— C-czy Klan Gwiazdy nas o-opuścił? — wyszeptała patrząc się na dawnego mentora. — Dlaczego zabiera nam tyle kotów? Z-zrobiliśmy c-coś nie tak? — wyjąkała cicho szlochając. Zastanawiała się czy właśnie przez nią tyle kotów ginie. — Jeżyku...
Niebieskookiego na słowa kotki na chwilę zamurowało, po chwili otrząsnął się.
— N-nie, nie, nie. — miauknął czekoladowy podchodząc do córki Zguby. — Nie wolno tak myśleć, Konwalio. Klan Gwiazdy na pewno nas nie opuścił.
— A jeśli tak? — zapytała asystentka podnosząc głowę i patrząc się na niebo ze łzami w oczach — A jeśli nas opuścili...? ...i nie ma dla nas już ratunku...?
Jeżowa Ścieżka pierwszy raz widział ją w takim stanie. Konwaliowe Serce zwykle chodziła uśmiechnięta, nie pokazywała swoich zmartwień, nawet gdy wokół nie działo się dobrze. Śmierć najpierw dwójki ich starszych, a teraz jeszcze Koniczynki, musiała ją mocno dobić. Czekoladowy też czuł smutek na myśl o trójce pobratymców. Pliszkowy Krok wiele go nauczyła, Zakręcone Ucho był szlachetnym wojownikiem, z Koniczynką dobrze się dogadywał. Nie mógł uwierzyć, że już nigdy ich nie zobaczy. Mimo żałoby, którą odczuwał zarówno on, jak i cały klan, wiedział, że takie są zasady życia i śmierci. W jego ślepiach odbiło się zmartwienie. Podszedł ostrożnie do Konwaliowego Serca, po czym przytulił ją. Kotka pozwoliła mu na to, wtulając się w jego ciepłe futro i tam już wypłakując łzy, zbierające się coraz szybciej w jej oczach. Otulił ją ogonem.
— Klan Gwiazdy nie opuściłby nas. Nie zrobiliśmy nic złego.
— To dlaczego oni giną? Dlaczego? — nie pozwolił jej się odsunąć. Wolał, by się wypłakała w jego futro. Obawiał się, że mogłaby coś zrobić głupiego. Była w takim stanie.
— W-widocznie p-przodkowie ich potrzebują. Nie wiem jak jest w Klanie Gwiazdy, może każdy ma wyznaczony czas, kiedy ma odejść z nimi polować? Cokolwiek myślimy teraz - w żałobie - musimy być pewni, że przodkowie dalej nad nami czuwają i że nas nie opuszczą. Zwłaszcza w potrzebie.
Konwaliowe Serce pociągnęła nosem. Czy jego słowa ją chociaż trochę uspokoiły? Przytulił ją mocniej, zamykając oczy i także czując się uspokojony. Żałoba zawsze była trudna. Nieważne czy chodziło o najbliższego członka rodziny, czy o pobratymca, z którym wymieniało się zaledwie kilka słów.
***
Pora Nowych Liści niosła ze sobą nadzieję. Jeżowa Ścieżka liczył, że teraz, gdy Pora Nagich Drzew dobiegła końca, a świat na nowo budził się do życia, wszystko będzie już dobrze. Zwierzyny znowu będzie więcej, ciepłe płomienie słońca odpędzą wszelkie choroby. Dalej jednak pojawiało się zmartwienie, że to dziwne zatrucie powróci, odsyłając do przodków następne koty. Medycy musieli być więc jeszcze lepiej przygotowani, by w razie problemu, jak najszybciej uratować kolejne życia.
Jeżowa Ścieżka zajrzał do składzika, gdzie trzymali wszystkie zioła. Przez zimę i chorobę, było ich znacznie mniej Musieli więc zebrać zapasy. Wycofał się, szukając wzrokiem Zajęczej Stopy, lub Konwaliowego Serca. Może wyruszą w trójkę? Dawno nie szukali ziół razem.
Zastał Konwalię przy kępie wyższej trawy, na samym końcu ich legowiska. Obok rozłożone były trzy mchy, na których spali medycy. Do tej części nie wpuszczali pacjentów. Jeżyk podszedł powoli do dawnej uczennicy, od razu siadając obok niej. Konwalia otuliła się ogonem. Kocur rzucił jej krótkie, zmartwione spojrzenie. Ostatnio przechodziła dziwne ataki i chociaż jej kara powinna już dobiec końca, dalej z medyczką postanowili, że będą zwracać na nią szczególną uwagę. Świadoma, że jej się przygląda, kotka odwróciła wzrok. Nie wiedział, czy coś ukrywa, czy po prostu się martwi.
Spojrzał ponownie na trawę. Kłosy łączyły się tak ze sobą, że sieć utrzymywała doskonale pająka i była dość wysoka, by go nie przeoczyć. Po powrocie ze Zgromadzenia, na którym medycy Klanu Wilka i medycy Klanu Burzy, przeprowadzili ciężką negocjację, minęło już trochę czasu. Otrzymali jednego pająka, w zamian za recepturę mieszanki na głos Konwalii. Pająk miał dostarczać im pajęczyny, która jest bardzo potrzebna do tamowania krwawienia. Przyglądał się stworzonku, poruszającym się leniwie. Karminie go było nie lada wyzwaniem, ale Zajęcza Stopa ze śmiechem stwierdziła, że przynajmniej mają zwierzątko.
— Jak go nazwiemy? — miauknął pogodnie.
<Konwalio?>
:3
OdpowiedzUsuńUuu, handel pająkami xD
OdpowiedzUsuń