BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Smutna Cisza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Smutna Cisza. Pokaż wszystkie posty

04 lutego 2021

Od Jeżowej Ścieżki

 Ostatnie Zgromadzenie przyniosło ze sobą wiele nerwów. Wśród burzaków zapanowało poruszenie za sprawą odnalezienia Konwaliowego Serca. Cóż, teraz Smutnej Ciszy, przebywającej w Klanie Nocy. Jeżowa Ścieżka wtedy nie wiedział co myśleć. Słyszał jak Burzowa Noc krzyczy na matkę, jak Smutna ją przeprasza. Miały sobie tyle do powiedzenia. Ale nie potrafiły dojść do porozumienia. Nic dziwnego, emocje były kruche i trudne do okiełznania. Nie mógł się dziwić córce byłej medyczki, że tak zareagowała. Wychowała się wraz ze Stokrotką w kłamstwie, że czarno-biała jest ich ciotką, a nie matką. Jeżyk sam był zaskoczony, gdy poznał prawdę, a był jedynie mentorem (chociaż traktował osobiście Konwalię jak córkę, nie tylko uczennicę). Westchnął ciężko. Spojrzał smutno na stare legowisko Stokrotkowej Łapy. Będzie musiał wyrzucić ściółkę. Dopadły go wspomnienia o niebieskiej uczennicy oraz o małej Tupot. Szkoda, że Klan Gwiazdy tak szybko zabrał je do siebie. Jeżowa Ścieżka podniósł się ze swojego miejsca, po czym opuścił swoje legowisko, udając się od razu do wyjścia z obozu. Skinął głową na powitanie pełniącej straż Cętkowanemu Kwiatowi, zanim koniuszek jego ogona zniknął w przejściu. Miał coś ważnego do załatwiania. A ponieważ na Zgromadzeniu nie mógł tego załatwić, pozostało mu spełnić ten cel dzisiejszego dnia. Musiał zdążyć. Drugiej szansy nie będzie. Na tą myśl przyspieszył kroku, niemal puszczając się biegiem przez rozległe pola należące do Klanu Burzy.
Był zawiedziony i smutny wyborem Smutnej Ciszy. Dlaczego nie odezwała się do mentora, że żyje i jest zdrowa? Nie rozumiała, że się martwił? Myślał, że odeszła, że już jej nie zobaczy. Pozwoliła mu na tą żałobę! Czekoladowy medyk zatrzymał się na chwilę i spojrzał w niebo. A zdawało się jakby wczoraj udzielał jej pierwszej lekcji. Może ona tak naprawdę mu nie ufała, a jej depresja po raz kolejny przejęła nad nią kontrolę?
Dotarcie do granicy z Klanem Nocy nie zajęło mu wcale tak dużo czasu. Zawdzięczał to wyszkolonym łapom. Zawahał się. Czy powinien przekraczać granicę? Według kodeksu miał do tego prawo, jeśli zbierał zioła. Ale nie chciał nadużywać gościnności klanu Aroniowej Gwiazdy. Przysiadł więc przy samej granicy, wpatrując się wyczekująco w horyzont. Rzucił cichą modlitwę do Klanu Gwiazdy, żeby kotka wyjątkowo tędy przechodziła. W końcu obok terenów bagiennych można było znaleźć kilka potrzebnych ziół. Los jakby się do niego uśmiechnął. Dojrzał znajomą czarno-białą sierść przemykają szybko po terenie członków Klanu Nocy. Jeżowa Ścieżka wstał na równe łapy.
- Konwalio! Znaczy.. Smutna Ciszo! - zawołał głośno. Zwrócił tym samym uwagę kotki, która odwróciła pyszczek w jego kierunku. Jeżyk uśmiechnął się lekko i skinął jej głową na powitanie. W tej chwili nie miało znaczenia, że nie dała znaku życia i wszystkie jej złe uczynki. Liczyło się dla niego tylko to, że kotka była cała, zdrowa i odżywiona. - Możemy porozmawiać? 


<Smutna Ciszo? Cześć> 

22 listopada 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

 Uśmiechnął się szerzej. Tupot wykonała szybki skok. Wystarczył żeby zwalić z łap Konwaliowe Serce. Młoda asystentka padła na ziemię, z nieodgadnionym wyrazem pyska. Kocię Cętkowanego Kwiatu przyjrzało się uważnie kocicy. Wzrok małej przeszył czarno-białą. Tupot kiwnęła łebkiem, zanim zerknęła na czekoladowego. 
- To wymuszony, niemrawy uśmiech! - ogłosiła, pusząc futerko. 
- Oh, musimy w takim razie zastosować nadzwyczajne środki. - miauknął tajemniczo medyk.
Podszedł  do obu kotek. 
- Co wy.... - Konwaliowe Serce nie dokończyła swojej myśli. wkrótce wybuchła śmiechem, gdy Jeżyk i Tupot zaczęli ją łaskotać. 
W duchu si uśmiechnął. Miło było patrzeć na radosną Konwalię. Wielka szkoda, że to była sprawka łaskotek. Westchnął cicho. Chciałby, żeby wróciła do dawnego stanu i znowu ba otwartą, pogodną kotką. Liczył, że przezwycięży chorobę. Połaskotał ją ostatni raz, zanim cofnął ogon. 
- Mmm nie sądzisz Tupot, że pora zastosować opcje B? - polizał łapę. 
Tupot zamyśliła się, zanim kiwnęła łebkiem. 
- Rozkręcasz się, mój asystencie. 
Jeżowa Ścieżka posłał krótkie spojrzenie Konwalii, potem córce Orlika, zanim rzucił się ze śmiechem w stronę żłobka. Tupot pobiegła za nim. 
- Tylko za nami nie idź! - zawołał przez ramie do dawnej uczennicy.
Ta mimo wszystko ruszyła za nimi, gdy z kociarni dobiegły ją głośne śmiechy. Chyba szybko pożałowała wejścia do środka, bo została obsypana kwiatkami i jakimś pyłem, po którym kichnęła. Pył "wesołej miny" nie był jednak groźny. Jeżyk czekał na dzień, gdy jego właściwości zadziałają. A może nawet jutro Konwaliowe Serce obudzi się z uśmiechem na pysku.... 

***

Jeżowa Ścieżka przekrzywił łebek. Ślady pazurów na ścianie legowiska, były bardzo widoczne. Zaczął je liczyć. Nie był to akt wandalizmu, a zasługa Konwalii. Dziwnie jednak wyglądało i pewnie miało takie znacznie. 
- Na co się gapisz? - prychnął głos za jego plecami.
Medyk odwrócił pysk w stronę przyjaciółki. Czarno-biała grzała posłanie. Koło jej łap leżała mysz, której nawet nie tyknęła, natomiast oczy świdrowały wszystko. Za dużo dzisiaj maku, ale wiedział, że ten był potrzebny by ją uspokoić. Nie chciał widzieć napadu jej szału. 
- Powinnaś zacząć malować. Zrobimy farbę z owoców i przemalujemy ściany w legowisku. Możemy też znaleźć jakieś dekoracje. O, coś dla Nitka również. Takie odświeżenie. - zaśmiał się na swój pomysł. 


<Konwalio? wybacz, że długo musiałaś czekać i jeszcze wyszło gniotowato :c> 

22 sierpnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

Mieli duże szczęście, że akurat byli sami w legowisku medyków. Tylko on i ona. Bez nikogo towarzyszącego. Wszyscy wciąż gromadzili się w miejscu, gdzie jeszcze wcześniej leżało bezwładne ciało Zajęczej Stopy. Czekoladowy śledził ceremonię, tulony przez obie siostry. Chciały go pocieszyć, ale nie umiał nie płakać. Jego mentorka, przyjaciółka i cudowna medyczka, odeszła polować z Klanem Gwiazdy, zostawiając Klan Burzy pod jego i Konwalii opieką. Tęsknił za nią. Tak cholernie tęsknił za głosem, dotykiem sierści i całą kocicą, wielokrotnie służącą mu pomocną łapą, gdy czuł się niepewnie w tym wszystkich. 
Samotnie wrócił do legowiska medyków, nie spodziewając się, jaki bajzel tam zastanie. Spowodowany przez czarno-białą nie był jednak największym zmartwieniem. Kotka chciała zabić Nitka. Tak po prostu! Nie wiedział co w nią wstąpiło. Konwaliowe Serce słynęła ze swej empatii i spokoju. Teraz wydawała mu się taka obca. Jak... jakby była zupełnie kimś innym. Uznał, że zniosła tak żałobę. W końcu znała Zajęczą Stopę odkąd tylko trafiła do klanu. Dla nich obu była bardzo ważnym sojusznikiem. Widocznie każde z nich, radziło sobie inaczej z tym samym bólem. On płacząc, ale wiedząc, że po burzy pojawi się słońce, jak po śmierci Brzozowego Szeptu. Ona natomiast próbując ukryć, że to się stało, wyprzeć to z pamięci, pozwolić sobie na łzy. Wraz ze smutkiem zawsze szedł gniew, a za nim podążało współczucie. 
To właśnie poczuł w pierwszej chwili, gdy udało mu się obezwładnić kotkę. 
A potem ona to powiedziała. I tego się już nie spodziewał, nawet w najgorszym koszmarze, który zdarzył mu się nie raz już przyśnić. Otworzył szerzej oczy, w których odbiło się czyste zaskoczenie. Zamarł. Chyba pierwszy raz nie wiedział co odpowiedzieć. Spojrzał prosto w ścianę, jakby tam miało kryć się rozwiązanie tej sprawy. Na Klan Gwiazdy, co ona narobiła?!
Kotka nie tłumiła łez. Odwróciła wzrok. Był wdzięczny, że go nie przytuliła, bo sam nie wiedział, jakby zareagował. Był po prostu w zbyt dużym szoku, by poukładać myśli. 
- Przepraszam... Złamałam Kodeks Medyka... - z jej oczu poleciało następne kilka łez. - I może już nigdy mi nie wybaczysz oraz już się do mnie nie odezwiesz i się nie zdziwię, zrobiłam coś złego, sama nie umiem sobie wybaczyć... ale... A-ale ja zawsze będę tutaj... I-i zawsze będę czekać na to by znów byliśmy przyjaciółmi, j-jak przedtem... - miauknęła cicho łkając.
Chciał ją przytulić, pocieszyć. Mógłby powiedzieć, że jest jego przyjaciółką, że Stokrotka i Burza mają najcudowniejszą mamę, a partner kotki musi być prawdziwym szczęściarzem. Ale dobrze wiedział, że nie to powinien jej powiedzieć. Owszem, dalej pozostała jego przyjaciółką, jedną z najbliższych mu kotów w Klanie Burzy. Powinien jednak powiedzieć, że jest dobrą medyczką, że za wiele sezonów po jego śmierci, klan zyska  prawdziwą opokę w najtrudniejszych czasach, że jest z niej bardzo bardzo dumny. Jeszcze kilka uderzeń serca wcześniej, właśnie tak by powiedział. Teraz nie był pewny jej losu. Co jeśli zostanie wygnana? Nie chciał jej stracić!
Zmusił się by na nią spojrzeć. Na jej łapę, a właściwie kikut. Musiała być to kara od Klanu Gwiazdy. Ten piorun, który nie pozwolił jej prawie wejść do groty... to teraz był znak. I ten sen! kwiat w pysku, łodyga! przodkowie byli na nią źli. Na każdego medyka łamiącego kodeks. W tej chwili nie liczyły się jej umiejętności i to, że uratowała życia wielu kotom. Wbił pazury w ziemię. Oh, czemu musiał być taki bezsilny wobec potęgi gwiezdnych? Czemu kodeks musiał być taki surowy? Czemu niektórzy nie mogli go przestrzegać? Pomyślał o Strzyżykowej Prędze, Sosnowym Zagajniku oraz Słodkim Języku. Nie spodziewał się, że jego dawna uczennica posunie się do takiego czynu. Była taka ambitna, szybko się uczyła, była też wierząca. Spuścił głowę, spoglądając na swoje łapy.
Wdech
Mama mówiła mu, że zawsze musi zachować spokój. Właśnie na takiego kocura wyrósł. Opanowanego. 
Wydech
Nie potrafił uwierzyć w to wszystko. Oczywiście uważał, że miłość to najpiękniejsze uczucie na świecie, pomogę "dodać skrzydeł", często ważniejsze od pozycji. Czasami też "ogłupiała", zabierając świadomość popełnianych grzeszków. Usiadł, czując jak jego łapy stają się ciężkie. Sam jej mówił, żeby słuchała serca. Nie sądził, że jego nauki, kiedyś odwrócą się przeciw niemu. Może to przez niego Konwaliowe Serce złamała kodeks? Pewnie nie, jednak w tej chwili właśnie tak się czuł. Winny. 
- Ja...
Asystentka podniosła na niego pełne nadziei ślepia. Przypominały słoneczniki, gdy tak lśniły ze smutku i wiary. Westchnął. Wybaczy jej... wiedział to... była dla niego zbyt ważna, prawie jak córka, żeby tak po prostu przekreślił ich relację. 
- Ja...
Złamanie kodeksu było jednak poważne. Gwiezdni tak łatwo nie przebaczają, nawet w swojej wielkiej dobroci i trosce o żyjące na ziemi koty. Uderzył ogonem o ziemię, powodując, że piach i kurz zakręciły w powietrzu, jakby w rytm jakiejś melodii, unosząc się i opadając następnie na podłoże. Postanowił pozostawić los kotki w łapach przodków. Oni znali zakończenie tej historii. Jakiekolwiek by ono nie było, niestety za wszystko trzeba było zapłacić i chociaż ta świadomość wywołała u niego rozpacz, możliwe, że jego beztroskie życie wkrótce pokryje się masą smutku. Nie chciał tak bardzo tracić tych, na których mu zależy! 
Kocur powoli wypuścił ze świstem powietrze. W tej chwili tak pragnął się nie dowiedzieć, żyć w nieświadomości lub uciec jak najdalej. Oh, gdyby tu była Zajęcza Stopa... ona pewnie lepiej wiedziała, co należało zrobić. Gryzł się z własnym sercem, zanim postanowił, że jej nie wyda. 
- Ja się na tobie zawiodłem. - zdobył się w końcu na zabranie głosu. Spojrzał w oczy swojej uczennicy. W niebieskich oczach odbił się żal, smutek oraz głębokie poczucie tęsknoty. Tym właśnie była dorosłość. Odpowiedzialnością i braniem na siebie konsekwencji. - Zawiodłem się tak bardzo. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek posuniesz się do takich rzeczy. Nie ty. Chciałbym cię pocieszyć, ale nie jestem w stanie, Konwalio. Nie wiem co teraz będzie. Klan Gwiazdy ci nie wybaczy, a jeśli się wyda, to cię stracę. To Klan Burzy, Stokrotka i Burza cię stracą. Chce usłyszeć, dlaczego ten kocur był dla ciebie aż taki ważny? Dlaczego mimo wszystko się zdecydowałaś podjąć ryzyko?  
- Kocham go. Je też kocham. Jeżyku ja... tak, bardzo cię przepraszam! Nigdy nie chciałam cię zawieść! - ponownie w jej ślipiach pojawiło się morze łez. 
Położył uszy. 
- Co chcesz usłyszeć? - mruknął, kręcąc głową. Chciałby wrócić do tych czasów, gdy dopiero się poznali. Nie czułby wtedy takiego bólu. A skoro on tak się czuł, to jak ona musiała?
To wszystko. Powiedzenie, że idzie się zająć ciężarną krewniaczką. Wyruszenie z Cętką. Nerwowy wzrok Orlika. Powrót do klanu. Strata łapy. Śmierć jednego z kociąt jej przyjaciół. Ile jeszcze będzie przed nią? Każdy miał prawo do błędu, ona też. Uh, naprawdę w tej chwili nie potrafił logicznie spojrzeć na sytuację.
Raz był tak wściekły, że miał ochotę krzyczeć. Wykrzyczeć jej całą swoją rozpacz prosto w pysk. Innym razem zbyt smutny, by cokolwiek powiedzieć. A jeszcze innym dopadały go wyrzuty sumienia. 
Czekoladowy powoli podniósł się na łapy. Konwaliowe Serce milczała. Zbyt długo. Gdy wreszcie zabrała głos, nastawił uszu, by jej wysłuchać z cierpliwością.
- J-ja… Uh… J-ja n-nie wiem…
Jego Konwalia. Chciała znowu coś powiedzieć, ale przerwał jej machnięciem ogona. Odwrócił wzrok, prosto w stronę wyjścia. Potem ruszył przed siebie. Nie mógł na nią patrzeć. Nie dzisiaj. Nie w tej chwili. Po prostu tak bardzo nie mógł. Wiedział, że ją rani i bolało go to niesamowicie, ale inny ból był o wiele silniejszy. Czuł, że traci do niej zaufanie. Tak bardzo tego nie chciał.
- Jeżowa Ścieżko!
Zatrzymał się, odwracając w jej stronę.
- Posprzątaj tu. Wszystkie zioła będzie trzeba wyrzucić i wybrać się po nowe, a w dwójkę zajmie nam to o wiele dłużej. - miauknął, zachowując spokój w głosie.
Czasami milczenie było lepsze.
Kotka pokiwała powoli głową. Niepewnie przystąpiła o krok do przodu, ale właśnie wtedy opuścił legowisku, ruszając przez obóz. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Wszyscy byli pogrążeni w swoich sprawach i opłakiwaniem Zajęczej Stopy.
- Idę się przewietrzyć. - miauknął do Oślego Ucha, pełniącego straż przy wyjściu.
Brat położył mu ogon na ramieniu.
- Jasne, Jeżyku.
Widział to współczucie. Uśmiechnął się słabo, na tyle było go stać, by zgrywać pozory, że jest z nim okej. Opuszczając obóz mógł odetchnąć z ulgą. Puścił się biegiem przez teren. Był burzakiem. Szybkim burzakiem. Z łatwością pokonywał kolejne dystanse, wyciągając masywne łapy przed siebie. Melodia grana przez wiatr, towarzyszyła mu na każdym kroku, dzwoniąc w uszach, muskając jego pysk. Owiało go wiele woni ziół i zwierzyny, które czuł już niejednokrotnie. Przyspieszyło mu serce od nacisku tylu emocji. Musiał zwolnić, gdy poczuł się zmęczony. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że dotarł do granicy. Otworzył pysk, chłonąć wszystkie zapachy. Jeden mocniejszy przebił się bardziej. Zerknął na szalej rosnący nieopodal. Jego białe, malutkie, śliczne płatki.
- Obiecałem, że nigdy cię nie zerwę. - miauknął do rośliny, jakby mogła go zrozumieć. Na samą myśl parsknął śmiechem, unosząc kąciki ust. Szkoda, że nie mogła mu powiedzieć, że zachowywał się jak dziwak.

Niósł w pysku parę kaczeńców i stokrotek, które udało mu się cudem znaleźć. Dobrze, że zima nie nadeszła. Podążał znajomą trasą, wyuczoną na pamięć. Kocur po kilku dłuższych uderzeniach serca, znalazł to czego szukał. Poczuł napływające mu do oczu łzy. Zawsze płakał będąc w żałobie. Tak już miał. Przysiadł przy zakopanej kupce ziemi. Tutaj ją pochowali. Zajęczą Stopę. Teraz to miejsce wydawało się takie samotne i smutne. Położył przyniesione kwiaty. Pewnie też je lubiła. Miała słabość do stokrotek. Z resztą nie tylko ona.
- Hej, Zajęcza Stopo. - przywitał się, siadając i otulając ogon wokół łap. Z kwiatami grób wyglądał ładniej, ale wciąż był pokryty rozpaczą za utraconą towarzyszką. Przynajmniej teraz będzie mogła cieszyć się wiecznym spokojem. Westchnął. - Brakuje mi ciebie. Bardzo. Po-potrzebuje rady. Bardzo martwię się o Konwalię. Jest jeszcze taka młoda, a już pcha się do ryzyka. Nie chce żeby potem cierpiała. Co.. co zrobiłaś na moim miejscu? Zawsze wiedziałaś co robić.
Owiał go wiatr, poruszając półdługą sierścią. Była przy nim. Na pewno. Nie zostawiłaby go w żadnym momencie. Smutny uśmiech wkradł się na czekoladowy pysk.
- Ja też? Mo-możliwe. - miauknął. - Chciałbym wierzyć, że wszystko potoczy się dobrze.
Położył się, kładąc głowę na łapach. Obserwował miejsce pochówku jego mentorki, przypominając sobie tak wiele. Nie tylko wspomnień związanych z nią, ale również z Konwalią. Do klanu wróci nad ranem, teraz potrzebował pobyć samemu. Wpadło mu do ważne pytanie, na które na razie nie musiał odpowiedzieć.
Czy miłość naprawdę była warta każdego ryzyka?


<Konwalio?> 

19 sierpnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

Dla Zając [*]

Nie mógł pozwolić, by panika wzięła nad  nim górę. Kocur starał się uspokoić zbyt szybki oddech, gdy odkopywali szylkretową kocicę, a potem chwycili ją za kark. Musieli ją wyciągnąć! Musieli! Czekoladowy i czarna powoli wyciągnęli Zajęczą Stopę z zawalonej nory. Każde uderzenie serca się liczyło. Poczuł wyrzuty sumienia, że się z nią nie wybrał, ale przecież dotąd medyczka zawsze wracała, gdy wybierała się na samotne zbieranie ziół.
Znaleźli się przy niej. Jeżowa Ścieżka prędko sprawdził oddech kocicy, natomiast Konwaliowe Serce przyjrzała się jej raną, głównie na szyi. Pewnie w poszukiwaniu potrzebnych medykamentów, udała się aż do nory królika. Nieszczęśliwie ta się zawaliła, gdy była w wejściu. Zacisnął zęby, wbijając pazury w ziemię. Nie oddychała. Nie wyczuł nawet najmniejszego wzięcia oddechu, gdy przystawił pysk blisko jej pyska, próbując cokolwiek wychwycić. Jej bok nie unosił się w wdechach i wydechach, leżała nieruchoma, z otwartymi z przerażenia oczami. Odeszła polować z Klanem Gwiazdy, w który wierzyła całym sercem. Już więcej jej nie zobaczy. Nie usłyszy jej głosu, mądrych słów, nie poczuje wsparcia jakim go raczyła.
Zajęcza Stopa nie żyła. Nie zdążyli jej uratować.
Kocur odsunął się od medyczki. Smutne niebieskie oczy, spojrzały prosto na Konwaliowe Serce. Ich spojrzenia się skrzyżowały, dokładnie tak jak pierwszego dnia ich wspólnego treningu.
- C-co robisz? Musimy jej pomóc! Za-zaraz przyniosę z-zioła.
- N-nie ma ziół n-na śmierć. - miauknął Jeżyk, spuszczając głowę, by spojrzeć na własne łapy. Nie miał wątpliwości, że Zajęcza Stopa była już w innym, lepszym świecie. Musiało się to stać jeszcze zanim opuścili obóz.
Czekoladowy poczuł napływające do jego oczu łzy. Pozwolił im spaść na ziemię. Konwalia pociągnęła nosem. Ona również płakała. Wiedział to, nie musiał nawet na nią spoglądać. Zajęcza Stopa była ich przyjaciółką oraz najstarszą medyczką, wiele ich nauczyła, oboje mieli z nią więź. Jeżowa Ścieżka pamiętał, jak był jeszcze uczniem wojownika. Zajęcza Stopa pomogła mu rozwinąć jego zainteresowanie ziołami, przez co stał się jej uczniem. Stał się medykiem. Stał się tym kotem, którym jest teraz. Tak wiele jej zawdzięczał. Była niczym członek jej rodziny. Położył się, wtulając nos w jej sierść. Była zimna. Zapach medyczki pomału stawał się  ulotny.
- J-jeżyku, t-to nie może być prawda... ona nie mogła...
- K-konwalio. - odsunął się od ciała Zajęczej Stopy, by podejść do dawnej uczennicy. Przytulił ją, a  ona wtuliła się w jego futro. W ten sposób oboje mogli się wypłakać. Opłakiwać śmierć bliskiej im kotki, tak niespodziewanej. - Ja też za nią tęsknię. Chciałbym, żeby to nie była prawda. Chciałbym z nią zamienić jeszcze chociaż jedno słowo. Pożegnać się. Klan Gwiazdy miał co do niej inne plany, wreszcie będzie mogła odpocząć.
- To moja...
- Ani nie twoja, ani nie moja wina. Tak się stało, my... musimy ją godnie pochować. I obiecać, że na zawsze będziemy o niej pamiętać. - miauknął.
Kolejne łzy pociekły po jego policzkach. Starał się być silniejszy niż przy śmierci Brzozowego Szeptu. Jednak po raz kolejny zaznał rozpaczy. Straty. Za dużo ich ostatnio. Teraz jego wspomnienia z kocicą będą smutne. Spotkają się dopiero za wiele wiele księżyców. Zajęcza Stopa wiedziała, że zostawiła klan w dobrych łapach, jednak w tym momencie ani Jeżyk, ani Konwalia, nawet nie pomyśleli o tym.
Płakali jeszcze długi czas, aż odsunęli się od siebie, by zawlec ciało medyczki do obozu. Musiała zostać godnie pochowana. Zasłużyła.
Tej nocy na niebie pojawiła się nowa gwiazda.


<Konwalio?>

02 sierpnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

Pora Nowych Liści pomału dobiegała końca. Przyniosła ze sobą kolejne śmiertelne zatrucia. Kwitnąca Polana, Cienista Łza i Pylisty Świt, polowały wraz z Klanem Gwiazdy. Do tego ciało Bluszczowej Poświaty, a właściwie to co z niej zostało, zostało znalezione na przejętym przez groźne lisy terenie. Strata czwórki wojowniczek nie mogła być przypadkiem. Działo się coś bardzo złego, to był dopiero początek, chociaż Jeżowa Ścieżka naiwnie wierzył, że wreszcie się to skończy, wraz z nadejściem Pory Zielonych Liści.
Zajęcza Stopa  zleciła im zrobienie kilku papek. Na wszelki wypadek, gdyby zatrucia miały powrócić. Smak tej przeżuwanej przez czekoladowego nie był dobry, jednak pacjent nie będzie o tym myślał, gdy będzie zwijał się z bólu. To da mu ukojenie. Uśmiechnął się lekko. Kochał to w pracy medyka, że niósł ulgę potrzebującym pobratymcom. Z resztą gdyby spotkał rannego nawet poza Klanem Burzy i tak by mu pomógł.
Zerknął kontem oka na Konwaliowe Serce. Wyglądała już znacznie lepiej. W ciszy przeżuwała łopian. Odkąd wróciła z dwójką kociąt, rzadko widywał ją w legowisku medyków. Może odezwał się w niej jakiś instynkt? O ile będzie wykonywać obowiązki, nie miał jej tego za złe. Wypluł na liścia papkę. Ogonem trącił obok asystentki, zwracając na siebie jej uwagę.
— Hę?
— Konwalio, dokąd w nocy tupta jeż?
Uśmiech na pyszczku czarno-białej kotki, był warty każdego słowa. Poruszył wąsami z rozbawieniem, robiąc jakąś głupią minę, by tylko się zaśmiała. Pewnie myślami była w żłobku.
— Nie wiem, Jeżyku, dokąd tupta. Jeśli byłby tobą to po żarcie. Myślisz, że nie widzę, jak wymykasz się po drugą mysz? — łapą dotknęła jego brzucha. — Uważaj, bo wkrótce będziesz przypominał kulę mchu.
Wybuchli głośnym śmiechem.
— Co was tak śmieszy?
Zajęcza Stopa spojrzała na dwójkę asystentów, który natychmiast zamilkli. Medyczka pokręciła łbem z rozbawieniem. Miała ciekawie z tą dwójką.
W wejściu rozległo się zawodzenie bólu. Medycy poderwali się na równe łapy, kierując swoją uwagę na Kucykowego Ogona. Kocur stał w obecności Śpiewającego Wiesiołka. Czekoladowy trzymał wyżej przednią łapę. Oho, co się stało?
— Tato, wbiłeś sobie jakiś kolec? — Jeżowa Ścieżka pierwszy znalazł się przy swoim ojcu. Nie chciał stracić go tak jak Brzozowego Szeptu.
Kucykowy Ogon posłał mu ciepły uśmiech.
— Nie, Jeżyku. Użądliła mnie pszczoła.
— Pszczoła? — mruknął. Nie oczekiwał specjalnie potwierdzenia. Ogonem wskazał na miękki, świeży mech. Kucyk rozłożył się na nim, czekając na badanie. Jeżowa Ścieżka skierował się do składziku, po odpowiednie rośliny. Wrócił, trzymając w pysku mniszek, który położył pod łapami kocura. Zachęcił starszego wojownika do przeżucia. Miało to odciągnąć jego uwagę od bólu. Sok natomiast go całkiem zmniejszy, chociaż zamierzał użyć jeszcze liści jeżyny. Rozmasował cierpliwie na łapie kocura przeżutą papkę.
— Dalej katar?
Usłyszał głos Zajęczej Stopy. Medyczka zwróciła się do Śpiewającego Wiesiołka. Kocur pokiwał głową, zanim przetarł lecącego gluta łapą. Pociągnął nosem. Konwaliowe Serce posłała mu serdeczny uśmiech.
— Zaraz ci pomożemy.
Wojownik pewnie ruszył za medyczką.


<Konwalio?> 

15 lipca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

100 opowiadanie! <3

— C-czy Klan Gwiazdy nas o-opuścił? — wyszeptała patrząc się na dawnego mentora. — Dlaczego zabiera nam tyle kotów? Z-zrobiliśmy c-coś nie tak? — wyjąkała cicho szlochając. Zastanawiała się czy właśnie przez nią tyle kotów ginie. — Jeżyku...
Niebieskookiego na słowa kotki na chwilę zamurowało, po chwili otrząsnął się.
— N-nie, nie, nie. — miauknął czekoladowy podchodząc do córki Zguby. — Nie wolno tak myśleć, Konwalio. Klan Gwiazdy na pewno nas nie opuścił.
— A jeśli tak? — zapytała asystentka podnosząc głowę i patrząc się na niebo ze łzami w oczach — A jeśli nas opuścili...? ...i nie ma dla nas już ratunku...?
Jeżowa Ścieżka pierwszy raz widział ją w takim stanie. Konwaliowe Serce zwykle chodziła uśmiechnięta, nie pokazywała swoich zmartwień, nawet gdy wokół nie działo się dobrze. Śmierć najpierw dwójki ich starszych, a teraz jeszcze Koniczynki, musiała ją mocno dobić. Czekoladowy też czuł smutek na myśl o trójce pobratymców. Pliszkowy Krok wiele go nauczyła, Zakręcone Ucho był szlachetnym wojownikiem, z Koniczynką dobrze się dogadywał. Nie mógł uwierzyć, że już nigdy ich nie zobaczy. Mimo żałoby, którą odczuwał zarówno on, jak i cały klan, wiedział, że takie są zasady życia i śmierci. W jego ślepiach odbiło się zmartwienie. Podszedł ostrożnie do Konwaliowego Serca, po czym przytulił ją. Kotka pozwoliła mu na to, wtulając się w jego ciepłe futro i tam już wypłakując łzy, zbierające się coraz szybciej w jej oczach. Otulił ją ogonem. 
— Klan Gwiazdy nie opuściłby nas. Nie zrobiliśmy nic złego.
— To dlaczego oni giną? Dlaczego? — nie pozwolił jej się odsunąć. Wolał, by się wypłakała w jego futro. Obawiał się, że mogłaby coś zrobić głupiego. Była w takim stanie. 
— W-widocznie p-przodkowie ich potrzebują. Nie wiem jak jest w Klanie Gwiazdy, może każdy ma wyznaczony czas, kiedy ma odejść z nimi polować? Cokolwiek myślimy teraz - w żałobie - musimy być pewni, że przodkowie dalej nad nami czuwają i że nas nie opuszczą. Zwłaszcza w potrzebie. 
Konwaliowe Serce pociągnęła nosem. Czy jego słowa ją chociaż trochę uspokoiły? Przytulił ją mocniej, zamykając oczy i także czując się uspokojony. Żałoba zawsze była trudna. Nieważne czy chodziło o najbliższego członka rodziny, czy o pobratymca, z którym wymieniało się zaledwie kilka słów. 

***

Pora Nowych Liści niosła ze sobą nadzieję. Jeżowa Ścieżka liczył, że teraz, gdy Pora Nagich Drzew dobiegła końca, a świat na nowo budził się do życia, wszystko będzie już dobrze. Zwierzyny znowu będzie więcej, ciepłe płomienie słońca odpędzą wszelkie choroby. Dalej jednak pojawiało się zmartwienie, że to dziwne zatrucie powróci, odsyłając do przodków następne koty. Medycy musieli być więc jeszcze lepiej przygotowani, by w  razie problemu, jak najszybciej uratować kolejne życia. 
Jeżowa Ścieżka zajrzał do składzika, gdzie trzymali wszystkie zioła. Przez zimę i chorobę, było ich znacznie mniej Musieli więc zebrać zapasy. Wycofał się, szukając wzrokiem Zajęczej Stopy, lub Konwaliowego Serca. Może wyruszą w trójkę? Dawno nie szukali ziół razem. 
Zastał Konwalię przy kępie wyższej trawy, na samym końcu ich legowiska. Obok rozłożone były trzy mchy, na których spali medycy. Do tej części nie wpuszczali pacjentów. Jeżyk podszedł powoli do dawnej uczennicy, od razu siadając obok niej. Konwalia otuliła się ogonem. Kocur rzucił jej krótkie, zmartwione spojrzenie. Ostatnio przechodziła dziwne ataki i chociaż jej kara powinna już dobiec końca, dalej z medyczką postanowili, że będą zwracać na nią szczególną uwagę. Świadoma, że jej się przygląda, kotka odwróciła wzrok. Nie wiedział, czy coś ukrywa, czy po prostu się martwi. 
Spojrzał ponownie na trawę. Kłosy łączyły się tak ze sobą, że sieć utrzymywała doskonale pająka i była dość wysoka, by go nie przeoczyć. Po powrocie ze Zgromadzenia, na którym medycy Klanu Wilka i medycy Klanu Burzy, przeprowadzili ciężką negocjację, minęło już trochę czasu. Otrzymali jednego pająka, w zamian za recepturę mieszanki na głos Konwalii. Pająk miał dostarczać im pajęczyny, która jest bardzo potrzebna do tamowania krwawienia. Przyglądał się stworzonku, poruszającym się leniwie. Karminie go było nie lada wyzwaniem, ale Zajęcza Stopa ze śmiechem stwierdziła, że przynajmniej mają zwierzątko.
— Jak go nazwiemy? — miauknął pogodnie. 


<Konwalio?>

30 czerwca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

dwa odpisy 

Jeżowa Ścieżka cały czas starał się siedzieć cicho, wtrącając się tylko od czasu do czasu. Nie chciał zabierać Konwalii czasu sam na sam z bratem. Dawno się nie widzieli, oboje musieli za sobą strasznie tęsknić. Rozumiał swoją przyjaciółkę, chciał też dla niej jak najlepiej. Czekoladowy kocur cierpliwie chował się w krzewie, słuchając ich rozmowy. Zachód słońca utwierdził go w tym, że już pora wracać. 
— Pora wracać do obozu. 
Konwaliowe Serce i Tygrysia Pręga zwrócili na niego od razu uwagę. Wlepiające się w niego intensywnie ślepia, sprawiły, że się ledwo zauważalnie skulił, czując nagłą nieśmiałość, gdy był w centrum uwagi. Asystentka i wojownik następnie spojrzeli po sobie i znowu na niego. 
— Musimy już wracać? — spytała Konwalia, robiąc słodkie oczka. 
— Jeszcze kilka uderzeń serca, proooosimy. — do siostry dołączył wojownik Klanu Wilka. 
Jeżowa Ścieżka spuścił głowę, by nie ulec słodkim oczkom jego dawnej uczennicy. Musieli już wracać. Im dłużej przebywają poza obozem, tym robi się niebezpieczniej. 
— Spotkacie się jeszcze kiedyś. Dzielimy jedną granicę. Są też Zgromadzenia. Teraz musimy już iść. Miło było poznać. — miauknął szybko Jeżyk. 
Wyczołgał się spod krzaku. Poczekał, aż rodzeństwo pójdzie w ślad za nim. Trącił Konwaliowe Serce ogonem w bok, pokazując jej tym samym, by za nim poszła. Konwalia rzuciła mu krótkie spojrzenie, zanim wtuliła się w sierść brata. 
— Do zobaczenia. 
— Pa, siostrzyczko. 
Czekoladowy z ciepłym uśmiechem przyglądał się całej scenie. Dał im jeszcze trochę czasu, zanim Tygrysia Pręga się oderwał od siostry, skinął mu głową na pożegnanie i odbiegł w stronę terenów swojego klanu. Konwalia i Jeżyk podążyli natomiast w stronę obozu, wcześniej zabierając co ich. Milczeli całą drogę, każde zatopione we własnych myślach. 

***

Nie wyciągnął żadnych szczególnych informacji od Konwaliowego Serca. Nie mógł jednak przejść obojętnie. Widział, że jego przyjaciółkę coś dręczy. Coś ważnego, o czym nie chce mu powiedzieć. Nie bała się go, ufała mu, musiało więc to być coś DUŻEGO, skoro nie odważyła się o tym opowiedzieć. Jeżowa Ścieżka nie chciał naciskać, to było dla nich obu niewygodne, jednak zmartwienie widoczne w jego ślepiach było jasnym dowodem, że nie zostawi jej samej. 
— Chce tylko żebyś pamiętała, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, niezależnie co to będzie, a ja postaram ci się pomóc i na pewno to zostanie między nami. — zapewnił kotkę. 
Konwalia podniosła na niego wzrok. Widział jej zmartwienie, strach, tęsknotę. Poczuł nieprzyjemne dreszcze przechodzące przez całe jego ciało. Potrząsnął szybko głową. Nie. To nie mogło być to, o czym pomyślał. Konwalia nie mogła... 
— Dziękuję. — usłyszał cichą odpowiedz z jej pyszczka. 
Wstał na równe łapy. 
— Przejdziemy się? — zaproponował.
Sam musiał oczyścić myśli po tym, co przyszło mu do łba.
— Jasne. 
Poczekał, aż kotka również się podniesie. Ruszyli w stronę wyjścia z obozu, nie informując nikogo dotąd się wybierają. Idąc cicho przez znajome, pogrążone w ciemności tereny Klanu Burzy, dotarli w końcu do traktora. Jeżowa Ścieżka przyjrzał mu się zainteresowany, zanim uważnym skokiem znalazł się na samej górze. Konwaliowe Serce pośpiesznie do niego dołączyła. Siedzieli tak oboje. Jeżyk na chwilę uniósł pyszczek, przyglądając się gwiazdom. Były takie piękne. Ich błyszczenie zapewniało go, że gdziekolwiek zabierze go ścieżka medyka, zawsze będzie mógł liczyć na przodków. 
— Tam jest moja mama. — miauknął, zwracając się do przyjaciółki. Otoczył łapy ogonem, zapewniając sobie tym przyjemne ciepło. Zamknął oczy, ciesząc się tą chwilą spokoju, wsłuchując się w muzykę graną przez naturę. 
— Moja też. Czuję czasami przy sobie jej obecność. 
— Lubię patrzeć w gwiazdy. Kiedyś sam będę jedną z nich. — westchnął. — Mam nadzieję, że zasłużę na miejsce w Klanie Gwiazdy. 


<Konwalio?> 

18 czerwca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

*jeszcze przed wojną domową w klanie wilka*

Jeżowa Ścieżka z rozbawieniem wywrócił oczami. Konwaliowe Serce i jej brat, Tygrysia Pręga, widocznie chcieli spędzić ze sobą jeszcze więcej czasu. W końcu długo się nie widzieli. Jeżyk smutno się uśmiechnął. Gdyby ponownie spotkał Srebrną Łapę, zapewne również nie chciałby się oderwać od rozmowy. Sytuacja była też taka, że on w Klanie Burzy miał rodzinę, a Konwalia nie. Chociaż, czy aby na pewno? Może nie byli biologiczni, ale uważał, że przyjaciele i koty którym na niej zależy, są właśnie jej rodziną. Klan Burzy był domem Konwalii.
— No dobrze, ale do zachodu słońca — miauknął ze spokojem Jeżowa Ścieżka.
— A może z kilka chwil dłużej? — Konwalia znowu zrobiła słodkie oczka.
Doskonale wiedziała, że Jeżowa Ścieżka wtedy jej nie odmówi. Już tak dobrze go znała. No cóż, właśnie taki był Jeżyk, uległy, ale za to kochany.
— Okej. Tylko się schowajmy.
Jak było postanowione, trójka kotów wlazła do najbliższych krzaków, stanowiących odpowiednią ochronę. Teraz mogli porozmawiać. A właściwie Tygrysia Pręga i Konwaliowe Serce. Jeżowa Ścieżka nie chciał im przeszkadzać. Sam tęskniłby równie mocno za swoimi siostrami, gdyby przyszło im się rozstać. Ułożył się w miarę wygodnie, gdyż krzaki były na tyle duże, by ich pomieścić. Położył głowę na łapach, wpatrując się w liście przed sobą.
— Co się u ciebie działo przez ten cały czas, Tygrysku?
Zastrzygł uszami na słowa asystentki.
— Ciężko trenowałem. Opłaciło się, bo zostałem wojownikiem. A ty? Jesteś medyczką, prawdą?
— Tak.
— Nie żałujesz? Nie będziesz mogła przecież założyć rodziny, ani mieć partnera.
Jeżowa Ścieżka na te słowa na chwilę wstrzymał oddech. Zależało mu na odpowiedzi. Każdy uczeń idąc na medyka, poznawał kodeks, może trochę surowy, ale akceptowany przez Klan Gwiazdy. Tyle tylko, że podczas szkolenia, a nawet po nim, niektórzy mogli mieć wątpliwości, czy to aby na pewno dobra droga. Jeżyk i Zając nigdy nie żałowali. I był pewny, że Konwalia również.


<Konwaliowe Serce?>

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

— Konwalio, śpisz jeszcze?
Jeżowa Ścieżka z uśmiechem spoglądał na swoją uczennicę. Zwinięta w kłębek kotka, podniosła na niego senne spojrzenie, dopiero oderwana z krainy snów. Stan Jeżowej Ścieżki się polepszył. Po ostatnim ciężkim katarze, wrócił już do pełni sił. Mógł znowu działać jako asystent medyka. Czuł się dziwnie, gdy Konwaliowe Serce i Zajęcza Stopa opiekowały się nim, na przemian go badając i podając najróżniejsze zioła, żeby się tylko nie rozchorował bardziej przed Porą Nagich Drzew. Poruszył wąsami z rozbawieniem. Dobrze było mieć takiego przyjaciółki.
— Już nie… — odpowiedziała kotka. — Co się stało?
— Za długo trochę śpisz i zacząłem się martwić.
— Która jest?
— Słońce dawno jest na najwyższym punkcie. — miauknął w odpowiedzi czekoladowy kocur, uważnie przyglądając się swojej dawnej uczennicy. Konwalia raczej budziła się równo ze wschodem słońca, tak jak medyczka Klanu Burzy, w przeciwieństwie do Jeżyka, śpiącego tak długo jak tylko mógł. — Co ci się śniło? Albo kto?
— Nic ciekawego. — miauknęła pośpiesznie asystentka, wstając na równe łapki. Machnęła ogonem. — To jak, idziemy?  Co mamy dzisiaj w planach?
Jeżowa Ścieżka uśmiechnął się szerzej.
— Podamy zioła na odporność uczniom i wojownikom. Musimy uważać na stan ich zdrowia.
— A ty się już lepiej czujesz?
— Tak.
Po tych słowach, dwójka kotów opuściła legowisko medyków. Chłodny wiatr powiał na ich pyszczki, przywodząc na myśl zbliżającą się zimę. Z westchnieniem Jeżyk przesunął wzrokiem po obozie, zanim wraz z Konwalią dołączyli do Zajęczej Stopy, pilnującej wianuszka ziół. Chwycili je bez oporu, ruszając do wykonania zajęć.

***

Jeżowa Ścieżka podniósł wzrok znad królika, którym właśnie dzielił się z Rzecznym Nurtem i Psiankową Szyją. Mięso było smaczne i świeże, Psianka złapała zwierzynę dzisiaj podczas patrolu łowieckiego. Nie odmówił spędzenia z nimi chociaż kilku uderzeń serca. Kocur z zaciekawieniem przyglądał się grzebiącej w ziemi Konwalii. Wyglądała jakby myślami była w innym świecie. Ewidentnie się czymś martwiła. Westchnął. Jako przyjaciel i dawny mentor, miał obowiązek dowiedzieć się, co leży jej na sercu. 
— Pamiętasz Klan Jeża? — Rzeka trąciła go w bok. 
Jeżyk z rozbawieniem poruszył wąsami. 
— Oczywiście! Klan Rzeki nie miał z nim szans. 
— Na odwrót. — przypomniała mu ze śmiechem siostra. 
Chociaż radosny czas dzieciństwa dawno minął, rodzeństwo dalej było ze sobą bardzo zżyte. Uśmiechnął się do sióstr, dokończył posiłek, a następnie wstał, kierując się w stronę Konwaliowego Serce. Usiadł obok niej. 
— Co się dzieję, Konwalio? 


<Konwalio?>

01 czerwca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

Zajęli się Burzową Łapą i Cierniową Łapą. W pracy medyka zdecydowanie nie dało się nudzić. Ciągle ktoś musiał pakować się w kłopoty, wymagające medycznej pomocy. Jeżowa Ścieżka nie zamierzał jednak narzekać. Skierował się do składziku, gdzie trzymali potrzebne zioła. Chwycił pajęczynę i trochę szczawiu. Trzymając rośliny w pysku, wrócił do asystentki i medyczki, zajmujących się własnie uczniami. Dosiadł się, żeby pomóc Zajęczej Stopie. Razem poszło im łatwiej wyjmowanie kolców, a potem rozmasowanie papki i przyciśnięcie pajęczyn, żeby powstrzymać drobinki krwi.
— Następnym razem zanim wpadnięcie na taki głupi pomysł, zastanowicie się dwa razy. — mruknęła medyczka Klanu Burzy, przyglądając im się badawczo. — Mogło się to skończyć o wiele gorzej. A chyba chcecie zostać wojownikami?
— Pewnie! Na pewno będę lepsza od tego gamonia. — mruknęła Cierniowa Łapa, popychając brata w bok. Zachęcony Burzowa Łapa, zaśmiał się pod nosem, zanim ruszył za siostrą. Wybiegli z legowiska, jakby nigdy nic. Cała trójka medyków westchnęła głośno.

***

Jeżowa Ścieżka szedł ramię w ramię z Konwaliowym Sercem. Podążali właśnie w stronę granicy, w celu zebrania kolejnych ziół. Czyli tak jak zawsze. W sumie bardziej był to spacer. Oboje otóż wiedzieli, że jak na Porę Opadających Liści, niczego im nie brakowało. 
— Myślisz, że Chuderlawy Skowyt wróci? 
Zwrócił spojrzenie niebieskich ślepi na Konwalię.
— Chciałbym żeby tak było. Nawet jeśli działał mi na nerwy, był naszym pobratymcem. Mógł chociaż uprzedzić, że gdzieś wychodzi. Kto wie co mu strzeliło do łba. — westchnął zawiedziony, kręcąc na boki głową. 
— Byliście ze sobą blisko, prawda? 
Ogon Jeżyka poruszył się, zdradzając napięcie całej sytuacji. 
— Nic między nami nie było. Nie złamałbym kodeksu medyka, Konwaliowe Serce. Wierzę, że ty też będziesz kierować się tymi szlachetnymi zasadami. Chociaż czasami są bolesne. — mruknął czekoladowy, odrobinę przyspieszając kroku. 
Konwaliowe Serce podążyła u jego boku. Czujnie rozglądali się po okolicy. Woleli zachować czujność, nawet jeśli były to tereny Klanu Burzy. W końcu nie wiadomo czy morderca, który odebrał życie Brzozowemu Szeptu, dalej jest wśród żywych. 
— Konwaliowe Serce?
Z granicy rozległ się głos. Oboje zatrzymali się w miejscu, zaczynając się rozglądać. Czarny arlekin spoglądał w ich kierunku, z wyraźną tęsknotą. Dotarł do nich od razu silny zapach Klanu Wilka. Tygrysia Pręga zaszurał łapą po ziemi, niepewny, czy siostra go rozpoznała. Cóż, Jeżyk zdecydowanie nie wiedział, kim dla siebie są, dlatego zasłonił Konwalię własnym ciałem, gotowy jej bronić. 
— Znasz go? — zwrócił się do dawnej uczennicy. 



<Konwaliowe Serce? ❤️>

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

Woda zmoczyła futro Jeżowej Ścieżki. Chociaż była zimna, to jednak przyjemnie było poczuć się czystym. Zaśmiał się pod nosem, podbiegając do Konwaliowego Serca i dotykając jej futra swoją czekoladową łapą.
— Berek!
Konwalia wydała się zadowolona. Na jej pyszczku malował się uśmiech, który Jeżyk tak bardzo lubił. W ogóle kocur lubił, gdy ktoś był szczęśliwy. Wtedy on też to czuł. Zaśmiał się pod nosem, puszczając się biegiem, żeby tylko uciec przed czarną kotką. Wyskoczył z wody, dalej cały mokry. Biegnąc przed siebie, poruszał jak najszybciej łapami. Słyszał za sobą tupot łapek Konwaliowego Serca, świadczyło to o tym, że kotka go dogania. O nie. Przyspieszył. Asystent medyczki Klanu Burzy był dość szybki, mimo swojej masy, a to był jego mocny punkt.
— Mam cię!
Konwalia dotknęła jego futra swoją łapką. Zmęczony Jeżowa Ścieżka zatrzymał się zdyszany. Usiadł, łapiąc oddech. Spojrzał z rozbawieniem na swoją dawną uczennicę.
— Nie umieraj, Jeżowa Ścieżko. — zachichotała Konwalia, obserwując w jaki stan wpędziła swojego towarzysza.
— Dawno tak się nie ścigałem. — zastrzygł uszami czekoladowy, uśmiechając się szerzej. — Fajnie było, chociaż teraz jestem cały mokry. Bruh. Obyśmy się nie rozchorowali. Wyobrażasz sobie dwójkę asystentów całych zasmarkanych?
— Zajęcza Stopa urwałaby nam ogony. — odpowiedziała radośnie Konwaliowe Serce, siadając naprzeciwko syna Kucykowego Ogona. Zaczęła się rozglądać, węsząc przy tym. Jeżowa Ścieżka otworzył pyszczek, chcąc posmakować powietrza. Skinął głową czarnej. Miała rację. Czuć było wyraźną woń roślin. — Pozbieramy trochę ziół, zanim wrócimy do obozu?
— Czytasz mi w myślach, Konwalio.
Jeżyk nagle kichnął. Kocur przetarł nos łapą. No pięknie. Westchnął cicho, podnosząc się z miejsca. Nagietek wręcz kusił, by zebrać go jak najwięcej. Pochylił się, wyrywając roślinę i odkładając ją obok.


<Konwalio?>

19 maja 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

Stało się. Jego jeszcze kilka księżyców temu, malutka uczennica, dopiero ucząca się podstaw zawodu medyka, była teraz asystentom. Chociaż ta myśl napawała go dumą,  czuł również tęsknotę. W milczeniu słuchał jej słów, gdy opowiadała mu o śnie, który zesłał jej Klan Gwiazdy. Z każdym kolejnym zdaniem, otwierał coraz szerzej oczy, w których odbijało się raz zdziwienie, innym zamyślenie.
- Wykazać odwagą i wytrwałością? Trudne wybory? Długa droga, mhm. - Jeżowa Ścieżka na głos zaczął się zastanawiać. Interpretacja snów nie należała do łatwych, a każdy medyk musiał sobie sam poradzić. Chciał jednak odrobinę pomóc wpaść na trop Konwalii. - O co może chodzić?
- Może chodzi o coś związanego z  medycyną? - miauknęła niepewnie młoda kotka.
Jeżyk powoli skinął głową. 
- Klan Gwiazdy musiał wiedzieć co robi, kiedy wysłał twoją mamę, żeby to ona przekazała ci wiadomość. To miałoby sens. Praca medyka jest przecież ciężka. Może przodkowie chcieli cię ostrzec przed czymś? - zastanawiał się dalej czekoladowy kocur. 
- To coś groźnego? 
Jeżowa Ścieżka otworzył pysk, gotowy udzielić odpowiedzi. Usłyszał szuranie obok siebie i z westchnieniem zdał sobie sprawę, że medycy musieli się przebudzić. Wkrótce więc wybiorą się w drogę powrotną do obozu. Spojrzał w kierunku Zajęczej Stopy, już stawiającej nierówne kroki w ich stronę. 
- Wracajmy do obozu. - zarządziła. Pożegnała się machnięciem ogona z medyczką Klanu Nocy, zanim ruszyła przed siebie, a Jeżyk i Konwalia poszli za nią. 

Droga powrotna do obozu, mijała im w ciszy. Mimo wszystko, żaden z trójki kotów nie chciał jej przerwać. Byli głęboko zamyśleni, każdy przypominając sobie swój sen, zesłany przez szlachetnych przodków. Jeżyk spoglądał na własne łapy, podążając niespiesznym krokiem. W jego głowie dalej odbijała się myśl, że mógł kogoś zawieść, że popełnił jakiś błąd. Dalej zdawało mu się, jakby  czuł ból w karku, przez zaciśnięte na nim szczęki. Co mogło to wszystko oznaczać?  
- Jeżowa Ścieżko?
- Tak? - spojrzał, wyrwany z zamyśleń, na swoją dawną uczennicą. 
Konwaliowe Serce zwolniła, by zrównać z nim krok. 
- A jeśli mogę spytać, to co tobie się śniło? 
- T-to było wszystko takie dziwne. Słyszałem wrzask kruków i gdy za jednym pobiegłem, ten coraz bardziej znikał mi z oczu. Jakby mnie gdzieś prowadził. Znalazłem się znowu w obozie, a-a tam, w-widziałem naszych pobratymców, całych zakrwawionych, potrzebujących pomocy. Ty też tam byłaś. Chciałem ci pomóc, ale powiedziałaś, że nie było mnie, gdy mnie potrzebowałaś. Obudziłem się, gdy jakieś szczęki zacisnęły się na moim karku. - drgnął, przypominając sobie to wszystko. - Nie chce zawieść klanu, Konwaliowe Serce. Ani ciebie. Ani nikogo innego. 
Jak miał się obawiać się przyszłości, gdy ona zdawała się skrywać więcej niebezpieczeństw, niż mógł przypuszczać. 


<Konwalio?>

14 maja 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

 Nie potrafił ukryć uśmiechu, który sam nasunął mu się na pysk. W jego niebieskich oczach, odbiły się iskierki szczęścia, widząc radość swojej dawnej uczennicy. Konwaliowe Serce skakała ze szczęścia, zadowolona z powiedzionego eksperymentu. Jeżowej Ścieżce nigdy nie przeszkadzał sposób w jaki mówiła, uważał, że jest normalny, jednak jeśli kotce było z nim źle, to przynajmniej ogromnym plusem było to, że chciała coś zrobić.
- Zdolne to młodsze pokolenie. - zaśmiał się wdzięcznie. - Ty i Potrójna Łapa moglibyście stworzyć spółkę, tworzącą różne pomoce dla medyków.
Koniuszek ogona asystentki drgnął.
- Potrójna Łapa pewnie by nie chciał, ma zbyt duże ego. - miauknęła kotka.
Czekoladowy kocur musiał się przyzwyczaić do nowego brzmienia jej głosu. Otoczył łapy ciaśniej ogonem, na chwilę tylko spojrzawszy na mieszankę.
- Zawsze można spróbować. Medycy powinni trzymać się razem. - mrugnął do niej porozumiewawczo. Wstał na równe łapy, jeszcze dotykając ogonem jej boku, tak w geście pożegnania. - Jak ten czas szybko mija, zdaję się, jakbyś jeszcze wczoraj była małą kuleczką, która nie wiedziała, czym jest wrotycz.
Uśmiechnęli się do siebie, wspominając te przyjemne chwile, pełne spokoju i dopiero rodzącej się przyjaźni. Teraz wszystko było dobre, oboje  odnaleźli dla siebie ścieżki, którymi zamierzali podążać. Jeżyk nie musiał martwić się o Konwalię. A gdyby kiedyś groziło jej niebezpieczeństwo, uda mu się ją ochronić.


<Konwalio? Wybacz za gniota i za długość ;-;> 

13 maja 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowego Serca

Rozpierała go duma. To cudowne uczucie, pozwalające osiągnąć największe szczyty, najcieplej leżące na sercu. Jeżowa Ścieżka zachował je na dłużej. Przyglądał się swojej uczennicy - poprawka - dawnej uczennicy, z iskrami szczęścia w oczach. Konwalia została teraz asystentką, noszącą imię Konwaliowego Serca. Nie bez powodu, to właśnie tą opcję wybrał. Wykazała się nie tylko ambicjami i zaangażowaniem, ale również pasją, a to było najważniejsze w całej pracy medyka. Uśmiechnął się przyjaźnie. Jego Konwalia dorosła. Poradził sobie. Nie zawiódł jako mentor i medyk.
Odwrócił pysk w stronę Zajęczej Stopy. Mógłby przysiąść, że kotka coś wyszeptała, co brzmiało jak "a nie mówiłam, Jeżu?". Poruszył wąsami z lekkim rozbawieniem. Teraz Klan Burzy miał trójkę medyków. Wszystko musiało być już dobrze, przynajmniej ze spraw medycznych. Trójka kotów, o dużym doświadczeniu i łączącej ich znajomości.
— Pora na sen od Klanu Gwiazdy. — wyszeptał do kotki, nie chcąc niszczyć tej chwili.
Domyślał się, że Konwaliowe Serce odczuwa równie wielkie emocje. Powoli skinęła głową. Na sztywnych łapkach podeszła bliżej kamienia, przy którym się położyła. Pozostali medycy, wykonali podobny ruch.

Obudził go wrzask kruków. Jeżowa Ścieżka odwrócił głowę, wzrokiem napotykając na niewielkiego ptaka, przyglądającego mu się bacznie. Istota wydała z siebie jeszcze jeden wrzask, jakby chciała mu coś powiedzieć, zanim zatrzepotała skrzydłami, gotowa do lotu.
— Poczekaj! — miauknął kocur, rzucając się biegiem, by uchwycić stworzonko, zanim to całkowicie zniknie mu z oczu. Zaczął biec szybciej, wyciągając przed siebie łapy, czując, jak coraz bardziej traci potrzebną siłę. Teraz nie mógł się poddać. Goniąc za pierzastym stworzeniem, mijał znajome tereny Klanu Burzy. Kierowali się w stronę miejsca Zgromadzeń. A może jeszcze dalej? 
— Nie dam rady. — wyszeptał czekoladowy, zatrzymując się w miejscu.
Cała sceneria pomału zaczęła się zmieniać i zamiast znajomej zieloni i trawy targającej przez wiatr, medyk mógł dojrzeć obóz, pogrążony w zakrwawionych, potrzebujących pomocy pobratymcach. Zauważywszy Konwaliowe Serce, podbiegł do niej pośpiesznie. Kotka niosła jakieś zioła, których w tej chwili nie mógł rozpoznać. Przyjrzała mu się. 

— Zaraz ci pomogę, Konwalio. 
— A gdzie byłeś, gdy cię potrzebowałam, Jeżowa Ścieżko? — zabrzmiał mocny głos. Kocurowi zdawało się przez moment, że nie należy on do jego uczennicy, a zupełnie innego kota. Cofnął się o krok. Ponownie rozejrzał się po miejscu, jakby szukając od wszystkiego ucieczki. Szerzej otworzył oczy. 
— J-ja przepraszam! — krzyknął, zanim poczuł szczęki zaciskające się na jego karku.
Doleciał do niego zapach wroga. Warknięcia przybrały na sile. Wydał z siebie zdesperowany krzyk, zanim wszystko ucichło. 


Ciężko oddychając, obudził się przy księżycowym kamieniu. Asystent medyka od razu usiadł, zamierzając wylizać znajome futro. Zauważył, że reszta medyków jeszcze była pogrążona w dzieleniu języków z Klanem Gwiazdy. Jednak nie wszyscy. Konwaliowe Serce zaczęła się przebudzać. Wkrótce kotka spojrzała na niego, a w jej ślipiach zdawało się, że odbiły się gwiazdy.
— Jaki sen zesłał ci Klan Gwiazdy? — zapytał Jeżowa Ścieżka.


<Konwalio?>

27 kwietnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowej Łapy

*przed śmiercią Brzozy* 

Jeżowa Ścieżka zamrugał z lekkim zdziwieniem. Jego uczennica, pomimo młodego wieku, posiadała już ogromną wiedzę, nie tylko w sprawach medycznych. Musiał przyznać, że był naprawdę dumny. Uśmiechnął się na jej słowa. Przez całe życie się czegoś uczyli. Ciekawe jak los jeszcze będzie potrafił ich zaskoczyć. Dotknął boku Konwaliowej Łapy koniuszkiem czekoladowego, puchatego ogona.
- Wyrośniesz na świetną medyczkę, Konwaliowa Łapo. Chce tylko, żebyś mi coś obiecała. Że cokolwiek się stanie, pozostaniesz do końca sobą. - miauknął kocur z powagą, wpatrując się przy tym w  młodszą koteczkę.
Konwalia skinęła pewnie głową.
- O-obiecuję. - miauknęła. - Nie zawiodę cię, Jeżowa Ścieżko!
- Wiem to. - odpowiedział medyk Klanu Burzy.

*w dniu śmierci Brzozy* 

- N-nie ma żadnej p-pajęczyny
Usłyszał jej głos, chociaż dochodził do niego jak przez mgłę. Jeżowa Ścieżka nawet nie podniósł głowy, by upewnić się, że uczennica kieruje się do niego. Nie zwracał uwagę na pobratymców, a nawet rodzeństwo. Wtulał się w zakrwawioną sierść Brzozowego Szeptu, pragnąc, by okazało się to koszmarem, z którego lada moment się obudzi. Chciał, by wszystko wróciło do normy. Zaczął  płakać. Coraz więcej łez spływało po jego policzkach. Czuł się pierwszy raz bezsilny. Myślał, że jako medyk może wygrać ze śmiercią, uratować najbliższe sobie koty, dlaczego wyrok musiał stać się taki okrutny? Czy była to próba?
– Znalazłam tylko to… Błagam ja naprawdę nie wiem co robić! P-przepraszam! Przepraszam. Przepraszam… - głos kotki coraz bardziej cichł. Konwalia płakało, a jej małe ciałko drżało. – Proszę, wybacz mi!
Kotka spuściła głowę. Położyła ją koło pyska swojego mentora.
- Nie! Moja mama… - ochryple wołał Jeżowa Ścieżka.
Poczuł ciepło futra swojej uczennicy, gdy się do niego przytuliła. Chciała go pocieszyć? Czy naprawdę sądziła, że będzie w stanie? Po tym wszystkim? Pociągnął nosem. Nie zostawi Brzozowego Szeptu. Musiało istnieć jakieś rozwiązanie. Klanie Gwiazdy!
- Odejdź. - syknął, na chwilę odrywając głowę, by spojrzeć zapłakanym wzrokiem na Konwaliową Łapę. Nie przyniosła pajęczyn. I chociaż Jeżowa Ścieżka wiedział, że śmierć jego mamy nie jest jej winą i że ona również odczuwa żal, nie potrafił teraz z nią porozmawiać. Wybaczyć.
- A-ale...
Odsłonił kiełki, ostatecznie dając do zrozumienia, że chce zostać sam. Tylko on i Brzoza. Żadnych gapiów, nie rozumiejących, co teraz przeżywa. Ponownie wtulił się w mamę. Tęsknił. Tak bardzo tęsknił.

*obecnie*

Ciągle czuł smutek. Ten ból, doprowadzający go niemal do czystej rozpaczy. Nocami wymykał się z obozu, wybierając się jak najdalej, by tylko spoglądać na niebo, w poszukiwaniu gwiazd. Jedną z nich była Brzozowy Szept. Wiedział to. Spoglądała na niego z góry. Czy dalej go kochała po tym wszystkim? 
Tego dnia, czuł się wyjątkowo zmęczony, po kolejnym nocnym spacerze. Do tego ziarna maku zrobiły swoje. Zwinięty w kłębek, spał na swoim starym mchu, śniąc o tym strasznym wydarzeniu, kiedy obudziło go trącanie w bok. Zignorował. Kolejny raz. Czyżby jakiś ranny?
- Poszukaj Zajęczej Stopy. - syknął, nie otwierając oczu.
- To ja Jeżu.
Dopiero wtedy zdecydował się podnieść głowę i wlepić nieprzychylne spojrzenie, z powodu psucia jego samotności, w stojącą nad nim Zajęczą Stopę. W oczach medyczki dojrzał determinację. W takich momentach czuł się znowu jak jej uczeń, którego uczyła wszystkiego podczas wielkiej przeprowadzki klanów. Podniósł się do siadu. Koniuszek jego ogona drgnął.
- O co chodzi? Coś nie tak z Konwaliową Łapą? Z moimi siostrami? Ojcem? - spytał dla upewniania.
- Jeżyku... wiem, że cierpisz, ale minął już księżyc, nie może  tak dalej być. Jesteś medykiem. Wiesz dobrze, że twoja mama jest teraz bezpieczna w Klanie Gwiazdy. - Zajęcza Stopa starała się mówić łagodnie. To była pierwsza strata dla jej podopiecznego. - Pewnego dnia i mnie zabraknie. Kto wtedy zajmie się klanem? Musisz dawać dobry przykład Konwaliowej Łapie, pokazać jej, że nie można się poddawać. Tego, by chciała Brzozowy Szept.
- Skąd wiesz czego by chciała? - burknął kocur.
- Znałam ją dobrze. - miauknęła dalej nieugięta medyczka. Otarła się bokiem o bok swojego dawnego ucznia, pozwalając, by ten wtulił się w jej sierść, szukając tam pocieszenia na wszystkie swoje zmartwienia. Pozwolił, by ostatnie łzy, noszącej w serce żałoby, spadły na podłoże.
***
Wyciągnął ją z obozu. Po słowach Zajęczej Stopy, poczuł się o wiele lepiej. Do tego medyczka powiedziała mu coś, co tylko dodało mu siły. Czekoladowy kocur kroczył przez las, ramię w ramię ze swoją uczennicą. Ziemia była mokra, od deszczu, który spadł zaledwie wczorajszego dnia. Zawęszył, jednak nie poczuł znajomej woni zwierzyny. Westchnął, krocząc dalej przed siebie, ciągle znajomą ścieżką.
- I-idziemy zbierać z-zioła?
Zastrzygł uszami na głos Konwaliowej Łapy. Nie dziwił się, że była niepewna. W końcu od tak dawna nigdzie razem nie wychodzili. Wiedział jednak, że była na tyle mądra, że rozumiała, dlaczego nie mógł poświęcić jej treningom dość dużo czasu. Żałoba. Okropne uczucie smutku, który wciąż w sobie nosił, tyle, że tym razem musiał sobie z nim poradzić. Nie sam.
Zamiast odpowiedzieć kotce, tylko przyspieszył. Usłyszał, jak Konwalia go dogania, dalej zdezorientowana całą sytuacją. Rozglądała się wokół, próbując rozpoznać miejsce, do którego właśnie się kierowali. Dopiero, gdy pojawił się przed nią znajomy potwór dwunożnych (traktor Tom), lekko się uśmiechnęła. Wdrapali się na sam szczyt. Stąd lepiej było widać zachodzące już słońce. Zdecydowanie wrócą do obozu następnego dnia, by nie iść w całkowitej ciemności. Z początku chciał poczekać na gwiazdy, uznał jednak, że milczenie jest zdecydowanie zbyt długie.
- Przepraszam. - spojrzał błękitnymi oczami na tą małą, odważną koteczkę. - Wiem, że ostatnio nie byłem dobrym mentorem. Tęsknię za swoją mamą, ona mnie wiele nauczyła i... po prostu nie potrafię zrozumieć, że tak szybko i nieoczekiwanie mnie opuściła.
- N-nie przepraszaj, r-rozumiem. - w oczach Konwalii odbiło się współczucie. - Ja też tęsknię za swoją mamą. Jednak to nie od nas zależy, kto odchodzi i chociaż to bardzo boli, trzeba się z tym pogodzić. Ona zawsze będzie z tobą. Tylko teraz tak inaczej.
- Na przykład w snach? - miauknął asystent medyka, pierwszy raz od dawna lekko się uśmiechając. Miała racja. Nie odwracał wzroku. - Konwaliowa Łapo, muszę ci coś ważnego powiedzieć.
Otoczył ją ogonem.
- T-to nie była twoja wina. Nie mam ci czego wybaczyć. Robiłaś wszystko co mogłaś. Jestem naprawdę dumny i czuję, że nie raz jeszcze pokażesz na co cię stać. - miauknął.
Przypomniał sobie wszystko. Gdy rozpoczęło się ich pierwsze szkolenie, podczas którego zżyli się ze sobą, kiedy ze sobą rozmawiali, ich wspólne Zgromadzenie. Nie chciał, by wstydziła się swojego pochodzenia. Chciał, by była szczęśliwa. Brała na siebie w tej chwili wielki obowiązek, jednak Jeżyk nawet na moment nie zwątpił, że zasłużyła.
- Konwalio. Jesteś już gotowa. - zamruczał. - Twój trening uznaje za zakończony. Zostałaś medyczką. Gratuluję.


<Konwalio? Wybacz, że takie małe zamieszanie, ale chciałam wszystko przelać do jednego opka. Sama czuję te emocje c:> 

21 kwietnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowej Łapy

*odpis nr.1; jeszcze Pora Nagich Drzew*

Ćwiczyli walkę. Jeżowa Ścieżka uważał (może przez to, że szkolił się na początku na wojownika) że ta podstawa jest bardzo ważna. Chciał, by Konwaliowa Łapa potrafiła się w razie zagrożenia obronić. Chociaż trenowali bardzo długo, kotce nie zabrakło potrzebnej energii. W końcu udało jej się opanować pokazane ruchy. 
- Bardzo dobrze, Konwaliowa Łapo. - miauknął z radością czekoladowy kocur. 
- Dziękuję, Jeżowa Ścieżka.
Uśmiechnął się do czarno-białej, trącając jej bok koniuszkiem ogona. 
- Wracajmy już do obozu. Na dzisiaj koniec. 

*Pora Nowych Liści*

- Jakie jest użycie skrzypu? 
Jeżowa Ścieżka przystanął. Zwrócił łagodne spojrzenie niebieskich ślepi, w stronę Konwaliowej Łapy. Uczennica medyka odłożyła ostrożnie niesioną roślinę, żeby odpowiedzieć na zadane pytanie. 
- Zatrzymuje krwawienie i leczy infekcje 
- Dobrze 
Jeżyk naprawdę musiał docenić, że nawet wąsy nie poruszyły się w zastanowieniu. Konwalia posiadła już sporą wiedzę medyczną, nie miał wątpliwości. A mogło być jeszcze lepiej. Tego dnia zajęli się zbieraniem ziół. Pora Nagich Drzew dawno minęła, ustępując miejsca Porze Nowych Liści, co oznaczało dla medyków więcej pracy w zbieraniu roślin, ale przynajmniej mniej zagrożeń dla klanu. Chociaż patrząc na pomału zanikającą zwierzynę, syn Brzozowego Szeptu nie byłby tego taki pewien. Rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego zioła, zanim zaczną segregować zapasy. 
Ponieważ nic nie znalazł, wraz ze swoją uczennicą przekroczył "próg" obozu. Spodziewał się, że od razu udadzą się do Zajęczej Stopy, zajmując się codziennymi obowiązkami. Ten dzień nie zapowiadał niczego nowego, ot zwykły, lekko pochmurny. Zamiast  tego, do noska asystenta medyka Klanu Burzu, dotarł zapach śmierci. Sierść na karku Jeżowej Ścieżki momentalnie się podniosła w przerażeniu. Czyżby jakiś atak? Kolejny szlachetny wojownik stracił życie? 
Zapach krwi. Tak bardzo znajomy, przedzierał się przez wszystkie inne, mieszając się z woniami pobratymców. Jeżyk przesunął wzrokiem po obozie, natrafiając na kilka kotów, rozmawiających szeptem, lub pochylających się nad sylwetką zmarłego. Zamarł.  
- B-brzozowy Szept? 
Cichy głosik Konwalii, tylko utwierdził go w przypuszczeniu. Sierść. Sylwetka. Nie, nie, nie! Oddech kocura przyspieszył ze strachu, nie potrafił oderwać spojrzenia od nieruchomego ciała. Nawet nie zauważył, kiedy Zajęcza Stopa do nich podeszła, miaucząc coś w jego kierunku. Nie słyszał jej. Nie obchodziło go w tej chwili nic. Czekoladowy podszedł w stronę ciała. Tak, to na pewno była Brzozowy Szept. Do końca miał nadzieję, że jedynie wzrok go zawiódł. Poczuł jak łapy odmawiają mu posłuszeństwa. Usiadł. Wpatrywał się teraz w krew, pełno krwi, otulającej sierść jego matki. To nie mógł być przypadek. Morderstwo. Zmrużył oczy we wściekłości, która zapełniło jego całe ciało. Jaki potwór odebrał życie jego mamie? Czym zawiniła? Była niewinna! Nic złego nie zrobiła!  Wbił pazury w ziemię, walcząc z wykrzyknięciem wielu wyzwisk, nasuwających mu się teraz na język. Poruszył koniuszkiem ogona. Mamusiu. 
Potem przeszła wściekłość. Nadeszło niedowierzanie. W jednej chwili stracił jedną z najbliższych mu osób. Miała wyjść tylko na patrol. Miała być bezpieczna. Przypomniał sobie wszystkie chwile spędzone w żłobku, gdzie bawił się z Brzozowym Szeptem, dumę w jej oczach, gdy został uczniem Pliszkowego Kroku i wsparcie, kiedy odbywał szkolenie na medyka. Pamiętał miłość widoczną w jej oczach i najpiękniejszy na całym świecie uśmiech. Jeżowa Ścieżka miał wspaniałą mamę. Teraz jej zabraknie. Już nigdy nie usłyszy jej głosu, nie przytuli się do jej futra, nie posłucha opowieści. 
- Jeżowa Ścieżka? 
Smutek. To było ostatnie co poczuł. Ogromna rozpacz, połączona z wyrzutami sumienia. Uniósł pysk do góry, krzycząc na tą całą niesprawiedliwość, a potem wtulił pyszczek w jej zakrwawiona, niegdyś piękną sierść.
- Mamusiu?  P-proszę, nie odchodź. C-chciałaś tak dużo zobaczyć, p-pobawić się z wnukami, c-chciałaś... - zaczął trącąc ją nosem. - Mamo... mamo, proszę, obudź się. T-to jeszcze nie twój czas. Mamusiu...
Teraz trącał ją łapką, silnymi ruchami, żeby tylko ożyła. Nie czuł zimnego ciała, chciał tylko, żeby znowu go przytuliła. 
- Mamo, proszę... Mamo! 
Nic już nie słyszał. Teraz był tylko on i Brzozowy Szept. Leżąca dalej na ziemi, bez iskierek w błękitnych oczach, z przerażeniem wymalowanym na martwym pyszczku. Odeszła polować z Klanem Gwiazdy. 
- Konwaliowa Łapo, biegnij po pajęczyny! Przynieść pajęczynę! M-muszę jej pomóc! - miauczał rozpaczliwie, rozglądając się w poszukiwaniu czegokolwiek, czym mógłby zmazać krew. - Szybko! O-ona nie może... nie może... 
Mamo, nie opuszczaj mnie, nie teraz, nie po tym wszystkim, mamo... 
Ale Brzoza nie odpowiadała. Nie reagowała. Przestał ją trącać. Spojrzał na Konwaliową Łapę z żalem w oczach. 
- Ona nie mogła... - pokręcił głową, wtulając dopiero uderzenie serca później pyszczek w jej futro. Kolejny raz. I już ostatni. 


<Konwalio? Pomóż mu>  

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowej Łapy

Skończyli zbierać zioła. Przynajmniej tak mogłoby się z początku wydawać, otóż nigdy nie wiadomo, co znajdą po drodze. Dobry humor rozpieszczał Jeżową Ścieżkę. Kocur kroczył przed siebie, w stronę obozu, spokojnym, niespiesznym krokiem. 
- Hej, Konwaliowa Łapo. Myślisz, że znajdziemy jakieś ciekawe zioło? Jakieś nowe, którego jeszcze nikt nie odkrył? - uśmiechnął się do swojej uczennicy. 
Przez te kilka księżyców, bardzo ją polubił. Chociaż Jeżyk na początku obawiał się, że nie podoła w roli mentora, teraz te wątpliwości zniknęły. Czuł się szczęśliwy, że trafiła mu się taka ambitna, radosna i mądra koteczka, liczył, że wszystkiego ją nauczył i że gdy pewnego dnia, stanie się medyczką, zostaną przyjaciółmi. Dzień mianowania zbliżał się ogromnymi krokami. Westchnął. 
- Myślałam, że nie ma innych roślin niż te, które z-znamy. - usłyszał głos Konwalii. 
- A dlaczego, by nie miało ich być? Zawsze można odkryć coś nowego, nasza edukacja nie kończy się tylko na tym co już znamy. - zamruczał. - Przez cały czas można coś odkryć, choćby pod tym kamieniem.
- Naprawdę? Naprawdę, pod tym kamieniem?
- No może nie zawsze pod tym - zaśmiał się rozśmieszony. - Przez całe życie coś odkrywamy, nieprawdaż?
- Pewnie tak.
Machnął ogonem, zachęcając kotkę,  by go dogoniła i zrównała z nim kroki. Dalej nieśli kocimiętkę, której przyjemny zapach wręcz kusił. Na szczęście jako medycy, byli już przyzwyczajeni do tej woni. Droga powrotna zdawała się jeszcze dłuższa, co zapewniało więcej czasu na przyjemne rozmowy. Spojrzał kontem oka na czarno-białą kotkę. 
- Coś się stało? 
- Um? Nie...
- Wydajesz się smutna. - miauknął nieoczekiwanie. Rozejrzał się. Siedlisko Dwunożnych dalej było widoczne. Zmrużył oczy w zastanowieniu, zanim ponownie wlepił błękitne ślepia w Konwalię. - Tęsknisz za rodziną, prawda? 
Nie potrafił sobie nawet wyobrazić, co czuje kotka, po rozłące ze swoją rodziną. Nie wątpił w jej lojalność, ani przywiązanie do klanu, jednak czy Konwaliowa Łapa chociaż na jeden wschód słońca, nie chciałaby wtulić się znowu w futra bliskich?  Jeżowa Ścieżka był wdzięczny, że w Klanie Burzy miał rodzinę, swojego tatę, mamę, rodzeństwo. Wszystko układało się dobrze. 


<Konwalio? odpis nr. 2>

16 kwietnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowej Łapy

Jeżyk czasami się zastanawiał, czy kiedykolwiek przyjdzie mu przeżyć spokojne Zgromadzenie. Brzozowy Szept opowiadała mu wiele historii o spotkaniach, ale to czego był świadkiem, przed cały swój okres życia, gdy się na nie wybierał, kompletnie mu tego nie przypominało. Westchnął. Przynajmniej tyle dobrze, że miał okazję w końcu dłużej porozmawiał ze Słodkim Językiem, oraz poznać Trójkę, czyli przyszłego ucznia medyka Klanu Wilka. Jeżowa Ścieżka naprawdę się cieszył z tego powodu. Szkoda tylko, że jego uczennica musiała posunąć się do kłamstwa. Oczywiście Konwalia była jeszcze młoda, więc miała prawo popełniać błędy. Liczył jednak, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy. Ponadto przynajmniej zobowiązała się zająć legowiskiem starszych, co tylko pokazało, że naprawdę żałuje swojego kłamstwa.
— Idziemy już, Jeżu?
Skinął głową swojej dawnej mentorce. Akurat mieli zbierać się do wyjścia, by pozbierać zioła, gdy w wejściu do legowiska medyków pokazała się Konwaliowa Łapa, od razu zwracając ich uwagę.
— Mogę się dołączyć, czy…? — zapytała się cicho biało-czarna kotka.
 — Och, Konwaliowa Łapo, skończyłaś? – zapytał mentor, nie kryjąc swojego zdziwienia. Poszło jej doprawdy bardzo szybko.
— No tak. Zdążymy jeszcze dzisiaj pozbierać jakieś zioła?
 —Na pewno – spojrzał na kotkę, a później na medyczkę – Zajęcza Stopo możemy to przełożyć na kiedy indziej?
 — Hah, oczywiście, tyle razy już zbierałeś ze mną rośliny, że teraz to żadna strata. Za kwadrę pewnie — spojrzała po chwili na Konwaliową Łapę. — No, a teraz najważniejsze jest by młodą jak najlepiej wyszkolić.
— Dobrze, to my idziemy – miauknął.
Zachowali dobre tempo. W kilku susach znalezli się poza obozem, następnie podążając w miarę szybkim krokiem przed siebie.
 — To co będziemy zbierać? – zapytała się zaciekawiona uczennica
— Kocimiętkę
 — O! O-ona rośnie na terenie dwunożnych i to trochę długa droga
— Masz rację, ale potrzebujemy jej, a ty musisz się nauczyć ją zbierać  — mruknął Jeżowa Ścieżka, cały czas skupiony na trasie, którą oboje podążali. Światło dnia rzucało swoje łagodne promienie, tylko ułatwiając im rozglądanie się za konkretną rośliną. Chociaż medyk wiedział, że czeka ich spora droga, zanim odnajdą swój cel. Spojrzał na Konwaliową Łapę. — Do czego służyła kocimiętka?
— Yyy... jest dobra do leczenia białego kaszlu. — miauknęła natychmiast koteczka.
Zadowolony machnął ogonem.
— Dokładnie! Obyśmy znalezli jej jak najwięcej. — zamruczał kocur, odrobinę bardziej przyspieszając. Ponieważ i tak czekała ich droga, mógł wykorzystać czas, by zapytać o kilka rzeczy swoją uczennicę. — Więc... zaprzyjazniłaś się z Cętkowaną Łapą, zgadza się?
— Tak! Cętka jest super.
— Cieszę się, że znalazłaś pierwszych przyjaciół. — miauknął czekoladowy kocur.
Po dłuższej drodze na teren Dwunożnych, w końcu mogli odetchnąć z ulgą. Jeżowa Ścieżka uniósł głowę, by wyczuć kuszący zapach kocimiętki. Liściasta roślina niemal wyrosła mu przed łapami. Przywołał ogonem Konwaliową Łapę.
— Zerwij ją, tylko ostrożnie. — polecił uczennicy, obserwując ją czujnie.


<Konwalio? to jest odpis nr. 2> 

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowej Łapy

*jeszcze w Porze Nagich Drzew*

— Jeszcze nigdy nie słyszałem, by kto kiedykolwiek był chętny to robić – zaśmiał się Jeżowa Ścieżka, gdy koteczka wyraziła chęci do zajęcia się wymianą mchu. Pamiętał jak szkolił się na wojownika, wtedy nie przepadał za zajmowaniem się legowiskami innych kotów.  – Konwalio, jutro, dzisiaj inni uczniowie byli przed tobą. Myślę, że to koniec lekcji dzisiejszej na razie. Możesz iść.
 — Dziękuje.
Uśmiechnął się do swojej uczennicy. Obserwował w ciszy, jak Konwaliowa Łapa odbiega, by dołączyć do innych uczniów. Cieszył się, że złapała z innymi dobry kontakt i nie jest samotna. Uważał, że posiadanie przyjaciela, jest bardzo ważne. Oczywiście wątpił, żeby miała jakieś większe problemy i musiała szukać u kogoś rady, ale wolał mieć pewność, że jest bezpieczna i szczęśliwa. W końcu bardzo ją polubił podczas ich szkolenia.
— Szybko rośnie, co?
Odwrócił pysk w stronę Zajęczej Stopy, która właśnie wróciła i teraz posłała mu pokrzepujący uśmiech.
— Nie minie dużo czasu, a zostanie pełnoprawną medyczką. — miauknął w odpowiedzi kocur, dalej śledząc wzrokiem młodą koteczkę. Czas naprawdę szybko leciał.
***
Jeżowa Ścieżka zdecydował, że dzisiaj zamiast zająć się zbieraniem ziół, zabierze Konwaliową Łapę na krótki trening z dziedziny, którą zwykle poznają uczniowie wojowników. Machnął ogonem, zatrzymując się w ugniecionym białym puchu, czekając, aż koteczka go dogoni.
— Dokąd idziemy, Jeżowa Ścieżko? — miauknęła, teraz idąc z nim ramię w ramię.
Jeżyk zauważył, że są już blisko traktora, który był właściwie symbolem terenów Klanu Burzy. Zatrzymując się, zwrócił od razu spojrzenie błękitnych oczu na Konwalię.
— Ponieważ nauczyłaś się już polować. — przerwał, zanim dokończył swoją wypowiedz. Właściwie czy kotka opanowała już sztukę łapania zwierzyny, czy dalej niechętnie podchodziła do jej zabijania? Pokręcił głową, świadomy, że czeka na jego wypowiedz. — Chciałbym pokazać ci kilka trików walki. Mogą ci się przydać, jeśli przyjdzie ci walczyć we własnej obronie.
Zmrużył oczy, niemal mając przed sobą obraz Pliszkowego Kroku, powoli uczącej go wszystkich podstaw. Przybrał odpowiednią pozę, oczywiście chowając pazury i oczekująco spojrzał na Konwaliową Łapę.
— Postaraj się mnie zaatakować tak, by wskoczyć mi na grzbiet. — miauknął, uderzenie serca potem dodając z rozbawieniem. — Ale schowaj pazurki, żeby mnie nie udrapać.


<Konwalio? to jest odpis nr. 1>

20 marca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Konwaliowej Łapy

W życiu każdego kota nadchodził taki moment, w którym musiał stać się odpowiedzialny. Wszystko przemijało, tak jak pory roku, księżyce, również osoby, które dane było poznać. Jeżyk nie tak dawno był uczniem medyczki, żeby za jej wielką aprobatą, stać się asystentem medyka. Czekoladowy kocur bardzo się cieszył i uważał swoją nową pozycję za największy zaszczyt i jeszcze większą odpowiedzialność, zamierzał wszystkiemu sprostać. Dostał nowe imię, wybrane przez Zajęczą Stopę, by upamiętnić ścieżki, którymi musiał się kierować, żeby stać w tym miejscu, gdzie był obecnie. Wszystko dzięki ciężkiej pracy, oraz postawionym celą.
Chociaż odejście Iskry, wciąż było bolesne dla kocura, a obraz czekoladowej kotki i jej pięknego uśmiechu, nie znikał z jego myśli, Jeżowa Ścieżka sądził, że wszystko będzie dobrze. Siostry i rodzice byli zdrowi, Zajęcza Stopa mogła trochę ulżyć sobie w pracy, kocięta stawały się coraz starsze (ta mała kluska Melodyjka, została nawet uczennicą!).  Nie spodziewał się żadnych niespodzianek, ani większych zmian. Medyczka Klanu Burzy, jak zawsze potrafiła go jednak zaskoczyć. 
- Dobre wieści, Jeżu
Jeżowa Ścieżka upuścił trzymany w pysku nagietek, by ze zdziwieniem spojrzeć w błyszczące z podekscytowania oczy jego dawnej mentorki. 
- Kojarzysz tą znajdę, którą przyjął Czapla Gwiazda? 
- Konwalię? - od razu odpowiedział Jeżowa Ścieżka, doskonale kojarząc koteczkę. - Coś się stało? 
- Zdecydowała się szkolić na medyka.
- Naprawdę? To faktycznie dobre wieści! - miauknął radośnie. Więcej łap do pomocy, może nawet nowa relacja. - Ze mną sobie poradziłaś, Konwalię pewnie też świetnie wyszkolisz. 
Zajęcza Stopa z rozbawieniem poruszyła wąsami, zanim potrząsnęła głową. 
- To nie ja będę ją szkoliła, ale ty. Jesteś już dość duży, Jeżu. - mrugnęła do niego porozumiewawczo. 
Jeżowa Ścieżka poczuł, jak jego łapy stają się bardziej miękkie. Otworzył szerzej niebieskie oczy ze strachu. Nigdy nikogo nie szkolił. Nawet w żłobku, to siostry dawały mu w kość, a on posłusznie słuchał ich rozkazów. Podobnie było, gdy stał się uczniem. Teraz to on miał być mentorem?  Nie sądził, że ten dzień w ogóle nastąpi. A jeśli sobie nie poradzi? Jeśli zawiedzie?  
- J-jesteś pewna?
- Chyba się nie boisz małej kotki? - rzuciła na odchodne Zajęcza Stopa, wracając do pracy. 

***

Wpatrywał się w nią. Ona w niego. Na razie wszystko szło dobrze. Konwaliowa Łapa zapamiętywała to, co jej mówił i ciekawiła się roślinami. To był duży plus. Nie chciał zawieść tej kotki, musiał się postarać być najlepszym mentorem. Jeżowa Ścieżka właśnie przedstawił uczennicy medyka zasady dwóch kodeksów. Postanowił, że gdy tylko będzie starsza, nauczy ją polować, oraz walczyć. Mimo iż nie musieli, chciał by na wszelki wypadek to umiała. 
Akurat pokazywał jej kilka ziół.
- Popatrz, to jest mak. Służy na ból i usypia.
- Jasne.
- Spójrz te małe, czerwone kulki to Jagody Śmierci, mogą zabić. Nigdy, przenigdy ich nie jedz, a może i nawet nie dotykaj. 
Ogonem wskazał na malutkie owoce, bacznie przyglądając się reakcji swojej uczennicy. 
- O-oczywiście.
Teraz pokazał na roślinę o małych, żółtych kwiatkach i słodkim zapachu. 
- To jest wrotycz, leczy kaszel, zatrucia i rany. Postaraj się to zapamiętać, dobrze? - miauknął, zanim pokazał kolejną roślinę. - Podbiał ułatwia oddychanie, natomiast gwiazdnica jest kolejną rośliną leczącą zielony kaszel. Rumianek wzmacnia serce, trybula jest dobra na ból brzucha. 
Cały czas wskazywał podane zioło, gdy tłumaczył właściwości. Konwaliowa Łapa skinęła głową. 
- To tylko się wydaję takie trudne. - pocieszył ją. 


<Konwalio?>