmowy z nim. Niewiele myśląc (bo nigdy nie poświęcała tej czynności zbyt dużo czasu) na krótkich łapkach podreptała w stronę nieznajomego, już z dala szczerząc do niego kiełki.
— O rajuśku! — krzyknęła z zachwytem, zauważając czerwone ubranko kocura. — Czyli nie tylko ja dzisiaj zostałam zaczarowana. Bardzo ładnie Pan wygląda… Jak taki świeżutki pomidorek! O, albo truskaweczka! 

<Panie Jafarze?>

19 września 2023

Od Kremówki CD. Kosa

 Powiedzieć, że Kremówka czuła się jak królowa, to powiedzieć zdecydowanie za mało. Kotka czuła się niczym władczyni całego wszechświata, posiadając w swoich łapach potęgę wszystkich pluszowych krówek (no, właściwie to jednej, ale to naprawdę nieistotny szczegół), której pragnął jej brat. W końcu udało jej się zachęcić go do zabawy ze sobą! Jeśli myślał, że tak łatwo się podda, był w wielkim błędzie.
— No nie wiem Kosie, aż tak bardzo zależy ci na tym? — zapytała, specjalnie przeciągając ostatnie słowo. Uniosła rude brwi do góry, posyłając mu pełne pewności siebie spojrzenie.
Łaciaty ochoczo przytaknął łebkiem, wlepiając w nią pełne oczekiwana oczy.
— Muszę przedyskutować tę kwestię się ze swoją radą — odparła teatralnym głosem, wstając na równe łapy i chwytając krówkę w pyszczek. Z racji, że sama była małym szczylem, pluszak - choć stosunkowo niewielkich rozmiarów - sprawiał, że szła bardzo koślawym krokiem.
— Z jaką radą? — Zdziwił się czarno-biały, podążając za siostrą w stronę okna. Wyraz zaskoczenia na jego pyszczku pogłębił się jeszcze bardziej, gdy płowa wskoczyła za zieloną zasłonę w kącie pokoju, a jego oczom ukazały się zabawki ustawione w specyficzny krąg.
— Eee… — Kotka lekko się zmieszała, desperacko rozglądając się po pomieszczeniu. Wiedziała, że o czymś zapomniała - nie wymyśliła im nazwy! Jak niby miała ratować świat, gdy jej doradcy nawet nie posiadali wzbudzającego podziw określenia? Po chwili doznała jednak olśnienia i spojrzała na Kosa z uśmiechem. — Z Radą Pogromców Chaosu, oczywiście!
Jej brat nie wyglądał na przekonanego, dlatego szylkretka postanowiła wtajemniczyć go w swoje super sekretne plany.
— To jest Pan Pantofel — miauknęła, wskazując na leżącego w nieładzie brązowego buta. — Pamiętaj tylko, by zwracać się do niego per pan! Jest dosyć nadwrażliwy. Obok niego siedzi Piórkolinda, patrz tylko jakie ma piękne kolorowe futerko — kontynuowała z zadowoleniem, pokazując mu barwne pióro oderwane od typowej zabawki wędki. — Tam z prawej stoi Bąbel. Cześć, Bąblu! — tortie uśmiechnęła się do pluszaka w kształcie realistycznej ryby. — Bąbel jest naprawdę fajny. To mój najlepszy przyjaciel — dodała ciszej, nachylając się do brata. — Tylko nie mów innym, bo mogą poczuć się urażeni. Przedstawiłabym ci jeszcze Jajko, ale no, ostatnio dawno jej nie widziałam… Może ratowanie świata okazało się dla niej zbyt dużym wyzwaniem…
Zanim Kos zdążył zarejestrować te wszystkie nowe informacje, szylkretowa głośno odchrząknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę doradców.
— Szanowna Rado Pogromców Chaosu, los ponownie rzucił nam pod łapy niełatwą sprawę. Ja, Kremówka, Najwyższa Przewodnicząca Rady, zwołuję głosowanie w sprawie pluszowej krówki, której pragnie brat Najwyższej Przewodniczącej Rady o wdzięcznym imieniu Kos. Bracie Najwyższej Przewodniczącej Rady, bardzo proszę o przedstawienie nam argumentów przemawiających za twoją sprawą — miauknęła donośnym głosem, siadając pośrodku okręgu i uważnie patrząc na brata. Widząc jego zmieszanie, zachęcająco dodała. — Nie bój się, Rada po prostu wymaga takich formalności. Pan Pantofel ma tym punkcie obsesję - jak nie wypowiem tej formułki to wpada w szał i nie mogę go potem znaleźć! — przewróciła oczami. — No, ale tak jak już mówiłam, musisz nas po prostu przekonać. Inaczej Króweczka zasili szeregi moich doradców! 

<Bracie Najwyższej Przewodniczącej Rady o wdzięcznym imieniu Kos?>

Od Kremówki CD. Miedzi

 Jesienny deszcz głośno uderzał o szyby, wichura uginała słabe drzewa, lecz domowe zacisze dwunożnych gwarantowało Kremówce milutkie ciepło i bezpieczeństwo. Och, jak ona współczuła tym wszystkim samotnikom! Gdyby to ona musiała spędzać czas w tej ulewie to chyba by… Właściwie koteczka sama nie wiedziała, jak dokończyć to zdanie, ale z pewnością nie byłaby zadowolona. Odganiając od siebie ponure myśli, leniwie przeciągnęła się na wygodnej kanapie, którą dzisiaj obrała za główny cel swojego zainteresowania. Sen już zaczynał ciążyć jej na powiekach, gdy niespodziewanie dobiegł ją głos Miedzi.
— Hej, Kremówko! Chcesz ze mną zbadać, co jest w szafce w kuchni? — spytała jej siostra, patrząc na nią z lśniącymi oczami.
Płowa posłała jej w odpowiedzi zawadiacki uśmieszek.
— Jeszcze pytasz? Jasne, że tak! — miauknęła ochoczo, ślamazarnie zeskakując z kanapy i delikatnie upadając przy tym na pyszczek. Szybko jednak poprawiła swoją pozycję i podreptała ze szylkretką w stronę kuchni, która była jednym z jej ulubionych pomieszczeń w całym domu. To właśnie tam działy się cuda! No bo jak inaczej miała nazwać to, skąd jej właściciele brali wszystkie smaczki i jedzenie? Nie było na to logicznego wytłumaczenia, to po prostu była magia. W końcu wszyscy dwunożni potrafili czarować, no nie?
— Mamy jakiś konkretny plan? — zapytała po chwili Kremówka, przechylając głowę w bok w wyrazie zamyślenia. Lekko zmrużyła zielone oczęta, gdy cynamonowa zaczęła przypatrywać się czemuś, co zwykle pozostawało ukryte za drewnianymi drzwiczkami. Mimo pewnego uczucia strachu, ciekawość zwyciężyła i płowa dołączyła do tortie w jej inspekcji.
— Rajuśku! Co to jest? — Kotka wydała z siebie zaskoczony odgłos. Tuż przed nią jakieś bliżej niezidentyfikowane obiekty unosiły się w wypełnionych wodą słojach. Naparła na bok siostry, chcąc bliżej przyjrzeć się tym dziwactwom.
— Myślałam, że pomożesz mi to ustalić — odparła Miedź, przesuwając łapą po szklanej powierzchni. Obie koteczki z uwagą obserwowały, jak nietypowa zawartość podskakuje w naczyniu, gdy słój zaczął przesuwać się w prawą stronę.
— Ale śmieszne — zaśmiała się Kremówka, a cynamonowa zachichotała pod nosem. — Ciekawe, do czego to służy. Może to jakieś tajemnicze smakołyki?
— Nie sądzę — odpowiedziała jej nieprzekonana tortie, przysuwając się tak blisko, że stykała się nosem ze słoikiem. — Nie pachnie jak smaczki.
— A co, jeśli to żyje? Może to jakieś…zaczarowane koty?! — krzyknęła Kremówka, nagle odsuwając się od szafki. Czuła, jak w jej łapach zaczyna buzować energia. Jeśli jej dwunożni rzucili klątwę na nieszczęsne koty, to bez dwóch zdań musiały im pomóc! — Szybko, Miedź, nie mamy czasu do stracenia. Trzeba uwolnić biedaczyska ze szklanego więzienia! 

<Siooostro?>

18 września 2023

Od Kremówki CD. Kosa

 Kremówka tarzała się ze śmiechu na miękkiej podłodze, gdy niewielkie ząbki jej braciszka zacisnęły się jej na nodze. Rety, ale Kos był zabawniutki! Może i trochę dziwny, bo nie za bardzo chciał się bawić z nią i rodzeństwem, ale na swój sposób kochaniutki.
— Kosie, co ty wyrabiasz? — zaniepokoiła się Cynamonka, w momencie, gdy łaciaty gryzł lekko tylną łapę swojej siostry, która chichrała się pod różowym noskiem.
— Mamusia! — ucieszyła się szylkretka, gramoląc się niczym robak na plecach do łap rodzicielki. Posłała jej szczerbaty uśmieszek. — Kos się tylko ze mną bawi!
— To nie była tylko zabawa! — prychnął pod nosem łaciaty, unosząc w wyrazie obrazy pyszczek do góry. — Trenuję na prawdziwego, odważnego samotnika!
— Trele-morele, głuptasie! Przerażający to ty wcale nie jesteś — roześmiała się płowa, przenosząc wzrok na brata. — Nawet muchy się ciebie nie boją! Poza tym, muchy są superaśne. Takie fajne i bzyczące. O, już wiem!
Tortie uniosła się na kluskowatych łapach, prawie tracąc przy tym równowagę i rzuciła mu pewne siebie spojrzenie.
— Pobawimy się w muchy! Bzz, bzz, uciekaj! — krzyknęła, z wielkim uśmiechem na pyszczku rzucając się w zdezorientowanego czarno-białego, którego znowu powaliła swoim kocięcym ciałkiem.
— Dobrze, może już wystarczy — westchnęła Cynamonka, delikatnie chwytając za kark swoją córkę i odstawiając ją na bok. Zauważając jej nieco tępe i maślane spojrzenie, przez chwilę zastanawiała się, co z niej wyrośnie, ale niezadowolone fuknięcie Kosa otrząsnęło ją z zamyślenia. — A co wy na to, by na razie zostawić zabawy związane z walką? Ostatnio dwunożni kupili nam wiele nowych zabawek. Na pewno znajdziecie coś dla siebie.
Kremówce nie trzeba było dwa razy powtarzać. No, może często nie potrafiła się skoncentrować na słowach rozmówcy i wtedy faktycznie zachodziła taka potrzeba, ale w kwestii frajdy była niezwykle bystra i zdeterminowana.
— Ooo, tak, tak, tak! Jesteś super, mamusiu! — zachwyciła się płowa, po czym poleciała w stronę kolorowego kosza wypełnionego masą śmiesznych gadżetów.
Uważnie przyjrzała się każdej zabawce po kolei - w końcu to była naprawdę poważna decyzja! Jeśli wybrałaby złego pluszaka, całe jej życie mogło przerodzić się w pasmo niepowodzeń, a tego przecież nie chciała.
— O ja cię! Kos, patrz, patrz! — podekscytowała się, gdy z pudła wyciągnęła niewielkich rozmiarów pluszankę w kształcie krowy. Jej milutkie futerko sprawiło, że zielonooka zamruczała z przyjemności. — Ale jaja, wygląda zupełnie jak ty!

<Braciszku?>