Zamrugała, spoglądając z ukosa na bratanka. Dobre pytanie. Przeniosła wzrok na stojącą w wyjściu z obozu wraz z resztą patrolu Tropiącą Łaskę. Czekoladowy ogon machnął raz, i drugi, a błysk zielonych ślipi pożegnał ją, zanim sylwetka wojowniczki zniknęła w zaroślach.
— Tropiąca Łaska bardziej zainteresowana jest władzą niż mną — prychnęła, odrywając wzrok od miejsca, w którym przed chwilą stała kocica.
Szylkretka obracała się wokół niej od czasów, w których obie były uczennicami. Ponad połowę księżyców, które dane im było już przeżyć. Pomrok nadal nie wiedziała, co ma o kocicy myśleć; jej zdanie zmieniało się wraz ze zmieniającym się zachowaniem drugiej wojowniczki i jej humorzastymi epizodami. Początkowo, trenując jeszcze pod łapą Bladego Lica, była przekonana, że Trop zaplątała się w jakieś… Romantyczne uczucia. Przygryzła zębami wnętrze policzka. Czy byłoby to takie złe? Mieć na sobie jej uwagę? Nim jednak mogła się wtedy zamęczyć, rozważając swoje opcje, afekcje Tropu… Zeszły na drugi plan, a jej chytre spojrzenie zaczęło częściej podążać za Zalotną Gwiazdą, niż samą Pomrok. Wysunęła nieznacznie pazury. Od momentu, w którym to zrozumiała, każde kolejne działania i słodkie słówka kocicy przyjmowała trzymała poniekąd na długość łapy.
Afekcje Tropu przybywały i znikały, niby morskie fale na plaży Nocniaków. Z każdą taką falą ufała jej… Coraz mniej.
— Latała za mną od czasu, kiedy obie byłyśmy ledwo podrostkami — miauknęła jeszcze po chwili, unosząc lekko łapę nad ziemię i pokazując żartobliwym gestem ich mniemany wzrost. — Gdy jeszcze trenowałam na uczennicę.
Tęgosz spojrzał na nią zaciekawiony.
— Czemu miałaby cię wykorzystywać?
Skrzywiła się nieznacznie. Z niewiadomych powodów nie lubiła używać tego słowa; może właśnie dlatego, że w jej oczach idealnie opisywało tą sytuację, nazywając ją po imieniu.
— Nie wiem. Pokonałam ją w mojej walce na wojowniczkę i zrobiłam to na tyle dobrze, że na pewno najadła się ziemi… Zawsze wydawało mi się to dziwne, że tak szybko zmieniła strony.
↝❇⌑❂⌑❇↜
Jakiś czas później…
— Nie masz niczego, co pachnie bardziej apetycznie?
Chudy Grzbiet uniósł nierozśmieszoną brew, wskazując łapą na mieszankę gwiazdnicy i wrotyczu. Uśmiechnęła się krzywo pod nosem, zanim ostry atak kaszlu sprawił, że szarpnęła się do tyłu i wykrzywiła pysk.
— No- weź, nawet listka kocimiętki? — kontynuowała po paru uderzeniach serca, chytrym tonem.
— Bierz, co ci dałem!
↝❇⌑❂⌑❇↜
Nadal nie dowierzała słowom matki.
Dzisiejszy dzień zapisze się w historii naszego klanu jako dzień żałoby. Dzień, w którym straciliśmy jednego z naszych najwybitniejszych wojowników. Odkryłam, że Cienista Zjawa nie żyje.
Tamtego dnia jej łapy wyjątkowo tkwiły w miejscu, nie drżąc z typowym zniecierpliwieniem, pazury wbite w ziemię w centrum obozu.
Został zamordowany. Zamordowany z zimną krwią przez tchórzy, którzy nie mieli odwagi spojrzeć mu w oczy jak równy z równym. Odebrano mu życie tylko dlatego, że do samego końca bronił terenów należących do Klanu Wilka…
Zamordowany. On? Kocur, który nigdy nie bał się jej oddać, po którego pazurach nadal nosiła na sobie ślady?
Nie chciała wierzyć w to, że się poddał. Odejście Cienia odbiło się na niej, jak i na Słocie, o którą szczególnie się martwiła; mistrzyni nadal spędzała swoje dnie w żłobku, i na pewno miała dużo czasu na przebywanie z własnymi ponurymi myślami. Najbardziej jednak strata zacisnęła swoje pazury na gardle Cętkowanego Tęgosza.
Nie dziwiła się bratankowi. Poniekąd. Cienista Zjawa nie miał parnerki do pomocy, a Tęgosz nie miał matki, która by się nim zajmowała – przynajmniej na tyle, na ile się w ich sytuacji orientowała. Jak ona by się czuła, gdyby Zalotna Gwiazda zosała jej odebrana, gdy była młodsza? Jej myśli, po raz pierwszy od bardzo dawna, powróciły do rozmazanej postaci Jasnoty. Jak się czuła, gdy to ją jej odebrano?
— Tęgoszu?
Kocur drgnął na dźwięk jej głosu. Schyliła się, wsuwając łeb do legowiska wojowników.
— Mogę Cię wyciągnąć z tej nory na spacer?
<Bratanku?>
wyleczone: Nadciągający Pomrok, Ośnieżony Kryształ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz