Niebieskie, spokojne ślepia asystenta, utkwione były w tych wojownika. Orlikowy Szept był pogrążony w żałobie. Mówiło to całe jego ciało. Sylwetka już nie taka dumna, oczy zmęczone i zapłakane, po niedawnych łzach oraz sposób w jaki mówić, słychać było cierpienie. Jeżyk był dobrym słuchaczem i obserwatorem, takie szczegóły potrafił wychwycić. Westchnął cicho, ogonem dotykając boku białego. Strata matki była ciężka. Zwłaszcza, gdy zostawało się bez ani jednego rodzica. Jeżowa Ścieżka miał przynajmniej siostry, ojca, brata, bratanków. Nawet po stracie Brzozowego Szeptu, przyjaciele i rodzina pomogli mu wyjść z żałoby, mimo iż często miał ochotę do niej wrócić, na nowo oddając się smutkowi za bliską osobą. Orlikowy Szept musiał czuć się podobnie. Jednak szkoda tracić młodości. Życie ciągnęło się dalej i trzeba było kroczyć przez nie dalej, z pewnie uniesionym do góry ogonem.
— Przyjdźmy się.
Jeżowa Ścieżka podniósł się na równe łapy. Zwrócił pysk w stronę białego. Czekał. Czy wojownik podąży za nim? Na szczęście Orlikowy Szept pokiwał głową, również się podnosząc. Dwójka kocurów skierowała się w stronę wyjścia z obozu. Nie raz kierowali się tą ścieżką. Nawet po ciemku odnaleźliby właściwą drogę. Znajome zapachy oraz miejsca, mijali po drodze, gdy niespiesznym krokiem szli przed siebie, pogrążeni w ciszy.
— Zawsze gdy o niej myślałem, przychodziłem do porzuconego potwora. Z niego świetnie widać gwiazdy. Wypatrywałem jej wśród innych, migotała najjaśniej, jakby chciała mnie zapewnić, że zawsze będzie ze mną. Przy okazji ruch to zdrowie. — miauknął zamyślony Jeżowa Ścieżka.
Niewiele czasu później, widział już pierwsze zarysy potwora, porzuconego samotnie na ich terenach. Pewnym skokiem wskoczył na samą górę. Poczekał, aż Orlikowy Szept pójdzie w ślad za nim. Czekoladowy położył się. Ta pozycja była o wiele wygodniejsza.
— Pomogła mi rodzina. Wiedziałem, że siostry czują to samo i nie chciałem ich zostawić samych. Myślę, że to czas, byś pogodził się ze swoimi.
Orlikowy Szept, który również się położył, zwrócił na niego zaskoczone spojrzenie.
— Skąd...
— Nie rozmawialiście ze sobą. Nawet z Bluszczową Łapą, a zawsze widziałem, jak jecie razem posiłki. Nie wiem o co poszło, ale z rodzeństwem trzeba żyć w zgodzie. — miauknął. Potwór nie był zbyt wygodny. Czuł ból w poduszkach łap, nieprzyjemne pieczenie, jednak zignorował to. Zbyt lubił to miejsce, by przenosić się do innego zakątka na terenie Klanu Burzy. To trochę śmieszne, że żałoba potrafiła czasami naprawić relacje. — Masz też Cętkowany Kwiat. Straciła siostrę, pamiętasz? Musicie być dla siebie oparciem. W końcu się kochacie. A to jedno z najsilniejszych i najpiękniejszych uczuć.
<Orlik?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz