BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wężynowy Splot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wężynowy Splot. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2026

Od Wężynowego Splotu do Rogatego Flaminga

Przez ostatnie parę księżyców, dni Wężynowego Splotu wyglądały bardzo podobnie. Kocica budziła się po wschodzie słońca i zaczynała swoją pielęgnację, po której spotykała się z innymi wojowniczkami w obozie na plotki. Ten konkretny dzień różnił się od wszystkich pozostałych tym, że Juniorka w obozie siedziała całkowicie sama. Nie przepadała ona za samotnością. Od jakiegoś czasu, będąc bez żadnego towarzysza obok, do głowy wpadały jej depresyjne myśli nie do zagłuszenia, perfekcyjnie wręcz rujnując wojowniczce cały dzień. Tęskniła za czasami, kiedy jeszcze tak łatwo było wybronić się jej z jakichkolwiek zarzutów, teraz jednak coraz częściej dostrzegała swoje wady i docierało do niej, to jak słaba była w rzeczywistości. Aktualnie szczególnie ważne było dla niej udowodnienie, że jednak tak jak zawsze sądziła, była najlepsza i idealna, co wcale, tak łatwo nie przychodziło. Dalej była dobrą aktorką i potrafiła przed innymi udawać silną i pewną siebie, chociaż w środku była załamana. To wszystko zaczęło się z utratą brata, a potem następnego, wciąż jednak miała przy sobie Rosiczkową Kroplę i… Niestety Żmijowcową Wić. Utrata siostry najpewniej by ją dobiła… Juniorka energicznie potrząsnęła głową, nie chcąc o tym myśleć, oby tylko nic nie wykrakała. Jeśli jednak to Żmijowiec by odszedł, cóż, to z pewnością podbudowałoby zielonooką. Nagle jednak przypomniała sobie o czymś kluczowym, w końcu miała jeszcze jednego brata, a w zasadzie pół-brata. Jej zielone spojrzenie szybko obiegło obóz w poszukiwaniu młodego wojownika, gdy w końcu dostrzegła go siedzącego w słońcu niedaleko źródełka. Mowa oczywiście o Rogatym Flamingu – żałosnej próbie Wężynowego Kła wdarcia się do rodziny królewskiej. Na samą myśl o tym Wężynka prychnęła ze śmiechu. Rozumiała matkę, lecz sądziła, że dało się to zrobić w o wiele lepszy sposób, niżeli zachodząc w ciążę z zastępcą!
Wężynowego Splotu do tej pory z Flamingiem łączyła jedynie ta sama matka i prawdopodobnie te same wartości wpojone do łbów. Nigdy nie czuła potrzeby integracji z kocurem, obawiała się, że mógł wyrosnąć na drugiego Żmijowca (co nie było komplementem) i już od momentu jego narodzin widziała w nim konkurencję. Miał dużo lepszy start niż Juniorka, sam fakt, że na czole kocurka była ta brudna plama rodu! Ona, w przeciwieństwie do księcia, musiała zapracować na swoją pozycję i zaufanie członków klanu. Nie dostała tego razem z opuszczeniem brzucha matki. Wężynka przymrużyła oczy, intensywniej wpatrując się w drugiego kota, a w głowie analizowała całą jego postać. Rogaty Flaming szybko stał się faworytem matki przez ten właśnie krwisto czerwony znak na czole, co potwornie frustrowało Juniorkę, bo przecież to ona do tej pory była oczkiem w głowie Wężynowego Kła. W każdej kłótni z rodzeństwem rodzicielka obierała jej stronę i to zawsze jej prawiła najpiękniejsze komplementy. Dlaczego przestała patrzeć na swoją ukochaną pierworodną z tym samym błyskiem dumy w oku co kiedyś? Teraz wolała spoglądać w stronę najmłodszego syna… Ugh! To nie powinno tak wyglądać! Przecież logiczne, że Rogaty Flaming nie dorastał Juniorce do pięt! Źrenice szylkretki zwęziły się, pokazując, jak powoli ogarniała ją furia. Z trudem przełknęła ślinę, zatapiając się w nowych zarzutach w stronę pointa, które pojawiały się w jej głowie. On nigdy nie wybawił żadnego kota z okrutnej paszczy śmierci, nie przeżył też wielkiej powodzi ani w zasadzie w żadnym stopniu nie pomógł swojemu klanowi! Był równie bezużyteczny, co obślizgły robal wyjęty z gleby! To tak niesprawiedliwe! Złość wojowniczki przekroczyła wszelkie granice, a ona sama czuła się całkowicie bezradna, bo co mogła uczynić? Jak miała wrócić na pierwsze miejsce w rankingu Wężyny, skoro Flaming miał być spełnieniem marzeń kocicy o wstąpieniu w szeregi najbardziej wpływowych kotów w Klanie Nocy? Panika zaczęła ściskać serce Juniorki, które gwałtownie przyspieszyło z momentem zrozumienia, że straciła to, co było dla niej w życiu najcenniejsze, czyli miłość matki. Zdawała sobie sprawę z konkurencji w postaci Żmijowca, lecz miała nadzieję, że była w stanie go przebić, jednak teraz, gdy na jej drodze stanął kolejny silny rywal, czuła, że nie miała najmniejszych szans na powrót do łask Wężynowego Kła. Musiała się uspokoić, w tym celu wojowniczka zamknęła oczy, odpuszczając chwilowo temat Rogatego Flaminga i skupiła się na wyrównaniu swojego oddechu. Z każdym uderzeniem serca Juniorce coraz łatwiej było złapać tlen, ale jej nastrój ani trochę się nie poprawił. Nie mogła z tym zwyciężyć w ten sposób, potrzebowała się na kimś wyżyć i doskonale wiedziała już kogo obrać na swoją ofiarę. Wycelowała swe ślepia prosto w spokrewnionego księcia, podnosząc się jednocześnie z miejsca. Serce biło kotce jak szalone, uszy miała położone, a ogon drżał nerwowo. Pozornie pewnym krokiem z wysoko uniesioną brodą ruszyła w stronę kocura, układając w głowie plan działania. Z każdym postawieniem poduszki, dystans między kotami zmniejszał się razem z pewnością Wężynowego Splotu. Obawiała się przegranej kłótni, ale teraz było już za późno. Do tej pory kocur zapatrzony był w jakiś odległy punkt, jednak gdy starsza przyrodnia siostra stanęła przed nim łaskawie, zwrócił na nią uwagę, posyłając pytające spojrzenie.
— Mógłbyś sunąć zad? — zapytała spokojnie Wężynka, intensywnie wpatrując się w kota, chcąc tym samym wywrzeć na nim presję.

<Rogaty Flamingu?>

Od Wężynowego Splotu CD. Fiołka

Wężynka spokojnie odpoczywała w towarzystwie Śnieżnej Mordki w obozie na wyspie. Kotki rozmawiały akurat o swoim ulubionym jedzeniu. Juniorka dumnie oznajmiła, że najchętniej z dziupli na zwierzynę wybierała ryby, a dokładniej mówiąc, okonie. Rozmowa szybko przekształciła się w ocenianie posiłków innych kotów, wojowniczki skrzywiły się na widok malutkiej uklejki, którą właśnie konsumował Kijankowe Moczary. Przyglądały się kolejnym kotom, a z ich pysków nie schodził uśmiech, jednak w pewnym momencie dobrą zabawę przerwała im Czosnkowa Krewetka.
— Ooo! Miło cię widzieć, Śnieżko! — Kocica uśmiechnęła się do przyjaciółki, po czym odwróciła łeb i spojrzała w stronę zielonookiej. — Witaj, Wężynowy Splocie.
— Hejka! Siadaj obok nas. — Srebrna przesunęła się na bok, robiąc miejsce brązowookiej między kocicami.
Wężynka skrzywiła się tylko, posyłając zdegustowane spojrzenie wojowniczkom. Krewetka szybko zagadała Śnieżkę, odcinając Juniorkę od rozmowy, co nie dało się ukryć, zdenerwowało ją. Czuła się niepotrzebna, a nie miała ochoty na kłótnie z kotkami, dlatego też wstała, aby odejść w inne miejsce.
— Miłej zabawy — wysyczała przez zaciśniętą szczękę, wlepiając intensywne spojrzenie przymrużonych oczu w Czosnkową Krewetkę, po czym prędko ulotniła się z urażoną miną.
Przycupnęła kawałek dalej obok źródełka, licząc, że uda się jej zagadać do jakiegoś spragnionego kota. Póki jeszcze siedziała sama, zajęła się pielęgnacją futra i analizowaniem zaistniałej sytuacji. Jak wiadomo, nie przepadała za Czosnkową Krewetką, a to zajście jedynie dolało oliwy do ognia. Głupia kupa futra! Jak ona mogła… W tej chwili do uszu Juniorki dotarł głośny pisk i wraz z nim chlupot wody. Wężynka szybko porzuciła temat szylkretowej kotki zaintrygowana tym, co działo się obok niej. Spojrzała w stronę źródełka, skąd dobiegał hałas i w pierwszej chwili doznała wrażenia, iż do ich wodopoju wpadł jakiś ptak, jednak jej wątpliwości szybko rozwiała kocia główka wynurzająca się ponad taflę tylko po to, aby uderzenie serca później znów zanurkować. Widząc kocię w niebezpieczeństwie, Wężynowy Splot zerwała się z miejsca i w mgnieniu oka stanęła na granicy źródełka. Młodziak potwornie się szamotał, utrudniając przy tym przeprowadzenie akcji ratunkowej. Schylająca się Wężynka oberwała grzbietem w pysk, zanim udało się jej złapać topiącego się w szczęki. Kiedy jednak jej chwyt był stabilny, szybkim ruchem wyciągnęła kocię z wody i położyła na trawie. W topielcu szybko rozpoznała córkę Sennej Łzy – Fiołek, która teraz potwornie kasłała, walcząc o tlen. Przed oczyma Wężynki momentalnie pojawiły się obrazy z wielkiej powodzi, widok topiących się kotów, zapach strachu i śmierci. Przez traumatyczne wspomnienia futro zjeżyło się na grzbiecie Wężynowego Splotu, a ona, chcąc pozbyć się potwornych widoków sprzed oczu, potrząsnęła energicznie łbem, powracając do rzeczywistości. Wokół kotek zbiegł się cały klan, w tym Gąbczasta Perła, która już zajmowała się poszkodowaną, badając jej stan. Było widać zawstydzenie wymalowane na buźce koteczki, gdy medyczka dopytywała się o jej samopoczucie. Cała ta akcja przepełniona była ironią, bo jak przecież Nocniak mógł topić się w źródełku przeznaczonym do ugaszenia pragnienia? Na pysku Wężynki pojawił się głupiutki uśmieszek, który prędko dostrzegła główna zainteresowana – Fiołek.

<Fiołku?>

Od Wężynowego Splotu do Szepczącej Hipnozy

Wężynowy Splot, jak to miała w zwyczaju, swój dzień zaczęła od pielęgnacji futra. Zazwyczaj przy tym procesie towarzyszyła jej któraś z zaprzyjaźnionych kotek, tym razem jednak wojowniczka skazana była na samą siebie. Przerywając na chwileczkę czyszczenie, podniosła łeb i wycelowała spojrzenie przymrużonych oczu prosto w Śnieżną Mordkę, a futro od razu zapiekło ją z zazdrości. Ciężko znosiła widok uśmiechniętej od ucha do ucha przyjaciółki, której ekscytacja w żadnym stopniu nie dotyczyła Wężynki. Nie dało się ukryć, że Juniorka wprost uwielbiała być w centrum uwagi, lecz tym razem tak nie było, co niezmiernie ją frustrowało. Jej zielone ślepia przeskoczyły na towarzyszkę srebrnej – Czosnkową Krewetkę i niemal natychmiast złość w Wężynowym Splocie zważyła. Chociaż dotychczas jakoś bardzo szylkretowa jej nie przeszkadzała, to odkąd zaczęła kręcić się wokół Śnieżnej Mordki, Wężynka ją szczerze znienawidziła. Zielonooka nie mogła zrozumieć swojej srebrnej przyjaciółki, czy obecność Wężynki nie miała dla niej żadnego znaczenia? Czy te wszystkie sezony, przez które wspólnie przeszły, straciły dla Śnieżki znaczenie? Dlaczego tak łatwo przyszło jej zamienić Wężynowy Splot na tę kupę lisiego łajna!
— Czy ona serio nie zdaje sobie sprawy z tego, jakiego zaszczytu doświadczyła, mając możliwość oddychać tym samym powietrzem co ja, a co dopiero móc nazwać się moją przyjaciółką!
— Co tam mamroczesz? — Przed kotką stanął Siwa Czapla. Po wyrazie jego pyska można było wywnioskować, że doskonale wiedział, co wojowniczka mamrotała, a nawet, że był tym wielce rozbawiony.
Wężynowy Splot posłała mu mordercze spojrzenie, nie lubiła tego kocura, a od niedawna zaczęła go wręcz nienawidzić, na co dumnie sobie zapracował.
— Idź ratować ryby z wody, zanim się utopią. — Szylkretka przymrużyła oczy, ani na moment nie spuszczając spojrzenia z wojownika. — Lepiej daj mi spokój, bo wiesz, wydaje mi się, że klan z chęcią dowie się, co kombinujesz ze Śnieżną Mordką i Czosnkową Krewetką. Swoją drogą, Śnieżka dokonała paskudnego wyboru, w klanie jest tyle innych kotów…
— Okej, dotarło! Myślałem, że jednak jesteś jakkolwiek wierna Śnieżnej Mordce, ale najwidoczniej się myliłem i wiesz co? Ona rzeczywiście dokonała paskudnego wyboru, od początku powinna zaprzyjaźnić się z Czosnkową Krewetką, a nie tobą!
Po tych słowach odszedł z wysoko uniesionym łbem, zostawiając Juniorkę samą z mętlikiem w głowie. Przez kilkanaście szybkich uderzeń serca nie wiedziała co powiedzieć. Czuła, że Siwa Czapla powiedział na głos to, co od dawna Wężynka trzymała z tyłu głowy, próbując zignorować. Przecież Juniorka starała się być dobrą przyjaciółką… Szybko rozejrzała się po obozie, chciała skupić na czymś myśli, jednak zamiast tego dostrzegła srebrną kocicę zmierzającą w jej stronę z wielkim uśmiechem na pysku. Futro na karku Wężynowego Splotu podniosło się, a żółć napłynęła do gardła, nie chciała przebywać w towarzystwie wojowniczki, aż nie ochłonie, dlatego też, zanim Śnieżka zdążyła przycupnąć u boku szylkretki, ta wystrzeliła z miejsca w stronę dziupli na zwierzynę.
— Wężynowy Splocie? — zawołała za nią zdezorientowana niebieskooka.
Juniorka machnęła jej jedynie ogonem, po czym zanurkowała w dziupli. Dopiero po kilku sekundach wyjęła głowę z otworu i obróciła się szybciutko, ostrożnie spoglądając w stronę przyjaciółki, chcąc upewnić się, że Śnieżna Mordka za nią nie podążała. Mogła odetchnąć z ulgą, gdyż srebrna zatrzymała się w miejscu z lekko przechyloną głową, wpatrując się w punkt, gdzie jeszcze chwilę temu siedziała szylkretka, po czym ze zmieszaniem na pysku odeszła w innym kierunku. Wężynowy Splot miała w głowie słowa Siwej Czapli, nie chciała załamywać się myślami na ten temat, Śnieżna Mordka nie byla tego warta! To tylko słaba wojowniczka, której obecność w życiu zielonookiej szkodziła!
— Z tego wszystkiego rozbolała mnie głowa… — mruknęła szylkretka, przypominając sobie, gdzie się znajdowała.
Zdała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie blokowała innym dostęp do zwierzyny, dlatego prędko odsunęła się od dziupli, rozglądając się dookoła. Okazało się, że w istocie zastawiła komuś dojście do posiłku, gdyż obok wojowniczki stała Szepcząca Hipnoza, wpatrując się w Juniorkę ze zmieszaniem.

<Szepcząca Hipnozo?>

06 sierpnia 2026

Od Wężynowego Splotu

Ten dzień nie różnił się zbyt wiele od każdego poprzedniego dnia Pory Nagich Drzew. Chłodny wiatr poruszał ciemnymi chmurami na niebie, układał je w najróżniejsze kształty, a obłoki mieszały się ze sobą. Ciemne i jasne odcienie szarości pokrywały blady błękit nieboskłonu, który jeszcze momentami próbował przedrzeć się przez gęstą osłonę. Najwidoczniej wietrzykowi zaczęło nudzić się między chmurami, gdyż zszedł niżej do kotów zamieszkujących ten teren. Mowa tu o obozie Klanu Nocy, który wówczas tętnił życiem, każdy zajęty był swoimi interesami. Jedynym kotem, który jeszcze spokojnie spał w swoim legowisku, okazała się Wężynowy Splot. Jej boki podnosiły się i opadały powoli, co bez wątpienia oznaczało głęboki sen, jednak kocica już dawno powinna zająć się swoimi obowiązkami w obozie. Jej spokojne chwile przerwało uderzenie w bok na tyle silne, by zbudzić wojowniczkę, ale nie aż tak by od razu zerwała się z posłania. Jej początkowa reakcja ograniczyła się do zmarszczenia nosa z niezadowolenia. Kiedy z trudem podniosła powieki, jej oczom ukazała się biała końcówka ogona. Kot, do którego on należał, uciekł właśnie poza granice legowiska, a jego tożsamość pozostała dla szylkretki tajemnicą, wcale nie tak ciężką do rozszyfrowania. Znała bowiem jednego kocura z białym ogonem zakochanego w dokuczaniu jej – Żmijowcowa Wić. Juniorka przymrużyła oczy absolutnie oburzona tym, że wojownik śmiał wyciągnąć ją ze snu!
Wzięła jeszcze głęboki wdech, aby nieco się uspokoić, zanim postanowiła się podnieść. Łapy Wężynowego Splotu były potwornie zesztywniałe, jakby spoczywała w jednej i tej samej pozycji przez wiele księżyców! Prędko rozprostowała nogi, ziewając przy tym, a następnie zamrugała kilka razy, chcąc się tym nieco przebudzić. Powoli zapominała o tej niezbyt miłej pobudce i zajęła się swoim wyglądem, jak na prawdziwą damę przystało! Wężynka zerknęła przelotnie na swoje futro, przykrywał je delikatny kurz, nie mówiąc już o kołtunach! Nie czekając ani chwilki dłużej, zaczęła pielęgnacje, nieszczególnie chętna do opuszczenia posłania. Na samą myśl o wysiłku fizycznym robiło się jej nie dobrze. Pomiędzy liźnięciami zastanawiała się, co musiała zrobić, gdy już wywlecze się z posłanka oraz ile kotów mogło ją zaczepić. Cóż, prawdopodobnie nikt. Ta odpowiedź niepożądana, wtargnęła do rozmyślań juniorki, przerwała na chwilkę pielęgnację futra, zapatrując się w jeden punkcik. Kocica nie chciała psuć sobie poranka takimi depresyjnymi myślami, a już na pewno nie w trakcie procesu, który według niej uchodził za najbardziej odprężający. Uwielbiała się czyścić, układać futro, rozplątywać kołtuny i wyciągać listki lub drobne gałązki, które jakimś cudem ugrzęzły w fali szylkretowej sierści kotki. 
Następnym ważnym krokiem rutyny Wężynki była jej imponujących rozmiarów kryza. Wojowniczka zaczęła zatem starannie układać swoją grzywę w kształt serca, jak to miała w zwyczaju. Gdy już jej poranna pielęgnacja dobiegła końca, juniorka dźwignęła się ospale na łapy i powolutku przecisnęła przez wyjście do legowiska wojowników. Kiedy tylko wystawiła wąsy za próg legowiska, fala mrozu uderzyła w jej pysk, momentalnie zniechęcając wojowniczkę do jakiejkolwiek aktywności poza granicami posłania. Westchnęła ciężko, ale mimo wszystko zgodnie z początkowym planem wyszła na zewnątrz. Chmury zdążyły już szczelnie zasłonić całe niebo, zwiastując opady śniegu, z czego juniorka nie była ani trochę zadowolona. Dopiero kotom udało się oczyścić obóz po ostatniej śnieżycy, a właśnie nadciągała kolejna! Podburzona wizją odśnieżania, a co za tym idzie mokrej i ubłoconej sierści oraz niemiłosiernego mrozu, Wężynowy Splot strzepnęła wściekle ogonem, aby wyładować część negatywnych emocji.
Juniorka sunęła łapami po ziemi w stronę swojego ulubionego kąta w obozie, skąd miała idealny widok na koty go zamieszkujące. W końcu opadła w wybranym miejscu i przystąpiła do swojej drugiej najbardziej ulubionej czynności tuż po pielęgnacji, czyli obserwacji innych kotów. Położyła łapę na łapie i dumnie uniosła łeb gotowa do wyboru swojej pierwszej ofiary. Spojrzeniem intensywnych zielonych ślepi przejechała przez cały obóz, aby ostatecznie zatrzymać się na pewnej bardzo bliskiej jej kotce, bo mowa o Wężynowym Kle, matce Wężynowego Splotu. Juniorka miała początkowo pustkę w głowie, przyglądała się matce, próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Zauważyła, że w przeciwieństwie do oczu matki, jej futro stało się bardziej matowe, choć nadal ładnie ułożone, co prawda nie tak ładnie, jak u Wężynki, bo nie dało się ukryć, że była ona najpiękniejszym kotem z rodziny. Na tę myśl kąciki jej ust drgnęły do góry, chociaż o tym wiedziała, że górowała ponad innymi. Jej matka zmieniła pozycję, w której odpoczywała, odwracając łeb w stronę juniorki, przez co kotki złapały kontakt wzrokowy. Wężyna, widząc dziwny uśmieszek córki wpatrującej się w nią, przymrużyła z zainteresowaniem oczy. Zrobiło się nieco niezręcznie… Młodsza szylkretka próbując uratować swoją godność, oblizała pysk, aby zgrabnie przejść z dumnego uśmiechu w pytające spojrzenie. Patrzyły na siebie w ten sposób jeszcze kilka uderzeń serca, aż w końcu wyrazy pyska kotek złagodniały i odwróciły się w inne kierunki. Myśli Wężynki nieustannie kręciły się wokół matki, w trakcie tego całkiem niezręcznego kontaktu wzrokowego dostrzegła siwe włoski na jej pysku. W swojej pamięci trzymała wizerunek swojej młodziutkiej pięknej mamusi, która teraz wyglądała zupełnie inaczej. Była już podstarzała z matowym futrem i zmęczonym wyrazem pyska. Zimny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa juniorki, uświadomiła sobie właśnie, jak szybko czas upływał. Spuściła wzrok na własne łapy, a jej serce przyspieszyło. Nie tylko Wężynowego Kła dotknął ząb czasu, ale również każdego innego mieszkańca obozu, w tym samą Wężynowy Splot. To nieprzyjemne ukłucie niepokoju w klatce piersiowej wojowniczki towarzyszyło każdej jej ponurej myśli, kiedy to iluzja idealnej kocicy ulatniała się jakby zdmuchnięta podmuchem wiatru. Nie mogła dopuścić do siebie myśli, że mniej księżyców dzieliło ją od spoczęcia w legowisku starszyzny niżeli od dnia, w którym po raz pierwszy ujrzała świat pod dachem dawnego żłobka. Ciężko było szylkretce przełknąć fakt, że większość jej życia już przeżyła i to w dodatku mało owocnie.
Coraz to nieprzyjemniejsze myśli napływały do głowy Wężynki, niszcząc tym jej poranek. Kotka potrząsnęła energicznie łbem, pragnąc pozbyć się tym samym hałasu panującego w jej głowie. Chciała za wszelką cenę zamieść wszystko, co nieprzyjemne pod kupę liści i wrócić do bycia wojowniczką bez skazy, która miała ego większe niż terytorium wszystkich klanów razem wziętych. W tym celu wzięła kilka niezwykle długich oraz głębokich wdechów i wydechów, przymykając powieki, aby maksymalnie skupić się na oddychaniu, w międzyczasie wizualizując sobie, jak szponami rozszarpywała na strzępy drobne gryzonie, co miało być metaforą depresyjnych myśli. Po chwili zapomniała o oddechach, kiedy zbyt mocno skupiła się na wymyślonym polowaniu. To wszystko uświadomiło spory głód członkini Klanu Nocy. Wężynowy Splot otworzyła oczy, szukając wzrokiem pnia ze zdobyczami, a gdy już zawiesiła na nich swoje zielone ślepia, oblizała ze smakiem pysk i dźwignęła się na łapy. Powolnym krokiem z gracją i wysoko uniesioną brodą podreptała w obraną stronę, by ukoić doskwierający głód. Ostatniego dnia nie jadła nic, miała w planach wyrządzić sobie smakowitą ucztę, jednak wieczorny patrol, w którym uczestniczyła, na tyle ją wymęczył, że po powrocie niemal od razu legła w swoim posłaniu z zamkniętymi powiekami, a wymarzoną kolację zjadła we śnie. Szukała więc jakiegoś kota, którego życie nie ułożyło się najlepiej, aby móc go upokorzyć w swoich myślach, by odwrócić uwagę od niej samej. Jednak jej żądny wzrok zatrzymał się na Żmijowcowej Wici.
Momentalnie jej i tak nie najlepszy humor całkowicie się zepsuł. W porównaniu do brata, kocica była nikim. Wężynowy Splot znów poczuła to niesamowicie nieprzyjemne ukłucie w sercu, czuła się jakby czyjeś szpony zacisnęły się na jej klatce piersiowej, wbijając się w sam jej środek. Odkąd pamiętała, nienawidziła burego. Ciągle rywalizowała z nim, karmiąc swoje ego, ilekroć okazywała się lepsza, jednak teraz? Teraz kocur zmiażdżył siostrę, w końcu należał do jednych z bardziej wpływowych i znaczących kotów w klanie, nosząc miano namiestnika, o czym juniorka mogła tylko marzyć… Fala gorąca uderzyła w jej pysk, niewidzące spojrzenie utkwione miała niezmiennie w Żmijowcowej Wici, ale uwaga szylkretki była skupiona w pełni na wyniszczających myślach. Świadomość tego, że stała się gorsza od brata, była motorkiem napędowym dalszych rozterek. To, że Wężynowy Kieł ceniła sobie bardziej Żmijowcową Wić… Serce Wężynki zabiło dużo szybciej i głośniej, nie była w stanie przyznać na głos, że nie była ulubienicą matki, której kochający wzrok częściej padał na brata! Jego życie było całkowicie udane, został doceniony przez liderkę, miał kochającą partnerkę oraz cudowne kociaki, czego chcieć więcej? Wężynowy Splot została tą gorszą z rodzeństwa bez żadnej z wymienionych przed chwilą rzeczy osiągniętych przez burego. To takie niesprawiedliwe! Kot taki jak on, nie zasługuje na uznanie. Jest chamski, podły, zupełnie zapatrzony w siebie i ogólnie okropny! Zacisnęła szczęki z całych sił, a w jej wnętrzu aż gotowało się z wściekłości. Jakim cudem zdołał tyle osiągnąć? Najpewniej liżąc zad rodziny królewskiej z Mandarynkową Gwiazdą na czele. Końcówka ogona kocicy drgała jak szalona, a futro na jej grzbiecie podniosło się delikatnie, pokazując kotom wokół, co właśnie działo się w głowie wojowniczki. Chociaż próbowała zganić wszystko na brak sprawiedliwości, w prawdzie była po prostu zazdrosna. Chciałaby być na miejscu Żmijowca, chciałaby należeć do grupy najlepszych i najbardziej sprawnych, ale również lubianych wojowników klanu. Jednak nie była w stanie tego osiągnąć, nie była wcale najlepsza, była zwyczajnie średnia.
— Hej, Wężynowy Splocie, wszystko w porządku? — Hałas myśli kotki przerwał zaniepokojony głos Zmierzchającej Fali.
Juniorka wnet obdarzyła go gniewnym spojrzeniem. Czuła, jak futro paliło ją ze wstydu. Czy jej intensywne rozmyślania były aż tak widoczne na zewnątrz?
— Tak, wszystko jest cudnie, a teraz zmykaj stąd, mysi móżdżku! Jak możesz zakłócać mój spokój? Proszę, daj mi przestrzeń na, chociaż, zaczerpnięcie powietrza! Nie musisz wszędzie wtykać swoich długaśnych wąsów — Kocica podniosła się gwałtownie, przez co kocur musiał się odsunąć, aby przypadkowo nie dostać z bara. — Uważaj, bo zaraz cię połamię. Czy moja paplanina wcale do ciebie nie dotarła? Milutko, że się troszczysz o starą mentorkę, ale na całe szczęście już nią nie jestem więc… Uhhh! Po prostu się stąd wynoś!
Wężynka ruszyła prędko w stronę wyjścia z obozu. Miała już tak bardzo dosyć kotów. Reakcja dawnego ucznia uświadomiła jej, że inni członkowie Klanu Nocy też mogli zwrócić na nią uwagę. Od tych wszystkich skrajnych emocji kocicy zakręciło się w głowie. W jednym momencie czuła złość, wstyd, żal. Nie miała już siły. Chciała po prostu wrócić do swoich młodzieńczych lat i zatopić się w miękkim futerku mamusi. Kiedy szylkretka rozpędzona wpadła do wody, jej mróz momentalnie oblał całe jej ciało. To było zupełne przeciwieństwo ciepła panującego w żłobku. Szybko wynurzyła się po drugiej stronie i otrzepała z wody, od zimna łapy wojowniczki całkowicie zdrętwiały, a mokre futro w połączeniu z rześkim wiatrem dało szczególnie nieprzyjemny efekt. Każdy z tych czynników w połączeniu owocował okropnym wręcz samopoczuciem Wężynowego Splotu, która teraz machała łapami, aby jak najszybciej zniknąć w głębi lasku. Czuła się bardzo bezsilnie, nie miała już chęci i sama nie była pewna, jaka emocja nią w tej chwili kierowała i w rezultacie po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy, jedna za drugą. Ciężko słowami opisać było, jak straszliwie nie pasowała jej sytuacja, w której się znalazła. Chciała już tylko rzucić się na ziemię i leżeć w tym samym punkcie bez końca. Było tak potwornie zimno. Przemoczone futro i Pora Nagich Drzew nie stanowiły idealnego duetu, można powiedzieć, że był on wręcz tragiczny! Wężynka wiedziała, że musiała się uspokoić, ale nie miała pojęcia jak. Te uciążliwe myśli o własnej słabości trzymały się jej czaszki jak ślimak swojej skorupy. Zaczęła więc jak zawsze, od próby wyrównania swojego oddechu, jednak ciągle wybijała się z rytmu przez głośne szlochania. Ten dzień naprawdę zapowiadał się źle. Zwolniła nieco kroku, kierując się powoli w stronę lasku. Zielonymi ślepiami przeskakiwała z jednego punktu na drugi i powoli się uspokajała, łzy przestały napływać w kąciki oczu oraz serce wróciło do normalnej pracy. Juniorka sunęła tak łapami przed siebie, pamiętała jak jeszcze jako uczennica, po raz pierwszy przemierzała te tereny pod opieką Dryfującej Bulwy. Nie przepadała za tym kocurem, co pomimo upływu księżyców wcale nie uległo zmianie, cieszyło ją to, że wojownik nie był już częścią Klanu Nocy. Nie musiała już dłużej znosić obecności kota i jego wybuchowej partnerki, jednak w klanie pozostawili po sobie swoje potomstwo, dokładniej mówiąc Trzcinowy Szmer. Wężynowy Splot skrzywiła się na myśl o kotce, nie dało się ukryć, że była ona partnerką Żmijowcowej Wici, za którym szylkretka nie przepadała. Samo wspomnienie kocura wywoływało u Wężynki odruch wymiotny. Ciężko słowami opisać było jak wielką nienawiścią darzyła tego kota. Miała ochotę uciec z klanu, byleby nie musieć dzielić posłania z tą stertą lisiego łajna! Wracając do matki jego kociąt, atmosfera między wojowniczkami była gęsta. Juniorka straciła szacunek do drugiej kocicy, odkąd ta związała się z jej bratem i raczej wolała jej unikać, chociaż uważała, że zasługiwała na podziw i uwielbienie przez to, jak wiele księżyców temu wybawiła Trzcinkę od pewnej śmierci wśród silnych fal.
Nad głową juniorki zaczęły pojawiać się drzewa, powoli wchodziła na teren lasku. Rozejrzała się szybko wokół, szukając miejsca na odpoczynek, by móc wyczyścić swoje futerko, które mocno ucierpiało w trakcie tej podróży. Szybko wypatrzyła miejsce między korzeniami drzewa, mogła tu przycupnąć, a trzon osłoni ją od wiatru. Szybciutko zrealizowała swój plan, siadając w wybranym punkcie i przystępując do pielęgnacji. Może to pomoże się jej trochę zrelaksować?
Wężynka sunęła językiem po swoim boku, zaczęła odczuwać potrzebę rozmowy z kimś, potrzebowała jakichś interakcji z innym kotem, jednak nikogo nie było u jej boku. Kocica była po prostu sama. To naprawdę jej przeszkadzało. Kiedyś miała u swojego boku rodzeństwo… Na wspomnienie rodziny momentalnie zastygła w miejscu, to był wrażliwy temat, o którym nie lubiła z nikim rozmawiać. Zwykle mówiła, że miała gdzieś utratę braci a czasami, że nawet ją to cieszyło, lecz prawda była zupełnie inna, bo w środku nadal nie była w stanie zaakceptować odejścia Tojadowej Kryzy i Lulkowego Ziela. Odchodząc z jej życia, zabrali ze sobą spory kawał jej serca i bez nich już nigdy nie będzie tym samym kotem. Zniknięcie Lulka było dla niej dosyć niespodziewane i chociaż, że często zdarzyło się jej mruknąć coś niemiłego na jego temat, w głębi go szczerze kochała. Zdawała sobie sprawę z tego, że był gorszy i jego obecność obok niej działała raczej na niekorzyść kotki, dlatego też wszelkie czułości zostawiała na momenty, kiedy byli sami. Teraz już więcej nic mu nie powie i to bolało najbardziej. Nie doceniała jego obecności, kiedy jeszcze był obok… Łzy znowu napłynęły do oczu Wężynowego Splotu, która nawet nie próbowała ich zatrzymać. Było jej tak przykro, dlaczego najgorsi z jej rodzeństwa zostali w przeciwieństwie do tych bardziej kochanych? Teraz jej myśli przeskoczyły na Tojadową Kryzę, wojowniczka nie mogła uwierzyć, że wybrał swoją głupią partnerkę zamiast ukochanej siostry! Jak mógł zostawić Klan Nocy? Słone łzy ciekły po policzkach Wężynowego Splotu. Ta schowała pyszczek między łapy, cichutko szlochając. Nie doceniała rudego kocura. Może jeśli byłaby milsza i dawałaby mu upragnioną atencję, zamiast ciągle zbywać, nadal byłby przy niej. Szylkretka poczuła silne ukłucie poczucia winy. Nie chciała tego przyznać, ale prawda była taka, że przyczyną odejścia jej braci była ona sama. Żałowała każdej sytuacji, w której powiedziała coś złego na temat któregoś z nich. Jak mogła być tak głupia?! Trwała tak, skurczona w korzeniach drzewa, obwiniając się za zniknięcie Tojadu i Lulka szlochając nieustannie.

20 lipca 2025

Od Wężynowej Łapy (Wężynowego Splotu)

Wężynka wyślizgnęła się z legowiska uczniów z nadzieją, że spotka przyjemną pogodę na polanie. Nie myliła się jakoś bardzo, ponieważ niebo było prawie bezchmurne, a temperatura powietrza przyjemna. Mgła wciąż otaczała gęsto wyspę, zostawiając wilgoć na wszystkim, co było w jej zasięgu. Terminatorka nie spodziewała się niczego ciekawszego od doskonalenia walki razem z Dryfującą Bulwą czy pogaduszek z Ćmią Łapą oraz Śnieżną Łapą. Ostatnio złapała z nimi nieco lepszy kontakt, spędzały razem wieczory głównie na plotkowaniu. Juniorka lubiła to uczucie stabilności w jej życiu, było spokojne od paru wschodów słońca. Kotka przeciągnęła się nieco zmęczona, widziała jak jej mentor z błyszczącymi oczyma, idzie w jej stronę. Ciekawie jaki trening zaproponuje jej dzisiaj?
— Wężynowa Łapo, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeszcze dziś zostaniesz wojowniczką, albowiem odbędzie się teraz twój test. Test na wojownika.
Terminatorka nie spodziewała się, że usłyszy coś takiego! Widziała, że radzi sobie dosyć dobrze na tle jej rodzeństwa, jednak nie spodziewała się, że aż tak dobrze! Tojad ledwo co potrafił złapać mysz, a ona po drżeniu ziemi była w stanie rozpoznać co na nią czeka.
— Jak to będzie wyglądać? — Zielonooka zamrugała energicznie w celu pozbycia się resztek snu z powiek.
— Wszystko okaże się na bieżąco, teraz pójdziemy do zrujnowanego mostu. Prowadź.
Kocur zaczekał, aż uczennica wyprzedzi go, po czym powoli ruszył za nią tak, że dystans między kotami znacznie się zwiększał. Wężynka sprawnie weszła do rzeki, nabrała już dużo doświadczenia i jej silny nurt nie był już przeszkodą, chociaż mokre futro nadal nią było. Gdy poczuła grunt pod nogami, odruchowo wytrzepała futro z wody. Na Klan Gwiazd, chyba nie było gorszego uczucia jak przemoczone futerko…
— Jeśli nadarzy się okazja, łap zwierzynę — instruował ją starszy kocur — Teraz puszczam cię przodem, spotkamy się już przy zrujnowanym moście.
Wężynowa Łapa pokiwała tylko głową i nie czekając ani chwili dużej, ruszyła znajomą drogą. Serce biło jej, znacznie szybciej niż powinno, była zestresowana, co jeśli zrobi coś źle? Czysto teoretycznie jej umiejętności dorównują wojownikowi, zatem wszystko powinno być dobrze. Ciężko powiedzieć, aby to ją uspokoiło, szylkretka zdawała sobie sprawę z tego, że musi wziąć się w garść no i zmierzyć z tym, co przygotował jej los. Postawiła uszy, posmakowała powietrza oraz postarała się, aby każdy jej krok był cichy i lekki tak, żeby nie spłoszyć potencjalnej ofiary. Początkowo nic nie znalazła i taki stan rzeczy utrzymywał się jeszcze dobrą chwilę, do momentu, gdy trawa gdzieś, bo jej lewej stronie zaszeleściła. Kotka momentalnie przywarła do ziemi, wytężając swój słuch i węch. Wiatr wiał w jej prawy bok, przez co zwierzyna mogła szybko wyczuć jej zapach, toteż Juniorka sprawnie wycofała się o kilka kroków w tył tak, aby jej zapach ominął przyszłą ofiarę. Trawy znowu otarły się o siebie, tym razem głośniej, co pozwoliło młodej uznać, że zwierzę jest sporych rozmiarów. Przymrużyła powieki, chcąc tym samym wyostrzyć swój wzrok, między źdźbłami trawy zobaczyła znajome, ciemne futro — Oh! To był Dryfująca Bulwa! Szylkretka przewróciła oczami i podniosła się na nogi, a razem z nią jej nauczyciel. Skinął kotce łbem, po czym zniknął w zaroślach. Zanim koteczka wróciła do dalszej podróży, zdążyła jeszcze westchnąć. Z bacznie postawionymi uszami oraz rozglądając się dookoła, szła dalej, liczyła na to, że uda jej się złapać cokolwiek, a jak się okazało już zaledwie kilka uderzeń serca później, miało się to ziścić. Usłyszała jak trawa parę długości ogona przed nią, rozchyla się. Uczennica znów przywarła do ziemi, tym razem jednak miała pewność, że to nie jej mentor — znad roślin wystawały królicze uszy! Zwierzę zatrzymało się idealnie na drodze Juniorki, dzieliło ich parę uderzeń łap o glebę. Wspaniale! Wiatr nie był już przeszkodą, niósł zapach uczennicy daleko poza zasięg jej ofiary, młoda zrobiła jeden, choć spory, krok do przodu, to wystarczyło, by uszy królika obróciły się w jej stronę. Wężynka nabrała powietrza w płuca, każde uderzenie serca, skracało jej czas na atak, czekała na dobry moment. Mocniejszy podmuch wiatru wprawił w ruch trawę gdzieś przed nimi, a wraz z nim Wężynowa Łapa skoczyła. Królik próbował uciekać, lecz terminatorka była szybsza, zwierzę leżało już martwe u stóp kotki.

***

Zielonooka usiadła w miejscu wyznaczonym przez jej mentora, była już obok zrujnowanego mostu. Wiatr zmienił swój kierunek, uderzając kotkę w pysk, przybrał też na sile, przyciągając ze sobą gęste obłoki. Na ten moment nie zapowiadały one deszczu.
— Teraz sprawdzimy twoje umiejętności łowienia ryb, proszę, pokaż co potrafisz — Juniorka wzdrygnęła się na słowa kocura, kiedy wpadła w zamyślenie, zapomniała co tu robi.
— Dobrze — szepnęła, podchodząc do brzegu.
Stanęła, wlepiając spojrzenie w tafle wody, nie lubiła łowić ryb, ciężko było jej się skupić na czekaniu i nasłuchiwaniu zagrożenia w tym samym czasie. Wszystkie jej mięśnie napięły się, a uszy bacznie wyczekiwały najmniejszego szelestu. Przez odbijające się w wodzie słońce, ciężko było młodej dojrzeć jakiejś ryby! Nie zostało szylkretce więc nic prócz czekania. Oh! Usłyszała coś… To na pewno był Dryfująca Bulwa, nie mógł to być ruch drobnego ssaka, tylko uderzenie łapy o suchą trawę dla rozproszenia. Wężynowa Łapa smagnęła ogonem na znak, że wie, co właśnie zrobił jej mentor. Wąsy drgały Wężynie ze zniecierpliwienia, gdy już pod jej łapy napatoczyła się jakaś zdobycz, młoda błyskawicznie wyciągnęła stworzenie na ląd, gdzie szybko je uśmierciła.
— Zaprezentuj mi, jak pływasz — Brązowooki ogonem wskazał w stronę wody — Zależy mi na tym, abyś w połowie drogi zawróciła.
Wężynka westchnęła, powoli zaczynała się męczyć tym wszystkim! Odwróciła się na pięcie, chciała mieć to już za sobą i cieszyć się swoim nowym, wojowniczym imieniem. Wślizgnęła się do wody, niszcząc pomarszczoną taflę, zdawało się, że nurt tutaj był dosyć mocny i kotka potrzebowała siły, aby mu sprostać. Kiedy już znalazła się w połowie rzeki, wypełniła płuca powietrzem i przez silne uderzenia łap zawróciła. Dopłynięcie do brzegu nie było już żadnym problemem.
— Okej, masz wolną rękę, twoim zadaniem teraz będzie złapanie jak najwięcej zwierzyny, sama zadecyduj, gdzie pójdziesz.
— Jasne… — Juniorka pokiwała głową.
To gdzie się wybierze, raczej nie było dla niej problemem, najbardziej lubiła polować w lesie, dlatego też pokierowała się w jego stronę. Ciągle była czujna, wrażliwa na każdy nawet najmniejszy dźwięk czy najsłabszy zapach. Teraz wszystko miało znaczenie. Droga była krótka i spokojna, szylkretka nie napotkała nic wartego jej uwagi, dopiero, w momencie, w którym jej łapy stanęły na wilgotnej ściółce, wytężyła swoje zmysły do maximum. Zatrzymała się na chwilę, musiała dokładnie przeanalizować, co się działo w lesie, aby móc ustalić gdzie się uda i ogólnie co dalej zrobi! Wiatr celował prosto w jej oczy — zwierzyna jej nie wyczuje. Zawęszyła i ku swojej uciesze do nozdrzy puchatej uczennicy, napłynął intensywny zapach myszy, musiała być gdzieś nieopodal. Kotka przykucnęła do pozycji łowieckiej, źródło zapachu musiało być w korzeniach jednego z drzew, które było oddalone od Wężynki o kilka długości ogona. Cicho i powoli podkradła się bliżej do ofiary, szelest oraz ciche piszczenie stworzonka upewniły ją w tym, że idzie w dobrą stronę. Kiedy uczennica była już w stanie dojrzeć mysz między krzewami czy trawą, skoczyła. Swoim ciężarem przygniotła zwierze, łamiąc przy tym jej kark, dobrze jej szło! Czas rozejrzeć się co jeszcze kryje ten las.
— Wężynowa Łapo, pokaż mi, proszę, jak się wspinasz — odezwał się Dryfująca Bulwa, sam zeskoczył właśnie z drzewa.
Skinęła głową na jego słowa, napięła mięśnie i w paru susach znalazła się już w koronie drzewa, skąd idealnie wszystko widziała. Powoli opadające liście tworzyły wystarczającą zasłonę, tak aby nikt jej nie zobaczył, a przez powstałe tu i tam luki mogła obserwować otoczenie.
— Poluj dalej, powoli kierując się w stronę kolorowej łąki — wydał jej polecenie, wyraz pyska wojownika był bardzo obojętny i spokojny, ciężko było wywnioskować, jak jej idzie na ten moment.
— Okej — Strzepnęła uszami.
Chyba przez ich krótką rozmowę, zwierzyna zdarzyła się spłoszyć, gdyż Juniorka nie była w stanie dojrzeć żadnego poruszenia między drzewami. Przeskakiwała tylko z gałęzi na gałąź, przesuwając się powoli do granicy lasku. W końcu zobaczyła tłustego gołębia, szukał pokarmu pod pniem. Terminatorka lekko i z gracją przeszła na najbardziej wysuniętą w przód gałąź, aby móc z niej skoczyć na ofiarę. Wężynka wychyliła się, by obejrzeć gołębia, nie przewidziała jednak, że gałąź ugnie się wtedy, przez co straciła równowagę. Serce zabiło kotce szybciej, mało brakowało, a runęłaby na twardą ziemię, niestety podczas ratowania się zahaczyła o liście, wprawiając je w ruch. Zwróciło to uwagę ptaka, patrzył się prosto w jej stronę, zaraz odleci! Wężyna nabrała tlenu w płuca, aby uspokoić walące serce, potem ogonem uderzyła w gałąź sąsiedniego drzewa, co przekierowało spojrzenie zwierzęcia właśnie tam. Nie miała dużo czasu, zrobiła parę ostrożnych kroków w przód, a kiedy przybrała odpowiednią pozę, skoczyła do gardła gołębia. Równo z nią ptak rozłożył skrzydła, nie zdążył jednak odlecieć, teraz już martwy zwisał z pyska młodej. Ciągle uważna wyszła z lasu i pokierowała się w stronę łąki, gdzie spotkała się z mentorem. Dryfująca Bulwa stanął przed nią, jego oczy nie zdradzały żadnych uczuć, ciężko było rozszyfrować, co się dzieje. W końcu brązowooki napiął mięśnie, to był wystarczający argument na to, że teraz czeka ją test walki. Zanim wojownik skoczył, jego uczennicy udało się już zrobić unik, kocur wylądował z miejscu, w którym jeszcze przed chwilą była Juniorka, kiedy jego łapy dotknęły gleby, jej nogi wystrzeliły w stronę nauczyciela. Uderzyła go z rozpędem w bok, jednocześnie przewracając ciemnego kocura na ziemię. Przycisnęła tylne łapy do ciała Bulwy tak, aby uniemożliwić mu ruch, przednimi natomiast przejechała po brzuchu, w prawdziwej walce zostawiając tam głębokie rany, jednak teraz jej pazury były schowane, to miało mocno osłabić przeciwnika, nie zdążyła jednak ułożyć odpowiednio łap, gdyż starszy swoje położył na jej pysku. Oj ta pomyłka wiele ją kosztowała! Brązowooki wykorzystał jej rozkojarzenie i zrzucił ze swojego ciała młodszą kotkę. Szylkretka przeturlała się do tyłu, aby nabrać dystansu między nią a rywalem, kiedy już to osiągnęła, skoczyła na równe nogi. Jej wzrok spoczął na miejscu, w którym jeszcze chwilę temu leżał wojownik, lecz teraz już go tam nie było… zagadka gdzie się podział szybko się rozwiązała — Wężynka usłyszała świst powietrza nad uchem, w ostatniej chwili udało jej się zrobić unik przed łapą kocura. Nie ma co bawić się w kotka i myszkę, czas zakończyć tę walkę! Zielonooka skoczyła w bok i udała, że chce okrążyć wojownika, ten to przewidział i przekręcił się tyłem do niej, myśląc, iż ta zaraz stanie przed nim. Wężynowa Łapa miała jednak inny plan, wślizgnęła się między nogami wojownika pod jego brzuch, jednocześnie podcinając mu łapy, kiedy już stracił równowagę terminatorka podniosła się ze swoim mentorem na grzbiecie, nie miała na tyle siły, aby dłużej utrzymać go na sobie, dlatego też szybko zrzuciła z siebie kocura oraz od razu przyszpiliła do ziemi. Nie czekając już ani chwili, zacisnęła kły na szyi rywala, oczywiście delikatnie, aby nie wyrządzić mu krzywdy.
— Dobrze, wygrałaś — mruknął Dryfująca Bulwa.
Juniorka zsunęła się ze starszego wojownika i przycupnęła obok, gotowa na kolejne polecenia.
— Wracajmy już do obozu, pójdziemy jeszcze po swoje zdobycze — objaśnił szybko.
Koniec ogona kotki drgnął. Oczy kocura wciąż nie zdradzały żadnych emocji, nie wyglądał na dumnego czy zadowolonego. Czy zrobiła coś źle? No nic, dowie się już w obozie…

***

Wężynka odłożyła swoje zdobycze na stos i rozejrzała się po polanie, zobaczyła Śnieżną Łapę pod legowiskiem uczniów, chętnie podreptała do przyjaciółki.
— Witaj! Jak ci poszedł test? — zapytała srebrna na przywitanie.
— Jeszcze nie wiem, niedługo się okaże. — Juniorka usiadła obok drugiej kotki — Jestem cała brudna!
Śnieżynka zaczęła opowiadać o tym, że na patrolu poprzedniego dnia na granicy spotkała koty z innego klanu. W tym czasie Wężynowa Łapa układała swoją grzywę. Przerwało jej dopiero wezwanie liderki na zebranie klanu. Dokładnie wiedziała, co to oznacza, więc jej serce zabiło szybciej. Koty zaczęły tworzyć tłum na polance, z zaciekawieniem wyczekując słów Spienionej Gwiazdy. Zielonooka westchnęła cicho, podniosła się i z gracją ruszyła w sam środek zbiorowiska. Usiadła obok Dryfującej Bulwy nieopodal miejsca przywódczyni, postawiła uszy, gotowa na to, co miało zaraz nastąpić.
— Wężynowa Łapo, proszę, wystąp — głos liderki był ciepły, wyglądała bardzo majestatycznie.
Szylkretka wykonała polecenie starszej. Stanęła dokładnie w tym samym miejscu, w którym stała jeszcze jako kocie czekające, aby zostać uczniem.
— Ja, Spieniona Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika.
Wężynowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam — Wężynka dumnie wypięła pierś.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Wężynowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Wężynowy Splot. Klan Gwiazdy ceni twój zapał i zwinność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy!
Spieniona Gwiazda zeskoczyła ze swojego miejsca i podeszła do nowej wojowniczki. Położyła swoją głowę na łbie zielonookiej, a ta polizała liderkę w bark.
— Wężynowy Splot, Wężynowy Splot!
Kotka odwróciła głowę w stronę innych kotów, widziała, jak Żmijowiec wpatruje się w nią z nienawiścią i zazdrością. Lubiła to uczucie, lubiła być lepsza od innych. Oczy jej matki lśniły dumą podobnie jak ślepia Dryfującej Bulwy, ciepło wypełniło serce Wężynowego Splotu. Teraz powinna udać się na czuwanie, to też tak postąpiła. Z wysoko uniesioną głową i palącą w łapy ekscytacją ruszyła w stronę wyjścia z obozu. Zaczyna nowy etap w swoim życiu, od dziś jest wojowniczką!

Od Wężynowej Łapy do Dryfującej Bulwy

Pogoda była wyśmienita, słońce ogrzewało tereny klanu nocy, natomiast chłodny wiatr dawał ukojenie zmęczonym kotom na przykład Wężynce. Jak zwykle przesiadywała pod legowiskiem uczniów, ciesząc się wolnością od pracy. Jej odpoczynek jednak był coraz bliższy ku końcowi z każdym krokiem, który przybliżał Dryfującą Bulwę do uczennicy.— Wężynowa Łapo! Idziemy dzisiaj na trening łowienia ryb, cieszysz się? — głos kocura był niepokojąco pozytywny.
— Doprawdy skacze z radości — Przewróciła oczyma — Nigdzie się dzisiaj nie wybieram!
Zmierzyła spojrzeniem Dryfującą Bulwę, ciekawa jak zareaguje, lubiła sprawdzać na co, może sobie pozwolić w kłótniach.
— Dlaczego nie chcesz iść? To jest naprawdę ważna umiejętność, biorąc pod uwagę, iż należysz do klanu nocy! — kocur zmarszczył brwi, zdecydowanie nie rozumiał podejścia Wężynki.
Terminatorka westchnęła dramatycznie, przewróciła przy tym oczyma — nie ma czasu na zabawy z kocurem, jak mu się nudzi, niech idzie do żony, bo tak się składa, że Juniorka ma co robić!
— Mam lepsze rzeczy do roboty niżeli słuchanie twoich instrukcji, które na dobrą sprawę i tak niczego mnie nie nauczą! Chyba wolę spędzić ten czas na integracji z innymi uczniami. Rozumiesz to, nie? — kotka już nawet nie patrzyła na swojego nauczyciela, skupiła się na pielęgnacji futra zdobiącego jej grzywę
— Dobrze to nigdzie nie pójdziemy i tak nie będę się z tobą siłować — Popatrzył na nią, a jego wzrok już nie był przyjazny, ślepia wojownika wskazywały na to, że było dość poważnie.
Wężynowa Łapa zaciekawiona postawiła uszy.
— Ale wiedz, że nie wyjdzie ci to płazem, jak traktujesz inne koty wokół ciebie, z którymi żyjesz pod jednym klanem, wszystko wiem — kocur najeżył się delikatnie oraz wcelował zawiedzione spojrzenie prosto w Juniorkę — Ostateczny test też możesz sobie odprawić, skoro jesteś taka mądra, ale oprócz pyskatej mordy i tak nic nie masz do zaoferowania. Możesz nawet się poskarżyć swojej matce, mi to zwisa.
Dryfująca Bulwa odwrócił się na pięcie, smagnął ogonem i nie oglądając się więcej, odszedł. Po prostu odszedł. Wężynka wpatrywała się w kocura z szeroko otwartymi ślepiami. Czy jej mentor właśnie się na nią obraził? Nie możliwe. Futro ją zapiekło, bo dokładnie wiedziała, co oznacza taka sytuacja, nie lubiła treningów, kiedy już na jakiś miała iść, całą sobą pokazywała, że jej się to nie podoba, choć wprawdzie jednak starała się ćwiczyć! Podobało jej się to kiedy wracała z treningu i opowiadała innym, jakie postępy robi, a oni z zazdrością wysłuchiwali. Teraz kiedy jej mentor ma focha, jak ma się dalej uczyć? Musi pokazać, że ma to gdzieś! Wężynka zaśmiała się cicho, kręcąc z niedowierzaniem łbem
— Nie możesz ot, tak sobie się obrażać! Przecież liderka powierzyła ci mnie, robiąc coś takiego, jednocześnie sprzeciwiasz się jej woli! — Liczyła, że tymi słowami przekona nauczyciela, że postąpił jak mysi móżdżek.
Bulwa obrócił łeb do uczennicy, a później przejechał zmęczonym spojrzeniem po jej pysku. Zjeżone futro zdążyło już opaść.
— To nie tak, po prostu nie należysz do spokojnych uczniów, zwłaszcza z twoim lekkim brakiem umiejętności normalnej dyskusji — mruknął, a szylkretka z niezadowoleniem syknęła na słowa nauczyciela — Zróbmy tak! Ty starasz się być miła dla mnie przynajmniej do końca swojego treningu, a gdy zostaniesz wojowniczką, to już nie skrzyżujemy ze sobą drug, co ty na to?
Wężynka z lekkim grymasem słuchała propozycji kocura, jednak nie miała chyba wyjścia prawda? Dosyć żałosne były jego próby sprzeciwienia się kotce, lecz ją to bawiło! Już miała wytknąć mu, że nie potrafi sobie poradzić z młodszą kotką, ale coś zakuło ją w pierś, kiedy zobaczyła zdesperowane oczy kocura. To nie był ten sam kot, którego zapamiętała terminatorka. Coś się w nim zmieniło, nie emanował radością jak zazwyczaj, był przytłumiony, smutny, nie, nie smutny, zmęczony.
— Mmm… Okej… — serce zabiło jej szybciej, co teraz powinna zrobić? — To, co z tym treningiem?
Sama nie wierzyła w swoje słowa, to było dziwne, Uh! Chyba jednak tyle była winna wojownikowi, podniosła się i wciąż z tym samym grymasem niezadowolenia wyczekiwała kolejnych poleceń ciemnego kota. Całą tą sytuacją była dla niej skrajnie niewygodna! Miała nadzieję tylko, że nikt nie był świadkiem tej wymiany słów, rozejrzała się po obozie zdesperowana. Polana była raczej pusta, Juniorka mogła odetchnąć.
Bury poczuł się bardzo spokojny, kamień z serca mu spadał! Może jest nadzieja na to, że chociaż trochę sprawi, że Wężyna będzie chciała czynić dobro w stosunku do innych i stanie się lepszym kotem.
— Myślę, że nadal możemy go zrobić, w końcu jakoś musisz się stać dobrym wojownikiem! Pójdziemy niedaleko obozu połowić ryby, a potem pójdziemy do lasów obok starej łupiny.
Na powrót rozpromieniony Dryfująca Bulwa podreptał w podskokach w stronę wyjścia z obozu, Wężynowa Łapa westchnęła tylko zmęczona tym wszystkich. Rozmowa z wojownikiem wyssała z niej resztki energii, a myśl o konieczności przejścia teraz treningu dobijała.
— To idziesz? — krzyknął do niej Brązowooki z drugiego końca polany.
— Tak, tak, już idę!

***

— Jesteśmy na miejscu! — Dryfująca Bulwa łapą pokazał brzeg zbiornika wodnego przed nimi — łowienie ryb jest całkiem proste!
Mentor podszedł bliżej do wody i przykucnął, wpatrując się w tafle. Zapatrzył się na chwilkę, z uwagą obserwując swoje odbicie. Wężynka usiadła obok niego, pozwalając wietrzykowi na wysuszenie jej mokrego futra.
— No to tłumacz, jak się łowi ryby, hm?
Brązowooki zamrugał kilka razy, po czym podniósł głowę. Wzrok zatrzymał na swojej podopiecznej i nie czekając już dłużej, zaczął tłumaczyć:
— Obiecuję, to nic skomplikowanego. Jedyne co musisz robić to czekać, aż jakąś ryba przypłynie pod twoje łapy i szybko wyciągnąć ją z wody.
Wężyna obserwowała, jak Dryfująca Bulwa nachyla się nad wodą, wyciąga jedną z łap z wyciągniętymi pazurami przed siebie i w takiej pozycji zastygł na parę dobrych uderzeń serca. Nagle jego łapa wystrzeliła do wody, rujnując idealną taflę wody tylko po to, aby zaraz wyciągnąć z niej okazałą rybę. Stworzenie zaczęło podskakiwać na ziemi zszokowane zaistniałą sytuacją, wojownik przyszpilił ją nogą tak, aby nie uciekła, a następnie zatopił w niej kły.
— Widzisz? Prościzna! — Bulwa z uśmiechem na pyszczku prezentował Juniorce swoją zdobycz — teraz twoja kolej.
Wężynka machnęła ogonem, da radę! Łowienie ryb wydawało się nawet łatwe, szczególnie po tym, co zaprezentował jej wojownik! Nie czekając więcej, stanęła nad brzegiem tuż obok swojego nauczycielka i odtwarzając w pamięci, to co zobaczyła chwilę temu, przebrała pozycję. Zielonooka wystawiła łapkę przed siebie i zaczęło się czekanie. Żadna ryba łaskawie nie chciała przepłynąć obok łapy terminatorki, skręcały w różne strony i gdy już miała się poddać, w końcu cień zwierzątka pojawił się pod jej łapką. Szybko niczym błyskawica złapała swoją ofiarę, która już chwilę później leżała na ziemi. Juniorka z triumfem uśmierciła rybę, oglądając przy tym swoją zdobycz, to była jej pierwsza ryba!
— Bardzo ładny okaz, wiedziałem, że szybko zrozumiesz, o co chodzi! Dobrze ci poszło, myślę, że możemy iść już dalej — uznał kocur z dumą, oglądając wyłowione stworzenia — Zakop je proszę, później jeszcze tu wrócimy.

<Dryfująca Bulwa?>
[1096 słów + nauka łowienia ryb]

[przyznano 22% + 5%]

19 lipca 2025

Od Wężynowej Łapy do Mandarynkowego Pióra

Tego dnia niebo było raczej zachmurzone, ciemne obłoki wirowały tu i tam co jakiś czas odsłaniając błękitne połacie nieba. Czasem w tych szczelinach dostrzec można było promyczki słońca, które zaraz szybko chowało się jak gdyby zawstydzone spojrzeniami kotów. Dziś wszystko zdawało się dosyć leniwe, wiatr muskał czubki drzew bez większego zainteresowania, a zwierzyna chowała w norkach, szukając ciepłego miejsca. Z polowania kotka wróciła z pustymi łapami, jedynie starsi wojownicy dali radę upolować cokolwiek. Zielonooka, jak zawsze zresztą, zajęła swoje miejsce pod legowiskiem uczniów. Często plotkowała tu razem ze Śnieżką, jednak dziś kotki minęły się — gdy szylkretka wróciła z treningu, zastała srebrną opuszczającą obóz, zdarzyły tylko powiedzieć sobie cześć i pa. Teraz jak zwykle młoda miała czas, aby się odprężyć, a najbardziej relaksowała się, układając swoje futro, to też zaczęła ubijać łapami grzywę. Chciała nadać jej kształt serca, najbardziej lubiła, gdy tak właśnie się układała.
— Witaj Wężyno — Do uszu uczennicy dotarły słowa jakiegoś kota — Miło Cię widzieć!
Juniorka już otwierała pyszczek, aby odgonić od siebie niechcianego rozmówcę, jednak uprzedził ją drugi głos:
— Ohh... Dobrze wyglądasz Mandarynkowe Pióro — bez wątpienia powiedziała to jej matka!
Młoda odwróciła z zainteresowaniem łebek w stronę źródła dźwięku, słyszała od Śnieżnej Łapy ploteczki o tym, że rzekomo jej mama oraz zastępczyni liderki mają między sobą bliższą relację! Była ciekawa czy jest ona czysto przyjacielska, czy tak jak mówią koty, kryje się za tym drugie dno… Nadstawiła uszu, gotowa na podsłuchiwanie rozmowy dwóch kocic. Srebrna usiadła obok matki młodej uczennicy, położyła łapę na łapę i chętnie zaczęła rozmowę.
— Co dzisiaj robiłaś? — jej głos był spokojny i dostojny, cierpliwie wpatrywała się w Wężynę.
— Ahh, no wiesz, jak zwykle byłam na treningu — W tym momencie nastąpiła pauza na długie westchnienie — Jak ja tego nie lubię! Cóż więc mogę począć? Nie mniej słyszałam, że Wężynka robi duże postępy, jestem z niej dumna.
Wąsy Juniorki zadrżały z podekscytowania na słowa mamy, była z niej dumna! Na pewno jest ulubienicą matki!
— Tak, słyszałam od Dryfującej Bulwy, że jest całkiem uzdolniona, ale ma ciężki charakter, mówił, że powoli zaczyna go to męczyć, na szczęście twoja córka niedługo zostanie wojowniczką i wszelkie problemy się skończą — Mandarynka zaśmiała się cicho, kręcąc przy tym głową.
— To żałosne — warknęła powoli młodsza z kocic — Wężynka mi o tym opowiadała, ten kocur nigdy nie powinien zostać dopuszczonym do roli mentora!
Młoda kotka była bardzo ciekawa dalszej rozmowy kotek, zdążyła dowiedzieć się już wielu ciekawostek, niedługo zostanie wojowniczką! Mandarynkowe Pióro tylko przytaknęła matce uczennicy. Pomarańczowe ślepia zastępczyni liderki błyszczały nadzwyczaj mocno na kolejne słowa Wężyny, było to całkiem podejrzane dla Juniorki…
— O i jeszcze usłyszałam, że ponoć Algowa Struga ma coś do Mżącego Przelotu — ton głosu zielonookiej świadczył, że raczej relacja kotek, o których mówiła, nie jest przyjacielska — wiesz coś o tym?
Mandarynka skrzywiła się delikatnie, po czym odchrząknęła.
— Wątpię, aby ta plotka była czymś więcej niż tylko plotką! Nie sądzę, aby Mżawka lubiła kogoś takiego jak moja siostra, można nawet bardziej niż tylko wątpię — Zastępczyni rozejrzała się po obozie, jakby szukała wzrokiem ów kotek.
— Hmm, przyjrzałabym się im dokładniej, nie mamy pewności, jaka jest prawda. No cóż, przyjemnie się rozmawiało, jednak muszę już iść — Mama Wężynowej Łapy przewróciła oczyma, trochę jakby komentując własne słowa — zostałam wyznaczona do patrolu.
Obie kotki objęły się na pożegnanie, Wężyna powoli ruszyła w stronę wyjścia z obozu, natomiast Mandarynkowe Pióro została na swoim miejscu. Serducho Juniorki zabiło dwa razy szybciej, miała teraz możliwość skonfrontowania wojowniczki! Pytanie tylko jak ją zagadać… Szylkretka podniosła się i nie myśląc więcej, podreptała do starszej.
— Dzień dobry, pani jest przyjaciółką mojej mamy? — zapytała powoli koteczka, chociaż dobrze znała już odpowiedź.
— Tak — mruknęła, skanując wzrokiem uczennice.
— Pani jest też odpowiedzialna za treningi, prawda? — Juniorka podeszła bliżej Mandarynkowego Pióra, ciekawa kolejnych słów kotki.
— Zgadza się, co chciałaś wiedzieć? Usiądź.
Koteczka spełniła polecenie zastępczyni i zajęła miejsce tuż obok niej. Ogon uczennicy drgnął ze zdenerwowania, to była ta sama osoba, która na zgromadzeniu oddzielała Wężynkę od Lulka. Może nadal jest zła na Juniorkę za jej wybryki?
— Chciałam usłyszeć opinię doświadczonej osoby na temat moich postępów w nauce — zielonooka dokładnie dobierała słowa tak, aby brzmieć elokwentnie i elegancko.
— Myślę, że jesteś obiecująca, przyszłą wojowniczką — odparła szybko.
— A jak radzi sobie moja mama? — Wężynka zaryzykowała, jeśli ma się dowiedzieć co dzieje się między Wężyną a Mandarynką, musi przecież zapytać się zainteresowanych!
Mandarynkowe Pióro zmarszczyła brwi, a jej spojrzenie wlepiło się w Wężynkę, chyba zaczęła coś podejrzewać!
— Dlaczego tak interesuje cię, co myślę o twojej matce, hm? — zapytała, mrużąc oczy.
O nie! Skapnęła się! Czas improwizować. Sam koniec ogona Juniorki zaczął drgać nerwowo.
— No wie pani… Ptaszki ćwierkają różne rzeczy i jestem ciekawa, jak jest naprawdę. Dlaczego mam wierzyć jakimś kotom skoro mogę zapytać się pani o prawdę? Cenię sobie szczerość i nie chce wierzyć w kłamstwa rozsyłane przez znudzonych własnym życiem wojowników! Więc… Co łączy panią i Wężynę?

<Mandarynkowe Pióro?>
[800 słów powoli do celu]

[przyznano 16%]

14 lipca 2025

Od Wężynowej Łapy CD. Żmijowcowej Łapy

Żenada. Wężynowa Łapa czuła, jak pali ją wściekłość duszona przez bezsilność. Żmijowiec ledwo mógł, złapać oddech między szyderczym śmiechem. Kotka przewróciła oczyma, wzdychając przy tym, najgłośniej jak się tylko dało. Co on sobie myślał? Że ujdzie mu to na sucho? Nigdy! Poczekała kilka uderzeń serca, aż kocur się opanuje, zamrugał parę razy, aby pozbyć się łez zgromadzonych w kącikach oczu, a gdy już miał spojrzeń znów w stronę siostry, Wężynka uderzyła go mokrym ogonem prosto w pysk. 
— Uważaj lepiej, bo ogon na twoim pysku może zamienić się w pazury! — warknęła uczennica. 
Jej oczy błysnęły triumfem, kiedy kocur skrzywił się i przysłonił łapami pyszczek. Masz za swoje! Lepiej już nie podskakuj, bo stracisz wszystkie zęby! 
— Do resty ci odbilo?! Co ty sobie myslis ty kupo lisiego lajna! Jakim plawem mnie bijes? Hę? Chyba za mocno ulazilem ci ego — wszystkie te słowa wysyczał niczym wąż, plując jadem, a bardziej śliną, której kropelki spadły na futro Juniorki. 
— Ojejuś, uspokój się, złość piękności szkodzi! — uciszyła brata, podniosła łeb i z nieukrywaną wyższością spoglądała na Żmijowca. 
Wąsy zadrżały jej z rozbawienia, gdy obserwowała zdenerwowanego braciszka. Kocurek cały kipiał, aż złością w głowie układając monolog, dobierając odpowiednie słowa, które jak najlepiej będą w stanie urazić szylkretkę. Dokładnej obejrzał siostrę tylko po to, aby parę uderzeń serca później wybuchnąć! 

<Żmijowiec??> 
[215 słów…]

[przyznano 4%]

Od Wężynowej Łapy CD. Czereśniowego Pocałunku

Wężynka z zainteresowaniem słuchała słów Czereśniowego Pocałunku, kotka była raczej miła, nie odgoniła od siebie uczennicy nawet po zadaniu tak niewygodnego pytania! Odpowiedziała na nie dokładnie, co prawda, odwdzięczając się równie niewygodnym pytaniem w stronę Juniorki. Był w tym pewien podtekst, koteczka przełknęła ślinę zgromadzoną w pyszczku, a futro zapiekło ją. Raczej była tylko ciekawa… Nic więcej, to interesujące, dlaczego komuś podoba się ktoś tej samej płci. Szylkretka absolutnie nie rozumiała miłości, a tym bardziej takiej kierowanej do drugiej kotki, to wszystko było bardzo skomplikowane. Uczennica nawet zapomniała już o tym, że z kimś rozmawia, w oczach Czereśni błyszczała ciekawość.
— Sama nie wiem, to po prostu dla mnie niezrozumiałe — Jej rozmówczyni zmarszczyła brwi na słowa Wężynki, czy powiedziała coś nieodpowiedniego? — To znaczy, mam na myśli, że miłość jest skomplikowana i chciałam się zapytać kogoś, no wiesz, w temacie, co to jest i jak działa. Szczególnie jeśli chodzi o… Zainteresowanie tą samą płcią.
Oh! Ta rozmowa robi coraz bardziej niezręczna! Na kilka głośnych uderzeń serca zapanowała cisza, zielonooka chciała jak najszybciej ją przerwać, więc znów zabrała głos.
— Ja nie uważam, aby kocury posiadały ładne futerko, oni często o nie nie dbają! — zaśmiała się krótko — Poza tym ciężko się z nimi rozmawia, dużo więcej tematów mam z kotkami.
„Czy to oznacza, że mi też podobają się kotki?” — to pytanie zadała już sobie samej w myślach. To wszystko było takie dziwne i bezsensowne! Dlaczego świat nie może być taki łatwy, niech każdy rodzi się z wyznaczonym dla siebie partnerem, byłoby dużo prościej… Czereśniowy Pocałunek dokładnie wysłuchała słów młodszej, zdawało się, że analizuje każde jej słowo.
— Tak masz rację, to jest skomplikowane… — westchnęła kocica, zapatrzyła się w jakiś odległy punkt, jen spojrzenie było nieobecne, jakby nad czymś mocno rozmyślała.
Wężynka nie chciała przerywać jej rozmyślań, dlatego też usadowiła się wygodniej i cierpliwie czekała, aż wojowniczka wróci do rzeczywistości.

<Czereśnio?>
[305 słów]

[przyznano 6%]

Od Wężynowej Łapy Do Trzcinki

Tego dnia z nieba lał się istny żar, a mimo to Dryfująca Bulwa nie odpuścił jej treningu. Pokazał Wężynce podstawy polowania, jednak nie miała wcale dobrego humoru więc jedynym, na co było ją stać to obelgi kierowane w stronę mentora. Źle się czuła a on, zamiast ją zrozumieć, w kółko mówił jak potwornie sobie radzi! Uh! Rozwścieczona, wymachując mokrym ogonem we wszystkie strony, wyszła z rzeki. Jej nauczyciel wyprzedził kotkę i stanął jej na drodze, jak zwykle chciał podsumować wspólny trening, jednak uczennica nie miała na to dziś siły.
— Daj mi już dzisiaj spokój! Wymęczyłeś mnie potwornie, a i tak niczego nowego się nie nauczyłam, czasami mam wrażenie, że nawet ślimak z mózgiem muchy byłby lepszym mentorem! To żenujące jak bardzo kot może się upokorzyć, a mam przed sobą właśnie taki przypadek.
Kiedy już Juniorka skończyła swój monolog z gracją i wysoko uniesionym łbem wyminęła kocura.
— Jak możesz zwracać się w taki sposób do starszego wojownika?!
— Gdyby ten „starszy wojownik” zasłużył na swoje miano w jakiś sposób, pewnie nie mówiłabym takich rzeczy! — odkrzyknęła kocurowi.
Była dumna z rzucanych wyzwisk, gdyż ciemny kot widocznie nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Zrobiła duży postęp względem tego co było w żłobku!
— Powinnaś dostać za to karę.
— To poskarż się liderce, ciekawe jak zareaguje na to, że dorosły kocur nie jest w stanie sobie poradzić z młodą uczennicą? — Zielonooka usadowiła się wygodnie pod legowiskiem uczniów i zaczęła pielęgnację futra.
Kocur w odpowiedzi jedynie prychnął, jego palące się rozczarowaniem ślepia z Wężynki przesunęły się na wejście do żłobka. Zanim zdążył wślizgnąć się do jego wnętrza, na powitanie wyskoczyły mu dwie kulki futra. Juniorka doskonale wiedziała, że jej mentor posiadał młode, Trzcinkę i Różyczkę. Zielonooka nie przepadała za całą rodziną tych kotów, Dryfującej Bulwie powinni zakazać przekazywania swoich genów dalej! Jego najmłodsze córki znakomicie utrudniały jej życie, wszędzie było ich pełno, kiedy uczennica odpoczywała pod legowiskiem, siostry ciągle do niej podbiegały. Jak tylko były wystarczająco duże, aby samodzielnie myśleć od razu wypełzły z kociarni na promienie słońca.
— Tato! Tato! — Piszczała Trzcinka, kręcąc się wokół łap ojca.
Ciemny wojownik z ciepłem polizał młodą między uszami, koteczka wtuliła się w niego. Różyczka w tym czasie bawiła się ogonem starszego. Panowała między nimi taka, miła atmosfera, Wężynowa Łapa tego nie rozumiała, ta bliskość była dziwna. Ona nigdy nie dostała czegoś takiego. Ona nie miała ojca. Nigdy nie myślała nad tym dłużej, wiedziała tylko, że nie żyje, nie interesowało ją to, co się z nim działo. Szylkretka poczuła pustkę w sercu. To takie niesprawiedliwe! Paląca bezsilność uderzyła Wężynkę znienacka w pierś, trzy koty przed nią tworzyły rodzinę o, której ona mogła tylko marzyć. Kochała swoją mamę, Wężyna była najlepsza, ale nigdy w życiu młodsza nie dostała od matki tyle ciepła. W Juniorce kotłowało się teraz wiele skrajnych emocji, jednak ponad nimi wszystkimi wyróżnić było można złość.
— Tatoo, a dlaczego nie ma cię tak długo w obozie? — ubolewała Trzcinka, kątem oka wpatrywała się z nienawiścią w uczennice, doskonale znając odpowiedź na zadane pytanie.
— Muszę zająć się trochę Wężynową Łapą, wiesz? Jestem teraz jej mentorem, Spieniona Gwiazda zaufała mi, że nauczę ją wszystkiego, co potrafię. — Kocur ogonem próbował zagarnąć kocie w bok.
Malutka koteczka niechętnie przesunęła się za ojcem, co jakiś czas zerkając w stronę Wężynki. Swoją postawą nawet nie próbowała ukryć nienawiści, jaką pałała do starszej kotki. Zielonooka próbowała zachować spokój, bardzo pomagało w tym układanie wciąż mokrego futra. Z wyższością wpatrywała się w kocię.
— Wężynka narobiła mi dzisiaj dużo problemów! Będę miał dużo trudności, aby wychować ją od podstaw, to jak się zachowuje, jest karygodne. — Te słowa Dryfująca Bulwa przekazał swojej partnerce, lecz oprócz niej rozmowę wyłapały uszy zarówno Trzcinki jak i Wężynowej Łapy.
— Trzcinko i ty Różyczko też, proszę, trzymajcie się z dala od tej kotki, okej? — zapytała Baśniowa Stokrotka, chociaż było to raczej pytanie retoryczne.
Młode pokiwały jedynie główkami, po czym każdy wrócił do swoich zajęć, jedynie Trzcinka została w miejscu, wpatrując się w Juniorkę, siedzącą naprzeciwko żłobka. Nad czymś ewidentnie mocno myślała, gdyż po pewnym czasie jej spojrzenie stało się nieobecne, a wąsy drgały z emocji. W końcu jednak strzepnęła ogonkiem i szybko ruszyła w stronę uczennicy.

<Trzcinko?>
[680 słów]

[przyznano 14%]

11 lipca 2025

Od Wężynowej Łapy

Chwilę po mianowaniu na uczniaWężynka leżała na swoim posłaniu, wyglądając przez wejście do legowiska, całe jej rodzeństwo zajęte było rozmową ze swoim mentorami. To takie skrajnie niesprawiedliwe, że akurat ona musiała leżeć tu sama. Dlaczego to JEJ nauczycielem musiał zostać nikt inny jak Dryfująca Bulwa, a nie na przykład Rosiczki? Fakt jest wielki i zdaje się być też silny, lecz wszystko demoluje tą jego "słodka mordka", uhh! Żenujące! Doprawdy żenujące! Co, jeśli ktoś zobaczy Juniorkę w jego otoczeniu? Czy wtedy pomyślą, że ona też jest taka? Oby nie! To psuje jej reputację… A co jeśli on już zdążył pochwalić się innym, że dostąpił takiego zaszczytu i zastał jej mentorem? Pewnie tak, bo kto by się nie szczycił czymś takim! O nie! Na pewno Wszyscy już myślą, że jestem dziwna… Młoda zagłębiła się w swoich rozmyślaniach o tym, jaka jest pokrzywdzona, gdy nagle coś zaszeleściło — jak się okazało, przyczyną była srebrna kotka. Spojrzała się na Wężynową Łapę niepewnie, po czym ostrożnie, aby nie wydać więcej niepotrzebnych dźwięków, zajęła swoje miejsce niedaleko zielonookiej. Szylkretka nawet nie próbowała ukryć swojego zainteresowania srebrną, jej zielone oczy przeskakiwały z jednego punktu na drugi, wachlując przy tym długimi rzęsami. To nie była obca kotka dla Wężynki, znała ją już wcześniej, mieszkały razem, jednak uczennica nie była w stanie uzmysłowić sobie kto to tak dokładnie… Pamiętała to szare futro zdobione czarnymi pręgami! Lecz jej zapach? Był dosyć nietypowy, kwaśny. Oh! No tak! To przecież ta "ryba", którą wyłowili z rzeki — na to wspomnienie uczennica zaśmiała się pod nosem, jak się okazało, zrobiła to zbyt głośno, bo ów "ryba" odwróciła się w jej stronę. Jej oczy ujawniały zakłopotanie kotki, ale i złość, wysunęła pazury i zatopiła je w posłaniu legowiska. Unikała wzrokiem spojrzenia Juniorki, błądząc niebieskimi ślepiami co całym legowisku.
— Nazywam się Wężynowa Łapa, a ty too? — Kotka podniosła się do pozycji siedzącej, przy okazji zgarniając łapą niewidzialny kurz z ramienia.
— Śnieżna Łapa — wypluła z siebie z nutką irytacji w głosie.
Wężynka przyglądała się uważnie na przemian swoim pazurom a pysku kotki przed nią. Niebieskie oczy natomiast spoczęły w bezruchu na pyszczku szylkretki.
— Ty chyba nie masz w klanie nikogo, w takim razie możemy się poznać. Nie mogę pozwolić na to, aby jakiś kot cierpiał z samotności — Zielonooka starała się zawrzeć w swoim głosie tyle troski i współczucie ile tylko potrafiła — Co ty na to?
Srebrna wzdrygnęła się, najwidoczniej słowa Wężyny w jakiś sposób ją dotknęły, wbiła wzrok w jakiś punkt i zapatrzyła się na chwilę, jednak przerwała ten trans, potrząsając głową.
— Jasne? — Jej dotychczas matowe oczy rozbłysły, chociaż jej głos nadal nie był pełny energii — A tak odbijając od tematu, dlaczego siedzisz tu, a nie ze swoim rodzeństwem?
Srebrna machnęła łapą gdzieś w stronę kotów zebranych na polanie, nie odwracając przy tym wzroku od swojej rozmówczyni, można było wyczuć nieco zdziwienia w tonie jej głosu. Juniorka, zanim odpowiedziała, zdążyła jeszcze odkaszlnąć, czas odegrać ładny teatrzyk! Uczennica westchnęła dramatycznie, jedną łapą przykrywając swoje czoło. Przymknęła powieki i zaczęła swój monolog:
— Widzisz, bo… Spieniona Gwiazda najwidoczniej nie szanuje kotów urodzonych poza klanem. Moja historia jest tragiczna! Straciłam ojca! Poza tym moja matka jest najmądrzejszą kocicą w klanie i moim skromnym zdaniem liderka jej zazdrości, dlatego też, aby się zemścić, mianowała mnie na uczennice najbardziej ślamazarnego wojownika klanu… Dryfująca Bulwa! Niby taki wielki, silny! A jednak nie wykorzystuje tego, co dostał w spadku po rodzicach. I czego niby ON ma MNIE nauczyć? Jak ładnie poprosić rybę, żeby wskoczyła mi do pyska? No chyba nie… — Wężynowa Łapa zrobiła w tym miejscu pauzę, zastanawiając się, czy jej słowa w jakikolwiek sposób są odpowiedzią na pytanie Śnieżnej Łapy — Mam naprawdę duży potencjał, który przez tego kocura nie zostanie wykorzystany więc boję się przebywać przy nim na forum całego klanu, nie wiem, co oni mogą sobie pomyśleć.
Juniorka położyła się, zakrywając oczy łapami, chciała dawać wrażenie zrozpaczonej, robiła tak zawsze w żłobku!
— Oooh… Przykro mi — niebieskooka położyła ogon na barku starszej, to chyba w założeniu miało dodać jej otuchy — spokojnie, może jednak Dryfująca Bulwa nie jest aż taki okropny, jak uważasz? Jednak ma dużą wiedzę więc, na pewno czegoś cię nauczy, czegoś przydatnego oczywiście.
Szylkretka nie spodziewała się takiej reakcji, co to oznacza, że może jednak jej nauczyciel jest dobrym wojownikiem? To chyba logiczne, że nie jest! Wężynowa Łapa powoli wróciła do pozycji siedzącej, musiała przemyśleć, co chce powiedzieć.
— Dziękuję za te słowa, to wiele dla nie znaczy — Przecież każdy lubi jak się go chwali — jednak chyba nie masz racji. Zresztą? Teraz i tak nie mogę nic zrobić!
Na koniec westchnęła dramatycznie, Śnieżna Łapa patrzyła się na nią ze zmieszaniem na pysku, najwidoczniej ta gra nie przypadła jej do gustu. Zielonooka zaczęła powoli panikować, bo kotka zdawała się być dobrym materiałem na przyjaźń.
— Eeh… No dobra, po prostu boję się, wiesz? — Może powinna postawić na szczerość? — Co, jeśli inni będą mnie oceniać po tym, jakiego mam mentora?
Próbowała ominąć wzrokiem pręgowaną, nieco zawstydzona nagła zmiana charakteru. Śnieżynka jednak podniosła się i usadowiła tuż obok Juniorki, zatopiła pysk gdzieś w grzywie kotki, po czym się odezwała:
— Nie musisz się niczego obawiać naprawdę! Spieniona Gwiazda wyznaczyła akurat tego kocura na twojego nauczyciela nie bez powodu, musisz tylko jej zaufać — Jej głos swoim ciepłem ogrzewał ciało Wężynki, ciężko tylko stwierdzić czy to przez ciepły oddech na jej skórze, czy miłe słowa?
Obie kotki podniosły głowy, Juniorka uśmiechnęła się subtelnie, co powinno być czymś w rodzaju „dziękuję”. Nastała między nimi niezręczna cisza, o co może ją zapytać..? Zielonooka lubiła rozmawiać o innych, kocha się w plotkowaniu, więc może drugą uczennicę też to interesuje! Ostatnio podsłuchała jakiejś rozmowy między Porywistym Sztormem i Baśniową Stokrotką
— A wiesz co? Porywisty Sztorm i Rysi Bór mają brać niedługo ślub, prawda? Kiedy rano się obudziłam i wyszłam na polankę, usłyszałam, jak Baśniowa Stokrotka rozmawia z właśnie Porywistym Sztormem, mówiły coś o tym, że ten ślub to wcale nie jest dobry pomysł. Jeszcze kilka wschodów słońca temu nasza parka ostro się o coś wykłócała, ale nie wiem, o co dokładnie. Coś mi się wydaje, że do tego całego ślubu to nie dojdzie!
Śnieżna Łapa miała oczy szeroko otwarte. — Najwidoczniej zdziwiły ją słowa rówieśniczki! Jeszcze przez kilka poruszeń trzcin przez wiatr kotka analizowała to, czego właśnie się dowiedziała od szylkretki.
— Ale jak to? Przecież oni mają dzieci! Jeśli się nie kochają, nie powinni się ze sobą wiązać, a już szczególnie mieć potomstwo, ich kocięta będą się okropnie czuć, kiedy stracą rodziców — wypluła uczennica, jej sierść na grzbiecie podniosła się razem z końcówką ogona — Dlaczego decydują się na tak ważną ceremonię, skoro nie chcą nawet razem przebywać?
Niebieskooka strzepnęła ogonem, przejęła się widocznie zaistniałą sytuacją! Wężynka trochę tego nie rozumiała, chciała się pośmiać z pary:
— Nawet życie miłosne Lulka jest lepsze niż Porywistego Sztormu i Rysiego Boru, on ma te wszystkie robaczki i inne ohydztwa! — Wężynowa Łapa wybuchła głośnym śmiechem w trakcie, kiedy jej towarzyszka jedynie cicho zachichotała.
Zanim Juniorka zdążyła rozwinąć swoją myśl, do legowiska wtargnął rudzielec, promieniejący optymizmem odtąd aż po sam klan gwiazdy na niebie.
— Wężynko! — Tojadowa Łapa skoczył do boku siostry — ale fajnie! Moim mentorem jest Rysi Bór, widziałaś?! On ma takie wielkie mięśnie i jest taki suuuper!
Szylkretka skrzywiła się tylko oraz tylną łapą odepchnęła brata. Musiała rzucić jeszcze okiem na swój bok, czy Tojad przypadkiem jej nie ubrudził?
— Rysi Bór, co? O wilku mowa! — Obie uczennice cicho zachichotały.
Zaraz po Tojadzie wszedł jakiś kremowy kocur, nie rozglądał się po nowych pyskach, jedynie rzucił na swoje posłanie. To już chyba nie jest dobre miejsce na kolejne plotki?
— Ciekawe jak to jest kogoś kochać tak bardzo, żeby jednocześnie go nienawidzić? — zastanawiała się na głos Śnieżna Łapa — Nie wyobrażam sobie tego!
— Tak to muusi być dziwne… Pewnie dla Rysiego Boru nie ma ładniejszej kotki w klanie, więc przez to nie ma wyjścia, albo Porywisty Sztorm, albo nikt!
Serce Wężynowej Łapy Junior zabiło kilkukrotnie, zanim Śnieżynka odpowiedziała, jej zmarszczone brwi mogły świadczyć o tym, że nie zrozumiała bądź nie zgadza się z zielonooką.
— Co masz na myśli, mówiąc, że nie ma ładniejszej kotki w klanie?
— Przecież miłość jest wtedy, kiedy, coś się komuś podoba, prawda? — To było raczej pytanie retoryczne — Więc oni muszą naprawdę być zdesperowani.
Srebrna już tego nie skomentowała, jedynie skinęła głową, jakby właśnie się czegoś nowego nauczyła. Przełknęła jeszcze głośno ślinę, zanim się podniosła.
— Ja już będę iść! Do mojej nauczycielki.
— Oh, a kto jest twoim mentorem? — Wężynka podniosła się, chcąc jeszcze chwilę porozmawiać z nową przyjaciółką.
— Porywisty Sztorm, właśnie! — wrzuciła, opuszczając legowisko.
Westchnienie Juniorki było na tyle głośne, że nawet kremowy kocur podniósł głowę, aby zobaczyć, co się dzieje. Pomiędzy trzcinami zrobiło się już dosyć duszno i gorąco więc młoda bez zastanowienia opuściła to miejsce. Obóz znów wyglądał normalnie, nie wydawało się, aby jakikolwiek kot jeszcze był przejęty mianowaniem, które odbyło się z resztą dopiero niedawno! Śnieżynka stała u boku kotki o, której, jeszcze w legowisku, rozmawiały. Wężynce nie zostało więc nic innego jak tylko czekać na powrót nowej znajomej.

* * *

— Hej! Młoda wstawaj! — Jakiś wielki kocur uderzył Juniorkę w bok, aż ta się wygięła.
Kotka odruchowo chciała schować się u boku matki jednak kiedy wyciągając łapki, nie znalazła miękkiego futra Wężyny, przypomniała sobie, iż już nie jest w żłobku. Otworzyła zielone ślepia i z niemałym niezadowoleniem spojrzała na swojego "oprawcę". To był Dryfująca Bulwa! Kocur z rozbawieniem w oku machnął głową na znak, aby szylkretka się podniosła. Ta rozejrzała się po całym legowisku i ze zdziwieniem odnotowała, że każdy kot (oprócz niej samej) spał! Zanim zdarzyła wyjść z posłania, dostała jeszcze jednego kopa w brzuch od mentora. Syknęła cicho i nie zastanawiając się więcej, wyszła z ciepłego mchu. Nie próbowała przy tym nawet przez moment ukrywać swojego niezadowolenia, wręcz przeciwnie! Emanowała nim wszędzie dookoła.
— Musisz nauczyć się wcześniej wstawać! — wytknął jej starszy — No ale cóż, czas na nasz pierwszy trening.
W odpowiedzi kotka jedynie głośno ziewnęła. W jej brzuchu zaburczało z głodu, wczoraj nie jadła za dużo, była zbyt podekscytowana wszystkim, co się wtedy stało, a później zbyt rozczarowana! Z nadzieją spojrzała na stertę zdobyczy, jednak jedyne co na niej było to dwie małe ryby i przemoknięta mysz. Na pyszczku młodej pojawił się grymas rozczarowania.
— Dzisiaj po raz pierwszy opuścisz obóz, a co za tym idzie, musimy nauczyć cię pływać — instruował kocur — dobrze, abyś miała dużo siły, zjedz coś jeszcze przed wyjściem.
Wężyna Junior miała już ochotę wytknąć mu, że nie ma za dużo wyboru odnośnie do śniadania a przez to, że jeszcze niczego jej nie nauczył, nie mogła sama sobie czegoś upolować!
— Nie ma nic do jedzenia — warknęła, ograniczając się jedynie do tych słów.
— Jeśli wolisz być głodna, no to chodźmy — Dryfująca Bulwa najprawdopodobniej zdawał sobie sprawę z tego, że jego podopieczna jednak wolałaby coś zjeść, ponieważ zamiast ruszyć w stronę wyjścia z obozu, po prostu usiadł.
Kotka przewróciła oczyma, ale nie kłóciła się już dłużej i podeszła do sterty w poszukiwaniu czegoś w miarę zjadliwego. Łapą oddzieliła od siebie zdobycze, może oprócz dwóch marnych ryb i starej myszy jest tu coś jeszcze? Jednak nie. Nic więcej nie ma. Uh! Nie do pomyślenia, że już pierwszego dnia będzie głodować! Wzięła większą z ryb i usiadła obok swojego nauczyciela. Bez słowa zatopiła kły w ciele swojego śniadania.
— Niedługo nauczę cię jak taką złapać — dumnie oznajmił jej ciemny wojownik.
— Złapać coś takiego to wcale nie żaden wyczyn — fuknęła pod nosem, co miało nie dotrzeć do uszu starszego, wyszło jednak nieco inaczej.
— Czyżby? Ile ryb w życiu złapałaś Wężyno?
— To chyba logiczne, że zero, bo to twoim zadaniem jest mnie tego nauczyć!
Po tych słowach nastała między nimi nieprzyjemna cisza. Atmosfera była taka gęsta, że bez problemu można by pociąć ją pazurami. W kilku następnych gryzach kotka skończyła swój posiłek i podniosła się, czekając na następne polecenia mentora. Ten jednak jedynie podniósł się na nogi oraz szybkim krokiem ruszył do wyjścia z obozu.
— Powinnaś bardziej uważać na słowa — wytknął jej — mimo wszystko jestem już starszym wojownikiem i nie wypada, abyś zwracała się do mnie w taki sposób!
Uczennica odpowiedziała jedynie czymś w rodzaju "Mhm", a już chwilkę później stała nad brzegiem rzeki. Dryfująca Bulwa wszedł już do wody po kolana i odwrócił się w stronę swojej podopiecznej. Wężynka skrzywiła się, nie lubiła wody! Rujnowała całą jej grzywę, która później paskudnie długo schła! A zanim kotka doprowadziła ją do pożądanego stanu, mijały wieki. Już dziś rano nie miała czasu się wypięknić, więc teraz wyglądem bliżej jej było to jakiegoś owłosionego potwora niżeli kota. Kocur machnął ogonem, co miało ewidentnie być zaproszeniem zielonookiej do rzeki.
— Nie lubię wody! — warknęła, odsuwając się o krok do tyłu.
— To trochę słabo, bo jesteś uczennicą wojownika klanu nocy, który słynie głównie z właśnie wody. Nawet jeśli chciałabyś stąd uciec, musisz przekroczyć najpierw rzekę, więc o ile ci to pomoże, to wyobraź sobie, że właśnie uczysz się, aby w przyszłości móc stąd zwiać!
Kotka przewróciła teatralnie oczyma, najgorsze w tym było to, że wojownik miał rację. Nie zostało jej więc nic innego jak po prostu wykonać rozkazy Dryfującej Bulwy. Powoli przybliżyła się do tafli wody, próbując przy tym, jak najbardziej tylko potrafiła, pokazać swoje niezadowolenie. Kiedy woda obmyła stopy Wężynowej Łapy, przez jej kręgosłup przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Ależ ona nie lubiła wody!! Jej mentor stanął obok szylkretki, tak aby prąd wody spychał ją na niego i położył swój ogon na grzbiecie kotki. Zimna woda z końcówki jego ogona pozostawiła plamę na grzbiecie zielonookiej. Ciche syknięcie Wężyny Junior wypełniło ciszę panującą dookoła. Oba koty ramię w ramię, powoli schodziły niżej do rzeki, aż przystanęły, kiedy lodowata ciecz obmyła brzuch młodej.
— Okej i co teraz? — Uczennica zaczęła powoli panikować.
Sytuacja, w której się znalazła była dla niej skrajnie nieprzyjemna! Była zanurzona w wodzie, nie miała pojęcia co robić oraz musiała przy tym wszystkim zaufać Dryfującej Bulwie, którego nawet nie lubiła! Ów kocur przywarł do boku Juniorki i delikatnie poprowadził ją jeszcze nieco głębiej.
— Musimy zejść jeszcze troszkę niżej. Niczego się nie bój, jestem tutaj, mam całkiem sporo siły więc w razie potrzeby bez problemu cię wyłowię!
Te słowa nie były potrzebne koteczce, wiedziała, że nic jej się nie stanie po prostu nie chciała wyjść na jakąś dziwną, że nie potrafi pływać! No i logiczne nie chciała moczyć już więcej sierści.
— Teraz oderwij łapy od dna, zacznij od przednich. Woda już sama cię uniesie.
Instrukcje wojownika wydawały się być zupełnie pozbawione sensu, jednak chyba koteczka nie miała innego wyboru niż zrobić to, co jej kazano. Dlatego też powoli balansując na tylnych nogach, uniosła te przednie, ogon pomógł jej utrzymać równowagę. Czuła jak spokojny nurt rzeki spycha ją w lewo, jednak stający tam kocur zdawaj się być dobrym oparciem dla szylkretki. Gdy już nabrała nieco więcej pewności siebie, podniosła najpierw prawdą, a potem lewą łapę, odpychając się od dna w przód.
— Trzymaj pysk nad taflą! Woda to nie twój wróg nie musisz z nią walczyć tylko współpracować, daj jej poprowadzić siebie. — Dryfująca Bulwa ani o krok nie odsunął się od boku swojej uczennicy, ciągle stanowiąc dla niej wsparcie.
Wężynowa Łapa pokiwała delikatnie łbem, wiele razy widziała, jak wojownicy pływają! Próbowała odtworzyć ten widok w głowie i się do niego dostosować, powoli, choć mocno uderzała łapami w ciecz, robiła to rytmicznie zgodnie z uderzeniami własnego serca. Mokre futro było paskudnie ciężkie i ciągnęło ją głębiej w dół, a walczenie z tym było jeszcze bardziej męczące. Brązowooki delikatnie zaczął się oddalać.
— Bardzo dobrze! — pochwalił ją ciemny kocur — Używaj trochę mniej siły, szybko się zmęczysz, a teraz dalej popłyń sama, będę tuż obok ciebie w razie czego.
Zielonooka zastosowała się do instrukcji nauczyciela, w tym samym czasie skupiała się na wielu rzeczach: począwszy od trzymania głowy nad powierzchnią wody, przez utrzymywanie równowagi ogonem, aż po powolne i rytmiczne ruchy łap. Odczuła brak silniejszego wojownika po swojej lewej, teraz nurt zdawał się być jeszcze mocniejszy, a koteczka jakkolwiek starała się z nim zwyciężyć. Nie pomagał fakt, że futro z każdą chwilą coraz to bardziej jej ciążyło! Szylkretka wpadła w trans, przecinając taflę rzeki do momentu, kiedy jej łapy poczuły grunt. Juniorka szybciutko wyszła z cieczy i bez dłuższego zastanowienia wytrzepała się z wody. Stworzyła się pod nią nie mała kałuża, a Dryfująca Bulwa tylko z rozbawieniem migoczącym w oczach przyglądał się koteczce.
— Muszę ci przyznać, że pływasz znakomicie! Szczególnie jak na to, iż był to twój pierwszy raz w wodzie.
— Oh, dziękuję? — Jej zmarznięte ciałko rozgrzały ciepłe słowa starszego wojownika.
Kocur podszedł do uczennicy i szturchnął ją w bark, otworzył już pysk, aby coś powiedzieć, lecz wyprzedziła go zielonooka:
— Wyglądam paskudnie!
— Wyglądasz jak mokry kot, jedz więcej ryb, a może się w nie zamienisz i już nie będzie problemu z mokrym futrem. — W tonie jego głosu mieszało się rozbawienie i duma — Tymczasem oprowadzę cię po terytorium klanu nocy!
Wężynowa Łapa przewróciła oczami na uwagę nauczyciela, jednak w swoim wnętrzu ciągle czuła ciepło słów wojownika. Może Śnieżna Łapa miała rację i Dryfująca Bulwa nie jest najgorszym z wojowników klanu? Hmm… Nie, raczej jest jednym z gorszych wojowników, ale za to jego największy minus powoli staje się plusem? Też nie. Po prostu czasem palnie coś miłego. Prawda? Wędrowała tuż obok ciemnego kocura, poznawała nowe dla siebie i nieznane tereny a wraz z nimi, słuchała historii wojownika z dawnych lat i przygód z innymi kotami. Tutaj trzeba się było wspiąć pod górę, tu przedrzeć przez wysoką trawę, tu przebrnąć przez płytką rzeczkę. Obserwowała nowe miejsca z zapałem i podziwem — nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, jak pięknie może być poza ścianami obozu! W końcu jednak jej młode łapy zaczęły się męczyć, a siła ulotniła się z nich z każdym krokiem głębiej w terytorium klanu.
— Daleko jeszcze? — sapnęła w końcu przekonana, iż w odpowiedzi usłyszy jakąś kolejną historię…
— W zasadzie to już jesteśmy w obozie! — Brązowooki wskazał łapą rzekę, za którą zobaczyć można było obóz klanu — No i znów do wody.
Wężynka zamarła. Dopiero co cieszyła się, że jej futro wyschło, a już musi znów pływać? Jeszcze kilka takich spacerów i naprawdę zamieni się w rybę! Ale tym razem wiedziała, że nie ma wyjścia, skomentowała zaistniałą sytuację pod nosem, po czym szybko wślizgnęła się do wody. Odtwarzając w głowie naukę pływania sprzed paru godzin, przebrnęła przez rzekę. Zmęczone nogi Wężynowej Łapy mocno utrudniały jej zadanie, a dodatkowo znów mokre futro chyba gorzej działało na jej psychikę niż komfort pływania. W końcu doczołgała się na drugi brzeg i kiedy tylko poczuła ziemię pod łapami, potrzebowała paru chwil na wyrównanie oddechu.
— Idzie ci całkiem dobrze — pochwalił ją Dryfująca Bulwa — Teraz dam ci już spokój do końca dnia, jutro sobie pośpisz nieco dłużej, żebyś się zregenerowała.

[3045 słów + nauka pływania!]

[przyznano 61% + 5%]

07 lipca 2025

Od Wężynowej Łapy Do Czereśniowego Pocałunku

Szum wiatru na niebie razem ze sporadycznym śpiewem odległych ptaków był tego dnia jedynym, co można usłyszeć w obozie Klanu Nocy. Wężynkę dręczyła potworna nuda, wszystkie koty były czymś zajęte, nawet jej mentor tego dnia nie miał czasu na lekcje, jak powiedział "dzisiaj musi poświęcić czas swoim dzieciom". Jedyne co uczennicy zostało to obserwowanie obozu w poszukiwaniu nowych ploteczek do przegadania z mamą. Ostatnimi dniami nie robiła nic, poza obserwowaniem otoczenia, no może pomijając treningi z Dryfującą Bulwą — próbowała się od nich wykręcić, nienawidziła ćwiczyć! Zawsze musiała moczyć futro, podczas wypływania z wyspy. Nie lubiła wody, nawet może się jej bała. Mokre futro jest okrutnie ciężkie i ciągnie kotkę głębiej w toń lodowatej wody. Wężynowa Łapa nawet nie zauważyła, kiedy jej ogon zaczął drgać ze zdenerwowania, aby nieco się odprężyć, przejechała kilka razy językiem po grzywie, wygładzając sterczące kosmyki. Gdy kotka już wpadła w trans układania swojej białej kryzy, gdzieś w głębi polany zaczęła się jakaś rozmowa… Juniorka z zaciekawieniem postawiła uszy, nie przerywając pielęgnacji.
— Na co miałabyś ochotę? — zapytała jakaś kocica, szylkretka potrzebowała kilku minut na przypasowanie głosu do odpowiedniego kota z klanu — proponuje… mysz!
To musiała być Czyhająca Murena… Ooh! Co za irytujący kosmyk futra! — Wężynka próbowała kilka razy wygładzić niesforną sierść, ostatecznie warknęła coś cicho i wyrwała sterczące futerko.
— Okej, dziękuję — mruknęła druga kotka z ciepłem w głosie jednak nie takim zwykłym jak kiedy koty rozmawiały między sobą, to było coś innego.
Zielonooka nie była pewna, z jakim kotem rozmawiała Murena, a ciekawość zwyciężyła z dalszym ujarzmieniem grzywy. Ślepia Juniorki powolutku prześlizgnęły się po obozie, uczennica próbowała jakoś utajnić fakt, iż podsłuchuje rozmowę kotek. Niedaleko sterty zwierzyny siedziała ciemna wojowniczka, której futro poprzecinane było rudymi smugami, Wężynowa Łapa z pewnością ją znała bynajmniej z widzenia, jednak musiała nie należeć do rozmownych kotów, bo nie szczególnie wryła się szylkretce w pamięć. Druga kocica, niosąc w pysku pulchną mysz, dosiadła się do pomarańczowookiej i położyła przed nią zwierzątko, jej pysk po drodze otarł się o policzek wojowniczki. Wężynka przymrużyła oczy, z zainteresowaniem wyczekując rozwoju wydarzeń. Oba koty oparły się o siebie i w takiej pozycji na przemian kąsały mysz przed nimi. Juniorka otworzyła szeroko oczy, kiedy nagle stało się jasne, dlaczego między kotkami dochodzi do takiej czułości!
— One są parą… — Podobnie zachowywały się Biedronkowe Pole oraz Krabowe Paluszki, kiedy jeszcze Wężynowa Łapa mieszkała w żłobku.
Młoda uczennica już dalej nie podsłuchiwała rozmów kotek, teraz w jej głowie kłębiły się różne pytania: Jak to jest kochać kogoś? Ona kocha swoją mamę, ale to chyba nie jest to samo co kochać innego kota spoza rodziny, prawda? Czy kochać to to samo ciepło, które Wężynka czuje, gdy widzi coś ładnego? Na przykład, kiedy razem z Lulkiem znaleźli magicznego żuka? Chyba tak, bo co innego? Futro kotki zaczęło ją piec, to wszystko jest takie dziwne! Musi ładnie wyglądać, aby ktoś ją pokochał, to dlatego jej matka zawsze dbała o dobry wizerunek jej dzieci, muszą być ładni, aby być kochani, teraz wszystko ma sens. Juniorka podniosła łebek w stronę pary kocic jak się okazało Murena, właśnie odchodziła w stronę wyjścia z obozu razem z patrolem. Ciemna wojowniczka została na swoim miejscu, wpatrując się w jakiś nieokreślony punkt na niebie, to chyba dobry moment, aby do niej podejść. Ale dlaczego jest w związku z kotką, a nie kocurem? Czy to zależy od tego, że kotki są piękniejsze niż kocury? Wężynka nie znała odpowiedzi na te pytania, ale kocica przed nią już tak! Zanim podniosła się, musiała jeszcze sprawdzić, czy na pewno dobrze wygląda, z uniesionym ogonem i gracją podeszła do wojowniczki.
— Ślicznie wyglądasz! — westchnęła oraz skinęła jej na powitanie — Mam na imię Wężynowa Łapa, a ty..?
Kocica zeskanowała młodszą wzrokiem, a na jej pysku malowała się niechęć, lecz ostatecznie podniosła się do pozycji siedzącej i zabrała głos:
— Dzięki, jestem Czereśniowy Pocałunek — z wyczekiwaniem wpatrywała się w Juniorkę.
— Mam takie nietypowe pytanie, dlaczego ty "lubisz" kotki, a nie kocury?

<Czereśniowy Pocałunku?>
[643 słów]

[przyznano 13%]

02 lipca 2025

Od Wężynki (Wężynowej Łapy)

Do żłobka wdzierały się pierwsze promyczki leniwego słońca, barwiąc łapki Wężynki, która już dawno nie spała, złotem. Serce zabiło jej szybciej, kiedy jakiś kot poruszył się gdzieś za jej plecami — czy to Wężyna? Lśniące nadzieją i ekscytacją oczka młodej szybko przemierzyły wnętrze kociarni, jednak wszystkie koty dalej spały. Powietrze było gęste i gorące a niegdyś przyjemny zapach mleka teraz zdawał się być mdły.
— Żenada — uznała koteczka cichutko na myśl, że przyszło jej żyć w takich warunkach — Powinni wybudować mi osobną komnatę! Mnie i mojej mamusi. I Żmijowcowi. Ale nie, bo on jest dziwny. Ale bez niego jest nudno! Ale z nim też jest nu…
Juniorka zjeżyła się momentalnie, kiedy jej przeprowadzane na głos rozmyślania zostały przerwane przez głośne chrapnięcie szylkretowej kocicy.
— Przestraszyłaś mnie mamo! — syknęła, teraz bardziej stłumionym głosem, Wężynka.
Przez następne kilka minut bawiła się małym kamyczkiem, który został tu przyniesiony po jakiejś zabawie, razem z futrem Tojadu. Wiatr uderzał w dach żłobka i zahaczał o jego ściany, liczne oddechy kotów zlewały się w jeden głośny bełkot, od czasu do czasu przeszywany głośnym chrapaniem seniorki. W tym wszystkim najgorsza była nuda! Zielonooka była zbyt podekscytowana, aby zasnąć, ale też zbyt znudzona, aby dalej czekać, liczenie liści na ścianach też już nie było interesujące.
— Ciekawe kto zostanie moim mentorem — zaczęła rozmyślać, to wydawał się być dobry temat — Pewnie liderka, Piankowa Gwiazda czy jakoś tak. Ooo! Albo Mandarynkowe Piórko! Tak! Lub jakiś silny wojownik. Ale jestem pewna, że to będzie ktoś spokrewniony z przywódczynią!
Dumna wypełniła serduszko koteczki, wiedziała, że jest ważna! Zasłużyła! Na pewno klan bardzo ją wielbi, widzą jej potencjał i nie będą mogli go zmarnować, dając jej jakiegoś nieodpowiedniego nauczyciela. Juniorka była zupełnie pewna, iż ma rację, a to poczucie pewności siebie wypełniło ją ciepłem aż po końcówki uszu. Rozpromieniona przejechała językiem po klatce piersiowej, szybko uświadamiając sobie, że w taki dzień, kiedy cały klan będzie ją obserwował, musi dobrze wyglądać, zatem szybciutkimi, ale i dokładnymi liźnięciami potraktowała całe swoje futerko, które tego wymagało. Gdy szylkretka przeszła do czyszczenia swojego prawego boku, zauważyła, że drobne promienie słońca, które jeszcze niedawno ledwo co muskały jej łapy, teraz odważnie wspinają się w stronę nasady jej ogonka. Robiło się już późno, a wszystkie koty dalej spały!
— Nie możemy przecież zaspać… — Wężynka bez myślenia przekręciła się o 180% i pewnie szturchnęła matkę w zad.
Starsza poruszyła się nieznacznie, początkowo dając wrażenie dalej śpiącej, ale kiedy otworzyła zaspane oczy, jej córka mogła odetchnąć ze spokojem. Seniorka mrugnęła kilka razy, po czym posłała pytające spojrzenie w stronę zielonookiej, ta machnęła ogonem, chcąc zwrócić uwagę matki, na słońce wspinające się coraz wyżej na niebie, nie mówiąc przy tym ani słowa. Wężyna westchnęła ciężko, wydawała się średnio zadowolona z tego, że właśnie ktoś ją obudził. Przesunęła ogonem po grzbiecie innych z jej rodzeństwa i dopiero wtedy Juniorka zauważyła, że Tojad z błyskiem w oku obserwuje całe zdarzenie, fala żenady przeszła przez jej ciałko, pozostawiając po sobie zimny dreszcz — co jeśli słyszał mój monolog? Strzepnęła ogonem, próbując pozbyć się wstydu.
— Dlaczego już nie śpisz?? — Koteczka poczuła ziewnięcie Żmijowca na swoim futrze.
— Dzisiaj zostaniemy uczniami! — uświadomiła mu.
Oczy kocurka otworzyły się szerzej, a całe zaspanie zniknęło bez śladu.
— Oh! No tak! A jak myślisz, kto będzie twoim mentorem?
Między kotami wywiązała się krótka konwersacja w czasie kiedy ich matka czyściła resztę swoich kociąt. Wreszcie machnięciem ogona pozwoliła kotom na opuszczenie żłobka, to trwało wieki! Juniorka poczekała, aż wszyscy wyjdą — nie chciała, aby przez przeciskanie się w wejściu jej grzywa została potargana! Kiedy już wszyscy zebrali się, Spieniona Gwiazda przemówiła czystym głosem.
— Wężyno. — Liderka mruknęła zachęcająco — Ukończyłaś sześć księżyców, zatem jest to odpowiedni moment, abyś rozpoczęła swoją naukę na wojowniczkę. Od dzisiaj znana będziesz jako Wężynowa Łapa, a twoim mentorem zostanie — Juniorka dumnie wypięła pierś, a jej ślepia zamigotały niecierpliwie, wyczekując następnych słów — Dryfująca Bulwa. Wierzę, że nauczy cię on wszystkiego, co sam potrafi.
Szylkretka zamrugała kilka razy. Może się przesłyszała? Ale nie, kiedy odwróciła głowę w bok, wielki kocur wpatrywał się w nią rozpromieniony. No cóż… Koteczka nie miała innego wyboru jak wyprostować się i z podniesionym łbem powoli podejść do swojego nowego mentora. Drufująca Bulwa pochylił głowę i oba koty dotknęły się nosami, młoda poczuła, jak przez jej ciało przechodzi dreszcz. Wężynowa Łapa odsunęła się krok w tył i bez skrupułów zeskanowała zielonym spojrzeniem kocura. Był na pewno wielki, nie można było temu zaprzeczyć, lecz to wszystko owiane było aurą delikatnego kota.
— Nie zasługujesz, żeby być moim mentorem — westchnęła dramatycznie kotka.
Starszy nic nie odpowiedział, jedynie obrócił się i stanął gdzieś z tyłu tak, aby zrobić miejsce dla następnych kotów. Wężynka uznała, że musi usiąść obok niego, więc tak też uczyniła, cała duma i pewność siebie, którą jeszcze niedawno wytworzyła w swoim sercu, teraz wyparowała, zostawiając po sobie poczucie niesprawiedliwości.
— Kim ty jesteś? — Może jednak się pomyliła, a kocur tak naprawdę był najlepszym wojownikiem w klanie!
— Nazywam się Dryfująca Bulwa.
Oh, to będzie ciężki czas w jej życiu.
— No tak, ale dlaczego Piankowa Gwiazda wybrała akurat CIEBIE na mojego mentora?
— Spieniona Gwiazda, a nie Piankowa Gwiazda — poprawił ją z lekkim poczuciem wyższości w głosie.
Zielonooka wpatrywała się w niego z otwartym pyszczkiem i zmarszczonymi brwiami, przecież zadała proste pytanie! Koniec jej ogona drgał ze zdenerwowania — wszytko było nie tak! Mentorem jej brata Tojadu został Rysi Bór, silny, dostojny; wygląda na dobrego wojownika, dlaczego więc ona nie może mieć dobrego nauczyciela? Niesprawiedliwe! Gdy już ceremonia się zakończyła, nowi uczniowie rozmawiali ze swoimi mentorami, jedynie Wężynowa Łapa nie miała zamiaru dalej konwersować z Dryfującą Bulwą, wstała i kiedy już miała odejść w stronę legowiska, kocur położył ogon na jej grzbiecie, jednocześnie ją hamując.
— Dzisiaj zapoznaj się z nowymi towarzyszami z legowiska, mam nadzieję, że dobrze cię przyjmą i proszę, traktuj ich jak równych sobie. Masz na to cały dzień, dopiero jutro zaczniemy naukę. — W jego głosie można było wyczuć nutkę troski.
Młoda jedynie skinęła głową i odwróciła się, szybciutko uciekając do ów legowiska.

[974 słowa]

[przyznano 19%]