BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agrest x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agrest x Źródlany Dzwonek. Pokaż wszystkie posty

25 czerwca 2024

Od Agresta cd. Źródlanego Dzwonka

Opadł na ziemię, dysząc z wysiłku. Nie spodziewał się, że bitwa na szyszki okaże się aż tak wykańczająca. Nie dość, że kotka była strasznie wredna i zabiła mu brata, to jeszcze teraz przez nią czuł się cały obolały! 
Nie dało się jednak ukryć, że pod względem emocjonalnym nareszcie udało mu się odetchnąć. Jakimś sposobem podczas sprzeczki sukcesywnie wyładował wszystkie negatywne emocje, które zebrały się w nim ostatnimi dniami. 
Zerknął na liliową, zauważając, iż obecnie ona także spoczęła na trawiastym podłożu. Agrest chciał być na nią wściekły za takie potraktowanie i kontynuować swoje wyrzuty, lecz w tym momencie… zwyczajnie już dłużej nie potrafił. Fizycznie co prawda czuł się absolutnie okropnie, jednak wewnętrznie… był dziwnie spełniony. Jakby takiej konfrontacji od dawna potrzebował. 
Milczeli przez dłuższy czas, patrząc na siebie z trochę innej perspektywy. Właściwie to z daleka musieli wyglądać bardzo zabawnie. Oboje z futrem potarganym i przepełnionym łuskami szyszek, zachłannie łapiąc oddech, jakby właśnie stoczyli najcięższy pojedynek życia. 
— Gdzie nauczyłaś się tak dobrze celować? — przerwał ciszę, kiedy jego płuca wreszcie się uspokoiły. 
— Wrodzony talent — odparła, dumnie unosząc ogon. 
Agrest parsknął na te słowa, rozwierając pysk w celu kontynuowania tej specyficznej wymiany zdań. 

***

Nigdy się nie spodziewał, że kiedykolwiek zaprzyjaźni się z Nocniaczką, ale tak właśnie się stało. Wredna liliowa kotka, która wreszcie przedstawiła mu się jako Źródlany Dzwonek, okazała się… nie być taka zła po tym, jak już natłukła w niego szyszkami. Chociaż, czy on w ogóle mógł porównywać ją do kogoś takiego jak Nocniaki? Była zupełnie inna od nich oraz dodatkowo wyszło na jaw, że nie posiadała w sobie ani kropli ich krwi. Klan Nocy nie zasługiwał na kogoś tak świetnego… Na początku nie mógł otrząsnąć się z szoku, gdy wyjawiła mu, że to ona była jednym z kociąt odebranych od Bylicy. Opowiadała dużo historii o niej Agrestowi, odkrywając przed nim tę niewygodną prawdę na temat staruszki. Oczywiście nie wierzył wojowniczce tak od razu, ale nie dało się przeoczyć, że kotka zawsze ukazywała realne emocje w tym temacie. Zwłaszcza że to, co mówiła, tylko potwierdzało się w rzeczywistości… 
Antypatia do przybranej matki okazała się idealnym pretekstem do dalszej integracji. Tym sposobem w pewnym momencie okrzyknęli siebie rodzeństwem i już tak jakoś zostało. 
— Hej Agreeest — usłyszał znajomy głos, podczas przechadzania się w nadziei po terenach niczyich.
Uniósł ogon z zadowolenia. Gorzki uśmiech na mordce przyjaciółki, zaraz jednak sprawił, że momentalnie go opuścił. Coś się stało? 
— Wiesz, że starucha jest w okolicy? Odzywała się do ciebie?
Bicolor zmarszczył brwi. No chyba nie. 
— Nie gadaj. 
— Uwierz mi, że wolałabym żartować — skrzywiła się z obrzydzeniem — ale to niestety nie jest ten przypadek. 
— Uch, co ona tu robi? — zastanawiał się, smętnie zwieszając uszy. Czemu starsza obiecała mu tak wiele, tylko po to, żeby później nie dotrzymać danego słowa w nawet najmniejszym stopniu? — Nawet mi hej nie powiedziała oczywiście… 
Źródlany Dzwonek widząc jego nagłe przygnębienie, szturchnęła kocura łapą. 
— No weź, nie warto się smucić z powodu tego babsztyla — stwierdziła stanowczo. — To lepiej, że do ciebie nie przyszła. Pewnie znowu zaczęłaby jęczeć, jak to jest jej ciężko, zamiast cokolwiek zrobić z tym faktem. Jeszcze byś się od niej zaraził…
— Albo jeszcze gorzej — zaczął, powoli uśmiechając się pod nosem. — Przyciągnąłbym do siebie całą bandę dzieciaków, tylko po to, żeby potem planowały na mnie zemstę, bo pogubiłem je po wszystkich klanach. 
Oboje wybuchnęli śmiechem. 

***

Poddenerwowany krążył w kółko na terenach niczyich. Nie mógł wyrzucić z głowy tego, co wydarzyło się na zgromadzeniu. Źródlany Dzwonek została porwana! A przynajmniej tak twierdził jej uczeń, który wciąż go trochę przerażał. Czuł się winny, że zawiódł i jego, i przyjaciółkę, nie potrafiąc wygrać rozmowy z Chłodnym Omenem. Dla Agresta to było po prostu zbyt skomplikowane i niebezpiecznie. Za dużo emocji, za dużo niepewności, za dużo oczu w nim utkwionych. I chociaż żałował, że nie był w tym wszystkim bardziej umiejętny, gdzieś w głębi siebie doskonale zdawał sobie sprawę, że czegokolwiek nie powiedziałby w tamtym momencie – efekt okazałby się nadal taki sam. I to również go przeraziło. 
Co powinien zrobić w tej sytuacji? Wedrzeć się do obozu Klanu Wilka, żeby jej poszukać? Takie działanie mogłoby szybko okazać się misją samobójczą, zamiast w jakikolwiek sposób pomocną. Zresztą, skoro ją porwali, to zapewne musieli jej cały czas pilnować. Nie dało się więc zakraść tam i dyskretnie ją uwolnić, nawet w najbardziej szczęśliwych okolicznościach. 
Kopnął kamień leżący naprzeciw niego z rykiem frustracji. Przeklęte Wilczaki! 
Gdyby miał rangę wojownika, to wszystko byłoby prostsze. Jako zastępca nieczęsto posiadał czas wolny, a w szczególności teraz kiedy Komar wydawał się coś podejrzewać, w konsekwencji zrzucając na niego więcej obowiązków. Gdyby tylko wpadł mu do głowy jakiś rewolucyjny pomysł, który rozwiąże jego wszystkie problemy… 
Swój wzrok przeniósł na strumień płynący przed nim, bezradnie wpatrując się w jego migoczącą taflę.
Po co on się oszukiwał? Takiego wyjścia z sytuacji po prostu nie było. Jedyne, w czym aktualnie mógł pokładać nadzieję to rozum osoby, która zdawała się najbardziej zaangażowana w odnalezienie liliowej. Jej uczeń. Może on wymyśli jakiś plan i razem uda im się zorganizować akcję ratunkową? A nawet jeśli tak by się nie stało, Agrest wierzył, że czarny zrobi wszystko, co w swojej mocy, by temu zaradzić. Obserwowanie na zgromadzeniu tego, jak bardzo zależało młodszemu, dawało mu otuchę, że jego przybranej siostrze rzeczywiście uda się uwolnić. W końcu nie była w tym sama, nawet jeśli jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy.
Uniósł wzrok na zachmurzone niebo, z którego mimo wszystko wydostawało się parę promieni słońca. 
Niech Wszechmatka jeszcze nie odbiera im tak cudownej kotki. 

***

Wróciła! Źródlany Dzwonek wróciła! Z początku nie czuł niczego innego prócz szczęścia, jednak im dłużej słuchał i przyglądał się kotce, tym większa złość płonęła w jego wnętrzu. Nawet w swoich najgorszych wyobrażeniach nie podejrzewał Wilczaków o aż takie okrucieństwo. Nie wiedział wręcz, co odpowiedzieć, kiedy dowiadywał się, jak potwornie ją traktowali. Ledwo mu się to w głowie mieściło. Jak ktokolwiek był w stanie w ogóle wyrządzić coś takiego drugiej osobie? Dogłębnie wstrząsające, że na takie coś pozwalano w pozornie „normalnym” klanie.
Wbił pazury w ziemię. 
Wilczaki może i w tej chwili radziły sobie znakomicie, aczkolwiek nic nigdy nie trwało wiecznie. Kiedyś jeszcze nadejdzie okres, w którym będą znacznie słabsi. A wówczas miał nadzieję, że już nikt im nie odpuści, tak jak oni nigdy nikomu nie odpuszczali. Oby nie zostało z nich nic więcej niż brudna plama krwi.

***

Poruszał końcówką ogona, wpatrując się w wyjście z obozu. Od powrotu nurtowała go pewna sprawa. Mianowicie zastanawiał się, czy nie ominął jednego spotkania z Gracją. W końcu powiedział jej, że może go odwiedzać, więc może już to zrobiła, podczas gdy ich nie było? Musiał widzieć. 
Dostrzegając, że obok Kaczka samotnie spożywa posiłek, postanowił do niej podejść. 
— Hej, wiesz może, czy w czasie, kiedy mnie tutaj nie było, moja córka przyszła ze mną porozmawiać? — zapytał, w napięciu usiadłszy przy niej. 
Bura wykrzywiła pysk w zakłopotaniu. Jej odpowiedź natomiast była jednoznaczna:
— Nie. Nie było nikogo. 
Agrest przeniósł wzrok na swoje łapy, niezręcznie szurając nimi po jesiennych liściach. 
— Och, rozumiem — wyszeptał, zaraz machając na to ogonem — ale to nic nie szkodzi! Ma jeszcze czas i tak dalej. — Zmusił się do przybrania radosnego wyrazu pyska. — A jak u ciebie, tak właściwie? To jest coś, o czym powinniśmy rozmawiać! Dobrze się tutaj czujesz? 
Kaczka z początku zdawała się nieco zmieszana, lecz po chwili uśmiechnęła się delikatnie, jakby coś sobie przypominając. 
— Szczerze? Znacznie lepiej — wyznała trochę nieśmiało. Jakaś myśl jednak wydawała się ewidentnie trzymać ją w dobrym nastroju. — Panuje tu zupełnie inna atmosfera, poznałam też wspaniałą osobę… to znaczy osoby — chrząknęła, zaraz z powagą marszcząc czoło. — Nie ma porównania no. Nie wiem, czy wytrzymałabym księżyc dłużej w Klanie Nocy…
Starszy zastrzygł uszami, ciekawy, dlaczego bura miała tak negatywne nastawienie do swojego rodzimego klanu. Czyżby to przez tę rzekomą zmianę ustroju, o której raz coś tam podsłyszał? 
— Czy to prawda, że w Klanie Nocy wprowadzono władzę dziedziczną? — zapytał, naprawdę nie będąc pewien. Jakoś… taka sytuacja zwyczajnie nie sprawiała wrażenia realnej. — Dla potomków Sroki, zakładam? 
— Niestety tak — mruknęła ze skwaszoną miną — to absurdalne. 
Czekoladowy zamrugał z niedowierzaniem. I reszta Nocniaków tak po prostu zaakceptowała taką decyzję? Nie zapomniał, że od początku z większością nich było coś nie tak, lecz do tej pory sądził, iż to szło bardziej w stronę nadmiernej agresji, a nie uległości. Cóż, najwidoczniej niezależnie od obranego kierunku skrajności, rybojady nie zawodziły w zachowaniu się dziwnie…
Ich postępowanie nie było jednak rzeczą najbardziej zagadkową dla czekoladowego w tej sprawie. O wiele bardziej zastanawiało go… zwyczajnie dlaczego. Dlaczego podjęto taką decyzję? Nawet pomijając fakt, jak bardzo było to niesprawiedliwe wobec „niekrólewskich” kotów z Klanu Nocy to… przecież było to równie okrutne wobec samych potomków Sroczej Gwiazdy. Czarno-biała przez księżyce urzędowała jako przywódczyni, toteż musiała wiedzieć, iż noszenie tej rangi to przede wszystkim ogromna presja i nieustanny wysiłek, za który nie otrzymywało się od nikogo nagrody. Agrest nie raz przekonał się o tym na własnej skórze. Trzeba było o wszystko dbać, wszystko kontrolować, wszystko przewidywać i podejmować decyzje, do których podjęcia nikt inny nie chciałby być zobligowany. Jaki normalny rodzic zmusza swoje dzieci do dźwigania na sobie tak olbrzymiej odpowiedzialności? Ukazywanie władzy jako czegoś przeznaczonego i wspaniałego naiwnym kociętom mogło mieć w przyszłości naprawdę tragiczne skutki, kiedy zderzą się one z rzeczywistością. 
Jeszcze chyba rozumiał, iż przypuszczalnie mogło chodzić o podwyższenie statusu społecznego rodziny, jednak wciąż… za jaką to cenę? Czy liderka nie widziała, że to tylko kwestia czasu, nim w jakimś Nocniaku wreszcie coś nie pęknie i zamorduje w odwecie za te bezsensowne zasady? I tak dalej, dopóki wszyscy z naznaczonego rodu nie skończą głęboko pod ziemią. Szczególnie zważając na tendencję szybkiego żegnania się z życiem poprzednich przywódców Klanu Nocy – już miał przed oczami tę katastrofę. 
Z tego wszystkiego aż przeszły go ciarki. 
Sam prędzej odgryzłby sobie ogon, niż zafundowałby swoim dzieciom taką przyszłość. Srocza Gwiazda musiała naprawdę nie mieć litości dla swoich potomków… 
— Wszystko w porządku? 
Bicolor drgnął, jakby właśnie został wybudzony z transu. Otworzył pysk, aby odpowiedzieć rozmówczyni, gdy nagle na czubek jej głowy spadła ciemna kulka. Bura prychnęła, zdenerwowana kopiąc atakujący ją obiekt. Szyszka poturlała się parę zajęczych skoków dalej. 
Agrest w szoku rozwarł szczękę. 
Szyszka, brązowe oczy, biała łata na piersi, znajome rysy, kotka z Klanu Nocy. Nie. To nie mogło być możliwe.
Wpatrywał się w nią, jakby chciał dostrzec potwierdzenie swoich myśli w wyrazie jej twarzy. 
— Mam coś na nosie…? — Kaczka poruszyła się niespokojnie. 
— Jesteś jej córką — wykrztusił z siebie. — Tak? Córką? Czy to jeszcze inne pokrewieństwo może? 
Pręgowana początkowo przyglądała mu się z niezrozumieniem, dopóki nie westchnęła cicho, odczuwalnie pochmurniejąc.
— Córką. 
— Przepraszam — wymamrotał, teraz czując się dziwnie. — Nie wiedziałem, że miała. 
Kotka nie odpowiedziała mu, martwo patrząc w jeden punkt. 
Kurczę… jeśli wiedziałby, iż w taki sposób zareaguje, to nie poruszyłby od tego tematu. 
— W każdym razie, dobrze, że obecnie jesteś z tutaj nami. — Z wahaniem na chwilę położył łapę jej barku. — Jakbyś czegoś potrzebowała to… możesz na mnie liczyć. Póki jeszcze dycham. 
Odszedł w stronę wyjścia z obozu, zostawiając odnalezioną siostrzenicę z na wpół zjedzonym losem. Odniósł wrażenie, że przyda jej się chwila samotności. 
Nabrał powietrze w płuca, powolnymi krokami kierując się do Drogi Grzmotu. Wymiana zdań z Kaczką na pewno na długo zostanie mu w pamięci. 
„Zadbam o twoją córkę, Źródlany Dzwonku” – obiecał w myślach. – „W lepsze miejsce trafić nie mogła”.

***

Szedł do miejsca, w którym zawsze się spotykali. Trzymał w pysku szyszkę, wcześniej kopniętą przez córkę przyjaciółki. Teraz gdy już wiedział o śmierci liliowej i nie był ledwo funkcjonującym kłębkiem nerwów, chciał nareszcie należycie ją pożegnać. 
Zatrzymał się przy potoku na terenach niczyich, gdzie zazwyczaj rozmawiali i łapą wykopał mały dołek w ziemi. Starannie włożył tam szyszkę, tak, aby wyraźnie wystawała z podłoża. Po sprawdzeniu, czy owoc trzyma się na miejscu, usiadł obok prowizorycznego nagrobka. 
— Do widzenia, Źródlany Dzwonku — powiedział z zaciśniętym gardłem. — Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. 
Po tych słowach zamknął oczy, żegnając się ze swoją jedyną siostrą, drogą przyjaciółką, ekspertką od szyszek, a także najzabawniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznał.  

08 czerwca 2023

Od Źródlanego Dzwonka CD. Agresta

 — No nie dość, że zabiłaś mi brata, to jeszcze rzucasz we mnie szyszkami?! — wrzasnął, a ona w tym samym czasie rzuciła w niego kolejną szyszką, prosto w nos. — Jesteś… Jesteś najgorsza!!!
— No przestań mi to wypominać! — fuknęła, kopiąc z ziemi kolejną szyszkę. Wojna to wojna, skąd miała znać relacje rodzinne! Ktoś atakuje, to trzeba się bronić.
Wydał z siebie odgłos, który przypominał jakiś pierwotny, sfrustrowany ryk.
Wziął pierwszą lepszą szyszkę z ziemi i wycelował nią w kotkę, po czym kopnął kolejną w jej kierunku. Uniknęła jej i warknęła, skutecznie celując mu w łeb.
— I kto jest teraz najgorszy dzikusie!
— To ty zaczęłaś! Jesteś jakaś świrnięta!
— Sam mnie zaczepiasz stary dziadzie! Kot spokojnie na spacer wyjść nie może! — uniknęła szyszki, odkopując ją do niego.
— I kto to mówi? Psycholka, która zawsze z jakiegoś powodu krąży przy naszej granicy, jakby miała na jej punkcie jakąś obsesję!
— Wcale nie! W odróżnieniu od ciebie mam życie. To ty tutaj ciągle czatujesz, aż wyślą mnie na patrol!
***
*przed porwaniem Kminek do kw*
Jakoś się tak złożyło, że w którymś momencie zmęczyli się bitwami szyszkowymi i zaczęli rozmawiać. Jakoś udało im się dotrzeć przez księżyce przypadkowych spotkań do tego, że… w pewnym sensie się polubili. Do tego stopnia, że mieli regularne, małe rodzinne spotkania pod wymysłem dwunożnych między ich nowymi terenami.  Nie umawiali się zbyt konkretnie, raczej w okolice jakichś faz księżyca, zazwyczaj po prostu czekali i liczyli na szczęście, że drugie tknie intuicja i się zjawi. Dzisiaj była jej tura na czekanie, ale nie przeszkadzało jej to, bo miała w sobie najwięcej energii od księżyców.
W końcu się zjawił.
— Hej Agreeest — odezwała się pierwsza, z szyderczym, gorzkim uśmiechem — Wiesz, że starucha jest w okolicy? Odzywała się do ciebie?
<Agreście?>

03 stycznia 2023

Od Agresta cd. Źródlanego Dzwonka (Dzwonka)

— Mów konkretnie. 
Musiała blefować, prawda? Posługiwała się bardzo ogólnikowymi zdaniami, więc chyba nie mogła mieć niczego faktycznego na Bylicę w tym aspekcie. Jednak gdy tylko kotka przekrzywiła głowę z nonszalancją – mina mu zrzedła.
— Ale po co te nerwy. Czyżby zazdrość? — Zmrużyła oczy, uśmiechając się. — Byłeś jednym z tych, którym pozwoliła wierzyć, że będzie dla nich oparciem? Jej synkiem~? Dorosłeś i już cię nie chce~?
Zacisnął szczękę. Nie podobały się mu jej słowa. Wsadzała i grzebała pazurami bezpośrednio w jego obawach, jeszcze się z nich wyśmiewając. 
— Nie jestem o nikogo zazdrosny — warknął. — A ty to co? Sama musisz mieć do niej jakiś osobisty uraz, skoro tak bardzo jej nie lubisz.
— Nie, odpowiadam tylko na twoje oskarżenia. — Wywróciła oczami, znów wzdychając.
Uniósł podbródek, kwestionując prawdziwość tego, co sugerowała. Nie mógł dopuść do siebie innej opcji. 
— To skąd niby tyle o niej wiesz? Śledzisz ją, czy co? — parsknął.
— Słyszy się to i owo — skrzywiła się, patrząc w punkt za Agrestem. 
 A ona nadal! No rzeczywiście imponujące dowody mu przedstawiła. 
— I skąd wiesz, że to, co słyszysz, jest prawdziwe?
— Wiem i tyle.
Jaka ona była irytująca! Dosłownie nic nie docierało to do jej pustego łba! Miał jej serdecznie dosyć. 
Wstał z pozycji siedzącej, dostrzegając, że ona robi dokładnie to samo. Prychnęli jednocześnie.
— Gadanie z tobą, jest jak gadanie ze ścianą! — krzyknął na odchodne.
Liliowa tylko fuknęła, po czym postawiła uszy i totalnie go ignorując, pobiegła w stronę mentora krzyczącego jej imię. 
Dzikuska.

*Stare tereny*

Stawiał ciężkie kroki na mokrej od roztapiającego się śniegu trawie. W nowej części terytorium, jaką odebrali Klanowi Nocy, pachniało zupełnie inaczej. Musiała być to zasługa drzew iglastych, które tu rosły. Lubił tę woń. Niczym nie przypominała Owocowego Lasu, co po śmierci jego ojca stało się zaletą. 
Naraz usłyszał czyjeś kroki i wtedy zza pnia wyłoniła się TA Nocniaczka. No oczywiście, że spośród wszystkich rybojadów, to akurat ją musiał spotkać. 
— Zabiłaś mi brata — rzucił w stronę liliowej. 
W jego głosie nie było jednak słychać jadu jak przy ostatnim spotkaniu – jedynie gorzkie stwierdzenie faktu.
— Zaatakowaliście nas — stwierdziła sucho. 
— Tak, bo wy wcześniej zaatakowaliście nas.
— Jakoś sobie nie przypominam.
— Ech, nieważne — odburknął. — Tak czy siak nie byliście bez winy.
— Pewnie — fuknęła. 
Skrzywił się i odwrócił wzrok. Kogo on próbował oszukać? Prawda była taka, że gdyby nie jego działania, Irys nadal by żył. Sam wywołał tę wojnę i teraz szokowały go jej konsekwencje. Zamiast przychodzić tutaj, powinien odwiedzić ich groby. Być dobrym bratem chociaż po śmierci cynamonowego. Jednak unikał tego miejsca jak ognia, bo za każdym razem, kiedy tam przychodził, miał ochotę się rozryczeć i raczej sam się tam zakopać niż ozdobić miejsce kwiatkami. Zupełnie jak jakiś beznadziejny… 
Nagle z całej siły dostał szyszką w głowę. Spojrzał z konsternacją na wojowniczkę, która bez wątpienia za to odpowiadała.
— Co ty robisz?
Ta w odpowiedzi tylko wzięła drugą i ponownie w niego rzuciła, jednak już nie trafiając. 
— Co ty– — Lekko zakrył się łapą, od której zaraz odbiła się kolejna szyszka. — Przestań! — warknął. — Po prostu przestań!
We łbie jej się poprzewracało?! 
Kotka mimo to nie zamierzała odpuścić. Niedługo dostał w klatkę piersiową, przez co syknął wściekle. 
Wariatka!
— No nie dość, że zabiłaś mi brata, to jeszcze rzucasz we mnie szyszkami?! — wrzasnął, a nim zdążył dodać więcej, znowu dostał pociskiem w nos. — Jesteś… Jesteś najgorsza!!!
— No przestań mi to wypominać! — fuknęła, kopiąc z ziemi kolejną szyszkę. 
Zdenerwowany do granic możliwości, wydał z siebie odgłos, który przypominał jakiś pierwotny, sfrustrowany ryk.
Wziął pierwszą lepszą szyszkę z ziemi i wycelował nią w kotkę, po czym kopnął kolejną w jej kierunku. Miał nadzieję, że po tym wszystkim już do końca życia będzie musiała masować sobie czoło!

<Wredoto najgorsza?>

30 września 2022

Od Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka) CD. Agresta

 *Przed wojną z ol*
Truchtała wzdłuż granicy, dawno zostawiona z tyłu patrolu na dyskretną prośbę skierowaną do mentora. 
Śnieg skrzypiał pod jej łapami i co jakiś czas zapadała się w niego aż po brzuch. 
Czuła świeży zapach owocniaka przy granicy, ale jeszcze nie wiedziała, czy ją przekroczył. Im bliżej była, tym bardziej rozpoznawała w smrodzie osobnika z wczoraj.
Kilkanaście długości dalej faktycznie dostrzegła tego samego, czekoladowego kocura. Chciała taktycznie obejść go szerokim łukiem i nawet skręciła już w bok, ale ten zdążył ją zauważyć, przez co wlepili w siebie spojrzenia. 
— Czemu ty… czemu ty uciekłaś? — zapytał, marszcząc brwi. — Bylica, to jej porwaliście dzieci.
Wow, co za szybka zmiana tematu. Może jakieś dzień dobry?
— Kontynuowałam patrol. — odpowiedziała wymijająco, utrzymując dystans, mrużąc oczy, słysząc znajome imię. Kot definitywnie znał niebieską z jakiegoś powodu i pałał do niej sympatią (kochanek?). Czyli ich matka chodziła wokół i biadoliła, jaka to ona biedna, a nie ruszyła dupy, by ich odzyskać. Jak narcystycznie z jej strony. Może pora zszargać jej opinię wśród kotów, które miały ją za kogoś, kim nie była — I tak, były tylko jedne... Kocięta samotników ze zgromadzenia wcielone w klan. 
— Jak ze zgromadzenia? — zamrugał na nią.
— Samotniczka wdarła się na zgromadzenie klanów z kociętami. — powtórzyła, wywracając oczami. Co on, głupi jakiś? Prostych faktów przyjąć nie potrafi? Chociaż, to owocniak. Nie powinna się dziwić — Miała czas na odzyskanie ich i tego nie zrobiła.
— Uch, dziwny pomysł. — Początkowo zmarszczył brwi, ale zaraz potem w jego oku pojawił się błysk. — Też w sumie mieliśmy z nią razem tam pójść, ale coś to nie wypaliło — Wzruszył ramionami, po czym zrobił zmieszaną minę, jakby żałował, że właśnie zdradził komuś ten fakt. — Ech, nieważne. Wracając… Więc uznaliście, że ukaracie ją, odbierając jej kocięta?
Czyli normalne było u niej narażanie kociąt na niebezpieczeństwo?
— To było zabezpieczenie ich, żeby nie zaraziły się głupotą.
— Ta jasne, przyznaj, że po prostu zachciało się wam mieć jeszcze więcej robotników — wysyczał. — Ale serio robić to, odbierając matce kocięta? To okrutne! Dla niej, ale dla nich też. Współczuję im, zostały porwane, oddzielone od matki i zmuszone do życia oraz pracowania dla grupy tyranów.
Sierść wzdłuż jej kręgosłupa podniosła się. Matka, tfu. 
— Nikt ich do niczego nie zmuszał. A matka widocznie ich nie kochała.
— Mhm, jasne. Nie możesz tego stwierdzić, nie znając jej. A ja akurat rozmawiałem z nią przeciwieństwie do was.
— Skoro rozmawiałeś, to powinieneś wiedzieć jak dużym jest narcyzem.
— Po czym to wnioskujesz niby?
Westchnęła, czując, że rozmowa zatacza koło. 
— Bo jest nieodpowiedzialną matką, która szuka uwagi u obcych, zamiast cokolwiek robić.
— Nic dziwnego, skoro przed urodzeniem kociąt była samotna, a teraz bez nich znów jest.
— O jej samotność się nie martw. Już dawno znalazła zamienników swoich kociąt.
Położył po sobie uszy. Jej wąsy zadrżały widząc to.
— Jakich zamienników?
— Ptaszki ćwierkają o kolejnych dzieciach, które uzależnia od siebie~ Tak ją znasz, nie wiesz o nich? 
Trzepnął ogonem.
— Mów konkretnie.
Przekrzywiła głowę.

<Agrest?>

11 września 2022

Od Agresta cd. Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka)

*Przed ojcobójstwem*

Lekko rozwarł pysk, żeby być w stanie lepiej wyczuwać zapachy w pobliżu, gdy kątem oka zauważył zbliżające się koty. 
Oho. 
Nocniaki.
Przerwał tropienie zwierzyny i podszedł w ich kierunku. Liliowa kotka oraz bury kocur znajdowali się swoim terytorium, ale lepiej było zadbać, żeby nie przyszedł im inny, barbarzyński pomysł do głowy. 
— Lepiej nie próbujcie przekroczyć granicy po raz kolejny — zawarczał, stając naprzeciwko. — Następnym razem może was spotkać coś jeszcze gorszego.
— Nigdy nie przekraczaliśmy żadnej granicy. — syknął wojownik, a uczennicy drgnął ogon i wąsy na ostatnie słowa.
— Nigdy? — Zaśmiał się histerycznie. — Kłamiesz! — fuknął. — W sumie nic czego nie można by się spodziewać po takich potworach.
Kocur wymienił spojrzenia z kotką, agresywnie machając ogonem. Zrobił krok w kierunku, w którym szli, gotowy odejść dalej. 
— Nie wiemy, o czym mówisz.
Agrest prychnął, będąc coraz bardziej rozzłoszczony. Czy oni serio uważali, że im uwierzy, jeśli powtórzą te bujdy kilka razy?
— Najpierw odbieracie nam tereny i zabijacie lub bierzecie w niewolę, potem przekraczacie granicę i gwałcicie niewinną kotkę. — wysyczał. — Teraz brzmi znajomo?
— Nie — miauknęła liliowa pod nosem, jednak zdołał ją usłyszeć.
Oni naprawdę byli nienormalni! Uderzył ogonem o ziemię, mając tego dość.
— No zaatakowaliście nas dawno temu, zmuszając do ukrywania się! Ale dobrze, że przynajmniej ten gwałciciel już nie ma oczu. 
— Nawet wtedy nie żyliśmy! Jaki gwałcicieli, Bezchmurne Niebo nigdy nie był na waszych terenach!
Och, czyli tak się nazywał. Nie pasowało mu. Zdecydowanie. 
— Gdyby nie był, nie narodziłyby się jego kocięta! — Tupnął łapą. — A no i jeszcze, jakby tego było wam mało, porwaliście kocięta mojej znajomej. Jesteście potworami!
Uczennica, idąca za oddalającym się mentorem przystanęła, z czujnie postawionymi uszami i wlepiła w niego oczy.
Tchórze! Robili okrutne rzeczy, a jak ktoś próbował ich tym skonfrontować – uciekali.
Kotka jednak przystanęła, może wreszcie coś dotarło? Spojrzał na nią wymownie.
— Twoja znajoma straciła kocięta przez własną głupotę i nie zrobiła nic, by je odzyskać — stwierdziła. 
— Niee, niemożliwe. Wyglądała na zrozpaczoną, jak mi o nich mówiła. — Zmarszczył brwi.  — Czy mówimy o tej samej osobie?
Liliowa jednak nie odpowiedziała i pobiegła za burym kocurem. 
Bicolor zamrugał zdezorientowany. Co. Czemu ona przed nim uciekła? I to jeszcze w trakcie rozmowy. 
Parsknął. Z Nocniaków faktycznie były dziwolągi. 

<Kminek?> 

15 lipca 2022

Od Kminkowej Łapy do Agresta

Jej łapa powoli wracała do sprawności, choć wciąż pobolewała. Miała już chwilę wolne po ostatnim ataku i świrowała od nadmiaru czasu na wolne myśli, które do miłych nie należały i wkopywały ją w coraz to większego doła. Najwyraźniej ktoś też, na szczęście, uznał, że już za długo siedzi w obozie, bo z mentorem dostali nakaz lekkiego wieczornego treningu. Bury nieco ociągał się z wyruszeniem, bo z daleka pilnował swoich kociąt, ale w końcu ruszyli. Zdecydowali się jednak nieco obejść polecenie treningu i po prostu poszli na spacer, żeby ewentualnie nie nadwyrężyć swoich ran. A jeśli coś po drodze złapią to też dobrze. Musieli się bardzo oddalić od tymczasowego obozu, by w terenie spędzić tyle czasu, co na treningu. Dotarli w ten sposób do granicy, na której ich napadnięto. U Kminek automatycznie wywołało to dyskomfort, bo byli we dwójkę, krótko po ostatnim ataku, w pełni jeszcze nie wyzdrowieli…
Trzcinowa Sadzawka zatrzymał się, by zaznaczyć granicę, a ona poszła kawałek do przodu, sztywna i czujna. Granice od strony Owocowego Lasu były zaznaczane już wcześniej, więc agresywnych kotów nie powinno tu być; nie mogła jednak nic poradzić na to, że była niespokojna i miała wrażenie, że czuje świeży zapach po drugiej stronie. Szybko okazało się, że nie była to jedynie wyobraźnia, bo po drugiej stronie dostrzegła czekoladowo-białe futro. Odruchowo odskoczyła do tyłu, strosząc sierść.

<Agrest?>

[przyznano 5%]