Pogoda była wyśmienita, słońce ogrzewało tereny klanu nocy, natomiast chłodny wiatr dawał ukojenie zmęczonym kotom na przykład Wężynce. Jak zwykle przesiadywała pod legowiskiem uczniów, ciesząc się wolnością od pracy. Jej odpoczynek jednak był coraz bliższy ku końcowi z każdym krokiem, który przybliżał Dryfującą Bulwę do uczennicy.— Wężynowa Łapo! Idziemy dzisiaj na trening łowienia ryb, cieszysz się? — głos kocura był niepokojąco pozytywny.
— Doprawdy skacze z radości — Przewróciła oczyma — Nigdzie się dzisiaj nie wybieram!
Zmierzyła spojrzeniem Dryfującą Bulwę, ciekawa jak zareaguje, lubiła sprawdzać na co, może sobie pozwolić w kłótniach.
— Dlaczego nie chcesz iść? To jest naprawdę ważna umiejętność, biorąc pod uwagę, iż należysz do klanu nocy! — kocur zmarszczył brwi, zdecydowanie nie rozumiał podejścia Wężynki.
Terminatorka westchnęła dramatycznie, przewróciła przy tym oczyma — nie ma czasu na zabawy z kocurem, jak mu się nudzi, niech idzie do żony, bo tak się składa, że Juniorka ma co robić!
— Mam lepsze rzeczy do roboty niżeli słuchanie twoich instrukcji, które na dobrą sprawę i tak niczego mnie nie nauczą! Chyba wolę spędzić ten czas na integracji z innymi uczniami. Rozumiesz to, nie? — kotka już nawet nie patrzyła na swojego nauczyciela, skupiła się na pielęgnacji futra zdobiącego jej grzywę
— Dobrze to nigdzie nie pójdziemy i tak nie będę się z tobą siłować — Popatrzył na nią, a jego wzrok już nie był przyjazny, ślepia wojownika wskazywały na to, że było dość poważnie.
Wężynowa Łapa zaciekawiona postawiła uszy.
— Ale wiedz, że nie wyjdzie ci to płazem, jak traktujesz inne koty wokół ciebie, z którymi żyjesz pod jednym klanem, wszystko wiem — kocur najeżył się delikatnie oraz wcelował zawiedzione spojrzenie prosto w Juniorkę — Ostateczny test też możesz sobie odprawić, skoro jesteś taka mądra, ale oprócz pyskatej mordy i tak nic nie masz do zaoferowania. Możesz nawet się poskarżyć swojej matce, mi to zwisa.
Dryfująca Bulwa odwrócił się na pięcie, smagnął ogonem i nie oglądając się więcej, odszedł. Po prostu odszedł. Wężynka wpatrywała się w kocura z szeroko otwartymi ślepiami. Czy jej mentor właśnie się na nią obraził? Nie możliwe. Futro ją zapiekło, bo dokładnie wiedziała, co oznacza taka sytuacja, nie lubiła treningów, kiedy już na jakiś miała iść, całą sobą pokazywała, że jej się to nie podoba, choć wprawdzie jednak starała się ćwiczyć! Podobało jej się to kiedy wracała z treningu i opowiadała innym, jakie postępy robi, a oni z zazdrością wysłuchiwali. Teraz kiedy jej mentor ma focha, jak ma się dalej uczyć? Musi pokazać, że ma to gdzieś! Wężynka zaśmiała się cicho, kręcąc z niedowierzaniem łbem
— Nie możesz ot, tak sobie się obrażać! Przecież liderka powierzyła ci mnie, robiąc coś takiego, jednocześnie sprzeciwiasz się jej woli! — Liczyła, że tymi słowami przekona nauczyciela, że postąpił jak mysi móżdżek.
Bulwa obrócił łeb do uczennicy, a później przejechał zmęczonym spojrzeniem po jej pysku. Zjeżone futro zdążyło już opaść.
— To nie tak, po prostu nie należysz do spokojnych uczniów, zwłaszcza z twoim lekkim brakiem umiejętności normalnej dyskusji — mruknął, a szylkretka z niezadowoleniem syknęła na słowa nauczyciela — Zróbmy tak! Ty starasz się być miła dla mnie przynajmniej do końca swojego treningu, a gdy zostaniesz wojowniczką, to już nie skrzyżujemy ze sobą drug, co ty na to?
Wężynka z lekkim grymasem słuchała propozycji kocura, jednak nie miała chyba wyjścia prawda? Dosyć żałosne były jego próby sprzeciwienia się kotce, lecz ją to bawiło! Już miała wytknąć mu, że nie potrafi sobie poradzić z młodszą kotką, ale coś zakuło ją w pierś, kiedy zobaczyła zdesperowane oczy kocura. To nie był ten sam kot, którego zapamiętała terminatorka. Coś się w nim zmieniło, nie emanował radością jak zazwyczaj, był przytłumiony, smutny, nie, nie smutny, zmęczony.
— Mmm… Okej… — serce zabiło jej szybciej, co teraz powinna zrobić? — To, co z tym treningiem?
Sama nie wierzyła w swoje słowa, to było dziwne, Uh! Chyba jednak tyle była winna wojownikowi, podniosła się i wciąż z tym samym grymasem niezadowolenia wyczekiwała kolejnych poleceń ciemnego kota. Całą tą sytuacją była dla niej skrajnie niewygodna! Miała nadzieję tylko, że nikt nie był świadkiem tej wymiany słów, rozejrzała się po obozie zdesperowana. Polana była raczej pusta, Juniorka mogła odetchnąć.
Bury poczuł się bardzo spokojny, kamień z serca mu spadał! Może jest nadzieja na to, że chociaż trochę sprawi, że Wężyna będzie chciała czynić dobro w stosunku do innych i stanie się lepszym kotem.
— Myślę, że nadal możemy go zrobić, w końcu jakoś musisz się stać dobrym wojownikiem! Pójdziemy niedaleko obozu połowić ryby, a potem pójdziemy do lasów obok starej łupiny.
Na powrót rozpromieniony Dryfująca Bulwa podreptał w podskokach w stronę wyjścia z obozu, Wężynowa Łapa westchnęła tylko zmęczona tym wszystkich. Rozmowa z wojownikiem wyssała z niej resztki energii, a myśl o konieczności przejścia teraz treningu dobijała.
— To idziesz? — krzyknął do niej Brązowooki z drugiego końca polany.
— Tak, tak, już idę!
***
— Jesteśmy na miejscu! — Dryfująca Bulwa łapą pokazał brzeg zbiornika wodnego przed nimi — łowienie ryb jest całkiem proste!
Mentor podszedł bliżej do wody i przykucnął, wpatrując się w tafle. Zapatrzył się na chwilkę, z uwagą obserwując swoje odbicie. Wężynka usiadła obok niego, pozwalając wietrzykowi na wysuszenie jej mokrego futra.
— No to tłumacz, jak się łowi ryby, hm?
Brązowooki zamrugał kilka razy, po czym podniósł głowę. Wzrok zatrzymał na swojej podopiecznej i nie czekając już dłużej, zaczął tłumaczyć:
— Obiecuję, to nic skomplikowanego. Jedyne co musisz robić to czekać, aż jakąś ryba przypłynie pod twoje łapy i szybko wyciągnąć ją z wody.
Wężyna obserwowała, jak Dryfująca Bulwa nachyla się nad wodą, wyciąga jedną z łap z wyciągniętymi pazurami przed siebie i w takiej pozycji zastygł na parę dobrych uderzeń serca. Nagle jego łapa wystrzeliła do wody, rujnując idealną taflę wody tylko po to, aby zaraz wyciągnąć z niej okazałą rybę. Stworzenie zaczęło podskakiwać na ziemi zszokowane zaistniałą sytuacją, wojownik przyszpilił ją nogą tak, aby nie uciekła, a następnie zatopił w niej kły.
— Widzisz? Prościzna! — Bulwa z uśmiechem na pyszczku prezentował Juniorce swoją zdobycz — teraz twoja kolej.
Wężynka machnęła ogonem, da radę! Łowienie ryb wydawało się nawet łatwe, szczególnie po tym, co zaprezentował jej wojownik! Nie czekając więcej, stanęła nad brzegiem tuż obok swojego nauczycielka i odtwarzając w pamięci, to co zobaczyła chwilę temu, przebrała pozycję. Zielonooka wystawiła łapkę przed siebie i zaczęło się czekanie. Żadna ryba łaskawie nie chciała przepłynąć obok łapy terminatorki, skręcały w różne strony i gdy już miała się poddać, w końcu cień zwierzątka pojawił się pod jej łapką. Szybko niczym błyskawica złapała swoją ofiarę, która już chwilę później leżała na ziemi. Juniorka z triumfem uśmierciła rybę, oglądając przy tym swoją zdobycz, to była jej pierwsza ryba!
— Bardzo ładny okaz, wiedziałem, że szybko zrozumiesz, o co chodzi! Dobrze ci poszło, myślę, że możemy iść już dalej — uznał kocur z dumą, oglądając wyłowione stworzenia — Zakop je proszę, później jeszcze tu wrócimy.
<Dryfująca Bulwa?>
[1096 słów + nauka łowienia ryb]
[przyznano 22% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz